sobota, 8 maja 2021

Gra Pozorów

Hejka!

Dzisiaj zapraszam na recenzję kolejnego przeczytanego przeze mnie kryminału :)



Tytuł: ,,Gra pozorów"

Autor: Kerry Wilkinson

Ilość stron: 336

Gatunek: kryminał

Cykl: Detektyw Jessica Daniel




Fabuła:

          Sierżant Jessica Daniel jest świadkiem wypadku samochodowego, w którym ginie mężczyzna. Okazuje się, że ofiara przewoziła w bagażniku zwłoki dziecka. Główna bohaterka dąży do odkrycia brutalnej prawdy związanej z tajemniczym morderstwem. Czy uda jej się wyjaśnić trudną zagadkę, kim było zaginiony chłopiec? Czy Jessica Daniel poukłada w końcu swoje życie prywatne?

        Książkę przeczytałam bardzo szybko, w ciągu dwóch wieczorów. Pomimo, że jest to czwarta część cyklu, nie trzeba czytać tej serii po kolei, bo każda jest o czymś innym. Bohaterka Jessica wzbudziła moją sympatię, bo zauważyłam, że mamy pewne cechy charakteru bardzo do siebie podobne. Kryminał nie był drastyczny, pełno w nim było sekretów i różnych poplątanych wątków. Trochę spodziewałam się zakończenia jakie wybrał autor, bo dosyć szybko wpadłam na pewną teorię, więc finał aż tak mnie w sumie nie zaskoczył. Lektura przypadnie do gustu osobom, które nie lubią krwawych intryg, lecz interesują się takimi, gdzie można pogłówkować i rozpracować typy podejrzanych osób. Moja ocena 7/10.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dragon. 



niedziela, 25 kwietnia 2021

Opowieść podręcznej

Hej!

Ostatnio miałam okazję przeczytać książkę ,,Opowieść podręcznej". Jeśli jesteście ciekawi, czy mi się spodobała, to zapraszam do mojej opinii poniżej ;)




Tytuł: ,,Opowieść podręcznej"
Autor: Margaret Atwood
Ilość stron: 368
Gatunek: Literatura piękna







Fabuła: 

        Sytuacja w USA - przerobionych w Republikę Gilead - została całkowicie zmieniona. Dotychczasowe życie społeczeństwa przekształciło się w koszmar. Kobiety podzielono na różne kategorie, główna bohaterka Freda jest Podręczną. Dziewczyny z tego sektora muszą nosić czerwony kostium z białymi skrzydłami na głowie, ich zadaniem jest rodzenie dzieci Komendantom. Czy Freda z wraz z upływem lat przystosuje się do nowych zasad i zapomni o swojej rodzinie? Jakie kary otrzymują ludzie łamiący obowiązujące w Republice Gilead prawo? Czy wizja autorki ma szansę spełnić się w Polsce?


        Książka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Czasami obawiam się lektur, które są mocno reklamowane, ale tym razem fabuła spodobała mi się. Początkowo ,,Opowieść Podręcznej" ciężko mi się czytało, ponieważ historia toczy się głównie wokół wewnętrznych rozważań Fredy, mało jest w niej dialogów, ale z każdą kolejną stroną powieść coraz mocniej wciągała mnie w mroczny świat Republiki Gilead. 

        Wizja przyszłości według Atwood przeraziła mnie dlatego, że wydała mi się być wyjątkowo realna. Daleko jestem od popierania którejś partii politycznej w Polsce, ponieważ żadna nie jest mi bliska, natomiast nie podoba mi się to, że w czasach epidemii nagle złamano kompromis aborcyjny. Boję się, że każde kolejne kroki rządu będą coraz bardziej niebezpieczne dla nas kobiet. Z racji tego, że jest ogromny niż demograficzny, a pieniądze rodzinne nie wpływają na więcej urodzeń dzieci, nie wiadomo co może przyjść do głowy obecnie panującym bądź przyszłym partiom. W książce zauważyć można, że ludziom zostały wyprane mózgi, a nauki głoszone przez nadrzędnych brzmią jak zasady sekty. Reżim i ortodoksja to jedyne prawo nie znoszące sprzeciwu w nowo ogłoszonym państwie. Lektura zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Oby nigdy współczesnych kobiet (nie tylko w Polsce) nie spotkało to, co bohaterkę powieści Atwood. Otwarte zakończenie także wywołuje mnóstwo refleksji. Chętnie sięgnę po drugą część ,,Testamenty". Moja ocena: 9/10.

piątek, 16 kwietnia 2021

Dylemat

Siemanko!
Zapraszam na recenzję książki, na którą miałam chrapkę już od momentu jej zapowiedzi!






Tytuł: ,,Dylemat"
Autor: B.A. Paris
Rok wydania: 2020
Ilość stron: 347









Fabuła:
       Livia od ponad dwudziestu lat planuje swoją idealną imprezę urodzinową. Kobieta nigdy nie miała wesela, więc postanowiła, że 40 lat skończy w gronie całej rodziny i wszystkich przyjaciół. Nic nie może popsuć jej marzenia, dlatego z każdym dniem coraz ciężej ukrywać ciążącą jej tajemnicę.
      Tymczasem mąż Livii planuje zrobić ukochanej niespodziankę i nic nie mówi o przylocie córki na przyjęcie prosto z Hongkongu. Niestety, mężczyzna dowiaduje się o katastrofie lotniczej w Kairze, gdzie przesiadkę miała mieć Marnie. Czy dziewczyna leciała pechowym samolotem? Czy przyjęcie urodzinowe odbędzie się? Jak poradzą sobie z utrzymaniem sekretów Livia i Adam? 

        Kiedy przeczytałam ,,Za zamkniętymi drzwiami", zachwycił mnie styl pisania B.A. Paris. Uważam, że był to wybitny debiut, a thriller trafił do grona moich ulubionych książek. ,,Na skraju załamania" również przypadło mi do gustu. ,,Pozwól mi wrócić" także mi się podobało, chociaż już nie doznałam takich emocji jak przy lekturze jej poprzedniczek. Nie mogłam doczekać się spotkania z kolejnym thrillerem brytyjskiej autorki. W tym wypadku jednak się rozczarowałam.
       ,,Dylemat" był zupełnie inną książką niż poprzednie powieści B.A. Paris. Spodziewałam się trzymającego w napięciu thrillera psychologicznego, gdzie mrożąca w żyłach historia pełna zwrotów akcji nie pozwoli mi spać. Okazało się, że lektura była nudnawa, a akcja wlokła się do granic niemożliwości. Moim zdaniem nie był to żaden thriller lecz powieść obyczajowa/dramat. Marnie w moich oczach sprawiała wrażenie zimnej suki i manipulatorki krzywdzącej bliskich, więc w zasadzie nie było mi jej nawet żal. Książkę cechowała średnia jakość, nie wzbudziła we mnie większych wrażeń, więc nawet nie wiem, co miałabym więcej o niej napisać. Mam nadzieję, że następnym razem B.A. Paris wróci do dawnej formy sprzed lat i zaskoczy mnie kolejnym świetnym thrillerem. ,,Dylemat" dostaje ode mnie ocenę 6/10. 

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Denko 57 - marzec

Cześć!
Zapraszam na denko kosmetyczne!


1. Farba do włosów Schwarzkopf Palette (delikatny rudy) CK6 - brown+red
Cena ok. 15 zł. Produkt zakupiłam pod wpływem impulsu, bo zamarzyły mi się rude włosy, a opakowanie sugerowało, że kolor będzie wpadał w delikatnie rude tony, więc na początek przygody z rudością w sam raz! Niestety, moje oczekiwania nie sprawdziły się, farba nie chwyciła koloru w ogóle  praktycznie nic! Szkoda..
Czy kupię ponownie? Nie



2. Plastry rozgrzewające na bóle menstruacyjne (2 sztuki) Facelle
Cena ok. 7 zł. Plastry są dla mnie przede wszystkim fantastycznym rozwiązaniem na noc! Świetnie rozgrzewają i niwelują ból. Zauważyłam, że utrzymują ciepło nawet do 10 h. Minusem jest fakt, że zauważyłam więcej upływającej krwi, ale jeśli ktoś ma równie bolesne miesiączki jak ja to naprawdę polecam! Ostatnio uratowały moje samopoczucie w pracy, nie wiem jak poradziłabym sobie bez nich.

Czy kupię ponownie? Tak



3. Pasta Blend-a-med complete (extreme mint)
Cena ok. 8 zł. Pasta dobrze się pieniła, bardzo mocna w smaku i nie tylko.. Plamy, które pozostały po produkcie na bluzce i ręczniku są już nie do usunięcia - nawet po kilku praniach...
Czy kupię ponownie? Nie wiem

4. Woda perfumowana Vittorio Belluci - Jet'aime
Dostałam w prezencie od cioci, która stwierdziła, że to nie jej zapach. Może pachniał nie najgorzej (nutą owocowo-kwiatową), ale mi także niespecjalnie przypadł mi do gustu. Wykorzystałam jako odświeżacz powietrza w łazience.
Czy kupię ponownie? Nie

5. Krem glicerynowo - aleoesowy do rąk Anida (z witaminą A+E)
 



Cena ok. 3 zł. Przebadany dermatologicznie. Bardzo dobrze nawilżał skórę, super się wchłaniał. Często do niego powracam, chociażby ze względu na jego niską cenę.


Czy kupię ponownie? Tak






6. Płyn micelarny 3w1 (usuwa makijaż, oczyszcza, koi) Garnier 125 ml, miniformat - bezzapachowy, do cery wrażliwej; testowany dermatologicznie i okulistycznie

Kosmetyk dostałam w prezencie urodzinowym. Pozytywnie mnie zaskoczył, wyjątkowo dobrze zmywał makijaż, nie podrażniał, nie uczulał i dobrze nawadniał cerę. Polubiłam się z nim.



Czy kupię ponownie? Tak





7. Zmywacz do paznokci z wit. E + F, ziołowy z łopianem bez acetonu Edit Cosmetics 70 ml
Cena 1 zł. Kupiłam na targu w promocji. Świetnie zmywał nawet najtrudniejszy lakier, nie śmierdział, nie wysuszał skórek, pomimo małej pojemności był mega wydajny! Już dawno nie miałam tak dobrego zmywaczu. Polecam
Czy kupię ponownie? Tak


8. 30 tabletek Biotebal
Cena ok. 30 zł. To moje drugie opakowanie tabletek Biotebal. Liczyłam, że stan moich włosów i paznokci poprawi się. Nic nie zmieniło się od momentu zużycia pierwszego pudełka. Paznokcie jak mi się łamały, tak łamią dalej, a włosy wcale szybciej nie rosną. Dam Biotebalowi ostatnią szansę. Może coś zmieni się po trzecim opakowaniu, skoro tak go wszyscy zachwalają.
Czy kupię ponownie? Nie

9. Olej kokosowy rafinowany 100 % Sabonell 100 ml
Cena ok. 15 zł. Kupiłam z ciekawości. Zazwyczaj stosuję olejki arganowe, ale chciałam wypróbować tym razem kokosowego. Używałam go do włosów. Olej powodował ładne nabłyszczenie, trochę wzmocnił moją fryzurę, ale bez szału. Raczej powrócę jednak do mojego ulubieńca arganowego.
Czy kupię ponownie? Nie wiem



10. Płatki kosmetyczne z ekstraktem z aloesu (120 sztuk) be beaty
Cena ok. 6 zł (w trójpaku). Lubię te płatki, nie rozwarstwiały się, były mięciutkie. Sama przyjemność ich używać. 
Czy kupię ponownie? Tak









11. Chusteczki do demakijażu z płynem micelarnym Cleanic - oczyszczają i pielęgnują, działają przeciwzmarszczkowo (20sztuk)
Kupiłam je w sklepiku lokalnym, bo miałam tam bon z pracy. Potrzebowałam akurat chusteczek nawilżających, więc ucieszyłam się, że mogę je kupić poprzez realizację prezentu. Jednak oficjalna cena 13 zł mnie zabiła, nie wiem ile kosztują w markecie, ale pani sprzedawczyni przegięła nadając im taką cenę. Produkt sprawdził się bez zarzutu, dobrze je było mieć przy sobie, ale za 13 zł ich nigdy bym nie kupiła. Chusteczki dobrze zmywały makijaż i koiły twarz, ale reklama, jako, że działają przeciwzmarszczkowo to przesada!
Czy kupię ponownie? Nie wiem



12. Maseczka naprawcza - Stymulująca cykl nocnej odnowy komórkowej DermoMask (Night Active)
Cena ok 3 zł. Stosowałam po godzinie 22 według zaleceń. Maseczka powinna redukować blizny potrądzikowe, wygładzać i zmniejszać pory oraz rozświetlać skórę. Niestety, nie zauważyłam zmniejszenia blizn, być może gdybym zużyła więcej saszetek, widać byłoby różnicę. Nie mniej jednak, moja skóra była nawilżona i dobrze odżywiona, sprawiała efekt bardzo mięciutkiej. 
Czy kupie ponownie? Nie wiem



13. Szczoteczki do zębów Colgate Navigator Plus 1 + 1
Cena ok. 7 zł w Rossmannie. Szybko zużywam szczoteczki, te także długo u mnie nie zabawiły, ale przynajmniej nie wypadało z nich włosie jak w przypadku innych firm. 
Czy kupię ponownie? Tak

W marcu wydałam na kosmetyki 90 zł. Znacie coś z mojego denka? :)

piątek, 2 kwietnia 2021

Elżbieta, Filip, Diana i Meghan. Zmierzch świata Windsorów

Hejka! 

Ostatnio przeglądając mojego e-maila znalazłam propozycję recenzji książki. Zastanawiałam się, czy ją przyjąć, bo ciągle cierpię na chroniczny brak czasu, ale po krótkiej analizie, doszłam do wniosku, że angielska dynastia bardzo mnie interesuje i nie mam na jej temat zbyt szerokiej wiedzy, więc wysłałam swoje zgłoszenie. 

Poniżej moja recenzja :)



Tytuł: ,,Elżbieta, Filip, Diana i Meghan. Zmierzch świata                                Windsorów"

Autor: Marek Rybarczyk

Rok wydania: 2021

Ilość stron: 334

Gatunek: Biografia 




        Lubię biografie, bo zawsze mogę dowiedzieć się z nich wielu istotnych informacji. O rodzinie Windsorów jest teraz cały czas głośno, więc książka jak najbardziej wpisała się w modny nurt. Przyznam szczerze, że pomimo że moja wiedza o brytyjskiej dynastii nie była zbyt imponująca, to Windsorowie towarzyszyli mi od dzieciństwa. Pamiętam głośną aferę związaną ze śmiercią Diany; ze wzruszeniem wspominam też czasy, gdy kupowałam magazyn Bravo i zbierałam wycinki o Britney Spears - w jednym wydaniu spodobała mi się ploteczka, gdy moją idolkę połączono z księciem Williamem (od razu zainteresował mnie ten chłopak haha). 

      Zawsze imponowała mi wiedza mojej koleżanki z pracy, która fascynuje się losami monarchii i zna wszystkie ciekawostki na temat Windsorów. Teraz już rozumiem jej zachwyt, dzięki książce otworzyły mi się oczy i gdy poznałam wewnętrzny świat znanych Anglików, zrozumiałam jak ważną pełnią oni rolę w historii.


       Lektura zawiera mnóstwo cennych informacji przede wszystkim o życiu królowej Elżbiety i księcia Filipa. Dowiedziałam się jak wyglądało dzieciństwo małej Eli oraz jak wielką fukcję w jej życiu odegrała polityka i kariera. Monarchini zakochała się w Filipie od pierwszego wejrzenia, niestety mężczyzna nie traktował jej nigdy poważnie i miał wiele romansów na boku. Nie mniej jednak książę Filip nie miał dobrych wzorców, bowiem gdy był jeszcze młodzieniaszkiem, w jego otoczeniu, faceci nigdy nie unikali zdrad. Nie ma co się zatem dziwić Filipowi i jego wyskokom, dla którego takie sytuacje były normalne. 

       W książce wiele wątków dotyczyło też księcia Karola, rodzice traktowali go ozięble i uważali za ciapę, ich faworytem był inny syn - Andrzej (znany ostatnio z innych afer). Przyszły król od początku kochał Kamilę, jednak uznano ją za ,,kobietą z przeszłością", więc nie mogła zostać jego żoną. Diana była najlepszą kandydatką dla Karola (nawet przebadano ją czy na pewno jest dziewicą). Karol, gdy brał ślub miał już ponad 30 lat i wiele kochanek (w tym jedną stałą - Kamilę), Diana była jeszcze niewinną nastolatką, którą zaczarowała bajkowa monarchia i myślała, że uda jej się zmienić męża. Niestety, małżeństwo z góry skazane było na porażkę. Gdy byłam młodsza myślałam, że za nieszczęście księżnej Diany odpowiadał jedynie Karol, dopuszczający się licznych zdrad jak jego ojciec. Po lekturze książki zrozumiałam, że wina leżała po środku. Diana cierpiała na depresję, bulimię, ale pomimo tego, że teoretycznie denerwowali ją paparazzi, uwielbiała o sobie czytać w mediach, kokietowała dziennikarzy, sama dostarczała im różnych informacji, a poza tym miała także licznych kochanków. 

       Kolejną osobą, której poświęcono w książce wiele miejsca była Meghan. Amerykanka przyniosła ostatnio dynastii spory rozgłos, kiedy namówiła Harrego na ucieczkę od rodziny. Meghan jest oceniana różnie, z jednej strony ludzie kochają ją za to, że potrafiła mieć swoje zdanie i przeciwstawić się tradycjom Windsorów, a z drugiej... ta kobieta jest aktorką, więc doskonale potrafi grać swoje emocje i działać na otoczenie według własnego uznania. Meghan porównuje się do księżnej Diany, którą ,,zabili" papparazzi i obawia się, że zbyt ostre zainteresowanie dziennikarzy jej osobą mogłoby ją wykończyć tak jak samo jak teściową. Owszem, celebrytka podobna jest do ,,królowej ludzkich serc", ale pod względem umiejętności manipulacji otoczenia oraz romansu z mediami. Meghan niby chce być zwykłą osobą, ale zależy jej na popularności i nie może żyć bez zainteresowania prasy, co jest ze sobą sprzeczne. 
          Marek Rybarczyk zastanawia się, czy kres sławy rodziny Windsorów jest już bliski. W dawnych czasach społeczeństwo nie miało bezpośredniego dostępu do mediów, więc cała Anglia pragnęła ciekawostek z życia monarchii. Dzisiaj, ze względu na powszechny dostęp do prasy, na każdym kroku można przeczytać o intymnych wydarzeniach z życia mnóstwa innych artystów bądź ludzi słynnych z bycia słynnymi z niczego (różni youtuberzy, tiktokerzy itd.). Internet jest przesycony plotkami z każdej strony, więc autor prognozuje, że Windsorowie znudzą się otoczeniu. Mam nadzieję jednak, że tak się nie stanie i doczekam czasów kiedy William zasiądzie na tronie :)
        Książka jest źródłem fascynujących informacji, dostałam ich całe mnóstwo, więc mogłabym pisać o niej godzinami... ale lepiej nie zdradzać wielu szczegółów, więc po prostu zachęcam Was do lektury, a królowej Elżbiecie życzę jeszcze wiele lat panowania w zdrowiu :) Moja ocena: 9/10.
P.S. Biografia zawiera mnóstwo wspaniałych zdjęć z życia monarchii.
P.S. 2. Ciekawe, co wy sądzicie o Windsorach i jaki jest wasz stosunek do monarchii czy samej Meghan?
P.S. 3. Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu MUZA

                                           

piątek, 5 marca 2021

Skłodowska

 Hejka!

Chętnie opowiem Wam o pierwszym w tym roku filmie, na który wybrałam się do kina! 





Tytuł: Skłodowska
Reżyser: Marjane Satrapi
Gatunek: Biograficzny/Dramat
Rok produkcji: 2019
Czas trwania: 1.43








Fabuła: 
           Maria Skłodowska przyjeżdża do Francji, aby podjąć studia na Uniwersytecie w Sorbonie. Kobieta jest geniuszem w kategorii nauk ścisłych, jednak niewiele osób traktuje jej hobby poważnie. Ze względu na płeć, zasługi Skłodowskiej są marginalizowane i niedoceniane. Jednak gdy na swojej drodze Polka spotyka Piotra Curie, jej kariera nabiera tempa. Młodych naukowców łączy nie tylko miłość ale także ambicja i chęć rozwoju w dziedzinach do tej pory nieprzebadanych. Maria zostaje pierwszą i jedyną na świecie osobą - laureatką podwójnej Nagrody Nobla w dwóch dziedzinach: fizyki i chemii.

          Przyznam szczerze, że o naszej dumie narodowej znałam wcześniej tylko podstawowe informacje, dlatego z przyjemnością obejrzałam najnowszą produkcję, która dostarczyła mi naprawdę wiele cennej wiedzy. Film bardzo mi się podobał! Przeniosłam się do dawnego świata Francji, gdzie kobiety miały większe prawa niż w ówczesnym królestwie Polskim. Marjane Satrapi stworzyła niezwykły klimat francuskich ulic, którymi zwykła chadzać nasza rodaczka. Dzięki produkcji zrozumiałam, jak wybitnym umysłem była Skłodowska. Wynalazła dwa nowe pierwiastki: polon oraz rad i stała się prekursorką nowej gałęzi nauki: radiochemii. Niestety badania nad promieniotwórczością nie do końca przyczyniły się do pozytywnego postrzegania geniuszu Polki. Z inicjatywy Noblistki leczono raka oraz przeprowadzano rentgeny, dzięki czemu podczas wojny unikano amputacji kończyn. Niestety jej doświadczenia wykorzystali także ludzie do złych celów, budując bomby atomowe, które wywołały na świecie wiele zniszczeń, siejąc strach i przerażenie wśród społeczeństwa Hiroszimy czy Nagasaki. Ponadto, niektóre elektrownie jądrowe jak Czarnobyl czy Fukushima skutkowały w katastrofy, co rozprzestrzeniło substancje promieniotwórcze w atmosferze. Skłodowska była pierwszą kobietą profesor, która wykładała na Sorbonie. Jeśli chodzi o jej małżeństwo, to Maria miała mocny charakter i mimo, że kochała męża i dzieci nieczęsto potrafiła to okazać. Najważniejsza była dla niej nauka i chciała się jej poświęcić bez reszty, dlatego też bardzo przeżyła śmierć Piotra, ponieważ nie zdążyła się z nim pożegnać (mężczyzna zginął pod kołami wozu konnego). Zarówno Skłodowska, jak i jej małżonek czy inne osoby pracujące z nimi przy odkrywaniu nowych pierwiastków zachorowały na raka, więc oddały w imię pracy swoje zdrowie. Noblistka nie miała wśród społeczeństwa również dobrej reputacji ponieważ jako wdowa nawiązała romans z przyjacielem Piotra, który był żonaty. Była wyzywana od złodziejek mężów czy polskich ladacznic.
          Rosamund Pike w roli Skłodowskiej sprawdziła się idealnie, jej gra była perfekcyjna. Sceny z udziałem aktorki szokowały mnie, zachwycały bądź po prostu wzruszały. Równie bardzo zainteresowała mnie postać Piotra Curie, w którego wcielił się Sam Riley. Mężczyzna przedstawił naukowca w pozytywnym świetle, jako bardzo kochającego swoją żonę, a także potrafiącego poświęcić się dla nauki. W pamięc zapadła mi także postać nastoletniej Irene (córki Marii i Piotra), granej doskonale przez Anya'ę Taylor-Joy znaną już mi dobrze z serialu ,,Gambit Królowej". Byłam w szoku, kiedy dowiedziałam się, że Irene była drugą (tuż po swojej matce) kobietą, która dostała statuetkę za badania w dziedzinie chemii. Irene także zmarła na raka. 
           Film wyjaśnił mi fenomen nie tylko osoby Marii, ale i całej jej niesamowicie uzdolnionej rodziny. Wielki talent to naprawdę niezwykły dar od Boga, który został wykorzystany niestety do różnych celów. O takich ludziach, którzy w swoim życiu osiągnęli nieprawdopodobne sukcesy powinno się więcej mówić, a ich przykłady pokazywać w szkołach i mediach. Moja ocena filmu: 10/10. 

sobota, 27 lutego 2021

W szponach szaleństwa

Hejka!
Jestem świeżo po lekturze thillera napisanego przez znaną polską autorkę, zatem chętnie podzielę się moimi wrażeniami.




Tytuł: ,,W szponach szaleństwa"
Autor: Agnieszka Lingas - Łoniewska
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 285











Fabuła:
         Ewa Barska jest 32 letnią policjantką, mającą znaczne sukcesy na swoim koncie zawodowym. Tym razem kobieta ma za zadanie znaleźć mordercę grasującego we Wrocławiu, który zabija młode, uzdolnione dziewczęta - po czym je okalecza. Wszystkie tropy prowadzą w kierunku Bieszczadów, gdzie wiele lat temu funkcjonowała groźna sekta. Ewie nie jest łatwo odgadnąć kolejne kroki bestii, tym bardziej, że zakochuje się w przystojnym doktorze z uczelni (powiązanym ze śledztwem). Jak pani komisarz poradzi sobie z czyhającym na nią niebezpieczeństwem? Ile osób musi jeszcze zginąć zanim zabójca zostanie odnaleziony? Co kierowało umysłem złoczyńcy, że dopuścił się tak haniebnych zbrodni?

     Do tej pory czytałam dwie książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Nie zachwycałam się nimi, ale potraktowałam je jako lektury z lżejszej półki, z którymi można miło spędzić czas, nie wymagając od ich wiele. ,,W szponach szaleństwa" to dość mroczny thriller, który tak mnie wciągnął, że przeczytałam go jednego wieczoru. Akcja powieści toczyła się szybko, także nie miałam czasu na nudę. Nie czułam dreszczu strachu, ani dużego napięcia, ale książka zainteresowała mnie, więc oceniam ją w miarę pozytywnie. Zakończenie było dla mnie zaskakujące, obstawiałam kilka typów morderców, ale rozwiązanie jakie przyjęła autorka było ciekawe. Ponadto, sięgnęłam po dany tytuł, ponieważ w zeszłym roku na wakacjach byłam w Bieszczadach, a Wrocław darzę ogromnym sentymentem, więc tło wydarzeń wydało mi się być idealną dla mnie formą rozrywki w aktualnym momencie. Mój wzrok przyciągnęła także makabryczna okładka, zwracająca uwagę na piekielne tajemnice skrywające się w powieści. Myślę, że nie zostanę fanką Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, jej język wydaje mi się być dość banalny, a treść często bywa powtarzalna, ale od czasu do czasu chętnie przeczytam jakąś jej proozycję. ,,W szponach szaleństwa" nie jest wybitnym thrillerem, ale myślę, że ocenę 6.5/10 mogę mu postawić.

sobota, 13 lutego 2021

Denko 56 - luty

Siemka!
Zapraszam na denko kosmetyczne z lutego.



1. Szampon Biotebal 200ml

Cena ok. 30 zł. Słyszałam o Biotebalu same pozytywne opinie, wgłębiłam się w informacje o kosmetykach z tej firmy, zachwyciły mnie pozytywne komentarze, które wychwalały pod niebiosa ten niesamowity szampon. Nie mam wielkich problemów z wypadającymi włosami, ale pomyślałam, że może trochę się zagęszczą i wzmocnią - jak sugerował opis na opakowaniu. Zaszalałam i kupiłam sławny, drogi i malutki szamponik sobie i mojemu lubemu, który zmaga się z szalonym wypadaniem włosów. Wydałam niemal 30 zł. na bubel, którego nigdy więcej nie chcę widzieć na oczy!!! Podczas stosowania kosmetyku, tak swędziała mnie skóra głowy, że nie mogłam wytrzymać. To jeszcze nic, mój ukochany dostał od niego łupieżu ( oczywiście włosy dalej leciały mu tak samo)! Co więcej, nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek wcześniej miała szampon, który mi tak przetłuszczał fryzurę. Myłam ją rano, a wieczorem była już tak tłusta, jakbym nie używała szamponu tydzień. Do tego, nie nadawał im żadnego połysku - były brzydkie i matowe! Poza tym, nie pienił się. Nie polecam! Okropieństwo i strata pieniędzy.

Czy kupię ponownie? Nie!













2. 30 tabletek Biotebal
Cena ok. 30 zł. To moje pierwsze opakowanie tabletek Biotebala. Liczyłam, że stan moich włosów i paznokci poprawi się. Kupiłam pigułki nie tylko sobie, ale też lubemu i rodzicom. Wszyscy byliśmy rozczarowani, nie zauważyliśmy żadnych plusów tabletek. Ostateczną opinie wydam po 3 opakowaniu, bowiem dałam jeszcze szansę temu produktowi. 
Czy kupię ponownie? Nie

3. Szampon koloryzujący do 24 myć - Schwarzkopf Palette (317 orzechowy blond)

Cena ok. 15 zł. Farba nie śmierdziała, (była bezzapachowa). Niestety, do zestawu nie dołączono odżywki w saszetce. Uzyskany kolor wyszedł ładny, naturalny - taki jak na opakowaniu. Barwa po 3 tygodniach spłukała się  i z powrotem ujrzałam swój jaśniejszy blond. Włosy przy farbowaniu nie uległy zniszczeniu. Ten produkt był częstym gościem w moim domu, szczególnie gdy nie miałam pomysłu, jaki chcę mieć kolor, a bałam się eksperymentów.
Czy kupię ponownie? Tak


4. Różany płyn micelarny do demakijażu oczu, twarzy i ust (3w1) - skóra sucha, wrażliwa, naczynkowa Eveline 400ml. 
Cena ok. 7 zł w promocji. Produkt mnie pozytywnie zaskoczył. Był wydajny i super zmywał makijaż, przynosząc mojej skórze ulgę. Dobrze nawilżał, nie uczulał, a przede wszystkim cechował się niską ceną.
Czy kupię ponownie? Tak!



5. Kremy do rąk Salia (z kozim mlekiem) 100ml
Cena: 3.50 zł. Kosmetyki były w promocji, więc wzięłam 3 sztuki. Niestety, zawiodłam się na tych kremach. Nie przyniosły moim dłoniom wystarczającego nawilżenia. Nakładałam dużą ilość produktu na ręce, a one nadal były przesuszone, także nie polecam. 
Czy kupię ponownie? Nie



6. Pasta do zębów Blend-a-med 7 Complete
Cena 8 zł. Pasta dobrze się pieniła, nie podrażniała dziąseł. Nie zauważyłam efektu wybielania.
Czy kupię ponownie? Nie wiem

7. Peeling solny Green Pharmacy (rumianek&imbir) 300 ml
Cena ok. 15 zł. Kosmetyk nie zawierał parabenów ani silikonów. Niestety, jak dla mnie miał zbyt dużo parafiny, ociekał tłustą konsystencją, co nie przypadło mi do gustu. Jako ździerak - średni, chociaż grudek solnych mu nie brakowało. Przyznam, że długo męczyłam ten peeling, zanim osiągnął dno.
Czy kupię ponownie? Nie

8. Krem Nivea Soft (z olejkiem jojoba i witaminą E) 200 ml
Cena ok. 13 zł. Kiedy zbyt długo zastanawiam się, jaki wziąć krem, mój wybór pada na sprawdzony klasyk - Nivea Soft. Jest on mięciutki, nie uczula i nie podrażnia, a przede wszystkim szybko się wchłania i dostarcza skórze potrzebnego nawilżenia. To częsty gość w moim domu.
Czy kupię podobnie? Tak

9. Sudocrem 60 g. krem barierowo - ochronny dla dzieci i dorosłych z problemami skóry
Cena ok. 12 zł. Mój jedyny i niezastąpiony pomocnik w walce z pryszczami. Po posmarowaniu nim niedoskonałości, szybko mogę nacieszyć się z powrotem piękną i gładką cerą. Szkoda, że nie wszystkim pomaga, ale dla mnie jest to KWC od 9 lat!
Czy kupię ponownie? Tak


10. Próbki szamponów wzmacniających Vis Planis Basil Element (przeciw wypadaniu włosów, ekstrakt z bazylii + NMF)
Produkt mnie zachwycił. Szampon z tej firmy świetnie się pienił, miał ładny zapach. Nadawał włosom blasku i pozwalał dłużej zachować świeżość. Chętnie zakupię produkt pełnowartościowy.
Czy kupię ponownie? Tak





11. Płatki kosmetyczne z aloesem Lilibe, 60 sztuk
Cena ok. 2 zł. Płatki miękkie (100% bawełny), ale często się rozwarstwiały, czego nie lubię.
Czy kupię ponownie? Nie

12. Płatki kosmetyczne Isana - 140 sztuk (100% bawełny)
Cena ok. 3 zł. Super płatki, nie rozwarstwiały się, były mięciutkie.
Czy kupię ponownie? Tak

W lutym wydałam na kosmetyki ok. 110 zł. Czy znacie coś z mojego denka?

wtorek, 9 lutego 2021

Żmijowisko - serial

 Cześć :)

      Minęły już ponad dwa lata odkąd przeczytałam bestseller Chmielarza. ,,Żmijowisko" to jeden z moich ulubionych thrillerów psychologicznych, który zachwycił mnie bez reszty. Długo nie mogłam znaleźć w tym gatunku nic tak równie dobrego, co ścięło by mnie z nóg. Po kilku latach jednak fabuła lekko mi się rozmyła, chociaż oczywiście pamiętałam jej zarys, więc uznałam, że to dobry moment, aby obejrzeć serial i ocenić go obiektywnie. 





Tytuł: ,,Żmijowisko"
Reżyseria: Łukasz Palkowski
Ilość odcinków: 7
Gatunek: Kryminał 
Rok produkcji: 2019









Fabuła:
        Czwórka przyjaciół ze studiów przyjeżdża ze swoimi rodzinami do letniska w Żmijowisku na wczasy. Pewnego dnia, znika ślad po córce Kamili i Arka. Czy ktoś z urlopowiczów jest zamieszany w zaginięcie Ady? A może któryś z członków rodziny gospodarzy ma coś na sumieniu? Gdy rok później w Żmijowisku ginie kolejne dziecko, niebezpieczna gra nabiera rozpędu. Kto umrze? Kto zostanie oskarżony o przestępstwa? Czy psychopata przyzna się do swoich czynów? A może sprawców zbrodni jest więcej? 

         Oceny serialu na filmwebie są słabe, dlatego też trochę obawiałam się produkcji. Przyznam szczerze, że akcja kryminału tak mnie (wraz z mężem) wciągnęła, że gdybym nie musiała wstać rano do pracy, to chyba obejrzałabym cały seans od razu. Niestety, wizja budzika o świcie była przerażająca, więc film rozłożyłam na dwa wieczory. 
         Wiele osób skarży się na mnogość bluzgów w filmie. To prawda jest ich mnóstwo, więc wrażliwych widzów uczulam, że język w serialu może ich zbulwersować. Przypominam jednak, że ,,Żmijowisko" to ekranizacja książki Chmielarza, który w swoich powieściach używa dużo wulgaryzmów, więc w sumie nie ma się czemu oburzać. Inni narzekają na pokręconą akcję, która jest przecież największą zaletą zarówno lektury jak i filmu, to sprawia, że fabuła jest oryginalna i kiedy myślimy, że rozwiązaliśmy już zagadkę, jesteśmy w szoku, że była ona całkiem inna. Koniec serialu (podobnie jak książka) był sztosem. Ja znałam zakończenie, ale mój mąż był w szoku, gdy wszystkie elementy układanki wskoczyły już na swoje miejsce i zrozumiał, co tak naprawdę wydarzyło się w Żmijowisku. Serial składał się z kilku scen czasowych, zadbano o różne retrospekcje (tak jak w książce), co budowało napięcie. 
       Podobały mi się kolory filmu, tło było przygnębiające: zamglone, stonowane i nie charakteryzowało się normalnymi, kolorowymi scenami, co tylko potęgowało uczucie niepokoju. W końcu nie miałam też problemu z nagłośnieniem; zazwyczaj dialogów w polskich produkcjach nie rozumiem i zawsze zastanawiam się, kto jest odpowiedzialny za dźwięk. W tym przypadku byłam zadowolona, bo większość scen w końcu mogłam dobrze usłyszeć! 
      Przypadła mi do gustu obsada filmu. W Żmijowisku nie było dobrych ludzi, wszyscy mieli potworne charaktery, dlatego też aktorzy dobrze wcielili się w swoje role ukazując fałszywe i wredne twarze granych przez nich postaci. Paweł Domagała jako Arek wypadł dla mnie przekonująco, aczkolwiek lubię tego artystę, więc moja opinia może być subiektywną. Zaskoczył mnie Piotr Stramowski, bowiem za tym aktorem nie przepadam, a Roberta zagrał super. Role: Agnieszki Żulewskiej (Kamila), Wojciecha Zielińskiego (Krzysztof), Marty Malinowskiej (Joanna), Joachima Lamży (Szuwar), Małgorzaty Klary (Michalina) zapadły mi w pamięć, oceniam je pozytywnie. Na pewno dużego plusa mogę dać Cezaremu Pazurze za grę Kajetana Rybaka oraz Tamarze Arciuch wcielającej się w jego żonę. Ta dwójka artystów stworzyła świetne kreacje; święcący triumfy w filmach - wiele lat wstecz, Pazura wykazał się ogromnymi umiejętnościami aktorskimi w roli gangstera, a Arciuch idealnie zagrała postać drugoplanową - bogatą alkoholiczkę. Oczywiście i zaginiona Aga - w tej roli Hanna Koczewska, została przedstawiona idealnie jako znudzona i pogubiona nastolatka. Bardzo podobały mi się także role innych młodych aktorów. Kamila Urzędowska jako Kamila Rybak i Stanisław Cywka jako Damian, grali tak przekonująco zdeprawowaną, cyniczną młodzież, że miałam ochotę ich wziąć za fraki, a potem porządnie potelepać. Davina Reeves-Ciara to ładna kobieta, ale jej rola Adaomy nie zachwyciła mnie, chociaż powstrzymam się od mocniejszej krytyki, bo jej osoba aż tak mi nie przeszkadzała. 
      Podsumowując, Żmijowisko to serial przesiąknięty złem ludzi, którzy są manipulantami i nie wahają się dokonywać haniebnych czynów. Bohaterowie są nieuczciwi i bezwzględni. Oczywiście, serial nie dorównał książce, ale był całkiem niezły, wciągnął mnie bez reszty, mężowi także bardzo się spodobał. Jako ciekawostkę dodam, że w pierwszym odcinku na chwilę pojawił się sam autor książki - Wojciech Chmielarz. Moja ocena: 7/10.

poniedziałek, 8 lutego 2021

Wycieczkowo 37 - Solec Kujawski

Hej!
Dzisiaj chętnie przedstawię Wam moją relację z wycieczki do Solca Kujawskiego. Byłam tam pewną jesienią wraz z Martyną i Pauliną. Bardzo się cieszę, że dziewczęta wpadły na pomysł tak wspaniałej wyprawy, bo nigdy nie pomyślałabym, że Solec Kujawski może być niezwykle klimatycznym miejscem, które koniecznie warto zwiedzić :) W niedzielę wyruszyłyśmy do wybranego miasteczka pociągiem z Torunia.

Solec Kujawski usytuowany jest w Kotlinie Toruńskiej - na dnie wielkiej rzeki polodowcowej. Stopniowe ocieplanie klimatu przyczyniło się do napływu (na te tereny) zwierząt np. mamutów, nosorożców włochatych, a potem człowieka. W 2008 r. miasto stało się ogromną atrakcją dla okolic poprzez otwarcie JuraParku. Bilet wstępu dla osoby dorosłej kosztował 28 zł. 


Park zwiedzałyśmy ponad 2 h. Duże rodziny nie muszą się jednak martwić o cierpliwość swoich małych pociech, gdyż tuż przy wejściu można wypożyczyć dino wózek (do którego sama chętnie na chwilę wskoczyłam haha).


Moja ciekawość zaprowadziła mnie do placu zabaw. Nie tylko dzieci mogą się przecież świetnie bawić :D


Wraz z Martyną i Pauliną korzystałam z różnych dino sprzętów. Na szczęście byłyśmy jednymi z pierwszych gości, więc mogłyśmy szaleć do woli np. wchodząc do paszczy gada :D


Chętnie wybrałyśmy się do Muzeum Ziemi, gdzie ujrzałyśmy m.in. zrekonstruowanego mamuta...


czy szkielet dinozaura!


Z uwagą zapoznawałyśmy się także z informacjami o prehistorii i oglądałyśmy skamieniałości.


        Bez wahania zapisałyśmy się na 8 minutowy film o powstaniu wszechświata. Seans włączony był w cenę biletu, a ja w kinie 5D byłam już dawno, więc z niecierpliwieniem czekałam na produkcję przy wizualizacjach dźwiękowych, ruchowych, dotykowych i zapachowych. Jest to świetne doświadczenie, więc jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji być w kinie 5D - to polecam chociaż raz zobaczyć film w technologii 3D z efektami specjalnymi - pobudzającymi zmysły.
      Ziemia powstała ok. 4,6 mld lat temu. Warunki panujące na naszej planecie początkowo nie sprzyjały powstawaniu życia (wybuchały wulkany, błyskały pioruny, padały ulewne gorące deszcze). Klimat ziemski zaczął się jednak ochładzać, 3 mld lat wstecz pojawiło się w oceanach mikroskopijne życie. Sylur charakteryzował się pierwszymi roślinami, w dewonie narodziły się płazy, a karbon to okres gadów i ich ewolucji. Perm przyczynił się do powstania gadów przypominających ssaki, trias to początek ery dinozaurów. 


W jurze dinozaury szczyciły się już sporą dominacją lecz pojawiły się na lądach także owady.


Kreda to czas kulminacji epoki dinozaurów, ale też mnogość gadów latających i morskich.


W kenozoiku powstały nowe życia: ptaki, ssaki i praludzie.


Warto zapamiętać, że w triasie wszystkie kontynenty tworzyły jeden prakontynent (Pangea), który w jurze zaczął się rozpadać. Okres kredy zapoczątkował dzisiejszy świat. Największymi zwierzętami lądowymi w dziejach ziemi były oczywiście dinozaury!


Dinusie wywodziły się z dwóch grup: gadziomiedniczych i ptasiomiedniczych. 


Można je jeszcze podzielić na roślino i mięsożerne.


Park dinozaurów to świetnie zagospodarowane miejsce - raj dla dzieci i dorosłych. Terytorium rozparcelowano na poszczególne, prehistoryczne okresy i każde zwierzę stosownie podpisano. Wszystkie gatunki opatrzono ważnymi informacjami i zdjęciami. Większość dinusiów została ogrodzona, jednak niektóre postaci miały tablice z napisami: ,,Zrób sobie ze mną zdjęcie" i każdy mógł do nich podejść.


Mniejszy Park Owadów także bardzo mi się podobał. Nie ma to jak zobaczyć ogromną mrówkę :D


Solec Kujawski ma do zaoferowania dużo więcej niż JuraPark. Maszerując ulicami miasta znalazłyśmy kilka interesujących obiektów. Obok urzędu miasta i gminy usytuowano pamiątkowy kamień ku czci ludzi ,,Solidarności", natomiast do gustu przypadł mi szczególnie pomnik poświęcony Bohaterom Walki i Zwycięstwa.


Najważniejszym zabytkiem Solca Kujawskiego jest kościół pw. Świętego Stanisława Biskupa i Męczennika, który został wybudowany w 1912 r. 


Tuż przy nim ustawiono dwa pomniki m.in. kardynała Wyszyńskiego.


Oczywiście musiałam przystanąć na chwilę przy krasnalach strażakach. Okazało się, że nieopodal znajduje się Muzem Ochotniczych Straży Pożarnych. Szkoda, że było akurat zamknięte, ale na pewno zajrzę tam, gdy jeszcze kiedyś pojawię się w Solcu Kujawskim!


       W 2009 r. otworzono Muzeum Solca im. księcia Przemysła na ul. Toruńskiej 8. Villa Anna została wybudowana w 1911 r. przez solecką firmę Roberta Schillera dla przemysłowca Johanna Reinholtza, który nazwał budynek na cześć swojej żony. Do 1944 r. willa pełniła funkcje mieszkalne, a potem stała się siedzibą NKWD. W latach 50 swoje biuro miały tutaj władze PZPR. Później budynek służył jako ośrodek zdrowia, następnie przekształcono go na pogotowie ratunkowe, które mieściło się tam do 2009 r.
         Wystawa stała pt: ,,Dzieje Solca Kujawskiego i okolic" jest naprawdę niesamowita. Za wstęp do muzeum nie zapłaciłyśmy nic, a pan historyk, który nas oprowadzał, podzielił się z nami ogromną wiedzą. Spędziłyśmy w muzeum ponad godzinkę, na pewno słuchałybyśmy naszego przewodnika dłużej, gdyby nie fakt, że śpieszyłyśmy się na pociąg powrotny.


          Od 1138 r. Polska podzielona była na dzielnice. W XIII w. proces ten ciągle się pogłębiał. W latach 1230-31 z dzielnicy mazowieckiej wyodrębniono Kujawy ze stolicą w Inowrocławiu. Za panowania księcia Kazimierza Kujawskiego pojawiła się w 1263 r. pierwsza pisemna wzmianka o Solcu jako o porcie wiślanym szykanowanym przez Krzyżaków. W 1325 r. wnuk Kazimierza - książę Przemysł nadał osadzie Solec prawa miejskie. W ok. 1327 r. z powodu realnego zagrożenia ze strony Zakonu Krzyżackiego, król Władysław Łokietek przejął kujawską dzielnicę księcia Przemysła i podarował mu w zamian księstwo sieradzkie. Solec z miasta książęcego stał się zatem miastem królewskim!
         Istnieją dwie hipotezy na temat pochodzenia nazwy miasteczka. Pierwsza (tradycyjna) wywodzi się się od ,,soli" czyli Solec jako miejsce handlu solą. Druga wiąże się ze staropolskim wyrazem ,,sół" - miejsce lub budynek, gdzie przechowywano zboże bądź inne wartościowe towary. W 1924 r. aby odróżnić Solec od pozostałych 11 występujących w Polsce, dopisano do niego człon ,,Kujawski".


      W 1332 r. Krzyżacy (sprowadzeni do naszego kraju w 1226 r. przez Konrada Mazowieckiego) zajęli Solec, który powrócił do Polski w 1337 r. (już za panowania Kazimierza Wielkiego). Miasto rozwijało się jako ośrodek handlu wiślanego z Gdańskiem. Do XV w. Solec był jeszcze wielokrotnie atakowany przez Zakon Krzyżaków. Kolejne stulecie nazywane ,,złotym wiekiem" to pomyślny okres dla miasta, chociaż pozostawało ono w cieniu większej Bydgoszczy. 
      W XVI i XVII w. w Europie dominowały wojny religijne, w Polsce panowała względna tolerancja. Wiele ziem na terenach zalewowych leżało odłogiem. Czynniki: religijny i gospodarczy spowodowały napływ do Polski osadników z Holandii - byli to mennoici (radykalny odłam anabaptyzmu). Olendrzy, bo tak ich nazywano, świetnie poradzili sobie z osuszaniem podmokłych terenów soleckich. Chociaż mieli własną kulturę, szanowali pracę i płacili roczny czynsz właścicielom hektarów.


      Kolejne stulecia to lata nieszczęść dla miasta. Najpierw Solec okupowali Szwedzi, którzy zajęli znaczną część Królestwa Polskiego. Później, w czasie wojny siedmioletniej w okolicach miasteczka stacjonowały wojska rosyjskie. Solec był często niszczony przez pożary i epidemie (dżumy, cholery). 1772 r. to I rozbiór Polski, Prusy przejęły miasto księcia Przemyśla. Powstanie Kościuszkowskie w 1794 r. zakończone niepowodzeniem przypieczętowało III rozbiór Polski. Początek XIX w. zapoczątkował w Europie wojny napoleońskie. Francuskie wojska pokonały Prusy i zajęły Berlin. Na mocy pokoju zawartego w 1807 r. z ziem zagarniętych Polsce (poprzez rozbiór) utworzono Księstwo Warszawskie, w jego granicach zmieścił się także Solec. Niestety, już dwa lata później, Polacy musieli samodzielnie prowadzić wojnę z Austrią. Klęska napoleońskiej wyprawy na Rosję spowodowała kres istnienia Księstwa Warszawskiego, do Solca wkroczyły wojska rosyjskie.
       Kongres wiedeński w 1815 r. ustalił w Europie nowy porządek. Solec znalazł się w Księstwie Poznańskim, które przyznano Prusom. W mieście rozwijały się profesje: szewstwo, zduństwo, krawiectwo i rzeźnictwo. Transport do Gdańska: drewna, zboża i wyrobów garncarskich przynosił ogromne zyski. Do Solca zaczęli przyjeżdżać Niemcy i Żydzi. Tymczasem, w 1848 r. w Europie miała miejsce Wiosna Ludów (seria zrywów rewolucyjnych i narodowowyzwoleńczych). Na ziemiach Wielkiego Księstwa Poznańskiego doszło do powstania narodowego, które zakończyło się niepowodzeniem. Prusy zlikwidowały pozostałości autonomii Księstwa i wprowadziły nazwę administracyjną: Prowincja Poznańska.
           

      Jedną z najważniejszych postaci Solca Kujawskiego był Robert Schiller. Jego ojciec - August, przybył do miasta tuż po wielkim pożarze z 1859 r. Miasteczko właśnie odbudowywano, więc korzystając z dobrych warunków koniunkturalnych, mężczyzna założył firmę budowlaną. August poślubił Polkę - Klarę Wolską, z którą miał kilkanaścioro dzieci. Trzech synów podążyło śladami taty, ale największą karierę w branży budowlanej zdobył Robert, który nie wyjechał do Niemiec jak większość jego rodzeństwa po 1920 r., gdy Solec wrócił do granic Polski. Firma Schillerów wybudowała najważniejsze soleckie obiekty m.in. ratusz, remizę strażacką, salę posiedzeń rady miejskiej, kościół św. Stanisława oraz mnóstwo okazałych domów mieszczańskich. Robert udzielał się społecznie, był radcą soleckim aż czterokrotnie. Odziedziczona po matce znajomość j. polskiego i dobre kontakty z Polakami przed i w czasie II w.ś. sprawiły, że Schiller jako jeden z niewielu Niemców pozostał w Solcu Kujawskim po 1945 r. Zmarł w 1958 r., z małżeństwa z Franciszką Herzberg miał dwie córki (Jadwigę i Hildegardę).
      Inną znaną solecką postacią był toruński kupiec: Reinhold Rygol. Otworzył on w Solcu sklep z materiałami aptecznymi i żelaznymi, a także chemikaliami oraz farbami. Dodatkowo, jako jeden z pierwszych mieszkańców posiadał aparat fotograficzny. Zmysł do interesów, sumienność i pracowitość pozwoliły odnieść ogromny Rygolowi sukces. 


      II połowa XIX w. to czas rozwoju i germanizacji Solca, który znajdował się na jednym z głównych szlaków handlowych. Kiedy w 1861 r., uruchomiono połączenie kolejowe z Bydgoszczy do Torunia i przedłużono je do Warszawy, Solec stał się perfekcyjnym miejscem dla inwestorów z całych Niemiec. Rozwój miasteczka spowodował napływ Niemców szukających w Solcu dobrej pracy i lepszych warunków do życia, Polacy pozostali w mieście mniejszością. W miasteczku księcia Przemyśla pojawili się pierwsi przedstawiciele takich zawodów jak lekarz czy aptekarz. Miejscowość ciągle jednak nawiedzały epidemie i powodzie, które pochłonęły kilkaset ofiar. Podstawą uprzemysłowienia Solca był przemysł drzewny. Po drewno do kujawskiego miasta przyjeżdżali kupcy z każdego zakątka Niemiec, a w surowce zaopatrywali zakłady flisacy z zaboru rosyjskiego. W ten sposób kwitło rzemiosło.
       Na podstawie znalezionych pieczęci miasta z 1781 r., monachijski artysta - malarz Otto Hupp w 1897 r. zaprojektował herb miasteczka, który zatwierdził rząd pruski. Logo przedstawia bramę miasta składającą się z dwóch wież połączonych murem, nad którym znajduje się wizerunek św. Stanisława Biskupa Męczennika (patrona Polski i Solca Kujawskiego).

          
     Do 1920 r. miejscowość bardzo szybko się rozwijała. Burmistrz - Henryk Teller powołał do życia Ochotniczą Straż Pożarną i Bractwo Strzeleckie, doprowadził do wydania pierwszej soleckiej gazety. W międzyczasie położono kanalizację, uruchomiono centralę telefoniczną, wybudowano dworzec kolejowy, budynek nadleśnictwa, rzeźnię miejską i gazownię. Świetność miasta stopniowo przygasała wraz z wybuchem I w.ś., na jej frontach zginęło ponad 200 mieszkańców Solca. Kryzys gospodarczy w Niemczech i klęska militarna doprowadziły do wybuchu rewolucji. W 1918 r. zaczęła odradzać się wolna Polska, rok później ustanowienia Traktatu Wersalskiego przyznały naszej ojczyźnie m.in. Wielkopolskę, Pomorze i część Kujaw z Solcem.
      Życie kulturalne Polaków pomału odradzało się. W 1922 r., odwiedził Solec prymas Polski (Edmund Dalbor), później wizyty miasteczku złożyli prezydenci: Stanisław Wojciechowski i Ignacy Mościcki. Dwudziestolecie międzywojenne to trudny dla Polski czas, bowiem musiała zostać ona odbudowana ze zniszczeń i zniwelować różnice pomiędzy ziemiami poszczególnych zaborów. To były ciężkie lata pod względem ekonomicznym, Niemcy emigrowali, a do Solca napływali Polacy z innej części państwa. Co więcej, spadło zapotrzebowanie na soleckie drewno, bo przecież zakłady produkowały je głównie na rynek niemiecki. Problemy ze znalezieniem pracy skłaniały mieszkańców do wyjazdów np. do świetnie prosperującej Gdyni. Na szczęście, malownicze położenie nad Wisłą i rozległe lasy powodowały, że latem Solec Kujawski przekształcał się w miejscowość wypoczynkową. Organizowano obozy wojskowe, powstało sanatorium. 


      W miasteczku działały chóry - polskie i niemieckie. Szkolnictwo zostało spolonizowane, rozbudowano strzelnicę, hucznie świętowano 600 lecie nadania praw miejskich Solcowi Kujawskiemu. Kwitło życie towarzyskie, organizowano bale, koncerty (często o charakterze dobroczynnym). Niestety, w Europie kończył się czas pokoju. 1 września 1939 r. Niemcy bez wypowiedzenia wojny zaatakowały Polskę, chcieli zgermanizować odebrane im wcześniej ziemie. Tereny Polski wraz z Solcem zostały włączone do Rzeszy Niemieckiej. Wysiedlano Polaków pochodzących z ziem byłego zaboru rosyjskiego, na ich miejsce sprowadzano Niemców. W Solcu i okolicznych miejscowościach znajdowały się jenieckie obozy pracy, w których przetrzymywano żołnierzy angielskich, rosyjskich, francuskich i włoskich - zatrudniono ich przy budowie dróg i wałów przeciwpowodziowych.  
        Niemcy zaczęli zdawać sobie sprawę z tego, że wojna jest przegrana i rozpoczęli proces zacierania śladów po swoich zbrodniach. Zwłoki pomordowanych palili w lasku pomiędzy Solcem a Otorowem. Tymczasem Armia Czerwona przybyła ze swoją ofensywą. Żołnierze radzieccy wyzwolili Polskę spod okupacji niemieckiej, ale nie przynieśli Polsce oczekiwanej wolności. Nasz kraj znalazł się w strefie wpływów Związku Radzieckiego, a przynależność do organizacji niepodległościowych traktowano jak przestępstwo. Polska nie była krajem suwerennym nawet w polityce wewnętrznej, nie mogła decydować również o polityce zagranicznej. Nasilił się proces aresztowań niewinnych ludzi. 


          Hasło komunistyczne nawoływało do odbudowy, a następnie industrializacji kraju. Solec leży na mało urodzajnych ziemiach, więc pojawiła się przed nim szansa rozwoju. Uruchomiono dużo zakładów, co zachęciło do przyjazdu do Solca nowych mieszkańców. Spowodowało to nasilenie się pracy w branży budowniczej, bo ludzie potrzebowali domów. Ten okres przyczynił się do powstania kilku nowych szkół. PRL zmagał się jednak z nasilającymi się problemami gospodarczymi, co prowadziło do wybuchów niezadowolenia, krwawo tłumionych przez władze. 
         Latem 1980 r. doszło do fali strajków, które zakończyły porozumienia sierpniowe. Festiwal wolności wprowadzony przez Solidarność został przerwany przez ogłoszenie stanu wojennego. Nie mniej jednak, osłabienie ZSRR i niemożność przezwyciężenia kryzysu ekonomicznego zmusiły władze PRL-u do rozmów z opozycją. Porozumienia ,,Okrągłego Stołu" zmieniły na zawsze przebieg historii. 4 czerwca 1989 r. odbyły się wybory do sejmu i senatu, przyśpieszyły one proces zmian demokratycznych w Polsce. W związku z tym wiele soleckich zakładów upadło lub zmieniło swój charakter. Powstały nowe firmy o zupełnie nowym profilu działalności. Ciekawostką jest, że w Solcu Kujawskim mieszkała Irena Santor.


       Wystawa czasowa była genialna! Chyba nigdy nie poznałam tak wielu historycznych informacji w pigułce podczas godziny. Pan kustosz opowiadał w sposób interesujący, a ponadto przy każdej tablicy znajdowały się wydrukowane karteczki ze streszczeniem danego okresu, które można było zabrać na pamiątkę. Na 12 stronach ciekawie opisano dzieje Solca Kujawskiego (a na odwrocie opisy przetłumaczono w j. angielskim). Wystawa czasowa pt.: ,,Lotnictwo polskie 1918 - 1953" z kolekcji Macieja Lewandowskiego również przypadła mi do gustu.


Chętnie obejrzałam miniatury samolotów oraz przyjrzałam się tablicom z faktami dotyczącymi lotnictwa.


     Solec Kujawski to rewelacyjne miejsce na wycieczkę. Dziękuję serdecznie Martynie i Paulinie za doborowe towarzystwo. To był świetnie spędzony czas :)) 
     Jeśli kiedyś będziecie w rejonach Solca, polecam wybrać się do klimatycznego miasteczka, bowiem zaprawdę warto!