niedziela, 26 grudnia 2021

Zanzibar

Siemanko!

Czas na recenzję kolejnej książki podróżniczej :)



Tytuł: ,,Zanzibar"

Autor: Martyna Wojciechowska

Ilość stron: 120

Gatunek: literatura podróżnicza

Rok wydania: 2012




         Martyna Wojciechowska zabrała ze sobą swoich czytelników do Zanzibaru. Najpierw opisała pokrótce historię tej wyspy, która wchodzi w skład Tanzanii. Przekazała fanom dalekich podróży niezbędne wskazówki do ewentualnej wyprawy oraz zaznaczyła, jakie miejsca na Zanzibarze koniecznie trzeba zobaczyć.

         Dziennikarka opowiedziała o życiu Zanzibarczyków oraz ich tradycjach, wywodzących się z islamu (większość wyspy to wyznawcy Allaha). Mężczyzna może mieć aż cztery żony, każdą z nich musi traktować tak samo. Wojciechowska postanowiła porozmawiać z Fitiną, który wziął póki co dwa śluby (z Wache i Maryam) oraz jego wybrankami. Młode dziewczęta robią dobrą minę do złej gry i mimo, że mieszkają obok siebie i słyszą wszystko co, dzieje się za ścianą, gdy mąż jest akurat u drugiej kobiety, akceptują swoje życie. Są zazdrosne, ale starają się sobie pomagać i boją się, że Fitina sprowadzi do nich kolejną kobietę. Ciężko pracują w domu oraz nad oceanem przy połowie alg, dostając za to marne grosze. Mężczyźni na Zanzibarze oczywiście są zawsze zmęczeni nic nie robieniem, więc nie pomagają żonom. Według Koranu mogą też je bić i zmusić do seksu, kiedy tylko mają na to ochotę. 

        Naprawdę cieszę się, że mieszkam w Europie i nie urodziłam się w islamskiej rodzinie. Bardzo współczuję dziewczynom, które nie miały tyle szczęścia. Mam jednego męża i nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że mógłby on przyprowadzić do domu 3 kolejne niewiasty. Ponadto mam ten luz, że kiedy jest gorąco, wyciągam z szafy letnie ubrania i chodzę w krótkich spodenkach czy spódnicach, nie gotując się latem w kolejnych warstwach ciuchów. Dziewczęta na Zanzibarze nie mają wyboru, muszą nawet podczas skwaru pozakrywać ciało chustami (wyjątkiem są stopy oraz twarz), inaczej mogłyby kusić mężczyzn, którzy nie mogliby się skupić i opanować popędu seksualnego. To naprawdę ciekawa i wygodna teoria dla muzułmańskich facetów. Jakoś w naszym kraju, kobiety często (i nie tylko podczas upałów) są bardziej odkryte niż zakryte, a nie widać na ulicach orgii, mężczyźni normalnie pracują, a gospodarka hula bez zmian. Ponadto przerażają mnie ciągle zabójstwa honorowe, gdzie kobietę za stosunek przed ślubem może zabić nawet najbliższy członek jej rodziny. 

         Zanzibar jako wyspa nad błękitnym oceanem i białym piaskiem szalenie mi się podoba i chciałabym tam kiedyś trafić, ale kiedy myślę o tych biednych kobietach, to widzę tę ciemną stronę malowniczego zakątka i jest mi przykro, że w XXI wieku dziewczęta nadal cały czas mają pod górkę i muszą usługiwać mężczyznom oraz być ich niewolnikami. Co gorsze, wiele z nich wychowanych w tej dziwnej kulturze, zgadza się, aby życie ich dzieci wyglądało tak samo, zamiast pomóc im się wydostać z tego błędnego koła. Książka zawiera dużo ciekawostek oraz pięknych zdjęć. Polecam, to cienka lektura do przeczytania w ciągu godziny. Moja ocena: 8/10.

wtorek, 21 grudnia 2021

Muminki zebrane. Tom I

Hej, hej!
Przedstawiam Wam jeden z najcudowniejszych powrotów do mojego dzieciństwa. Oto i one... ,,Muminki"! <3





Tytuł ,,Muminki zebrane. Tom I"
Autor: Tove Jansson
Ilość stron: 454
Okładka: twarda
Rok wydania: 2021









        Z okazji stulecia wydawnictwa Nasza Księgarnia, czytelnicy otrzymali cudownie wydany egzemplarz o Muminkach, w którego skład wchodzi 5 pierwszych książek z cyklu: ,,Małe trolle i duża powódź", ,,Kometa nad Doliną Muminków", ,,W Dolinie Muminków", ,,Pamiętniki Tatusia Muminka", ,,Lato Muminków". 
        Pierwszą część Tove Jansson zaczęła pisać w 1939 r., a skończyła tuż po wojnie. W Polsce książka ukazała się dopiero 50 lat później w 1995 r.! Jako pierwsza w naszym kraju została wydana część trzecia ,,W Dolinie Muminków" w 1964 r. i to ona długo cieszyła się największą popularnością. 
       Gdy byłam mała, ,,Muminki" były moją ulubioną bajką, z utęsknieniem czekałam na Wieczorynkę. 9 lat temu, postanowiłam odświeżyć sobie pamięć i obejrzałam wszystkie odcinki na YouTube. Nic się nie zmieniło, bohaterów kochałam tak samo jak wiele lat wcześniej. Nigdy natomiast nie czytałam książki, na której podstawie zrealizowano serial. Ah! Co to była za czytelnicza uczta...
        Książka troszkę różni się od bajki, np. Mała Mi jest wspomniana dopiero w czwartej części, a w TV można ją było zobaczyć znacznie szybciej, poza tym większość bohaterów książki mieszkała w domu Muminków, a w serialu Ryjek czy Migotki mieli osobne mieszkania. Nie mniej jednak, zarówno bajka jak i książka są unikatami i uwielbiam je tak samo. Czytając kolejne rozdziały w głowie miałam głosy filmowych Muminków, które zabrały mnie w swój wspaniały świat. 

         Myślę, że Muminki nie do końca mogą podpasować współczesnym dzieciom. Prędzej przemówią do dorosłych, biorąc pod uwagę sentyment. Nie spodziewałam się, że pogodne stworzenia to trolle, które niespecjalnie promowały przykładny tryb życia. W pierwszej części zostałam poinformowana, że Tatuś Muminka opuścił rodzinę, aby podróżować, a Mamusia Muminka rozpaczliwie go szukała, Włóczykij non stop palił fajkę, a częstym napojem w Dolinie Muminków było wino. Nie przypuszczałam, że z książki dowiem się o rodzicach Ryjka czy Włóczykija oraz, że miłośnik charakterystycznego kapelusza spokrewniony był z Małą Mi (i to blisko :O)! Zdziwiłam się, że Paszczak charakteryzował się niezłym poczuciem humoru, a Tatuś Muminka był niestety egocentrykiem (dlatego też rozdział związany z jego pamiętnikami najmniej przypadł mi do gustu). Podobało mi się to, że Muminki miały wielu przyjaciół, nie bały się nawet niebezpiecznych przygód i dawały sobie sporą przestrzeń do życia, nie bojąc się przesadnie o najbliższych, lecz wierzyły zawsze w ich szczęśliwy finał wszystkich zdarzeń. Książka napisana została w sposób dowcipny, często z dystansem. A wisienką na torcie były genialne ilustracje stworzoną przez samą Tove Jansson. Jeśli chcecie trafić do świata Muminków, Migotków, Paszczaków, Filifionek i innych ciekawych stworzonek to wszystkim serdecznie polecam tę lekturę :) Moja ocena: 10/10. 

sobota, 18 grudnia 2021

Opowieść Wigilijna

Hejka!

Czas na ostatnią w tym roku książkę związaną z tematyką świąteczną ;) Co przeczytałam?



Tytuł: ,,Opowieść wigilijna"
Autor: Karol Dickens
Ilość stron: 120
Okładka: twarda











Fabuła: 
         Egenezer Scrooge jest zrzędliwym staruszkiem, który myśli tylko o pomnażaniu swojego majątku, ani w głowie mu pomoc bliźnim nawet w okresie świątecznym. W Wigilię ukazuje mu się Duch Marley'a - jego byłego wspólnika, który pokazuje mu swoje cierpienie spowite łańcuchami, jakie zbudował sobie za życia nagannym zachowaniem. Następnie, głównego bohatera nawiedzają kolejne duchy: przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Świąteczne zjawy zwracają Scrooge'owi na to, co w życiu naprawdę jest ważne. Mężczyzna przechodzi duchową przemianę.

        Książkę czytałam wiele lat temu w szkole i już wówczas bardzo mi się podobała. Postanowiłam kompletować w domu pięknie wydaną klasykę, więc z przyjemnością zakupiłam ,,Opowieść Wigilijną". Karol Dickens napisał piękną opowieść, przypominając czytelnikom, dlaczego dążyć do tego, aby zawsze być dobrym człowiekiem. Warto przypomnieć sobie tę lekturę, szczególnie w okresie świątecznym, bo wtedy jest jeszcze bardziej magiczna. Wiadomo, że każdego roku wychodzą z drukarni nowe książki z wigilijnym klimatem, ale większość z nich napisana została na jedno kopyto, fabuły często mało się od siebie różnią. Polskie autorki: Gargaś, Mirek, Lis itd. prześcigują się w kolejnych powieściach, zalewając rynek wydawniczy, ale dla mnie numerem jeden będzie zawsze ,,Opowieść Wigilijna" napisana w XIX w. Książka ma piękny morał i skłania do refleksji. Klasyka, którą każdy powinien znać! Moja ocena: 10/10.

poniedziałek, 13 grudnia 2021

Świąteczny sekret

Hejka!

Dzisiaj u mnie recenzja książki popularnej polskiej autorki.



Tytuł: Świąteczny sekret

Autor: Krystyna Mirek

Liczba stron:  368

Rok wydania: 2019





Fabuła:

        Maturzystka Zosia jest nieszczęśliwa w dysfunkcyjnej rodzinie. Gnębi ją psychicznie matka, ojciec zostawił swoje dzieci wiele lat temu, a z siostrami Zochna nie ma dobrego kontaktu. Jest przekonana, że wszelkiemu złu winni są przystojni mężczyźni, którzy mieszają w głowach bliskim jej kobietom, a następnie łamią im serca. Nastolatka uważa, że jest odporna na uroki pięknych bawidamków, ale niespodziewanie postanawia przyjąć spadek po babci - domek na wsi w górach i tam poznaje seksownego sąsiada Maksa. O Zosię zazdrosny jest jej przyjaciel Jasiek. Czym zasugeruje się dziewczyna w wyborze chłopaka... sercem czy rozumem? 

         Pracuję w bibliotece i miałam niecny plan. Przeczytać przynajmniej po jednej książce danej autorki, którą panie non stop zachwalają. Powieści Krystyny Mirek są rozchwytywane jak świeże bułeczki, obowiązują na nie zapisy, kobitki niemal wyrywają je sobie z rąk. Kiedy nie ma książek Mirek, proponuję im inne. Niestety, panie od razu je odrzucają (proszę mi dać coś innego, przecież to widać po okładce, że dla nastolatek, chcę coś poważniejszego itp. itd.). Chciałam i ja więc w końcu poznać fenomen polskiej autorki. Sięgnęłam po ,,Świąteczny Sekret", który przykuł mój wzrok ładną okładką. Przyznam szczerze, większych bzdetów już dawno nie czytałam. 

         Co ciekawe, książka to typowy romans, gdzie bohaterką jest nastolatka (a przecież moje panie nie chcą książek młodzieżowych - WTF!??). Oczywiście dziewczyna dostaje w prezencie cudowny domek na wsi (pomimo tego, że nie odwiedzała swojej babci, która z kolei miała jeszcze córki i wiele innych wnucząt, ale postanowiła, że majątek dostanie Zosia) - szkoda, że takie prezenty tylko w cukierkowatych i nierealnych powieściach. Dziewczyna irytowała mnie swoim zachowaniem strasznie, bała się nawet myszek, a dla wszystkich była tak cudownie dobra, aż do porzygu. Rodzina, sąsiedzi, a nawet ludzie ze wsi tak zauroczyli się Zosią, że wszyscy jej słuchali i zmieniali swoje życie pod wpływem jej rozmyślań. Mało tego, całe otoczenie szalenie zachwycało się maturzystką, bo przecież tak dzielnie radzi sobie sama na wsi (dziewczę głównie wyjadało zapasy babci ze spiżarki albo paliło w piecu popijając herbatkę). Oczywiście, koniec był jasny od samego początku, zero niespodzianek, pomimo pierdzielenia Zosi o tym, że ona jest zaszczepiona przeciwko przystojniakom. Infantylna, naiwna, cukierkowa, bzdetna książka bez uroku świątecznego. A kolejny prezent dla Zosi od umierającej sąsiadki mnie rozwalił (nie będę spoilerować, ale przyznam, że na bogatości). Jest wiele fajnych książek w klimacie bożonarodzeniowym, które zdecydowanie lepiej przeczytać np. Sylwii Trojanowskiej ,,Wigilijna przystań". Moja ocena ,,Świątecznego sekretu" to 3/10 (za ładną okładkę i za to, że szybko udało mi się ją zmęczyć). 

piątek, 3 grudnia 2021

Arka

Hejka!

Przed Wami recenzja ostatnio przeczytanej przeze mnie książki ;)



Tytuł: ,,Arka"

Autor: John Lynch

Ilość stron: 464

Rok wydania: 2021

Gatunek: sensacja/thriller polityczny




Fabuła:

           Truman Chase - młody biznesmen jest amerykańskim projektantem mody. Mężczyzna przyjeżdża do Polski, aby pomóc rodzinie i już zostaje w tym kraju, zakłada własną firmę, odnosi sukcesy na polu zawodowym. Jest lubianym szefem i dobrym współpracownikiem. Niestety, jego kariera wisi na włosku, gdy na horyzoncie pojawia się Portorykańczyk Fernando, który chce przejąć coraz lepiej funkcjonujący biznes Trumana. Czy Amerykanin uratuje TruCo? Kogo poprą podwładni Chasa? Jak Fernando ma zamiar spłacić swój dług?

           Moje pierwsze wrażenie książki, gdy ją zobaczyłam było rozczarowujące. To dosyć obszerna powieść i niestety charakteryzująca się małym drukiem. Myślę, że ludziom mającym problemy ze wzrokiem będzie ciężko się z nią zapoznać (np. moi czytelnicy, gdy szukam im książek zazwyczaj kierują prośbę, aby była większa czcionka). Obawiałam się, że grubą książkę będę z tego powodu męczyć tygodniami, aby nie nadwyrężać wzroku, który ostatnio i tak osłabiam przy komputerze w pracy. Okazało się, że niepotrzebnie się martwiłam. Powieść wciągnęła mnie w wir biznesowych wydarzeń i czytało mi się ją całkiem nieźle. Momentami wątki były rozciągnięte w czasie, bohaterowie latali co chwilę samolotami po Europie i Ameryce, co powodowało u mnie lekkie znużenie, ale ostatecznie książka przypadła mi do gustu. Co prawda, gdy czytałam na okładce polecajki, m.in. Agaty Młynarskiej, która zachwycała się niejaką agentką Faith, nie mogłam doczekać się spotkania z tą ambitną i przebojową kobietą. Faith była faktycznie świetną bohaterką, ale jej postać pojawiała się bardzo rzadko, więc lekko mnie to rozżaliło, myślałam, że jej osoba wniesie więcej ciekawych momentów do książki. Nieszczególnie polubiłam Trumana, który był bezbarwny i denerwował mnie tym swoim niepoprawnym optymizmem. Firma była dla niego wszystkim, co z tego, że dobrze traktował swoich pracowników, jak jego dziewczyna czekała 11 lat, aby jej się oświadczył, bo nigdy nie miał dobrej okazji. Na miejscu Karoliny, dawno już bym się pożegnała z takim gościem. Rozumiem, że posiadacze biznesów mogą mieć powód do dumy z powodu prestiżu, ale czy skoro sytuacja nie wygląda ciekawie, to nie lepiej udać się do zwykłej pracy (bądź równocześnie pomyśleć o innym zajęciu, żeby chociaż trochę odbić się finansowo), zadbać o własne zdrowie, które Truman pomału zaczął tracić czy skupić się na życiu prywatnym, żeby nie legło w gruzach jak zawodowe? Wiem, że autor jest biznesmenem, pewnie wiele swoich przeżyć odwzorował w pierwszej książce. John Lynch jest też amerykańskim przedsiębiorcą polskiego pochodzenia, więc zdaję sobie sprawę, że Amerykanie mają inne temperamenty i inaczej podchodzą do życia. Dużo bardziej podobali mi się bohaterowie, którzy byli złymi postaciami, jak Fernando czy Gryzoń, wprowadzali do lektury pewne ożywienie. Książka zawierała wiele terminów z zakresu prawa, finansów czy biznesu, ale wszystko było dokładnie wyjaśnione, więc nie miałam problemu z przyswojeniem nowej wiedzy. ,,Arka" to nieśpieszny thriller polityczny z wątkami sensacyjnymi, który trzymał mnie w napięciu. Uważam, że co całkiem udany debiut. Moja ocena 6.5/10. 

Za możliwość zapoznania się z treścią książki dziękuję PRart Media i Wydawnictwu Ringier Axel Springer Polska. 

niedziela, 14 listopada 2021

Imię pani. Cisza

Witajcie!

Jako, że dawno nie było już u mnie recenzji kryminału, czas to szybko zmienić. Zapraszam zapoznania się z moimi odczuciami na temat najnowszej książki Krzysztofa Koziołka.



Tytuł: ,,Imię Pani. Cisza"

Autor: ,,Krzysztof Koziołek"

Rok wydania: 2021

Ilość stron: 432

Gatunek: kryminał retro




Fabuła: 

        Komisarz kryminalny Gustav Dewart nie może się pogodzić z tym, że wpakował swoich przyjaciół w niebezpieczeństwo. Chce im pomóc wydostać się z rąk nazistów, ale nie będzie to łatwe zadanie. Mężczyzna przyjmuje w Landeshut (Kamiennej Górze) inną tożsamość i planuje zuchwałą grę z groźnym przeciwnikiem. Jakie tajemnice ukrywają przed społeczeństwem sprzymierzeńcy Hitlera? Czy Dewartowi uda się pomyślnie wykonać swoje zadanie? 

          ,,Imię Pani. Cisza" to kolejna książka z Gustavem Dewartem w roli głównej. W każdym tomie komisarz ma inne przygody, więc nie trzeba ich czytać po kolei. Lubię powieści Krzysztofa Koziołka, ponieważ są doprecyzowane do najmniejszego szczegółu. Akcja ostatniego kryminału dzieje się niespiesznie, gdyż autor zawarł w niej mnóstwo historycznych ciekawostek dotyczących Kamiennej Góry i jej okolic. Ponadto, pojawiło się też wiele informacji z zakresu geografii czy architektury, więc aby przyswoić nową wiedzę potrzebowałam spokoju i maksymalnego skupienia. ,,Imię Pani. Cisza" to nie jest prosty kryminał do przeczytania jednego wieczoru. Dla miłośników dziejów Dolnego Śląska to prawdziwa perełka, z której można wynieść dużo cennych relacji z przeszłości. Bogata bibliografia wskazuje, że pisarz po raz kolejny mocno napracował się w szukaniu źródeł, tak aby lektura osadzona w czasach retro brzmiała jak najbardziej realistycznie. 

       Perypetie komisarza kryminalnego jak zwykle mnie nie zawiodły. Książkę czytałam w podekscytowaniu, ponieważ miałam kiedyś okazję być w Kamiennej Górze, więc czułam się jakbym chodziła ulicami miasta razem z Dewartem. Ze wzruszeniem poznawałam historię rezydencji pałacowej Kreppelhof, której niestety już tylko ruiny widziałam niegdyś na własne oczy. Myślę, że tak barwnie opisana książka jest wspaniałą formą promocji ziemi kamiennogórskiej, ponadto idealnie nadaje się do zobrazowania jej w formie filmowej bądź serialowej. Ponownie zachwyciła mnie klimatyczna okładka lektury Koziołka oraz forma wydania lektury, bowiem stronice zostały wykonane na wzór starodawny. Cieszę się, że znowu mogłam objąć patronat nad wartościową książką i serdecznie dziękuję za wyróżnienie! 


A moje recenzje do poprzednich tomów ,,Imienia Pani" możecie przeczytać: tutaj i tutaj. Wypatrujcie też konkursu, w którym będzie do wygrania kryminał z autografem od autora ;) 

sobota, 6 listopada 2021

Brakujący obrazek

Cześć!

Zapraszam na recenzję pięknej powieści polskiej autorki :)



Tytuł: Brakujący obrazek

Autor: Anna Ziobro

Ilość stron: 320

Gatunek: Obyczajowy

Rok wydania: 2021





Fabuła:

          Ola niedługo zdaje maturę, chce zostać lekarzem, jej świetne wyniki w nauce dają szansę na spełnienie marzenia. Niestety, dziewczyna zachodzi w ciążę, na skutek czego ojciec wyrzuca ją z domu. Główna bohaterka ma ciężko w życiu, ale daje sobie radę w wychowaniu Mai. Przez wiele lat, dręczy ją tylko jeden temat - Natalia - jej młodsza siostra, z którą została rozdzielona. Ola chce odnaleźć dorosłą już kobietę, a jednocześnie boi się powrotu do przeszłości, bowiem była ona bardzo bolesna. Czy dziewczyny będą miały szansę jeszcze kiedyś się spotkać? Jakie koszmary przeżywały krewne w swoim dzieciństwie? Czy paniczny strach budowany w sercu przez lata można pokonać? 

             Są książki obyczajowe, które traktuje się jak dobrą rozrywkę, są też powieści z nutką romansu - idealne na leniwe wieczory, a w końcu są też niesamowite perełki poruszające ważną tematykę, skłaniające do refleksji. ,,Brakujący obrazek" należy do tej ostatniej grupy lektur, książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Autorka podjęła się ważnego pojęcia jakim jest przemoc w dzieciństwie. Zarówno psychiczne jak i fizyczne znęcanie się nad dziećmi jest tragedią, która rzutuje w ich późniejszym życiu. Ludziom doświadczonym przez przemoc ciągle towarzyszą: strach, obniżona samoocena, nieokreślone napady lękowe, brak zaradności życiowej, kompleksy... Tych zahukanych lat nie sposób już później odbudować. Propozycja pisarki bardzo mi się podobała. Myślałam, że będzie to lekka obyczajówka o tematyce zimowej, a tymczasem otrzymałam mądrą książkę, która spowodowała u mnie wiele przemyśleń. To przerażające jak można stać się osobą bierną i pozwalać, aby ciosy psychiczne i fizyczne dotykały naszych bliskich i w ogóle na to nie reagować. bardzo współczułam Oli i Natalii rodziny, nawet nie byłam sobie w stanie wyobrazić ich bólu, ale postać matki dziewcząt denerwowała mnie jeszcze bardziej niż ojca tyrana. Tak łatwo jest zniszczyć człowieka, odbudowanie wiary w siebie trwa mnóstwo czasu, a zdarza się, że pokonana ofiara nie ma już siły walczyć o swoje prawdziwe ja. ,,Brakujący obrazek" to powieść wzruszająca, ale i dająca nadzieję. Polecam czytelnikom, którzy szukają bardziej ambitnych obyczajówek. Moja ocena: 9/10.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dragon. 

wtorek, 2 listopada 2021

Na śniadanie tort szpinakowy

Hejka!
Zapraszam do zapoznania się z moją najnowszą recenzją powieści polskiej autorki ;)





Tytuł: Na śniadanie tort szpinakowy
Autor: Kamila Mitek
Gatunek: obyczajowy, romans
Rok wydania: 2021
Liczba stron: 320










Fabuła:
        Życie Joanny przewraca się do góry nogami. Mąż zostawia ją dla innej kobiety, praca sprawia jej coraz mniej przyjemności, w dodatku przyjaciółka zaczyna podejrzewać swojego ukochanego o zdradę. Joasia myśli, że limit problemów już został wyczerpany, lecz okazuje się, że jej auto odmawia posłuszeństwa, więc zmuszona jest oddać samochód do mechanika. Asia spotyka tam tajemniczego mężczyznę - Szramę. Losy głównej bohaterki w końcu zaczynają wbiegać na właściwy tor. Czy Joanna znajdzie w końcu swoje szczęście i siłę do zmiany dotychczasowej egzystencji? Kto okaże się być ojcem Asi? Skąd na śniadaniu wziął się tort szpinakowy?

        Książka należy do serii lekkich, łatwych i przyjemnych. Akcja tak mnie wciągnęła, że przeczytałam ją w ciągu jednego sobotniego popołudnia. Powieść jest obyczajówką z nutką romansu, na szczęście pozbawioną infantylnych scen, których bardzo nie lubię. Lektura charakteryzowała się sporą dawką humoru, w wielu miejscach zostałam naprawdę rozśmieszona. Cieszę się, że Joanna postanowiła ogarnąć swoje życie, chociaż jej zachowanie było momentami denerwujące, ale wydarzenia z końca książki mnie usatysfakcjonowały. Do gustu przypadły mi postaci drugoplanowe jak np. Sasza czy Ola. Dzięki im działaniom, powieść nabrała wiele kolorów. Podobała mi się romantyczna okładka powieści. Super dodatkiem był też przepis na tort szpinakowy, chętnie go wykorzystam i upiekę taki zdrowy przysmak. Lektura w sam raz na poprawę nastroju podczas długich, ciemnych wieczorów. Moja ocena: 6.5/10.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dragon. 


wtorek, 26 października 2021

Gwiazdeczka

Hej!

Recenzja nowej powieści obyczajowej polskiej pisarki tuż poniżej, zapraszam! :)



Tytuł: ,,Gwiazdeczka"

Autor: Aleksandra Rak

Rok wydania: 2021

Ilość stron: 304

Gatunek: powieść obyczajowa




Fabuła: 

            Asia ma problemy w małżeństwie, które chyli się ku upadkowi. Mama głównej bohaterki choruje na Alzheimera, a tata przesiedział wiele lat w więzieniu i właśnie wychodzi na wolność. W dodatku, przyjaciółka Joanny - Julka tkwi w toksycznym związku. Czy Asia zdobędzie siły, aby odbudować małżeństwo? Jak poradzi sobie ze wszystkimi otaczającymi ją problemami? Czy święta w kompletnym rodzinnym gronie będą w tym roku możliwe? 

           Tak jak już kiedyś wspominałam, podchodzę do obyczajówek ostrożnie. Szczególnie polskie autorki, potrafią mnie rozczarować. Słabo mi, gdy w bibliotece przychodzą do mnie panie i mówią: ,,Chcę coś dobrego - Michalak, albo Mirek itd. itp." I kiedy mówię, że mogę podać książki innych pisarek, też bardzo fajne, kręcą nosem. Wolą po raz enty przeczytać tę samą książkę swoich ulubienic bądź czekać w kolejce aż dostaną to, co chcą. A przecież naprawdę jest tyle super powieści, które warto przeczytać; nie rozumiem jak można tak uczepić się tych samych pozycji.

         Twórczość Aleksandry Rak była dla mnie zagadką. Skusiło mnie świąteczne tło akcji, do Bożego Narodzenia coraz bliżej, więc chętnie zimowo się nastroję. Ależ ta książka mnie pozytywnie zaskoczyła! Nie mogłam oderwać się od lektury! Autorka ma lekki styl pisania, powieść charakteryzowała się umiarkowaną objętością i miała duży druk. Nie było tam żadnej słodko-pierdzącej akcji, tylko konkretna fabuła, która naprawdę mnie wzruszyła. Główna bohaterka miała ciężkie życie i podziwiam ją, że starała się ratować małżeństwo, co więcej dbała przykładnie o rodzinę i przyjaciółkę. To naprawdę ładna książka z dobrym zakończeniem. W końcu nie czytałam o jakimś durnym romansie, który mnie irytował lecz o silnej dziewczynie, dającej inspirację do walki o swoje życie. Z czystym sumieniem polecam ,,Gwiazdeczkę". A skąd wziął się tytuł? Tego dowiecie się... sięgając po lekturę :) Moja ocena: 9/10.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dragon. 

wtorek, 19 października 2021

Królowa Śniegu nie żyje

Hejka!

Czy lubicie komedie kryminalne?

Mam przyjemność przedstawić Wam kolejną z nich :)



Tytuł: Królowa Śniegu nie żyje

Autot: Iwona Banach

Ilość stron: 352

Gatunek: komedia kryminalna

Rok wydania: 2021




Fabuła:

        W Zmorzynie trwają przygotowania do Świąt Bożonarodzeniowych. Do luksusowego ośrodka przybywają m.in. znana pisarka Marlena ze swoją świtą czy Zuzanna z Dominikiem oraz ich szalone babcie. Zmorzyn znany jest ze zmora, co wywołuje panikę wśród przyjezdnych, którzy niespodziewanie znajdują trupa pod kopytami renifera (niektórzy powiązują śmierć kobiety z agresją legendarnego władcy wioski). Kto naprawdę zabił Królową Śniegu? Czy Zuzanna razem z babcią odnajdą oszusta, który naciągał ich krewną na pieniądze? Czy święta w Zmorzynie to był dobry pomysł?

       Długo nie mogłam przekonać się do komedii kryminalnych, ale myślę, że trzeba mieć na nie po prostu dobry dzień. To już moja druga książka Iwony Banach, z jaką miałam szansę się zapoznać i przyznam szczerze, że ,,Królowa Śniegu nie żyje" spodobała mi się nawet bardziej od ,,Morderstwa na śniadanie". W książce absurd gonił absurd i gdy zaprzyjaźniłam się już ze stylem pisania autorki, wiedziałam, że jej żarty sytuacyjne to w dużej mierze szydera i sarkazm ze współczesnych kanonów egzystencji. Banach dowcipkowała z gwiazd Instagrama, przebrzmiałego ego współczesnych pseudopisarzy, problemu alkoholowego Polaków czy zawiści rodaków względem tych, którzy odnoszą sukcesy. 
        Akcja była barwna i zmieniająca bieg wydarzeń, na pewno nie można było narzekać na nudę. Najbardziej podobali mi się bohaterowie drugoplanowi czyli: Cecylia, Lena i Lucjan - tacy weseli staruszkowie to skarb. Lektura obfitowała w szalone zamieszanie i ciekawą intrygę, która rozwiązana na sam koniec zaskoczyła mnie. Dodam, że świąteczne tło było super uzupełnieniem powieści, nadającej jej mrocznej aury. Plusem była też przyciągająca wzrok okładka. Propozycja od autorki to idealna lektura przedświąteczna będąca zupełną odmianą od słodkich powieści :) Moja ocena: 7.5/10. 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dragon. 

sobota, 9 października 2021

Wigilijna przystań

Witajcie!

Co prawda do świąt jeszcze trochę czasu, ale zleci szybko i za chwilę już będziemy obchodzić Boże Narodzenie. Postanowiłam, że w najbliższym czasie będę publikować różne książki o zimowej atmosferze. Niektóre bardzo mi przypadły do gustu i będę je polecać, a przed innymi ostrzegać i odradzać. Czas na pierwszą z nich :) Podobała mi się czy nie? O tym poniżej :)



Tytuł: ,,Wigilijna przystań"

Autor: Sylwia Trojanowska

Ilość stron: 370

Gatunek: Obyczajowy

Rok wydania: 2019




Fabuła: 

     W Niechorzu zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Perypetie kilkunastu mieszkańców nadmorskiej miejscowości nieustannie splatają się ze sobą. Główni bohaterowie: Lubińscy, Sobótkowie, Wojnarowscy, Malwina Skalska i Hilary Lange zmagają się z różnymi smutkami, ale przecież nadchodzi Wigilia - czas naprawy zerwanych więzi, zmian życiowych decyzji na lepsze, a przede wszystkim okres łagodzenia konfliktów. Święta sprzyjają magii i potęgują cuda, więc zawsze warto na nie czekać!

       Książkę zdecydowałam się przeczytać, gdy postanowiłam, że latem podczas pobytu w Pobierowie zwiedzę także Niechorze. Rzadko sięgam po obyczajówki, a te w których akcja dzieje się podczas świąt też jakoś specjalnie nigdy mnie nie interesowały (oprócz mojej ukochanej: ,,Opowieści Wigilijnej"). Powieść jednak wciągnęła mnie w swój magiczny świat, także niemal 400 stron połknęłam jednego dnia. ,,Wigilijna Przystań" to lektura z serii lekkich, łatwych i przyjemnych, nie trzeba wiele przy niej myśleć, bo służy wyłącznie w ramach relaksu. Przyznam, że kilka scen nawet momentami mnie wzruszyło. Książkę polecam do przeczytania nie tylko w okresie świątecznym, ale też każdym innym. Na czerwcowy urlop okazała się dla mnie w sam raz. Moja ocena: 8/10. 

sobota, 25 września 2021

I znowu zaświeci słońce

Witam!

Dzisiaj post książkowy, ale niekryminalny. Tym razem sobotnim tematem będzie powieść obyczajowa :)



Tytuł: ,,I znowu zaświeci słońce"

Autor: Agata Sawicka

Rok wydania: 2021

Ilość stron: 352

Gatunek: Literatura obyczajowa, romans




Fabuła:  

           Oliwia przygotowuje się do nadchodzącego ślubu. Kiedy jednak przekonuje się, że wszyscy dookoła cieszą się jej weselem bardziej niż ona sama, postanawia wyjechać w podróż, aby przemyśleć swoją najważniejszą życiową decyzję. Dziewczyna rusza śladami swojej zaginionej przed laty ciotki Rozalii, która była znaną pisarką. Czy Oliwka wyjdzie za Pawła? Czego główna bohaterka dowie się o swojej krewnej? 

           Ostatnio zorientowałam się, że mam już trochę przesyt kryminałów. W dodatku w zeszłym tygodniu trafiłam na bardzo nudny egzemplarz (wkrótce go opiszę), także z chęcią przystałam na małą odmianę i zdecydowałam się na obyczajówkę. Rzadko czytam powieści lekkie, łatwe i przyjemne, ponieważ zbyt często jestem nimi rozczarowana. Szczególnie, gdy chcę się przekonać, co wypożyczają panie w mojej bibliotece i biorę te pozycje, którymi się zachwycają (Mirek, Michalak), mam potem dosyć tych infantylnych książek na długi czas. Z ciekawości zatem przystałam na propozycję Wydawnictwa Dragon, które postanowiło mi przysłać lekturę ,,I znów zaświeci słońce". 

         Sceptycznie podchodziłam do nowego nazwiska, tym bardziej, że autorka powieści jest bardzo młodziutka. Jakie było moje zdumienie, gdy książka szybko wciągnęła mnie w wir ciekawych wydarzeń. Po czym można poznać dobrą lekturę? Po tym, że połknęłam ją w ciągu dwóch wieczorów i gdy zostało mi 20 stron, nie mogłam czekać aż poznam zakończenie dopiero za kilkanaście godzin. Zabrałam powieść do pracy i ukradkiem czytałam ostatnie rozdziały. Naprawdę, już dawno żadna obyczajówka nie wywarła na mnie tak pozytywnego wrażenia. Cieszę się, że dałam szansę młodej pisarce i myślę, że będę częściej sięgać po mniej znane nazwiska w literaturze (widocznie te najbardziej reklamowane nie pokrywają się z jakością twórczą). 

           Obie połączone ze sobą historie były interesujące, ale to opowieść dotycząca Rozalii mocniej skradła moje serce. Problemy Oliwki rozgrywały się w 2018 r., a życiorys Rozalii obejmował głównie lata wojenne i powojenne. Perypetie Rozki wzruszały mnie, a jej późniejsze, smutne losy wzbudzały we mnie wiele refleksji. Kobiety w zeszłym stuleciu miały ciągle jeszcze pod górkę i były zależne od mężczyzn. Oliwia i Rozalia były do siebie podobne, szukały swojej drogi życiowej, starały się uciec od tradycji, były odważne. Bardzo podobały mi się malownicze opisy przyrody bądź miejscowości, których w książce nie brakowało. Czułam się jakbym sama hasała po łąkach razem z bohaterkami. Chciałabym kiedyś wybrać się w miejsca, o których wspominała Sawicka. Marzę o tym by znaleźć się w Białymstoku czy Zamościu. Jestem pod wrażeniem dojrzałości stylu tworzenia autorki. Na pewno dużo łatwiej napisać tylko współczesną obyczajówkę, niż przeplataną z retrospekcjami i to z czasów wojennych, nadchodzącej rzezi wołyńskiej. Język stosowany przez pisarkę też przypadł mi do gustu, nie był banalny, ale łatwy do szybkiego czytania. Ciekawa fabuła zostanie w mojej głowie na pewno na dłużej. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to czasami naiwne i dziecinne zachowania Oliwii, ale nie przeszkadzało mi to bardzo w odbiorze książki. Dodatkowy plus daję za piękną okładkę. Tego ponurego dnia, życzę wszystkim, aby znowu zaświeciło słońce! Moja ocena: 9/10.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dragon. 

piątek, 17 września 2021

Zbrodnia na Cyrli Toporowej

Hejka!

Nic nie poradzę, że moi  ulubionym gatunkiem literackim są ostatnio kryminały, czytam ich najwięcej i dzisiaj zrecenzuję Wam niedawno odkryty tytuł. Zapraszam do zapoznania się z moimi wrażeniami :) Obiecuję, że kolejny post nie będzie już kryminalny :D




Tytuł: ,,Zbrodnia na Cyrhli Toporowej"

Autor: Zygmunt Zeydler - Zborowski

Gatunek: Kryminał

Liczba stron: 206

Rok wydania: 2019 (pierwsze wydanie 1970)





Fabuła:

            Lata 60 XX w., Jacek Badecki jedzie odpocząć (oraz także trochę popracować) do Zakopanego. Podczas podróży psuje mu się auto, mężczyzna jednak ma szczęście i spotyka na swojej drodze Roberta Helberga, który podwozi go do miasta. Badecki chcąc się zrewanżować za uprzejmość nieznajomego, zgadza się przyjąć jego niecodzienną propozycję. Podchmielony główny bohater postanawia spędzić noc z kochanką Helberga, aby uratować go przed nadciągającą żoną. Po upojnej nocy z Anitą, Badecki znajduje rano w kuchni trupa. Nie ma pojęcia, kto zamordował jego nowego kolegę i ucieka z miejsca zdarzenia. Czy mężczyzna zgłosi się na milicję? Co na zdradę Jacka powie jego małżonka Ewa? Czy zamordowany jegomość faktycznie nazywa się tak samo jak przedstawił się Badeckiemu?

          Książkę kupiłam w zakopiańskiej księgarni. Lubię czytać powieści z akcją, która dzieje się w miejscu, gdzie aktualnie przebywam. ,,Zbrodnia na Cyrhli Toporowej" to cienki kryminał, który przeczytałam bardzo szybko. Powojenny klimat Zakopanego wpływał na moją wyobraźnię bardzo budująco, chciałabym kiedyś zobaczyć jak miasto prezentowało się w dawnych czasach. Dzisiejsze Krupówki trochę mnie rozczarowały, ogromny tłum i liczne stragany z pamiątkami działały na mnie odstraszająco, magiczna atmosfera, jakiej oczekiwałam rozpłynęła się nagle w powietrzu jak bańka mydlana. Autor napisał książkę przystępnym językiem, podzielił kryminał na wiele rozdziałów, akcja powieści mnie ciekawiła. Lubię lektury z dreszczykiem emocji, a tego mi w tym egzemplarzu nie zabrakło. Przyznam szczerze, że po zakończonej przygodzie z książką Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego, moje przejazdy obok Cyrhli, nie były już takie same jak wcześniej, lecz stały się trochę bojaźliwe. Chętnie sięgnę po inne książki pisarza. Moja ocena 7/10. 

piątek, 10 września 2021

Zimny trop

Hejka!

Chcecie wiedzieć co przeczytałam ostatnio? Wydawnictwo Agora przesłało mi nowy polski kryminał. Zapraszam do zapoznania się z moją opinią ;)



Tytuł: ,,Zimny trop"

Autor: Beata i Eugeniusz Dębscy

Gatunek: kryminał

Ilość stron: 352

Rok wydania: 2021





 Fabuła: 

            Tomasz Winkler - były gliniarz, a obecnie prywatny detektyw ma na pieńku z policją, która nie jest przychylna jego nowej pracy. Główny bohater mieszka z babcią, ale gdy Roma wyjeżdża odpocząć do Polanicy Zdroju i dzwoni zasmucona po kilku dniach do wnuka, Tomek już wie, że musi pojechać do uzdrowiska i interweniować. Romka spotkała dawną studencką sympatię, ale nieoczekiwanie Julek rozpłynął się w powietrzu. Czy detektyw rozwikła niejasną zagadkę? Czy babcia zazna jeszcze szczęścia ze swoją pierwszą miłością?

           Książka wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Nie czytałam pierwszej części cyklu i to raczej nie było przeszkodą w poznawaniu serii, ale akcja w ,,Zimnym tropie" strasznie długo się rozkręcała. Przez pierwsze 70 stron nie działo się nic ciekawego, więc szczerze, moim zdaniem, rozwleczony początek można było spokojnie skrócić. Teoretycznie były w nim jakieś odnośniki do poprzedniego tomu, ale i tak większość tajemnic Tomasza została wytłumaczona w późniejszej części książki. Dodatkowo, denerwowały mnie różne nagminne dziwne wstawki obcojęzyczne, które wątpię, że są używane w życiu codziennym w środku zdania (typu Romcia ma reisefieber, sztuczki dla sztuczek ars amandis, pointa jest taka a nie inna). Myślę, że autorzy chcieli, żeby było nowocześnie, ale dla przeciętnego czytelnika takie triki raczej będą niepotrzebne, a nawet denerwujące. 

          Po 70 stronie książka mnie wciągnęła, a fabuła zainteresowała. Nie polubiłam głównego bohatera, który mnie irytował swoją postawą. Taki z niego detektyw, że zatrudnił pierwszą z brzegu kobietę, która się do niego zgłosiła, a nawet jej nie sprawdził, tylko zaufał w ciemno. Kiedy czytałam ten fragment książki, miałam ochotę do niego krzyknąć, ej.. ogarnij się człowieku, coś mi w tej kobiecie nie pasuje! Moją ulubioną bohaterką została babcia Roma. Mam pewną czytelniczkę o tym samym imieniu, jest to niesamowita starsza pani, która wybitnie charakterem pasowała do książkowej postaci, to ją wyobrażałam sobie podczas lektury w roli krewnej Tomasza (no wypisz, wymaluj!). Nie podobało mi się jednak zachowanie wszystkich książkowych osób, którzy non stop pili alkohol i palili papierosy. Jakby tak podliczyć minuty w ich życiu spędzone przy używkach, to myślę, że większość czasu przesiedzieliby przy koniaczku (na zmianie z kawą), toż to przecież już alkoholizm. 

         Ciekawym zabiegiem zastosowanym w powieści było zaznaczanie kursywą myśli bohaterów. Zadowoliło mnie też zakończenie, które nie do końca było happy-endem i zdołało mnie zaskoczyć. A przede wszystkim ucieszyłam się, że akcja rozgrywa się na Dolnym Śląsku. Lubię kryminały, gdzie fabuła toczy się na terenach mi bliskich. Byłam nie raz w Polanicy Zdroju czy we Wrocławiu, więc lektura tym bardziej mnie interesowała. Od razu w oko wpadła mi też super mroczna okładka, która sugerowała mi, że za zimnym tropem może też być ukryty zimny trup. Reasumując, książka dostarczyła mi rozrywki, chociaż początkowo mi się dłużyła. Lubię poznawać nowych autorów, dlatego też cieszę się, że dzięki uprzejmości wydawnictwa mogłam zapoznać się z propozycją Dębskich, ale mimo wszystko nie zostaną oni moimi ulubionymi autorami (obok Chmielarza czy Koziołka). Moja ocena: 6/10.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Agora:

środa, 25 sierpnia 2021

Biały pył. Piekło na K2

Dzień dobry! 

Nadaję prosto z Tatr, a proponuję Wam dzisiaj książkę, gdzie fabuła toczy się w górach, ale duuużo wyższych niż nasze polskie ;)



Tytuł: ,,Biały pył. Piekło na K2"

Autor: Krzysztof Koziołek

Rok wydania: 2021 (dziś premiera!)

Liczba stron: 385





Fabuła:

         Grupa śmiałków z Polski chce zdobyć zimą górę K2. Królowa Karakorum jest jednak kapryśna i wiele osób wspinających się na nią, traci życie i zostaje w wysokich górach już na zawsze. Czy ekipa wybrana przez kierownika Bochenka poradzi sobie ze szczytem? 

         Książkę otrzymałam dosłownie kilka dni przed moim urlopem, dlatego byłam bardzo szczęśliwa, że mogłam ją zabrać ze sobą na urlop. A czekałam na nią od momentu, kiedy autor wyjawił mi tajemnicę, że w przygotowuje książkę o tematyce górskiej. Kiedy czytałam lekturę, mając w pobliżu widoki na Tatry, powieść smakowała jeszcze wyborniej. Jestem w tym paśmie gór pierwszy raz i zrobiły na mnie ogromne wrażenie, dlatego też starałam sobie wyobrazić K2, kilka razy wyższą od naszych Rysów. Cóż, nawet nie jestem w stanie pojąć jak ogromna to musi być góra. Patrzę na Tatry z szacunkiem, wzbudzają we mnie lęk.. zastanawiam się więc, jakie to uczucie być na najwyższych partiach gór świata. Na pewno oprócz strachu, musi być to niesamowita radość!

         Powieść przeczytałam bardzo szybko, akcja wciągnęła mnie. Czułam się jakbym była razem z bohaterami w innej czasoprzestrzeni. Widać, że autor jak zwykle ciężko pracował przy pisaniu lektury. Koziołek opisywał wyprawy ekipy jakby był urodzonym himalaistą. Sprawnie używał wszystkich górskich pojęć technicznych oraz geograficznych. Nie można oprzeć się wrażeniu, że autor kocha góry i nie wyobraża sobie bez nich życia. 

         Książka podobała mi się bardzo, ponieważ też jestem góroholiczką :) Uważam, że niedziela bez gór to czas stracony. Od jakiś dziesięciu lat pasjonuję się górami. Co prawda mieszkam u podnóża Gór Sowich, ale bywam też w Karkonoszach, w zeszłym roku udało mi się wybrać w Bieszczady, teraz zauroczyły mnie Tatry. Oczywiście śmigam po niższych partiach górskich, ale gdy byłam młodsza, wyobrażałam sobie, że jestem himalaistką i zdobywam najwyższe szczyty świata. Pasjonują mnie nowinki górskie z odległych Himalajów oraz spotkania z wybitnymi jednostkami. Słuchałam na żywo opowieści Krzysztofa Wielickiego, Adama Bieleckiego czy Rafała Froni. Czytając książkę, czułam, że autor przygotował się do powieści, bazując na relacjach naszych wybitnych himalaistów. Szczególnie zgadzam się z mottem Aleksandra Lwowa (którego książkę też polecam) ,,Zwyciężyć, znaczy przeżyć". Nie ważne jest zdobycie szczytu, jeśli się po drodze zginie - trzeba wiedzieć kiedy bezpiecznie się wycofać. Będąc nad Czarnym Stawem pod Rysami, chodziła mi po głowie cicha myśl... a może by tak pójść za tym tłumem i spróbować zaatakować szczyt? Jednak wiem, że w górach ważna jest też pokora. Jeśli nie ma się doświadczenia oraz odpowiedniego ubrania czy ekwipunku, nie warto ryzykować życia. A Koronę Gór Polski skończę, gdy po prostu będę bardziej przygotowana. 

        ,,Biały pył. Piekło na K2" na pewno spodoba się osobom, których góry fascynują. Akcja jest ciekawa, podszyta nutką dramatu. Książkę charakteryzują krótkie rozdziały oraz bibliografia, z której korzystał autor. Polecam. Moja ocena: 9/10. 


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Agora:



środa, 18 sierpnia 2021

Cudze grzechy

Hejka! Tematem dnia będzie recenzja książki :)




Tytuł: ,,Cudze grzechy"
Autor: Daria Orlicz (Katarzyna Misiołek)
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 320
Gatunek: kryminał











Fabuła:
           Grupa policjantów prowadzi różne śledztwa. Jeremi, Kiciuś i Hanka zmagają się nie tylko z zadaniami kryminalnymi, ale także z prywatnym demonami własnej przeszłości. Jeremi pomaga w rozwiązaniu zagadki niespodziewanego zamknięcia w areszcie niewinnego kolegi, Kiciuś przeżywa śmierć kumpla z pracy, a Hanka ma problemy rodzinne i skrywa mroczną tajemnicę z lat młodzieńczych. Ponadto, w tle wydarzeń pojawia się dramatyczna sytuacja związana z uprowadzeniem ciężarnej kobiety. Czy mundurowi poradzą sobie ze wszystkimi problemami?

           Książka jest czwartą częścią cyklu ,,Stracone dusze". Serii nie trzeba czytać poklei, ja nie znałam wcześniejszych przygód policjantów i nie miałam z tym problemu. Ostatnimi czasy panuje ogromny boom na pisanie kryminałów i wcale się nie dziwię, bo to jeden z najbardziej lubianych gatunków. Niestety, w związku z tym powstaje coraz więcej przeciętniaków, którymi ludzie nie wiedzieć czemu się zachwycają. Tam było w przypadku książki ,,Cudze grzechy".
           Powieść przeczytałam w ciągu dwóch dni. Po jej skończeniu popadłam w zadumę - bo jak to się dzieje, że taki średniak ma ocenę na lubimyczytać aż 7,3? Czy społeczeństwu naprawdę nie przeszkadza to, że ta pseudo-kryminalna lektura jest tak chaotyczna (bez żadnego napięcia, ładu i składu), że się nią zachwyca? Czytałam tę książkę i czekałam, aż się rozkręci, coś się zacznie dziać, ale rozczarowałam się.
       Autorka zrobiła z policjantów niezłych pijaków, którzy nie stronią od częstego alkoholu. Wątek Jeremiego, który pojechał do Trójmiasta rozwiązać zagadkę był tak beznadziejny, że nawet szkoda mi się nad nim rozwodzić. Porwanie ciężarnej, które miało być głównym motywem książki to czysty absurd, nawet nie wiem, po co rozdziały dotyczące Karoliny zostały napisane, bowiem były tak nudne i nielogiczne, że aż przykro. Jedynie akcja poświęcona Hance trochę mnie zainteresowała, (można było poświęcić jej całą powieść, a lektura wypadłaby dużo wiarygodniej). ,,Cudze grzechy" to kryminał bardzo przeciętny - chaotyczny z pourywaną akcją, który nawet nie zdążył się rozkręcić, a już się skończył. Książkę polecam czytelnikom niewymagającym. Moja ocena: 5/10.

Tymczasem przesyłam Wam pozdrowienia z Tatr! 😘

niedziela, 15 sierpnia 2021

Tylko niewinni

Hej! Zapraszam na recenzję książki znanej, brytyjskiej autorki. 




Tytuł: ,,Tylko niewinni" 
Autor: Rachel Abbott
Ilość stron: 540
Gatunek: thriller












Fabuła:
      Nadinspektor Tom Douglas dostał do rozwiązania trudną sprawę. Zamordowany został powszechnie lubiany filantrop sir Hugo Fletcher. Wszystkie poszlaki wskazują, że mężczyznę zabiła z zimną krwią kobieta. Komu zależało na śmierci sławnego biznesmena, który pomagał prostytutkom przemycanym z Europy Wschodniej? Czy detektyw zdoła rozwikłać skomplikowaną zagadkę czy może mroczna historia rodziny Fletcher nigdy nie zostanie wyjaśniona?

       To moja pierwsza przeczytana książka słynnej mistrzyni thrillerów. Jest to początek cyklu: Tom Douglas, dalszych części jest sporo i już wiem, że z chęcią po nie sięgnę. ,,Tylko niewinni" czytało mi się znakomicie. Pomimo sporej objętości lektury, połknęłam ją błyskawicznie. Intrygę przeprowadzono w książce w sposób mistrzowski; każda z występujących w powieści bohaterów miała do czynienia z denatem i wszystkie te osoby nie miały związanych z nim dobrym wspomnień, więc wielu podejrzewałam o dokonanie zbrodni. Wyjaśnienie okoliczności morderstwa zaimponowało mi, poczułam się trochę jak czytelniczka książek Agaty Christie. Thriller dostarczył mi mnóstwo emocji i refleksji, kto tak naprawdę był w tej lekturze winny, a kto nie. Detektyw Douglas wzruszył mnie swoją postawą i decyzją końcową. Czasami warto poznać lepiej drugą osobę, bo ślepa miłość nie prowadzi do niczego dobrego, a przemoc psychiczna często bardziej uszkadza duszę niż terror fizyczny ciało. Polecam, moja ocena: 9/10. 

niedziela, 8 sierpnia 2021

Mój Egipt

Siema! 

Miałam ostatnio mętlik w głowie i brak jakichkolwiek wskazań co do gatunków książkowych, więc postanowiłam sięgnąć po lekturę podróżniczą. 



Tytuł: Mój Egipt

Autor: Jarosław Kret

Rok wydania: 2011

Liczba stron: 328

Gatunek: literatura podróżnicza




        Jarosława Kreta znałam głównie z portali plotkarskich opisujących jego podboje miłosne bądź z telewizji jako pana pogodynkę. Miałam o nim raczej negatywne zdanie, ale postanowiłam sprawdzić jak mu idzie pisanie książek. Ze zdziwieniem odkryłam, że Kret to inteligentny i odważny facet, używający czasem sarkazmu, a czasem dowcipnego języka. Dziennikarz nie tylko studiował egiptologię, ale też archeologię śródziemnomorską, afrykanistykę czy kulturoznawstwo! Zna wiele języków, był też członkiem pierwszego składu redakcyjnego magazynu ,,National Geographic Polska" czy też prezenterem Teleexepresu. Książka ,,Mój Egipt" powstała z miłości Kreta do tego kraju, w którym to jako młody chłopak odbył stypendium naukowe. 

        Lektura spodobała mi się bardziej niż myślałam po nią sięgając. Oczywiście miałam kilka obiekcji, co do tekstu. Po pierwsze podróżnik czasem odbiegał od tematu, pisał o niepotrzebnych rzeczach i gubił wątek (napychając książce stron), przez co ,,Mój Egipt" był trochę za bardzo rozciągnięty - a przecież często mniej znaczy więcej. Po drugie, kilka wstawek o zamiłowaniu Kreta do kobiet raczej mnie do niego zniechęcało, a zakładam, że pewnie efektem miał być zapewne podziw do autora i jego wdzięku osobistego.

       Jednak moim zdaniem książka miała więcej plusów niż minusów. Na pewno ciekawy był zbiór wspomnień dziennikarza jako prawdziwego podróżnika, a nie typowego turysty, który wybiera się na wycieczkę all inclusive, po czym korzysta tylko z basenu i baru alkoholowego, a po powrocie do domu chwali się jak to poznał Egipt. Kret opowiedział wiele anegdotek, przedstawił mnóstwo interesujących historii zarówno z przeszłości kraju jak i obecnego stanu państwa. Z wypiekami na twarzy odkrywałam nowe pojęcia i terminy, np. co to jest chamsin czy bawwab. Dowiedziałam się, że ulubionymi pojęciami Egipcjan są: bukra lub szuwajja (im się nigdy nie śpieszy, najlepiej przekładać wszystko na jutro i robić powoli). Poznałam wiele ciekawych miejsc, które nie spodziewałam się, że mogą być tak piękne (ah.. chciałabym kiedyś przywitać wschód słońca na górze Synaj). Kret poświęcił też wiele stron egipskiej kuchni. Leciała mi ślinka, gdy wyobrażałam sobie te wszystkie orientalne potrawy, a ponadto kilka dań mnie dość zdziwiło np. gołąbki, które smakują tak samo jak nasze polskie lecz wyglądają zupełnie inaczej (są to prawdziwe ptaki, które stanowią przysmak Egiptu). Książka zawiera także dużo kolorowych zdjęć, słowniczek słów arabskich, które przeniknęły do języka polskiego (jest ich nieoczekiwanie całkiem sporo) czy przepisy potraw (które mam nadzieję kiedyś wykorzystam). Lektura zrobiła na mnie dobre wrażenie, narobiła ochoty na wyjazd do Egiptu. Moja ocena 7/10. Myślę, że sięgnę też po inne książki Kreta. 

Ciekawe czy lubicie książki podróżnicze? A może sami byliście w Egipcie i macie w rękawie jakieś ciekawostki? :D

piątek, 6 sierpnia 2021

Złota klatka

Siemanko! Ostatnio miałam okazję przeczytać ,,Złotą klatkę" Camilii Lackberg. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii, zapraszam do lektury ;)



Tytuł: ,,Złota klatka"
Autor: Camilla Lackberg
Ilość stron: 400
Gatunek: thriller
Rok wydania: 2019












Fabuła:
           Wszyscy zazdroszczą życia Faye, która jest piękną inteligentną kobietą, ma córkę i wspaniałego męża, mieszka w luksusowej dzielnicy w Sztokholmie, otoczona jest bogactwem. Tak naprawdę główna bohaterka jest znudzona swoją egzystencją, studia porzuciła na rzecz bycia kurą domową, a ciągłe zaspokajanie potrzeb ukochanego coraz mniej jej wychodzi. Niespodziewanie ginie córka Faye, ślady krwi wskazują, że zbrodni dokonał jej małżonek. Czy dziecko się odnajdzie? Jakie mroczne sekrety skrywa Faye? Czy Jack jest naprawdę takim idealnym mężem, za jakiego wszyscy go uważają?

           To moja pierwsza książka Lackberg, której twórczość wszyscy mi polecali. Niestety, póki co z autorką za bardzo się nie polubiłam i już żałuję, że zaczęłam przygodę z jej powieściami od cyklu Faye, a nie od Sagi o Fjallbace, być może tamta seria bardziej przypadłaby mi do gustu. Ogółem, lekturę pomimo jej sporych objętości przeczytałam dosyć szybko, nawet mnie wciągnęła. Nie mniej jednak, główna bohaterka tak strasznie mnie denerwowała, że miałam ochotę ją dorwać i potelepać za ramiona. Rozumiem ślepo się zakochać i porzucić wszystkie pasje dla mężczyzny (chociaż nie, nie rozumiem), ale tkwić w związku, gdzie chociaż możliwości finansowe są ogromne, siedzieć i nic nie robić, tylko ekscytować się tym bogactwem i szpanować przed innymi, to już jest słabe zachowanie. Faye mogła brać udział w różnych kursach, uczyć się języków, korzystać z życia na maksa, ale wolała poddać się marazmie i cierpieć, wielbiąc swojego męża. Poza tym, gdy poznałam tajemnicę kobiety dotyczącą Victora, załamałam się. Książka jest celebracją feminizmu, zemstą na mężczyznach, za ich podłe traktowanie kobiet. Tylko z drugiej strony, co jeśli kobiety mają diaboliczną naturę, albo oddają swoje życie za pieniądze i pozwalają sobą pomiatać, czy ty jest normalne? Poza tym, nie wszyscy faceci są źli i zdradzają partnerki... ,,Złota klatka" to słaby thriller, jest to bardziej powieść psychologiczna o kobiecie, która tkwiła w złotej klatce na własne życzenie i pewnie, gdyby nie to, że porzucił ją mąż siedziałaby w niej bezpiecznie nadal, pławiąc się bogactwem i nie myśląc o etyce. Wszyscy twierdzili.. ah, biedna Faye, jak dobrze, że udało jej się podnieść z letargu i zaplanować porządną zemstę! Lektura wywołała we mnie mieszane uczucia, trochę mnie zezłościła, a może to było celem autorki? Wywołać feministyczną dyskusję? Po skończonej powieści, pozostało we mnie uczucie niesmaku. Nie wiem, czy skuszę się na drugą część. Moja ocena: 5.5/10.

piątek, 30 lipca 2021

Horyzonty uczuć

Hejka! 

Chętnie przestawię Wam dzisiaj moją recenzję dotyczącej książki idealnej na lato :)



Tytuł: ,,Horyzonty uczuć"

Autor: Dorota Schrammek

Gatunek: obyczajowy

Ilość stron: 270





Fabuła:

        Matylda jest właścicielką pensjonatu w Pobierowie. Kobieta nawet się nie spodziewa, jak wiele atrakcji czeka ją nadchodzącego lata. Jej domek odwiedza kilku gości: Iwona, która usłyszała od kuzynki, że jej mąż ma romans, Zoja nieszczęśliwie zakochana w poecie alkoholiku oraz Aldona zmagająca się z defektem w swoim wyglądzie. Kolejny pensjonariusz to walczący z traumami przeszłości Ryszard opiekujący się Antosiem. Do gospodyni przyjeżdża też jej syn Piotr z żoną Dorotą, gospodyni od razu zauważa, że w młode małżeństwo przechodzi kryzys. Czy goście Matyldy odnajdą własne szczęście na nowo? Czy właścicielka pensjonatu posłucha swojego głosu serca i da szansę czekającej na nią miłości?

        Lekturę wybrałam ze względu na to, że zdecydowałam się na urlop w Pobierowie. Lubię, gdy akcja książki dzieje się w lokalizacji, którą znam. Przyjemnie czytało się powieść siedząc w nadmorskiej miejscowości. Przyznam, że ostatni czasy zazwyczaj sięgam po thrillery, więc lekka, łatwa i niezbyt gruba lektura była dla mnie miłą odmianą, która spełniła moje oczekiwania. Spodziewałam się happy endu w przypadku wątków wszystkich bohaterów, dlatego też śledziłam ich losy z zainteresowaniem. Jeśli ktoś lubi niezobowiązujące powieści, to ,,Horyzonty uczuć" powinny się spodobać fanom pogodnych lektur przy których można się zrelaksować, wyłączając z mózgu poziom stresu. Chętnie kiedyś jeszcze sięgnę po inne książki Doroty Schrammek. Moja ocena to 7.5/10. 

poniedziałek, 26 lipca 2021

A ja żem jej powiedziała

Cześć!

Dzisiaj napiszę Wam moją opinię na temat książki znanej wokalistki.



Tytuł: ,,A ja żem jej powiedziała"

Autor: Katarzyna Nosowska

Liczba stron: 208

Rok: 2018





        Cenię Nosowską jako dobrą wokalistkę i skromną osobę. Książka, którą napisała okraszona jest humorem, cechuje ją satyra i ironia. Autorka bawi się stylem i nie boi się żartować z polskich celebrytów i ich wybujałego ego. Nosowska brzydzi się blichtrem, potrafi ocenić daną sytuację z dystansem, często żartuje sama z siebie. Krótkie rozdziały w lekturze poświęcone są różnym tematom, bliskim Kaśce. Wokalistka pisze m.in. o swoim dzieciństwie, doznanych urazach, trudnych związkach, nadprogramowych kilogramach, seksie czy życiu duchownym. ,,A ja żem jej powiedziała" to zabawa ze stylem, dużo kolorowych szalonych obrazków i różne czcionki. Nosowska trafia w punkt gorzkimi przemyśleniami, dlatego jest tak lubianą na naszym polskim podwórku gwiazdą. Autorka przyznała, że po wielu latach nauczyła się żyć w zgodzie sama ze sobą, zaakceptowała swoje ciało, zrezygnowała z alkoholu i przestała się przejmować tym, co zawsze wpajała jej matka czyli ,,Co ludzie powiedzą?". Kaśka teraz jest w końcu szczęśliwą osobą i życzę jej, aby nigdy się nie zmieniała i zawsze pozostawała taka jaka jest. Gdyby wszyscy zakochani w sobie narcystyczni celebryci zmienili swoje zachowanie, na pewno również zyskaliby w oczach przeciętnych ludzi więcej sympatii. Moja ocena: 8/10.

sobota, 17 lipca 2021

Lost (Zagubieni)

Hej!

Ostatnio zamieściłam kilka recenzji książkowych, ale przecież też w wolnym czasie mam też wiele innych hobby, więc dzisiaj dla odmiany napisałam notkę serialową :)



Tytuł: Lost (Zagubieni)

Liczba sezonów: 6

Liczba odcinków: 121

Lata produkcji: 2004-2010

Gatunek: przygodowy, thriller, filozoficzny




Fabuła:

        Samolot 805 lecący z Sydney do Los Angeles rozbił się nad tajemniczą wyspą. Ocalało 48 pasażerów. Rozbitkowie pomimo wielu prób nie potrafią nawiązać łączności ze światem zewnętrznym. Muszą przystosować się do życia na wyspie. Obce terytorium jest bardzo malownicze, ale też niebezpieczne i przepełnione sekretami. Czy zagubionym uda się kiedyś wrócić do domu?

        Nie jestem fanką seriali, szczerze to wolę oglądać filmy bez kontynuacji. W tym roku pobiłam jednak rekordy bo obejrzałam aż trzy seriale! Najpierw wciągnęło mnie ,,Żmijowisko", potem mąż namówił mnie na ,,Gambit królowej". Ponadto, od dawna mój luby opowiadał o niejakim serialu ,,Lost", który to bardzo go zachwycił, gdy jeszcze był młodym chłopakiem. Non stop mi opowiadał, że tak bardzo chciałby do niego wrócić, aż w końcu dałam się namówić. 

      Pierwsze sezony bardzo mnie wciągnęły. Podobały mi się przygodowe wątki ze strasznymi elementami. Z niecierpliwością czekałam na wieczór, aż włączymy kolejne odcinki, relaksując się po pracy. Z przyjemnością patrzyłam na odważną ekipę głównych bohaterów współpracujących ze sobą, pomagającą sobie nawet podczas trudnych wyzwań. Pojawiły się też pierwsze przyjaźnie, miłości, a nawet związki. Niestety, po trzecim sezonie zaczęłam gubić się w fabule. Oprócz retrospekcji w życiu głównych bohaterów i ich podróży w czasie, były też futurospekcje. W dodatku, wyspa wymagała ofiar, więc pojawił się motyw walki dobra ze złem. Do gry dołączały nowe postaci, historia robiła się coraz bardziej pogmatwana. Mało tego, nie brakowało też wstawek filozoficznych i religijnych, więc w pewnym momencie miałam w głowie wielki galimatias. 

      Plusem filmu byli bohaterowie, z którymi bardzo się zżyłam. Aktorzy świetnie poradzili sobie ze swoimi rolami. Najbardziej polubiłam łobuza Jamesa ,,Sawyera" Forda (Josh Holloway), który rozbrajał mnie swoim uśmiechem, z podekscytowaniem czekałam na każdą scenę z jego udziałem. Do gustu przypadły mi też postaci przebojowej Katherine Austen (Evangeline Lily), doktora Jacka Shepard (Matthew Fox) czy wesołego Hugo ,,Hurley" Reyes (Jorge Garcia). Innych, ciekawych bohaterów pełniących ważne funkcje było dużo więcej, ale nie sposób by wszystkich tutaj opisać, bo recenzja nie miałaby końca :)  

       Szalenie zachwycona byłam malowniczym krajobrazem, gdzie kręcono sceny filmu. Oj chciałabym sama zagrać w tym serialu. Nie dość, że przygoda życia, gigantyczne zarobki, sława, obiecujące znajomości, to przede wszystkim cudowne widoki hawajskiej wyspy O'ahu.  

       ,,Lost" wciągnął mnie bez reszty pierwszymi sezonami, potem akcja zaczęła mnie drażnić, odcinki nudziły i wlekły się niesamowicie. Co gorsze, wiele postaci, których zdążyłam polubić, zmieniło się na gorsze, więc też zaczęły mnie już denerwować. Nie mniej jednak, gdy serial się skończył poczułam dziwną pustkę. Jednak zżyłam się z tymi osobami, których oglądałam na ekranie laptopa przez ostatnie miesiące niemal codziennie. Moja końcowa ocena serialu to: 7/10 (gdyby ,,Zagubieni" nie mieli aż tyle sezonów, zapewne postawiłabym najwyższą notę). 

Znacie ,,Lostów"? Jakie Wy polecacie seriale? :)

poniedziałek, 12 lipca 2021

Imię Pani. Misja

Cześć!

Mam przyjemność zrecenzować Wam dzisiaj książkę pod moim patronatem. Zapraszam do zapoznania się z moimi wrażeniami ;)


Tytuł: ,,Imię Pani. Misja"

Autor: Krzysztof Koziołek

Rok wydania: 2021

Ilość stron: 452

Gatunek: kryminał retro

Cykl: Imię pani




Fabuła:

     Komisarz kryminalny Gustav Dewart zostaje poproszony przez swojego przyjaciela Felixa o rozwiązanie mrocznej zagadki w Liebau (Lubawce). Alfons Dermuth popełnił samobójstwo na Górze Wisielców. W tę śmierć nie wierzy jednak szef powiatowej żandarmerii, podejrzewa, że mężczyzna został zamordowany. Dewart zgadza się podjąć ryzyko śledztwa. Nie wie jednak jak bardzo niebezpieczna będzie to rozgrywka, bowiem wiele osób nie chce, aby prawda wyszła na jaw. Komisarz kryminalny musi działać rozważnie, gdyż naziści śledzą każdy jego ruch, a to oznacza kłopoty. Kto jest winien śmierci Dermutha? Czy Dewart będzie zadowolony z wyników śledztwa?

      Pierwsza książka Koziołka (,,Imię pani"), którą miałam okazję przeczytać podbiła moje serce. Po lekturze czułam niedosyt, że powieść nie ma kontynuacji. Okazało się, że autor sprawił swoim fanom wielką niespodziankę i po ponad trzech latach po wydaniu przygód komisarza Dewarta, właśnie powstała kolejna część serii! Nie mogłam doczekać się premiery nowej książki. 

       ,,Imię pani. Misja" to kryminał retro, który przenosi nas do lat 30 ubiegłego wieku. Główny bohater po raz kolejny zmaga się z mrocznymi sekretami. Zgon Dermutha okazuje się być nieprzypadkową śmiercią, a naziści coraz śmielej sobie poczynają, wychwalając Hitlera pod niebiosa. 

      Gustav Vewart ma w sobie ikrę, która nie pozwala mu się poddać, walczy więc do końca o sprawiedliwość. Komisarz kryminalny nie zgadza się z nowym ładem Trzeciej Rzeczy, jest przeciwny działaniom hitlerowców, którzy pod płaszczykiem pięknych haseł pomocy dla ludu, dbają jedynie o własne interesy, tak naprawdę wyzyskując społeczeństwo. 

       W książce nie ma czasu na nudę, lektura została dopracowana, co do najdrobniejszego szczegółu. Akcja jest wartka, bieg wydarzeń ciągle się zmienia, śledztwo od początku nie jest łatwe. Powieść polecam przede wszystkim wymagającym odbiorcom, którzy lubią pogłówkować i szukają w kryminałach czegoś więcej niż prostej konstrukcji. Koziołek jest mistrzem w przedstawianiu miejsc w sposób malowniczy i tajemniczy, a fabuła jest dla mnie świetnym materiałem na film, który z chęcią obejrzałabym kiedyś. Z książką spędziłam miło kilka wieczorów. Nie mogłam się od niej oderwać, ale nie potrafiłam też przeczytać jej zbyt szybko, ponieważ chciałam pobyć z bohaterami jak najdłużej. 

     ,,Imię pani. Misja" to lektura bogata w historyczne opisy ziemi kamiennogórskiej. Poświęcałam swój wolny czas, aby z przyjemnością poznać zakątki tego (leżącego nie tak daleko od mojego zamieszkania) miejsca. Dzięki autorowi i jego książkom wybrałam się już na kilka wycieczek śladami postaci z książek. Po lekturze ,,Nad Śnieżnymi Kotłami" tak bardzo chciałam udać się do Śnieżnych Kotłów, że w końcu dopięłam swego; W ,,Imię pani" z kolei akcja działa się w Krzeszowie, który został tak pięknie przedstawiony, że nie mogłam tam nie pojechać. Obecna książka już kusi mnie wyprawą do Lubawki i pobliskich wokół niej miejsc, aż nie mogę się doczekać, kiedy już tam będę. Mąż, który widział już moją długą listę atrakcji do zwiedzania stwierdził, że chyba zabraknie mi do końca roku weekendów :D

       Podziwiam rzetelność autora, ponieważ porusza on nie tylko tematy historyczne i geograficzne, ale także dzieli się swoją bogatą wiedzą z zakresu architektury i kulinarni. Wydaje mi się, że kiedyś społeczeństwo bardziej doceniało smaki i rozkoszowało się w lokalnych potrawach. Dzisiaj idąc do knajpy zamawiamy głównie pizze, kebab, frytki, sałatkę, lody itd. Czytając książkę ciekła mi ślinka, kiedy siedziałam obok bohaterów degustujących różne wykwintne dania. Dowiedziałam się o wielu przysmakach, np. o Bombie Legnickiej. Kiedy będę mieć tylko możliwość na pewno skosztuję tych ciekawych dań. 

       Kryminał spodoba się osobom, które nie lubią bylejakości. Moją uwagę przyciągnęła już na pierwszy rzut oka wspaniała okładka, a także wydruk stron, powstałych na sposób starodawny. Należy docenić to, że pisarz poparł swoją wiedzę bogatą bibliografią (swoją drogą do niej też chętnie sięgnę) oraz słowniczkiem tłumaczeń miejsc z języka niemieckiego na polski. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejną część przygód Dewarta. 

Na koniec pochwalę się moim patronatem, można go odnaleźć wśród zacnego grona :)