piątek, 25 marca 2022

Pokochać Ukrainę

Cześć!

Dzisiaj recenzja wyjątkowej książki.



Tytuł: ,,Pokochać Ukrainę"

Autor: Jacek Łęski

Gatunek: reportaż

Rok wydania: 2014

Rok wydania: 368




          Książkę dostałam kilka lat temu w prezencie urodzinowym. Byłam w Ukrainie w 2010 r. będąc jeszcze studentką. Mam wiele wspomnień z tego wyjazdu pozytywnych i negatywnych. Jednak tak naprawdę o Ukrainie nie wiedziałam wiele. Dopiero, gdy wybuchła wojna zasmuciłam się, że informacje jakie posiadam są szczątkowe, warto poznać ten kraj dogłębniej. Nadszedł odpowiedni czas na lekturę książki.

          Podczas czytania, mąż włączył telewizor i ukazał się program z najnowszymi informacjami z okupowanego państwa. Jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, że wiadomości prosto z Ukrainy relacjonuje Jacek Łęski - dziennikarz i autor książki, którą właśnie miałam w ręku. Lektura jeszcze bardziej mnie zaciekawiła wiedząc, że została napisana przez profesjonalistę. Zdumiałam się tylko, że jako drugi pisarz na okładce widniała Alina Łęska - żona reportażysty, Ukrainka. Książka zawierała jedynie kilka wzmianek o niej i jej punkty widzenia, ale na pewno nie została przez nią stworzona. 

           Dzięki lekturze otworzyłam oczy na mnóstwo aspektów. Wiele szczegółów mnie zdumiało, a inne potwierdziły moje spostrzeżenia jakie wyniosłam z podróży w tym kraju. Książka składała się z krótkich rozdziałów i wielu zdjęć. Były opowieści poświęcone o Lwowie, Odessie, Kijowie czy Donbasie. Zaciekawiły mnie też informacje o starożytnej kulturze trypolskiej czy złocie Scytów oraz wzmianki o dwóch papieżach i apostole Jezusa, którzy mieszkali na terenie naszych sąsiadów. Niesamowite były rozdziały poświęcone ukraińskim wynalazkom czy kuchni ukraińskiej. Lektura zawierała trochę historii, trochę kultury, wyjaśnienia stosunków polsko-ukraińskich czy ukraińsko-rosyjskich. Dziwnie czyta się książkę, gdzie wspomniany jest ogromny schron w metrze kijowskim z nadzieją, że nigdy nie zostanie użyty. Nie brakuje informacji o Kozakach czy skorumpowanym prawie ukraińskim, gdzie łapówki są normalną zapłatą. najbardziej zdziwiły mnie różne ciekawostki o których nie miałam pojęcia np. że z jednego końca Kijowa do drugiego jest aż 50 km. czy że na wschodzie Ukrainy są tak wielkie huty i zakłady pracy, tak że miasta są do nich tylko dodatkiem. 

           Książkę polecam wszystkich, którzy chcą lepiej poznać i zrozumieć Ukrainę. Jest na to akurat najlepszy czas! Mam nadzieję, że kraj wygra wojnę i odbuduje się na nowo jak kiedyś Polska. Cieszę się, że mimo iż w tym państwie zawsze widoczny był podział społeczeństwa (wynikający zazwyczaj z niewiedzy prowadzonej przez rosyjską propagandę) teraz Ukraina zjednoczona jest jak nigdy i dlatego ma szansę na prawdziwą suwerenność. Chciałabym jeszcze kiedyś tam wrócić, czego życzę przede wszystkim rodzimym mieszkańcom! 💙💛

Jak dobrze znacie Ukrainę? Może kiedyś byliście w tym państwie?

wtorek, 22 marca 2022

Umrzeć na wiosnę

Hej!
Tym razem zostawiam dla Was recenzję książki o tematyce wojennej. 





Tytuł: ,,Umrzeć na wiosnę"
Autor: Ralf Rothmann
Okładka: twarda
Liczba stron: 256
Rok wydania: 2016
Gatunek: Literatura piękna









Fabuła: 
       Dwóch niemieckich przyjaciół zostaje wcielonych do Waffen-SS pod koniec 1944 r. Nastolatkowie, którzy z zawodu są dojarzami muszą zacząć aktywnie uczestniczyć w wojnie. Walter dostaje pracę jako kierowca w jednostce zaopatrzeniowej, a Friedrich ma rozkaz wyruszenia na front. Chłopcy tęsknią za normalnym życiem, swoimi dziewczynami, z niepokojem przyjmują wiadomości o przedłużających się walkach. Friedrich nie wytrzymuje napięcia i ucieka z armii, a za dezercję grozi mu kara śmierci. Walter otrzymuje polecenie zastrzelenia przyjaciela. Czy nastolatkowie zdążą się pożegnać? Czy któryś z nich przeżyje wojnę?

        Dawno nie czytałam książki o tematyce wojennej. Ostatnio nastała moda na powieści o Auschwitz, autorzy często promują się na tym temacie i piszą łzawe miłosne historie, często wybielając Niemców. ,,Umrzeć na wiosnę" to surowa lektura, niekoniecznie nadająca się na lato. Autor porusza ciężkie tematy egzystencjalne. Przyznam, że na początku nie mogłam się wgryźć w fabułę, ale po kilkudziesięciu stronach książka już mnie wciągnęła. Język jakim posługuje się Rothmann jest dosyć sztywny, w tekście jest mnogość opisów, podczas czytania trzeba się mocno skupić. 
        Wiele osób (szczególnie młodych) zapomina o historii, nie wie jak straszne jest pojęcie wojny. Żyjemy w czasach dobrobytu, jesteśmy otoczeni dobrami materialnymi, mamy dach nad głową, rodzinę, możemy pojechać na wakacje, realizować swoje hobby. Często nie doceniamy własnego szczęścia. Warto sięgać po trudne książki, aby nigdy nie zapomnieć o młodzieży sprzed 75 lat, której życie zostało doszczętnie zniszczone. Nastolatkowie trudnili się ciężką pracą jeszcze przed wojną. Czy dzisiejsze dzieci posłusznie pracowałyby jako dojarze krów? Wątpię. Chłopcy i dziewczęta szukają jak najłatwiejszych zajęć i jeszcze narzekają. Często nie pamiętają o najważniejszy wartościach jak: przyjaźń, miłość czy szacunek, myśląc głównie o nowych telefonach komórkowych, grach, modnych ubraniach czy kolejnych paznokciach żelowych. 
        Podczas lektury zdarzało mi się wzruszyć. Bolało mnie to, że młodzi chłopcy nie mieli żadnego wyboru. Musieli iść do wojska, inaczej czekałaby ich śmierć za nieposłuszeństwo. Przykry był też fakt braku jakichkolwiek uczuć u bezwzględnych nazistów. Jestem jeszcze w stanie zrozumieć znęcanie się nad ,,wrogiem". Ale fakt, że traktowali wielu niewinnych rodaków gorzej niż zwierzęta i mówili o tym jako o zabawie był dla mnie przerażający. Historia głównych bohaterów była smutna, można zastanawiać się nad tym czy Walter mógł postąpić inaczej niż mu kazano. Oczywiście, miał wybór. Ale wtedy on także straciłby swoje życie oraz wpakowałby w kłopoty swoich kolegów z pokoju. Zatem który wybór w jego sytuacji byłby najlepszy? Jak my byśmy postąpili na jego miejscu? Książka skłania do refleksji i przypomina o tym, że wojna może spotkać przecież każdego z nas, dlatego tak ważny jest pokój na świecie, czego niestety od lutego już nie doświadczymy. ,,Umrzeć na wiosnę" to interesująca propozycja, aczkolwiek z chwytliwym - umieszonym na okładce - hasłem ,,Najważniejsza niemiecka powieść dekady" raczej bym się nie zgodziła. Moją ulubioną książką wojenną pozostaje niezmiennie ,,Złodziejka książek" , ,,Umrzeć na wiosnę" jest podobne surowym klimatem jak powieść, na którą swojego czasu też długo chorowałam ,,Żółte ptaki". Moja ocena: 6.5/10.

wtorek, 15 marca 2022

Prokurator

Hej!

Przychodzę do Was z recenzją książki :)


Tytuł: ,,Prokurator"

Autor: Paulina Świst

Ilość stron: 319

Rok wydania: 2017

Gatunek: romans, kryminał





Fabuła:

      Kinga Błońska jest wziętym adwokatem. Niestety, szantażowana przez swojego brata - psychopatycznego kryminalistę, zgodza się podjąć jego obrony. Kobieta zdradzona przez męża, postanawia dać upust swoim problemom i idzie na dyskotekę, gdzie poznaje przystojnego Łukasza. Ich gorący wieczór, nie będzie jednak ostatnim spotkaniem. Niespodziewanie, mężczyzna okazuje się być prokuratorem, który oskarża ,,Szarego" - brata Kingi. Czy groźny przestępca zostanie skazany? Jak potoczą się losy Kingi i Łukasza?


      Książka święciła triumfy kilka lat temu. Wówczas to na rynku wydawniczym pojawiło się nagle nowe nazwisko (a raczej pseudonim) Świst. Czytelnicy w mojej bibliotece uwielbiają książki tej autorki, są zapisy na jej powieści, z ciekawości postanowiłam zatem w końcu przeczytać debiut pisarki i zobaczyć, na czym polega jej fenomen.

       Początkowo sceptycznie podchodziłam do książki. Treść brzmiała trochę infantylnie. Okazało się jednak, zostałam dosyć pozytywnie zaskoczona. Lektura wciągnęła mnie, przeczytałam ją wciągu jednej soboty. Spodobał mi się styl pisania autorki, krótkie rozdziały wręcz połykałam. ,,Prokurator" została podzielona na dwóch głównych bohaterów - Kingę i Łukasza - ich relacje były pisane naprzemiennie. Historia nie była wysokich lotów, pierwszą część stanowił pikantny romans, w drugą wdarło się trochę kryminału. Nie mniej jednak, po kilku cięższych tematyką książkach, jakie ostatnio czytałam, ta powieść wydała się być idealną odskoczną do odstresowania. Było w niej trochę napięcia, akcja toczyła się szybko. Podobało mi się też wydanie książki - duży druk i niezbyt duża objętość. Moja ocena: 7/10.

sobota, 12 marca 2022

Denko 68 - styczeń

Hejka!
Zapraszam na denko kosmetyczne ze stycznia!



1.Odżywka z kompleksem keratynowym (do włosów suchych i bez energii) Syoss 500 ml

Cena ok. 10 zł. Kosmetyk super nawilżał i wzmacniał moje włosy oraz powodował, że nabierały one blasku. Odżywka ułatwiała także rozczesywanie i nie najgorzej pachniała. Nie mniej jednak nie przepadam za takimi opakowaniami, bo ciężko potem wydłubać resztki zawartości ze środka i trzeba rozcinać, żeby nie zmarnować produktu - wolę wersję w zakręcanych słoiczkach/pudełkach. Poza tym kosmetyk miał w składzie parabeny.

Czy kupię ponownie? Nie



2. Suchy szampon Aussie (Kool Kiwi Berry) 65 ml. 
Cena ok. 6 zł. Kupiłam miniaturkę suchego szamponu bo był mi potrzebny na wyjazd. Sprawdził się przyzwoicie, nie dawał efektu siwego odrostu. Niestety, miał dosyć duszący zapach (kiwi ledwo wyczuwalne).
Czy kupię ponownie? Nie wiem

3. Odżywcza maska do włosów Garnier Fructis (Banana Hair Food) 390ml.
Cena ok. 15 zł (w promocji). Kosmetyk był jednym z lepszych produktów do włosów, jakich miałam okazję używać. Pachniał przepięknie bananem, aż czasem miałam ochotę go zjeść! Zapach utrzymywał się cały dzień (siedząc w pracy non stop go czułam), pomimo tego, że maskę dokładnie spłukiwałam! Kosmetyk super wzmacniał włosy, nadawał im blasku i doskonale je odżywiał. Pomagał w rozczesywaniu mojej fryzury. Pudełko należało do takich jakie lubię, spokojnie mogłam wydobyć produkt do ostatniej kropli. I przede wszystkim na pochwały zasługuje skład (98% składników pochodzenia naturalnego).
Czy kupię ponownie? Tak



4. Kojący płyn micelarny (do skóry suchej i wrażliwej) Bielenda 400ml.
Cena ok. 10 zł. w promocji. Micelek zdał u mnie egzamin. Nie podrażnił mojej cery, dobrze ją nawilżał, był bardzo wydajny. Nie miałam problemu ze zmyciem nawet wodoodpornego makijażu. Myślę, że z czystym sumieniem mogę polecić ten produkt.

Czy kupię ponownie? Tak



5. Woda perfumowana Adidas (fruity rhythm)
Cena ok. 15 zł. Kosmetyk charakteryzował się ładnym owocowym zapachem, niestety mało trwałym. Zdecydowany plus to jego niska cena.

Czy kupię ponownie? Nie



6. Pasta do zębów Bevola Dental Sensitive
Cena ok. 10 zł. Produkt do wrażliwych zębów i dziąseł. Dla moich zębów pasta była za słaba, wolę mocniejsze specyfiki, typu Blend-a-med. Jeśli jednak kiedyś będę mieć problemy z dziąsłami, pewnie wrócę do tej pasty. 
Czy kupię ponownie? Nie wiem



7. Krem do rąk Anida - glicerynowo - aloesowy, z witaminą A+E

Cena ok. 3 zł. Produkt bezzapachowy, dobrze nawilżał skórę, super się wchłaniał. Przebadany dermatologicznie.


Czy kupię ponownie? Tak





8. Krem BB Avon (Medium Beige)
Produkt dostałam. Niestety kolor był dla mnie zbyt ciemny (wręcz pomarańczowy), ale mieszałam go z jaśniejszym fluidem. Powodował efekt strasznego świecenia się skóry, lecz nie pozostawiał suchych skórek i nie uczulał.
Czy kupię ponownie? Nie


9. Płatki kosmetyczne bebeauty z ekstraktem z aloesu Aloe Vera (delikatne i chłonne) 120 stuk
Cena ok. 3 zł. Polecam te płatki, nie rozwarstwiają się, są mięciutkie. 
Czy kupię ponownie? Tak




W styczniu na kosmetyczne zakupy wydałam 120 zł. Znacie coś z mojego denka?

sobota, 5 marca 2022

Załoga

Hejka!

Zapraszam na recenzję książki.


Tytuł: ,,Załoga"

Autor: Grzegorz Kalinowski

Liczba stron: 456

Rok wydania: 2020

Gatunek: kryminał





Fabuła: 

           Joanna Becker pracuje nad materiałem o muzyce z lat 80. Trafia na mało znany zespół Załoga, którego karierę przerwała nagła śmierć wokalisty. W tym samym czasie, komisarz Artur rozwiązuję zagadkę dotyczącą morderstwa Japończyka (pana Kasai). Czy oba śledztwa będą ze sobą powiązane? Czy Załogę tworzyła faktycznie zgrana ekipa? Jakie ciekawostki o Japonii pozna Artur?

          Zastanawiałam się długo, od której książki Kalinowskiego zacząć jako pierwszej. Byłam na spotkaniu z autorem, słuchałam jego wywiadów online, jestem pod ogromnym wrażeniem jego wiedzy historycznej (szczególnie dotyczącej Warszawy). Pisarz był dziennikarzem w TVNie i Radio Zet, a ponadto jest sprawozdawcą sportowym (jego znajomość dotycząca sportu także mi imponowała). Postanowiłam zacząć przygodę z jego twórczością od książki ,,Załoga" - reklamowaną jako pierwszy polski kryminał rockowy. Uwielbiam muzykę z dawnych lat, więc uznałam, że lektura polecana przez Muńka Staszczyka bardzo mi się spodoba, niestety powieść zawiodła moje oczekiwania.

          Okazało się, że nie jest to na pewno pierwszy polski kryminał muzyczny, bowiem choćby kilka lat wcześniej został wydany ,,Piąty Beatles" Czubaja, więc zostałam oszukana już na początku. W dodatku, akcja w książce tak się wlokła, że myślałam w pewnym momencie, że oszaleję. Nudy straszne! Gdybym była tą osobą, która rzuca książki po przeczytaniu kilkudziesięciu stron, jeśli nie przypadną do gustu, to w ogóle bym się nie zastanawiała, tylko brała kolejną do ręki. Jednak, zawsze kończę rozpoczętą powieść, żeby oceniając ją wydać słuszny werdykt (a nuż spotka mnie jakiś szalony zwrot akcji czy super koniec). Rozczarowała mnie mnogość bohaterów i mnóstwo wątków, no tego było jednak stanowczo za dużo. Fakt, że potem wszystkie losy spinały się w słuszną klamrę, co prowadziło do zrozumienia fabuły, ale dla mnie była ona bez sensu. Straszny chaos panujący w rozdziałach, przeszkadzał mi w odbiorze lektury, bohaterowie mnie denerwowali. Chyba polubiłam jedynie postać drugoplanową Miśka, wkurzały mnie wszystkie pozostałe osoby: członkowie Załogi, Joanna i Artur, pan Kasai, młodzi stażyści i inni. Co więcej, w książce było mnóstwo polityki i to ona stanowiła główny nurt zawiązujący akcję. Rozumiem nawiązanie do PRLu, bo sama historia jest ciekawa i warto ją przypominać, ale współczesne potyczki sejmowe, będące odnośnikami do dzisiejszych partii bardzo mnie wymęczyły. Mam po dziurki w nosie codziennych informacji z Wiejskiej, a czytanie w kryminale o podobnych zadymach, wcale mnie nie odprężyło. Interesujące były wstawki dotyczące komuny, sceny z muzyką też mi się podobały oraz anegdotki dotyczące Japonii podniosły minimalnie poziom lektury. Naprawdę podziwiam wiedzę Kalinowskiego z zakresu muzyki oraz jego przygotowanie z historii kraju kwitnącej wiśni, ale kryminał mnie okrutnie wynudził. Myślę, że gdyby książka była o połowę krótsza to też by mi się ją inaczej czytało, wiele kartek było po prostu zbędnych. Dam autorowi jeszcze jedną szansę, sięgnę po kryminał retro, a tym czasem ,,Załogi" raczej nie polecam. Moja ocena: 4/10. 

wtorek, 1 marca 2022

Chłopiec z lasu

Cześć!

Czas na recenzję książki będącej jedną z moich największych rozczarowań.


 

Tytuł: ,,Chłopiec z lasu"

Autor: Harlan Coben

Rok wydania: 2020

Ilość stron: 415

Gatunek: obyczajowa sensacja (na pewno nie thriller!)





Fabuła:

             Wilde ponad 30 lat temu został znaleziony jako mały chłopiec żyjący w lesie. Dziecko nie znało swojego pochodzenia, nikt nie potrafił mu pomóc, żadni dorośli nie zgłosili się jako jego rodzice. Gdy pewnego dnia ginie szkolna outsiderka, nękana przez kolegów, Wilde postanawia ją odszukać. Czy Naomi zostanie znaleziona? Jakie sekrety odkryje Wilde? 

           Po książkę sięgnęłam z powodu zachwytów nad literaturą Cobena. Nigdy jeszcze nie czytałam jego książek, więc postanowiłam, w końcu zapoznać się z twórczością znanego autora. Liczyłam na ogromny hit, okładka wyglądała zachęcająco, a ja miałam chęć na dobry thriller. ,,Chłopiec z lasu" był jednym z moich największych rozczarowań!

            Rozpoczęłam lekturę, liczyłam na wielkie wow. Czytałam i czytałam, czekałam na rozwój akcji i nic. Zero napięcia, nuda. Długie opisy niepotrzebnych rozmów i rozważań, kompletnie nic się nie działo! Cóż należę do osób, które dają szansę książkom do końca. A nóż widelec później zostanę szalenie pozytywnie zaskoczona. Tak nie było. Ziewałam, przerzucałam kolejne kartki. Jakaś akcja miała miejsce ok. 60 stron przed końcem, serio (a całość liczyła 415).

            Historia była tak bzdurna, że już dawno takiej nie czytałam. Liczyłam na to, że dowiem się, skąd Wilde wziął się w lesie i w ogóle poznam mroczne zagadki z jego przeszłości. Nie było o tym żadnej wzmianki. Fabuła dotyczyła jakiejś nieciekawej nastolatki, później jej bananowego rówieśnika. Był też wątek 60letniej prezenterki, senatora starającego się o fotel prezydencki czy niejakiego Matthew - chrześniaka Wilda. Nic ze sobą nie grało, totalny chaos i groch z kapustą. A w tle dzielny Wilde - detektyw z lasu rozwiązujący wszystkie sekrety haha. Zakończenie też nieciekawe. Poczułam ulgę, gdy przeczytałam ostatnią stronę. Serio to była lektura napisana przez cenionego Cobena? Póki co nie mam chęci na inne jego książki. Moja ocena: 3/10.