poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Złodziejka książek

Siemanko!
Dzisiaj przedstawię Wam moje opinie na temat ,,Złodziejki książek". Zacznę od lektury, którą kupiłam w Biedronce po promocyjnej cenie :)

     


           Tytuł: ,,Złodziejka książek"
           Autor: Markus Zusak
           Liczba stron: 495
           Rok wydania: 2014 (nowa edycja)
           Okładka: miękka









Fabuła: 
      Narratorem powieści jest śmierć. Akcja ma miejsce podczas II wojny światowej na terenie Niemiec. Liesel jedzie pociągiem do swoich nowych, przybranych rodziców. Niespodziewanie jest świadkiem zgonu jej 6-letniego braciszka, którego pogrzeb odprawiono na najbliższej stacji. Dziewczynka tego dnia widzi również po raz ostatni swoją matkę. Dziecko nie rozumie zaistniałej sytuacji, tęskni za rodzicielką, dopiero jakiś czas później zrozumie, że ukochana mama deklarowała się jako komunistka, a III Rzesza była wrogiem opozycjonistów, więc ludzie działający przeciwko rządom Hitlera nie mieli szansy na przeżycie.
       Liesel poznaje Rosę i Hansa - Niemców, którzy postanowili zająć się wychowaniem dziewczynki. Dziecko początkowo nie ufa nowym opiekunom, jednak wraz z upływem czasu, zdaje sobie sprawę, że lepszego domu nie mogła sobie wymarzyć. Bohaterka zaprzyjaźnia się z Rudym. Poznaje historię dojścia do władzy fuhrera, co sprawia że Liesel buntuje się przeciwko obowiązującym w państwie zasadom. Kluczowym momentem w życiu dziewczynki jest spotkanie Żyda. Od tego momentu egzystencja dziecka nabiera głębszego sensu, bo czuje, że jest komuś potrzebne. Skoro jednak narratorem lektury jest śmierć, bardzo często pojawia się ona na stronicach powieści. Kto z głównych bohaterów zginie, a kto zostanie ocalony? Jakie książki ukradła Liesel? Zapraszam do zapoznania się z tą wspaniałą historią!

       ,,Złodziejka książek" nie jest cienką opowieścią. Nie mogłam wsadzić jej do torebki, aby poczytać spokojnie w autobusie, więc cierpliwie czekała na mój wolny czas w domu. Kiedy już postanowiłam otworzyć lekturę, nie mogłam się od niej oderwać! Dzieło Zusaka pochłonęłam niezwykle szybko. Autora charakteryzował specyficzny styl pisania, a język - pomimo smutnej treści, często miał żartobliwy ton.
        Bardzo podobało mi się obsadzenie śmierci w roli narratora. Uważam, że trafnym podsumowaniem było zauważenie, że wojna nie jest przyjaciółką śmierci, lecz jej kolejnym szefem. Książka zawierała mnóstwo celnych uwag dotyczących bezsensownych konfliktów zbrojnych i osoby Hitlera. Przywódca Niemiec sprytnie zyskał sympatię społeczeństwa poprzez słowa. Fuhrer nie musiał przekonywać ludności o swoich racjach za pomocą siły. Mężczyzna był świetnym demagogiem, umiał przemawiać do obywateli używając spokojnych i przekonywujących argumentów. Mnóstwo Niemców zahipnotyzowanych wystąpieniami nowego przywódcy, popierało wszystkie jego działania. Niewielu z nich miało odwagę buntować się przeciwko wprowadzonym rządom. Większość sąsiadów z zachodniej granicy przyjęła jednak bierną postawę - nie zgadzali się z opracowanymi przepisami, lecz starali się zachowywać zgodnie z zasadami, aby ocalić życie swoich rodzin oraz własne. Świetnym przykładem było miasteczko Molching, znajdujące się nieopodal Monachium. Mieszkańcy salutowali ,,Heil Hitler", aby nie wzbudzać podejrzeń funkcjonariuszy, chociaż wielu zdawało sobie sprawę z głupoty tego procesu. Społeczeństwo dzieliło się na zagorzałych fanów Hitlera oraz przeciwników działających na przekór prawu w ukryciu (m.in. chowali oni Żydów w piwnicach). Smutnym obrazem było opisanie sytuacji pochodu wyznawców Mojżesza. Schorowani, wygłodzeni Izraelici - katowani na drodze przez żołnierzy budzili przerażenie i współczucie. Kiedy ktoś z tłumu chciał jednak pomóc biedakom, został surowo ukarany, a sąsiedzi przyglądali się temu działaniu ze ściśniętym gardłem, ale nie przekraczając bezpiecznej odległości. Autor słusznie poruszył problem nędznego życia wśród zwykłych Niemców. Głodne, brudne dzieci często kradły jedzenie, a stosowanie przemocy nie było dobrym rozwiązaniem. Ciekawym, oryginalnym zabiegiem było umieszczenie wielu niemieckich słów, które dodawały lekturze wojennego klimatu.
        Do gustu przypadli mi wszyscy bohaterowie. Każdy z zarysowanych postaci miał inne przekonania, wielu Niemców nosiło w sercach tragiczne wspomnienia przeszłości. Warto zwrócić uwagę, że najwięcej cierpień znosili niewinni obywatele, szczególnie najmłodsi - przejmujący wartości przekazywane im przez rodziców. Liesel podczas ostatnich lat wojennych miała niecałe 14 lat. Swoimi doświadczeniami mogłaby obdarować mnóstwo innych osób, których życie nie było aż tak niesprawiedliwe jak zawsze sądzili. Kiedy nieśmiała dziewczynka pojawiła się na progu domu nieznanych jej ludzi, była zahukaną istotą - tęskniącą za mamą. Dziecko nie umiało nawet czytać, więc z pomocą pośpieszył jej ojczym, rozpoczynając żmudną naukę poznawania nowych literek. Książki stały się dla młodej Niemki luksusem, wymarzonym dobrem; w biednej rodzinie Hubermann ich posiadanie niestety nie było możliwe. Liesel pierwszą lekturę ukradła na cmentarzu - był to podręcznik grabarza. Wszystkie książki stanowiły dla dziewczynki wielką wartość. 
        Lektura wciągnęła mnie bez reszty. Myślę, że jest to również świetna propozycja dla dzieci i młodzieży, bo może wstać się wstępem do rozmowy o wojnie i jej ofiarach. Ważne jest również zaznajomienie się z terminem śmierci, bo przecież każdy z nas kiedyś umrze. Przez ostatnie 50 stron książki zalewałam się łzami, długo nie mogłam zasnąć na mokrej poduszce. Zdaję sobie sprawę z tego, że gdyby Lisel żyła we współczesnym świecie, byłaby oburzona zachowaniem ludzi, którzy mając dookoła siebie mnóstwo lektur, rezygnują z nich na własne życzenie. Szczerze polecam Wam dzieło Zusaka. Moja ocena to 10/10.


Tuż po przeczytaniu książki postanowiłam obejrzeć film...



           Tytuł: ,,Złodziejka książek"
           Reżyseria: Brian Percival
           Rok produkcji: 2013 
           Gatunek: dramat wojenny
           Czas trwania: 2.11 h









          Film powstał na podstawie książki. Być może gdybym nie przeczytała lektury, albo najpierw obejrzała produkcję, a potem sięgnęła po dzieło Zusaka, ekranizacja spodobałaby mi się. Niestety tak się nie stało. Pierwszą godzinę z zainteresowaniem wpatrywałam się w ekran, druga połowa filmu zaczęła mnie nużyć... Dziwi mnie, że reżyser tworząc dramat - w efekcie końcowym zbudował baśń familijną. Ze zdumieniem spoglądałam na schludne postaci, które uśmiechały się pogodnie. To był czas wojny, gdzie jak słusznie zauważył autor ,,Złodziejki książek" - biedota chodziła w znoszonych, brudnych ubraniach, nie mając szans na częste mycie tłustych włosów. Ale tak realistyczna opowieść mogłaby się w kinach przecież nie sprzedać. 
         Nie przypadły mi do gustu zabiegi mieszania języka angielskiego z niemieckim. Zdania typu: ,,Oh great, danke schon" bardzo mnie denerwowały. Co więcej, próby wymawiania przez dziewczynkę niemieckiego ,,r" nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia.
      Najbardziej jednak rozczarowała mnie fabuła. Wiele ważnych książkowych wątków zostało pominiętych bądź przekształconych. Nie pojawiła się istotna postać sąsiadki Hubermann'ów. Dlaczego nie zrealizowano scen, kiedy dzieci kradły jedzenie? Czy scenariusz nie mógł mieć zakończenia przepisanego z lektury? O czym myślał reżyser, kiedy zdecydował się na cukierkowy zabieg ukazania próby wyznania miłości Liesel przez Rudy'ego. 
       Tytułowe lektury - ukazano raczej całkiem przypadkowo, nie odegrały one znaczącej roli. Max przekazał głównej bohaterce czysty notatnik, a nie piękną książkę z rysunkami, która towarzyszyła dziewczynce w trudnych chwilach. Podczas seansu nie wzruszyłam się ani razu, z obojętnością śledziłam losy postaci. Nie widziałam emocji na twarzach aktorów podczas bombardowań (swoją drogą naloty również nie wyglądały przerażająco). Lektura zbudowana była ze słów - pięknych, kolorowych lecz smutnych, zdania budowały życiorysy, poskładane literki kształtowały charakter, film trwał ponad 2 h - był przegadany, ale w ujemnym słowa znaczeniu (zabrakło prawdziwych słów).
      Moim zdaniem słabo zarysowano postaci występujące w dramacie. Emily Watson (Rosa Hubermann) zagrała poprawnie, ale była raczej spokojną matką, a nie żywiołową i wyzywającą wszystkich wokół Saumensch. Geoffrey Rush w roli Hansa Hubermanna spodobał mi się, najbardziej odzwierciedlił książkowy odpowiednik. Nie mniej jednak, uważam, że artyście nie pozwolono na ukazanie wszystkich swoich możliwości. Byłam ciekawa sceny, podczas której głowa rodziny miała uderzyć w twarz przybraną córkę, niestety - ważny wątek postanowiono ominąć. Ben Schnetzer wcielając się w Maxa Vandenburga nie przypominał bohatera z lektury. Postać nie bardzo wychudzonego Żyda nie wzbudziła we mnie żadnych pozytywnych emocji. Na twarzy mężczyzny próżno szukałam lęków, goniących go demonów przeszłości, śladów cierpienia... Max wydawał się być młodym chłopcem, będącym tylko chwilowym kłopotem u niemieckiej rodziny, nie wspomniano nawet, że w dzieciństwie pasją Żyda stał się boks, który później powracał w jego wojennych snach. Kreacja Rudy'ego Steiner'a przez Nico Liersch'a była ciekawa, lecz mało rozbudowana. Poza tym, 13letni chłopczyk wyglądał dużo młodziej od swojej koleżanki, chociaż przewyższał ją wiekiem. Przyjaźń między dwojgiem młodych ludzi również sprawiała wrażenie pasywnej, nie zauważyłam wspólnego szaleństwa, zaangażowania i porozumienia. Tak oto dotarłam do głównej bohaterki, którą zagrała Sophie Nélisse. Dziewczynka jest bez wątpienia piękną osobą. W jej grze zabrakło mi jednak sprytu i ambicji, bo za te cechy pokochałam książkową Liesel Meminger. Sophie przez większą część filmu spoglądała na wszystkich wielkimi zdziwionymi oczami, zadając ciągle pytanie: ,,Why" bądź ,,Why not"? Końcowe zachowanie postaci, zaskoczyło mnie negatywnie. Śmierci bliskich jej osób, panienka zniosła bardzo dzielnie - bez krzyków czy histerii, z radością rzuciła się w ramiona pani burmistrz...
        Podsumowując, film nie podobał mi się. Zdumiały mnie porównania produkcji do ,,Labiryntu fauna". Hiszpański dramat został zrealizowany perfekcyjnie. Akcję dziejącą się w ojczyźnie Franko wspominam ze wzruszeniem. Hiszpańscy bohaterowie mówili w swoim języku, a nie po angielsku. 
      Gdybym nie znała książki, na pewno spojrzałabym na film niego z innej perspektywy, ale po przepięknej lekturze - moja ocena produkcji to 5/10. 

Ciekawa jestem czy Wy czytaliście ,,Złodziejkę książek"? A może oglądaliście dzieło Percivala? Jakie są Wasze opinie? :)

35 komentarzy:

  1. Muszę przyznać, że od dawna mam ochotę na tę książkę. Na pewno w niedługim czasie się z nią zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Film podobno rzeczywiście dużo słabszy. Jeśli już, to tylko książkowy pierwowzór :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana jaka wspaniała recenzja, ta książka to mój nr 1 po prostu, czytając ją naprawdę żal mi było Niemców ;) Tej biedy, Liesel, która która czytała książki u żony Burmistrza :) Podobnie jak Ty wyłam pod koniec książki, że mąż mnie nie mógł uspokoić ;) a potem długo w nocy zasnąć nie mogłam żyjąc i przeżywając sytuację w Molching...
    Filmu nie chciałam oglądać, czułam, że nie dorówna książce do pięt ;)
    Świetna recenzja, zgadzam się z każdym zdaniem :-***

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że film Ci się nie spodobał, bo w sumie miałam zamiar go obejrzeć. Książki jednak nie czytałam, więc mi może bardziej by się spodobał. Jednak po tym co tu napisałaś mam zdecydowanie większą ochotę na książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie zastanawiałam się, skąd kojarzę tytuł i dopiero się skapnęłam, że też film był :) Podejrzewam, że lekturę i film nadrobię dopiero w wakacje :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Książkę mam, ale jeszcze jej nie czytałam. Muszę to jednak szybko nadrobić, bo w sieci krążą same superlatywy na jej temat. Ponadto mam ochotę obejrzeć ekranizacje, lecz najpierw przypadłoby się poznać książkową wersje.

    OdpowiedzUsuń
  7. wróciłam do czytania i przypomniałam sobie jakie to cudowne uczucie. czytam teraz książkę ludmiły ulickiej o podobnej wojennej tematyce. złodziejkę książek też muszę dorwać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka jest genialna, ale film nie budzi już tyle emocji.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam ani nie oglądałam i teraz nie wiem co lepiej wybrać na pierwszy ogień. Może film, żeby potem miło się zaskoczyć książką skoro odwrotna kolejność sprawiła, że nie podobał Ci się film :)

    OdpowiedzUsuń
  10. oglądałam film, i pomyślałam sobie wtedy, że chyba przeczytam książkę, chociaż film zły nei był. teraz wiem, że zdecydowanie po tę powieść sięgnę w wersji papierowej :)

    pozdrawiam cieplutko, Cholera Naczelna

    OdpowiedzUsuń
  11. chyba czas dorwać tą książkę :>

    OdpowiedzUsuń
  12. Oglądałam tylko film, ale również nie porwał mnie jakoś szczególnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. zaciekawił mnie opis tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam nadzieję, że już niedługo ją przeczytam :))

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie znam,ale myślę,że mogłaby mnie zaciekawić :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie spotkałam się jeszcze z tą książką, ale nie wiem czy by mi się spodobała. Jeśli kiedyś trafi się okazja by ją wypożyczyć to to zrobię, ale raczej nie kupię ;).

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo chce tą książkę przeczytać! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. ostatnio mnie wzięło na czytanie więc na pewno też przeczytam tą książkę

    OdpowiedzUsuń
  19. Widzę, że tak samo odebrałyśmy książkę i film. Też podejrzewam, że gdybym najpierw obejrzała film, to byłabym nim zachwycona. Jako ekranizacja to kompletny niewypał. Mnie też brakowało sceny, kiedy Hans uderza Liesel, wielu scen mi brakowało... Za to książka jest świetna!

    OdpowiedzUsuń
  20. Szkoda, że u mnie w Biedronce jej nie było w promocji, bo już dawno byłaby moja.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie czytałam książki, ani nie oglądałam filmu, ale bardzo lubię wojenną tematykę

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja też zawsze zaczynam od książki, dopiero potem sięgam po film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też podobnie, zawsze najpierw staram sie przeczytać książkę .

      Usuń
  23. Dzięki za przypomnienie, że od bardzo dawna miałam się dorwać do Złodziejki. Szkoda, że film wypadł tak słabo, jak piszesz. Mimo to i tak muszę go obejrzeć, w końcu Geoffrey Rush! <3

    OdpowiedzUsuń
  24. W przypadku tej publikacji będe wierna starej zasadzie: najpierw książka, później film. Staram się kupić książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Powiedz mi, jak znajdujesz tyle czasu na czytanie?;) Jestem pod wrażeniem :).

    OdpowiedzUsuń
  26. Zapowiada się ciekawie, chętnie się kiedyś zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja obejrzałam najpierw film... dlaczego? tak jakoś wyszło, nie planowałam kupić książki, ale jak zawsze nie mogłam się oprzeć. Spora w tym zasługa "Biedronki" :D książki są zawsze lepsze od filmów, tak więc się cieszę, że niedługo przeczytam :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Zaczęłam czytać książkę, jest cudowna! Blog bardzo mi się podoba, będę zaglądała!

    OdpowiedzUsuń
  29. Film mnie strasznie zawiódł. W ogóle nie powinien był powstać!

    OdpowiedzUsuń
  30. Oglądałam już "Złodziejkę..." na ekranie, a książka cierpliwie czeka na swoją kolej :) Nie ubolewam jakoś strasznie nad kolejnością, bo chyba lepiej miło rozczarować się książką, niż niemiło filmem :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń