środa, 31 lipca 2013

Mikołajek książka rozkładanka

Nie wiem jak to się dzieje, że doba kurczy się z każdym dniem się ... Tyle planów, a nie ma się czasu na nic. Szkoda, że ten czas tak pędzi. Trzeba jednak znaleźć czas na chwilę przyjemności! Kiedyś już pisałam, że jestem wielką fanką serii ,,Mikołajka" i zbieram wszystkie części :) ,,Mikołajek - książka rozkładanka" jest pozycją typową dla dzieci lub takich fanów jak ja. Byłam ciekawa zawartości, więc musiałam ją mieć!


Tytuł : ,, Mikołajek - książka rozkładanka"
Autor: René Goscinny
Ilustracje:  Jean-Jacques Sempé
Ilość stron: 20
Okładka: Twarda
Rok wydania: 2008

Książeczka jest niewielka. Jej zawartość jest ciekawa. Dlaczego? Została zaprojektowana w efekcie 3D. Bohaterowie są trójwymiarowi. To bardzo udany zabieg, który na pewno spodoba się najmłodszym. Co prawda myślałam, że będzie to jedna historia opowiedziana w formie obrazków. Scenek jest tymczasem sześć i pochodzą z ,,Nowych przygód Mikołajka". Myślę, że pozycja jest dosyć oryginalna. Może być dobrym prezentem dla maluchów.


Tymczasem u mnie królują owoce. Lubicie porzeczki? :)


poniedziałek, 29 lipca 2013

Wycieczkowo 2 - zamek Grodziec

Cześć!
Dzisiejsza notka będzie fotorelacją z wczorajszej wycieczki. Korzystając z pięknej pogody, postanowiłam zwiedzić z moją ekipą polecane miejsca na Dolnym Śląsku. Najpierw pojechaliśmy do Kopalni Złota ,,Aurelia" w Złotoryi, której kompletnie nie polecam. Oglądanie obiektu z przewodnikiem trwało ok. 5 minut, po czym miły Pan oświadczył, że... to już koniec! Odrzekł, iż mamy teraz chwilę na zrobienie kilku zdjęć, jeśli chcemy. Następnie powinniśmy wrócić sami zapamiętaną trasą ;] Fotki w ciemności nie prezentują się jednak najlepiej. Nie muszę chyba pisać, że cena biletu (7zł.) nie była adekwatna do jakości. Wyszliśmy z kopalni rozczarowani..

Najważniejszym celem naszej podróży był Zamek Grodziec, który mnie zafascynował. Kilka popołudniowych godzin spędziliśmy w towarzystwie sympatycznego przewodnika - oprowadzał on nas po twierdzy i jej okolicach.


Zamek znajduje się na powulkanicznym, stromym wzgórzu (na wysokości) 389 m n.p.m. Szacuje się, że twierdzę zbudowano w XII w. W ciągu kolejnych wieków, właścicielami obiektu zostawiali liczni książęta, baronowie czy hrabiowie. W XIX w., kiedy zamek odremontowano (w czasie wojny 30 letniej - część bastylii zniszczył pożar), stał się on pierwszym w Europie zabytkiem specjalnie przystosowanym do celów turystycznych!


W 1926 r. ostatnim dziedzicem Grodzka mianowano Herberta von Dirksen - polityka nazistowskiego, bliskiego współpracownika Hitlera. W 1933 r. fuhrer odwiedził kolegę w jego posiadłości. Przywódcę III Rzeszy znakomicie ugoszczono w przystrojonym odświętnie zamku. Dzięki posłusznemu zachowaniu wobec Hitlera, Herbert von Dirksen wspinał się po szczeblach kariery - został ambasadorem Niemiec w Moskwie, a następnie w Tokio.


Pod koniec II wojny światowej, niemieccy komandosi przerzucili znanego polityka za linię frontu. Rosjanie długo nie mogli uwierzyć, że ich zachodni przyjaciel oszukał władze sowieckie i zniknął z Grodźca. Sowieci wpadli w furię i zamordowali dwójkę najbliższych współpracowników Herberta, a pozostałych ludzi zesłali na Sybir (po kilku miesiącach liczba jeńców pracujących w obozach zmniejszyła się z 1800 do 700). Były ambasador do ukochanego zamku nigdy już nie wrócił.


Na początku 1945 r. Armia Czerwona zdewastowała twierdzę. W 1959 r. rozpoczęto pierwsze prace remontowe, mające przywrócić zamku dawną świetność. Doskonałym pretekstem do odnowienia bastylii było zbliżające się 1000 lecie Państwa Polskiego. Mieszkańcy powiatu złotoryjskiego chcąc uśpić czujność Rosjan, głosili hasła propagandowe.


W zamku częstym gościem są ekipy telewizyjne i filmowe. W otoczeniu murów obronnych reżyserowano m.in. serial ,,Wiedźmin" czy film ,,Kwiat diabła".


Oprócz mrocznego klimatu twierdzy zachwyciło mnie również jego zielone otoczenie.


Z Grodźcem związanych jest kilka legend. Najbardziej spodobała mi się opowieść o Czarnej Prababce. Kilka wieków temu na zamku często pojawiała się staruszka ubrana w czarne szaty z krzyżem na szyi. Pomagała ona mieszkańcom w podejmowaniu dobrych decyzji, a kiedy spotykała złych ludzi zamieniała blask ich skóry na kolor matowy. Pewnego dnia, córka właściciela twierdzy miała wyjść za mąż za bogatego lecz nieuczciwego rycerza. Dzięki interwencji Czarnej Prababki, niewiasta uciekła i poślubiła swojego ukochanego mężczyznę, którego nie akceptował jej ojciec. Starsza Dama wyjaśniła ojcu dziewczyny, że jego niedoszły zięć to oszust! Fałszywego rycerza zabito, a książęca rodzina pogodziła się i żyła razem długo i szczęśliwie. Zamkowa zjawa podarowała młodej parze krzyż, aby mogli zawsze rozpoznawać złych ludzi. Niestety, święty prezent zginął podczas wojny 30 letniej.



Lubicie zamki? A może mieliście okazję odwiedzić Grodziec?:)

sobota, 27 lipca 2013

Dirty Dancing

Bardzo lubię filmy o tematyce tanecznej. Co prawda jedne mniej, drugie bardziej, ale zawsze miło popatrzeć na rewelacyjne układy i posłuchać inspirującej muzyki, która zawsze towarzyszy takim produkcjom. ,,Dirty Dancing" widziałam nieskończoną ilość razy i nigdy mi się nie nudzi. To jeden z moich ulubionych filmów. Mam do niego ogromną słabość. 


Tytuł: Dirty Dancing
Reżyser: Emile Ardolino
Gatunek: Romans, muzyczny
Czas trwania: 1.40 h.
Rok produkcji: 1987

Fabuła:
Frances Houseman (zwana Baby) przyjeżdża na wakacje z siostrą i rodzicami do luksusowego ośrodka wypoczynkowego. Tam poznaje przystojnego instruktora tańca, który uczy ją rytmu i nowych układów. Baby zakochuje się w nim z wzajemnością. To najszczęśliwszy okres w jej życiu. Odkrywa, że taniec sprawia jej wiele radości.

Obsada:
        Jennifer Grey jako Baby. Aktorka tworząc kreację Frances, zapisała się do historii kina. Rola Baby była niesamowita. Z zapartym tchem podpatrywałam naukę tańca głównej bohaterki i jej rodzące się uczucie do trenera. I wcale mi to nie przeszkadzało, że w postać 16latki wcieliła się 27 letnia kobieta (takie były czasy, wystarczy przypomnieć sobie Beverly Hills 90210, gdzie role nastolatków grali dojrzali aktorzy). Pewnie się ze mną zgodzicie, że dla Grey była to rola życia. Niestety po operacji plastycznej charakterystycznego nosa, aktorka nie została już doceniona w żadnym kolejnym filmie tak jak w ,,Dirty Dancing". 
       Patrick Swayze jako Johny Castle. Nieziemsko przystojny i utalentowany mężczyzna uczy kobiety seksownych, tanecznych kroków. Rozwija w klientkach poczucie kobiecości, zmysłowość. Która z nas nie chciałaby mieć takiego instruktora tańca? Rewelacyjne poczucie rytmu, wrażliwość, opiekuńczość - te cechy posiada każdy idealny mężczyzna. Takiej kreacji jak Johny Castle nie można zapomnieć. Nie do pomyślenia wydaje się być fakt, że Patricka nie ma już z nami 4 lata...
        Cynthia Rhodes jako Penny Johnson. Fantastyczna tancerka, która zachodzi w ciążę z kelnerem. Jest partnerką taneczną Johny'ego, który to bardzo o nią dba. Jej ruchy na parkiecie są niesamowite. 
        Jane Brucker jako Lisa Houseman - siostra Baby. Jest zdeterminowana, aby przeżyć wspólną noc z kelnerem. Nie słucha siostry, która jej odradza ten pomysł. Brucker bardzo dobrze wcieliła się w rolę krewnej Frances. Była zbuntowana i budziła irytację. Na końcu pragnie odbudować dobre stosunki z siostrą.
        Jerry Orbach jako Dr Jake Houseman - ojciec Baby. Chce, aby jego córka miała poważny zawód, jak lekarz czy prawnik. Nie zgadza się na jej związek z Johnym. Poproszony przez Fraces o wsparcie, pomaga ciężko chorej Penny. Orbach wywiązał się ze swojej roli bardzo dobrze. Zagrał typowego ojca, który chce najlepiej dla córki i po prostu się o nią martwi. Kiedy rozumie swój błąd, jest w stanie się do niego przyznać. 

Film jest fantastyczny. Czuć w nim klimat lat 80. We współczesnych czasach taka historia, może wydawać się śmieszna czy nawet oklepana, ale wówczas nie było aż tylu produkcji tanecznych (obecnie kręcone są w zastraszającym tempie). Patrick Swayze stał się idolem kobiet. A dzięki roli zagranej przez Jennifer Grey, ludzie uwierzyli, że tańca można się nauczyć i jest dla wszystkich. Produkcja stała się klasykiem również dzięki niesamowitej muzyce. Warto wspomnieć, że piosenka (I've Had) The Time of My Life otrzymała Oscara, a utwór ,,She's like a wind" wykonuje sam Swayze. Ja ze swojej strony daję 10/10. Moją ulubioną sceną jest ta, kiedy bohaterowie tańczą na pniu drzewa. Jest bezapelacyjnie rewelacyjna! Zastanawiam się, czy jest jeszcze ktoś, kto nie widział tego filmu :) Jeśli tak, to polecam! A poniżej genialny soundtrack. Tymczasem miłego weekendu wszystkim!

środa, 24 lipca 2013

Skazany na bluesa

Czy są wśród Was fani Dżemu i Ryśka Riedla? Ja słucham ich muzyki od młodzieńczych lat. Jest to jeden z moich ulubionych zespołów. O wokaliście został nakręcony film. Nie jest to autobiografia, ale dobrze odzwierciedla życie muzyka. To obowiązkowa pozycja dla każdego fana.


Tytuł: ,Skazany na bluesa"
Reżyseria: Jan Kidawa - Błoński
Czas trwania: 1.37 h
Gatunek: dramat muzyczny
Rok produkcji: 2005

Fabuła:
O Ryśku Riedlu często mówi się jako o ostatnim hipisie. W wieku 17 lat zostaje przyjęty do kultowego zespołu ,,Dżem", który w ekspresowym tempie zdobywa sławę (dzięki wokalowi Riedla). Chłopak ma olbrzymi talent. Do tego cechuje go charakterystyczny wizerunek włóczykija. Poślubia swoją ukochaną Gosię. Ma z nią dwójkę dzieci - starszego chłopca Sebastiana, który jest bardzo związany z ojcem i dziewczynkę Karolinę. Piosenkarz popada w nałóg narkotykowy. Jest z nim coraz gorzej, nie może normalnie funkcjonować. Do końca czuwa przy nim jego żona. Troskliwie się nim opiekuje i nie zostawia w potrzebie...Film przestrzega przed chorobą - jaką jest narkomania.

Obsada:
Tomasz Kot - Ryszard Riedel. Aktor wywiązał się ze swojego zadania rewelacyjnie. Doskonale zagrany ból, niemoc, choroba - śmiem twierdzić, że to najlepsza rola Kota. Pokładałam w nim wielkie nadzieje, szkoda jednak, że tak kiepsko wybiera kolejne role, bo talentu mu odmówić nie można..
Jolanta Fraszyńska - Gola (Gosia Riedel). Wyśmienita kreacja, jestem pod ogromnym wrażeniem! Aktorka perfekcyjnie zagrała każdą scenę. Miłość tej dwójki była piękna. Szkoda, że trwała tak krótko. W pamięć  zapadła mi szczególnie scena, kiedy diler każde Ryśkowi uklęknąć w zamian za działkę. Gola z pięściami rzuca się na mężczyznę i każe mu natychmiast dać towar dla męża bez upodlania. Wielkie emocje, wściekłość, ból, poświęcenie - to wszystko można było odczytać na twarzy aktorki.
Maciej Balcar - Indianer. Postać będąca miksem wszystkich znajomych wokalisty. Jest on wyobrażeniem Riedla. Balcar, który jest obecnym wokalistą Dżemu podołał swojemu zadaniu. Jego rolę oceniam na plus.
Zespół Dżem - członkowie zespołu jako oni sami. Wywiązali się ze swoich ról dobrze. Przeszkadzały mi trochę sytuacje, kiedy Rysiek (Tomasz Kot) śpiewał. Poruszał ustami (w tle oczywiście leciał oryginał), często nie było to zgrane z podkładem. Koncerty brzmiały jednak fantastycznie i były świetnym dopełnieniem filmu. Miały ten klimat, którego w dzisiejszych czasach brakuje...

Świetnym podsumowaniem produkcji jest cytat filmowy, który pada z ust Riedla, w kierunku niewidzialnego kolegi ,,Wiesz Indianer... coś jest nie tak. Przestałem marzyć.. Jak człowiek nie marzy, umiera".
 
Rysiek zmarł w wieku niespełna 38 lat w 1994 r. Małgorzata Riedel nie wyszła ponownie za mąż. Odeszła w 2007 r. Sebastian ma swój własny zespół Cree. Zespół Dżem istnieje dalej z nowym wokalistą Maciejem Balcarem. Miałam okazję być na koncertach dwa lata temu. Balcar ma dobry głos, podobny do zmarłego Ryśka, ale nie posiada takiej charyzmy jak Riedel. Miło się go słuchało, ale szału jednak nie było. Dla mnie Ryszard jest niezastąpiony. Jego cudowne piosenki słucham z drżącym sercem i morzem łez. Teksty wstrząsają mną do głębi.

Stawiam mocne 8/10. Poniżej moje ulubione piosenki Dżemu. A jakie są Wasze? 



wtorek, 23 lipca 2013

Sala Samobójców

Doszłam do wniosku, że dawno nie oglądałam polskiego filmu. Postanowiłam przypomnieć sobie ,,Salę samobójców", na której byłam 2 lata temu w kinie.


Tytuł: Sala Samobójców
Reżyser: Jan Komasa
Rok produkcji: 2011
Czas trwania 1.57 h
Gatunek: Animacja, Thriller, Romans - podaje filmweb.pl, dla mnie jest to przede wszystkim dramat

Fabuła: Dominik uczęszcza do prywatnej szkoły. Jest w maturalnej klasie. Rodzice nie interesują się nim. Są bardziej zajęci pracą niż własnym dzieckiem. Nie umieją z nim rozmawiać. Myślą, że wychowanie syna polega na kupowaniu mu wszystkiego czego zapragnie. W konsekwencji młodzieniec nie jest przystosowany do życia, jest rozpuszczony. Dodatkowo zamknięty w sobie i bardzo wrażliwy, nie umie poradzić sobie z narastającymi problemami. Podczas zajęć judo dochodzi do kompromitującego go zdarzenia. Doprowadza to do szeregu tragicznych wydarzeń. Dominik zamyka się w sobie, nie wychodzi z pokoju. Żyje w wirtualnym świecie gry (o ironio jej nazwa to ,,Sala samobójców"), gdzie poznaje dziewczynę o imieniu Sylwia. Chłopak traci kontakt z rzeczywistością, nikt nie potrafi mu pomóc.. Nie potrafi? A może nie chce/nie umie? Czy Dominik poradzi sobie z uzależnieniem? Jak odniosą się do finalnych wydarzeń jego internetowi ,,przyjaciele"? Serdecznie polecam tę produkcję, jeśli nie mieliście okazji jej jeszcze obejrzeć!

Obsada: 
         Jakub Gierszał jako Dominik Santorski. Jestem pod ogromnym wrażeniem gry aktorskiej tego młodzieńca. Uważam, że stworzył niesamowitą kreację, o której nie da się zapomnieć, nie sposób przejść obok niej obojętnie. Dominik nie jest postacią jednoznaczną. Z jednej strony to arogancki, rozpuszczony chłopak. Rodzice nie poświęcali mi wystarczającej uwagi. To sprawiło, że był przyzwyczajony do grymasów. Szantażuje kierowcę - osobistego szofera, że ma 10 minut, aby po niego przyjechał, mimo iż znajduje się na końcu miasta. W konsekwencji jedzie pierwszy raz w swoim życiu miejskim autobusem. To zwraca uwagę na jego nieporadność, izolację. Nie ma przyjaciół. Szkolni koledzy natychmiast się odwracają od niego, szykanując na każdym kroku. Aktor to wszystko idealnie przedstawia. Targają nim takie emocje, że nie sposób nie płakać z głównym bohaterem. Złość, smutek, strach, zniecierpliwienie, paniczny śmiech, rozchwiana psychika - Jakub Gierszał odzwierciedla to wszystko idealnie. Zamknięcie się w pokoju i uzależnienie od internetu, brak konkretnej pomocy z zewnątrz - powoduje, że chłopak staje się coraz bardziej bezradny. Widz ma ochotę krzyczeć razem z głównym bohaterem. Ogromne brawa dla aktora, wykonał świetną robotę. 
        Roma Gąsiorowska jako Sylwia. Za tą aktorką nie przepadam, ale w tym filmie nie drażniła mnie tak bardzo jak w innych produkcjach. Odbiorcy poznają ją jako manipulantkę. Jest intrygantką, która w realnym życiu nic nie znaczy. W świecie gry, nazywana jest królową, więc chętnie spędza czas w internecie, odrywając się od rzeczywistości. Kreacja na plus. Aktorka dobrze poradziła sobie z zagraniem swojej postaci.
        Agata Kulesza jako Beata Santorska. Wcielenie się w matkę Dominika, było nie lada wyzwaniem. Uważam, że jest to rola genialna. Kobieta jest zapatrzoną w siebie karierowiczką. Nie dostrzega lub nie chce dostrzegać niepokojących sygnałów od syna. Za wszystkie niepowodzenie obwinia innych - gosposię, taksówkarza, psychologa, lekarza. Wszyscy są winni, tylko nie ona. Nie potrafi rozmawiać z Dominikiem. Myśli, że miłość można kupić. Ważniejsza dla niej od uczuć syna jest jego matura. Nie potrafi być dobrą matką. Jest pracoholiczką, bardziej zajętą romansem na boku. Być może na końcu zrozumiała swoje błędy, ale na wszystko jest już za późno, płacz nic nie pomoże. Agata Kulesza fantastycznie wcieliła się w swoją postać. Nakłania do rozmyślań przede wszystkim rodziców, czy czasem nie poświęcili się całkowicie pracy i nie oddalili od swoich dzieci, przestając je całkowicie rozumieć.
             Krzysztof Pieczyński jako Andrzej Santorski. Jest równie zapatrzony w siebie jak jego żona. Chorobliwie pragnie awansu. Najważniejsze jest dla niego zdanie ministra. Myśli, że dla syna najlepsze będą tabletki i pomogą mu one w ekspresowym tempie dojść do zdrowia. Aktor również wykreował rewelacyjną postać. Jest to jeden z moich ulubionych postaci kina. Ma bardzo ciepły głos, który w filmie sprawia mylne wrażenie opiekuńczego i troskliwego ojca. 
          Danuta Borsuk jako gosposia Nadia. Ta rola - chociaż drugoplanowa - bardzo zapadła mi w pamięć. Martwiła się o Dominika bardziej niż jego rodzice. Pochodzi ze Wschodu, nie jest legalnie zatrudniona, nie ma nawet wizy. Ostatecznie zwolniona przez państwa Santorskich. Potraktowana z lekceważeniem, upodlona kobieta - w sercach widzów rozbudziła współczucie.
           Cała elita klasowa. Najbardziej zapadli w pamięć Bartosz Gelner jako Aleksander Lubomirski, Aleksandra Hamkało jako Karolina Zimmer i Aleksandra Radwańska jako dziewczyna opowiadająca o jej historii z lesbijkami. Wszystkie dzieciaki są rozkapryszone, wychowane bezstresowo w płatnej szkole. Nie liczą się ze słabszym człowiekiem. Lubią znęcać się psychicznie nad Dominikiem, którego wcześniej traktowali jako równego kolegę. Są płytcy i pełni nienawiści. Role odegrane zostały perfekcyjnie, zgodnie ze scenariuszem wzbudzają odrazę.
    
       Polska kinematografia w ostatnim czasie nie kojarzy się dobrze. Takie odczucia napływają w związku z przesadną ilością komedii romantycznych, których scenariusze są nagminnie powielane. Każda kolejna produkcja jest hitem roku. Nie należy się jednak zrażać negatywnymi opiniami o rodzimym kinie. Trzeba szukać perełek, do jakich niewątpliwie według mnie należy ,,Sala samobójców". Jest to jeden z tych filmów, który wbija w krzesło. Porusza ważne tematy, takie jak: brak czasu rodziców dla swoich dzieci, pseudo przyjaciele, uzależnienia, samotność i wyobcowanie, które często przeradzają się w głęboką depresję. Wielu podobnych ludzi żyje obok nas, nie odrzucajmy ich, z każdą kolejną chwilą trudniej im będzie pomóc. Film z czystym sumieniem polecam i stawiam 10/10, bo jest to jeden z moich ulubionych polskich produkcji, wyreżyserowanych ostatnimi laty. 2 lata temu był to głośny film, dlatego jestem ciekawa czy i Wy go widzieliście. Jakie są Wasze odczucia? Spodobał się czy może jednak nie trafił w Wasze gusta? 


       Ostatnio ciągle gdzieś biegam i brak mi czasu na odwiedziny u Was, ale obiecuję, że to wkrótce nadrobię :) Tymczasem udanego dnia!

sobota, 20 lipca 2013

Wycieczkowo 1 - Szczeliniec Wielki

Hej!   
      Pozazdrościłam Wam pięknych zdjęć z wycieczek i postanowiłam, że też się pochwalę moimi. Ogłaszam, że dzisiejszy post jest pierwszym w ramach cyklu: Wycieczkowo :)
        Kocham góry, więc wczorajszy dzień spędziłam w Górach Stołowych (ciekawostką jest, że kręcono w nich ,,Opowieści z Narnii"). Do wyznaczonego celu jechałam z przyjaciółmi ok. 1 h. Kilka razy byłam już w Błędnych Skałach, w końcu postanowiłam zdobyć znajdujący się nieopodal Szczeliniec Wielki. 

Idę tropem Korony Gór Polskich. Dotychczas zdobyte przeze mnie polskie szczyty to:
1. Śnieżka (Karkonosze) - 1602 m. n.p.m
2. Wielka Sowa (Góry Sowie) 1015 m. n.p.m
3. Szczeliniec Wielki (Góry Stołowe) 919 m. n.p.m. 
4. Ślęża (Masyw Ślęży) 718 m. n.p.m.

Trasę turystyczną wiodącą na Szczeliniec Wielki odwiedza rocznie ok. 200 tysięcy miłośników gór rocznie!


Aby wejść na szczyt należy podążać krętym szlakiem składającym się z 665 schodków.


Powierzchnia szczytu jest zbudowana z piaskowca. Pod wpływem czasu, zwietrzała i popękała co poskutkowało powstaniem różnorodnych form skalnych - przypominających swoim kształtem ludzi i zwierzęta.



Według danych archiwalnych, pierwsze ślady pojawienia się w tych rejonach człowieka wskazują na 1576 r.


Nazwa Gór Stołowych powstała przypadkowo. W XIX w. odbyła się z inicjatywy ministra do spraw Śląska uczta. Biesiadnicy zasiedli przy wielkim stole i zwrócili uwagę na podobieństwo znajdujących się nieopodal grzbietów górskich do blatu stołu na którym jedli.


Podczas wojny 30 letniej prześladowani protestanci znaleźli idealną kryjówkę wśród skał Szczelińca Wielkiego.


Góry Stołowe szybko stały się sławnym miejscem turystycznym. Szczyt zdobywały słynne osobistości m.in Johann Wolfgang von Goethe, co zapoczątkowało nowy trend na górskie wycieczki.


Punkt widokowy daje szansę zmęczonym turystom na chwilę odpoczynku. Zachwycona przyglądałam się cudownemu, niezniszczonemu jeszcze przez człowieka środowisku.





Ktoś z Was może tam był? Jeśli nie, to zachęcam ;) Lubicie góry? Miłego weekendu :)

























































































środa, 17 lipca 2013

Dobranocka dla Maryni i Martynki + Lamelia Szczęśliwa i porwanie krewetki

Tym razem bajeczki typowe dla dzieci. Obie wygrałam i chciałabym się podzielić opinią na ich temat. Czy poleciłabym je maluchom?

Zacznę od tej, która skradła moje serce.


Tytuł: Dobranocka dla Maryni i Martynki
Autor: Anna Karwińska
Okładka: Twarda
Ilość stron: 36
Rok wydania: 2011

      Autorka bajki profesor Anna Karwińska jest socjologiem i wykłada na Uniwersytecie w Krakowie. Oprócz pisania prac naukowych związanych z jej zawodem, tworzy książeczki dla dzieci. Po raz pierwszy miałam okazję zetknąć się z jej lekturą.
         
        Fabuła: Opowiadanie jest o dwóch bliźniaczkach w wieku przedszkolnym : Maryni i Martynce. Kiedy ich rodzice pracują, dziewczynki spędzają miło czas u sąsiadki. Pewnego razu starsza pani zachorowała. Dzieci zostały przetransportowane na parę dni do babci. Tam trafiają do świata zabawek. W jaki sposób? Czy uda się im uratować książniczkę (tak tak - tu nie chodzi o księżniczkę)? A co na to ich babcia? Serdecznie polecam tę piękną książeczkę wszystkim najmłodszym.


Bajkę cechują piękne, kolorowe obrazki. Jest wesoła i znajduje się w niej wiele wierszykowych zagadek. Bez wahania będziemy je czytać razem z moim młodszym kuzynostwem.

A teraz słów kilka o mojej drugiej wygranej. 


Tytuł: Lamelia Szczęśliwa i porwanie krewetki
Autor: Joanna Krzyżanek
okładka: Twarda
Ilość stron: 60
Rok wydania: 2013

     O autorce nie ma nic z tyłu książki. Musiałam doszukać w internecie. Pani Joanna Krzyżanek pisze wiersze, opowieści i bajki. Jest miłośniczką lalek gałgankowych i liter. Dzięki tym ciekawostkom mogłam zrozumieć styl pisarki.

     Fabuła: Lamelka chce mieć zwierzątko. Prosi rodziców o konkretne gatunki, ale oni nie wyrażają zgody. Ostatecznie udają się do knajpki, aby zjeść smaczne kluchy. Miły nastrój nie trwa długo. Ze słoika znika krewetka właściciela, który jest zrozpaczony. Kto jest głównym podejrzanym? Czy zguba zostanie znaleziona? I najważniejsze: Czy dziewczynka ostatecznie będzie miała upragnione zwierzątko?

    Tło akcji jest dosyć ciekawe. Interesujące są również zabiegi literowe. Zdania nie są zbite w równe rządki, jak to spotyka się zazwyczaj w książkach. Niektóre są do góry nogami, inne przekrzywione. Wiele z nich jest pogrubionych i pokolorowanych. Natomiast ilustracje są dla mnie średnie. Wiele z nich jest trochę karykaturalnych, a szczerze mówiąc brzydkich - odpychających. Język też pozostawia wiele do życzenia. Myślę, że ta lektura jest mocno nowoczesna. Nie wiem czy podzielę się nią z moim młodszym kuzynostwem. Wolę jednak klasyczne bajeczki. 



Miałyście okazję spotkać się z tymi książeczkami? Jakie są wasze opinie?? :))

wtorek, 16 lipca 2013

Zwierzaki Świata

Skoro upolowałam już ,,Dzieciaki Świata" KLIK , to nie mogło i zabraknąć jej bliźniaczej wersji - tym razem o zwierzętach!


Tytuł: Zwierzaki Świata
Autor: Martyna Wojciechowska
Okładka: Twarda
Ilość stron: 161
Rok wydania: 2013

          Fabuła: Książka przedstawiona jej z perspektywy 5 zwierząt. Dodatkowo, każdy rozdział zawiera wiele ciekawostek o kraju, z którego wywodzi się bohater historii (jedzenie, widoki, ludzie i ich tradycje..). Wszystkie części zakończone są pomysłami na rozmowy z dziećmi.

         Opowieść 1. Carlito - mrówkojad z Wenezueli. Wstęp rozpoczynają informacje o puszczy Amazońskiej (Zielone Płuca Świata). Mrówkojady nie mają zębów. Zwierzątka dobierają się w pary tylko na okres godowy, potem rozstają - a młode jest wychowywane przez matkę. Jedzą nawet do 35000 mrówek dziennie. Lubią też miód, owoce i jajka. Mama Carlito, kiedy była malutka, wpadła w sidła kłusowników. Uratowali ją dobrzy ludzie i zabrali do siebie na farmę. Tam samica dorastała. Potem wróciła do lasu. Jednakże wraz z Carlito, którego najlepszą przyjaciółką jest małpka, często odwiedzają dawnych gospodarzy.
          Opowieść 2. Happy - orangutan z Borneo. We wstępie opisana jest azjatycka wyspa. To rodzimy kraj orangutanów. Niestety ludzie wycinają piękne tereny dżungli, która w zastraszającym tempie się kurczy. Mały Happy został złapany przez kłusowników i uwięziony w klatce. Trafił do sklepu, a następnie sprzedano go dla rodziny, gdzie dzieci chciały mieć zwierzątko do zabawy. Happy był traktowany jak lalka, bardzo tęsknił za naturalnym domem. Na szczęście uwolnili go policjanci i trafił do ośrodka dla orangutanów. Tam zwierzęta traktowane są bardzo dobrze. Zajmują się nimi opiekunki. Te małpki są niezwykle mądre, chociaż najbardziej spokrewnione z ludźmi są szympansy. Kiedy orangutany są już gotowe do życia na wolności, transportuje się je na sąsiednią wyspę. Rzadko chodzą po po podłożu. Mają krótkie nogi, ale długie i umięśnione ręce, które ułatwiają im wspinanie się po wysokich drzewach.
              Opowieść 3. Balgir - biały szczur z Indii (jest on albinosem). Na początku przedstawione są barwne Indie i ich mieszkańcy. Dla Hindusów krowy i szczury to zwierzęta święte. Gryzonie słabo widzą, mają natomiast doskonały węch i słuch. Są wyposażone w ostre zęby, które potrafią przegryźć nawet metal. Ich znakiem charakterystycznym jest nagi ogon - pozwala im utrzymać równowagę i temperaturę ciała. Szczury są symbolem mądrości i czczone przez ludzi, np. hinduski bóg Gangeś (o ciele człowieka i głowie słonia) jedzie na szczurze. Mieszkańcy wierzą w reinkarnację. Myślą, że w poprzednim wcieleniu mogli być gryzoniami. Dla szczurów została wybudowana specjalna świątynia w Deśnoku. Opiekują się nimi ludzie, którzy przyrządzają im znakomite potrawy. To miejsce jest odwiedzane przez turystów z całego świata. Jest tam ponad 20000 gryzoni. Warunkiem spotkania ze zwierzętami jest wejście do świątyni boso. Szczury są nagminnie posądzane o wywołanie epidemii dżumy, stąd nienawiść do tych zwierząt. Badania dowodzą, że były to jednak pchły żerujące na gryzoniach.
             Opowieść 4. Fusi - słonik z Kenii. Wita nas piękna i dzika afrykańska sawanna. Opowieść o Fusi jest smutna. Jej mama została zabita przez kłusowników, którzy polują na kość słoniową. Ich działania się od 1989 r. nielegalne, jednak nie da się powstrzymać tego zjawiska, dlatego że ciągle jest popyt na ciosy (zwane błędnie kłami) słoni. Robione są z nich figurki i naszyjniki. Malutka słonica przy urodzeniu ważyła 100 kg. Kiedy udało jej się uciec daleko hen od kłusowników, położyła się i leżała długo, nie mając siły wstać. Na szczęście znaleźli ją dobrzy ludzie. Fusi trafiła do ośrodka poświęconego osieroconym słoniom. Tam nabierała sił, codziennie karmiona specjalnym mlekiem przez opiekunów. Maleństwo (podobnie jak pozostałe zwierzęta w schronisku) wróci na wolność po kilkunastu latach, kiedy będzie już gotowa do samodzielnego życia. Co ciekawe, do ośrodka często wracają słonie, które są chore i potrzebują pomocy dawnych opiekunów. Mają one doskonały węch. Kiedy raz obwąchają człowieka, ich zapach zapamiętają do końca życia.
             Opowieść 5. Jessica - hipopotam z RPA. Dowiadujemy się wielu ciekawostek z Afryki Południowej. Następnie czytamy o naturalnym środowisku hipopotamów - wodzie. W niej występuje również poród. Jessica podczas narodzin została zniesiona z prądem w dół rzeki. Tam została znaleziona przez małżeństwo, które ją uratowało i udomowiło. Jest przez nich traktowana jak własne dziecko, mimo że nie mieści się już w drzwiach. Jej przyjaźń z psem została opisana na blogu, który stał się sławny. Ta opowieść przyciąga do przyjaznej hipopotamki turystów z całego świata. 

          Książka jest przepiękna. Jest w niej mnóstwo cudownych obrazków. Historie są bardzo wzruszające i pouczające. Poruszono wiele problemów: jak wycinanie dżungli, kłusownictwo. Autorka nie przedstawia dzieciom współczesnego świata jedynie w samych pozytywach. Wyjaśnia czym jest zło. A ogrom niesamowitych ciekawostek sprawił, że w lekturze absolutnie się zakochałam. Jestem zachwycona i książkę serdecznie polecam wszystkim - niezależnie od wieku (miłośnikom zwierząt szczególnie). 10/10 - i moja 20 książka przeczytana w tym roku ;)

poniedziałek, 15 lipca 2013

Królewna Lenka i awantura o skarb + Królewna Lenka czeka na wróżkę

Przypadkowo byłam dziś w księgarni, więc postanowiłam dokupić kolejne części książeczek o królewnie Lence dla mojej chrześnicy Leny, która niedługo będzie miała urodzinki. Ostatnio udało mi się upolować ,,Królewna Lenka przegania strachy". Klik

Tytuł: Królewna Lenka i awantura o skarb
Autor: Aneta Krella - Moch
Okładka: Miękka
Ilość stron: 36
Rok wydania: 2012

       Seria książeczek o królewnie Lence jest pisarskim debiutem Anety Krella - Moch. Jest ona znana głównie jako ilustratorka lektur dla dzieci. Dzięki temu kupione przeze mnie pozycje są zaopatrzone pięknymi i barwnymi obrazkami.
      Fabuła: Lenka - jak każde dziecko - posiada swój prywatny skarb. Na nieszczęście jednak ma także młodszego brata, który dopiero poznaje świat i bardzo rozrabia. Pod nieobecność królewny skrada się do pokoju siostry i...wyrzuca niezwykły skarb przez okno! Lenka jest bardzo smutna i rozgoryczona utratą jej ważnego dobytku. Krzyczy na brata, który płacze i opuszcza pokój. Czy dzieci się pogodzą? Czy dziewczynce uda się odzyskać skarb? Odpowiedzi na te i inne pytania odnajdziecie w tej cudownej książeczce!:)

Tytuł: Królewna Lenka czeka na wróżkę
Autor: Aneta Krella - Moch
Okładka: Miękka
Ilość stron: 36
Rok wydania: 2013

        Fabuła: Lenka zmaga się z poważnym problemem. Jest przerażona, bo rusza jej się pierwszy ząb! Na szczęście mama pociesza ją mówiąc, że to naturalne zjawisko, które dotyka wszystkie dzieci. Okazuje się jednak, że utrata zęba wcale nie jest taka straszna. W nagrodę w nocy do dzielnej dziewczynki przyjdzie wróżka z prezentem. Lenka udaje się do swoich przyjaciół. Wymyślają sposoby, które pomogą królewnie w szybkim pozbyciu się zęba! Który z nich okaże się skuteczny? Co dziewczynka otrzyma od skrzydlatej wróżki? Polecam lekturę książeczki :))

Według mnie obie pozycje są fantastycznym prezentem dla dzieci. Piękne, bez agresji z barwnymi ilustracjami mogą być miłą niespodzianką. Z tego co przeczytałam seria ma 5 książeczek, więc muszę dorwać jeszcze 2 :)

A tymczasem funduję sobie bombę witaminową. Pyszne owoce z działki. Smacznie się je, gorzej zrywa, ale serdecznie polecam ;)


piątek, 12 lipca 2013

Dzieciaki Świata

         W krótkim wstępie trochę prywaty. Nie wiem, czy wspominałam, ale moja mama jest z zawodu bibliotekarką. Pracowała w bibliotece przez wiele długich lat. Tato był miłośnikiem papierowych pozycji od dziecka. Rodzice zarazili mnie miłością do książek, a biblioteczka od kiedy pamiętam pękała w szwach. Bardzo szybko nauczyłam się czytać, a jedną z moich ulubionych lektur był ,,Atlas świata" z żółtą okładką, który mam na pamiątkę do tej pory. Każdego dnia rodzice uczyli mnie korzystania z tej książki. Wskazywali miejsca poszczególnych kontynentów, a w nich państw. Uczyłam się o typowych roślinach i zwierzętach. Najbardziej lubiłam jednak strony, które były poświęcone rdzennym mieszkańcom (ich kolorze skóry, charakterystycznym cechom czy tradycyjnym ubraniom). Kiedy usłyszałam o nowych propozycjach od Martyny Wojciechowskiej, od razu wiedziałam, że muszę je mieć! Uwielbiam tę podróżniczkę, a jej programy zawsze oglądam z zapartym tchem. Muszę przyznać, że niestety jednak do tej pory żadnej książki jej autorstwa nie miałam okazji przeczytać (chociaż oczywiście mam je na mojej liście ,,must have"). Kiedy w Biedronce dostrzegałam promocję książek z 35 na 25 zł., nie wahałam się ani chwili. Tym bardziej, że kupując te pozycje, wspiera się budowę Przylądka Nadziei we Wrocławiu (nowoczesnej kliniki dla dzieci chorych na raka). 


Tytuł: ,,Dzieciaki świata"
Autor: Martyna Wojciechowska
Okładka: Twarda (piękna, kolorowa)
Ilość stron: 161

      Książka była zafoliowana, pachnąca świeżością. Oczarowała mnie od pierwszego momentu. Przyznaję szczerze - jestem nią zachwycona! Lektura jest niesamowita. Na każdej stronie występuje mnóstwo cudownych, barwnych zdjęć i interesujących ciekawostek (o wielu wcześniej nie miałam pojęcia). Pozycja jest gruba, także nie jest to książka na pół godziny. Nie mniej jednak czyta się ją szybko z dużym zaciekawieniem. Jak sugeruje autorka, lektura przeznaczona jest dla dzieci od 3 do 103 lat. Myślę, że im dziecko starsze tym więcej zrozumie. Polecam ją również dorosłym, bo ja ani przez chwilę się przy tej rewelacyjnej książce nie nudziłam!

Fabuła:
Lektura podzielona jest na 5 historii. Każda z nich opisana jest z perspektywy dziecka. Dowiadujemy się wielu nowych informacji o danej osobie, jej rodzinie, państwie i plemieniu z jakiego się wywodzi. Oglądamy piękne zdjęcia związane z tematem.

         Historia 1 - Zuzu (sześciolatek), żyje w Afryce w Nambii. Wywodzi się z plemienia Himba, które zamieszkuje najstarszą pustynię świata Namib (jest koloru czerwonego, a wydmy osiągają nawet do 300m. wysokości). Mieszkańcy oczywiście borykają się z problemem wody. Myją się popiołem i dymem z ogniska. Charakteryzują się ciekawie plecionymi warkoczami na głowie. Ciała smarują czerwoną substancją, która chroni przed słońcem i odpędza owady. Zuzu zajmuje się wypasem kóz i odganianiem ich od hien. Plemię jest bardzo biedne, żywi się tym co wyhoduje. Dzieci nie chodzą do szkoły, ich jedynymi zabawkami są patyki. 
          Historia 2 - Lien (sześciolatka), żyje w Zatoce Ha Long w Wietnamie. Owe miejsce jest najbardziej popularne w całym państwie. Przyjeżdża do niego wiele turystów, również zagranicznych. Ludzie mieszkają tu na połączonych tratwach na wodzie. Kobiety nawet w upale zakrywają sobie twarz chustami, na dłonie wkładają rękawiczki, a na głowę charakterystyczny kapelusz. Nie lubią ich żółtej skóry i uważają, że im są bledsze - tym piękniejsze. Zakupy robią w pływającym sklepie. Lien po wakacjach musi się wyprowadzić do swojego wujostwa w mieście, bo zacznie chodzić do szkoły. Rodziców będzie odwiedzać tylko w czasie wolnym. 
            Historia 3 - Matina (ośmiolatka) - żywa Kumari, mieszkająca w Nepalu. Została wybrana z tysięcy dzieci. Kumari musi spełniać wiele kryteriów m.in. mieć oczy wielkie i łagodne jak krowa, serce mężne jak lew. Jej ciało powinno być idealne, bez żadnego zadrapania. Aby zostać boginią, przechodzi test (ostatni etap polega na spędzeniu nocy w piwnicy z obciętymi głowami bydła) - nie może zapłakać, gdyż powinna cechować się wielką odwagą. Kumari może rozmawiać tylko ze swoją opiekunką i prywatnym nauczycielem. Wychodzi z domu 13 dni w roku (niesiona w lektyce, gdyż jej stopy nie mogą dotknąć ziemi - aby się nie skaleczyła). Codziennie jest pięknie malowana i ubierana przez gosposię. Do jej obowiązków należy pozdrawianie tłumów. Podobno posiada zdolności uzdrawiania. Nie może się bawić z innymi dziećmi. Pozostaje żywą boginią do momentu, aż dostanie pierwszą miesiączkę. 
          Historia 4 - Mebratu (ośmiolatek) z Etiopii. Mieszka w najbiedniejszym państwie świata. Chłopiec, aby móc chodzić do szkoły, dorabia w mieście jako pucybut. Codziennie rano biega więc do miasta do pracy, a potem do szkoły. Dlaczego biega? Etopia znana jest z najszybszych biegaczy na całej kuli ziemskiej. Najsławniejszy sportowiec - Abebe Bikila - przebiegł w Rzymie ponad 42 km na bosaka, bo nie stać go było na buty. Etiopska kawa jest najlepszą na świecie (na marginesie polecam dokument ,,Czarne złoto"), a kobiety z tego państwa uważane są za najpiękniejsze w całym wszechświecie. Na każdym kroku można spotkać tu osoby chodzące na szczudłach, bo jest to dla nich naturalny i łatwy sposób poruszania się.
            Historia 5 - Mali (pięciolatka) mieszkająca w Tajlandii. Wioska Dziewczynki położona jest w dżungli, a domy na bambusowych palach - dla ochrony przed tygrysami. Charakterystycznym środkiem komunikacji są słonie. Dzieci w szkołach uczą się 3 języków (tajwańskiego, angielskiego i plemiennego). Inne ich przedmioty znacznie odbiegają od naszych. To m.in. nauka jak odróżnić węże jadowite od łagodnych. Kobiety z plemienia Padaung, znane są ze swoich długich szyj, na które nakładają obręcze (czują się dzięki temu piękniejsze, a turyści dużo płacą za zdjęcia). Obręcze małej Mali ważą już 3 kilo.. Jej mama ma szyję 30 cm, a na niej aż 20 obręczy. Charakterystyczną rośliną z tych rejonów jest bambus, który rośnie bardzo szybko (nawet metr w ciągu doby).

            Każdą opowieść podsumowują tematy do rozmowy. Rodzice powinni rozmawiać z dziećmi, jak ważne jest szanowanie wody, czy docenianie tego, co się dostało od losu. Biedne brzdące cieszą się każdym drobiazgiem, dlatego my - dzieci Europy (które mamy co jeść, mieszkanie, czystą wodę) - nie powinniśmy narzekać. To moja 17 książka przeczytana w tym roku, którą serdecznie wszystkim polecam. Jest fantastyczna!! Stawiam 10/10. Tymczasem ja szykuję się do babci, a do Was zajrzę wieczorem. Miłego dnia!:)

poniedziałek, 8 lipca 2013

Zdobycze 6

Mój ulubiony post pochwalny :D Czyli co wygrałam :))

1.  Nagroda od http://recenzje-kiti.blogspot.com/ :
- notesik Coolman i ja
- zakładki
- książka (wydanie recenzenckie ): ,,Rico, Oskar i złodziejski kamień"
- książka ,,Dobranocka dla Maryni i Martynki" - sponsorowana przez Wydawnictwo WAM
- książka ,,Conan", której nie ma na zdjęciu, bo już pożyczyłam :))
Dziękuję serdecznie Martynie!!:) A ja zabieram się za czytanie :)


2. Wygrana u http://kascysko.blogspot.com/ .
- lakier
- pianka
- puder stylizujący
Dziękuję bardzo Kasi za super przesyłkę <3 Jestem  ciekawa czy będę sexi z got2b - jak twierdzi producent :D


3. Produkty, które zgarnęłam dzięki akcji ,,Przygarnij kosmetyk 2" u http://antonina-guzik.blogspot.com/ Są dla cery dojrzałej, więc dałam mamie, która się bardzo ucieszyła! Dzięki jeszcze raz :))


4. Wygrane proszki do prania :)


5.  Po raz drugi przyszły mi produkty z Musteli. Fajnie, bo w zasadzie miały przyjść parę miesięcy temu, więc straciłam nadzieję. Ale jednak są:))


Miłego dnia! :)

niedziela, 7 lipca 2013

W szpilkach od Manolo

Hejka! Nie było mnie parę dni, ale kompletnie nie miałam czasu, także wieczorem nadrobię zaległości na Waszych blogach :) Tymczasem wstawiam recenzję książki, którą ostatnio przeczytałam. Miałam sporo czasu, bo jechałam do Częstochowy, a tylko w jedną stroną - spędziłam w naszym cudownym polskim pociągu - ponad 5 h:)


Tytuł: ,,W szpilkach od Manolo"
Autor: Agnieszka Lingas - Łoniewska
Ilość stron: 325
Okładka: Miękka ze skrzydełkami
Gatunek: komedia romantyczna, kryminał

       Książkę od dawna chciałam przeczytać. Bardzo ucieszyłam się, kiedy udało mi się ją wygrać, ponieważ nie musiałam jej odkładać na później :) To moja pierwsza przygoda z autorką, ale dziś już wiem, że na pewno nie ostatnia! Pisarka pochodzi z Dolnego Śląska i od 5 lat mieszka we Wrocławiu. Sama również jestem Dolnoślązaczką, więc nie mogłam się doczekać spotkania z książką i poznania stylu pisania Agnieszki Lingas - Łoniewskiej!
         Fabuła: Główna bohaterka to 35 letnia Liliana. Mieszka we Wrocławiu, kocha wysokie szpilki i pracuje w korporacji, której to - ma już swoją drogą - po dziurki w nosie. Jest singielką (mającą własne mieszkanie) i posiadaczką trzech kotów. Do szaleństwa doprowadzają jej docinki mamy, bo przecież wszystkie jej przyjaciółki czy sąsiadki są już babciami i mają zięciów... Mamulka nie rozumie na co czeka jej córka, powinna myśleć o ślubie, a nie głupoty jej w głowie!
       Liliana to silna dziewczyna, twardo stąpająca po ziemi. Ma 3 przyjaciółki, z którymi pracuje razem w firmie. Nie cierpi swojej szefowej (nadano jej pseudonim Lejdi).  Pewnego dnia Lilka przyjeżdża do pracy. Zauważa przystojnego jegomościa, który zajął jej miejsce parkingowe. Pomimo drobnej sprzeczki, między tą dwójką od razu iskrzy. Jak można się domyślić, od tego momentu między główną bohaterką i Michałem rozpoczyna się gorący romans. Jednak nie wszystko będzie takie proste. Partner naszej bohaterki, który jednocześnie jest jej nowym szefem, skrywa tajemnicę. Jaki jest jego prawdziwy zawód? Do tego dochodzą liczne porwania miejscowych dziewczyn. Kto za tym stoi? Kidnaper zastawia również sidła na główną bohaterkę. Czy Lilianie uda się wyjść z opresji? Odpowiedzi na te pytania odnajdziecie w książce, którą serdecznie polecam. 
        Lekturę czytało się bardzo szybko. Jest w niej mnóstwo zabawnych dialogów. Często śmiałam się pod nosem. Do tego wątek kryminalny. Zaskakujące zakończenie. W zasadzie do samego końca nie spodziewałam się kto jest oprawcą i jakie są jego powody porwań. Dopełnieniem były znane mi dobrze miejsca na Dolnym Śląsku - Wrocław, Kamienna Góra, Książ. Miło było mi czytać książkę, gdzie akcja toczy się w południowo - zachodniej Polsce, gdyż sama tu mieszkam :)
         Dodatkowo chciałam zwrócić uwagę na okładkę. Moim zdaniem jest ona jedną z lepszych jakie miałam okazję spotkać w swoim życiu. Idealnie dopasowana i dopracowana w każdym szczególe. Kiedy leżała na moim biurku, pozostawiała złudne wrażenie, że to pudełko z butami :D
        ,,Szpilki od Manolo" to moja 16 książka przeczytana w tym roku. Jest świetną pozycją na wakacyjne wieczory. Lekka i zabawna, w tle gorący romans. Dawno nie czytałam już takiego gatunku, więc mogłam sobie przy niej odpocząć, nie rozmyślając za dużo. Stawiam 8/10 :)


A teraz trochę prywaty :) Moje spotkanie z koleżanką bardzo się udało. Pogoda dopisała, Częstochowa zwiedzona! Oczywiście poplotkowałyśmy jak za dawnych czasów. Kumpela mieszka pod Paryżem z chłopakiem Francuzem. Dostałam w prezencie kubeczek (piję w nim teraz pyszną kawusię :)) oraz krówki ukraińskie, który przywiózł jej brat studiujący we Lwowie.


Jadłam również ślimaki, które smakowały dla mnie jak gumowa pieczarka :D 

Ślimaki na 15 minut w piekarniku 

Ślimak już gotowy do konsumpcji :D

Ja szykuję się teraz do babci i wracam do Was wieczorem :) Miłego popołudnia wszystkim!

poniedziałek, 1 lipca 2013

Królewna Lenka przegania strachy

Moja chrześnica Lenka w sierpniu będzie miała urodziny. Wypatrzyłam dla mniej fajny prezent i mam nadzieję, że jej się spodoba :) Ktoś z Was ma w rodzinie małą Lenę ?:)


Tytuł: Królewna Lenka przegania strachy
Autor : Aneta Krella - Moch
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 37
Oprawa: miękka

Książeczka jest cieniutka i ma przepiękne obrazki! Myślę, że szczególnie spodoba się wszystkim dziewczynkom o imieniu Lena, których - jak zauważyłam ostatnio - jest całkiem sporo.  Lektura dla najmłodszych jest o królewnie. Młoda dama wraz ze znajomymi wymyśla grę. Zabawa polega na tym, kto wymyśli straszniejszego potwora. Odważna Lenka, po wyjściu przyjaciół, boi się sama spać. Słyszy dziwne i przerażające dźwięki. Na pomoc woła rodziców. Królowa ma pewien pomysł, który ma pomóc przegonić strachy. Jaki i czy okaże się on być skuteczny dowiecie się z tej pięknej książeczki, którą polecam z całego serca :)



I tak oto jest już 1 lipiec. Mam wrażenie, że skurczyła się doba, a czas pędzi coraz szybciej jak szalony. Ostatnie pół roku minęło w mgnieniu oka. Niestety był to dla mnie ciężki okres obfitujący w problemy rodzinne. Mam nadzieję, że drugie pół roku będzie bardziej udane. Cieszę się, że zaczęłam prowadzić bloga, który stał się dla mnie ogromną niespodzianką i miłą odskocznią. Dziękuję za ponad 5 tys. wyświetleń i 77 obserwatorów <3
Zrobiłam małe podsumowanie i nazbierałam jednak parę plusów w ciągu 6 miesięcy:)
- odebrałam dyplom magistra
- byłam na koncercie mojego ulubionego zespołu Coma (a wcześniej w Empiku zgarnęłam autografy)
- wzięłam udział w Międzynarodowych Targach Turystycznych we Wrocławiu (uczestniczyłam w wykładach Beaty Pawlikowskiej i Wojciecha Cejrowskiego, zdobyłam ich autografy w książkach i zdjęcie z Cejrowskim)
- pojechałam na wycieczkę do Nowej Rudy (kopalnia + ryneczek)
- byłam 3 razy w kinie
- obejrzałam 17 filmów
- przeczytałam 14 książek 
- wygrałam mnóstwo nagród w konkursach :)
I tym optymistycznym akcentem kończę mojego refleksyjnego posta i życzę Wam wszystkim wiele sukcesów i szczęśliwych chwil na nowe półrocze!
XOXO Alicja