piątek, 31 stycznia 2014

Bejbi blues

Witajcie ostatniego dnia stycznia! Ależ ten miesiąc szybko upłynął.. Wczoraj obejrzałam mocno reklamowany film ubiegłego roku ,,Bejbi blues". Co o nim sądzę? Zapraszam na opinię. 

           
               


                 Tytuł: ,,Bejbi blues"
                 Reżyseria: Katarzyna Rosłaniec
                 Data produkcji: 2013
                 Czas trwania: 1.45
                 Gatunek: dramat obyczajowy








Fabuła:
         17 letnia Natalia jest mamą. Główna bohaterka różni się jednak od innych nastolatek, które mają dzieci (będące zazwyczaj wynikiem wpadki), ponieważ swoją ciążę dziewczyna zaplanowała. Matka Natalki opuszcza córkę, zostawiając jej mieszkanie. Czy młoda kobieta poradzi sobie z macierzyńskimi obowiązkami?

        Temat produkcji może być ciekawy. Nastoletnia bohaterka, która sama jest przecież jeszcze dzieckiem, ma już synka. Dlaczego Natalia w tak młodym wieku zapragnęła być już mamą? Dziewczyna miała własne ważne powody, które pchnęły ją do zajścia w ciążę. Nie, nie była to chęć zatrzymania przy sobie chłopaka czy próba udowodnienia światu, że przecież 17 lat to jednak dorosłość! Kobieta marzyła o posiadaniu kogoś bliskiego do kochania... Marzena urodziła Natalkę - będąc niedojrzałą osobą; nie umiała obdarzyć miłością córki. Matka nastolatki obwiniała swoje dziecko za zmarnowane życie.
      Ważnym punktem dramatu jest dominacja płci żeńskiej. Natalia wychowała się bez ojca. Tato jej wybranka - Kuby, odezwał się podczas trwania filmu tylko raz, żył pod pantoflem żony. Jakub stosował się głownie do poleceń mamy, ulegał urokowi nie tylko własnej dziewczyny, ale również zdradził ją z Marzeną...
       Natalka chciała być dobrą matką, niestety nie potrafiła dobrze zająć się synem. Kobieta ciągle dokonywała złych wyborów - wpadła w złe towarzystwo, zaczęły interesować ją narkotyki. Pożyczane pieniądze nastolatka trwoniła na drogie, markowe ubrania. Swoje dziecko traktowała jako gadżet. Cóż się jednak dziwić, bohaterka została ze swoimi problemami sama, zostawiła ją mama, teściowie jej nie pomagali, a Kuba interesował się bardziej jazdą na deskorolce niż opieką nad dziewczyną. Natalia nie miała w najbliższym otoczeniu dobrych wzorców.
        Produkcja została jednak trochę przekombinowana. Nastolatka gnała przez ulice jeżdżąc na rolkach z prędkością światła, jednocześnie pchając wózek, co nie wydaje się być realną sytuacją w polskich warunkach. Natalka uwielbiała również pędzić przez miasto w mega - wysokich szpilkach, trzymając na rękach dziecko. Dzieło Rosłaniec przepełniono także przekleństwami, elementami nagości czy seksu.
        Bohaterka nawet nie myślała o kontynuacji nauki - jej celem życiowym była zabawa z moda, początkowo dominowała chęć pracy w sklepie z ubraniami. Natalia to skrajnie nieodpowiedzialna matka, o czym świadczą końcowe sceny dramatu. Żadna postać filmowa nie miała pozytywnej natury; nawet Jakub, który zdawał się przechodzić przemianę - zepsuł swoją metamorfozę podczas ostatnich kilku minut produkcji. 
       Obsada aktorska była ciekawa, ponieważ główne role przypadły osobom debiutującym w filmie ,,Bejbi blues" na dużym ekranie. Magdalena Berus jako Natalia przykuła moją uwagę, chętnie będę śledzić jej dalsze losy w świecie kinematografii (w planach mam obejrzenie dramatu ,,Nieulotne"). Nikodem Rozbicki w roli Kuby sprawdził się świetnie, jego postać mnie zaskakiwała, co dobrze świadczy o młodym artyście. Ciekawą postać zbuntowanej i rozkapryszonej Martyny - wykreowała Klaudia Bułka. Ze znanych aktorów na wyróżnienie zasłużyli: Magdalena Boczarska, Katarzyna Figura, Danuta Stenka, Jan Frycz i Mateusz Kościukiewicz. Na ekranie pojawili się również: Renata Dancewicz i Ireneusz Czop. Moja ocena filmu to 6/10.

A wieczór spędziłam w towarzystwie białej czekolady z dodatkami kokosu i migdałów, pyycha! :)

wtorek, 28 stycznia 2014

Amelia

Hej!
W końcu mam trochę więcej wolnego czasu, więc z przyjemnością nadrobię moje tygodniowe zaległości na Waszych blogach ^^ Tymczasem napiszę dzisiaj krótką recenzję ostatnio obejrzanego przeze mnie filmu (na pewno większość z Was go dobrze zna ^^).

                     

    
                  Tytuł: ,,Amelia"
                  Reżyseria: Jean-Pierre Jeunet
                  Czas trwania: 2.09 h
                  Gatunek: obyczajowy, komedia romantyczna
                  Rok produkcji: 2001







Fabuła
         23-letnia Amelia żyje w świecie fantazji. Jej zachowanie ukształtowało wychowanie przez rodziców - nerwową matkę nauczycielkę, która nie zgodziła się na zapisanie dziewczynki do szkoły (uznając, że sama zapewni jej lepsze wykształcenie w domu) i małomównego ojca lekarza (tak bardzo bojącego się o zdrowie córki, iż nie pozwalał jej wychodzić z domu ze względu na rzekomą chorobę serca, której dziewczynka wcale nie miała - co poskutkowało brakiem posiadania rówieśników). Amelia jest marzycielką, ludzie ,,stąpający mocno po ziemi" nie zrozumieją jej utopijnych wyobrażeń.
        Główna bohaterka mieszka w Paryżu i jest kelnerką w kawiarni. Pewnego dnia życie kobiety zmienia się nieodwracalnie. Dziewczyna znajduje pudełko ze skarbami z dzieciństwa - ukryte kilkadziesiąt lat wcześniej przez poprzedniego właściciela jej mieszkania. Amelia postanawia znaleźć tajemniczego mężczyznę i oddać mu jego własność. Pomysł uszczęśliwiania różnych osób bardzo jej się podoba, kontynuuje więc proces sprawiania radości napotkanym ludziom. Kobieta ciągle oddala jednak wizję odnalezienia swojej równowagi życiowej. Ku nieukrywanemu zdziwieniu (a nawet przerażeniu) spotyka na własnej drodze interesującego mężczyznę, którego cechuje oryginalne hobby. Czy Amelii uda się wygrać zabawę o prawdziwą miłość? Czy związek dwojga marzycieli ma szansę przetrwać w realnym świecie? Polecam obejrzenie tej wspaniałej francuskiej produkcji! :)

Obsada:
Audrey Tautou jako Amelia Poulain. Rewelacyjna kreacja młodej idealistki, zachwyciła mnie szczególnie. Jej nieśmiałość wobec swoich uczuć, chęć ucieczki przed prawdziwą miłością, spowodowała, że nie mogłam nie polubić młodej Francuzki. Chętnie obejrzę kolejne filmy z udziałem Tautou.
Mathieu Kassovitz jako Nino Quincampoix. Gra sympatycznego mężczyzny ,,skradła moje serce". Chłopak, który kojarzył się ludziom z niegroźnym szaleńcem - zbierającym podarte zdjęcia, stworzył postać wrażliwego młodzieńca. 
Jacques Narcy jako Raphael Poulai. Rola ojca Amelii - zobojętniałego na życie lekarza, skłania widzów do refleksji. Głowa rodziny to osoba zamknięta w sobie, milcząca i nie umiejąca słuchać swojego dziecka. Dopiero, gdy córka pożycza z ogrodu krasnala, aby pokazać ojcu, że świat jest naprawdę piękny, Raphael dochodzi do wniosku, że już najwyższy czas zburzyć ochronną skorupę, którą budował przez lata i decyduje się na wyjazd, celem poszukiwania przygód. Postać Poulai przechodzi metamorfozę, z wyciszonego starszego pana przeobraża się w mężczyznę, który w końcu wie, czego chce. Aktor zasłużył na ogromne brawa, tworząc tak ciekawą kreację.
Pozostali, drugoplanowi artyści (Serge Merlin, Isabelle Nanty, Jamel Debbouze, Dominique Pinon, Maurice Bénichou, Urbain Cancelier, Yolande Moreau, Artus de Penguern) również zasługują na pochwałę. Bez nich film na pewno nie odniósłby tak dużego sukcesu.

        ,,Amelia" to ciepła opowieść, przedstawiająca piękne paryskie widoki. Charakterystyczne dla komedii romantycznej są bajeczne opisy jak np. ,,To będzie dzień w kolorze pomarańczy". Historia o odnalezieniu się dwóch pasujących do siebie romantycznych dusz - może wydawać się banalna, chociaż wcale taka nie jest. Tytułowa bohaterka, która nie myśli o sobie (bowiem najważniejsza jest dla niej pomoc bliźnim), przypadkiem znajduje radość (a przecież nawet nie spodziewała się, że jeszcze kiedyś uda jej się zbudować swoją egzystencjalną harmonię). 
        Podczas oglądania produkcji, wynotowałam kilka pięknych myśli m.in. ,,Moja mała Amelio, twoje kości nie są ze szkła - możesz zderzać się z życiem", ,,Szczęście jest jak Tour de France – długo czekasz, a potem chwila i go nie ma. Kiedy się zjawia, trzeba je łapać", ,,Życie jest próbą spektaklu, który nigdy się nie odbędzie". Ciekawym zabiegiem reżysera było również przybliżenie widzom sylwetek bohaterów - poprzez wymienianie przez lektora, co dane osoby lubią, a czego nie.
         Idealnie dobrano poszczególnych aktorów do filmu, szczególnie gra Audrey Tautou i Mathieu Kassovitza była wspaniała, jednak i postaci drugoplanowe wykreowały znakomite role. Zachwycona jestem również fantastyczną muzyką, która przywodzi na myśl najpiękniejsze barwy ziemi, niesie same pozytywne emocje. Moja ocena wobec filmu to 9/10. A jak Wam podobała się ,,Amelia"? :)

 

P.S. Mój dzisiejszy owoc dnia to granat ^^

piątek, 24 stycznia 2014

Inspektor Kres i zaginiona

Hej!
Dzisiaj przedstawię Wam pokrótce recenzję polskiego kryminału, a przy okazji pochwalę się wspaniałym autografem od autorki,  który mnie bardzo wzruszył.






             Tytuł: ,,Inspektor Kres i zaginiona"
             Autor: Agnieszka Turzyniecka
             Okładka: miękka
             Ilość stron: 256
             Rok wydania: 2013

Fabuła:
       Inspektor Kres pracuje w wydziale kryminalnym w Piotrkowie Trybunalskim. Jego żona Grażynka narzeka na męża, który nie ma dla niej wiele czasu, ponieważ jest bardzo oddany swojemu zajęciu. Policjant traktuje służbowe obowiązki niezwykle poważnie, od wielu lat nie może się pogodzić z tym, że nie udało mu się odnaleźć zaginionego dziecka. 
       Rodzice Basi zgłaszają na komendę niemożność skontaktowania się z ich 28-letnią córką. Okazuje się, że drzwi do mieszkania dziewczyny były otwarte. Kres obiecuje zrozpaczonej matce - odnalezienie Barbary żywej lub martwej. Inspektor odkrywa, że Basia prowadziła podwójne życie, oszukując rodziców i byłego narzeczonego. Postanawia zrobić wszystko, co w jego mocy, aby pomóc dziewczynie. Mężczyzna w międzyczasie prowadzi mnóstwo innych, równie istotnych spraw śledczych dotyczących porwań czy zabójstw. Czy policjantowi uda się uratować Barbarę? Jakie tajemnice skrywa poszukiwana kobieta? Ile tragicznych zgłoszeń Kres codziennie dostaje na komendzie? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w książce, którą serdecznie polecam.

       ,,Inspektor Kres i zaginiona" to debiutancka powieść Agnieszki Turzynieckiej, którą oceniam bardzo dobrze. Książkę czytałam przez dwa dni z zapartym tchem. Lektura została napisana prostym językiem, podzielono ją na 5 rozdziałów. Ciekawym zabiegiem było przedstawianie różnych punktów widzenia z perspektywy wielu osób. Każda część zawiera kilka opowieści - opisywanych przez morderców i ich ofiary (oraz bliskich poszkodowanych) oraz Kresa. Z przerażeniem zauważamy to, że zabójcy to najczęściej osoby nie wyróżniające się niczym z tłumu, żyjące obok nas.
     Główny bohater jest postacią sympatyczną, która nie boi się kolejnych wyzwań, często bardzo niebezpiecznych. Jego żona - Grażyna to wiecznie niezadowolona osoba, śledząc jej ciągłe narzekania, kręcimy z niedowierzaniem głową - jak można być tak upierdliwą kobietą, której nigdy nic nie pasuje?
         Historie zawarte w książce są bardzo ciekawe, choć często przygnębiające. Dowiadujemy się m.in. jak groźne jest zjawisko hipnozy, dlaczego warto uważać na osoby poznane przez Internet i w jaki sposób traktowane są kobiety - wywożone do domów publicznych za granicę. Co ciekawe, wiele ofiar ma na swoim sumieniu poważne grzechy, które często doprowadziły do nieszczęścia. Lekturę z całego serca polecam wszystkim miłośnikom kryminałów. Dodam tylko, że przede mną czytelnikiem ,,Inspektora Kresa i zaginionej" - był mój ojciec, która sam sobie wybrał tę książkę z mego stosiku. Tato jest bardzo nieufny w stosunku do nowych pisarzy na polskim rynku, zazwyczaj skreśla wszystkich od razu (taki jest wybredny), więc ze zdziwieniem zauważyłam, że po dwóch dniach, ojciec oddał mi już kryminał mówiąc ,,Ale świetna powieść, jestem w szoku, że autorka zadebiutowała taką wspaniałą pozycją! A ta żona Kresa - Grażynka.. uśmiałem się nie raz, kiedy czytałem o niej fragmenty, bo czasem jakbym Twoją niezadowoloną matkę w niej widział" :D Moja ocena względem książki to 8/10.

Lektura bierze udział w wyzwaniu POLACY NIE GĘSI II

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Dom zły

Cześć!
Niedzielny wieczór postanowiłam spędzić z jakimś dobrym polskim filmem. Wybrałam produkcję Wojciecha Smarzowskiego, ponieważ już dawno chciałam zobaczyć słynny ,,Dom zły".





           Tytuł: ,,Dom zły"
           Reżyser: Wojciech Smarzowski
           Rok produkcji: 2009
           Czas trwania: 1.46 h.
           Gatunek: dramat kryminalny








Fabuła:
        Lata 80 - w Polsce wprowadzono stan wojenny. Kilku skorumpowanych milicjantów, dla większości których wódka jest pokarmem dnia, przesłuchuje Edwarda Środonia (Arkadiusz Jakubik), podejrzanego o dokonanie zbrodni sprzed kilku lat. Świadek pomaga zrekonstruować obraz tragedii, jaka się wówczas wydarzyła. Edek po nagłej śmierci żony, postanawia opuścić swoje dotychczasowe miejsce zamieszkania, z którym wiążą go smutne wspomnienia. Mężczyzna dostaje pracę w PGRze na stanowisku zootechnika w bieszczadzkiej wsi. Przypadkowo trafia do domu państwa Dziabasów. Zdzisław (Marian Dziędziel) oraz Bożena (Kingra Preis), proponują gościowi nocleg. Środoń przystaje na propozycję. Nowi koledzy podczas mocno zakrapianej popijawy, decydują się założyć razem biznes. Czy wizja zarabiania wielkich pieniędzy dojdzie do skutku? Jak na opowieść Edwarda zareagują milicjanci? Czy porucznik Mróz (Bartłomiej Topa) zdoła rozwiązać tajemnicze zagadki?

         Film toczy się na dwóch płaszczyznach. Na przemian widzimy fragmenty z życia Edka - pod koniec lat 70 wraz z śledztwem, które toczy się kilka lat później. Taki zabieg gwarantuje u widza wzrost napięcia i pobudzoną ciekawość.
        Wspomnienia Środonia dotyczące jego egzystencji - nie świadczą na korzyść zatrzymanego. Mężczyzna po pogrzebie żony załamał się i miał w zwyczaju pić alkohol do nieprzytomności. Podczas gościny u Dziabasów, świadek z gospodarzem domu, opróżnił kilka butelek wódki. Obraz polskiego gospodarstwa jest dla przeciętnego widza przerażający. Tytuł filmu nie został wybrany przypadkowo, chociaż nie tylko dom, ale i ludzie w nim mieszkający są źli - prości, wulgarni, nieposiadający kręgosłupa moralnego. 
       Równocześnie poznajemy perypetie milicjantów, którzy zajmują się wyjaśnianiem zbrodni sprzed lat. Prawo komunistycznego reżimu zmusza funkcjonariuszy do wzajemnego donoszenia na siebie, fałszowania dokumentów. Mężczyźni, nawet będąc na służbie - doprowadzają się do stanu nietrzeźwości, niektórzy nie dają już rady ustać na nogach. Ich postaci nie wzbudzają sympatii; wydawać by się mogło, że porucznik Mróz jest jedynym, dla którego liczy się uczciwość, jednak i on ma grzech na sumieniu.
          Film wskazuje na wady ustroju politycznego - nikt nie mógł czuć się bezpiecznie. Dramaty dziejące się w polskich domach są częstym tematem filmów w naszym rodzimym kinie. Szczególnie popularne zostają te, które powstały na faktach, m.in. ,,Dom zły". W produkcji Smarzowskiego zobaczymy jednak nie tylko tragedię jednej z rodzin, ale również sprytnie wpleciony wątek kryminalny. Film ma bowiem drugie dno, tak naprawdę nikogo nie obchodzi zbrodnia, która wydarzyła się kilka lat wcześniej; bohaterów stanu wojennego interesuje tylko ich własny los i chęć przetrwania w PRL-u, a przesłuchiwanie Środonia ma być przykrywką dla wszystkich przekrętów i machlojek. Hasłem przewodnim produkcji jest wypowiedź: ,,Prawda? Nie ma takiej", która idealnie podsumowuje wydarzenia, ponieważ widz po obejrzeniu seansu... niczego nie jest już pewien, granica pomiędzy wiarygodnością a fałszem zaciera się.
         Dzieło Smarzowskiego zmusza do przemyśleń; zakończenie filmu jest otwarte, więc odbiorca sam musi sobie dopowiedzieć dalszą historię - według uznania. Produkcja spodobała mi się głównie ze względu na fantastyczną grę głównych bohaterów, w których wcielili się: Arkadiusz Jakubik, Marian Dziędziel, Kinga Preis, Bartłomiej Topa. Nie zawodzą również aktorzy drugoplanowi (Sławomir Orzechowski, Mariusz Jakus, Bartosz Żukowski, Lech Dyblik, Robert Więckiewicz, Eryk Lubos, Krzysztof Czeczot i Robert Wabich). Według mnie ciekawym pomysłem było umieszczenie intrygi w tle fabuły. ,,Dom zły" jest filmem dobrym, ale nie rewelacyjnym, gdyż akcja na początku produkcji dosyć długo się rozwija. Druga część dramatu wynagrodziła jednak koneserom kina oczekiwanie na zawiązanie przebiegu wydarzeń. Koniec opowieści dosłownie ,,wbija widza w fotel". Oceniam ,,Dom zły" na 7.5/10. Może ktoś z was widział ten film? Jakie są wasze opinie na jego temat? :)

A mój dzień upłynął dzisiaj pod znakiem kawy bananowej, chrupiącego croissanta oraz Power Tea ^^

piątek, 17 stycznia 2014

Zdobycze 13

Hej! Dzisiaj pochwalę się moimi zdobyczami, które uzbierałam w ciągu miesiąca :)

1. Pod koniec grudnia odwiedziła mnie kuzynka ze spóźnionym upominkiem urodzinowym. Takiej fajnej torebki na prezenty jeszcze nie widziałam :D


2.  Tuż przed świętami otrzymałam nagrodę od http://ibeauty.pl/


3. Bardzo ucieszyłam się z książki z autografem od autorki, którą udało mi się wygrać u  http://asymaka.blogspot.com/


4. Zaraz po Nowym Roku dostałam próbki, które można zamawiać na portalu http://www.everydayme.pl/


5. Po raz drugi udało mi się dostać do Klubu Ekspertek na http://www.ofeminin.pl/ Do testowania otrzymałam krem ochronny; podobno zbliżają się mrozy, więc jestem bardzo ciekawa działania kosmetyku :)


6. Ostatnią paczkę odebrałam z poczty przedwczoraj. Są to produkty od firmy Kolastyna, które udało mi się wygrać w konkursie u http://joannapanna.blogspot.com/ Po otworzeniu przesyłki, zaniemówiłam. Już dawno nie dostałam tak wielkiej niespodzianki :)


Rok 2014 rozpoczął się dla mnie łaskawie (pod względem prezentów). Ciekawa jestem czy i Wy otrzymaliście w ostatnim czasie jakieś nagrody? :D Pozdrawiam i życzę miłego weekendu !

środa, 15 stycznia 2014

Rekreacje Mikołajka

Siemanko!
Dzisiaj przedstawię kolejną książkę z mojej ulubionej serii - o małym francuskim chłopcu.





          Tytuł: ,,Rekreacje Mikołajka"
          Autor: René Goscinny
          Ilustrator: Jean-Jacques Sempé
          Rok powstania tego egzemplarza: 2010
                    (pierwszy polskie wydanie: 1964)
          Okładka: twarda
          Ilość stron: 132






          Lektura jest drugą częścią cyklu o Mikołaju, ale dzieła Goscinny'ego są odrębnymi przygodami ucznia, więc książki można czytać nie po kolei. ,,Rekreacje Mikołajka" podzielone zostały na 15 rozdziałów. 


        Główny bohater ma kilku szkolnych przyjaciół (Alcesta, Rufusa, Maksencjusza, Ananiasza,  Euzebiusza, Gotfryda, Joachima) z którymi łączy go wiele niezwykłych historii. Najciekawszą - według mnie opowieść zatytułowaną ,,Mecz", rozdzielono na dwa fragmenty ,,Do przerwy" i ,,Po przerwie". Na ulubionym placu zabaw - ekipa Mikołaja postanawia zagrać w piłkę nożną. Paczka przyjaciół chce stoczyć pojedynek ze starszymi kolegami. Tato tytułowego chłopca udziela chłopakom podczas meczu cennych wskazówek. Okazuje się, że ojcowie pozostałych uczniów również chcą brać czynny udział w grze. Młodym sportowcom szybko nudzi się piłka, więc odstępują miejsca swoim opiekunom, którzy już dawno tak świetnie się nie bawili. 
        Autor napisał lekturę lekkim, humorystycznym językiem, który bawi nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Książkę charakteryzują zabawne obrazki. Jedyny zarzut jaki mogę postawić ,,Rekreacjom Mikołajka" to niestety kilka literówek. Trochę razi to niedopracowanie, które naprawdę mnie dziwi, bo skończyłam już całą serię o małym chłopcu i do tej pory nie spotkałam się jeszcze z żadnym błędem drukarskim. Nie mniej jednak lekturę uwielbiam, pochłonęłam ją z zainteresowaniem, a uśmiech w ogóle nie znikał mi z twarzy. Stawiam ocenę 9/10/ 

Tymczasem u mnie dieta trwa... Podczas czytania towarzyszyła mi herbata z pysznym karmelowym wafelkiem:D

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Oko

Dobry wieczór, dzisiaj opiszę pokrótce ostatni oglądany przeze mnie film :)





                         Tytuł: ,,Oko"
                         Reżyseria: David Moreau, Xavier Palud
                         Rok produkcji: 2008
                         Czas trwania: 1.37 h
                         Gatunek: horror








Fabuła:
Sydney Wells (Jessica Alba) straciła wzrok w wieku 5 lat w wyniku nieostrożnych zabaw petardami. Będąc nastolatką, dziewczyna przeszła pierwszą operację oka, która zakończyła się fiaskiem. Dorosła kobieta ponownie ma szansę zacząć widzieć, bo niespodziewanie znalazł się dla niej dawca rogówki. Po ściągnięciu bandaży, Sydney cieszy się odzyskanym wzrokiem, jej szczęście jednak nie trwa długo. Główna bohaterka dostrzega zmarłych oraz przerażające istoty pozaziemskie. Zdaje sobie sprawę, że za jej wizje odpowiedzialna jest osoba, od której Sydney dostała oczy. Postanawia zbadać przyczynę jej śmierci. 

    ,,Oko" jest remake'm kina azjatyckiego. Przyznaję, że pierwowzoru nie widziałam, ale amerykańska wersja przypadła mi do gustu. Niemalże 6 lat temu byłam w kinie na tym horrorze, więc uznałam, że już czas przypomnieć sobie jej treść. 
      Za grą aktorską Jessici Alby nie przepadam, chociaż nie przeczę, że tytuły najpiękniejszych celebrytek świata - dostaje zasłużenie. Nie mniej jednak jej kreacja Sydney przypadła mi do gustu. Alba doskonale przedstawiła emocje: niemoc, zdezorientowanie, strach, ból. Aktorka przekonała mnie do siebie - rolą niewidomej skrzypaczki (ciekawostką jest, że aby stworzyć wiarygodną postać, aktorka uczyła się grać na instrumencie pół roku). 
        Fabuła filmu była bardzo ciekawa. Zakończenie produkcji zaskoczyło mnie. Podczas seansu serce biło mi szybciej, wielokrotnie zatykałam dłonią usta, żeby nie krzyknąć. Oceniam produkcję 8/10. Lubicie oglądać horrory? :)

Przy okazji przesunęłam termin kolejnej diety. Nie ma to jak czekoladki z bajki Disney'a :D

sobota, 11 stycznia 2014

Alex

Hejka, dzisiaj przedstawię Wam recenzję pierwszej przeczytanej (a raczej pochłoniętej) przeze mnie książki w nowym roku :)

  
           

               Tytuł: ,,Alex"
               Autor: Pierre Lemaitre
               Rok wydania: 2013
               Ilość stron: 352
               Okładka: miękka ze skrzydełkami









Fabuła:
Piękna, 30-letnia kobieta zostaje uprowadzona przez psychopatę. Ofiara nie poddaje się i postanawia zagrać o swoje życie. Pomimo przeraźliwych warunków w jakich musi przebywać (wisząca skrzynia, towarzystwo szczurów), Alex walczy z przeciwnościami losu oraz obolałym ciałem i wycieńczonym organizmem. W międzyczasie śledztwo rozpoczyna znany wszystkim w okolicy z powodu niskiego  - 1.40 m. - wzrostu (będącego rezultatem uszkodzenia płodu przez nałogową matkę palaczkę), policjant Camille, który w przeszłości w wyniku porwania stracił ukochaną żonę. Kto w książce jest ofiarą a kto katem? Jakie tajemnice skrywa główna bohaterka? Czyje cierpienie jest największe?? Gorąco zapraszam do lektury!

       ,,Alex" jest jedną z tych pozycji, które czyta się jednym tchem. Pierwsze pięćdziesiąt stron przewertowałam, siedząc na poczekalni w przychodni. Nie mogłam doczekać się wieczoru, kiedy książka ponownie miała trafić w moje ręce. Odłożyłam ją na bok, dopiero gdy poczułam, że zwężają mi się oczy, co świadczyło o tym, że czas na sen. Kiedy tylko się obudziłam, pierwsza moja myśl dotyczyła lektury - co się teraz w niej wydarzy?! Nie czułam głodu, pragnienia, jedynie chęć czytania. Nie ruszyłam się z miejsca, dopóki nie ujrzałam ostatniej strony...
       Okładka książki powinna spodobać się wszystkim miłośnikom akcji z dreszczykiem - widnieje na niej skulona postać, szczur i krew. Do zakupu książki zachęca znaczek: Nagroda CWA, International Dagger 2013 - Thriller, Platforma Strachu. Ciekawi również śmiałe hasło autora: ,,Piszę tylko takie książki, które chciałby sfilmować Alfred Hitchcock". 
      ,,Alex" podzielono na 3 części, w każdej z nich jest do rozwiązania mnóstwo zagadek. Co chwilę zmieniamy swój tok myślenia; sami nie wiemy, czego możemy się już konkretnie spodziewać; co stanowi prawdę, a co fałsz. Akcja dostarcza nam dreszczyku emocji, jest pełna napięcia. Początkowo fabułę prowadzono dwutorowo... na przemian: najpierw z perspektywy głównej bohaterki, po to by w kolejnym rozdziale przyjrzeć się bliżej działaniom policjanta i jego ekipy.
       Czytając książkę, niczego nie jesteśmy pewni. Mnóstwo jest tu zwrotów wydarzeń. W pewnym momencie, nie mamy już pojęcia, komu powinniśmy kibicować, a kto ponosi odpowiedzialność za cierpienie.. Jest kilka scen odrażających, odpychających, które wrażliwszego odbiorcę mogą urazić. Zakończenie mnie zaskoczyło, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Po przeczytaniu ostatniej strony, długo nie mogłam ruszyć się z miejsca, rozmyślałam nad wszechobecnym złem na świecie. Moim zdaniem thriller jest rewelacyjny, nie nudziłam się przy nim ani chwili. Zdecydowanie stawiam mu ocenę 10/10.

          Przejrzałam ostatnio statystyki na blogu. Zauważyłam, że największym powodzeniem cieszą się u mnie denka kosmetyczne :) Najczęściej wyświetlanym tagiem jest: Lista Marzeń, filmem: Wielki Gatsby, a książką: Światła września
        Ciągle zaskakują mnie wyszukiwane słowa kluczowe, które dotyczą w zasadzie wszystkich moich postów. Często są to tytuły lektur bądź przebojów kinowych czy aktorów. W ostatnim czasie zauważyłam wzmożone wpisywanie hasła związanego z filmem Roszpunka. Spostrzegłam, że jest mnóstwo chętnych, których interesuje temat... ,,Sposób by mieć magiczne włosy jak Roszpunka" :D Niestety nie mam pojęcia i nie mogę pomóc :( Aczkolwiek zawsze zazdrościłam tak pięknej fryzury bohaterce (wszak sama mam marne piórka), więc także ciekawi mnie ta tematyka. Apeluję, jeśli ktoś znajdzie rozwiązanie, jaką metodą uzyskać tak cudne - zaczarowane włosy, niech się podzieli swoimi wnioskami!

Miłego weekendu życzę wszystkim :)

piątek, 3 stycznia 2014

Denko 7 - grudzień

Siemanko!
Dzisiaj czas na denko grudniowe, które w porównaniu do ubiegłych miesięcy jest sporo mniejsze.



1. Kosmetyk działający od środka czyli
znany większości..:  tran norweski.
250 ml, cena ok. 35 zł. 
Zalety: Wspomaga odporność,
dba o serce i pracę mózgu.
Witaminy A, D i E - o aromacie cytrynowym. 
Smak - początkowo... okropny!
Nie dało się przełknąć danej konsystencji,
nie wyczuwalny był żaden posmak cytryny, jedynie olej.
Regularne picie spowodowało,
że na koniec przyzwyczaiłam się do tranu,
a połykanie nie było już takie straszne :)


 Czy kupię ponownie? Tak




2. Farba do włosów Schwarzkopf, nr 522, srebrzysty jasny blond. Cena ok. 15 zł. 








Do farby dołączona była saszetka pięknie pachnącej odżywki. Natomiast kolor wyszedł inny niż na opakowaniu, bardziej rudo - żółty, spodziewałam się innych efektów, dlatego produkt średnio przypadł mi do gustu.. Na plus: farba się nie spłukuje.
Czy kupię ponownie? Może

3. Puder stylizujący Got2b. Wygrałam go, ale sprawdziłam cenę, która wynosi ok. 20 zł. Stosowałam go jako suchy szampon i uważam, że jest to najlepszy tego typu komsmetyk, jaki miałam do tej pory. Nie zostawiał siwych śladów, pachniał wspaniale truskawką! Co prawda miałam go ok. 3 miesiące i w ostatnich dniach zapach wyparował, ale to nie szkodzi, warto było go niuchać przez początkowy czas ^^ Do tego bardzo spodobało mi się opakowanie i hasło: ,Bądź sexy z Got2b!"

Czy kupię ponownie? Tak


4. Szampon Johnson's baby z rumiankiem.            
Jasne i błyszczące włosy. Rekomendowany                                          
przez Polskie Towarzystwo Alergologiczne. 
Świetny szampon, cena ok 7 zł. 
Wydajność - 3 tygodnie, dobrze się pienił.
Włosy były po nim dobrze odżywione i lśniące, 
zmniejszył ich wypadanie. 
Zauważyłam również łatwiejsze rozczesywanie. 
Przezroczysta butelka ułatwia podgląd produktu. 
To już moje kolejne opakowanie tego szamponu, 
uwielbiam go :)


Czy kupię ponownie? Tak 






5. Antyperspirant Dove. Cena ok. 12 zł, ładny zapach. Jestem z niego zadowolona.








Czy kupię ponownie? Tak

6. Krem Gratia do rąk i paznokci - glicerynowy aloesowy. Dla mnie hit. Kupiony na targu za 1.50 zł. Bezzapachowy, super nawilża i świetnie się wchłania. 

 









Czy kupię ponownie? Tak

7. Krem Gratia do rąk i paznokci - glicerynowy cytrynowy. Podobnie jak jego brat - dla mnie to hit. Kupiony na targu za 1.50 zł. Delikatnie pachnie owocem, super nawilża i świetnie się wchłania.


Czy kupię ponownie? Tak

 


8. Krem do rąk Anida - glicerynowo - aleosowy, 
z witaminą A + E. Cena 2.20 zł.,
bezzapachowy, bardzo dobrze nawilża, 
super się wchłania. Przebadany dermatologicznie.


Czy kupię ponownie? Tak






 
 


9. Pasta do zębów Colgate MaxWhite One.  
Cena ok. 10 zł, produkt dobrze się pienił, 
aczkolwiek miałam lepsze i tańsze z tej firmy. 
Pasta nie wybieliła, jak obiecuje producent :)





10. Maseczka - Peeling K+K, korund + kwas mlekowy (4%), naturalne działanie rozjaśniające i wygładzające (Fitomed). 
Kosmetyk wygrałam, ale sprawdziłam cenę, która wynosi 27 zł. Z produktem trzeba było obchodzić się ostrożnie, pierwszego dnia zostawiłam go na twarzy dłużej niż zaleca producent czyli na ok. 5 min. Poczułam pieczenie i mrowienie na twarzy, po zmyciu maseczko - peelingu, cera była lekko zaczerwieniona. Skóra po użyciu kosmetyku stawała się mięciutka, oczyszczona, delikatnie rozjaśniona. Natomiast po kolejnych zastosowaniach zauważyłam, że dostaję małego wysypu niedoskonałości. Produkt należy wykończyć do 3 miesięcy po jego otwarciu, pojemność to 50 ml. Peeling posiada małe drobinki, które zdzierają naskórek. Oceniam go na plus, ale nie dopisuję się do nadmiernych zachwytów wirtualnej społeczności. Chętnie zapoznam się z kolejnymi kosmetykami z firmy Fitomed.










Czy kupię ponownie? Może

11. Szczoteczki do zębów Prokudent. Cena ok. 4 zł za 2 sztuki. Bardzo często goszczą u mnie w domu. 
Czy kupię ponownie? Tak

12. Próbka fluidu Vichy Normaderm, nr 35 sand. Jak byłam młodsza używałam podkładów Vichy nałogowo, ponieważ miałam ogromne problemy z cerą, a te kosmetyki dobrze maskowały niedoskonałości. Niestety robiły też na twarzy ogromne spustoszenie, zapychały, powodowały wysyp nowych pryszczy. Cena ok. 70 zł, moim zdaniem nie warto.. Powyższa próbka ponownie udowodniła minusy produktu. Za ciemny kolor powodował efekt maski, fluid zapchał cerę, był ciężki. Co z tego, że dobrze krył, skoro wieczorem zauważyłam kilka nowiuteńkich niedoskonałości.. 

Czy kupię ponownie? Nie

 

13. Próbka BB Garnier. To mój pierwszy kosmetyk BB :) Jestem z niego zadowolona, dobrze krył, był lekki, nie zapychał. Jedynie mogę przyczepić się do koloru, był odrobinę za ciemny. Jednakże chętnie wypróbuję pełnowartościowy produkt. 


Czy kupię ponownie? Tak





14. Mascara Maybelline Lash Stiletto. Wodoodporny tusz do rzęs prowokacyjnie wydłużający. Cena ok. 25 zł. Nie rozmazywał się pod wpływem opadów, ładnie - naturalnie wydłużał rzęsy, ale bez większego efektu wow.

Czy kupię ponownie? Nie

15. Płatki kosmetyczne Lilibe. 120 sztuk - cena ok 3zł, 100% bawełny. Są mięciutkie w użyciu, ale niestety często się rozwarstwiają.

Czy kupię ponownie? Może


Jestem dumna z grudniowych kosmetycznych zakupów. Nabyłam 4 produkty za łączną cenę 15 zł. Obawiam się jednak, że w styczniu trochę poszaleję, bo mam kilka zapotrzebowań.

Podsumowując ubiegły rok..
- Projekt Denko nauczył mnie systematyczności. Nie miałam nawet pojęcia, ile zużywam kosmetyków miesięcznie. Nieznacznie poprawił się stan mojej wiedzy na temat składników. 
-  Blogi o urodzie przekonały mnie do zakupu wielu produktów, o których wcześniej nie słyszałam, np. biedronkowego micelka.
-  Nauczyłam się istotnych faktów na temat pielęgnacji twarzy, ciała i włosów.
-  Miałam możliwość przetestowania produktów firm m.i.n. Clinique, BingoSpa, Yves Rocher, Green Pharmacy, Love Me Green, Balea itd. (do tej pory żyłam z myślą, że istnieją jedynie korporacje jak: Nivea, Dove, Garnier..).
-  Zainteresowały mnie kosmetyki naturalne, pozbawione chemii.
-  Moimi KWC zostały: szampony Johnson' s baby, Sudocrem, fluid Maybelline Affinitone, płatki do demakijażu Carea, płyn micelarny BeBauty.
- Tytuł bubli roku przyznałam: odżywce z cholesterolem Queen Helene, fluidowi Vichy oraz niewyobrażalnie śmierdzącym kremom do rąk Wellreal.
-  Nie wiem jak mogłam wcześniej istnieć bez bloga i żałuję, że nie prowadziłam go wcześniej.

To tyle moich wywodów na dzisiaj. Dziękuję, jeśli ktoś dotrwał do końca :)
Życzę wszystkim miłego dnia!