niedziela, 25 czerwca 2017

Wenezuela

Hej!
Zapraszam na recenzję kolejnej książki podróżniczej :)





   Tytuł: ,,Wenezuela" (mini seria ,,Kobieta na krańcu świata")
   Autor: Martyna Wojciechowska
   Okładka: miękka
   Ilość stron: 125
   Rok wydania: 2011








          Tym razem wybrałam się z Wojciechowską w podróż do Wenezueli. Dziennikarka jak zawsze zachwyciła mnie pięknymi zdjęciami wybranego kraju. Bardzo Lubię styl pisania autorki: jest prosty, momentami dowcipny, szanuję opinie Wojciechowskiej - obiektywne lecz za każdym razem trafne.
          Wojciechowska przedstawiła czytelnikom podstawowe informacje na temat amerykańskiego państwa, chętnie zapoznałam się z kulturą, geografią i historią w pigułce. Nazwa Wenezueli oznacza... ,,małą Wenecję". Podróżnik z Włoch - Amerigo Vespucci zorientował się, że wybudowane przy jeziorze na palach domy Indian przypominają wizerunek Wenecji. Od XVI w. Hiszpanie rozpoczęli kolonizację południowoamerykańskiego kraju, która w 1812 r. przekształciła się w Wielką Kolumbię (połączenie Kolumbii, Wenezueli i Ekwadoru). Kraj  w 1830 r. uzyskał niepodległość, a kilkadziesiąt lat później stał się celem dyktatury wojskowej. Pomimo tego, że od 1952 r. Wenezuelę uznano republiką demokratyczną - znane są kontrowersyjne rządy jednego z najbardziej sławnych polityków świata Hugo Chaveza (zmarłego w 2013r.).
           Dziennikarka napisała wiele ciekawostek dotyczących Wenezueli. W tym kraju panuje wieczna wiosna, temperatury oscylują ok. 25 stopni przez cały rok. Społeczeństwo bardzo poważnie traktuje ludzkie gesty, nie wolno wskazywać palcem ani podnosić kciuka do góry - symbol ,,ok", bowiem te czynności uznane są za bardzo niegrzeczne. Stolicą państwa jest Caracas - jedno z pięciu najbardziej niebezpiecznych miast świata - każdego roku dokonanych tam zostaje ok. 150 morderstw. Pomimo powszechnej biedy i przestępstw, Wenezuelczycy należą do najbardziej szczęśliwych narodów świata. Amerykańskie państwo posiada największe złoża ropy naftowej na zachodniej półkuli (której litr jest tańszy nawet od butelki wody mineralnej) oraz znajdują się na drugim miejscu eksporterów gazu. W Wenezueli to dzieci decydują, kiedy chcą chodzić do szkoły - rano czy popołudniu, a nawet wieczorami.
            Podczas zwiedzania kraju koniecznie należy pojechać nad najwyższy na świecie wodospad Salto Angel znajdujący się na terenie Parku Narodowego Canaima. Warto zobaczyć najstarsze miasto zachodniej Wenezueli - Coro (wpisane na listę Unesco). Jednym z cudowniejszych miejsc jest także Archipelag Los Roques składający się z 350 koralowych wysp. Na liście do zwiedzenia znajduje się również niesamowita Delta Orinoko, Wyspa Margarita i oczywiście Caracas.
           Bohaterkami książki Wojciechowskiej są królowe piękności - kobiety uzależnione od operacji plastycznych. Wenezuela znana jest z najliczniejszej grupy dziewczyn wygrywających międzynarodowe konkursy miss. Już nawet 5-letnie dzieci zapisywane są do szkoły, gdzie uczą się pojęcia urody. Według mieszkanek kobieta piękna jest operowana od najmłodszych lat. Rodzice często fundują 15 letnim córkom silikonowy biust, bo duże piersi to podstawa. Oprócz popularnego botoksu do upiększenia twarzy, mieszkanki Wenezueli chętnie wstrzykują sobie również silikon w pośladki, operują nosy czy łamią żebra, aby mieć cieńszą talię. Panowie natomiast stosują silikon w okolicach łydek, aby wyglądały na bardziej umięśnione. Kanony piękna są różne, Wenezuelki lakierują sobie zęby na jasnoniebieski kolor, aby uśmiech doskonale prezentował się przed kamerami, ubierają się modnie i nie wychodzą z domu bez makijażu. Wojciechowska zadaje czytelnikom i sobie pytanie, czy konkursy miss mają w ogóle sens, skoro kandydatki z naturalnym pięknem nie mają nic wspólnego. Poza tym czy idealne opakowanie często nie jest powodem rozczarowania z powodu pustego wnętrza?

wtorek, 20 czerwca 2017

Trzej Muszkieterowie

Hej!
W zeszłym roku po raz pierwszy byłam we wrocławskim Teatrze Muzycznym Capitol. Chętnie podzielę się z wami moimi wrażeniami o musicalu ,,Trzej Muszkieterowie" :)


Premiera wydarzenia miała miejsce 10 października 2015 r. Spektakl powstał na podstawie powieści Aleksandra Dumasa. Widowisko trwało niemal 4 h, ale nie nudziłam się ani chwili! Musical podzielony był na dwa akty.

       I akt rozpoczął się rozmową dawnego sługi muszkietera d'Artaniana z klientem, który przybył do jego zakładu krawieckiego. 20 lat po wydarzeniach opisywanych w książce, Planchet zmienił swój fach i zdegustowany zachowaniem niecierpliwego młodzieńca rozpoczął opowieść o niegdysiejszych wartościach: lojalności, honorze i przyjaźni. Jego historia była retrospekcją do lat 1625 - 1626 r. 18 letni d'Artanian opuścił rodzinne miasto, aby wstąpić do elitarnej formacji królewskich muszkieterów. Francją rządził wówczas Ludwik XIII, lecz o wpływy rywalizował także kardynał Richelieu. D'Artanian przyjechał do Paryża, gdzie poznał trzech muszkieterów: Atosa, Portosa i Aramisa. Mężczyźni szybko się zaprzyjaźnili. Główny bohater zakochał się w zamężnej Konstancji - pokojówce królowej Anny Austriaczki. Żona Ludwika XIII miała romans z premierem Anglii - Buckinghamem i podarowała mu na znak swojej miłości otrzymaną od męża biżuterię. Intrygant Richelieu pragnący władzy w kraju, chciał zdemaskować zdradę królowej i uknuł spisek. Pokój Francji i Anglii mógł się szybko rozpaść, lecz dzięki czterem dzielnym muszkieterom, niebezpieczeństwo zostało zażegnane. 
        II akt nawiązał do intrygantki Milady, która lubiła kusić mężczyzn, a potem ich zabijać. D'Artanian szybko zauroczył się tajemniczą uwodzicielką i spędził z nią noc, nie wiedząc, że jego kochanka jest wysłanniczką Richelieu. Milady pragnęła śmierci Buckinghama i Konstancji, nikt nie mógł powstrzymać przebiegłej kobiety, ponieważ potrafiła ona owinąć sobie wszystkich wokół palca. W tym samym czasie muszkieterowie bronili twierdzy protestanckiej pod La Roche. Nadciągała wojna.


       Scenariusz może wydawać się trochę zagmatwany, lecz fabułę przeczytałam już kilka dni wcześniej, więc doskonale orientowałam się we wspomnieniach Plancheta. Opowieść przedstawiała losy fikcyjnego bohatera na tle prawdziwych wydarzeń historycznych. D'Artanian był postacią pozytywną - odważną, szlachetną, chcącą walczyć o dobro ojczyzny, lecz ciągle wpadał w tarapaty. Chętnie przyglądałam się przedstawionym relacjom panującym na dworze królewskim XVII wiecznej Francji. Ku zadowoleniu publiczności, aktorzy kilkukrotnie powtarzali legendarne hasło, które stało się jednym z najsłynniejszych później cytatów ,,Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". 
        Widowiskiem byłam zachwycona! Nie mogłam napatrzeć się na przepiękne stroje: kołnierze, skórzane kaftany, płaszcze, wysokie buty, kapelusze u mężczyzn i efektowne sukienki u pań; całości dopełniały peruki. Jestem pod wrażeniem ciężkiej pracy krawcowych. Kostiumy pełniły ważną rolę, istotne były dodatki: koronki, kamyczki, zatrzaski. Do jednej z sukni przyszyto aż 253 guziczki! 
        Scenografię przygotowano fantastycznie. Za idealny pomysł uważam podwyższane sceny, niepotrzebnie obawiałam się, że siedząc na balkonie będę niewiele widzieć. Przedstawienie historycznej Francji szalenie mi się podobało. Mroczna knajpa, klimatyczne ulice, ponura twierdza zostały zaprezentowane doskonale.
         Moje serce skradła muzyka, którą napisał jeden z najwybitniejszych polskich kompozytorów muzyki filmowej: Krzesimir Dębski. Artysta spotkał się wcześniej ze wszystkimi aktorami, aby poznać skalę ich głosu. Dębski nawiązał do muzyki francuskiego baroku, zestawił ją z muzyką operową i kościelną; rewelacyjnym dopełnieniem zostały motywy jazzu, hip-hopu oraz muzyki poważnej. Na żywo perfekcyjnie zagrała orkiestra pod dyrekcją Adama Skrzypka.
         Aktorzy przedstawili swoje postaci znakomicie. Jestem pełna podziwu dla ich złożonych ról, kwestie przez nich wypowiadane były niezwykle trudne, aczkolwiek często nowoczesne i zabawne. Są to prawdziwi artyści, którym należą się wielkie brawa i szacunek, serialowi (mocno przeceniani) celebryci - znani w naszym kraju z dennych dialogów, mogą się tylko opalać w blasku doskonałości teatralnych kolegów, którzy będąc na scenie nie powinni w ogóle się pomylić, gdyż ujęć nie da się powtórzyć - jak w przypadku filmów.
          Dziwię się tylko rodzicom, którzy zabrali ze sobą małe dzieci. Spostrzegłam kilkulatków, na pewno nie wiele rozumiejących z przedstawienia, ale realizujących ambicję rodziców. Jeden ze smyków siedzący z tyłu płakał, inne dzieciaki ewidentnie się nudziły. 4 h to trochę za długo dla maluchów, poza tym fabuła nie była prosta, a czasami nawet niepokojąca (sceny śmierci czy seksu).


       Mam nadzieję, że ,,Trzej muszkieterowie" to nie ostatni spektakl, jaki zobaczyłam w Capitolu. Oglądaliście kiedyś jakiś musical na żywo? Jeśli nie, to serdecznie polecam, jest to wspaniałe przeżycie! Moja ocena ,,Trzech muszkieterów" to 10/10.

środa, 7 czerwca 2017

Denko 40 - wrzesień

Hejka!
Czas na pokazanie moich zużyć kosmetycznych z.. września. Tak wiem, moje tempo jest wprost komiczne, ale w końcu dokończyłam roboczą notkę :D




1. Cena ok. 8 zł. Kupiony w Rossmannie
Używałam go, gdy odcień włosów wpadał mi w żółty. Szampon usuwał niechciany kolor, wypłukiwał go. Byłam zadowolona z jego działania, pewnie jeszcze nie raz do niego wrócę, gdy tylko zdecyduję się zafarbować włosy ponownie na jasny blond - a wyjdą niechciane żółtawe refleksy. 
Czy kupię ponownie: Tak 



 


2. Odżywka ochronna - Garnier Ultra Doux (olejek arganowy i żurawina) włosy farbowane lub z pasemkami
Cena ok. 9 zł. Będąc w Biedronce, kupiłam pierwszą z brzegu odżywkę; nie spodziewałam się, że produkt wybrany pod wpływem impulsu tak przypadnie mi do gustu. Nie mam nic do zarzucenia zdenkowanemu kosmetykowi, sprawdził się u mnie znakomicie. Włosy po jego zastosowaniu pięknie się błyszczały i pachniały oraz łatwo się rozczesywały, a co największe nie były obciążone. 


Czy kupię ponownie: Tak



3. Paski wybielające Rapid White (samorozpuszczalne)
Produkt wygrałam, wypróbowałam go tuż przed weselem kuzynki, gdzie byłam świadkową. W pudełku znajdowało się 14 saszetek oraz akcelerator, którym należało posmarować ząbki przed nałożeniem pasków. Proces wybielania szkliwa przeprowadzałam systematycznie dwa razy dziennie. Efekty zadowoliły mnie, moje zęby nie ucierpiały - nie zostały podrażnione. Faktycznie, szkliwo ładnie się wybieliło, z przyjemnością przeglądałam je co chwilę w lusterku. Niestety, po zakończeniu doświadczenia, zęby szybko wróciły do poprzedniego stanu. Nie narzekam specjalnie na naturalny kolor szkliwa, chociaż wiadomo, że chciałabym aby reklamowa biel utrzymywała mi się do końca życia, ale nagminne picie kawy i herbaty to uniemożliwia. Kupno pasków polecam, gdy chcemy poprawić swoje oblicze przed ważnym wydarzeniem.

 




Czy kupię ponownie: Nie wiem



 
4. Łagodzący płyn micelarny Yves Rocher
Normalna cena to 33 zł, ja kupiłam go w promocyjnej. Kosmetyk nie wywarł na mnie pozytywnego wrażenia. Był mało wydajny, zmywał makijaż niedokładnie, słabo nawilżał cerę. W życiu nie zapłaciłabym za niego pełnej kwoty. 
Czy kupię ponownie: Nie 





5.  Nawilżający krem do rąk z olejkiem macadamia Bebeauty (wygładza, nawilża)

Cena ok. 5 zł. Używam zawsze mnóstwo kremów, bo ciągle narzekam na przesuszone dłonie. Powyższy produkt spisał się u mnie poprawnie, dobrze nawadniał moje ręce, skóra stawała się napięta i mięciutka. Kosmetyk Bebeauty zdecydowanie mogę pochwalić, tym bardziej, że dużo nie kosztuje.



Czy kupię ponownie? Tak






6. Zmywacz do paznokci Isana 125 ml.
Cena ok. 5 zł. Zmywacz spełniał swoje funkcje skutecznie, usuwał nawet brokatowe lakiery. Często do niego wracam.
Czy kupię ponownie? Tak



7.  Krem koloryzujący CC z ekstraktem z granatu i mago Miyo
Kosmetyk wygrałam. Spisał się średnio. Dobrze maskował niedoskonałości, nie zapychał cery, lecz jego kolor po nałożeniu na twarz - robił się ciemniejszy i co najgorsze.. skóra bardzo się po nim świeciła. 
Czy kupię ponownie? Nie

8. Lakier do paznokci (01 I love summer break) Essence
Lakier wygrałam, podobał mi się jego brokatowy kolor, nie miałam problemu z jego zmyciem, był dosyć trwały, nie śmierdział.
Czy kupię ponownie? Tak

9. Sudocrem - krem barierowo-ochronny dla dzieci i dorosłych z problemami skórnymi 125g
Cena ok 20 zł. Jest to mój przyjaciel od lat i jak ciągle podkreślam KWC. Zawsze gdy mam pryszcze, szybko smaruję je Sudocremem, a one ekspresowo znikają. Nigdy mnie nie uczulił, ratował w awaryjnych sytuacjach, nawet tych najbardziej beznadziejnych. Słyszałam opinie, że u kilku osób się nie sprawdził, więc trzeba przekonać się o jego działaniu samemu. Dla mnie jest to produkt niezastąpiony. 

 

Czy kupię ponownie? Tak 






 
10. Płatki kosmetyczne bebeauty - nowa struktura plastra miodu (120 sztuk)
Cena ok. 2.50 zł. Bardzo lubię te płatki, nie rozwarstwiają się, są mięciutkie. 

Czy kupię ponownie? Tak




 


11. Próbka podkładu Match Perfection Rimmel
Fluid dobrze ukrywał niedoskonałości, nie zapychał skóry. Nie podobało mi się jednak uczucie błyszczenia, czułam się z tym niekomfortowo.

Czy kupię ponownie? Nie wiem





12. Chusteczki do demakijażu bebeauty Clean z płynem micelarnym, 20 sztuk

Chusteczki sprawdziły się u mnie idealnie, nosiłam je w torebce i używałam podczas nagłych sytuacji. Były doskonale nawilżone, ładnie pachniały, absolutnie nie uczulały.
Czy kupię ponownie? Tak



13. Gąbeczki do nakladania makijażu for your Beauty - 6 sztuk
Cena ok. 9 zł. Opakowanie gąbeczek wystarczyło mi na bardzo długo. Były miękkie, nie kruszyły się, doskonale pomagały w wykończeniu makijażu.
Czy kupię ponownie? Tak 

14. Pasta do zębów Colgate Max Fresh 
Cena ok. 9 zł. Dobrze oczyszczała zęby, nie podrażniała dziąseł, miała mocno miętowy smak (z chłodzącymi kryształkami), lecz nie wybielała.
Czy kupię ponownie? Nie wiem

15. Polerka do paznokci for your Beauty
Cena ok 6 zł. 3 fazowa: wyrównuje, wygładza i nabłyszcza płytkę paznokcia. Po długim czasie stosowania - w końcu się zużyła, ale służyła mi najlepiej jak mogła. Efekt jaki dzięki niej uzyskałam był zadowalający, nie wstydziłam się nikomu pokazywać moich niepomalowanych paznokci, bo bez tego także wyglądały na zadbane. 

 
16. Maszynki do golenia dla mężczyzn Skino (10 sztuk)
Cena ok. 6 zł. 2 ostrza - aloes + witamina E. Niestety, maszynki szybko stępiły się. Daleko im do perfekcyjnych Gillette. 
Czy kupię ponownie? Nie


17.  Maszynki do golenia Bic twin lady (5 sztuk)
Cena ok. 6 zł. Maszynki całkiem w porządku, szybko się nie tępiły, a rączki nie łamały (jak to kiedyś miałam nieprzyjemność z innymi firmami).
Czy kupię ponownie? Tak

18. Róż Shimmer Shades Collection
Kosmetyk dostałam w prezencie, był fantastyczny. Długo utrzymywał się na skórze, rozświetlał ją, ponadto cechował się ładnym - delikatnym kolorem.
Czy kupię ponownie? Tak
 
19. Maseczka przeciwzmarszczkowa Dermaglin (Zielona Glinka Kambryjska + miłorząb+zielona herbata+jojoba), nieperfumowana
Produkt otrzymałam w prezencie, w sumie to zwykły przeciętniak. A obietnice producenta, że wygładza zmarszczki, ujędrnia i uelastycznia można między bajki włożyć. Po zmyciu kosmetyku czuć chwilową radość cery, że została odżywiona, ale dość szybko się ona kończy.
Czy kupię ponownie? Nie






 
20. Maseczka Royal Velvet Oriflame
Wygrałam ją w konkursie. Niestety, nie ma na produkcie żadnej informacji o składzie. Maskę szybko zużyłam i o niej zapomniałam, być może przyniosła chwilę nawilżenia dla cery, ale nic poza tym. Nie jest to kosmetyk wart polecenia.
Czy kupię ponownie? Nie

We wrześniu wydałam na kosmetyki 91 zł, udało mi się zmieścić w stówie :D Ciekawa jestem, czy znacie coś z mojego denka? :)

niedziela, 28 maja 2017

Koncertowo - Chemia

Siemanko!
        W tej krótkiej notce podzielę się z Wami wrażeniami z koncertu, który miałam opisać już dawno. Moje koleżanki były ogromnymi fankami rockowego zespołu Chemia. Dziewczyny postanowiły pojechać do Ostrowa Wielkopolskiego, a w związku z tym, że w aucie prowadzonym przez męża kumpeli było jeszcze jedno wolne miejsce, dostałam propozycję wspólnego wyjazdu.
        Po południu w znakomitych nastojach wsiedliśmy do samochodu i już 2 godzinki później znaleźliśmy się pod klubem Fanaberia. Miejsce okazało się być bardzo klimatyczne, a muzycy zarażali ze sceny pozytywną energią. Publiczność bawiła się doskonale, bujając się w rytmie rockowych przebojów. Po udanym występie członkowie zespołu zrobili sobie wspólne zdjęcie z zasłuchanym tłumem :) Koncert wspominam niezwykle miło, nie ma to jak kolejne świetne wspomnienia do kolekcji!





W powyższym składzie ,,Chemia" już nie istnieje. Wokalista - Łukasz Drapała występuje obecnie w grupie ,,Chevy", a jego miejsce zajął (zwycięzca obecnej edycji Idola) Mariusz Dyba. Słyszeliście o tym zespole/ wokalistach?

Chodzicie na koncerty? Na jakim byliście ostatnio? :) Życzę wszystkim miłej niedzieli!

poniedziałek, 22 maja 2017

Całe życie

Hej!
Zapraszam na recenzję niesamowitej powieści, która niedługo będzie mieć swoją premierę.




Tytuł: ,,Całe życie"
Autor: Robert Seethaler
Ilość stron: 171
Wydawnictwo Otwarte
Premiera: 24.05.2017






          Przyznam szczerze, że ostatnio miałam mały kryzys czytelniczy, być może spowodowany brakiem wolnego czasu. Ucieszyłam się z przesyłki od Wydawnictwa Otwarte, które podarowało mi książkę do recenzji. Obawiałam się jednak, że lektura może mi się dłużyć bądź nie przypadnie mi do gustu, lecz gdy przeczytałam mnóstwo pozytywnych opinii na temat powieści, postanowiłam zaryzykować i usiąść w domowym zaciszu, aby najbliższy wieczór spędzić z zachwalanym egzemplarzem (z tekstem jeszcze przed korektą i roboczą okładką).
             
         Główny bohater książki to Andreas Egger - mieszkający w austriackich Alpach. Na niecałych 200 stronach zostało przedstawione całe życie mężczyzny. Egger miał trudne dzieciństwo, szybko został sierotą i trafił pod opiekę wujka, który systematycznie go bił, aż pewnego dnia doprowadził do inwalidztwa podopiecznego. Chłopiec stał się kaleką i do końca swoich dni poważnie utykał. Jako nastolatek odszedł od przybranej rodziny i rozpoczął dalszą egzystencję na własny rachunek - codziennie ciężko pracując. Bohater nigdy nie skarżył się na swój los, doceniał wszystko co dostał od losu, cieszył się zarobionymi pieniędzmi, zachwycał piękną naturą. Gdy mężczyzna się zakochał, pragnął zapewnić wybrance dobrobyt - na miarę własnych możliwości. Egger (oprócz pobytu w radzieckim łagrze) nigdy nie opuścił ukochanych Alp, prowadził proste życie, lecz nie narzekał na niełatwy żywot.
          Mężczyznę spotkał w życiu cały szereg niepowodzeń, zmagał się z nieszczęściami. Bohater nigdy się nie poddał, chociaż społeczeństwo uważało go trochę za dziwaka, człowieka zgorzkniałego. Książka idealnie przekazała postęp cywilizacji. Technika po zakończeniu wojny eksplodowała - pojawiła się elektryczność, telewizory (w których transmitowano pierwsze lądowanie na księżycu), mnogość samochodów. Pastwiska i pola uprawne straciły na znaczeniu, rozwinęła się turystyka - co spowodowało napływ podróżników chętnych do wynajęcia domków letniskowych bądź narciarzy korzystających z wyciągów krzesełkowych. Z fascynacją przyglądałam się zmaganiu Eggera do przystosowania się w nowych warunkach życiowych. Coraz starszy mężczyzna miał problemy z akceptacją wynalazków kolejnych pokoleń, które zmieniały postrzeganie świata. 
             Powieść przeczytałam bardzo szybko, wiele jej fragmentów niesamowicie mnie wzruszyło. Książka została napisana prostym językiem, w sposób oszczędny, lecz tak przejmujący, że nie potrafiłam ukryć swojego zachwytu. Lektura skłoniła mnie do refleksji - co kryje się pod definicją szczęścia? Każda osoba ma inny przepis na życie. Egger dziękował Bogu za swój los, był skromny i wdzięczny. Nie przeszkadzało mu to, że jego egzystencja jest monotonna, mężczyzna chciał tylko uczciwie pracować i cieszyć się codziennym widokiem pięknych gór. 
            Książka jest bez wątpienia wyjątkowa, podczas jej czytania bardzo się wyciszyłam, uspokoiłam, towarzyszący mi stres nagle ulotnił się. Ostatnie stronice wycisnęły ze mnie łzy i poczułam pustkę. Powieść skończyła się, tak samo jak zakończy się życie każdego z nas. Czy nie tracimy zbyt wiele czasu na narzekanie? Ciągle nam czegoś brakuje, zawsze pragniemy więcej niż mamy; zapominamy doceniać to, co otrzymaliśmy - jesteśmy zachłanni. Lektura jest doskonałym rozwiązaniem, aby chociaż na chwilę zatrzymać się w trwającym codziennie wyścigu szczurów. Dzięki niej można zastanowić się nad swoim losem, przemyśleć istotną kwestię - jaką jest wdzięczność, która jest dzisiaj przez społeczeństwo tak beztrosko pomijana. Bez wątpienia ,,Całe życie" to najlepsza książka jaką przeczytałam w ciągu kilku ostatnich miesięcy. To wartościowa powieść, serdecznie ją polecam. Jedynym minusem egzemplarza były błędy - typu nowe zdanie zaczynane od małej litery. Jako, że dostałam lekturę przed korektą, zostałam zapewniona, że znaczące pomyłki zostaną usunięte. Moja ocena książki: 9/10.

sobota, 13 maja 2017

Zdobycze 33

Siemanko!
W ostatnim czasie ciągle trudno mi wbić się w blogosferę, ale od poniedziałku postaram się wrócić do życia i obiecuję odezwać się do wszystkich - jeszcze za mną trochę tęskniących! :)

Tymczasem z radością pochwalę się Wam moją porcją zdobyczy :))

1. Dawno temu - urodzinową niespodziankę dostałam od przyjaciółki Ewelinki:


2. Od dziewczyn z bloga http://sisters92.pl/ otrzymałam mega paczkę. P.S. ,,Agenci" - super planszówka, polecam. Dla zainteresowanych: gra przeznaczona jest dla liczby graczy od 2 do 7, im więcej osób tym weselej (wiem - z doświadczenia). Uczestnicy losują kartę/karty agenta, nikomu nie pokazują i przez cały czas ściemniają z zagrywkami, aby nie wydać się, kim są naprawdę. Na planszy rozkładane są pionki i znaczniki punktów. Wygrywa osoba, która dojdzie do mety pierwsza mając 30 punktów. Pionki poruszają się po budynkach oznaczonych punktacją i zdobywają punkty (mogą być też ujemne). Są 3 warianty gry, do trudniejszych wersji dołączone są karty. To fajna zabawa, uczy jak się dobrze kamuflować :D


3. Od kuzynki Karoliny taki oto prezencik:


4. Chłopak obdarował mnie następującym upominkiem:


5. Ciocia przyjechała do mnie ze wspaniałą paczuszką:


6. Mamusia dała mi także prezent:


7. Wydawnictwo Otwarte wysłało mi piękną powieść, którą już przeczytałam i jej opinią podzielę się w następującej notce.


8. Ucieszyłam się z wygranej na fanpage mojej ulubionej wrocławskiej księgarni:


9. Powyższą książkę odebrałam u autorki z autografem na Międzynarodowych Targach Turystycznych, z których również przytargałam kilka kg map, przewodników, pocztówek i innych gadżetów. Wszystko mi się przecież przyda :D


10. Ciocia wróciła z Niemiec i przywiozła mi:


11. Kolejna ciocia obdarowała mnie następującymi podarunkami:


12. Ze sklepu YR otrzymałam ostatnio tylko jednego gratisa:


13. Przypadkowo w Dniu Kobiet wybrałam się na zakupy do Rossmanna i zaskoczona dostałam także kilka gratisów:


14. Chłopak także nie zapomniał o słodkim upominku z okazji Dnia Kobiet:


15. A jeszcze wcześniej na Walentynki otrzymałam od Nikodema migające serduszko, w nocy szczególnie ładnie się prezentuje - robił je sam ^^


Wszystkim wymienionym powyżej dziękuję serdecznie jeszcze raz :*** A jakie są Wasze ostatnie ciekawe zdobycze? :) Pozdrawiam serdecznie!

czwartek, 23 marca 2017

Ścigając marzenia. W pogoni za złotem.

Hejka!
Dzisiaj zapraszam na recenzję książki. Niedawno udało mi się przerwać niemoc czytelniczą, a pomogła mi w tym lektura pana Śliwy. Jest to już druga propozycja od polskiego geologia; tutaj możecie przeczytać recenzję wcześniejszej książki, którą także polecam. 




  Tytuł: ,,Ścigając marzenia. W pogoni za złotem"
  Autor: Andrzej Śliwa
  Okładka: miękka
  Ilość stron: 243
  Rok wydania: 2016










Nie omieszkam pochwalić się także autografem :)


               Poprzednia książka autora pozostawiła mi lekki niedosyt; okazało się, że kolejne dzieło pana Śliwy zawierało już wszystko to, czego brakowało mi w poprzedniej części - czyli w: ,,Notatkach geologa. Szmaragdach, złocie i ... smaku przygody".
                ,,Ścigając marzenia. W pogoni za złotem" od razu zauroczyło mnie swoją okładką. Lektura została podzielona na kilka działów, a te na podrozdziały. Na końcu książki można obejrzeć zdjęcia autora, które pozwalają jeszcze bardziej wczuć się w klimat pracy geologa.
           Dzieło pana Śliwy to zbiór jego własnych przemyśleń, opisów przygód i obliczeń statystycznych dotyczących złóż. W lekturze nie zabrakło odwołań do geografii czy historii, poznałam wiele ciekawostek, które zainspirowały mnie do bardziej wnikliwego zagłębienia się w temacie. Książkę czytałam powoli i uważnie. Doświadczenia życiowe autora wzbudzały mój podziw, opowieści często rozśmieszały bądź zmuszały do refleksji. 
            Przyznam szczerze, że nie sądziłam, iż zagadnienia związane z górnictwem potrafią być aż tak fascynujące. W szkole uczyliśmy się podstawowych pojęć z zakresu geologii, ale nauczyciele prowadzili zajęcia bez entuzjazmu - w sposób nudny, niechętnie odrabiałam zatem zadania domowe typu: gdzie i jak wydobywa się na świecie poszczególne rodzaje złoża. 
              Pan Śliwa rozwinął swoje zapiski, które prowadził od lat podczas wyjazdów służbowych. Autor pracował na kilku kontynentach - zatem środowisko, w którym prowadził badania poznał na wskroś. Nieobce mu były zarówno ogromne koncerny jak i małe przedsiębiorstwa. Czytelnik miał szansę dowiedzieć się, że geologia to szanowany zawód, przynoszący zyski, ale wiążący się z harówką i umiejętnościami w każdej kategorii, chociaż cudowne widoki krajobrazów są w stanie wynagrodzić najgorsze niedogodności.
            Dzięki książce poznałam legendy o najsłynniejszym złożu, przeanalizowałam najbardziej znane gorączki złota czy historię poszukiwań. Co więcej, zgłębiłam swoją wiedzę o rodzajach kamieni szlachetnych: dowiedziałam się, że obok złota, diamentów i szmaragdów - najpopularniejsze są rubiny i szafiry (aż żałuję, że o nich nie było więcej informacji). Zainteresował mnie również szalenie temat górniczego fałszerstwa sprzed 20 lat. Było to sławne wydarzenie, które geolog ciekawie opisał w swojej książce. Mocno zdziwiłam się, kiedy pan Śliwa wysłał do mnie e-maila, iż na ekranach kin pojawił się w piątek film nawiązujący do tej sytuacji. ,,Gold" w roli głównej z Matthew Mcconaughey już obejrzałam, podobał mi się, a więcej informacji  na jego temat uwzględnię w innej notce. Książkę szczerzę polecam, warto ją przeczytać :) Moja ocena: 8/10.