Obserwatorzy

środa, 17 sierpnia 2016

Zjawa

Siemanko!
Najwyższy czas na notkę filmową, którą dosyć dawno widziałam w kinie :D





    Tytuł: ,,Zjawa"
    Reżyseria: Alejandro González Iñárritu
    Gatunek: dramat, przygodowy, western
    Czas trwania: 2.36 h.
    Rok produkcji: 2015










Fabuła:
          Historia oparta na faktach. 1823 r. - amerykański traper Hugh Grass podczas przeprawy przez Góry Skaliste, zostaje zaatakowany przez grizli. Podróżnik ledwo przetrzymuje napaść niedźwiedzia, ma złamaną nogę, zdartą z placów skórę (aż do kości) i poważną ranę głowy. Jim Bridger i John Fitzgerald za obietnicę dużej kwoty pieniężnej od generała - zgadzają się czuwać przy konającym bohaterze aż do jego śmierci, jednak po pewnym czasie porzucają Grassa; są pewni, że on i tak lada moment umrze. Niezwykła chęć przeżycia i żądza zemsty potrafią dokonać cuda. Czy bohater ucieknie przed kostuchą? I co się stanie z jego ukochanym synem?
 
          W ubiegłym roku obejrzałam nagrodzonego 4 Oscarami ,,Birdmana" reżyserii Alejandro González Iñárritu. Film podobał mi się, lecz nie krzyczałam z zachwytu jak większość publiki. Ciekawa byłam czy ,,Zjawa" przypadnie mi do gustu bardziej, czy podobnie trochę zawiedzie moje oczekiwania.
           Sama historia jest nieprawdopodobna, a przez to niesamowita. Trudno uwierzyć, że tak ekstremalne sceny jakie działy się w filmie wydarzyły się naprawdę. Hugh Grass jest legendą, więc jego postać na pewno została udoskonalona. W życiorysie podróżnika nie było wspomnień o rzekomym synu. Prawdopodobnie traper był zamężny z Indianką, ale nie mieli dzieci, dlatego też tym wątkiem w produkcji nie byłam zachwycona. Zdziwiło mnie zakończenie, bowiem pierwowzory filmowych postaci inaczej spędziły ostatnie lata życia. Grass ostatecznie po długiej wędrówce zrezygnował z zemsty na towarzyszach, a sam został zamordowany przez Indian dekadę później. Dzieło Alejandro González Iñárritu w tej kwestii zaskakuje. 
          Produkcja była brutalna. Opowieść przedstawiła fragment historii o napiętych kontaktach z indiańskimi plemionami. Nierzadko byli to ludzie bezwzględni i agresywni, ale z drugiej strony musieli się bronić przed wojskami białych ludzi - zamierzających ich pozbawić nie tylko ziemi, ale również życia (często dla zabawy). Aby przetrwać przerażające warunki surowego środowiska, należy żyć w zgodzie z matką naturą. Grass pokornie korzystał ze wszystkich wskazówek, jakie dawała mu przyroda. Jestem pod wrażeniem uporu i determinacji Amerykanina, który potrafił wygrać walkę z przeciwnościami losu.
           Film zawdzięcza swój sukces dzięki obsadzie. Leonardo DiCaprio po raz kolejny nie zawiódł swoich fanów, zagrał fenomenalnie. Aktor nie wcielił się w Grassa, on nim był! Wpatrywałam się w ekran zahipnotyzowana, gdy ledwo zipiący mężczyzna czołgał się w kierunku wody bądź szykował dla siebie nocleg we wnętrznościach konia. DiCaprio otrzymał Złotego Globa za niezapomnianą rolę oraz upragnionego Oscara. Bohaterem drugoplanowym był John Fitzgerald, którego wykreował Tom Hardy. Aktor przedstawił szereg różnych emocji, a jego gra została doceniona i Hardy także dostał nominację do Oscara.
            Moje serce skradły cudowne zdjęcia. Jak urzeczona przyglądałam się pięknym górom, lasom, rzece. Chciałabym kiedyś zobaczyć tak niesamowite miejsca na żywo. Ogromne brawa należą się jednak przede wszystkim charakteryzatorom. DiCaprio i Hardy zostali tak przebrani i przemalowani, że trudno byłoby ich rozpoznać w realu, charakteryzacje fantastycznie oddały klimat XIX w. życia w trudno dostępnych rejonach.
           ,,Zjawa" otrzymała 12 nominacji do Oscara, wygrała w 3 kategoriach. Film podobał mi się, chociaż był minimalnie za długi. Widzowie często zasłaniali oczy, aby nie patrzeć na przerażające sceny. Pani siedząca obok mnie wyglądała jakby za chwilę miała zemdleć i zsunąć się z fotela, więc ostrzegam, że jest to produkcja dla ludzi o mocnych nerwach. Polecam, moja ocena: 8/10.

piątek, 12 sierpnia 2016

Zdobycze 31

Siemka!
Czas na post z serii moich ulubionych :D Pochwalę się, co ostatnio otrzymałam ^^

1. Już jakiś czas temu dostałam takie oto wspaniałe prezenty od dziewczyn z bloga http://sisters92.pl/ 


2. Na Wrocławskich Targach Dobrych Książek dla Dzieci i Młodzieży wygrałam przepięknie wydany ,,Baśniobór. Przewodnik Opiekuna". Przy okazji będąc na targach dokonałam przyjemnych zakupów i dostałam kilka dodatków.


3. Ewelinka przywiozła mi z Hiszpanii kilka boskich suwenirów.


























4. Od kuzynki Karoliny dostałam na imieniny taki o to prezencik :


5. Na blogu http://moj-kosmetyczny-punkt-widzenia.blogspot.com/ wygrałam kosmetyczną niespodziankę, bardzo mi przypadła do gustu.


6. Na blogu https://dobredlaurody.blogspot.com/ wygrałam paski wybielające. Świetnie się składa, wypróbuję je pod koniec sierpnia tuż przed weselem kuzynki. Jestem ciekawa efektów :)


7. Będąc w sklepie Yves Rocher dostałam gratis torbę na zakupy i żel chłodzący.


8. Na blogu http://pasje-fascynacje-mola-ksiazkowego.blogspot.com/ wygrałam 2 książki, które sama sobie wybrałam.


W przyszłym tygodniu będę mieć trochę więcej wolnego czasu, więc na pewno nadrobię zaległości na Waszych blogach. Pozdrawiam serdecznie, miłego weekendu! :*

czwartek, 4 sierpnia 2016

Denko 38 - lipiec

Siemanko!
Czas na denko kosmetyczne z lipca :)



1. Odżywka regenerująca L'oreal Total Repair (włosy zniszczone)

Cena ok. 8 zł. Mam włosy przesuszone farbowaniem, produkt bardzo przypadł mi do gustu. Moja fryzura nabrała blasku, dobrze się rozczesywała, była miękka w dotyku. Włosy  nie przetłuszczały się, a w dodatku długo pięknie pachniały.

 







                                           Czy kupię ponownie? Tak


 
2. Żel pod prysznic Green Pharmacy (oliwki i mleko ryżowe)
Skóra po jego używaniu była aksamitna i dobrze nawodniona. Żel pienił się idealnie, miał przyjemny zapach. Produkt cechował się wydajnością. Nie zawierał parabenów i silikonów. 

Czy kupię ponownie? Tak





3. Mleczko do demakijażu (cera sucha i wrażliwa) Oriflame

Już dawno nie miałam żadnego kosmetyku z tej firmy, a tym bardziej mleczka do demakijażu, bo od dawna używam już micelków bądź toników. Nie mniej jednak do produktu nie mam żadnych zarzutów. Usuwał makijaż poprawnie, pozostawiając uczucie nawilżenia i komfortu. Cera wyglądała na wypoczętą, była miękka w dotyku. Mimo wszystko odzwyczaiłam się już od stosowania mleczek więc, traktuje je raczej jako chwilową przygodę.
Czy kupię ponownie? Nie wiem

 

4. Krem do rąk: glicerynowy nawilżający (aloes, zielona herbata) - skóra sucha - Cztery pory roku
 
Cena ok. 5 zł. Produkt świetnie nawadniał dłonie, nie powodował efektu lepkości.
 






Czy kupię ponownie? Tak






5. Krem do rąk: glicerynowo wygładzający (cytryna i limonka, olejek rycynowy) - skóra szorstka - Cztery Pory Roku
Cena ok. 5 zł. Kosmetyk dobrze nawilżał skórę, szybko się wchłaniał. 
 







Czy kupię ponownie? Tak





6. Proszek do peelingu - tester
Kuleczki mocno zdzierały, używałam zazwyczaj wraz z żelem pod prysznic. Byłam zadowolona i moje ciało (doskonale oczyszczone) również.
Czy kupię ponownie? Tak

7. Złuszczający zabieg do stóp Marion Spa

 
Cena ok 8 zł. Producent obiecał mi efekt gładkich stóp jak po zabiegu pedicure. W opakowaniu znajdowały się 2 pary skarpetek (damskie i męskie) oraz aktywny płyn. Według wskazówek na pudełku - złuszczanie obumarłego naskórka miało nastąpić w ciągu 3-7 dni po użyciu skarpetek. Minęły dwa tygodnie, proces schodzenia skóry przeszedł prawie niezauważony. Moje stopy niewiele się zmieniły. Złuszczanie wystąpiło, lecz minimalne. Nie takiego słabego efektu oczekiwałam.
Czy kupię ponownie? Nie
 
8. Wyrównujący żel z wapniem (utwierdzacz-baza) KillyS
Byłam zachwycona tym produktem. Kiedy go używałam, moje paznokcie zdecydowanie uległy wzmocnieniu, mogłam je zapuścić na szaloną długość - aż znajomi pytali się mnie czy mam tipsy. Kiedy żel się skończył, niestety moje paznokcie wróciły do poprzedniego stanu, także muszę pokusić się o kolejną sztukę.
Czy kupię ponownie? Tak

 
 
9. Sudocrem 250 g. krem barierowo - ochronny dla dzieci i dorosłych z problemami skóry
Cena ok. 22 zł. To mój jedyny i najlepszy pomocnik w walce z pryszczami. Po posmarowaniu nim niedoskonałości, szybko mogę nacieszyć się z powrotem piękną i gładką cerą. Szkoda, że nie wszystkim pomaga, ale dla mnie jest to KWC od 4 lat! Nawet pisząc posta mam na twarzy punktowo Sudocrem :D
Czy kupię ponownie? Tak











10. Korektor kryjący w płynie
Niestety, zmyły się szybko literki i nie pamiętam jakiej marki był ten kosmetyk :( Na pewno nie kosztował dużo, a krył niedoskonałości idealnie.
Czy kupię ponownie? Tak (jak przypomnę sobie firmę)

11. Wata kosmetyczno - higieniczna Holpol
Cena ok 4 zł. Używałam do zmywania lakieru z paznokci, dla mnie wychodzi to ekonomiczniej niż zakup płatków, bowiem wata wystarcza mi na dłużej.
Czy kupię ponownie? Tak

 

12. Oliwkowy peeling drobnoziarnisty Verona
Produkt cechował się drobnymi, złuszczającymi ziarenkami. Jego działanie wspominam bez zarzutu - usuwał obumarłe komórki i wygładzał cerę. 
Czy kupię ponownie? Tak









13. Maszynki do golenia Bic twin lady (5 sztuk)
Cena ok. 6 zł. Maszynki całkiem w porządku, szybko się nie tępiły, a rączki nie łamały (jak to kiedyś miałam nieprzyjemność z innymi firmami).
Czy kupię ponownie? Tak

W lipcu trochę poszalałam, wydałam na kosmetyki ok. 105 zł, a sierpień zapewne będzie jeszcze droższy, bo zbliżają się 2 wesela i trzeba się trochę obkupić. Znacie coś z mojego denka? :) 
P.S. Zaległości na Waszych blogach nadrobię w miarę moich możliwości, w tym miesiącu mam napięty harmonogram i mało czasu.. Często sama już zapominam jak się nazywam :/ Pozdrawiam ciepło!

sobota, 30 lipca 2016

Nienawistna ósemka

Hej!
Dzisiaj recenzja filmowa :)





Tytuł: ,,Nienawistna Ósemka"
Reżyseria: Quentin Tarantino
Rok produkcji: 2015
Czas trwania: 2.47 h.
Gatunek: Western










Fabuła:
          Dwóch łowców głów ucieka przed śnieżycą. Wraz z woźnicą, szeryfem i zbiegłą przestępczynią, mężczyźni zatrzymują się w gospodzie. W zacisznym schronieniu przebywa już czworo nieznajomych gości. Każdy z bohaterów chce dotrzeć do pobliskiego Red Rock, jednak plany wszystkich uczestników komplikują się. Kto rozpocznie krwawą jatkę i z jakiego powodu? Ile ostatecznie będzie ofiar w Pasmanteria Minnie?

          Lubię filmy Quentin Tarantino. Jego produkcje są wulgarne, groteskowe, brutalne, zawierające elementy czarnego humoru. Z niecierpliwością czekałam na kolejne dzieło amerykańskiego mistrza. Niestety, ,,Nienawistna Ósemka" to najsłabsza obejrzana przeze mnie do tej pory propozycja Tarantino. Pierwsza połowa westernu trochę nudziła, a dialogi średnio śmieszyły. Ostatnia godzina produkcji jednak wgniotła mnie w fotel i zrekompensowała początkowe ziewanie. Niemniej jednak, czegoś mi w ,,Nienawistnej Ósemce" zabrakło... rozwiązanie opowieści było interesujące, ale generalnie w historii zauważyłam nieścisłości, brak sensu, naciągane wątki. 
           Western podobał mi się ze względu na świetny soundtrack i genialne zdjęcia. Obsadę również oceniam pozytywnie. Byłam szczególnie pod wrażeniem gry Jennifer Jason Leigh, która wcieliła się w postać poszukiwanej zbrodniarki - przerażającej Daisy Domerque. Kobieta za swoją rolę otrzymała nominację do Oscara za najlepszą aktorkę drugoplanową. Ucharakteryzowana przestępczyni, kierująca się złymi emocjami i brakiem taktu budziła mój lęk i obrzydzenie. Doceniam także idealnie dobranych ,,nienawistnych" bohaterów czyli: Samuela L. Jacksona, Kurta Russella, Waltona Gogginsa, Demiana Bichir, Tima Rotha, Michaela Madsena, Bruce Derna. Zadziwił mnie widok Channinga Tatuna, który wypadł blado na tle swoich kolegów z branży. 
            Ogólnie film przypadł mi do gustu, ale spodziewałam się większego ,,wow". Fanom Tarantino oczywiście polecam. Zapewniam, że sceny są jak zawsze drastyczne, odpychające, a żarty skandaliczne. Moja ocena 6/10. 

wtorek, 26 lipca 2016

Notatki geologa. Szmaragdy, złoto i ... smak przygody.

Cześć!
Zapraszam na moją opinię na temat książki, którą dostałam w zeszłym roku od autora.





   Tytuł: ,,Notatki geologa. Szmaragdy, złoto i ... smak przygody"
   Autor: Andrzej Śliwa
   Okładka: miękka
   Rok wydania: 2015
   Ilość stron: 184








         Zawód geologa od zawsze mnie fascynował. Kiedy byłam dzieckiem, często marzyłam o studiach w tym kierunku, ale rzeczywistość zredukowała moje plany. Przyznam, że czytając książkę zdziwiłam się jaka ciężka jest to praca. Trzeba mieć wielkie umiejętności w zakresie geograficznym, posiadać szeroką wiedzę z biologii, fizyki, charakteryzować się umysłem analitycznym, a zdolność przystosowania się do egzystowania w nietypowych warunkach to konieczność. Szalenie podziwiam talenty Śliwy, bowiem z książki dowiedziałam się wielu ciekawych informacji o życiu specjalisty, który przedstawił swój zawód jako niełatwy, ale dający wiele satysfakcji. Autor tak opisał doświadczenia doznane w pracy, że od razu widać, iż geologia jest jego prawdziwą pasją. Śliwa zobrazował codzienne zmagania z różnymi przeciwnościami losu, okazało się, że posada fachowca to nie tylko poszukiwania i eksploatacja złóż czy urzędowanie przy biurku i wypełnianie dokumentów lecz przede wszystkim szybkie i sprawne działania w każdej, nawet beznadziejnej sytuacji np. podczas spotkań z żołnierzami.
        ,,Notatki geologa.." to zbiór luźnych myśli autora. Mężczyzna chętnie powrócił do wspomnień z barwnej przeszłości na łamach książki. Lektura nie jest gruba objętościowo, ale czytałam ją dosyć długo i uważnie, bo momentami zawierała wiele szczegółów z funkcjonowania kopalń czy produkcji szmaragdów bądź złota. Najbardziej podobały mi się anegdotki z życia Śliwy, który podzielił się z czytelnikami wyznaniami na temat życia w najdalszych zakątkach świata. Niektóre fragmenty rozbawiły mnie, inne zaskoczyły. Chłonęłam opowieści o spotkaniach z niebezpiecznymi wężami i innymi - groźnymi zwierzętami w Afryce. Dowiedziałam się istotnych informacji o tropikalnych chorobach czy lokalnych tradycjach. Oczami wyobraźni zobaczyłam postsowiecką prowincję w Kazachstanie, gdzie akcja książki miała miejsce na byłym atomowym poligonie.
         Lektura podobała mi się, ale po jej zakończeniu odczułam lekki niedosyt. ,,Notatki geologa..." podzielone zostały na 3 części, z których zdecydowaną większość zajęły wspomnienia z Afryki (rozdział o Chile miał tylko 4 strony). Chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej o pracy w Azji bądź pobycie autora w Ameryce Południowej. Dobrym pomysłem było umieszczenie w książce kolorowych fotografii podsumowujących przeczytaną lekturę. Moja ocena: 6.5/10.

piątek, 22 lipca 2016

Dzień Świra

Hej!
Dzisiaj recenzja kultowego, polskiego filmu!





   Tytuł: ,,Dzień świra"
   Reżyseria: Marek Koterski
   Gatunek: Komediodramat, psychologiczny
   Czas trwania: 1.33 h
   Rok produkcji: 2002











Fabuła:
        Adaś Miauczyński jest zmęczony życiem. Wszystko go drażni, a przypadkowe osoby wyprowadzają z równowagi. Główny bohater niewiele zarabia, a jego stosunki z rodziną nie układają się. Mężczyzna nie potrafi rozstać się z rutyną i codziennymi natręctwami, a kiedy udaje mu się pojechać na urlop, aby odpocząć nad polskim Bałtykiem, okazuje się, że uciec od własnej frustracji nie jest wcale tak łatwo.

        Wielu z nas nosi w sobie cechy Miauczyńskiego. Ja także identyfikuję się z Adasiem. Chętnie przytoczę ulubione cytaty, które często doskonale oddają stan mojego przygnębionego ducha: ,,Boję się nocy. Raczej nie to, nie mogę położyć się spać. Mimo, że jestem zmęczony i senny, jakiś niepokój ściskający serce, że jak to, to już koniec dnia? Już się nic dzisiaj nie zdarzy?"; ,,Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?"; ,,Boję się rano wstać, boję się dnia, codziennie rano boję się otworzyć oczy, ze strachu przed świtem, zupełnie nie wiem, co zrobić z nadchodzącym dniem. No nie mogę. Mam niby jakieś obowiązki, a przecież – pustka, jakby zupełnie nie miało znaczenia czy wstanę czy nie wstanę, czy zrobię coś, czy nie zrobię (ja pierdolę), higiena, jedzenie, praca, jedzenie, praca, palenie, proszki, sen. (Ja pierdolę, kurwa)"; ,,Jestem skrajnie wyczerpany, a przecież jest rano..." i zdecydowanie najlepszy: ,,Nikt i nic mnie już nie czeka! Nie widzę przed sobą przyszłości! Jestem w proszku! W rozsypce! Wypalony! Rozmontowany! Śmiertelnie zmęczony, chociaż niczego w życiu nie dokonałem! Muszę przystanąć w biegu, chociaż nigdzie nie dobiegłem. I odpocząć! Odpocząć za wszelką cenę!".
          Główny bohater jest rozdrażniony, jego żale są zazwyczaj uzasadnione. Dlaczego właściciele piesków nie sprzątają kup swoich pupilów z chodników/trawników, a matki nie chcą wysłuchać dzieci i zakładają, że gorąca zupa to lek na całe zło? Czy w pociągu zawsze muszą dosiąść się ,,zwariowane wariaty", tak aby człowiek nawet na chwilę nie mógł pobyć sam ze swoimi myślami? 
        Tylko co, jeśli nasz gniew jest niepotrzebny? Wszak nie tylko my mamy problemy, zdarza się, że denerwujemy się na hałasujących sąsiadów, a przecież oni też potrzebują rozładunku emocjonalnego. 
        Adaś Miauczyński jest romantykiem, niestety, obecne czasy ciężkie  dla wrażliwych osób. Ludzie żyjący marzeniami spychani na margines przez zdecydowane jednostki biegnące po trupach do celu. Kiedy wpadnie się w depresyjny dół, nie jest prosto z niego wyjść, a otoczenie wcale nie pomaga, bo zajęte jest życiem w konsumenckim pędzie, zarabianiu i wydawaniu hajsu, gromadzeniu dóbr materialnych, wdrapywaniem się po szczeblach kariery. Nagle okazuje się jednak, że czas pędzi coraz szybciej, frustracje sięgają zenitu, a kwestia przegranej - niedokończonej egzystencji zaczyna palić od środka. 
          Codzienność przytłacza do tego stopnia, że zaczynamy tracić kontrolę nad naszym zachowaniem i bez namysłu odgapiamy nawyki nieznajomych. Wszyscy zmieniają miejsce w tramwaju - bo bliżej okna, drzwi, kierowcy, a może dalej od sąsiada - więc ślepo podążamy za tłumem. Śpieszymy się do domu, ale czy faktycznie musimy? Dlaczego ciągnie biegniemy... zamiast przystanąć chociaż na chwilę, docenić piękno świata, odetchnąć głęboko.
          Obsada ,,Dnia Świra" jest idealna. Marek Kondrat zagrał Miauczyńskiego perfekcyjnie. Z głównego bohatera można się śmiać bądź mu współczuć, ale przy okazji doskonale rozumieć. Kondrat przedstawił portret człowieka cierpiącego, znudzonego obojętnością świata, przeklinającego swój los lecz uparcie podążającego w otchłań beznadziei i smutku. Postać drugoplanowa doskonale uzupełniająca życiorys Adasia to jego synek Sylwuś, w którego wcielił się Michał Koterski. Syn reżysera został dobrany idealnie do roli nieszczęśliwego chłopca, przekształcającego się w kopię niezaradnego ojca, wszak wypowiedzi Koterskiego nie można zapomnieć. W produkcji wzięła udział plejada gwiazd polskiej kinematografii, dlatego też komediodramat stał się głośnym hitem, wystąpili w nim m.in. Joanna Sienkiewicz, Andrzej Grabowski, Cezary Żak, Cezary Pazura, Ewa Ziętek, Anna Powierza, Piotr Machalica, Zbigniew Buczkowski i inni.
           Film jest tak prawdziwy, że aż boli; ogrom wulgaryzmów tylko potęguje dramatyzm. Niektóre sceny bawią, lecz skłaniają do wielu refleksji, bowiem opowieść o szarym człowieku ma tak naprawdę słodko - gorzki smak. Wyśmiewamy natręctwa bohatera, zapominając o własnych dziwnych przyzwyczajeniach. Mnie osobiście denerwują otwarte szafy, szuflady. Kiedy nie domknę szafki i zauważę mój błąd leżąc już w łóżku, muszę wstać i ją zamknąć, inaczej nie zasnę, bo mnie to rozprasza. Naukę zaczynałam zawsze od pełnych godzin, a jeśli się spóźniłam (zazwyczaj specjalnie), czekałam aż wskazówki zegara dojdą na wyznaczoną pozycjęW dzieciństwie otrzymałam jeżyka do układania w nim kredek. Wszystkie kredki musiały stać w szeregu od najmniejszej do największej, żadna nie mogła zmienić swojego miejsca. Kiedy przychodzili do mnie rówieśnicy, wprowadzali do jeżyka chaos! Szalenie działał mi na nerwy ich zwyczaj wrzucania kredek byle gdzie! Wieczory spędzałam w naprawianiu szkód i mierzyłam kolorowe ołówki linijką, aby przywrócić dawny ład. Kolejność miała znaczenie, liczyły się milimetry.
           Wiele scen rodzimej produkcji zyskało status kultowych jak chociażby rozmowa ojca z synem po angielsku (,,To be, kurwa! Or not to be?!") czy jedzenie śniadania przez głównego bohatera oglądającego ogłupiające reklamy w telewizji. Natomiast do moich ulubionych należą dwie - przerażające, ponadczasowe, i pomimo tego, że od premiery komediodramatu minęło już 16 lat - ciągle aktualne. Pierwsza odnosi się do polskich polityków, którzy ciągle kłócą się ze sobą, kto ma rację, ale ich spory powodują jedynie, że ojczyzna od lat krwawi. Druga to sławna już ,Modlitwa Polaka", gdzie stojący na balkonach sąsiedzi nie proszą Boga o nic dla siebie, lecz wznoszą modły o jak największe nieszczęścia dla ludzi mieszkających w pobliskim otoczeniu.
          ,,Dzień świra" to jeden z najwyżej ocenianych przeze mnie filmów, dzieło Koterskiego widziałam już kilkanaście razy i na pewno nigdy mi się nie znudzi. Jak mniemam większość czytelników oglądała już tę produkcję, a jeśli nie to zachęcam! Moja punktacja to 10/10. Jakie są Wasze ulubione sceny ,Dnia Świra"? :)

poniedziałek, 18 lipca 2016

Żabek i Ropuch. Przyjaźń.

Witajcie!
W zeszłym roku wybrałam się na Wrocławskie Targi Dobrych Książek. Gościem specjalnym piątkowego wieczoru był Wojciech Mann, który podpisywał przetłumaczoną przez siebie serię książek dla dzieci. Moim zamiarem było kupienie jednej lektury chrześnicy, ale pod wpływem impulsu wybrałam również drugą książkę dla siebie :D Kolejka do dziennikarza była szalenie długa, ale udało mi się otrzymać autografy i zrobiłam sobie z Mannem również pamiątkowe zdjęcie ^^




    Tytuł: ,,Żabek i Ropuch. Przyjaźń"
    Autor: Arnold Lobel
    Okładka: twarda
    Rok wydania: 2015
    Ilość stron: 66











          Seria o Żabce i Ropuchu podbiła serca czytelników na całym świecie. Niedawno przygody płazów ukazały się także w Polsce. Postanowiłam rozpocząć przygodę ze zwierzątkami od tomu pierwszego. Książka porusza ważny temat jakim jest przyjaźń. Żabek i Ropuch nie potrafią bez siebie żyć, wspierają się podczas smutnych chwil, ale i nie szczędzą sobie słów krytyki, gdy sytuacje tego wymagają.
          Lektura została pięknie wydana, cechuje się cudownymi ilustracjami i interesującą treścią. Czcionka jest duża, książkę czyta się bardzo szybko. 5 krótkich rozdziałów skłania do przemyśleń. Najbardziej do gustu przypadła mi ostatnia opowieść, gdy Ropuch z utęsknieniem czekał na list, którego nigdy nie otrzymał. Żabek postanowił sam napisać do kolegi kilka wzruszających słów ,,Drogi Ropuchu, cieszę się, że jesteś moim najlepszym przyjacielem. Twój najlepszy przyjaciel Żabek". Tak niewiele wystarczy, aby dodać otuchy najbliższej osobie, prawda? :)
        Dodatkiem do lektury jest duża zakładka w kształcie żabki. Myślę, że taka książeczka spodoba się nie tylko dzieciom; mnie bardzo przypadła do gustu i chętnie poznam kolejne dzieła amerykańskiego autora. Moja ocena: 8/10.