piątek, 27 lutego 2015

Koncertowo - Mrozu

Siemanko!
Dzisiaj podzielę się z Wami moimi wrażeniami z koncertu Mroza!

       Wczoraj we wrocławskim klubie Alibi odbył się wspaniały występ zdolnego i przystojnego wokalisty :) Jedynym minusem był fakt, że piosenkarz spóźnił się ok. 1 godziny, ale warto było na niego czekać. Łukasz Mróz rozgrzał liczną publiczność: od najmłodszych dzieci (maciupkich, niedawno urodzonych ze słuchawkami na uszach, żeby nie ogłuchły - pierwszy raz widziałam takie zjawisko na koncercie :O) z rodzicami, do wiekowych już osób. Wszyscy bawili się świetnie w rytm żywiołowej muzyki Mroza, a jeden sektor należał także do dużej rodziny wokalisty, którego rodzinnym miastem jest właśnie Wrocław. 

      Piosenkarz zaśpiewał swoje największe hity, świetnie tańczył i do samego końca był wierny swojemu image (nie ściągnął ulubionych okularów aż do zejścia ze sceny). Miłym gestem było zaproszenie na podest chorego chłopca, który towarzyszył mu przez jeden utwór. 




Po koncercie Mrozu rozdawał podpisywał autografy i pozował do zdjęć. Rozdawał swoje plakaty i całusy wybranym osobom (oczywiście mnie ominął, ale moją koleżankę Monikę z radością przytulił i cmoknął w ramach przeprosin, że pomylili się w imionach). Z niecierpliwością czekam na kolejny występ piosenkarza we Wrocławiu. Z entuzjazmem wspominam energię Mroza śpiewającego ,,Miliony monet" czy ,,Nic do stracenia" :)


Tymczasem pakuję się na jutrzejsze Targi Turystyczne w stolicy Dolnego Śląska. Z radością wysłucham wykładów Beaty Pawlikowskiej czy Aleksandra Doby. Miłego weekendu! :)

środa, 25 lutego 2015

Jego wysokość Longin

Hej!
Dzisiaj recenzja książki znanego prezentera :)




   Tytuł: ,,Jego wysokość Longin"
   Autor: Marcin Prokop
   Rok wydania: 2014
   Ilość stron: 160
   Okładka: twarda









       Wydana książka to wspomnienia autora dotyczące lat 70 analizowane z perspektywy małego chłopca (oznaczone elementami fikcji).
       Marcin jest wysokim dzieckiem, więc znajomi nadali mu pseudonim Longin. Młody uczeń opowiada o swoich szkolnych i rodzinnych przygodach oraz absurdach PRL-u.
        Perypetie głównego bohatera zostały opisane w sposób humorystyczny - lekki styl pisania rozśmieszał do łez niemal na każdej stronie. Szczególnie rozdział, w którym Longin poszedł na religię w kozakach babci rozbawił mnie szalenie. Czytając lekturę naprawdę słyszałam głos Prokopa i jego znany żartobliwy język. Autor przedstawił fragmenty swojego beztroskiego dzieciństwa w szarym blokowisku, kiedy to zabawa z kolegami na świeżym powietrzu była fantastyczną zabawą. W książce nie brakowało wielu odwołań do PRL- u - jak ludzie walczyli wówczas o swój byt stojąc w długich kolejkach do sklepów a dzieci zajadały się chlebem z cukrem (traktując go jako największy rarytas). ,,Jego wysokość Longin" zawiera także kilka zdjęć z dzieciństwa Prokopa oraz genialne ilustracje autorstwa Joanny Rusinek. Lektura składa się z dziesięciu rozdziałów, które przeczytałam w dwie godziny. Książka przypadnie do gustu nie tylko dzieciom, ale również dorosłym. Warto przenieść się kilkadziesiąt lat wstecz do świata pozbawionego telefonów komórkowych, komputerów; gdy młodość żyła w zwolnionym tempie na podwórku - w otoczeniu smutnych budynków, a była jednak o wiele atrakcyjniejsza i bardziej wartościowa niż dzisiaj. Lektura niezwykle mi się spodobała, a jej jedyny minus to taki, że zbyt szybko się kończy. Moja ocena: 9/10.

,,Jego wysokość Longin" bierze udział w wyzwaniu: POLACY NIE GĘSI III

poniedziałek, 23 lutego 2015

Carte Blanche

Hej!
Niedawno byłam w kinie na filmie Carte Blanche, produkcja bardzo mi się spodobała, więc tym chętniej sięgnęłam po papierowe dzieło Lusińskiego.





    Tytuł: ,,Carte Blanche"
    Autor: Jacek Lusiński
    Ilość stron: 206
    Rok wydania: 2015
    Okładka: miękka








Fabuła:
        Książka oparta na faktach. Kacper uczy w szkole historii. Jest uwielbiany przez młodzież, potrafi w sposób ciekawy przekazać im swoją wiedzę. Mężczyzna szybko zauważa, że jego wzrok stale się pogarsza. Bohater dowiaduje się, że cierpi na zwyrodnienie barwnikowe siatkówki. Jego nieuleczalna choroba prowadzi do całkowitej ślepoty. Kacper nie ma zamiaru się poddawać. Kocha wybrany zawód i zamierza ukryć diagnozę przed uczniami, chce pomóc im w zdaniu matury.

         Faktycznie, lektura zawierała więcej szczegółowych informacji niż film. Lusiński napisał książkę prostym, interesującym językiem. ,,Carte Blanche" podzielona została na krótkie rozdziały, które czytało się bardzo szybko. Zauważyłam, że w papierowym egzemplarzu nie przeszkadzał mi romans Kacpra z Ewą - nauczycielką j. polskiego. W kinowym hicie, gorące uczucie jednak trochę przesadnie wyolbrzymiono.
       Na minus zasługuje filmowa okładka, która nakazuje utożsamiać tracącego wzrok głównego bohatera z Chyrą. Uczciwie przyznam, że książka nie wywołała we mnie tylu wyczekiwanych emocji jak obejrzana wcześniej produkcja. Podczas seansu w kinie wielokrotnie miałam oczy mokre od łez. Proces utraty wzroku został przedstawiony profesjonalnie z perspektywy Kacpra, a w lekturze było to jedynie niepełne zobrazowanie kalectwa. Moja wyobraźnia nie aktywowała we mnie oczekiwanych wzruszeń. Namawiam do zapoznania się z niesamowitą historią nawiązującą do losów Macieja - nauczyciela z Lublina. Książce przyznaję ocenę tylko 7/10, film przypadł mi do gustu bardziej.

,,Carte Blanche" bierze udział w wyzwaniach: POLACY NIE GĘSI III oraz CZYTAM ZEKRANIZOWANE POWIEŚCI

sobota, 21 lutego 2015

Mandarynki

Hej!
Przedstawiam kolejny post z serii filmów nominowanych do Oscara.





    Tytuł: ,,Mandarynki"
    Reżyseria: Zara Urshadze
    Czas trwania: 1. 30 h.
    Rok produkcji: 2013
    Gatunek: dramat, wojenny








Fabuła:
      1992 r. - początek strasznej wojny, Abchazja chce odłączyć się od Gruzji i odzyskać niepodległość. Dwaj Estończycy (plantatorzy mandarynek) postanawiają pomóc rannym żołnierzom, którzy okazują się być wrogami walczącymi w różnych armiach.

        Historia niewielkiej Abchazji jest krwawa. Od IV w. była ona pod wpływami Gruzji lecz charakteryzowała się suwerennością, w tym czasie państwo schrystianizowano. W X w. Gruzja przyłączyła Abchazję do swojego kraju. Następnie, od XV do XIX stała się księstwem zależnym od Turcji, która rozpoczęła na nowym terytorium długi proces islamizacji. W 1810 r. Abchazja została włączona do Rosji. 
        W latach 1992 - 1993 trwała wojna, która miała na celu osiągnięcie przez Abchazję niepodległości. Gruzini absolutnie nie zgadzali się na wolność kraju, twierdzili (i nadal twierdzą), że jest to ich własność, natomiast Abchazję popierała Rosja. Państwo proklamowało niezależność, którą do tej pory uznały jedynie cztery mocarstwa: Rosja, Nikaragua, Wenezuela, Nauru. Wojna abchaska stała się symbolem najpoważniejszego konfliktu etnicznego w Gruzji. Podczas walk zginęło tysiące niewinnych cywilów, miały miejsce przerażające zbrodnie wojenne. Gruzini niszczyli zabytki kultury abchaskiej, mordowali wrogów; natomiast Abchazja wygrała walki dzięki pomocy Rosji i wygnała z kraju 200 tysięcy Gruzinów - zajmując ich domy.

        W Abchazji mieszkało wielu Estończyków lecz wraz z wybuchem wojny powrócili oni do ojczyzny. W filmie możemy poznać dwóch starszych mężczyzn, którzy nie zdecydowali się na wyjazd do praktycznie obcego im kraju. W Abchazji się urodzili, wychowali, tam była ich ziemia - na niej ciężko pracowali hodując mandarynki.
      Niespodziewanie, bohaterowie zostali świadkami strzelaniny, skutkiem której zginęło 2 Gruzinów i 1 Czeczen (Czeczeni byli najemnikami Rosji i walczyli po stronie Abchazji). Konflikt przeżył Gruzin i Czeczen, Estończycy postanowili uratować żołnierzy. Nika i Ahmed powracali do zdrowia w chatce Iva. Początkowo, wrogowie jawnie okazywali sobie brak szacunku, jednak z biegiem czasu zawiązała się między nimi nić porozumienia, która mogła doprowadzić nawet do przyjaźni, lecz wówczas wydarzyła się tragedia...

        Film bardzo mi się podobał, w sposób prosty przedstawił mądre treści, obnażył prawdziwą głupotę wojny. Walczący przeciwko sobie ludzie wstępowali do armii z poczucia obowiązku, dla pieniędzy; wykonywali swoje obowiązki - nie zastanawiając się nawet nad sensem konfliktu. Rządy kazały im się nawzajem nienawidzić, więc wykonywali posłusznie ich polecenia. Ivo namawiał rannych chłopaków do pogodzenia się ze sobą, tak naprawdę niczym się przecież od siebie nie różnili - najważniejszą kwestią jest zobaczyć w drugiej osobie wyłącznie człowieka, a nie osobę innej nacji. Ahmed był muzułmaninem - modlił się do Allaha, Nika nosił krzyż na szyi - należał do kościoła prawosławnego; różne religie nie przeszkodziły im ostatecznie w zawarciu porozumienia, żołnierze nauczyli się tolerować swoje wybory. Kiedy Ahmed oskarżał Nikę o zamordowanie jego przyjaciela, Ivo uświadomił mu jego wątpliwą przyczynę agresji - wszak Czeczen zabił przecież 2 wspólników Gruzina. Każde życie jest tak samo ważne, kłótnie o ich wartość pozbawione są logiki.
        W produkcji wystąpiły 4 główne postacie: Ivo (Lembit Ulfsak), Margus (Elmo Nüganen), Ahmed (Giorgi Nakashidze) i Nika (Mikheil Meskhi). Wszyscy aktorzy doskonale zagrali swoje role, w wielu momentach doprowadzali mnie do wzruszeń i wielu refleksji na temat braku sensu wojny. Tło akcji było przepięknie, ciepła jesień uczestnicząca w wiosce - wskazała na jeszcze jednego cichego bohatera: mandarynki. Dla Margusa stanowiły one istotę jego egzystencji, trafnie podsumował swoje myśli - mówiąc: ,,Nie chodzi o pieniądze, tylko o zmarnowany urodzaj". Niesamowity film, który koniecznie trzeba obejrzeć. Wiem, że jako Polka powinnam kibicować ,,Idze" w otrzymaniu Oscara, jednak dzieło Urshadze jest po prostu lepsze od rodzimego kina. Dla mnie to arcydzieło, 10/10.




Edit:
A jednak ,,Ida", gratulacje!





































































piątek, 20 lutego 2015

Whiplash

Cześć!
Kontynuując przygodę z filmami nominowanymi w 2015 r. do Oscara skusiłam się na seans z ,,Whiplash".





    Tytuł: ,,Whiplash"
    Reżyser: Damien Chazelle
    Czas trwania: 1. 43 h
    Gatunek: dramat muzyczny
    Rok produkcji: 2014








Fabuła:
        19 letni Andrew spełnia swoje marzenie - zostaje przyjęty do najlepszej akademii muzycznej w kraju. Bohater ciężko ćwiczy grę na perkusji każdego dnia. Kiedy poznaje wymagającego nauczyciela, chce udowodnić całemu światu, że jest wybitnym uczniem. Pasja chłopaka przeradza się w krwawą determinację zrealizowania fantazji o międzynarodowej karierze.

        Niemal dwie godziny siedziałam na kanapie zahipnotyzowana wpatrując się w ekran. Film trzymał mnie w napięciu do ostatniej sekundy mocniej niż niejeden thriller. Rytmicznie uderzałam palcami o kolana i machałam głową do taktu. Każdy moment produkcji pozytywnie mnie zaskakiwał. 
       Jednym z moich niespełnionych marzeń jest gra na perkusji. ,,Whiplash" rewelacyjnie przedstawił kulisy morderczej pracy muzyka. Stukanie pałeczkami absolutnie nie jest tak łatwe jak może się tylko wydawać. Aby zostać mistrzem w danej dziedzinie niezbędny jest talent ale przede wszystkim upór, wiara we własne siły. Główny bohater zdecydował się poświęcić życie dla pasji. Głównym celem Andrew była kariera, nie potrzebował przyjaciół, dziewczyny. Nie mógł znieść myśli, że któryś z kolegów może być lepszy od niego, co wyzwoliło w nim negatywne emocje. 27 letni Miles Teller doskonale wcielił się w rolę egoistycznego ucznia. Ze źródeł wyczytałam, że aktor w większości scen sam przedstawił genialną grę na perkusji, tym większe brawa należą się artyście.
        Nie mniej jednak, to J.K. Simmons jako Terence Fletcher stał się moim filmowym faworytem. Wybitny aktor idealnie zaprezentował surowego nauczyciela, który chcąc zmotywować uczniów nierzadko ich obrażał, dręczył psychicznie, szantażował. Mam nadzieję, że za swoją perfekcyjną grę aktor zostanie uhonorowany zasłużonym Oscarem.
       Niewątpliwym plusem produkcji jest jazzowa muzyka. Nie mogę przestać słuchać cudownego soundtracku, jestem nim zauroczona. Utwory są fenomenalne, magiczne.
        Jestem zaskoczona wysokim poziomem dzieła Chazelle'a. Zorientowałam się, że reżyser skończył dopiero 30 lat, a ,,Whiplash" już zakwalifikowano do grona arcydzieł! Fabuła dramatu wydaje się być banalna, lecz wcale taka nie jest. Scenariusz opisuje trudne dążenie do perfekcji, którą można uzyskać jedynie poprzez krew, pot i łzy. Realizowanie swojej pasji kosztuje dużo zdrowia i nerwów, a osoby słabe psychicznie odpadną już na początku wyścigu. Treningi przekształcą pasjonatów w mistrzów, ale dalsza ich kariera możliwa będzie przede wszystkim dzięki pomocy wymagających nauczycieli. Moja ocena 9/10.

środa, 18 lutego 2015

Grand Budapest Hotel

Cześć!
Postanowiłam, że w najbliższym czasie będę oglądać filmy nominowane w tym roku do Oscara. Do tej pory widziałam jedynie ,,Idę". Dzisiaj wybrałam zwycięzcę Złotych Globów w kategorii ,,Komedia lub Musical".


     



    Tytuł: ,,Grand Budapest Hotel"
    Reżyseria: Wes Anderson
    Czas trwania: 1.40 h
    Gatunek: komedia
    Rok produkcji: 2014









Fabuła:
       Akcja ma miejsce gdzieś w Sudetach w Republice Żubrówki. Zero Moustafa opowiada przyjezdnemu do hotelu pisarzowi swoją historię. W XX w. tuż przed nadciągającą wojną, Zero został zaufanym lobby boy'em konsjerża Gustave, który odziedziczył majątek po zmarłej Madame D. Pana Gustave oskarżono o morderstwo oraz kradzież wartościowego obrazu ,,Chłopiec z jabłkiem". Pracownicy hotelu wpadli w ogromne tarapaty, gra o ich życie stała się emocjonująca.

       Republika Żubrówki to państwo w rzeczywistości nie istniejące, chociaż przypomina trochę Austro-Węgry. Zbliżający się konflikt zbrojny podobny jest do II wojny światowej, ale to nie jest to samo wydarzenie. 
     Anderson stworzył kolorową, surrealistyczną produkcję, w której mnóstwo jest zabawnych dialogów i czarnego humoru. Forma przekazu momentami jest bajkowa, jednak nie brakuje również wątków gangsterskich, bowiem w komedii pojawiło się kilka trupów. Film absolutnie mnie nie nudził, wiele groteskowych fragmentów spowodowało, że śmiałam się przez kilka minut. W produkcji pojawiło się także dużo przekleństw, absurdalnych sytuacji i mrocznych postaci. Przyznam, że ,,Grand Budapest Hotel" jest pierwszym dziełem w reżyserii Andersona, które zdecydowałam się obejrzeć. Filmowy styl skojarzył mi się trochę z nowatorskimi konwencjami Tarantino. Chętnie obejrzę wcześniejsze produkcje Andersona.
       Oprócz oryginalnej fabuły plusem filmu jest doborowa obsada. Tony Revolori jako Zero Mustafa zagrał swoją rolę genialnie! Aktor ma dopiero 18 lat, a jego talent artystyczny zrobił na mnie ogromne wrażenie. Jako sierota - uchodźca z kraju ogarniętego wojną znalazł swoje miejsce w Republice Żubrówki, gdzie zaprzyjaźnił się z Gustave, w którego wcielił się fenomenalny Ralph Fiennes. Obaj panowie rozśmieszali mnie co chwilę, jednak scena ze zjeżdżającymi na sankach głównymi bohaterami tak mnie rozbawiła, że długo nie mogłam się uspokoić. Na ogromne brawa zasługuje także gra: Adrien'a Brody, Willem'a Daffoe, Edward'a Nortona, Saoirse Ronan, Tildy Swinton, Jude Law czy Owena Wilsona.
         Co więcej, mój zachwyt wzbudziła niesamowita scenografia i zdjęcia. Seans z ,,Grand Budapest Hotel" był dla mnie ucztą dla oczu. Warto wspomnieć, że miejsce kręcenia obrazów do filmu odbyło się w Czechach, Niemczech i Polsce. Doceniam również pracę kostiumologów, charakteryzatorów i fryzjerów, gdyż finalny efekt wizualny postaci fascynował.
       Dzieło Andersona otrzymało 9 nominacji do Oscara. Produkcja jest zbiorem obłędnych absurdów, które należy traktować z przymrużeniem oka. To film przy którym można się świetnie zrelaksować. Moja ocena: 9/10.

niedziela, 15 lutego 2015

Boliwia

Hej!
Dzisiaj recenzja książki znanej polskiej podróżniczki.




     Tytuł: ,,Boliwia" (mini seria ,,Kobieta na krańcu świata")
     Autor: Martyna Wojciechowska
     Okładka: miękka
     Rok wydania: 2011
     Ilość stron: 128









       Wojciechowska zdaje relację ze swojej podróży do Boliwii. W pierwszej części książki opisuje pobieżnie państwo znajdujące się w Ameryce Południowej. Czytelnik może dowiedzieć się m.in., że wspomniany hiszpańskojęzyczny kraj jest najbiedniejszym w tej części świata (zamieszkały w większości przez Indian). Dziennikarka umieściła również ranking niesamowitych miejsc, które koniecznie należy zwiedzić, planując podróż do Boliwii.
         Niestety, sytuacja kobiet w tym państwie nie należy do najłatwiejszych. 20 procent pań to analfabetki, a 7 na 10 dam maltretowanych jest fizycznie przez swoich mężów, partnerów... Wojciechowska przeprowadziła wywiad z 35 letnią Giovanną Silvią Huanapaco Vielelas Vilela. Bohaterka ma poważne kłopoty finansowe, żyje w skrajnej biedzie - mając pod opieką: babcię, matkę i 2 małych synków. Były małżonek dziewczyny nie interesuje się jej losem. Kobieta wyglądem przypomina staruszkę, przez wiele lat ukochany bił ją, ostatecznie Giovanna postanowiła rozwieść się z tyranem. 
        Pasją głównej bohaterki jest przerażający sport - zapasy.  Niestety, nie jest to bezpieczna dziedzina, walcząca cholita musi przyjąć niesprawiedliwe zasady gry. Zawody są zawsze ustawione, publiczność może rzucać w zawodników: jajkami, pomidorami, popcornem. Zazwyczaj słabsi zapaśnicy są skrajnie wykończeni po strasznych walkach. Giovanna ma obowiązek pojedynkować się m.in. z doświadczoną nauczycielką, czy dwoma mężczyznami jednocześnie, którzy rozbijają krzesło na jej głowie i miotają kobietą po ringu jak najmocniej tylko potrafią.
        Czytając książkę bardzo się wzruszyłam i trochę popłakałam. ,,Boliwia" jest idealną lekturą do torebki, miałam ją ze sobą podczas 2 godzinnej podróży pociągiem, a nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłam się na ostatniej stronie egzemplarza. Plusem są oczywiście piękne zdjęcia amerykańskiego państwa oraz wstrząsające fotografie prezentujące walki na scenie. Żałuję jednak, że książka nie była dłuższa, bo moje zainteresowanie Boliwią niezwykle wzrosło. Polecam fanom dalekich wycieczek oraz osobom ciekawym jak wygląda życie kobiet na krańcu świata. Moja ocena 8/10.

Książka bierze udział w wyzwaniu: POLACY NIE GĘSI III

sobota, 14 lutego 2015

Walentynki

Hej!
Walentynki przybyły do Polski z Zachodu, wszak każdy dzień jest dobry, aby zrobić interes. 14 lutego zakochani wydają dużo więcej pieniędzy, kwiaciarnie, kina, restauracje cieszą się ze wspaniałych zysków. Komercjalizacja odnosi wiele sukcesów; lizaki, czekoladki, misie i ogrom tandety czekają cały rok, aby ktoś wreszcie kupił je w lutym. Szkoda, że biznes nadał dniu zakochanych rangę niemal Świąt Bożego Narodzenia, wszak miłość powinna trwać cały rok, a mam wrażenie, że niestety spłycono jej znaczenie. W tym roku popularność otoczyła ,,Pięćdziesiąt twarzy Grey'a", natomiast ja postanowiłam włączyć komedię romantyczną (o jakże oryginalnej nazwie), która trafiła do kin 5 lat temu.





   Tytuł: ,,Walentynki"
   Reżyseria: Garry Marshall
   Czas trwania: 2.05 h
   Rok produkcji: 2010
   Gatunek: komedia romantyczna








Fabuła:
         Mieszkańcy Los Angeles od samego rana świętują Walentynki. Losy przypadkowych ludzi łączą się: drogi zakochanych osób nagle się rozchodzą, a single z zaskoczeniem odkrywają, że wyczekiwana miłość znajdowała się od dawna bardzo blisko.

        ,,Walentynki" przypominają swoim formatem słabszą wersję ,,To właśnie miłość". Bohaterowie filmowi spisali się poprawnie, ale nie zachwycili mnie jak ich koledzy z kultowej świątecznej produkcji. Po pierwsze, komedia romantyczna była za długa i momentami nużyła. Po drugie, irytował mnie walentynkowy szał w USA, kiedy nagle cała społeczność przypomniała sobie o miłości - drogie prezenty, oświadczyny, kolacje w zatłoczonych jadłodajniach (a następnego dnia ich wściekłe puste portfele rozpaczały, wykorzystane przez krzykliwe reklamy), słodko aż do przesady. Po trzecie, kilka wątków było zupełnie niepotrzebnych, wepchnięcie sławnych nazwisk wcale nie pomogło w podniesieniu prestiżu filmowego.
          Produkcja oczywiście miała również plusy. Lubię dzieła, kiedy życia różnych, nieznanych osób splatają się ze sobą. Losy głównych bohaterów przedstawione na przemian były dla mnie atrakcyjne. Podobało mi się także ukazanie różnych zakresów miłości - to nie tylko przywilej młodych kochanków, ale także m.in. staruszków czy matki do dziecka. Ponadto, kilka scen finałowych szczerze mnie zaskoczyło. Pozytywnym pomysłem było również umieszczenie podczas napisów końcowych śmiesznych pomyłek artystów, którzy naprawdę mnie rozbawili.
         Aktorzy zagrali na miarę swoich możliwości, jednak niektórzy mieli w scenariuszu rozpisanych tylko kilka minut. Największe wrażenie zrobili na mnie: Julia Robert jako kapitan Kate Haleztine oraz Bradley Cooper jako Holden Wilson. Doceniam również wystąpienie Jessici Biel (Kara Monahan) i Jamie Foxx'a (Kelvin Moore).
       Pozostałe główne role należały do: Jessici Alby, Taylor Lautner, Taylor Switf, Bryce Robinsona, Emmy Roberts, Shirley MacLaine, George Lopeza, Astona Kutchera, Anne Hathaway, Queen Latifah, Cartera Jenkins, Jennifer Garner, Topher Grace'a, Hectora Elizondo, Patricka Dempsey, Kathy Bates i Erica Dane'a.
      Podsumowując, ,,Walentynki" to lekka komedia romantyczna, która może być miłym pomysłem na spędzenie relaksującego wieczoru. Moja ocena to" 7/10.
         Z chęcią obejrzałabym polski film nawiązujący do rodzimych tradycji. Czekam na scenariusz hołdujący Tłusty Czwartek, gdzie bohaterami zostaliby pączek i faworki. Poważnie, z tym zastrzeżeniem, że produkcja byłaby równie udana jak ,,Listy do M." a nie jak idiotyczna i płytka niczym żałosne,,Ciacho".

środa, 11 lutego 2015

Piosenka miłości

Hej!
Dzisiaj recenzja książki, którą kupiłam 13 lat temu :)) Robiąc porządki, trafiłam na ,,Piosenkę miłości" i postanowiłam ją przeczytać ponownie. Spędziłam z lekturą miłe 2 h. :)





    Tytuł: ,,Piosenka miłości"
    Autor: Britney & Lynne Spears
    Okładka: twarda
    Rok wydania: 2002
    Ilość stron: 191








Fabuła:
         Holly jest 14 letnią dziewczynką i mieszka w prowincjonalnym miasteczku Biscay w stanie Missisipi. Bohaterka pięknie śpiewa i marzy o byciu piosenkarką. Holly ma szansę otrzymania stypendium w szkole muzycznej. Czy uczennica pozytywnie zda egzaminy będące gwarancją wstępu do większego, luksusowego świata? Jaką tajemnicę skrywa matka Holly?

         ,,Piosenkę miłości" kupiłam będąc w wieku głównej bohaterki książkowej. Byłam wielką fanką Britney Spears, zbierałam album z jej zdjęciami, plakaty idolki przyklejałam na drzwiach, zamawiałam wszystkie gadżety sygnowane imieniem wokalistki za swoje skromne oszczędności. Reklama posiada ogromną moc - szczególnie dla dzieci, oczywiście dostrzegłam to dopiero po latach. W 2002 r. miałam pewność, że ,,Piosenkę miłości" napisała sama Britney. Dzisiaj wiem, że nazwisko artystów jest tylko dźwignią handlu, ogromnym biznesem. Piosenkarka książki zapewne nawet nie widziała, ale kiedy była na topie - wiele szalonych nastolatek zaopatrzyło się w wymarzony egzemplarz, który gdyby nie został przedstawiony jako autorstwa Spears, prawdopodobnie stałby się jednym z wielu podobnych do siebie dzieł - marnie się sprzedających.

          Powieść czyta się niezwykle szybko, przeznaczona jest głównie dla nastolatków. Fabuła przypomina trochę życie popularnej wokalistki, dlatego młodzież doszukiwała się podobieństw pomiędzy Holly i Britney. Książka zawiera obrazy przerysowanego życia w Ameryce: 14 letnie bohaterki mające już chłopaków (niektóre nawet wielu), chętnie pijące alkohol, a na 16 urodziny dostające samochody. ,,Piosenka miłości" namawia do spełniania marzeń, nawet jeśli nie mamy na nie pieniędzy. Uświadamia, że najważniejszą wartością każdego człowieka powinny być więzi rodzinne. Powieść skrywa w sobie nawet sekret, który czytelnik poznaje na końcu historii. Przyznam, że mam do tej lektury sentyment :) Moja ocena 6/10.

Jestem ciekawa jakich piosenkarek/ piosenkarzy/ zespołów słuchaliście w latach dziecięcych i młodzieńczych. Czekam na odpowiedzi :))

niedziela, 8 lutego 2015

Carte Blanche

Cześć!
Chętnie podzielę się z Wami wrażeniami z mojego pierwszego w tym roku seansu filmowego w kinie :)





   Tytuł: ,,Carte Blanche"
   Reżyseria: Jacek Lusiński
   Czas trwania: 1.46 h
   Gatunek: dramat biograficzny
   Rok produkcji: 2014








Fabuła:
         Film oparty na faktach. Kacper uczy w szkole historii. Jest uwielbiany przez młodzież, potrafi w sposób ciekawy przekazać swoją wiedzę; wszystkich maturzystów traktuje jakby byli jego prawdziwymi dziećmi, stara się zrozumieć ich zachowanie. Mężczyzna szybko zauważa, że jego wzrok stale się pogarsza. Bohater dowiaduje się, że cierpi na zwyrodnienie barwnikowe siatkówki. Jego nieuleczalna choroba prowadzi do całkowitej ślepoty. Kacper nie ma zamiaru się poddawać. Kocha wybrany zawód i zamierza ukryć diagnozę przed uczniami, chce pomóc im w zdaniu matury.

        Życie zawsze pisze najciekawsze scenariusze. Pierwowzorem Kacpra jest Maciej Białek. Jego przypadłość dotyczy pół miliona ludzi na świecie. Do tej pory nie wynaleziono lekarstwa na zwyrodnienie barwnikowe siatkówki przekazywane przez uszkodzony gen matki. Trwają prace nad stworzeniem sztucznej siatkówki, dzięki której pacjent mógłby odzyskać wzrok - takie operacje są jednak przerażająco kosztowne...
         Reżyser świetnie przedstawił świat oczami Kacpra. Początkowo bohater widział wszystko perfekcyjnie, ale z każdym dniem zakres widoczności zmniejszał się, życie straciło kolory, następnie całkowicie rozmazało się za mgłą i ostatecznie świat zgasł. Mężczyzna starał się funkcjonować jakby nic się nie stało, liczył kroki - aby znać położenie szkoły, mieszkania i ulicy; prosił uczniów o prowadzenie dziennika. Jego oszustwo odkryła tylko jedna maturzystka, która pomogła mu w zafałszowaniu wyników lekarskich.
          Kacper był jednym z niewielu nauczycieli pracujących z powołania. Młodzież ufała mu, podziwiała jego wiedzę i interesujący sposób prowadzenia lekcji. Maciej Białek jest zatrudniony w szkole po dziś dzień, nastolatkowie szanują jego doświadczenie, a koledzy chwalą zaangażowanie.
         Podobał mi się przedstawiony klimatyczny Lublin oraz świetna muzyka. Niewątpliwym plusem filmu była oczywiście obsada. Andrzej Chyra w roli Kacpra zaprezentował się genialnie, jego gra wielokrotnie mnie wzruszyła, pod koniec filmu nawet popłakałam się... Arkadiusz Jakubik jako Wiktor (przyjaciel głównego bohatera) również zrobił na mnie ogromne wrażenie, bardzo podobały mi się także sceny z udziałem Elizy Rycembel (Klara) i Tomasza Ziętka (Madajeski), którzy wcielili się w zbuntowanych maturzystów. Ponadto, doceniam grę: Urszuli Grabowskiej (Ewa), Doroty Kolak (dyrektorka) i Andrzeja Blumenfelda (Florczak). Ciekawostką jest fakt, że sam Maciej Białek pojawił się w produkcji jako sąsiad Kacpra.
      Jedynym minusem dramatu, według mnie, był wątek miłosny pomiędzy Kacprem i Ewą, zdecydowanie niepotrzebnie wciśnięto gorące relacje do scenariusza, tym bardziej, że historia ta nie wydarzyła się naprawdę.
          Film miał charakter smutny, ale nie dołujący. Produkcja momentami wzruszała, by za chwilę rozśmieszać zabawnymi dialogami. Dramat głównego bohatera nie zmienił wnętrza Kacpra, który nie zamierzał się poddać, wyraźnie widać było wolę walki, duchową siłę mężczyzny. Dzieło Lusińskiego zmusiło mnie do refleksji. Uświadomiłam sobie, jak beznadziejny jest świat pogrążony w ciemności; tragedią jest nie widzieć pięknych kolorów, kształtów. Natomiast trudne życie w bezbarwnym szumie z utraconym wzrokiem powoduje wyostrzenie innego zmysłu: słuchu. Dodatkowo... przyznam, że ogarnął mnie wielki sentyment, kiedy zobaczyłam szkolne ławki. Odkąd skończyłam liceum minęło już ponad 7 lat, nieoczekiwanie zatęskniłam za młodzieńczą beztroską, ówczesnymi problemami. Przypomniały mi się wszystkie pozytywne wspomnienia, bo złe przecież najlepiej zapomnieć :)
             Carte blanche to możliwość swobodnego działania, dosłownie ,,biała kartka". Kacper pomimo kalectwa, otrzymał szansę na napisanie swojego życia na nowo, dostał wolną rękę do pracy z uczniami. Polecam wszystkim, którzy lubią wartościowe kino oparte na prawdziwych wydarzeniach. Moja ocena 8.5/10.

piątek, 6 lutego 2015

Samotność Portugalczyka

Cześć!
Dzisiaj kolejna recenzja książki, którą to udało mi się zdobyć z autografem autorki na Wrocławskich Targach Dobrych Książek w grudniu.





    Tytuł: ,,Samotność Portugalczyka"
    Autor: Iza Klementowska
    Okładka: twarda
    Rok wydania: 2014
    Ilość stron: 209










       Większość z Was zna zapewne postać Franko i ma pojęcie o wojnie domowej, jaka miała miejsce w Hiszpanii (1936 - 1939 r.) Co jest Wam jednak wiadomo na temat dyktatora Salazara i Rewolucji Goździków w Portugalii? Ze wstydem przyznaję, że dzieje ojczyzny: fado, najznakomitszych żeglarzy, pięknych krajobrazów i dobrego wina były mi obce, dlatego cieszę się, że dzięki interesującym książkom mogę zwiększać swoją wiedzę na temat krwawych reżimów za granicą. W ubiegłym roku - lektura ,,Czas motyli", przybliżyła mi przerażającą przeszłość Dominikany (i jej despotycznego władcę Trujillo), poznałam tragiczne losy sióstr Mirabal, które stały się bohaterkami narodowymi. Nowy rok rozpoczęłam z ,,Samotnością Portugalczyka". Egzemplarz uświadomił mi jak ważna jest znajomość historii.

       Iza Klementowska jest dziennikarką. Jej zbiór reportaży o Portugalii zrobił na mnie ogromne wrażenie. Przyznam, że lekturę czytałam niemal tydzień, pomimo niewielkiej jej objętości. Musiałam przyzwyczaić się do stylu pisania autorki. Rozdziały książki były krótkie, ale śledziłam uważnie każde zapisane zdanie, powracałam do poprzednich stron, delektowałam się niełatwą treścią. Starałam się zapamiętać jak najwięcej faktów z krwawej przeszłości Portugalii. 
       Reporterka przedstawiła smutny obraz Lizbony. Jej obywatele przez wiele lat gnębieni byli przez surowego przywódcę - Salazara. Ludzie bali się własnego cienia, członkowie opozycji spędzali koszmarne chwile w więzieniach, które na zawsze niszczyły ich psychikę, jeśli tylko udało im się przeżyć. Po latach faszystowskiego zniewolenia, Portugalczycy z radością powitali system komunistyczny. Niestety, kolejne lata nie przyniosły ulgi społeczeństwu. Majątki bogatszych mieszkańców plądrowano, właścicieli nieruchomości wyganiano z ich rodzinnych dobytków.
        Autorka precyzyjnie opisała kolorową ludność portugalskich ulic. Czytelnik może dowiedzieć się wielu ciekawostek dotyczących dawnych kolonii mocarstwa m.in Mozambiku, Angoli, Brazylii. Lizbończycy udzielali Klementowskiej smutnych odpowiedzi na temat dawnej świetności ich ojczyzny, wstydzili się krwawych rządów wobec afrykańskich braci. Dzięki wielu migracjom i miksowaniu się pokoleń, Portugalia stała się międzynarodową mieszaniną osób o różnym kolorze skóry.
       Dziennikarka przytoczyła mnóstwo interesujących scen z życia mieszkańców zachodniego kraju. Nie zawahała się prawdziwie zobrazować ówczesną sytuację turystyczno - biznesową w Fatimie. Święte miasto już dawno straciło swój niepowtarzalny urok - w sklepach królują plastikowe kopie Matki Boskiej, a sprzedawcy obrazków chętnie zawyżają ich wartość. 
        Warto zwrócić uwagę na osiągnięcia Portugalczyków. To oni wynaleźli m.in. kompas, a Magellan został najbardziej znanym podróżnikiem. Należy dodać, że w Lizbonie znajduje się najstarsza na świecie księgarnia!
          Klementowska zaproponowała czytelnikom smutniejszy charakter Portugalii. Społeczność pięknego kraju ciągle wspomina niedawne rządy Salazara, który stworzył przerażające oblicze ich ojczyzny wymyślając Estado Novo (Nowe Państwo) istniejące w latach 1933 - 1974. Ciekawostką jest, że kobiety otrzymały prawo do głosowania w wyborach dopiero w 1976 r! Do tej pory utrzymuje się trend młodych dziewczyn wychodzących za mąż - rodziny są dla nich często ważniejsze niż pieniądze, kariera.
        Oprócz pouczającej dawki historii, otrzymałam również potężne chwile wzruszeń. Rozdział poświęcony konsulowi Mendesowi wywołał u mnie falę łez. Jego niesamowita osoba przywróciła mi wiarę w dobrych ludzi, którzy nie boją się pomagać potrzebującym - kosztem własnego zdrowia, a nawet życia.
     Jeśli chcecie dowiedzieć się: jakie najpopularniejsze imiona nadawane są w Portugalii dzieciom (niezmiennie od 1960 r!), w jaki sposób przebiegała w 1974 r. Rewolucja Goździków, jak wyglądało życie codziennie dyktatora Salazara, dlaczego autorka zakochała się w języku portugalskim - ta książka na pewno Wam się spodoba. Jeśli nie boicie się reportaży ukazujących surowe oblicze Lizbony, polecam Wam ,,Samotność Portugalczyka", zapewniam, że lektura ta przybliży Wam wiele szokujących i nieznanych informacji z przeszłości i teraźniejszości kolonialnego mocarstwa. Moja ocena to 8/10.

Książka bierze udział w wyzwaniu: POLACY NIE GĘSI III

środa, 4 lutego 2015

Grace. Księżna Monako

Hej!
W ubiegłym roku przeczytałam rewelacyjną książkę autorstwa Joanny Spencer. Lektura doskonale przybliżyła mi życiorys Grace Kelly. Niecierpliwie czekałam na film, który miał interesująco zobrazować prawdziwą historię księżnej Monako.




    Tytuł: ,,Grace. Księżna Monako"
    Reżyseria: Olivier Dahan
    Czas trwania: 1.43 h.
    Gatunek: dramat biograficzny
    Rok produkcji: 2014









        Reżyser ujawnił krótki zarys fragmentu przeszłości Grace Grimaldi. Żona Rainera III mieszkająca wraz z rodziną w Monako, dostaje od Hitchcocka propozycję powrotu do Hollywood. Bohaterka rezygnuje z kariery, postanawia aktywnie włączyć się do życia dworu książęcego. Kobieta pomaga poddanym, pobiera nauki savoir vivre, uczy się pilnie francuskiego.
        Niestety, losy Grace Kelly zostały przedstawione bardzo pobieżnie. Dahan ciekawie zinterpretował napiętą sytuację pomiędzy Francją a Monako w 1962 r. Mogę zaryzykować nawet stwierdzenie, że film skoncentrował się głównie na wymiarze politycznym sąsiadów. Francja miała wiele problemów w związku z wybuchem wojny w ich kolonii - Algierii. Potrzebowała mnóstwa pieniędzy na pokrycie kosztów drogich operacji wojskowych, natomiast inwestorzy uciekali ze swojego kraju do Monako będącego rajem podatkowym. Księstwo jest niewielkim państwem, jednak suwerennym - Rainer III nie zdecydował się na przyjęcie żądań Charlesa de Gaulle, więc prezydent Francji zagroził sąsiadom, że siłą przyłączy ich małe terytorium do swojego, jeśli nie spełnią jego oczekiwań. 
         Grace Grimaldi połączyła zwaśnione rody i na tym skończyła się fabuła filmowa. Według scenariusza, księżna nie miała żadnych wad, pogodziła się z tym, że jej egzystencja nie będzie bajką, tak jak się tego spodziewała... lecz żyła dalej szczęśliwie, kiedy już odzyskała wewnętrzną harmonię. Cóż, źródła podają, że aktorka planowała powrócić do grania w filmach, jednak nieoczekiwanie zmarła. Ponadto, poświęcała swój wolny czas na działalność charytatywną, ale plotkowano o jej nieudanym małżeństwie. 
         Doceniam ryzykowne przedstawienie obłudy panującej w otoczeniu książęcej pary. Siostra Rainera III uknuła spisek, żeby obalić z tronu brata i sama na nim zasiąść. Podobała mi się charakteryzacja bohaterów, kostiumy i fryzury bardzo przypadły mi do gustu. Moje serce skradły oczywiście cudowne widoki Monako (tak, marzę o tym, aby kiedyś odwiedzić ten maleńki kraj). Znakomicie swoje zadanie wypełnili wybrani aktorzy. Największe brawa należą się oczywiście Nicole Kidman, która zagrała swoją rolę wzorowo. Przyznam, że nie spodziewałam się, że jej kreacja zrobi na mnie aż takie pozytywne wrażenie. Nie mniej jednak, artystka nie mogła wykazać się więcej, niż oczekiwał od niej napisany scenariusz. Szkoda, że księżna w filmie była tylko namiastką pierwowzoru postaci. Grace Kelly wyidealizowano do tego stopnia, że momentami wydawało mi się, że widzę nie kobietę z krwi i kości lecz anioła. Podkład muzyczny był naprawdę genialny, ale wzruszające, cudowne pieśni nie pasowały do żony Rainera III, miałam wrażenie, że krążące dookoła księżnej nuty - robią z niej świętą. 
         Opowieść warta poznania, głównie ze względu na walory historyczne - rzeczywiste zaprezentowanie zaognionej sytuacji polityczno gospodarczej pomiędzy Francją i Monako w 1962 r. Film mnie nie zachwycił, ale nie żałuję czasu, jaki mu poświęciłam. Moja ocena 6/10.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Denko 20 - styczeń

Hej!
Dzisiaj przedstawię moje pierwsze tegoroczne denko kosmetyczne. W styczniu zużyłam wyjątkowo mało produktów  :)



 

1. Farba do włosów Wellaton - Bardzo jasny blond 12/0
Cena ok. 10 zł. Miał wyjść blond jasny - a otrzymałam ciemny, ale efekt w sumie spodobał mi się, bo włosy mają naturalny odcień. 


Czy kupię ponownie? Tak




 



2. Olejek do włosów Isana Proffesional
Cena ok. 15 zł. Nie miałam problemów ze zmyciem go z włosów. Po jego systematycznym stosowaniu zauważyłam, że moja fryzura nabrała blasku. Włosy były mięciutkie, łatwe do rozczesania, zdrowsze. Niestety, minus stanowiła zacinająca się pompka.

Czy kupię ponownie? Nie wiem











3. Odżywczy balsam do ciała Kolastyna
Kosmetyk wygrałam w konkursie. Według producenta produkt długotrwale nawilża i chroni przed utratą wilgoci - przeznaczony dla skóry suchej (nie zawiera parabenów). Wyjątkowo zgadzam się z opisem na opakowaniu. Balsam fantastycznie nawodnił moje ciało. Miał rzadką konsystencję, pachniał delikatnie, był ogromnie wydajny. Żałuję jedynie, że zaprojektowano dla niego beznadziejne opakowanie. Plastikowe pudełko bardzo ciężko było przeciąć, a nigdy nie wyrzucam kosmetyków zanim nie zużyję ich w całości (po uzyskaniu dwóch połówek pojemnika - ujrzałam, że w środku jest jeszcze niemal 1/3 produktu!).

 Czy kupię ponownie? Nie












  






4. Colgate Total advanced whitening.  
Długo szukałam idealnej pasty i znalazłam :) Mimo iż wcześniej używałam wiele past Colgate, żadna nie była tak super jak ta. Wybieliła mi zęby, usunęła przebarwienia. Kupiłam w Rossmanie - 8 zł. Bez wątpienia KWC! To już moja kolejna tubka.
Czy kupię ponownie? Tak! 


 


5. Krem do rąk Aro (glicerynowo - cytrynowy).
Cena 3.50 zł. Produkt idealnie nawadniał ręce, nie kleił się, charakteryzował się delikatnym zapachem cytryny. To moje kolejne opakowanie.
Czy kupię ponownie? Tak





6. Fluid L'oreal - perfekcyjny wygląd do 16 h (200 / Golden Sand)
Kosmetyk dostałam w prezencie od koleżanek z Anglii. Fluid doskonale maskował niedoskonałości, był delikatny, jednak szybko zaczynał ciemnieć na twarzy. Podejrzewam, że lepiej sprawdziłby się latem, bo zimą jestem dosyć blada :/
Czy kupię ponownie? Nie wiem


7. Zmywacz  bezacetonowy, witaminowy z B5 i olejkiem sojowym Bielenda
Cena ok. 4 zł. Zmywał lakier z paznokci poprawnie, jednak strasznie wysuszał skórki.
Czy kupię ponownie? Nie


8. Sól do kąpieli
Produkt wygrałam. Szkoda, że zapach szybko wyparował. Sól nie uczuliła, nie wysuszyła skóry.
Czy kupię ponownie? Nie wiem

9. Woskowa nić dentystyczna Oral B
Cena ok. 10 zł. Nitka polecana przez mojego dentystę, lubię ją. Nie rani dziąseł, czyści dokładnie (w przeciwieństwie do np. słabej Jordan). Zdecydowanie KWC.
Czy kupię ponownie? Tak

10. Woda toaletowa Yves Rocher karmelizowana gruszka
Cena ok. 20 zł. Ładny zapach, kojarzył mi się ze świętami. Wchodził w zestaw edycji limitowanej.
Czy kupię ponownie? Nie


11. Lakier do paznokci Manhattan 53H
Produkt wygrałam, kolor bardzo mi się podobał. Lakier szybko wysychał.
Czy kupię ponownie? Tak

12. Płatki kosmetyczne Lilibe - 70 sztuk (100% bawełny)
Cena ok. 3 zł. Wyjątkowo się nie rozwarstwiały, mięciutkie w użyciu.
Czy kupię ponownie? Nie wiem

13. Płatki kosmetyczne Lilibe 40 sztuk (100% bawełny)
Ceka ok. 3.50 zł. Płatki o większej powierzchni, również się nie rozwarstwiały.
Czy kupię ponownie? Nie wiem

14. Chusteczki do demakijażu z wyciągiem z 3 herbat Yves Rocher - 20 sztuk
Cena ok. 22 zł. Chusteczki świetnie nawilżały skórę, były super nasączone i pięknie pachniały. Niestety, nie zauważyłam, żeby odmłodziły mi twarz :D Chociaż opis producenta jest dla bardzo obiecujący, dla mnie są jednak za drogie.



Czy kupię ponownie? Nie

15. Pędzelek no name
Mój pierwszy pędzelek do makijażu, miałam do niego ogromny sentyment :D Niestety, połamał się już chyba ze starości..
Czy kupię ponownie? Nie

W styczniu wydałam na kosmetyki 99 zł (taaak, bardzo chciałam zmieścić się w stówie). W lutym muszę zatem przyoszczędzić :) Znacie coś z mojego denka?