niedziela, 25 lutego 2018

Krew na śniegu + Więcej krwi

Witajcie!
Czas na zaległą notkę książkową. Niemal dwa lata temu wygrałam wejściówkę na spotkanie z Jo Nesbo, który przyjechał do Wrocławia z okazji święta miasta - przejęcia tytułu światowej stolicy książki. Pisarz udzielił szalenie interesującego wywiadu, okazał się być przesympatycznym człowiekiem. Kolejki do autora były ogromne, nigdy w życiu nie widziałam jeszcze takiego tłumu czekającego na autografy. Pochwalę się, że Nesbo podpisał mi dwie książki, mam z nim jeszcze fantastyczne zdjęcia :)




Tytuł: ,,Krew na śniegu"
Autor: Jo Nesbo
Liczba stron: 167
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Rok wydania: 2015









Pochwalę się autografem :)


Fabuła:
           Olav to płatny morderca. Mężczyzna jest dość oryginalną osobą, bo pomimo wybranego zawodu, chętnie pomaga ludziom skrzywdzonym przez los i oddaje im zarobione pieniądze. Pewnego dnia główny bohater otrzymuje nietypowe zlecenie od szefa, bowiem ma zabić jego żonę. Sytuacja komplikuje się, gdy Olav zakochuje się w pięknej kobiecie. Czy ze strony Coriny dozna prawdziwych uczuć, a może dziewczyna realizuje tylko swój wyrachowany plan? Czy ucieczka przed wymiarem sprawiedliwości handlarzy narkotyków jest w ogóle możliwa?

            Książka prowadzona jest w narracji pierwszoosobowej; z opowieści Olava można wysnuć wniosek, że nie przedstawia on cech typowego psychopaty, zimnego mordercy. Mężczyzna okazuje się być wrażliwym człowiekiem, dręczą go wyrzuty sumienia, ponadto lubi czytać książki i kreować w głowie własne historie. Gdy czytelnik poznaje przeszłość bohatera, zauważa podobieństwo zachowań do jego ojca; niestety dzieciństwo miało wielki wpływ na ukształtowanie charakteru Olava, pomimo że został on przyjęty na studia - zrezygnował z edukacji i wybrał ciemną stronę życia, nie potrafił w siebie uwierzyć, negował wszystkie swoje umiejętności. Powieść oscyluje wokół sfery psychicznej głównego bohatera, akcje kryminalne to niezły dodatek.
         ,,Krew na śniegu" przeczytałam bardzo szybko, nie jest to obszerna lektura. Druga połowa książki zainteresowała mnie szczególnie, gdyż pełna była zwrotów akcji, nie spodziewałam się wielu sytuacji, które bardzo mnie zaskoczyły. Na finał czekałam w napięciu, przyznam, że był niezwykle brutalny. Generalnie, w powieści krew lała się strumieniami, nie brakowało trupów. Myślę, że Tarantino mógłby nakręcić na podstawie książki niezły film, bo fabuła była naprawdę pokręcona.
           Z lekturą spędziłam miłe 3 h, oderwałam się od rzeczywistości, chociaż spodziewałam się większego szału i mocniejszej intrygi. Podejrzewam, że ,,Krew na śniegu" raczej nie zostanie na długo w mojej pamięci, oceniam ją: 6.5/10.

Nie tracąc czasu, postanowiłam przeczytać drugi tom.




  Tytuł: ,,Więcej krwi"
  Autor: Jo Nesbo
  Liczba stron: 215
  Okładka: miękka ze skrzydełkami
  Rok wydania: 2015









Kolejny autograf :)


Fabuła:
          Jon Hansen (sprzedawca haszu) pod wpływem przykrych dla niego okoliczności, zaczyna pracować dla Rybaka - znanego gangstera i narkotykowego bossa. Główny bohater nie potrafi jednak zabijać ludzi i oszukuje swojego szefa, który postanawia zemścić się na Hansenie. Posłańcy Rybaka ruszają zatem w pościg za 35 letnim mężczyzną. Chłopak ukrywa się na północy kraju w odległym Finnmarku, ale wie, że przestępcy i tak go znajdą. Hansen poznaje piękną Leę i jej syna, nowe kontakty zawarte z sympatycznymi osobami z wioski powodują, że główny bohater chce zmienić swoje życie. Czy mężczyzna odnajdzie bezpieczne schronienie? Dlaczego pastor z osady daje grzesznikowi swoje błogosławieństwo? Czy Lea odpowie na uczucia chłopaka z południa?

          Przyznam, że ta część spodobała mi się dużo bardziej niż ,,Krew na śniegu". Książkę zaczęłam czytać wieczorem, a kiedy obudziłam się następnego dnia rano o 5.20 - postanowiłam zrezygnować z dalszego snu i skończyć powieść, bo byłam ciekawa rozwijającej się akcji. To świadczy o tym, że lektura naprawdę mnie wciągnęła, może dlatego, że była trochę dłuższa niż pierwszy tom, gdzie nie było zbyt wiele miejsca na działania.
         Postać Hansena przypadła mi do gustu. Chłopak miał dobre serce, walczył o najbliższe osoby w swoim życiu, a w interesy z Rybakiem zdecydował się wejść ze względu na pieniądze, których potrzebował dla swojego dziecka. Narracja pierwszoosobowa pozwoliła mi lepiej poznać głównego bohatera: jego lęki i smutki oraz wewnętrzne rozterki i wspomnienia z dzieciństwa.
          Drugi tom nie obfitował w znaczną ilość trupów jak ,,Krew na śniegu", fabuła rozwijała się spokojnie i monotonnie. Z zachwytem czytałam o norweskiej wiosce na krańcu świata, jej malownicze opisy zrobiły na mnie duże wrażenie. Nie mniej jednak, spodziewałam się trochę mocniejszego zakończenia, głośnego okrzyku ,,wooow" po zakończeniu lektury nie było. ,,Więcej krwi" nie jest powiązana z poprzednią częścią, książki łączy jedynie osoba Rybaka, więc powieści można czytać nie po kolei. Moja ocena: 7.5/10.

wtorek, 20 lutego 2018

Samoa

Cześć!
Dzisiejszego popołudnia zapraszam na recenzję książki mojej ulubionej podróżniczki ;)





Tytuł: ,,Samoa" (mini seria ,,Kobieta na krańcu świata")
Autor: Martyna Wojciechowska
Okładka: Miękka
Ilość stron: 116
Rok wydania: 2013









           Tym razem znana dziennikarka zabrała ze sobą czytelników w podróż do Samoa. Jest to państwo złożone z 9 wysp, z których jedynie cztery są zamieszkałe. Liczba jego obywateli wynosi ok. 200000, z czego 38000 mieszka w stolicy (Apia) - będącej jednocześnie jedynym miastem na Samoa!
          Kraj słynie ze słonecznej pogody, a temperatura cały rok oscyluje wokół 27°CSamoa jest państwem bardzo religijnym, mieszkańcy są przewrażliwieni na punkcie nagości, zatem ich tradycyjny strój to zwykły T-shirt i spódnica - lava lava, turyści przyodziani w stroje kąpielowe nie są dobrze postrzegani. Gospodarka Samoa to w głównej mierze rolnictwo, pozostałe sektory pracy opierają się na leśnictwie, rybołówstwie i turystyce. Tradycyjne domostwa Samoańczyków (fale) powstają na planie koła, nie mają ścian lecz przesuwane parawany. Takie mieszkania mogą pomieścić nawet 20 osób, dla społeczeństwa ważne jest umacnianie więzi z rodziną. Na Samoa obowiązuje podział obowiązków pomiędzy płciami. Kobiety dbają o dom, tkają i rozwijają się artystycznie, a mężczyźni pracują fizycznie i zdobywają pożywienie. 
         Wojciechowska po przedstawieniu ciekawostek dotyczących kraju usytuowanego na Oceanie Spokojnym, pokrótce opisała jego walory geograficzne oraz streściła historię. XIX w. był walką Wielkiej Brytanii, Niemców i USA o wpływy na Samoa. Państwo zostało podzielone na dwie części: wersję wchodnią i zachodnią. Natomiast po I. wojnie światowej rywalizacja o przewodnictwo na wyspie toczyła się już pomiędzy Wielką Brytanią, a Nową Zelandią. Wiele lat upłynęło, zanim Samoa stała się terytorium niezależnym. 
         Dziennikarka w swojej książce poruszyła temat fa'afafine. To pojęcie często mylnie utożsamiane jest z tzw. trzecią płcią. Autorka wyjaśniła, że jest to błędne myślenia i przeprowadziła wywiad z 26 letnią bohaterką. Vaitoa urodziła się mężczyzną, lecz w głębi duszy czuje się kobietą i tak też o sobie mówi. Fa'afafine ubierają się jak dziewczęta, malują, powabnie zachowują oraz pełnią domowe obowiązki - jak prawdziwe kobiety. Wygląda to trochę dziwnie, gdyż Samoańczycy są osobami o obfitych kształtach, więc nawet po przebraniu w sukienki, chłopcy ani trochę nie przypominają dam. Niesłusznie są oni nazywani gejami bądź transseksualistami, ponieważ mężczyźni akceptują swoje ciało i nie chcą poddawać się operacjom. Nie podobają im się osoby tej samej płci, a skoro czują się kobietami, to gustują w chłopcach bądź wiążą się z kobietami (lecz wówczas pełnią w tej rodzinie także funkcję gospodyni). 
           Fa'afafine to pojęcie skomplikowane dla Zachodu. Podobnie jak Wojciechowska nie do końca rozumiem to zjawisko, aczkolwiek jest ono interesujące i niekrzywdzące dla nikogo, więc go nie oceniam i po prostu akceptuję. Fa'afafine to tradycja Samoa, mężczyźni o duszach kobiet piastują wysokie urzędy, mają coraz większe znaczenie w państwie i działają w stowarzyszeniach. Pomimo tego, że kraj jest znany z konserwatyzmu, nikogo nie dziwi fakt, że niektórzy chłopcy od najmłodszych lat postanawiają wcielać się w rolę dziewcząt. Wielu mamom - ta sytuacja nawet odpowiada, mają bowiem w domu wymarzoną wówczas gosposię, która chętnie pomaga im w obowiązkach domowych. 
           Dzięki książce podróżniczki, poznałam ciekawostki o krańcu świata, o którym nawet nie miałam pojęcia. Wojciechowska przybliżyła mi nieznany temat, opisała go obiektywnie i bardzo interesująco, załączając mnóstwo wspaniałych zdjęć. Moja ocena książki 10/10.

czwartek, 15 lutego 2018

Blondynka w Himalajach

Hej!
Witam Was serdecznie. Przepraszam za ostatnią nieobecność na blogu. W najbliższym czasie wszystkim stęsknionym odpiszę, a tymczasem zapraszam na notkę książkową ;)





   Tytuł: ,,Blondynka w Himalajach"
   Autor: Beata Pawlikowska
   Okładka: miękka
   Ilość stron: 96
   Rok wydania: 2010









    
        ,,Blondynka w Himalajach" to pierwsza książka Beaty Pawlikowskiej, jaką przeczytałam. Jest to cieniutka lektura, którą chętnie przypomniałam sobie w ostatnim czasie, gdy podróżowałam pociągiem - jej wielkość jest wprost idealna do torebki. W 2012 r., kiedy to rozpoczęłam przygodę z Międzynarodowymi Targami Turystycznymi we Wrocławiu, uzyskałam nawet autograf autorki.
         Pawlikowska bardzo interesująco opisała swój trekking w Himalajach w okolicach Annapurny. Pisarka wyjaśniła czytelnikom m.in. co znaczy magiczne zdanie ,,Om mani padme hum", kim jest Sai baba czy jak smakują pierożki momo. Podróżniczka zrelacjonowała górską wyprawę, która wymagała ogromnego wysiłku; wyjaśniła, że ból fizyczny istnieje najczęściej w głowie, można go pokonać przestając o nim myśleć. Pawlikowska podkreśliła piękno natury i odwagę ludzi mieszkających na wysokościach w Himalajach. Z przyjemnością dowiedziałam się wielu ciekawostek o oddziale nepalskich Gurkhów. 
         Ta niewielkich rozmiarów lektura jest moją ulubioną książką znanej polskiej podróżniczki. Zawiera pozytywne myśli, które pozwalają uwierzyć we własne możliwości - ich ilość jest według mnie idealna, bo w kolejnych dziełach Pawlikowskiej zauważyłam już nadmiar niepotrzebnych filozoficznych wynurzeń. Egzemplarz składa się z mnóstwa zdjęć i obrazków namalowanych przez autorkę. Lekturę czyta się bardzo szybko i przyjemnie, rozdziały są niezwykle krótkie i zwięzłe. Moja ocena książki 8/10. Lubicie książki podróżnicze? :)

niedziela, 17 grudnia 2017

Jeden może, drugi nie...

Hej!
Zapraszam na recenzję książki.




  Tytuł: ,,Jeden może, drugi nie..."
  Autor: Janusz Weiss
  Okładka: twarda
  Rok wydania: 2000
  Ilość stron: 265










             Publikacja podzielona została na 3 części: dzieciństwo, młodość i dojrzałość. Przyznam szczerze, że na początku myślałam, że lektura jest autobiografią dziennikarza, natomiast dzieło to zbiór różnych myśli autora, jego poglądów życiowych ujętych w sposób satyryczny.
             Początek książki mnie rozczarował, w zasadzie do 47 strony nie zainteresowało mnie nic, o czym pisał dziennikarz, bowiem były to wiersze, bajki, ironiczne anegdotki. Kiedy już rozważałam opcję odłożenia publikacji, natknęłam się na podrozdział ,,Opowieści z mojej wsi" i zanurzyłam się w lekturze!
           Weiss jest większości społeczeństwa zapewne znany z prowadzenia programu ,,Miliard w rozumie", którego ostatni odcinek emitowano w 2005 r. Natomiast pozostali, którzy jednak nigdy go nie widzieli w tv, prawdopodobnie potrafią zidentyfikować jego głos, bowiem prezenter był współzałożycielem Radia Zet i przez długie lata prowadził audycję: ,,Dzwonię do Pani, Pana w bardzo nietypowej sprawie". Warto podkreślić, że dziennikarz rozpoczynał kilka kierunków studiów, lecz żadnego z nich nie ukończył; swoją karierę rozpoczął od występowania w kabaretach.
         Dalsza część książki przypadła mi do gustu, autor przedstawił wiele ciekawych historii ze swojego życia, inteligentnie ironizując z każdej sytuacji. Często uśmiechałam się szeroko, gdy Weiss wyśmiewał systemy polityczne, szydził z irracjonalnych zachowań ludzkich, myślami wracał do PRL-u. Dziennikarz trafnie podsumował wątki reklamy czy mody, trudno nie było się nie zgodzić z jego poglądami o podróżach, mass mediach czy sprzęcie elektronicznym. Z rozrzewnieniem wspominałam wątpliwości wejścia świata w XXI w., kiedy to krążyły pogłoski, że komputery mogą zwariować. W ostatnim podrozdziale autor pokrótce opisał swoją osobę.
          Z lekturą spędziłam miły czas, poznałam Weissa jako osobę błyskotliwą, mającą własne zdanie na każdy temat, komentującą zachodzące zmiany w systemie państwowym w sposób satyryczny i nienudny. Książka została wydana w 2000 r., od tego czasu wiele się zmieniło, społeczeństwo znacznie przekształciło styl bycia, więc dla młodszych pokoleń urodzonych w nowym wieku, publikacja może już nie być tak ciekawa. Ponadto, dziennikarz został zwolniony z Radia Zet, a kilka lat wcześniej rozwiódł się z żoną, o której tak ciepło pisał w książce, szkoda... Nie mniej jednak lekturę oceniam pozytywnie, moja ocena to: 7.5/10.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Imię Pani

Hejka!
Dzisiaj zapraszam Was na recenzję książki, której premiera miała miejsce zaledwie kilka dni temu.





Tytuł: ,,Imię Pani"
Autor: Krzysztof Koziołek
Okładka: Miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 334
Rok wydania: 2017
Gatunek: Kryminał retro










Fabuła:
           Gustaw Dewart jest szanowanym komisarzem kryminalnym. Za radą swojego wuja, tuż przed obchodami Bożego Narodzenia 1934r., decyduje się na odpoczynek w opactwie benedyktynów, które mieści się w Grussau (Krzeszowie). Mężczyzna nie może zapomnieć o tragedii rodzinnej, jaka go spotkała. Pobyt na Dolnym Śląsku ma pomóc mu w pogodzeniu się ze swoim losem. 
           Podczas corocznej, uroczystej mszy - w ,,Dniu Światła" odnalezione zostają zwłoki mnicha. Miejscowa żandarmeria kwalifikuje śmierć duchownego jako przykry wypadek. Kiedy, w dziwnych okolicznościach umierają w Krzeszowie kolejne osoby, Dewart jest przekonany, że tajemnicze zgony są ze sobą powiązane i postanawia rozpocząć śledztwo na własną rękę. Główny bohater zostaje uwikłany w niebezpieczną grę. Czy policjantowi uda się rozwikłać zagadkę dotyczącą nagminnych zbiegów okoliczności? O co toczy się groźna rozgrywka? Kto jest odpowiedzialny za próbę zabójstwa komisarza? 

           Bardzo lubię czytać kryminały, natomiast pierwszy raz miałam w rękach kryminał retro. Byłam ciekawa, czy powieść z wątkami historycznymi przypadnie mi do gustu. ,,Imię Pani" połknęłam w ciągu dwóch dni. Książka tak mnie wciągnęła, że nie mogłam zasnąć, myśląc o ewentualnych zleceniodawcach zbrodni. Przyznam, że lektura trzymała mnie w napięciu do samego końca, bowiem absolutnie nie spodziewałam takiego rozwikłania zagadek, scena kulminacyjna mnie zaskoczyła.
          Podoba mi się wydanie kryminału. Okładka od razu przyciągnęła mój wzrok, benedyktyńskie opactwo sugeruje intrygującą tajemnicę, którą chce się jak najszybciej poznać. Szalenie zainteresowały mnie historyczne opowieści, które w swoim dziele przedstawił autor. Mieszkam na Dolnym Śląsku, do Krzeszowa mam niedaleko, a jeszcze nigdy tam nie byłam. Po lekturze zapragnęłam czym prędzej tam pojechać, mam nadzieję, że w najbliższym czasie zwiedzę ten obiekt. Opactwo ciekawi mnie tym bardziej, że tuż przed moimi oczami, na półeczce stoi podarunek od mamy chłopaka - wizerunek cudownej ikony Matki Bożej Łaskawej. Legendę na temat wyjątkowego znalezienia tego obrazu (po 196 latach spoczywania w ukryciu przed husytami) Koziołek również zawarł w powieści, dlatego tym bardziej zachęcam do lektury.
          Czytając książkę, czułam się jakbym była uczestnikiem akcji. Jestem pod wrażeniem obrazowych opisów nie tylko Krzeszowa, ale i pobliskich miejscowości czy szlaków górskich. Doceniam to, że autor nie tylko posiada wiedzę historyczną i geograficzną, ale potrafi ją również szczegółowo zrelacjonować w sposób niezwykle ciekawy dla czytelnika. Ponadto, moją uwagę skradł przede wszystkim główny bohater, którego polubiłam i kibicowałam mu całym sercem w odnalezieniu kolejnych tropów. Z przyjemnością zapoznałabym się z jego nowymi przygodami w dalszych tomach.
           To moje pierwsze spotkanie z twórczością Koziołka. ,,Imię Pani" to pasjonująca lektura, która spowodowała, iż nabrałam chęci, aby przeczytać poprzednie powieści autora. Czy może ktoś z Was już miał okazję zagłębić się w książkach pisarza? Jakie są Wasze opinie, którą najbardziej polecacie? Tymczasem moja ocena dla recenzowanego kryminału to: 10/10.

Dla zainteresowanych - zwiastun powieści:

czwartek, 9 listopada 2017

Jeśli tylko potrafiłyby mówić

Siemka!
Zapraszam na recenzję znakomitej książki :)




   Tytuł: ,,Jeśli tylko potrafiłyby mówić"
   Autor: James Herriot
   Okładka: miękka ze skrzydełkami
   Rok wydania: 2015
   Ilość stron: 284











Fabuła:
          Herriot jest absolwentem weterynarii. Obawia się, że nie znajdzie pracy związanej z jego studiami i zostanie sprzedawcą w sklepie jak jego koledzy. Chłopak nie wierzy własnemu szczęściu, gdy dostaje list zapraszający go na rozmowę kwalifikacyjną do małej wioski Darrowby w malowniczych górach Yorkshire. James ma szansę wykazać się swoimi zdolnościami, a jego nowy szef przyjmuje go na stanowisko asystenta. Życie Herriota zmienia się diametralnie, mężczyzna mieszkający od zawsze w metropolii, zaczyna doceniać piękno pobliskiej natury. Kawaler nigdy nie narzeka na swoją pracę, pomimo tego, że leczy zwierzęta o każdej porze dnia i nocy. Ponadto, często musi się także zmagać z oryginalnymi właścicielami swoich pupilków. Jakie przygody spotkały Herriota? Zapraszam do lektury!

         Książkę wymieniłam w portalu granice.pl za uzbierane punkty. Wybrałam sobie pierwszą z brzegu lekturę, nie spodziewając się aż tak fascynującej powieści. A tymczasem ,,Jeśli tylko potrafiłyby mówić" to najlepsza powieść, jaką przeczytałam w tym roku! Dzieło zabrałam ze sobą w podróż pociągiem i szybko ją pochłonęłam, parskając śmiechem, co kilka stron. Siedzący dookoła pasażerowie patrzyli się na mnie z politowaniem, kiedy nie mogłam powstrzymać się od niekontrolowanych wybuchów radości.
          Herriot napisał książkę o swoich perypetiach lekkim, humorystycznym językiem w 1970 r. Koniecznie muszę sięgnąć po kolejne jego dzieła, gdyż ,,Jeśli tylko potrafiłyby mówić" bardzo mnie zachwyciło i następne części przygód weterynarza szalenie mnie interesują. Nie spodziewałam się, że lekarze zwierząt mogą mieć tak trudne, a zarazem pasjonujące życie, wiele historii mnie rozbawiło, a inne wzruszyły. W lekturze bohaterami są nie tylko czworonogi, ale także ludzie ze wsi - nie zawsze mili i sympatyczni. Wszystkie opowieści Herriota były ciekawe, naprawdę warto je poznać. Po raz kolejny potwierdza się reguła, że najlepsze materiały na książkę przekazuje zawsze samo życie. Powieść gorąco polecam. Moja ocena: 10/10.

środa, 26 lipca 2017

W imię miłości

Hej!
Dzisiaj notka książkowa :)




   Tytuł: ,,W imię miłości"
   Autor: Katarzyna Michalak
   Okładka: miękka
   Ilość stron: 287











Fabuła:
          Małgorzata jest ciężko chora. Musi oddać jedyną córkę - Anię pod opiekę swojemu ojcu, który 10 lat wcześniej wyparł się rodziny. 10 letnia Kraska boi się reakcji dziadka na jej obecność, lecz wierzy, że senior rodu nie wyrzuci jej z Jabłoniowego Wzgórza. Świat dziewczynki zmienia się o 180 stopni, poznaje bowiem kolejnych członków familii, a stan zdrowia Małgosi wcale się nie poprawia. Czy Ania poradzi sobie w trudnych chwilach z natłokiem szokujących wiadomości? Jakie tajemnice skrywają przed dzieckiem dorośli? Czy Małgorzata ma szansę wyzdrowieć?

       ,,W imię miłości" to pierwsza książka Michalak, jaką miałam okazję przeczytać. Zawsze chciałam poznać twórczość autorki, gdyż zastanawiała mnie rozbieżność opinii wśród blogerów. Jedni należą do fanów pisarki i chwalą jej powieści, a inni je krytykują. Cóż.. ,,W imię miłości" mnie nie zachwyciła. Lekturę pochłonęłam dosyć szybko podczas jazdy autobusem, ale naprawdę wiele momentów w tej książce powodowało u mnie ironiczny uśmiech i marzyłam o tym, aby jak najszybciej poznać już jej zakończenie. 
         Najbardziej rozśmieszyło mnie porównanie powieści do Ani z Zielonego Wzgórza - buhahahaha, to chyba jakiś żart? Dzieło charakteryzowało się ciekawą fabułą, ale tylko na początku, ponieważ z każdym kolejnym rozdziałem powieść przekształcała się w telenowelę brazylijską. Mam wrażenie, że Michalak z poważnych tematów zrobiła sobie za przeproszeniem jaja, bowiem wielu tak absurdalnych scen nie czytałam już dawno. Autorka poruszyła problemy m.in: niedojrzałych ojców porzucających rodziny, choroby nowotworowej, pedofilstwa, morderstwa, seksu i pożądania. Tylu zbiegów okoliczności nie zauważyłam chyba nawet w żadnej bajce. Na szczęście w ,,W imię miłości" bohaterowie mieli interesujące życie - wszyscy wybaczyli sobie dawne błędy, wszak Edward Jabłoński był milionerem, więc mógł odkupić swoje winy i zapłacić gotówką za operację Małgosi; niejaki Ned wiedząc, że jego córka jest w ciężkim stanie w szpitalu nie odpuścił szybkiego seksu w samochodzie z piękną dziennikarką (tuż przed pogotowiem) itd itp. Postaci występujące w lekturze mnie denerwowały, były nijakie szczególnie mała Ania - dziewczynka idealna.
          Być może to ze mną jest coś nie tak, gdyż na różnych portalach czytałam mnóstwo pozytywnych opinii na temat książki. Czytelniczki były nią oczarowane, a fabuła je wzruszyła. Hmm.. Niestety, chociaż bardzo się starałam ,,W imię miłości" nie podbiła mojego serca. Ostatnio zakończyłam wiele ciekawych lektur, które szalenie mi się podobały, a powieść Michalak na ich tle wypadła po prostu blado, do tego porównanie dzieła do ,,Ani z Zielonego Wzgórza" jest moim zdaniem żałosne. Możliwe, iż sięgnę jeszcze kiedyś po jakąś książkę polskiej autorki, ale raczej nieprędko. Moja ocena to: 5/10.