wtorek, 16 lipca 2013

Zwierzaki Świata

Skoro upolowałam już ,,Dzieciaki Świata" KLIK , to nie mogło i zabraknąć jej bliźniaczej wersji - tym razem o zwierzętach!


Tytuł: Zwierzaki Świata
Autor: Martyna Wojciechowska
Okładka: Twarda
Ilość stron: 161
Rok wydania: 2013

          Fabuła: Książka przedstawiona jej z perspektywy 5 zwierząt. Dodatkowo, każdy rozdział zawiera wiele ciekawostek o kraju, z którego wywodzi się bohater historii (jedzenie, widoki, ludzie i ich tradycje..). Wszystkie części zakończone są pomysłami na rozmowy z dziećmi.

         Opowieść 1. Carlito - mrówkojad z Wenezueli. Wstęp rozpoczynają informacje o puszczy Amazońskiej (Zielone Płuca Świata). Mrówkojady nie mają zębów. Zwierzątka dobierają się w pary tylko na okres godowy, potem rozstają - a młode jest wychowywane przez matkę. Jedzą nawet do 35000 mrówek dziennie. Lubią też miód, owoce i jajka. Mama Carlito, kiedy była malutka, wpadła w sidła kłusowników. Uratowali ją dobrzy ludzie i zabrali do siebie na farmę. Tam samica dorastała. Potem wróciła do lasu. Jednakże wraz z Carlito, którego najlepszą przyjaciółką jest małpka, często odwiedzają dawnych gospodarzy.
          Opowieść 2. Happy - orangutan z Borneo. We wstępie opisana jest azjatycka wyspa. To rodzimy kraj orangutanów. Niestety ludzie wycinają piękne tereny dżungli, która w zastraszającym tempie się kurczy. Mały Happy został złapany przez kłusowników i uwięziony w klatce. Trafił do sklepu, a następnie sprzedano go dla rodziny, gdzie dzieci chciały mieć zwierzątko do zabawy. Happy był traktowany jak lalka, bardzo tęsknił za naturalnym domem. Na szczęście uwolnili go policjanci i trafił do ośrodka dla orangutanów. Tam zwierzęta traktowane są bardzo dobrze. Zajmują się nimi opiekunki. Te małpki są niezwykle mądre, chociaż najbardziej spokrewnione z ludźmi są szympansy. Kiedy orangutany są już gotowe do życia na wolności, transportuje się je na sąsiednią wyspę. Rzadko chodzą po po podłożu. Mają krótkie nogi, ale długie i umięśnione ręce, które ułatwiają im wspinanie się po wysokich drzewach.
              Opowieść 3. Balgir - biały szczur z Indii (jest on albinosem). Na początku przedstawione są barwne Indie i ich mieszkańcy. Dla Hindusów krowy i szczury to zwierzęta święte. Gryzonie słabo widzą, mają natomiast doskonały węch i słuch. Są wyposażone w ostre zęby, które potrafią przegryźć nawet metal. Ich znakiem charakterystycznym jest nagi ogon - pozwala im utrzymać równowagę i temperaturę ciała. Szczury są symbolem mądrości i czczone przez ludzi, np. hinduski bóg Gangeś (o ciele człowieka i głowie słonia) jedzie na szczurze. Mieszkańcy wierzą w reinkarnację. Myślą, że w poprzednim wcieleniu mogli być gryzoniami. Dla szczurów została wybudowana specjalna świątynia w Deśnoku. Opiekują się nimi ludzie, którzy przyrządzają im znakomite potrawy. To miejsce jest odwiedzane przez turystów z całego świata. Jest tam ponad 20000 gryzoni. Warunkiem spotkania ze zwierzętami jest wejście do świątyni boso. Szczury są nagminnie posądzane o wywołanie epidemii dżumy, stąd nienawiść do tych zwierząt. Badania dowodzą, że były to jednak pchły żerujące na gryzoniach.
             Opowieść 4. Fusi - słonik z Kenii. Wita nas piękna i dzika afrykańska sawanna. Opowieść o Fusi jest smutna. Jej mama została zabita przez kłusowników, którzy polują na kość słoniową. Ich działania się od 1989 r. nielegalne, jednak nie da się powstrzymać tego zjawiska, dlatego że ciągle jest popyt na ciosy (zwane błędnie kłami) słoni. Robione są z nich figurki i naszyjniki. Malutka słonica przy urodzeniu ważyła 100 kg. Kiedy udało jej się uciec daleko hen od kłusowników, położyła się i leżała długo, nie mając siły wstać. Na szczęście znaleźli ją dobrzy ludzie. Fusi trafiła do ośrodka poświęconego osieroconym słoniom. Tam nabierała sił, codziennie karmiona specjalnym mlekiem przez opiekunów. Maleństwo (podobnie jak pozostałe zwierzęta w schronisku) wróci na wolność po kilkunastu latach, kiedy będzie już gotowa do samodzielnego życia. Co ciekawe, do ośrodka często wracają słonie, które są chore i potrzebują pomocy dawnych opiekunów. Mają one doskonały węch. Kiedy raz obwąchają człowieka, ich zapach zapamiętają do końca życia.
             Opowieść 5. Jessica - hipopotam z RPA. Dowiadujemy się wielu ciekawostek z Afryki Południowej. Następnie czytamy o naturalnym środowisku hipopotamów - wodzie. W niej występuje również poród. Jessica podczas narodzin została zniesiona z prądem w dół rzeki. Tam została znaleziona przez małżeństwo, które ją uratowało i udomowiło. Jest przez nich traktowana jak własne dziecko, mimo że nie mieści się już w drzwiach. Jej przyjaźń z psem została opisana na blogu, który stał się sławny. Ta opowieść przyciąga do przyjaznej hipopotamki turystów z całego świata. 

          Książka jest przepiękna. Jest w niej mnóstwo cudownych obrazków. Historie są bardzo wzruszające i pouczające. Poruszono wiele problemów: jak wycinanie dżungli, kłusownictwo. Autorka nie przedstawia dzieciom współczesnego świata jedynie w samych pozytywach. Wyjaśnia czym jest zło. A ogrom niesamowitych ciekawostek sprawił, że w lekturze absolutnie się zakochałam. Jestem zachwycona i książkę serdecznie polecam wszystkim - niezależnie od wieku (miłośnikom zwierząt szczególnie). 10/10 - i moja 20 książka przeczytana w tym roku ;)

poniedziałek, 15 lipca 2013

Królewna Lenka i awantura o skarb + Królewna Lenka czeka na wróżkę

Przypadkowo byłam dziś w księgarni, więc postanowiłam dokupić kolejne części książeczek o królewnie Lence dla mojej chrześnicy Leny, która niedługo będzie miała urodzinki. Ostatnio udało mi się upolować ,,Królewna Lenka przegania strachy". Klik

Tytuł: Królewna Lenka i awantura o skarb
Autor: Aneta Krella - Moch
Okładka: Miękka
Ilość stron: 36
Rok wydania: 2012

       Seria książeczek o królewnie Lence jest pisarskim debiutem Anety Krella - Moch. Jest ona znana głównie jako ilustratorka lektur dla dzieci. Dzięki temu kupione przeze mnie pozycje są zaopatrzone pięknymi i barwnymi obrazkami.
      Fabuła: Lenka - jak każde dziecko - posiada swój prywatny skarb. Na nieszczęście jednak ma także młodszego brata, który dopiero poznaje świat i bardzo rozrabia. Pod nieobecność królewny skrada się do pokoju siostry i...wyrzuca niezwykły skarb przez okno! Lenka jest bardzo smutna i rozgoryczona utratą jej ważnego dobytku. Krzyczy na brata, który płacze i opuszcza pokój. Czy dzieci się pogodzą? Czy dziewczynce uda się odzyskać skarb? Odpowiedzi na te i inne pytania odnajdziecie w tej cudownej książeczce!:)

Tytuł: Królewna Lenka czeka na wróżkę
Autor: Aneta Krella - Moch
Okładka: Miękka
Ilość stron: 36
Rok wydania: 2013

        Fabuła: Lenka zmaga się z poważnym problemem. Jest przerażona, bo rusza jej się pierwszy ząb! Na szczęście mama pociesza ją mówiąc, że to naturalne zjawisko, które dotyka wszystkie dzieci. Okazuje się jednak, że utrata zęba wcale nie jest taka straszna. W nagrodę w nocy do dzielnej dziewczynki przyjdzie wróżka z prezentem. Lenka udaje się do swoich przyjaciół. Wymyślają sposoby, które pomogą królewnie w szybkim pozbyciu się zęba! Który z nich okaże się skuteczny? Co dziewczynka otrzyma od skrzydlatej wróżki? Polecam lekturę książeczki :))

Według mnie obie pozycje są fantastycznym prezentem dla dzieci. Piękne, bez agresji z barwnymi ilustracjami mogą być miłą niespodzianką. Z tego co przeczytałam seria ma 5 książeczek, więc muszę dorwać jeszcze 2 :)

A tymczasem funduję sobie bombę witaminową. Pyszne owoce z działki. Smacznie się je, gorzej zrywa, ale serdecznie polecam ;)


piątek, 12 lipca 2013

Dzieciaki Świata

         W krótkim wstępie trochę prywaty. Nie wiem, czy wspominałam, ale moja mama jest z zawodu bibliotekarką. Pracowała w bibliotece przez wiele długich lat. Tato był miłośnikiem papierowych pozycji od dziecka. Rodzice zarazili mnie miłością do książek, a biblioteczka od kiedy pamiętam pękała w szwach. Bardzo szybko nauczyłam się czytać, a jedną z moich ulubionych lektur był ,,Atlas świata" z żółtą okładką, który mam na pamiątkę do tej pory. Każdego dnia rodzice uczyli mnie korzystania z tej książki. Wskazywali miejsca poszczególnych kontynentów, a w nich państw. Uczyłam się o typowych roślinach i zwierzętach. Najbardziej lubiłam jednak strony, które były poświęcone rdzennym mieszkańcom (ich kolorze skóry, charakterystycznym cechom czy tradycyjnym ubraniom). Kiedy usłyszałam o nowych propozycjach od Martyny Wojciechowskiej, od razu wiedziałam, że muszę je mieć! Uwielbiam tę podróżniczkę, a jej programy zawsze oglądam z zapartym tchem. Muszę przyznać, że niestety jednak do tej pory żadnej książki jej autorstwa nie miałam okazji przeczytać (chociaż oczywiście mam je na mojej liście ,,must have"). Kiedy w Biedronce dostrzegałam promocję książek z 35 na 25 zł., nie wahałam się ani chwili. Tym bardziej, że kupując te pozycje, wspiera się budowę Przylądka Nadziei we Wrocławiu (nowoczesnej kliniki dla dzieci chorych na raka). 


Tytuł: ,,Dzieciaki świata"
Autor: Martyna Wojciechowska
Okładka: Twarda (piękna, kolorowa)
Ilość stron: 161

      Książka była zafoliowana, pachnąca świeżością. Oczarowała mnie od pierwszego momentu. Przyznaję szczerze - jestem nią zachwycona! Lektura jest niesamowita. Na każdej stronie występuje mnóstwo cudownych, barwnych zdjęć i interesujących ciekawostek (o wielu wcześniej nie miałam pojęcia). Pozycja jest gruba, także nie jest to książka na pół godziny. Nie mniej jednak czyta się ją szybko z dużym zaciekawieniem. Jak sugeruje autorka, lektura przeznaczona jest dla dzieci od 3 do 103 lat. Myślę, że im dziecko starsze tym więcej zrozumie. Polecam ją również dorosłym, bo ja ani przez chwilę się przy tej rewelacyjnej książce nie nudziłam!

Fabuła:
Lektura podzielona jest na 5 historii. Każda z nich opisana jest z perspektywy dziecka. Dowiadujemy się wielu nowych informacji o danej osobie, jej rodzinie, państwie i plemieniu z jakiego się wywodzi. Oglądamy piękne zdjęcia związane z tematem.

         Historia 1 - Zuzu (sześciolatek), żyje w Afryce w Nambii. Wywodzi się z plemienia Himba, które zamieszkuje najstarszą pustynię świata Namib (jest koloru czerwonego, a wydmy osiągają nawet do 300m. wysokości). Mieszkańcy oczywiście borykają się z problemem wody. Myją się popiołem i dymem z ogniska. Charakteryzują się ciekawie plecionymi warkoczami na głowie. Ciała smarują czerwoną substancją, która chroni przed słońcem i odpędza owady. Zuzu zajmuje się wypasem kóz i odganianiem ich od hien. Plemię jest bardzo biedne, żywi się tym co wyhoduje. Dzieci nie chodzą do szkoły, ich jedynymi zabawkami są patyki. 
          Historia 2 - Lien (sześciolatka), żyje w Zatoce Ha Long w Wietnamie. Owe miejsce jest najbardziej popularne w całym państwie. Przyjeżdża do niego wiele turystów, również zagranicznych. Ludzie mieszkają tu na połączonych tratwach na wodzie. Kobiety nawet w upale zakrywają sobie twarz chustami, na dłonie wkładają rękawiczki, a na głowę charakterystyczny kapelusz. Nie lubią ich żółtej skóry i uważają, że im są bledsze - tym piękniejsze. Zakupy robią w pływającym sklepie. Lien po wakacjach musi się wyprowadzić do swojego wujostwa w mieście, bo zacznie chodzić do szkoły. Rodziców będzie odwiedzać tylko w czasie wolnym. 
            Historia 3 - Matina (ośmiolatka) - żywa Kumari, mieszkająca w Nepalu. Została wybrana z tysięcy dzieci. Kumari musi spełniać wiele kryteriów m.in. mieć oczy wielkie i łagodne jak krowa, serce mężne jak lew. Jej ciało powinno być idealne, bez żadnego zadrapania. Aby zostać boginią, przechodzi test (ostatni etap polega na spędzeniu nocy w piwnicy z obciętymi głowami bydła) - nie może zapłakać, gdyż powinna cechować się wielką odwagą. Kumari może rozmawiać tylko ze swoją opiekunką i prywatnym nauczycielem. Wychodzi z domu 13 dni w roku (niesiona w lektyce, gdyż jej stopy nie mogą dotknąć ziemi - aby się nie skaleczyła). Codziennie jest pięknie malowana i ubierana przez gosposię. Do jej obowiązków należy pozdrawianie tłumów. Podobno posiada zdolności uzdrawiania. Nie może się bawić z innymi dziećmi. Pozostaje żywą boginią do momentu, aż dostanie pierwszą miesiączkę. 
          Historia 4 - Mebratu (ośmiolatek) z Etiopii. Mieszka w najbiedniejszym państwie świata. Chłopiec, aby móc chodzić do szkoły, dorabia w mieście jako pucybut. Codziennie rano biega więc do miasta do pracy, a potem do szkoły. Dlaczego biega? Etopia znana jest z najszybszych biegaczy na całej kuli ziemskiej. Najsławniejszy sportowiec - Abebe Bikila - przebiegł w Rzymie ponad 42 km na bosaka, bo nie stać go było na buty. Etiopska kawa jest najlepszą na świecie (na marginesie polecam dokument ,,Czarne złoto"), a kobiety z tego państwa uważane są za najpiękniejsze w całym wszechświecie. Na każdym kroku można spotkać tu osoby chodzące na szczudłach, bo jest to dla nich naturalny i łatwy sposób poruszania się.
            Historia 5 - Mali (pięciolatka) mieszkająca w Tajlandii. Wioska Dziewczynki położona jest w dżungli, a domy na bambusowych palach - dla ochrony przed tygrysami. Charakterystycznym środkiem komunikacji są słonie. Dzieci w szkołach uczą się 3 języków (tajwańskiego, angielskiego i plemiennego). Inne ich przedmioty znacznie odbiegają od naszych. To m.in. nauka jak odróżnić węże jadowite od łagodnych. Kobiety z plemienia Padaung, znane są ze swoich długich szyj, na które nakładają obręcze (czują się dzięki temu piękniejsze, a turyści dużo płacą za zdjęcia). Obręcze małej Mali ważą już 3 kilo.. Jej mama ma szyję 30 cm, a na niej aż 20 obręczy. Charakterystyczną rośliną z tych rejonów jest bambus, który rośnie bardzo szybko (nawet metr w ciągu doby).

            Każdą opowieść podsumowują tematy do rozmowy. Rodzice powinni rozmawiać z dziećmi, jak ważne jest szanowanie wody, czy docenianie tego, co się dostało od losu. Biedne brzdące cieszą się każdym drobiazgiem, dlatego my - dzieci Europy (które mamy co jeść, mieszkanie, czystą wodę) - nie powinniśmy narzekać. To moja 17 książka przeczytana w tym roku, którą serdecznie wszystkim polecam. Jest fantastyczna!! Stawiam 10/10. Tymczasem ja szykuję się do babci, a do Was zajrzę wieczorem. Miłego dnia!:)

niedziela, 7 lipca 2013

W szpilkach od Manolo

Hejka! Nie było mnie parę dni, ale kompletnie nie miałam czasu, także wieczorem nadrobię zaległości na Waszych blogach :) Tymczasem wstawiam recenzję książki, którą ostatnio przeczytałam. Miałam sporo czasu, bo jechałam do Częstochowy, a tylko w jedną stroną - spędziłam w naszym cudownym polskim pociągu - ponad 5 h:)


Tytuł: ,,W szpilkach od Manolo"
Autor: Agnieszka Lingas - Łoniewska
Ilość stron: 325
Okładka: Miękka ze skrzydełkami
Gatunek: komedia romantyczna, kryminał

       Książkę od dawna chciałam przeczytać. Bardzo ucieszyłam się, kiedy udało mi się ją wygrać, ponieważ nie musiałam jej odkładać na później :) To moja pierwsza przygoda z autorką, ale dziś już wiem, że na pewno nie ostatnia! Pisarka pochodzi z Dolnego Śląska i od 5 lat mieszka we Wrocławiu. Sama również jestem Dolnoślązaczką, więc nie mogłam się doczekać spotkania z książką i poznania stylu pisania Agnieszki Lingas - Łoniewskiej!
         Fabuła: Główna bohaterka to 35 letnia Liliana. Mieszka we Wrocławiu, kocha wysokie szpilki i pracuje w korporacji, której to - ma już swoją drogą - po dziurki w nosie. Jest singielką (mającą własne mieszkanie) i posiadaczką trzech kotów. Do szaleństwa doprowadzają jej docinki mamy, bo przecież wszystkie jej przyjaciółki czy sąsiadki są już babciami i mają zięciów... Mamulka nie rozumie na co czeka jej córka, powinna myśleć o ślubie, a nie głupoty jej w głowie!
       Liliana to silna dziewczyna, twardo stąpająca po ziemi. Ma 3 przyjaciółki, z którymi pracuje razem w firmie. Nie cierpi swojej szefowej (nadano jej pseudonim Lejdi).  Pewnego dnia Lilka przyjeżdża do pracy. Zauważa przystojnego jegomościa, który zajął jej miejsce parkingowe. Pomimo drobnej sprzeczki, między tą dwójką od razu iskrzy. Jak można się domyślić, od tego momentu między główną bohaterką i Michałem rozpoczyna się gorący romans. Jednak nie wszystko będzie takie proste. Partner naszej bohaterki, który jednocześnie jest jej nowym szefem, skrywa tajemnicę. Jaki jest jego prawdziwy zawód? Do tego dochodzą liczne porwania miejscowych dziewczyn. Kto za tym stoi? Kidnaper zastawia również sidła na główną bohaterkę. Czy Lilianie uda się wyjść z opresji? Odpowiedzi na te pytania odnajdziecie w książce, którą serdecznie polecam. 
        Lekturę czytało się bardzo szybko. Jest w niej mnóstwo zabawnych dialogów. Często śmiałam się pod nosem. Do tego wątek kryminalny. Zaskakujące zakończenie. W zasadzie do samego końca nie spodziewałam się kto jest oprawcą i jakie są jego powody porwań. Dopełnieniem były znane mi dobrze miejsca na Dolnym Śląsku - Wrocław, Kamienna Góra, Książ. Miło było mi czytać książkę, gdzie akcja toczy się w południowo - zachodniej Polsce, gdyż sama tu mieszkam :)
         Dodatkowo chciałam zwrócić uwagę na okładkę. Moim zdaniem jest ona jedną z lepszych jakie miałam okazję spotkać w swoim życiu. Idealnie dopasowana i dopracowana w każdym szczególe. Kiedy leżała na moim biurku, pozostawiała złudne wrażenie, że to pudełko z butami :D
        ,,Szpilki od Manolo" to moja 16 książka przeczytana w tym roku. Jest świetną pozycją na wakacyjne wieczory. Lekka i zabawna, w tle gorący romans. Dawno nie czytałam już takiego gatunku, więc mogłam sobie przy niej odpocząć, nie rozmyślając za dużo. Stawiam 8/10 :)


A teraz trochę prywaty :) Moje spotkanie z koleżanką bardzo się udało. Pogoda dopisała, Częstochowa zwiedzona! Oczywiście poplotkowałyśmy jak za dawnych czasów. Kumpela mieszka pod Paryżem z chłopakiem Francuzem. Dostałam w prezencie kubeczek (piję w nim teraz pyszną kawusię :)) oraz krówki ukraińskie, który przywiózł jej brat studiujący we Lwowie.


Jadłam również ślimaki, które smakowały dla mnie jak gumowa pieczarka :D 

Ślimaki na 15 minut w piekarniku 

Ślimak już gotowy do konsumpcji :D

Ja szykuję się teraz do babci i wracam do Was wieczorem :) Miłego popołudnia wszystkim!

poniedziałek, 1 lipca 2013

Królewna Lenka przegania strachy

Moja chrześnica Lenka w sierpniu będzie miała urodziny. Wypatrzyłam dla mniej fajny prezent i mam nadzieję, że jej się spodoba :) Ktoś z Was ma w rodzinie małą Lenę ?:)


Tytuł: Królewna Lenka przegania strachy
Autor : Aneta Krella - Moch
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 37
Oprawa: miękka

Książeczka jest cieniutka i ma przepiękne obrazki! Myślę, że szczególnie spodoba się wszystkim dziewczynkom o imieniu Lena, których - jak zauważyłam ostatnio - jest całkiem sporo.  Lektura dla najmłodszych jest o królewnie. Młoda dama wraz ze znajomymi wymyśla grę. Zabawa polega na tym, kto wymyśli straszniejszego potwora. Odważna Lenka, po wyjściu przyjaciół, boi się sama spać. Słyszy dziwne i przerażające dźwięki. Na pomoc woła rodziców. Królowa ma pewien pomysł, który ma pomóc przegonić strachy. Jaki i czy okaże się on być skuteczny dowiecie się z tej pięknej książeczki, którą polecam z całego serca :)



I tak oto jest już 1 lipiec. Mam wrażenie, że skurczyła się doba, a czas pędzi coraz szybciej jak szalony. Ostatnie pół roku minęło w mgnieniu oka. Niestety był to dla mnie ciężki okres obfitujący w problemy rodzinne. Mam nadzieję, że drugie pół roku będzie bardziej udane. Cieszę się, że zaczęłam prowadzić bloga, który stał się dla mnie ogromną niespodzianką i miłą odskocznią. Dziękuję za ponad 5 tys. wyświetleń i 77 obserwatorów <3
Zrobiłam małe podsumowanie i nazbierałam jednak parę plusów w ciągu 6 miesięcy:)
- odebrałam dyplom magistra
- byłam na koncercie mojego ulubionego zespołu Coma (a wcześniej w Empiku zgarnęłam autografy)
- wzięłam udział w Międzynarodowych Targach Turystycznych we Wrocławiu (uczestniczyłam w wykładach Beaty Pawlikowskiej i Wojciecha Cejrowskiego, zdobyłam ich autografy w książkach i zdjęcie z Cejrowskim)
- pojechałam na wycieczkę do Nowej Rudy (kopalnia + ryneczek)
- byłam 3 razy w kinie
- obejrzałam 17 filmów
- przeczytałam 14 książek 
- wygrałam mnóstwo nagród w konkursach :)
I tym optymistycznym akcentem kończę mojego refleksyjnego posta i życzę Wam wszystkim wiele sukcesów i szczęśliwych chwil na nowe półrocze!
XOXO Alicja

niedziela, 23 czerwca 2013

Pionowe formy wyciszenia


Dzisiaj recenzja książki ,,Pionowe formy wyciszenia". Wygrałam ją u http://mieedzykartkami.blogspot.com/ , dzięki uprzejmości Wydawnictwa http://novaeres.pl/ .


Tytuł: ,,Pionowe formy wyciszenia"
Autor: Krzysztof Bodzoń
Ilość stron: 150 (prolog + 5 rozdziałów)
Okładka: Miękka
Książka wyróżniona w konkursie Literacki Debiut Roku 2011

No cóż.. Po przeczytaniu lektury, mam mieszane uczucia. Spodziewałam się lekkiej propozycji na błogie wieczory. Okazało się, że książka wymaga jednak trochę myślenia. Nie pochłonęłam jej jednym tchem. Po przeczytaniu kolejnych fragmentów, musiałam odkładać książkę na bok i przemyśleć jeszcze raz, o co tak naprawdę chodziło. Dlaczego?

           Autor był mi wcześniej nieznany. Z chęcią przeczytałam zatem przeprowadzony z nim wywiad na blogu http://mieedzykartkami.blogspot.com/2013/06/jakis-czas-temu-zapowiedziaam-wywiad-z.html .Dzięki niemu trochę się wyjaśniło. Ojciec pisarza był malarzem. To spowodowało, że Krzysztof Bodzoń zainteresował się sztuką. 
            Fabuła: Główną bohaterką jest kobieta: Liv Kamark, która ma 39 lat. Mieszka w Sztokholmie. Jest matką. Pracuje jako kustosz. Interesuje się sztuką. Napisała rozprawę zatytułowaną ,,Pionowe formy wyciszenia". Kiedy była dzieckiem, zmarła jej siostra, a potem nadużywający alkoholu ojciec. Związała się z Johanem, który odszedł potem do jej przyjaciółki (cios!). Liv doszła do wniosku, iż jej związek był i tak pozbawiony sensu. Zdecydowała się poślubić przyjaciela z młodości, w którym z biegiem czasu się zadużyła (kochała go bardziej niż Johana). Niestety tej sielance przeszkodziła była przyjaciółka głównej bohaterki. Najpierw chciała odebrać Liv dziecko (była bezpłodna na skutek swojej wczesnej inicjacji z mężczyznami - co spowodowało ciążę, która skończyła się aborcją). Potem dążyła do zniszczenia związku Liv. Czy jej się udało? Dowiecie się o tym, sięgając po książkę :)
           Lekturę czytało się dosyć ciężko. Głównie dlatego, że wiele w niej odnośników do sztuki. Na pewno znawców tego tematu - artystów, pozycja zainteresowałaby bardziej. Dla mnie te pojęcia były trochę zagmatwane i wiele się natrudziłam, żeby przez nie przebrnąć.
           Ciekawą sprawą było napisanie książki z perspektywy kobiety i wcielenie się w nią przez autora, który jest przecież mężczyzną. Czy pisarzowi to się udało? Myślę, że jest to kwestia sporna. Bohaterka jest postacią skomplikowaną. Dużo rozmyśla. Stosuje zabieg retrospekcji, wyszukane słownictwo, które dla przeciętnego obywatela jest niezrozumiałe. Dominuje wiele filozoficznych fragmentów. Osobiście wolę jednak książki pisane prostym językiem. Lektura dosyć długo się rozkręcała. W zasadzie akcja nabrała tempa po 80 stronie. Wtedy to zaczęła wzbudzać moje co raz to większe zainteresowanie.
            Według mnie na uwagę zasługuje okładka. Od razu wpadła mi w oko. Generalnie mam fioła na punkcie okładek. Często to ona sprawia, że sięgam po daną pozycję (lub nie). Obwoluta omawianej książki podoba mi się. Jest dosyć ciekawa i intryguje. 
            Podsumowując, książka nie jest idealna dla osób które chcą się odstresować i szukają czegoś lekkiego. Jednak lektura ma w sobie jakiś urok, jest trochę inna od wszystkich. Może to kwestia nawiązań do sztuki. Dla mnie to nowość. Fabuła nie jest zła, ale pewne fragmenty (np. kwestie seksu głównej bohaterki z mężczyznami czy kobietą) wycięłabym. Po za tym nagabywana przez sąsiada, młoda Liv (jak to było? podoba mu się jej dupa :O - ujmując dupa dwunastolatki), zostaje w efekcie parę lat później przez niego zgwałcona. Na szczęście nie zachodzi w ciążę, bo stosuje tabletki antykoncepcyjne (w tamtej chwili miała 16 lat, więc wcześnie ! zaczęła kontakty z facetami...). Dodatkowo kobieta, która spodziewa się dziecka, nie odmawia alkoholu i pali papierosy? Oj minus ode mnie :) Moja ocena to 6.5/10. Źle nie jest, ale artystką niestety nie jestem, a wiem, że oni odczuwają sztukę głębiej i wiele książkowych faktów zinterpretowaliby na pewno inaczej :) Ja muszę ją jeszcze przetrawić :p Może ktoś ją czytał ? :) Polecam, jeśli ktoś lubi książki, które nawołują do głębszych przemyśleń. Bez wątpienia jest to ciekawa propozycja dla dusz artystycznych :) P.S. To moja 14 książka przeczytana w tym roku.

piątek, 21 czerwca 2013

Gringo wśród dzikich plemion

Witajcie! Ciągle cierpię na chroniczny brak czasu, ale obiecuję się poprawić i dzisiaj poczytam Wasze blogi :) A tymczasem recenzja ,,Gringo wśród dzikich plemion".


Z książką Wojciecha Cejrowskiego spotkałam się po raz pierwszy, ale już wiem ,że nie ostatni :)
Kim jest autor? Pewnie wszyscy dobrze wiedzą: podróżnikiem, dziennikarzem, satyrykiem...
Jednak dla wielu ludzi w najwęższym znaczeniu jest osobą kontrowersyjną. W odbiorze jego dzieł i fantastycznych podróży, przeszkadzało mi często jego zaangażowanie w politykę i religię. Ciężko było się skupić na osiągnięciach Cejrowskiego. Gdzieś w głębi duszy zawsze chętniej poświęcałam swój czas Martynie Wojciechowskiej bądź Beacie Pawlikowskiej, które zajmowały się tylko tym, czy powinny. Nie neguję jednak, że Wojciech Cejrowski jest osobą, którą bardzo podziwiam. Cykl programu ,,Boso przed świat" szalenie mi się podoba. Lubię jego charakterystyczne poczucie humoru i satyryczne podejście, a jednocześnie całkowite poświęcenie pasji. Przyznaję, że trochę bałam się książki podróżnika, jednak zupełnie  niepotrzebnie. Moim zdaniem jest rewelacyjna!

Tytuł: ,,Gringo wśród dzikich plemion"
autor: Wojciech Cejrowski
Okładka: twarda (złota okładka za przekroczenie nakładu pół miliona egzemplarzy)
Ilość stron: 303
Rok wydania: 2011

       Książka podzielona jest na 7 części + Na koniec + Blondynka w dżungli. Pomiędzy wszystkimi historiami umieszczone zostały wspaniałe zdjęcia - których niestety nie mogę Wam pokazać, bo jest zakaz kopiowania:( - ogromna szkoda, bo ilustracje są naprawdę fantastyczne! Wszystkie części podzielone są na podrozdziały, które stanowią krótkie opowiadania (często od 1 do 4 stron). Taki układ sprawia, że książkę czyta się przyjemniej i szybciej. Często pod podrozdziałami są kolejne fotografie, zazwyczaj mniejsze.
     Co jest charakterystyczne dla tej książki? Po pierwsze język. Historie opisane w interesujący sposób, śmieszą do łez. Czytając książkę, słyszę głos podróżnika i jego satyryczny humor. To wszystko dopracowano do najmniejszego szczegółu (nic dziwnego - autor pisał książkę 3 lata, potem było mnóstwo poprawek). Po drugie czcionka. Chyba nie spotkałam się jeszcze z żadną książką, która w dużym stopniu omija oficjalny druk. Wielokrotnie, ważne wyrazy zostały pogrubione. Jeszcze częściej użyto zabiegu rozciągnięcia słów (jakby cedzenie liter). Co chwilę pojawia się kursywa. Zdania rozszerzono nawet na stronę, co buduje napięcie. Są różne szlaczki, zabawa literami. Przy słowie bąbelki - narysowane bąbelki itd. To czyni książkę jeszcze ciekawszą i przyciągającą uwagę. 

         Ale o czym jest książka? Sam tytuł sugeruje, że będzie ona o dzikich plemionach Indian. I tak w dużej mierze jest. Autor wspomina swoje podróże po Ameryce Łacińskiej. W zasadzie jednak każda część poświęcona jest innemu tematowi. Mnie najbardziej do gustu przypadł rozdział 7 ,,Wyprawa na biegun dżungli". Nie na darmo, podróżnik zostawił najlepszą historię na koniec. Cejrowski wymienia 2 bieguny znajdujące się w dżunglach. Pierwszy na Borneo, a drugi Darien w Ameryce Łacińskiej (pomiędzy Panamą i Kolumbią). Są to krańce świata, do których trudno dotrzeć. Autor poświęca ten fragment książki wyprawie, jaką odbył na tym drugim biegunie. Pomimo, że miejsce to było (i jest) bardzo niebezpieczne, podróżnik nie zląkł się, a wręcz przeciwnie - historie o zaginionych turystach nakręcały Cejrowskiego jeszcze bardziej. Narażanie życia spowodowane było zamieszkaniem tego obszaru przez złowrogie indiańskie plemienie Kuma. Do tego hardcorowe warunki w dżungli - to nie mogła być prosta wyprawa. Autor odrzucił strach oraz panikę i postanowił być pierwszym Polakiem, który przemaszeruje ten rejon na piechotę. Zabrał ze sobą pewną Blondynkę (wszyscy wiedzą, że chodzi o jego ówczesną żonę-nie żonę Pawlikowską), która radziła sobie w dżungli lepiej niż on. Jak poradzili sobie podczas wędrówki? Zapraszam do lektury:) Ja z mojej strony wyrażam ogromny szacunek do autora. Podziwiam jego odwagę, ale przede wszystkim spryt, który uratował go z opresji.
       
        Inne historie są również bardzo wciągające. Fragmenty, które opowiadają o jego przekraczaniu granic nielegalnie, budzą ogromny respekt. Podrabianie wiz czy przejście na książeczkę zdrowia - wbijają w fotel ale i wywołują uśmiech. Odnośnik do misjonarzy to jeden z najlepszych urywków w całej książce. Cejrowski porównuje ich do kwiatów na łodygach (polskich księży właśnie do łodyg). Historie o polskich misjonarzach, którzy mieszkali w dżungli z Indianami i mieli ich nawracać - wywołują łzy wzruszenia. Polscy reprezentanci nie robili niczego na siłę. Jeden z nich poświęcił 40 lat swojej pracy dla Indian, a kiedy miał się odbyć chrzest czerwonoskórych, zrezygnował z niego, bo jednak plemię nie było na to jeszcze gotowe. Inny, aby zbliżyć się do mieszkańców, odprawiał mszę nago. W głównej mierze misjonarze pomagali Indianom po prostu w życiu codziennym. Autor krytykuje odłam religijny - mormonów. Ochrzcili oni plemię, zakazali magii i odjechali, pozbawiając leków i lekarza. Bez siły szamana, ludzie umierali natychmiast. I jaki sens miał ten zabieg? Zaklęcia są złe jeśli chodzi o czarną magię, natomiast w momencie zagrożenia życia, jeśli tajemnicza moc może pomóc, trzeba ją stosować.
         Interesujący jest również rozdział poświęcony naturze. Niebezpieczne rośliny i zwierzęta są naturalnym składnikiem dżungli. Pewnego dnia podróżnik poczuł ukłucie w palcu stopy. Po przyjeździe do Polski, okazało się, że ugryzła go larwa, która zamieszkała w jego ciele. Gdyby nie zareagowano natychmiast, za parę tygodni wyleciałby ze stopy piękny motyl, ale część nogi trzeba byłoby szybko amputować. 
            Najbardziej zabawne jednak były historie, które Cejrowski wymyślał na poczekaniu o swojej bliźnie (w wieku 5 lat usunięto mu prawe płuco). Walka z jaguarem lub inne śmieszne opowieści, które przedstawiał Indianom powodowały, że zyskał ich szacunek. Bo jak osoba z taką blizną mogła to po prostu przeżyć? Dzięki odgórnej magii, czarom! Gringo musi mieć w sobie jakieś tajemne moce, na pewno jest to biały szaman!

            Dzięki tej książce dowiedziałam się więcej o Ameryce Łacińskiej niż przez całe swoje życie. Lubię takie lektury, bo wiele z nich wynoszę. Doczytuję więcej informacji i w ten sposób przypomniałam sobie wszystkie państwa Ameryki Środkowej i Południowej wraz ze stolicami, górami, rzekami itd. Nauczyłam się dużo więcej niż na przedmiocie, który miałam na studiach ,,Ameryka Południowa" (to były nic nie warte zajęcia, które polegały tylko na czytaniu co tydzień paru grubych ksiąg i zapamiętywaniu mnóstwa dat).
           Najwięcej informacji otrzymałam o Indianach, o których wcześniej nie wiedziałam w zasadzie nic. Podziwiam ich za to, że jako jedyni potrafią żyć w spartańskich warunkach, szanując prawo dżungli.
              Z chęcią sięgnę po kolejne dzieła Cejrowskiego. Uważam, że jest bardzo dobrym pisarzem, ponieważ przemawia do czytelnika językiem prostym i humorystycznym. Mało tego, chce naprawdę zainteresować odbiorców. Co chwilę w tekście można zauważyć tajemnicze słowo ,,Posłuchajcie".. Po lekturze tej książki, kiedy mogłam lepiej poznać podróżnika, nawet program ,,Boso przez świat" jest ciekawszy. Audycje poświęcone wyprawom oglądam przyklejona do ekranu, natomiast wypowiedzi dziennikarza o polityce po prostu wyłączam... i już nic się ze sobą nie kłóci. Książka 10/10! P.S. To moja 13 pozycja przeczytana w tym roku.

Aaaa i jeszcze jedno Yerba mate.. Pił ktoś?? Muszę kiedyś spróbować:)) 
Póki co czytając,  relaksowałam się przy domowym deserze :)
Jogurt naturalny + 1 banan + garść truskawek + garść rodzynek = pycha!! Polecam!