środa, 24 września 2014

Gwiazd naszych wina

Hej!
Dzisiejsza notka dotyczyć będzie sławnego ostatnio tytułu. Blogosfera długo fascynowała się książką Johna Greena, więc i ja postanowiłam ją w końcu przeczytać. Bardzo ucieszyła mnie biblioteczka Biedronki, gdzie ujrzałam ,,Gwiazd naszych wina" po cenie promocyjnej. Moja przygoda z lekturą trwała kilka dni.





    Tytuł: ,,Gwiazd naszych wina"
    Autor: John Green
    Okładka: miękka
    Ilość stron: 312









Fabuła:
        Hazel ma 16 lat. Od 13 roku życia zmaga się z nowotworem tarczycy, który przemieścił się do płuc. Nastolatka musi być o każdej porze dnia i nocy podłączona do tlenu, bez niego szybko umrze. Dziewczyna doskonale wie czym jest ból i ogromne cierpienie, bowiem często przebywa w szpitalach, gdzie poddawana jest zabiegom odsączania krwi rakowej, która gromadzi się w płucach. Niespodziewanie, na jednym ze spotkań grupy wsparcia, Hazel spotyka Augustusa. Chłopiec jest od niej niewiele starszy, w wyniku nowotworu tkanki kostnej amputowano mu nogę. Czy miłość między chorymi nastolatkami przetrwa wszystkie przeciwności losu? Odpowiedź znajdziecie w książce Johna Green'a, którą polecam.

        Lekturę przeczytałam w ciągu 4 dni. Jest ona pisana językiem młodzieżowym. Do środka egzemplarza załączonych zostało kilka zdjęć filmowych. 
       Historia Hazel i Augustusa jest bardzo smutna. Czytelnicy dostając się do świata bolesnej choroby, powinni w końcu docenić własne zdrowie. Dzieci zmagające się z okrutnymi nowotworami nie mają żadnych szans na normalne życie. Główna bohaterka podczas każdego wyjścia z domu wkładała wąsy tlenowe, chociaż nawet z nimi niezwykle szybko się męczyła (lecz bez nich dalsza egzystencja Hazel nie byłaby w ogóle możliwa). Autor przedstawia wiele przypadków śmierci młodych ludzi, którzy przegrali z tą niebezpieczną chorobą. Nawet po teoretycznym wyleczeniu, pacjenci nie mogą być pewni czy rak do nich nie wróci. Co najsmutniejsze, nowotwór dopada nawet kilkuletnich maluchów, odbierając im całą radość życia. 
        W książce nie występuje happy-end, więc dostaje ode mnie dodatkowy punkt, gdyż nie lubię bajkowych, szczęśliwych zakończeń. Podczas czytania wielu fragmentów miałam ściśnięte gardło. Postaci Hazel i Agustus przypadły mi do gustu, polubiłam ich charaktery i bogate wnętrza. Ze wzruszeniem obserwowałam wyalienowanie niesprawnych osób ze środowiska zdrowego społeczeństwa. Przyjaciółka głównej bohaterki ze szkoły nie była w stanie zrozumieć obaw cierpiącej koleżanki, zapewne sytuacja szczerze ją przerosła. Hazel źle czuła się w jej towarzystwie, ich kontakty rozluźniły się w miarę upływającego czasu.
       Autor doskonale przedstawił również miłość rodziców do chorych dzieci, ich nieustanną opiekę nad nimi, każdy dzień walki. Jednak moim zdaniem w Polsce - życie rodzin, gdzie pojawił się nowotwór znacznie różni się od tego opisanego na stronicach przez Greena. Dorośli muszą wojować o każdą złotówkę (na leki, sprzęt, rehabilitacje, operacje) dla swoich latorośli; tylko bogatych przedstawicieli stać na w miarę spokojne życie u boku przerażonych dzieci. Pisarz oprócz barwnego zobrazowania miasta urodzenia Hazel - Indianapolis, przedstawił również malowniczo Amsterdam (aż miałam chęć znaleźć się natychmiast w stolicy Holandii razem z bohaterami książki). ,,Gwiazd naszych wina" skłoniła mnie do wielu refleksji, muszę częściej cieszyć się najmniejszymi przyjemnościami otrzymanymi od losu oraz dziękować bogu za dotychczasowe zdrowie. Moja ocena lektury to: 8/10.

Oczywiście szybko postanowiłam obejrzeć ekranizację.




   Tytuł: ,,Gwiazd naszych wina"
   Reżyseria: Josh Boone
   Czas trwania: 2.12 h
   Gatunek: dramat, romans
   Rok produkcji 2014









          Jak to zwykle bywa film, który powstał na podstawie książki był od niej dużo gorszy. Brakowało mi kilku istotnych wątków występujących w lekturze, np. nie wspomniano o byłej dziewczynie Gusa, pominięto wizyty Hazel u chorego Isaaca. Kilka motywów zmieniono na niekorzyść m.in. scena z podwójną huśtawką! Produkcja pomimo ważnego przesłania była zbyt przesłodzona. Piękni bohaterowie mieszkali w luksusowych domach, jeździli najdroższymi autami, używali markowych gadżetów. Zdaję jednak sobie sprawę, że dzieło Boone'go jest kierowane głównie do serc młodzieży, więc opowieść o biedniejszych rodzinach głównych postaci zapewne nie sprzedałaby się  tak dobrze.
         Podobała mi się muzyka filmowa oraz krajobrazy USA oraz Holandii. W przyszłości koniecznie muszę zobaczyć Muzeum Anny Frank w Amsterdamie, smutna historia żydowskiej dziewczynki niezwykle mnie zainteresowała.
         Obsada średnio trafiła w moje gusta. Shailene Woodley jako Hazel irytowała mnie swoim piskliwym głosem. Przyznam, że książkową bohaterkę polubiłam znacznie bardziej niż jej kopię w dramacie reżyserowanym przez Bonne'go. Ansel Elgort zagrał rolę Augustusa poprawnie. Nie mniej jednak chłopak momentami zapominał, że jest po amputacji nogi i śmigał jak sarenka - podczas gdy pierwowzór nastolatka w dziele Greena kuśtykał i nie lubił siadać, gdyż miał potem nie lada problem ze wstaniem z danego miejsca. Doceniam natomiast grę Nat'a Wolffa, który wykreował ciekawą postać Isaaca. Aktor wystąpił jedynie w kilku scenach, ale to właśnie on swoją naturalnością zapadł mi najbardziej w pamięć. Moim zdaniem na wyróżnienie zasługuje także Willem Dafoe, który wcielił się w pisarza Van Houten'a - w zasadzie tak wyobrażałam sobie książkowego alkoholika. 
    Film momentami mnie wzruszył, skłonił do refleksji, bowiem poruszył ważny temat choroby nowotworowej. Aczkolwiek w odbiorze przeszkadzała mi cukierkowa otoczka produkcji oraz trochę zmienione zakończenie. Moja ocena: 6.5/10.

Podsumowując, dzieło Boone'go jest zdecydowanie przereklamowane. Książkę można przeczytać, chociaż spodziewałam się po tylu zachwytach w blogosferze większej rewelacji. A jakie są wasze wrażenia?

34 komentarze:

  1. Mi się książka akurat bardzo podobała, ale film jest o wiele lepszy, bardziej wzruszający. Mam zamiar przeczytać też inne książki autora :)

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka mi się podobała, choć nie tak jak większości. Film uważam za dość przyzwoitą ekranizację, chyba wzruszył mnie nawet bardziej niż książka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekałam na tą recenzję:)) Ta książka jest na drugim miejscu na mojej książkowej wish liście:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mam ochotę przeczytać tą książkę

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta książka wszędzie za mną łazi! Najwyższy czas ściągnąć ją z półki i przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książkę już kupiłam ale czeka na swoją kolej a potem będzie film :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie przeczytam tą książkę. A film? Może....

    OdpowiedzUsuń
  8. Film oglądałam, ale książkę bardzo chcę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie polowanie w Biedronce nie wyszło, ale prędzej czy później na pewno tę książkę dopadnę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. i czytałam i oglądałam :) Książka zdecydowanie lepsza, ale i tak film bardzo sie mi podobał! I wrócę do niego :) piękna muzyka na +, ale dziewczyna grająca Hazel też mnie nieco irytowała..

    OdpowiedzUsuń
  11. Film już widziałam. Przyznam się szczerze, że wiele razy się wzruszyłam. Książkę planuję niedługo poznać.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja chętnie przeczytam książkę. Jeśli skłania do refleksji,to coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem, czy zrobiłam wczoraj duży błąd, mianowicie włączyłam ekranizację, a książka i tak jest już w drodze. Nie żałuję jednak. Dilm w swej prostocie jest bardzo piękny, naturalna gra aktorów, ich ciche miłosne podchody i muzyka. Piękna ekranizacja, na której się w ogóle nie zawiodłam, choć piszę z perspektywy osoby, która nie czytała jeszcze książki. Mam nadzieję, że książka również tak szczerze chwyci mnie za serce:)

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja się bardzo boję przeczytać tą książkę, bo boję się, ze okaże się, że nie wzruszy mnie tak jak wszystkich. Co, jeśli ja nie mam serca?

    OdpowiedzUsuń
  15. Muszę jak najszybciej przeczytać tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Oglądałam jedynie film, a po twojej konfrontacji książka- film, koniecznie muszę przeczytać pierwowzór :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak tylko skończę Sparksa "Ostatnią piosenkę" biorę się za "Gwiazd naszych wina".
    Film również planuję obejrzeć, ale dopiero po książce.

    OdpowiedzUsuń
  18. Czytałam i bardzo mnie urzekła. Filmu jeszcze nie oglądałam.

    OdpowiedzUsuń
  19. Film oceniłam podobnie, jak Ty. ;) Moja notka była wyższa o pół stopnia. Ale niedługo też będę miała możliwość przeczytania książki. Już jestem ciekawa, co z tego wyjdzie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Chciałam czytać jedną książkę Greena kiedyś, ale to nie mój styl.
    Choroba nowotworowa z pewnością nie należy do łatwych tematów, jednak myślę,że trzeba o niej pisać. Także uważam, ze z reguły ekranizacje są gorsze od książek, choć zdarzają się wyjątki.

    OdpowiedzUsuń
  21. Cieszę się, że nie dałaś się porwać owczemu pędowi i nie przyznałaś 10. Ta książka jest dobra, ale nie fenomenalna. Gratuluję dostrzeżenia minusów.

    OdpowiedzUsuń
  22. Jeszcze nie czytałam, ani nie oglądałam filmu, choć zamierzam to kiedyś zrobić ;) Muszę sama się przekonać na czym polega fenomen tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja mam zamiar obejrzeć film, dzisiaj wieczorem, bo wszyscy tak chwalą i chwalą, sama nie wiem czego oczekiwać, zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Wspaniała lektura poruszająca bardzo trudny temat i uświadamiająca sprawy o których nie myśli się na co dzień, a nie są one przecież abstrakcyjne, gdyż choroba nowotworowa zbiera coraz większe żniwo

    OdpowiedzUsuń
  25. Oglądałam film. Świetny jest i bardzo wzruszający .

    OdpowiedzUsuń
  26. Ososbiście bardziej podoba mi sie ksiazka, chociaz nieco sie na niej zawiodłam, ale i tak bylo pozytywnie. Co do filmu to jedynie uzupełnił mi niektóre kwestie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie czytałam, ani nie oglądałam - może kiedyś jak będę miała okazję przeczytam by sprawdzić o co tyle szumu.

    OdpowiedzUsuń
  28. Jestem świeżo po lekturze książki. To prawda, że porusza ciężki temat, zmusza do zastanowienia się nad paroma kwestiami, momentami jest bardzo smutna, ale mnie jakoś zupełnie nie ujęła. I to nie tak, że jestem mało wrażliwa, jest zupełnie odwrotnie.
    W najbliższym czasie obejrzę też film, może w jego przypadku odczucia będą inne.

    OdpowiedzUsuń
  29. Mam w planach i książkę i film.Obiecuje sobie wiele i mam nadzieję, że się nie rozczaruje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja boję się, że jednak mogę się rozczarować. Za dużo szumu zrobiło się wokół tego pisarza, mam nadzieję, że nie na wyrost.

      Usuń
  30. Tyle się już o niej naczytałam, że sama czytać nie będę ;) To tak żartem, bo to z pewnością nie jest książka dla mnie. Ale chyba brakowało mi takiego jednego zdania, które znalazłam u Ciebie: "dzieło Boone'go jest zdecydowanie przereklamowane". Tak też myślałam :)

    OdpowiedzUsuń
  31. A przede mną ciągle książka oraz film. Mam nadzieję, że nie zawiodę się na tym tytule :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Opierałam się, ale w końcu uległam i jestem zakochana w książce. Film fajny, ale nie powala, jak to zwykle bywa z ekranizacjami.. :D

    OdpowiedzUsuń
  33. Oglądałam film, ale na książkę się już nie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń