poniedziałek, 7 lipca 2014

Reguła milczenia

Hej!
Dzisiaj przedstawię Wam recenzję książkowo - filmową :) Papierowy egzemplarz ,,Reguły milczenia" wygrałam na stopklatce.pl, w wolnym czasie z zaciekawieniem sięgnęłam po lekturę.








  Tytuł: ,,Reguła milczenia"
  Autor: Neil Gordon
  Okładka: miękka
  Rok wydania: 2003
  Ilość stron: 495





Fabuła:
      Jim Grant jest wzorowym prawnikiem. Niestety jego życie komplikuje się. Dawna koleżanka Granta - Sharon Solarz zostaje aresztowana. Młody dziennikarz - Ben Schulberg odkrywa prawdziwą tożsamość Jim'ego. Okazuje się, że bohater kilkadziesiąt lat wcześniej należał to tajnej organizacji antywojennej - The Weather Underground, która protestowała przeciwko wysyłaniu żołnierzy do Wietnamu. Zbuntowani studenci starali się zwrócić uwagę na łamanie praw demokratycznych np. podkładając bomby pod gmachy rządowe (z wcześniejszym powiadomieniem ludzi o natychmiastowej ewakuacji). Ceniony prawnik jest poszukiwany przez FBI (listem gończym) od ponad 20 lat. Jim, a raczej Jason nie ma jednak zamiaru szybko oddać się w ręce policji. Musi udowodnić swoją niewinność, aby odzyskać prawa do opieki nad swoją 7-letnią córką, której matka jest narkomanką. Te wszystkie informacje ujęte zostały w formie e-maili do Isabell. Młoda kobieta ma do wykonania pewne zadanie. Czy 17-letnia studentka będzie w stanie pomóc pewnej osobie - uwikłanej we współudział w zabójstwie funkcjonariusza prawa? Jakie tajemnice skrywa Jason? W kim zakocha się Ben? Tego wszystkiego możecie dowiedzieć się z ,,Reguły milczenia".

      Uczciwie przyznaję, że męczyłam się z tym thrillerem politycznym ponad tydzień. Denerwowały mnie szczegółowe opisy wszystkich wydarzeń, nie wnoszące nic do akcji. W zasadzie fabuła zaciekawiła mnie dopiero podczas ostatnich 100 stron książki.
      Fajnym pomysłem było przedstawienie rozdziałów pod postacią e-maili. Wątpię jednak, aby kilkunasto bądź kilkudziesięcio stronicowe wiadomości prezentowały się wiarygodnie. Oczywiście adresaci prawidłowo opisywali swoje wersje wydarzeń, jednakże nie mam pojęcia, po co doprawiali e-maile znakomitymi szczegółami o swoim seksie czy ilości wypalonych papierosów. Wydaje się wówczas, że forma e-maili całkiem traciła sens, jeśli odbiorcą była 17-letnia Isabel.
      Długo przyzwyczajałam się do chaosu panującego w książce, ciągłych retrospekcji z perspektywy wielu osób. Polubiłam jednak postaci głównych bohaterów: Jasona Sinai, Mimi Lurie, Bena Schulberga. Końcowe rozdziały mnie naprawdę zainteresowały. Nie mogę jednak napisać, że lektura trzymała mnie w napięciu, bo większa część książki mnie realistycznie nudziła.
       Karygodnym błędem był jednak opis okładki z tyłu thrillera. Widocznie wydawca nie zajrzał nawet w głąb książki, bo na obwolucie widnieje streszczenie lektury z użyciem nazwiska Ben Shepard. Niestety, taka osoba w książce się nie pojawiła. Owszem bohaterem był Ben, ale... Schulberg. Shepard to postać występująca w filmie, a nie w lekturze. Szkoda, że papierowe wydanie zawiera taką pomyłkę. Rozumiem, że okładka z biegnącym Redfordem ma przyciągać czytelników, jednak ekranizacja reżysera nie jest podobna do dzieła Gordona, więc błąd z nazwiskiem nie powinien się zdarzyć.
       Dużym plusem ,,Reguły milczenia" było jednak tło akcji z lat 70. Z przyjemnością powróciłam do czasów, gdzie rządzili hipisi, spodnie dzwony czy marihuana. Dowiedziałam się wielu ważnych szczegółów dotyczących organizacji The Weather Underground. Poznałam system nastrojów antywojennych panujących w USA, gdy wydano decyzje o wtargnięciu na teren Wietnamu, a później Kambodży i Laosu. Moja ocena książki to 5.5/10.

Lektura wydawała mi się być świetnym materiałem na film. Szybko zatem włączyłam słynne dzieło Redforda.




    Tytuł: ,,Reguła milczenia"
    Reżyser: Robert Redford
    Gatunek: thriller polityczny
    Czas trwania: 2 h.
    Rok produkcji: 2012









Fabuła:
       Jim Grant rok wcześniej stracił w wypadku samochodowym żonę. Kiedy jego 11-letnia córka pomału odzyskuje radość życia, prawnik dowiaduje się o aresztowaniu Sharon Solarz. Młody dziennikarz Ben Shepard odkrywa prawdziwą tożsamość Jima, który okazuje się być poszukiwanym od ponad 20 lat listem gończym - Nickiem Sloan'em. Mężczyzna musi udowodnić swoją niewinność w procesie napadu na bank i niespodziewanym morderstwie policjanta w 1974 r. Czy Nick odnajdzie Mimi Lurie? Jaką tajemnicę skrywa Sloan? Tego możecie dowiedzieć się, oglądając film.

      Miałam nadzieję, że produkcja Redforda zagwarantuje mi wiele emocji podczas długiego seansu. Niestety, film w ogóle nie trzymał mnie w napięciu, wynudziłam się na nim bardziej niż podczas czytania książki. Pomimo tego, że thriller trwał 2 h, czyli wcale nie był krótki, zawarto w nim wszystko i nic. Zabrakło tempa akcji, fabuła się ślimaczyła, nic konkretnego z niej nie wynikało.
       Zdaję sobie sprawę z tego, że ekranizacja może znacznie różnić się od swojego papierowego pierwowzoru, jednak mam wrażenie, że produkcja została zmieniona za bardzo. To, że nie pojawiły się e-maile do Isabel, będące główną przyczyną całej historii, mogę zrozumieć. Niestety, bardzo nie spodobała mi się zmiana imion i nazwisk w filmie. Fakt, że córka prawnika nie miała już matki, mocno mnie zdenerwował, bo w książce uzależniona od narkotyków rodzicielka Isabel była jedną z ważniejszych postaci. Mogę przeboleć informację, że w scenariuszu nie zdecydowano się na podkreślenie romansu Bena z Rebeccą. Jednakże nie mieści mi się w głowie jak główny bohater, mający małe dziecko jest 75letnim staruszkiem! Cenię osobę Redforda, jednak postać Nicka powinien oddać młodszemu aktorowi, bo jednak jako Sloan nie był dla mnie wiarygodny. Uważam, że najważniejszy błąd produkcji to jednak zarys ucieczki prawnika przed policją. W tv wyświetlano zdjęcie poszukiwanego Nicka, podczas gdy on stał wśród kilku ludzi i nikt nie zwrócił na niego uwagi. Wielokrotnie Sloan pojawiał się w miejscach publicznych, mimo iż był poszukiwanym terrorystą, a jego zdjęcia zdobiły okładki wszystkich gazet. Mężczyzna nie pomyślał o zmianie ubrań, rekwizytów czy nowej fryzurze. Podczas gdy w książce główny bohater bardzo często farbował włosy, doklejał wąsy, zapuszczał brodę, filmowy Sloan zakładał jedynie czapkę z daszkiem, dzięki której nikt go nie poznał. Ekhmmm ;]
        Produkcja była miałka, bez polotu, nudna jak flaki z olejem. Dobrze, że przynajmniej zachowano tło akcji, czyli nawiązania do tajnej organizacji The Weather Underground. Obsada była dobra, ale nie zrobiła na mnie wrażenia. Najbardziej przypadł mi do gustu Shia LaBeouf w roli Bena Sheparda. Młody dziennikarz wzbudził moją sympatię, doskonale zagrał inteligentnego pracownika gazety. Spodobała mi się także Susan Sarandon jako Sharon Solarz. Niestety, postać aresztowanej kobiety pojawiła się na ekranie tylko kilka minut, jednak to ona dużo bardziej zapadła mi w pamięć niż Julie Christie pod postacią Mimi Lurie. Największym rozczarowaniem był dla mnie Robert Redford wcielający się w Nicka Sloana. Aktor absolutnie nie wzbudził we mnie żadnych uczuć - ani pozytywnych, ani negatywnych, był nijaki. Przede wszystkim jednak zawiedziona byłam postacią Rebecki Osborne, którą zagrała Brit Marling. Plusem dziewczyny była jedynie jej uroda. Książkowa córka agenta FBI została moją ulubioną postacią - młoda studentka cechowała się dynamizmem, inteligencją i poczuciem humoru, natomiast Brit Marling stworzyła kreację smutnej, sztucznej i denerwującej 30letniej kobiety. W ,,Regule milczenia" ważne role odegrali także m.in. Anna Kendrick, Chris Cooper czy Terrence Howard. Oceniam film: 4/10.   

25 komentarzy:

  1. O filmie czytałam właściwie same kiepskie opinie, więc w ogóle mnie nie ciekawi. Co do książki, to na początku też było mi się ciężko wciągnąć i połapać we wszystkim, ale im dalej - tym lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że zbyt wielkich rewelacji nie ma, a szkoda, bo liczyłam na coś zdecydowanie bardziej spektakularnego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z książki i filmu rezygnuję :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Do filmu nie jestem przekonana, ale książkę chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak miło poczytać o czymś innym ;) Rewelacji nie ma, ale to porównanie bardzo mi się podoba i myślę, że mój Luby z przyjemnością obejrzałby ten film. Ja niekoniecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. szkoda, że film okazał się trochę tandetny, spodziewałam się czegoś więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam ani filmu, ani książki. Książka na pewno nie jest dla mnie. Film... Chyba też nie :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Film miałam z lubym obejrzeć, ale po chwili wyłączyliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fabularnie książka już mnie za bardzo nie interesuje, więc nie będę się męczyć z jej lekturą.

    OdpowiedzUsuń
  10. No cóż...współczuję marnego czytelniczo i filmowo tygodnia. Ja podziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niee, nie lubię książek politycznych, a jeśli akcja w takim gatunku jeszcze dodatkowo się wlecze, nie dając porcji napięcia, której się od niej oczekuje, to zdecydowanie pasuję.

    OdpowiedzUsuń
  12. To już wiem, ze na ten tytuł szkoda czasu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zdecydowanie ani ten film, ani książka nie są dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Powiem Ci, że ja nie przepadam jak w książce jest chaos. Nie mogę się wtedy połapać w fabule

    OdpowiedzUsuń
  15. na szczęście wiem czego nie czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. W takim razie i książce i filmowi mówię nie. Nie ma nic gorszego niż książka nie do przejścia i film zanudzający na śmierć.

    OdpowiedzUsuń
  17. Szkoda, że wypada tak marnie, bo film miałam zapisany na liście do obejrzenia :/

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie skuszę się ani na przeczytanie ani na obejrzenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Lubię książki które czyta się jednym tchem, więc znajdę inną :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Książki nie czytałam, ale film obejrzałam ze względu na Roberta Redforda i również mnie nie zachwycił, a szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja wole romansidła , dokładnie tak jak Sylwia M powiedziała ,, które czyta się jednym tchem"

    Dobra recenzja;*

    OdpowiedzUsuń
  22. O to chyba nie mój gust :P

    OdpowiedzUsuń