piątek, 29 maja 2015

Zdobycze 27

Hej!
Dzisiaj post z moimi ostatnimi zdobyczami, cieszę się, że w maju dopisało mi szczęście :)

1. Na portalu regionalnym wygrałam 2 bilety na operę ,,Halkę". Było wspaniale, moje wrażenia przedstawię w następnej notce.


2. Niespodziewanie, zauważyłam swoje nazwisko w gronie zwycięzców zaproszenia dla dwóch osób na koncert Maleńczuka zorganizowany przez Radiową Trójkę. Uwielbiam muzykę na żywo, także podarunkiem byłam bardzo uradowana.


3. Wzięłam udział w konkursie z okazji Dnia Matki i mój wiersz dla mniej został nagrodzony bonem na 100 zł na prezent dla mamusi w Mydlarni u Franciszka. Pierwszy raz byłam w tym sklepie, ceny mnie zaszokowały. Wybrałam mamie krem pod oczy, mydło przeciw wypadaniu włosów. Dodatkowo, pani namówiła mnie do przekłucia wybranego balonika, z którego wypadła informacja o kolejnej nagrodzie - kostce do manicure. Mamusia z prezentu się ucieszyła, mam nadzieję, że kosmetyki będą adekwatne do ich cen :)


4. Przy wizycie w Yves Rocher dostałam comiesięczne gratisy.


5. Od autora otrzymałam niezwykle oryginalną książkę. Lekturę już przeczytałam, jej recenzję zamieszczę w przyszłym tygodniu.


A Wy co ciekawego ostatnio otrzymaliście? :))

niedziela, 24 maja 2015

Love, Rosie

Cześć!
Dzisiaj notka książkowo - filmowa!



   Tytuł: ,,Love, Rosie"
   Autor: Cecelia Ahern
   Okładka: Miękka ze skrzydełkami
   Ilość stron: 512
   Rok wydania: 2014










Fabuła:
         Rosie i Alex znają się od dzieciństwa. Powieść zawiera opis życia głównych bohaterów od ich siódmych do pięćdziesiatych urodzin. Kiedy Alex w wieku siedemnastu lat musi przeprowadzić się z Irlandii do Ameryki, jego przyjaźń z Rosie zostaje wystawiona na próbę czasu. Chłopiec nie zdąża na samolot do rodzinnego domu, co powoduje, że tytułowa bohaterka idzie na bal maturalny z innym kolegą. Ta decyzja zmieni losy Rosie i Alexa na zawsze, przyjaciele dopiero po wielu latach zauważą jak wiele zmarnowali szans. Czy mogą być jeszcze szczęśliwi? Co spowodowało, że ich drogi się rozeszły?

       ,,Love, Rosie" czekała na mnie na stosiku ok. pół roku. Przerażała mnie chyba jej objętość, jednak całkiem niepotrzebnie, książkę przeczytałam w ciągu 2 dni. Drugą połowę lektury wręcz połknęłam, nie wstałam z kanapy aż do momentu, kiedy mogłam w końcu zapoznać się z finałem opowieści. Opinie na temat tej historii są różne, mnie osobiście ,,Love, Rosie" zachwyciła, już dawno nie trzymałam w rękach tak emocjonującej lektury. Spodziewałam się kolejnego, bzdurnego romansu, a tymczasem dzieło mną wstrząsnęło, wzruszyło konkretnie; podczas czytania często miałam ściśnięte gardło, a kiedy dotarłam do ostatnich stron trochę się popłakałam. 
        Książka jest zbiorem listów, emaili, wycinków z prasy, wiadomości z czatów, smsów dotyczących głównych bohaterów. Z niedowierzaniem zagłębiałam się w kolejne rozdziały, gdy Rosie i Alex byli coraz starsi. Ich małżeństwa trwały w próżni tak wiele lat, dzieci szybko dorastały, zegar tykał coraz szybciej i szybciej, zmarnowanego czasu nie dało się cofnąć. Bohaterowie z uczniów podstawówki przeistoczyli się w nastolatków, następnie w 20latków, niespodziewanie prędko przekroczyli próg lat 30, gdzie czekała nieopodal 40 i coraz bliżej było już do 50. Córka Rosie i synowie Alexa przypominali ich samych, popełniały podobne błędy. Podczas czytania po raz kolejny uświadomiłam sobie jak krótkie jest życie, tak szybko przemijamy, ustępując miejsca kolejnym pokoleniom, przetrwają jedynie najsilniejsze przyjaźnie, a marzenia można spełnić głównie pod warunkiem ich modyfikacji.
        Jestem pod wrażeniem decyzji Rosie. Swój najważniejszy czas poświęciła dla Katie, była wspaniałą matką. Dodatkowo, jako córka spełniła swoje zadanie najlepiej jak potrafiła. Rodzice pomagali jej, gdy była młodsza, następnie Rosie opiekowała się matką, bo siostra i brat znajdowali się niestety zbyt daleko domu. Denerwował mnie Alex, z każdą kolejną stroną pytałam: ,,Dlaczego czekasz?!?" Bohaterowie stali przed wieloma wyborami: praca, kariera, rodzina, przeprowadzki. Ciągle się mijali, przepadały im kolejne szanse, podejmowali złe decyzje, nie uczyli się na błędach. 
         Książka jest wspaniała, porządnie mnie rozkleiła. Zastanawiam się jak wyglądałaby moja historia spisana z listów, pocztówek, e-maili, SMS-ów itd. kolekcjonowanych na przestrzeni lat. Wiele sytuacji zapewne rozbawiłoby mnie, mnóstwo zasmuciło, powróciłyby różne wspomnienia. Zawsze rozmyślam co by było gdybym.. wybrała wtedy inną drogę, wielu decyzji żałuję, ale czasu nie da się cofnąć, należy myśleć o przyszłości.
        Nie pozostaje mi nic innego jak sięgnąć po pozostałe dzieła Ahern, szczególnie po sławne ,,P.S. Kocham Cię". Natomiast ,,Love, Rosie" przyznaję 9/10. Tymczasem muszę obejrzeć ekranizację, której jestem bardzo ciekawa.

Lektura bierze udział  w wyzwaniu: CZYTAM ZEKRANIZOWANE POWIEŚCI





 Tytuł: ,,Love, Rosie"
 Reżyseria: Christian Ditter
 Czas trwania: 1.42
 Gatunek: komedia romantyczna
 Rok produkcji: 2014








      Uważam, że  ekranizacja ,,Love Rosie" wypadła przy książce blado. Scenariusz zawierał jedynie 12 lat z życia głównych bohaterów. Pomimo upływającego czasu, bohaterowie nie zmieniali się w ogóle, jedynie prezentowali co kilka lat różne fryzury (mogliby mi zdradzić, jakiego tajemniczego eliksiru młodości używali).
        Dwie bardzo ważne postaci męskie z powieści Ahern w filmie przekształcono w jedną. Zmodyfikowano wiele istotnych fragmentów, które w nowym wydaniu nie przypadły mi do gustu kompletnie. Piękny dramat przemieniono w romantyczną papkę podobną do wielu innych. Książkowa Rosie dojrzała bardzo szybko i stała się natychmiast odpowiedzialną osobą - w produkcji przeistoczyła się w kłamliwą egoistkę. W dodatku, kilka scen zabawnej komedii zapewne miało śmieszyć, a powodowało jedynie mój ironiczny uśmiech. Kto wymyślił idiotyczny wątek utknięcia prezerwatywy w waginie czy biegnięcia do szkoły z ramą od łóżka!?!?! Słabe..
       Nie podobało mi się usunięcie ważnych fragmentów lektury, które były kwintesencją historii. Nie wspomniano o kontaktach Rosie z rodzeństwem, śmierci ich matki, zapomniano przedstawić perypetii głównej bohaterki ze znienawidzoną nauczycielką itp. Filmowa Rosie miała w zasadzie ułatwione życie, nie dotyczyły jej problemy ze znalezieniem pracy, a Alexa podrywały najpiękniejsze kobiety, z którymi brał ślub bez żadnych konsekwencji.
       Plus przyznaję przyjemnemu dla ucha soundtrackowi oraz pięknym krajobrazom. Pozytywnie oceniam bohaterów drugoplanowych, w szczególności Ruby (Jaime Winstone) i Phila (Jamie Beamish) pomimo tego, że nie przypominali oni w ogóle książkowych pierwowzorów. Nie mniej jednak film mnóstwo zyskał dzięki ich prawdziwej energii, zaprezentowane z nimi sceny przeganiały nudę, aktorzy wprowadzili oczekiwany humor. Rosie zagrana przez Lily Collins (a jakże... córka znanego muzyka Phila Collinsa) szalenie mnie denerwowała, podobnie jak jej ukochany Alex, w którego wcielił się Sam Claflin. Pomiędzy przyjaciółmi nie zauważyłam oczekiwanej chemii, zachowywali się para nieogarniętych nastolatków. 
      Film pozbawiony jest uroku, bliżej mu do głupiutkiej komedii niż ciepłej opowieści o miłości i przyjaźni. Nie ujawniono w nim prawdziwych przeszkód, które unieszczęśliwiły Rosie i Alexa lecz przestawiono ich jako niedojrzałych kretynów robiących sobie na złość. Produkcja naprawdę przeciętna, niestety tylko 5/10.



środa, 20 maja 2015

Will Grayson, Will Grayson

Hej!
Poniżej umieszczam recenzję książki poczytnego ostatnio autora.





  Tytuł: ,,Will Grayson, Will Grayson"
  Autor: John Green, David Levithan
  Okładka: miękka
  Ilość stron: 368
  Rok wydania: 2015








Fabuła:
          Will Grayson ma przyjaciela Kruchego Coopera, który deklaruje się jako gej. Tymczasem inny chłopiec, także Will Grayson choruje na depresję i zauważa u siebie skłonności homoseksualne. Przypadkowo, dwaj imiennicy spotykają się. Kruchy zakochuje się w Willu, zaprasza go na musical o gejowskiej miłości. Czy Cooperowi uda się wyreżyserować spektakl? Czy przyjaźń Kruchego z pierwszym Graysonem przetrwa, a związek z drugim Geaysonem zostanie oficjalnie ogłoszony?

           Pierwsze słowa jakie cisnęły mi się na usta po przeczytaniu tej książki to: WTF?!?!?! Miałam do wyboru śmiać się z bądź płakać z jej głupoty, więc oficjalnie nie mogłam przestać rechotać. Jest tyle wspaniałych lektur dla młodzieży, nie mam pojęcia dlaczego to Green jest tak popularny (,,Gwiazd naszych wina" czytałam - wielkiego szału także na mnie nie zrobiła). 
          Treść książki jest tak bzdetna, że gorzej już być raczej nie mogło. Nie lubiłam chyba wszystkich bohaterów, dawno nikt mnie tak nie irytował. Nastolatkowie, którzy bez wątpienia znali już swoje preferencje seksualne, robili coming out, po czym wyszło na jaw, że pół szkoły to geje!! Poważnie? Niedługo okaże się, że osób homoseksualnych będzie nawet więcej niż hetero. Jestem osobą tolerancyjną, ale jak autor pisze, że na 8 letniego kruchego wołano, że jest gejem, a on to doskonale czuł, to ręce mi opadały. A może niemowlęta też mają pewność kim są, po tym jak chłopcy wskazują palcem na lalkę, a nie samochód...?
           Co więcej, cóż za badziewny pomysł mieli pisarze, aby umieścić w książce musical o życiu Kruchego. Ok, można to było przedstawić w sposób poważny, nieco frywolny, ale nie mam pojęcia co autorzy ćpali przy pisaniu, gdy w auli szkolnej nauczyciele bili brawa chórowi występującemu jako byli chłopcy Kruchego (było ich jedynie 18, bo na prezentację pozostałych zabrakło czasu). Ha Ha Ha... Serio? Green i Levithan przedstawili gejów w sposób stereotypowy, tak często wymieniający chłopaków - a to dopiero liceum - że nie sposób było ich szanować. Kruchy co chwilę był zakochany, a na horyzoncie zjawiał się któryś z jego eks, no błagam :D
         Książkę przeczytałam bardzo szybko, już dawno podczas lektury nie śmiałam się tak głośno z zażenowania. Nie mniej jednak ,,Will Grayson, Will Grayson" zawiera mnóstwo interesujących cytatów, które niezwykle mi się podobały. Ponadto, Green pięknie opisał w swojej części istnienie przyjaźni. Willa często denerwowało zachowanie Kruchego, lecz gdy nie miał z nim kontaktu, czuł ogromną pustkę, nawet związek z dziewczyną nie mógł zrekompensować nastolatkowi braku Coopera. Dzieło jest typowym przeciętniakiem, moja ocena to: 4/10.

niedziela, 17 maja 2015

Gra tajemnic

Hej!
Dzisiejszym tematem dnia będzie notka filmowa.




    Tytuł: ,,Gra tajemnic"
    Reżyseria: Morten Tyldum
    Gatunek: biograficzny, dramat
    Czas trwania: 1.53 h
    Rok produkcji: 2014









Fabuła:
        Film oparty na faktach. Alan Turing - 27 letni Anglik jest matematycznym geniuszem. Mężczyzna dzięki swoim zdolnościom z zakresu logiki pomaga złamać kod niemieckiej Enigmy. Odważne decyzje bohatera przyczyniają się do szybszego zakończenia II wojny światowej. 

      ,,Gra tajemnic" to dzieło biograficzne. Alan Turing już jako dziecko znacznie różnił się od swoich rówieśników. Koledzy nie rozumieli jego dziwnych zachowań, prześladowali go i dręczyli psychicznie. Chłopiec lubił spędzać swój wolny czas na rozwiązywaniu trudnych zagadek, krzyżówek. Lekcje matematyki nudziły go, były dla niego zbyt łatwe. Turing w wieku 23 lat napisał kilka prac matematycznych uznanych za arcydzieła, a rok później wykładał na uniwersytecie nauki ścisłe.
        Polscy kryptolodzy  (Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski) jako pierwsi na świecie złamali w 1932 r. kody Enigmy! Niestety, wybuch II wojny światowej, brak funduszy na ich kolejne badania oraz coraz bardziej skomplikowane szyfry Niemców przerwały dalsze prace Polaków. Ich obliczenia i statystyki pomogły Turingowi w budowie najnowocześniejszej maszyny, która pomogła szybciej osłabić niepokonanych Niemców.

          Produkcja jest uhonorowaniem zasług wybitnego matematyka. Tajemnica o istnieniu Enigmy pojawiła się w mediach dopiero kilkadziesiąt lat po zakończeniu wojny - wcześniej był to temat zakazany, przeprowadzaną wówczas operację wojskową uznano za ściśle tajną.
       Bohater międzynarodowy zmarł w 1954 roku. Popełnił samobójstwo mając 42 lata. Turing był nieszczęśliwy, gdyż przejawiał skłonności homoseksualne, a takie preferencje surowo traktowano. Matematyk musiał wybrać: 2 letni pobyt w więzieniu lub kurację hormonalną jako karę za nielegalne kontakty z mężczyznami. Geniusz postanowił zaryzykować przyjmowanie leków, co doprowadziło do wyniszczenia jego organizmu i wahań nastroju. Po pogrzebie Turinga, na wiele długich lat zapomniano o jego zasługach. Dopiero w 2013 r. królowa Elżbieta II wydała pośmiertny akt łaski dla jego osoby.

        Opowiedziana historia wzruszyła mnie, poznałam kilka ciekawostek historycznych. Reżyser postanowił podzielić biografię na czasy wojenne i tuż po jej zakończeniu oraz na wspomnienia młodego Turinga, który zakochał się pierwszy raz... w swoim szkolnym koledze.
       Scenariusz był niezwykle interesujący, do gustu przypadła mi muzyka oraz wspaniałe kostiumy bohaterów. Jestem zadowolona z wybranej do dramatu obsady. Benedict Cumberbatch jako Alan Turing zagrał fenomenalnie. Emocje Cumberbatcha, jego mimika, zachowanie - wielokrotnie wzruszały mnie do głębi. Za swoją wybitną kreację artysta został nagrodzony nominacją do Oscara za rolę pierwszoplanową. Przekonała mnie również gra Keiry Knightley, która wcieliła się w Joan Clarkę - niezastąpioną matematyczkę. Filmowa postać zrobiła na mnie ogromne wrażenie, a Brytyjka także została nominowana do Oscara (za najlepszą rolę drugoplanową). Ponadto, na ogromne brawa zasługują aktorzy, którzy bez wątpienia również mnie zachwycili: m.in.: Mark Strong, Matthew Goode, Allen Leech, czy Matthew Beard.

       ,,Gra tajemnic" spodoba się nie tylko miłośnikom historii czy biografii. To opowieść o zapomnianym geniuszu, którego doceniono dopiero po śmierci. Alan Turing nie był osobą lubianą, często go znieważano, wyśmiewano jego dziwactwa. Film porusza trudne tematy dotyczące podejmowania przerażających decyzji. Kryptolodzy znając szyfr nie mogli szybko ujawnić swojego sukcesu, aby Niemcy nie wprowadzili natychmiast innego kodu. W związku z tym obowiązywał ich nawet zakaz pomocy rodzinie znajdującej się np. na statkach/samolotach, które miały zostać zaraz storpedowane/zastrzelone. Młodzi ludzie musieli podejmować niełatwe decyzje o losie całego świata - życia, których osób można uratować, a które poświęcić w imię pozytywnego zakończenia historii. Produkcję szczerze polecam, moja ocena: 9/10.

Życzę Wam miłej niedzieli, ja wieczór spędzę ukulturalniając się w operze, podziwiając ,,Halkę" Stanisława Moniuszki :)

czwartek, 14 maja 2015

Masa o pieniądzach polskiej mafii

Hej!
Dzisiaj chętnie podzielę się z Wami moją opinią na temat ostatnio przeczytanej książki.





  Tytuł ,,Masa o pieniądzach polskiej mafii"
  Autor: Artur Górski, Jarosław ,,Masa" Sokołowski
  Okładka: miękka ze skrzydełkami
  Rok wydania: 2014
  Ilość stron: 272








Fabuła:
        Dziennikarz Artur Górski przeprowadza wywiad z byłym gangsterem mafii pruszkowskiej. Jarosław Sokołowski o pseudonimie Masa (ze względu na swoją tuszę) zdradza sekrety życia znanych bandytów z perspektywy świadka koronnego.

        Książkę przeczytałam bardzo szybko - w zaledwie 2 wieczory. Cechuje ją prosty język - nie pozbawiony kilku wulgaryzmów i żargonu ze słownika środowiska mafijnego (spodziewałam się jednak mocniejszych treści). Egzemplarz zawiera wiele zdjęć (z zamazanymi twarzami postaci) nawiązujących do wystawnego życia bandytów.
            Masa wspomina początki działalności mafii. Opowiada jak brutalne prawa rządziły w obrębie grupy. Na zdrajcach wykonywano egzekucje, wszystkich ludzi mających problemy z długami straszono, a następnie katowano (często na śmierć). Czasami z powodu agresji bandytów cierpieli niewinni przechodnie - jednemu mężczyźnie gangster wydłubał oko, gdyż jegomość zwrócił mu uwagę, że powinien stanąć na końcu kolejki do taksówki, a nie wpychać się na sam jej początek.
         Jarosław Sokołowski przypomina o swojej przyjaźni z szefem mafii - Pershingiem. Ponadto, zdaje relacje z prowadzenia wspólnych, nielegalnych interesów w których brali udział m.in. skorumpowani policjanci, sędziowie, prawnicy, finansiści, urzędnicy, wojskowi, biskupi, politycy. Chętnie kontakty z mafią zawierali także znani celebryci z lat 90. Kobiety oferowały seks w zamian za szybką karierę w świecie filmu, muzyki czy programów rozrywkowych. Mafia miała władzę nad całą Polską. Gangsterzy zaczynali od kradzieży sprzętu elektronicznego w Niemczech, następnie spekulowali walutami, okradali tiry, handlowali alkoholem, papierosami, samochodami. Kolejnym etapem było nawiązanie znajomości z dilerami narkotyków z Kolumbii czy Wenezueli, prochy stały się spektakularnym interesem (najpierw kokaina, którą zażywały elity, następnie heroina). 
          Świadek koronny opowiada czytelnikom o pierwszej dyskotece w Warszawie - mającej wymarzone standardy modnych, światowych placówek - której był właścicielem. ,,Planetę" odwiedzali zamożni artyści, sportowcy, politycy. Dodatkowo, członkowie mafii zainwestowali pieniądze z nielegalnych źródeł w... kontrakt z TVP. Program rozrywkowy ,,Zielone Bingo" już niemal został zrealizowany. Najbardziej zaciekawił mnie rozdział dotyczący produkcji soków pomarańczowych Dr Witt, które sprzedawane są po dziś dzień, a ich pomysłodawcą był Masa. 
            Mafiozi czerpali z życia pełnymi garściami. Zarabiane (głównie kradzione) miliardy dolarów wydawali na alkohole, narkotyki, prostytutki, imprezy, podróże, złoto. Kupowali domy z basenami, luksusowe samochody, jachty. Wśród swoich kolegów mieli wiele znanych z tv osobistości czy urzędników państwowych. 
      Kiedy prasa wydrukowała policyjny komunikat o przechwyconym statku płynącym z Kolumbii z niewyobrażalną ilością kokainy, gangsterzy śmiali się z dumnych policjantów. Stracony milion - odrobili w mgnieniu oka, nawet nie zauważyli jego braku. Obecnie, wielu mafiozów nie żyje (zginęli w wewnętrznych porachunkach), kilku z nich znajduje się w więzieniach, ale zdecydowana większość bandytów nadal prowadzi spokojną egzystencję - mieszkając w willach i inwestując w różne biznesy. Władze nie prześwietlają ich majątków, pomimo tego, że bandyci są zapisani głównie jako bezrobotni.

          Niestety, nie czytałam pierwszej książki z tej serii, (,,Masa o kobietach polskiej mafii") lecz chętnie sięgnę po poprzednie dzieło sławnego świadka koronnego. Śledząc nowe wiadomości w mass mediach, można zauważyć wzmożoną aktywność byłego gangstera. Czyżby Jarosław Sokołowski aspirował do grona celebrytów? Nie mniej jednak ,,Masa o pieniądzach polskiej mafii" spodobała mi się ze względu na uzyskane informacje o działającym w ubiegłym wieku słynnym gangu pruszkowskim. Wiele ciekawostek mnie zszokowało, a moja wiedza o funkcjonowaniu mafii w Polsce znacznie wzrosła. Oceniam lekturę 8/10.

Książka bierze udział w wyzwaniu: POLACY NIE GĘSI III

wtorek, 12 maja 2015

Nikt nie widział, nikt nie słyszał...

Hej!
Dzisiaj zapraszam na recenzję książki.





   Tytuł: ,,Nikt nie widział, nikt nie słyszał..."
   Autor: Małgorzata Warda
   Okładka: twarda
   Ilość stron: 397
   Rok wydania: 2015








Fabuła:
         W Polsce każdego roku za zaginionych uznaje się ponad 1000 dzieci. Większość z nich to nastolatkowie uciekający z domu, którym szybko nudzi się życie na gigancie, więc wracają. Niestety, wiele dziewcząt i chłopców porwanych zostaje przez psychopatów, morderców, pedofilii. Autorka w swojej najbardziej znanej książce umieściła trzy historie: Leny i jej zaginionej przed 18 laty siostry Sary, mieszkającej we Francji Agnieszki oraz odnalezionej Moniki. Wszystkie kobiety są już dorosłe, mają problemy emocjonalne, stany lękowe. Czy coś je ze sobą łączy? Co tak strasznego wydarzyło się wiele lat wcześniej? Czy policja natrafi w końcu na ślad Sary?

        Lektura bardzo mnie wciągnęła, przeczytałam ją w ciągu jednego dnia. Warda skutecznie wpłynęła na moje emocje, przybliżyła mi temat zaginionych dzieci. Wystarczy sekunda odwróconej uwagi, aby najmłodsi zniknęli. Porywacze często po upatrzeniu swojej ofiary, śledzą każdy jej krok i czekają na odpowiednią okazję, aby zabrać malucha. Ważne jest tłumaczenie najmłodszym, aby nie rozmawiali z nieznajomymi, odmawiali cukierków itd., jednak często psychopaci w odpowiednim dla nich momencie wciągają dziecko do środka auta i szybko z nim odjeżdżają, a w takim przypadku nie istnieje realna szansa pomocy. Okazuje się, że w miejscach, gdzie pełno jest zawsze ludzi, nie można nagle znaleźć żadnych świadków zdarzenia. Szacuje się, że najczęściej porywane są bobasy od kilku do kilkunastu miesięcy oraz dziewczynki w wieku 12-16 lat. Ten precedens istnieje od wieków, lecz dzięki pomocy mediów poszczególne sytuacje zostają nagłośnione.
        Rodziny zaginionych przeżywają koszmar, żyją z nadzieją, że ich potomkowie wrócą do nich; wierzą w to nawet po kilkudziesięciu latach. Najbliżsi ofiar nie potrafią już normalnie funkcjonować, często najbardziej cierpi wówczas rodzeństwo porwanej osoby, gdyż egzystuje jedynie w cieniu siostry/brata. Dla rodzin zatrzymał się czas, wszyscy obwiniają się wzajemnie, chociaż oskarżenia nic nie zmienią. W zasadzie najlepszym dla nich rozwiązaniem może być wiadomość o odnalezieniu ciała, które mogą pochować w ziemi z ulgą, że już nikt się nad nim nie znęca.
       Książka niezwykle mnie poruszyła, każdy opisany w niej przypadek jest inny. Co prawda, kilka nudniejszych fragmentów usunęłabym, czasami dziwiły mnie też trochę naciągane wątki kariery wokalnej Agnieszki oraz wcześniejszy jej brak zainteresowania przeszłością. Nie mniej jednak, ,,Nikt nie widział, nikt nie słyszał" bardzo mi się podobała. Ze smutkiem dowiadywałam się o pogłębiających się depresjach głównych bohaterek, które nie mogły odnaleźć własnej tożsamości. Kibicowałam w odnalezieniu Sary, byłam ciekawa czy miała szansę dorosnąć czy na zawsze już pozostała dzieckiem. Do gustu przypadło mi zakończenie, bowiem autorka skutecznie mnie zaskoczyła. 
         Polecam tę smutną, pełną refleksji powieść. Chętnie zapoznam się z innymi dziełami autorki. Tymczasem moja ocena książki to 7.5/10.

 ,,Nikt nie widział, nikt nie słyszał..." bierze udział w wyzwaniu: POLACY NIE GĘSI III

piątek, 8 maja 2015

Dwa dni, jedna noc

Cześć!
Dzisiaj notka filmowa :)




   Tytuł: ,,Dwa dni, jedna noc"
   Reżyseria: Jean-Pierre Dardenne, Luc Dardenne
   Czas trwania: 1.35 h.
   Gatunek: dramat
   Rok produkcji: 2014









Fabuła;
         Sandra zmaga się z depresją. Po  wykorzystaniu zwolnienia chorobowego, pełna nadziei kobieta wraca do pracy w fabryce. Niestety, okazuje się, że nie jest tam już potrzebna - koledzy podczas głosowania w referendum wybrali 1000 euro premii zamiast dodatkowego stanowiska bohaterki. Sandra ma tylko 2 dni i 1 noc, żeby przekonać współpracowników do zmiany decyzji. Czy dziewczyna zdobędzie siłę i odwagę, żeby walczyć do końca? Czy paraliżująca choroba ponownie pojawi się w jej życiu? Jaką decyzję podejmą znajomi z pracy? Polecam ,,Dwa dni, jedna noc". 

        Produkcja braci Dardenne skojarzyła mi się trochę z współczesną wersją ,,Dwunastu gniewnych ludzi". Pomimo tego, że scenariusz nie zawierał energicznej akcji, w napięciu siedziałam przed ekranem aż do końcowych liter. Film ani przez chwilę mnie nie nużył, bardzo mocno kibicowałam głównej bohaterce w jej postanowieniu.
      ,,Dwa dni, jedna noc" pokazało jak straszną chorobą jest depresja i jak ważne jest wsparcie najbliższych. W pracy nie ma miejsca dla ludzi z tą przypadłością, społeczeństwo często wyklucza ze swojego środowiska znajomych ze stanami lękowymi - jedni boją się tej choroby, inni uznają ją za fanaberię, uciekają od udzielania pomocy.
        Dramat przedstawił przede wszystkim relacje Sandry ze swoimi współpracownikami. Kobieta czuła wstyd, że musiała żebrać o zmianę ich decyzji, jednak odrzuciła własną godność i po kolei kontaktowała się z 16 kolegami. W momencie kiedy traciła już nadzieję, ktoś przywracał jej wiarę w sens dalszych działań, a do bohaterki powracało szczęście. Każda rozmowa ze znajomymi była inna: jedni płakali, przepraszali, ale nie mogli jej pomóc, bo potrzebowali premii, drudzy reagowali agresją, największym zaskoczeniem była ignorancja ze strony bliskiej koleżanki Sandry, która wcale nie chciała jej widzieć! Dziewczyna nie błagała nikogo o litość, przedstawiała tylko swój punkt widzenia i rozumiała decyzje innych, szanowała je, dlatego szokowało zachowanie kilku współpracowników, którzy zachowali się perfidnie odmawiając minuty rozmowy. 
          Bardzo podobało mi się zakończenie, było trochę inne niż się spodziewałam. Można zauważyć, że już sama droga do celu jest jej rozwiązaniem, dzięki przeszkodom Sandra odzyskała pewność siebie i wiarę we własne siły, była osobą wrażliwą, ale bardzo sprawiedliwą.
         Film jest niesamowity, a swoją magię zawdzięcza dzięki grze Marion Cotillard. Aktorka fenomenalnie wcieliła się w postać swojej bohaterki nie potrafiącej zmierzyć się z nieuczciwym światem. Artystka bez makijażu w prostym ubraniu przedstawiła gamę różnych niesamowitych emocji, za co nagrodzono ją nominacją do Oscara dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej. 
        Produkcja szalenie przypadła mi do gustu. Odkryła brutalne prawdy współczesnego świata, gdzie tylko niektórzy liczą się ze zdaniem drugiego człowieka. Często najbliższe osoby okazują się być najwredniejsze, a znajomi, po których nie spodziewano się sympatii potrafią mile zaskoczyć. ,,Dwa dni, jedna noc" dostało nominację do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Moim zdaniem dramat nie przebił ,,Mandarynek", ale jest dużo lepszy od ,,Idy". Szczerze polecam - to prosty film bez pędzącej akcji, a jednak z piękną zawartością. A co ty wybrałbyś czytelniku: premię za pracę (nadgodziny) czy powrót do pracy koleżanki? Decyzja jest trudna, ale warto pamiętać, że każdy może później znaleźć się także po tej drugiej stronie. Moja ocena: 9/10.

poniedziałek, 4 maja 2015

Co Finowie mają w głowie

Hej!
Zapraszam na recenzję książki, która czekała na moim stosiku niemal pół roku :)




    Tytuł: ,,Co Finowie mają w głowie"
    Autor: Wolfram Eilenberger
    Okładka: miękka ze skrzydełkami
    Ilość stron: 256
    Rok wydania: 2010
 








           Wolfram Eilenberger jest niemieckim filozofem. Swoją żonę Finkę poznał w Hiszpanii, dla niej zmienił całe swoje dotychczasowe życie. Książka to zbiór przemyśleń autora na temat Finlandii i jej mieszkańców, jednak nie jest to dzieło podróżnicze.
           Lektura spowodowała, że poznałam wiele ciekawostek o kraju leżącym na Dalekiej Północy. Finlandia: ojczyzna św. Mikołaja, Nokii, Linuxa, Muminków jest obszarem słabo zaludnionym. Ludzie mieszkający na krańcu Europy przyzwyczaili się do wiecznego zimna i ciemności. Eilenberger opisał wiele sytuacji, gdy mróz doprowadzał go do szaleństwa, przez co marzył on o powrocie do Niemiec. Miłość była jednak dla niego najważniejsza. Filozof nauczył się rozgrywać mecze w temperaturze oscylującej ok. - 17 stopni i czekać na przystanku w godzinach popołudniowych, kiedy słupek rtęci ma zwyczaj spadać do - 37 stopni. 
           Autor opisał tradycje Finów, którzy nie potrafią żyć bez sauny. Ludność rdzenna jest bardzo wysoka (małżonka pisarza ma bagatelka 1.95 m. wzrostu) i małomówna. Finowie nigdy nie mówią ,,Kocham Cię", a ich język jest jednym z najtrudniejszych na świecie - składa się z 15 przypadków (do tego w gramatyce nie istnieje rozróżnienie osoby 3eciej, lecz ona=on). Mieszkańcy Finlandii nie posiadają aktów urodzenia; są hermetycznym narodem, który jest ze sobą bardzo zżyty. Finowie kupują najchętniej produkty marki ojczystej, ich ulubioną firmą jest Marimekko wytwarzająca przede wszystkim odzież prezentującą maki - kobiety noszą jednakowe bluzki, co jest powodem do dumy, a nie wstydu jak zwykło się uważać w naszym kraju. Finlandia składa się z pięknych lasów, łąk i jezior; najczęściej spotykanymi zwierzętami są niedźwiedzie i łosie oraz renifery. 
           Eilenberger przybliżył mi wiele interesujących faktów z Dalekiej Północy, przyznam, że kultura fińska była dla mnie wcześniej prawdziwą tajemnicą. Nie mniej jednak, żałuję, że większa część książki napisana została bez ładu i składu, autor zdecydował się na brak chronologii, przeskakiwał z tematu na temat, wielu wątków nie rozwinął, a szkoda. Lektura zawiera wiele fragmentów filozoficznych, które najchętniej bym usunęła, mnóstwo tekstu poświęcił Eilenberger także swojej pięknej żonie i jej specyficznemu zachowaniu. ,,Co Finowie mają w głowie" to książka godna uwagi, chociaż spodziewałam się większej rewelacji. Moja ocena to: 6.5/10.

sobota, 2 maja 2015

Denko 23 - kwiecień

Cześć!
Zapraszam Was na 23 edycję kosmetycznego denka :D W tym miesiącu zużyłam wyjątkowo mało produktów.


1. Suchy szampon Balea
Kosmetyk dostałam w prezencie. Z efektów byłam zadowolona, nie stwarzał wrażenia siwych włosów. Minus przyznaję jednak potwornemu zapachowi, (duszącemu, chemicznemu), który na szczęście szybko się ulatniał.
Czy kupię ponownie? Nie

2. Szampon rewitalizujący Yves Rocher - bez silikonów, parabenów i kolorantów
Cena ok. 10 zł. Produkt przypadł mi do gustu, chociaż był mało wydajny. Podobała mi się buteleczka, mogłam na bieżąco podglądać, ile szamponu mi jeszcze pozostało.

 


   Czy kupię ponownie? Nie wiem






3. Odżywka do włosów farbowanych wyciąg z głogu Yves Rocher
Cena ok. 10 zł. Odżywka chroniła blask włosów farbowanych, usuwała żółte tony. Miała przyjemny zapach, nie obciążała włosów.
Czy kupię ponownie? Tak    


 



4. Glicerynowy krem do rąk - pielęgnujący i łagodzący ze składnikami nawilżającymi Biocura 250 ml
Cena ok. 6 zł w Aldi. Kosmetyk świetnie nawilżał moje dłonie, ale co najważniejsze: był wydajny! Zawsze zużywam mnóstwo kremów do rąk, więc taka duża tubka jest dla mnie najlepszym rozwiązaniem.

Czy kupię ponownie? Tak







5. Balsam do ciała pod prysznic - masło kakaowe Nivea
Dostałam gratis do zakupów w Rossmannie. Przeznaczony dla skóry suchej i normalnej. Produkt charakteryzował się mocnym, perfumowanym zapachem, utrzymującym się dosyć długo. Przeciętny.








          Czy kupię ponownie? Nie wiem



6. Pasta do zębów Colgate Advanced sensation with micro cleasing crystals
Kupiłam w Rossmannie w cenie promocyjnej 3 zł. Niestety, obiecanego efektu wybielenia nie było. Szkoda.
Czy kupię ponownie? Nie wiem

7.  Maszynki do golenia Gillette 2 (5 +1)
Cena ok. 14 zł. Z maszynek jestem bardzo zadowolona, używałam ich dosyć długo w przeciwieństwie do biedronkowych, które po lekkim dotknięciu potrafiły się już zepsuć.
Czy kupię ponownie? Tak!

8. Peeling enzymatyczny wygładzający Perfecta (minerały morskie+enzym z papai)
Kosmetyk wygrałam, dzięki niemu przekonałam się do peelingów enzymatycznych. Idealny dla skóry wrażliwej i naczynkowej. Po jego zastosowaniu miałam mięciutką twarz bez żadnych koszmarnych niespodzianek. 

 



Czy kupię ponownie? Tak 






 
9. Szczoteczki Oral B 1+1
Cena ok 12 zł. To były najlepsze szczoteczki, jakie ostatnio używałam. Nie niszczyły się tak szybko jak zamienniki z innych firm. Polecam.
Czy kupię ponownie? Tak!

10. Płatki kosmetyczne Yves Rocher - 80 sztuk
Cena: 4.50 zł. Płatki zbudowane w 100 % z bawełny, mięciutkie, niestety się rozwarstwiały.
Czy kupię ponownie? Nie

W kwietniu wydałam tylko 27 zł na kosmetyki pierwszej potrzeby, uciekłam od wszystkim promocji, starałam się wykończyć zapasy, więc wynik uznaję za niezły. Znacie coś z mojego denka? :)