sobota, 30 lipca 2016

Nienawistna ósemka

Hej!
Dzisiaj recenzja filmowa :)





Tytuł: ,,Nienawistna Ósemka"
Reżyseria: Quentin Tarantino
Rok produkcji: 2015
Czas trwania: 2.47 h.
Gatunek: Western









Fabuła:
          Dwóch łowców głów ucieka przed śnieżycą. Wraz z woźnicą, szeryfem i zbiegłą przestępczynią, mężczyźni zatrzymują się w gospodzie. W zacisznym schronieniu przebywa już czworo nieznajomych gości. Każdy z bohaterów chce dotrzeć do pobliskiego Red Rock, jednak plany wszystkich uczestników komplikują się. Kto rozpocznie krwawą jatkę i z jakiego powodu? Ile ostatecznie będzie ofiar w Pasmanteria Minnie?

          Lubię filmy Quentin Tarantino. Jego produkcje są wulgarne, groteskowe, brutalne, zawierające elementy czarnego humoru. Z niecierpliwością czekałam na kolejne dzieło amerykańskiego mistrza. Niestety, ,,Nienawistna Ósemka" to najsłabsza obejrzana przeze mnie do tej pory propozycja Tarantino. Pierwsza połowa westernu trochę nudziła, a dialogi średnio śmieszyły. Ostatnia godzina produkcji jednak wgniotła mnie w fotel i zrekompensowała początkowe ziewanie. Niemniej jednak, czegoś mi w ,,Nienawistnej Ósemce" zabrakło... rozwiązanie opowieści było interesujące, ale generalnie w historii zauważyłam nieścisłości, brak sensu, naciągane wątki. 
           Western podobał mi się ze względu na świetny soundtrack i genialne zdjęcia. Obsadę również oceniam pozytywnie. Byłam szczególnie pod wrażeniem gry Jennifer Jason Leigh, która wcieliła się w postać poszukiwanej zbrodniarki - przerażającej Daisy Domerque. Kobieta za swoją rolę otrzymała nominację do Oscara za najlepszą aktorkę drugoplanową. Ucharakteryzowana przestępczyni, kierująca się złymi emocjami i brakiem taktu budziła mój lęk i obrzydzenie. Doceniam także idealnie dobranych ,,nienawistnych" bohaterów czyli: Samuela L. Jacksona, Kurta Russella, Waltona Gogginsa, Demiana Bichir, Tima Rotha, Michaela Madsena, Bruce Derna. Zadziwił mnie widok Channinga Tatuna, który wypadł blado na tle swoich kolegów z branży. 
            Ogólnie film przypadł mi do gustu, ale spodziewałam się większego ,,wow". Fanom Tarantino oczywiście polecam. Zapewniam, że sceny są jak zawsze drastyczne, odpychające, a żarty skandaliczne. Moja ocena 6/10. 

wtorek, 26 lipca 2016

Notatki geologa. Szmaragdy, złoto i ... smak przygody.

Cześć!
Zapraszam na moją opinię na temat książki, którą dostałam w zeszłym roku od autora.





   Tytuł: ,,Notatki geologa. Szmaragdy, złoto i ... smak przygody"
   Autor: Andrzej Śliwa
   Okładka: miękka
   Rok wydania: 2015
   Ilość stron: 184








         Zawód geologa od zawsze mnie fascynował. Kiedy byłam dzieckiem, często marzyłam o studiach w tym kierunku, ale rzeczywistość zredukowała moje plany. Przyznam, że czytając książkę zdziwiłam się jaka ciężka jest to praca. Trzeba mieć wielkie umiejętności w zakresie geograficznym, posiadać szeroką wiedzę z biologii, fizyki, charakteryzować się umysłem analitycznym, a zdolność przystosowania się do egzystowania w nietypowych warunkach to konieczność. Szalenie podziwiam talenty Śliwy, bowiem z książki dowiedziałam się wielu ciekawych informacji o życiu specjalisty, który przedstawił swój zawód jako niełatwy, ale dający wiele satysfakcji. Autor tak opisał doświadczenia doznane w pracy, że od razu widać, iż geologia jest jego prawdziwą pasją. Śliwa zobrazował codzienne zmagania z różnymi przeciwnościami losu, okazało się, że posada fachowca to nie tylko poszukiwania i eksploatacja złóż czy urzędowanie przy biurku i wypełnianie dokumentów lecz przede wszystkim szybkie i sprawne działania w każdej, nawet beznadziejnej sytuacji np. podczas spotkań z żołnierzami.
        ,,Notatki geologa.." to zbiór luźnych myśli autora. Mężczyzna chętnie powrócił do wspomnień z barwnej przeszłości na łamach książki. Lektura nie jest gruba objętościowo, ale czytałam ją dosyć długo i uważnie, bo momentami zawierała wiele szczegółów z funkcjonowania kopalń czy produkcji szmaragdów bądź złota. Najbardziej podobały mi się anegdotki z życia Śliwy, który podzielił się z czytelnikami wyznaniami na temat życia w najdalszych zakątkach świata. Niektóre fragmenty rozbawiły mnie, inne zaskoczyły. Chłonęłam opowieści o spotkaniach z niebezpiecznymi wężami i innymi - groźnymi zwierzętami w Afryce. Dowiedziałam się istotnych informacji o tropikalnych chorobach czy lokalnych tradycjach. Oczami wyobraźni zobaczyłam postsowiecką prowincję w Kazachstanie, gdzie akcja książki miała miejsce na byłym atomowym poligonie.
         Lektura podobała mi się, ale po jej zakończeniu odczułam lekki niedosyt. ,,Notatki geologa..." podzielone zostały na 3 części, z których zdecydowaną większość zajęły wspomnienia z Afryki (rozdział o Chile miał tylko 4 strony). Chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej o pracy w Azji bądź pobycie autora w Ameryce Południowej. Dobrym pomysłem było umieszczenie w książce kolorowych fotografii podsumowujących przeczytaną lekturę. Moja ocena: 6.5/10.

piątek, 22 lipca 2016

Dzień Świra

Hej!
Dzisiaj recenzja kultowego, polskiego filmu!





   Tytuł: ,,Dzień świra"
   Reżyseria: Marek Koterski
   Gatunek: Komediodramat, psychologiczny
   Czas trwania: 1.33 h
   Rok produkcji: 2002








Fabuła:
        Adaś Miauczyński jest zmęczony życiem. Wszystko go drażni, a przypadkowe osoby wyprowadzają z równowagi. Główny bohater niewiele zarabia, a jego stosunki z rodziną nie układają się. Mężczyzna nie potrafi rozstać się z rutyną i codziennymi natręctwami, a kiedy udaje mu się pojechać na urlop, aby odpocząć nad polskim Bałtykiem, okazuje się, że uciec od własnej frustracji nie jest wcale tak łatwo.

        Wielu z nas nosi w sobie cechy Miauczyńskiego. Ja także identyfikuję się z Adasiem. Chętnie przytoczę ulubione cytaty, które często doskonale oddają stan mojego przygnębionego ducha: ,,Boję się nocy. Raczej nie to, nie mogę położyć się spać. Mimo, że jestem zmęczony i senny, jakiś niepokój ściskający serce, że jak to, to już koniec dnia? Już się nic dzisiaj nie zdarzy?"; ,,Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?"; ,,Boję się rano wstać, boję się dnia, codziennie rano boję się otworzyć oczy, ze strachu przed świtem, zupełnie nie wiem, co zrobić z nadchodzącym dniem. No nie mogę. Mam niby jakieś obowiązki, a przecież – pustka, jakby zupełnie nie miało znaczenia czy wstanę czy nie wstanę, czy zrobię coś, czy nie zrobię (ja pierdolę), higiena, jedzenie, praca, jedzenie, praca, palenie, proszki, sen. (Ja pierdolę, kurwa)"; ,,Jestem skrajnie wyczerpany, a przecież jest rano..." i zdecydowanie najlepszy: ,,Nikt i nic mnie już nie czeka! Nie widzę przed sobą przyszłości! Jestem w proszku! W rozsypce! Wypalony! Rozmontowany! Śmiertelnie zmęczony, chociaż niczego w życiu nie dokonałem! Muszę przystanąć w biegu, chociaż nigdzie nie dobiegłem. I odpocząć! Odpocząć za wszelką cenę!".
          Główny bohater jest rozdrażniony, jego żale są zazwyczaj uzasadnione. Dlaczego właściciele piesków nie sprzątają kup swoich pupilów z chodników/trawników, a matki nie chcą wysłuchać dzieci i zakładają, że gorąca zupa to lek na całe zło? Czy w pociągu zawsze muszą dosiąść się ,,zwariowane wariaty", tak aby człowiek nawet na chwilę nie mógł pobyć sam ze swoimi myślami? 
        Tylko co, jeśli nasz gniew jest niepotrzebny? Wszak nie tylko my mamy problemy, zdarza się, że denerwujemy się na hałasujących sąsiadów, a przecież oni też potrzebują rozładunku emocjonalnego. 
        Adaś Miauczyński jest romantykiem, niestety, obecne czasy ciężkie  dla wrażliwych osób. Ludzie żyjący marzeniami spychani na margines przez zdecydowane jednostki biegnące po trupach do celu. Kiedy wpadnie się w depresyjny dół, nie jest prosto z niego wyjść, a otoczenie wcale nie pomaga, bo zajęte jest życiem w konsumenckim pędzie, zarabianiu i wydawaniu hajsu, gromadzeniu dóbr materialnych, wdrapywaniem się po szczeblach kariery. Nagle okazuje się jednak, że czas pędzi coraz szybciej, frustracje sięgają zenitu, a kwestia przegranej - niedokończonej egzystencji zaczyna palić od środka. 
          Codzienność przytłacza do tego stopnia, że zaczynamy tracić kontrolę nad naszym zachowaniem i bez namysłu odgapiamy nawyki nieznajomych. Wszyscy zmieniają miejsce w tramwaju - bo bliżej okna, drzwi, kierowcy, a może dalej od sąsiada - więc ślepo podążamy za tłumem. Śpieszymy się do domu, ale czy faktycznie musimy? Dlaczego ciągnie biegniemy... zamiast przystanąć chociaż na chwilę, docenić piękno świata, odetchnąć głęboko.
          Obsada ,,Dnia Świra" jest idealna. Marek Kondrat zagrał Miauczyńskiego perfekcyjnie. Z głównego bohatera można się śmiać bądź mu współczuć, ale przy okazji doskonale rozumieć. Kondrat przedstawił portret człowieka cierpiącego, znudzonego obojętnością świata, przeklinającego swój los lecz uparcie podążającego w otchłań beznadziei i smutku. Postać drugoplanowa doskonale uzupełniająca życiorys Adasia to jego synek Sylwuś, w którego wcielił się Michał Koterski. Syn reżysera został dobrany idealnie do roli nieszczęśliwego chłopca, przekształcającego się w kopię niezaradnego ojca, wszak wypowiedzi Koterskiego nie można zapomnieć. W produkcji wzięła udział plejada gwiazd polskiej kinematografii, dlatego też komediodramat stał się głośnym hitem, wystąpili w nim m.in. Joanna Sienkiewicz, Andrzej Grabowski, Cezary Żak, Cezary Pazura, Ewa Ziętek, Anna Powierza, Piotr Machalica, Zbigniew Buczkowski i inni.
           Film jest tak prawdziwy, że aż boli; ogrom wulgaryzmów tylko potęguje dramatyzm. Niektóre sceny bawią, lecz skłaniają do wielu refleksji, bowiem opowieść o szarym człowieku ma tak naprawdę słodko - gorzki smak. Wyśmiewamy natręctwa bohatera, zapominając o własnych dziwnych przyzwyczajeniach. Mnie osobiście denerwują otwarte szafy, szuflady. Kiedy nie domknę szafki i zauważę mój błąd leżąc już w łóżku, muszę wstać i ją zamknąć, inaczej nie zasnę, bo mnie to rozprasza. Naukę zaczynałam zawsze od pełnych godzin, a jeśli się spóźniłam (zazwyczaj specjalnie), czekałam aż wskazówki zegara dojdą na wyznaczoną pozycjęW dzieciństwie otrzymałam jeżyka do układania w nim kredek. Wszystkie kredki musiały stać w szeregu od najmniejszej do największej, żadna nie mogła zmienić swojego miejsca. Kiedy przychodzili do mnie rówieśnicy, wprowadzali do jeżyka chaos! Szalenie działał mi na nerwy ich zwyczaj wrzucania kredek byle gdzie! Wieczory spędzałam w naprawianiu szkód i mierzyłam kolorowe ołówki linijką, aby przywrócić dawny ład. Kolejność miała znaczenie, liczyły się milimetry.
           Wiele scen rodzimej produkcji zyskało status kultowych jak chociażby rozmowa ojca z synem po angielsku (,,To be, kurwa! Or not to be?!") czy jedzenie śniadania przez głównego bohatera oglądającego ogłupiające reklamy w telewizji. Natomiast do moich ulubionych należą dwie - przerażające, ponadczasowe, i pomimo tego, że od premiery komediodramatu minęło już 16 lat - ciągle aktualne. Pierwsza odnosi się do polskich polityków, którzy ciągle kłócą się ze sobą, kto ma rację, ale ich spory powodują jedynie, że ojczyzna od lat krwawi. Druga to sławna już ,Modlitwa Polaka", gdzie stojący na balkonach sąsiedzi nie proszą Boga o nic dla siebie, lecz wznoszą modły o jak największe nieszczęścia dla ludzi mieszkających w pobliskim otoczeniu.
          ,,Dzień świra" to jeden z najwyżej ocenianych przeze mnie filmów, dzieło Koterskiego widziałam już kilkanaście razy i na pewno nigdy mi się nie znudzi. Jak mniemam większość czytelników oglądała już tę produkcję, a jeśli nie to zachęcam! Moja punktacja to 10/10. Jakie są Wasze ulubione sceny ,Dnia Świra"? :)

poniedziałek, 18 lipca 2016

Żabek i Ropuch. Przyjaźń.

Witajcie!
W zeszłym roku wybrałam się na Wrocławskie Targi Dobrych Książek. Gościem specjalnym piątkowego wieczoru był Wojciech Mann, który podpisywał przetłumaczoną przez siebie serię książek dla dzieci. Moim zamiarem było kupienie jednej lektury chrześnicy, ale pod wpływem impulsu wybrałam również drugą książkę dla siebie :D Kolejka do dziennikarza była szalenie długa, ale udało mi się otrzymać autografy i zrobiłam sobie z Mannem również pamiątkowe zdjęcie ^^




    Tytuł: ,,Żabek i Ropuch. Przyjaźń"
    Autor: Arnold Lobel
    Okładka: twarda
    Rok wydania: 2015
    Ilość stron: 66









          Seria o Żabce i Ropuchu podbiła serca czytelników na całym świecie. Niedawno przygody płazów ukazały się także w Polsce. Postanowiłam rozpocząć przygodę ze zwierzątkami od tomu pierwszego. Książka porusza ważny temat jakim jest przyjaźń. Żabek i Ropuch nie potrafią bez siebie żyć, wspierają się podczas smutnych chwil, ale i nie szczędzą sobie słów krytyki, gdy sytuacje tego wymagają.
          Lektura została pięknie wydana, cechuje się cudownymi ilustracjami i interesującą treścią. Czcionka jest duża, książkę czyta się bardzo szybko. 5 krótkich rozdziałów skłania do przemyśleń. Najbardziej do gustu przypadła mi ostatnia opowieść, gdy Ropuch z utęsknieniem czekał na list, którego nigdy nie otrzymał. Żabek postanowił sam napisać do kolegi kilka wzruszających słów ,,Drogi Ropuchu, cieszę się, że jesteś moim najlepszym przyjacielem. Twój najlepszy przyjaciel Żabek". Tak niewiele wystarczy, aby dodać otuchy najbliższej osobie, prawda? :)
        Dodatkiem do lektury jest duża zakładka w kształcie żabki. Myślę, że taka książeczka spodoba się nie tylko dzieciom; mnie bardzo przypadła do gustu i chętnie poznam kolejne dzieła amerykańskiego autora. Moja ocena: 8/10.

sobota, 16 lipca 2016

Cybernatural

Hej!
Czas na recenzję filmu, który widziałam już dosyć dawno temu, ale utkwił mi w pamięci :)





    Tytuł: ,,Cybernatural"
    Reżyseria: Levan Gabriadze
    Rok produkcji: 2014
    Gatunek: horror
    Czas trwania: 1.22 h








Fabuła:
         Laura na imprezie licealnej upija się do nieprzytomności. Ktoś nagrywa kompromitujący ją filmik i umieszcza go w sieci. Dziewczyna nie wytrzymuje publicznego ośmieszenia i popełnia samobójstwo.
           Rok później znajomi Laury dostają na facebooku dziwne wiadomości od zmarłej koleżanki. Czy będą w stanie wydostać się ze śmiertelnej pułapki? Czy rozmowa na skype doprowadzi do tragedii? Jakie tajemnice skrywają przyjaciele nastolatki, czy wszyscy byli wobec siebie zawsze w porządku?

           Bardzo dawno nie widziałam już żadnego horroru. ,,Cybernatural" nie był straszną produkcją, momentami nawet trochę śmieszną. Film podkreślił głupotę dzisiejszych czasów. Życie nastolatków składa się głównie z Internetu, młodzież zamiast wyjść z domu i porozmawiać, nieustannie używa czatów, facebooka, skypa. 
              Licealiści nie szanują się, często upijają do nieprzytomności, co zostaje sprytnie wykorzystane przez kolegów do szantażu. Osoby skompromitowane są oczerniane przez najbliższych, którzy naśladując tłum nawołują do samobójczej śmierci. Po przerażających wydarzeniach, oczywiście wszyscy żałują prześladowanej osoby i twierdzą, że byli najlepszymi kumplami. 
            W ,,Cybernatural" szkolna paczka przyjaciół okazała się być fałszywą grupą znajomych, dziewczęta i chłopcy podkładali sobie wzajemnie świnie, ukrywali zdrady, przekazywali fałszywe plotki. Ciekawym pomysłem było zagranie w zabawę ,,Nigdy, przenigdy..", podczas której towarzystwo musiało ujawnić wszystkie przerażające sekrety. 
             Aktorzy grający nastolatków to niemal 30letnie osoby, które jednak poprawnie wcieliły się w role licealistów. Gdybym nie zajrzała na ich biografie, nie domyśliłabym się ich prawdziwego wieku, bo prezentowali się faktycznie młodo. 
           Szalenie interesującą strategią było przedstawienie filmu z perspektywy rozmowy przez skype. Bohaterowie obserwowali siebie nawzajem przez kamerki, słychać było charakterystyczne dźwięki dla tego komunikatora. Warsztat produkcji cechował się oryginalnością, oprawa wizualna imponowała prostotą. Klikanie myszką na zasadzie ,,kopiuj, wklej" potrafiło mnie zainteresować i wzbudzić napięcie, ale wiele fragmentów było nierównych i czasami nudziło. 
            Horror szczególnie mnie nie przestraszył, chociaż postać niewidocznego ducha dodawała dreszczyku emocji. ,,Cybernatural" obnażył głupotę młodzieży, dla której podstawowe hamulce już dawno puściły, a brak zasad i czysty egoizm to cel życia. Film sugeruje, aby nie publikować wszystkiego w sieci, bo co raz się już tam pojawiło, może krążyć aż do śmierci. Moja ocena 6.5/10.

środa, 13 lipca 2016

Denko 37 - czerwiec

Siemanko!
Czas na denko czerwcowe :D W zeszłym miesiącu zużyłam wyjątkowo mało kosmetyków.


1. Farba do włosów Schwarzkopf Palette C10 (mroźny srebrzysty blond)

Cena ok. 9 zł. Jestem zadowolona z tego produktu. Nie uczulił mnie, dołączona odżywka miała super zapach, ale co najważniejsze kolor farby zgadzał się z tym na opakowaniu, a rzadko się to zdarza. W końcu uzyskałam barwę włosów taką jaką chciałam. 
Czy kupię ponownie? Tak




2. Jedwabisty szampon odżywczy z wyciągiem z owsa Yves Rocher
Cieszę się, że ten szampon dostałam gratis. Generalnie lubię produkty Yves Rocher, ale ten kosmetyk mi nie przypadł do gustu. Gdy myłam włosy, nie mogłam spłukać szamponu, traciłam mnóstwo wody, a i tak czułam lepką warstwę. Fakt, że nie potrzebowałam już odżywki do rozczesania fryzury, lecz włosy ciągle wyglądały na przetłuszczone. Nie polubiłam się z tym produktem. Dobrze, że szybko się skończył.









Czy kupię ponownie? Nie

 

3. Glicerynowy krem do rąk - pielęgnujący i łagodzący ze składnikami nawilżającymi Biocura

Cena ok. 6 zł w Aldi. Kosmetyk świetnie nawadniał moje suche dłonie, nie uczulał, szybko się wchłaniał.


Czy kupię ponownie? Tak









4. Krem do rąk Anida - glicerynowo - aleosowy, z witaminą A + E
 
Cena ok. 2 zł. Przebadany dermatologicznie. Bardzo dobrze nawilżał skórę, super się wchłaniał. Często do niego powracam.
Czy kupię ponownie? Tak 






5. Pasta do zębów Elmex sensitive plus
Cena ok. 9 zł. Chroni szyjki zębowe przed próchnicą oraz nadwrażliwą wodą - 20 ml. Pastę kupiłam na wyjazd, aby zajmowała mało miejsca w torbie. Miała mocno miętowy smak, ale wydawało mi się, że nie działała pozytywnie na moje zęby, po długim i dokładnym myciu ciągle miałam wrażenie, że nadal są brudne, a w dodatku jakby ściemniały. 
Czy kupię ponownie? Nie 

6. Tusz do rzęs Wibo 
Mascarę dostałam, czytałam o niej różne opinie, ale mi służyła fantastycznie. Tusz nie rozmazywał się i wydłużał rzęsy (lecz ich nie pogrubiał), efekt był naturalny.
Czy kupię ponownie? Tak

7. Pasta do zębów Blend-a-med Complete 7
Cena ok. 7 zł. Pasta sprzyjała moim zębom. Używałam jej z przyjemnością, moim zdaniem nawet lekko wybielała szkliwo.
Czy kupię ponownie? Tak

W czerwcu wydałam na kosmetyki zawrotną sumę (uwaga) aż... 9 zł :D Kupiłam tylko farbę do włosów, bo miałam już niezły odrost. Jestem z siebie dumna! Obawiam się jednak, że w lipcu mogę trochę bardziej poszaleć :) Miałyście coś z mojego denka? Pozdrawiam!

niedziela, 10 lipca 2016

Wietnam

Siemanko!
Dzisiaj nadszedł czas na recenzję książki podróżniczej.





   Tytuł: ,,Wietnam" (mini seria ,,Kobieta na krańcu świata")
   Autor: Martyna Wojciechowska
   Okładka: miękka
   Ilość stron: 122
   Rok wydania: 2012








            Tym razem Wojciechowska zabiera swoich czytelników w podróż do Wietnamu. Azjatycki kraj w III w. stał się prowincją Chin, ale w 939 r. uzyskał upragnioną niepodległość. Podczas europejskiej kolonizacji Wietnam wraz z Laosem i Kambodżą stworzył Indochiny Francuskie, a lata później został podzielony na dwie części: północną - Demokratyczną Republikę Wietnamu (rządzoną przez komunistów i wspieraną przez ZSRR) oraz południową (proamerykańską). Konsekwencją tych działań była długa wojna domowa od 1957 do 1976 r. Uchwalona w 1992 r. konstytucja pozwoliła utrzymać rządy partii komunistycznej, ale wprowadziła również zasady wolnego rynku. Wietnamczycy pamiętają lata przerażających działań wojennych, ale nie wspominają ich w kategorii żałoby narodowej. Myślą o dniu dzisiejszym, starają się żyć chwilą, twierdzą, że nie warto rozdrapywać starych ran. Co ciekawe, pomimo fali nienawiści do Amerykanów, którzy podczas agresywnych walk przyczynili się głównie do zabicia ludności cywilnej, Wietnamczycy wybaczyli im dawne grzechy i prowadzą zaangażowaną w ogromne profity politykę wspólną handlową. 
            Wietnam jest jednym z najbezpieczniejszych azjatyckich państw. Warto wspomnieć, że chwali się ten kraj za niskie bezrobocie - jedynie: 2,9%. Symbolem Wietnamu jest kwiat lotosu, a ulubionym zajęciem społeczeństwa wędkowanie.. jaszczurek, trafiających potem na ruszt. 60 % mieszkańców nosi nazwisko Nguyen, a wszyscy obywatele wierzą, że w ich ramionach znajduje się duch-opiekun, więc nie wolno nikogo szturchać w święte miejsce, aby nie przestraszyć duszka. Niestety, Wietnam znany jest z handlu niepełnoletnimi kobietami, które trafiają najczęściej do Kambodży. Co więcej, aż 58 % mężatek deklaruje, że ich partnerzy znęcają się nad nimi fizycznie i emocjonalnie.
          Bohaterką książki jest 30 letnia Bien Thi Nguyen. Kobieta mieszka wraz z całą liczną rodziną w przepięknej zatoce Ha Long. Domy tubylców znajdują się na wodzie, więc chętnie odwiedzane są przez turystów. Kobieta zarabia dużo (w porównaniu do np. dentystki), ale nie jest szczęśliwa. Musi pracować cały dzień, nigdy nie ma wakacji, jej jedyną rozrywką jest tv czy prasa. Bien marzy o tym, aby wyprowadzić się do miasta i mieć sklep odzieżowy. Ciekawostką jest fakt, że Wietnam słynie z podróbek, więc wszystkie kobiety odziane są w bluzki z napisem Dolce&Gabbana czy Nike, a mężczyźni udając się na połów ryb zakładają garnitury Armaniego. Dziewczyna żali się w wywiadzie na swój kolor skóry, bardzo chciałaby być blada, więc zakrywa ciało - zazdrości Wojciechowskiej idealnej karnacji. Mąż Bien zawsze jest bardzo zajęty... leżakowaniem i piciem piwa, nie ma więc czasu, aby pomagać ukochanej. 
          Podróżniczka podziwia umiejętność szybkiego i smacznego gotowania, jaką posiada Wietnamka, jest także pod wrażeniem wyposażenia domu, który zawiera wszystkie najbogatsze dobra materialne. Dziennikarkę zadziwia ilość osób biegających po kładkach wokół całej wodnej wioski, nie może doliczyć się końca rodziny. Nie mniej jednak zastanawia się, czy gdyby Bien przeprowadziła się do miasta naprawdę odnalazłaby radość życia, wszak w zatoce jest cenioną i najbardziej znaną bizneswoman, a w zatłoczonym miasteczku zostałaby jedną z wielu podobnych pracujących na ulicy kobiet. Lekturę przeczytałam w ciągu niecałych 2 h. Książka charakteryzuje się prostym, często humorystycznym językiem Wojciechowskiej, zawiera również wiele pięknych fotografii i spis miejsc, które koniecznie należy zwiedzić będąc w południowo-wschodnim kraju azjatyckim. Plusem jest również mnogość informacji historycznych, geograficznych i kulturowych o Wietnamie. Moja ocena książki 7/10.

wtorek, 5 lipca 2016

Wycieczkowo 35 - Toruń (część 2)

Hejka!
         Dzisiejsza notka powinna zostać opublikowana już dawno temu, no ale... lepiej późno niż wcale :D Zapraszam na ciąg dalszy opowieści o mojej jesiennej wycieczce do magicznego Torunia :) Relację z pierwszej części znajdziecie tutaj.
        Dziewczęta z bloga http://sisters92.pl/ chętnie zaprowadziły mnie do pomnika Kargula i Pawlaka usytuowanego przed Cinema City. Postaci są naturalnej wielkości uświnione trochę przez natrętne towarzystwo wszechobecnych gołębi :(


         Paulina dostosowała się do mojej listy miejsc wartych zobaczenia. Podążyłyśmy zatem w kierunku Krzywej Wieży - średniowiecznej baszty miejskiej, odchylonej od pionu 1,46 m. Została ona wybudowana jako 15 m. baszta obronna w XVIII w. Obecnie mieści się w niej Toruńska Agenda Kulturalna. Z budowlą związane są interesujące legendy. 
      Baszta przyjaźniła się z Wisłą, słuchała jej fantastycznych opowiadań. Po pewnym czasie, wieża pozazdrościła rzece przygód i chciała zerwać z nią kontakty, lecz ta podpływała coraz śmielej i ciągle chwaliła się barwnym życiem. Woda zaczęła podmywać mury, przestraszona baszta bała się o swoje fundamenty i krzyknęła: ,,Wisło, Wisło, nie podpływaj tak blisko, bo ja runę"! Rzeka odpowiedziała jej na to: ,,To ruń"! Podobno stąd wzięła się nazwa miasta :)
          Szczególnie podoba mi się podanie o grzechu Krzyżaka. W toruńskim zamku żyło 12 rycerzy, jeden z nich zakochał się w młodej dziewczynie. Para ukrywała się w ciemnych zaułkach, lecz ich miłość szybko została odkryta. Kochanków ukarano, kobiecie wymierzono 25 batów, a Krzyżakowi nakazano zbudować wieżę - tak krzywą jak jego postępowanie. Budowla stała się symbolem odejścia od reguły zakonnej. Turyści mogą przy niej sprawdzić swoją niewinność. Należy stanąć przy murze, wyciągnąć ręce i przez chwilę znieruchomieć. Osoby, które stracą równowagę - mają grzechy cięższe od rycerza. Nie przewrócą się jedynie ci, którzy cechują się wiernością i uczciwością. Jako, że test prawości jest obowiązkowym punktem wszystkich wycieczek, ja także musiałam oprzeć się o mur. Nie upadłam, więc brawo ja :D


Brama Żeglarska powstała w XIV w. Prowadziła tędy główna droga z centrum do portu nad Wisłą. Często stąpali po niej królowie polscy odwiedzający Toruń, więc nazywano ją Traktem Królewskim. Przy ul. Żeglarskiej mieszkały najbogatsze rodziny szlacheckie.

Brama Mostowa została zbudowana w XV w. Prowadziła do drewnianego mostu przez Wisłę (istniejącego do XIX w).


Ostatnią z trzech bram średniowiecznego Torunia (przetrwałych do dzisiaj) jest Brama Klasztorna. Nazwa obiektu pochodzi od znajdującego się nieopodal klasztoru sióstr benedyktynek. 


Bulwar Filadelfijski (nazewnictwo ze względu na współpracę Torunia z Filadelfią) jest częścią Starego Miasta. Ah.. to niesamowite miejsce gdzie można wypocząć :)


Znajdują się tu przystanki żeglugi pasażerskiej.


Warto wspomnieć, że na statku wycieczkowym odbywającym rejsy po Wiśle miała miejsce akcja polskiej komedii ,,Rejs".


Najważniejszą częścią Bulwaru Filadelfijskiego jest słynna toruńska łódka spacerowa ,,Katarzynka". Pływała ona po rzece w latach 1969 - 2000. Zbudowano ją w 1955 r. w Budapeszcie jako szalupę ratunkową dla statku ,,Mazowsze". Została wycofana z eksploatacji po stwierdzeniu jej złego stanu technicznego, obecnie stoi jako atrakcja turystyczna. W wersji ratunkowej może zmieścić 30 osób.


Alejka spacerowa otoczona jest murkiem z cytatami z ,,Rejsu", ale i nie tylko, bowiem także z kontrowersyjnymi wypowiedziami polityków.



Niewielki, drewniany budynek wodowskazu (wzorowany na norweskiej architekturze drewnianej) rejestruje wahania poziomu wód Wisły.


Kolejnym marzeniem, które udało mi się spełnić była wizyta w Muzeum Podróżników im. Tony Halika. Bilet wstępu kosztował 8 zł. Muzeum warte jest zobaczenia, serdecznie polecam! Irytował mnie tylko jeden fakt.. babeczka z obsługi chodząca za mną krok krok do każdego pomieszczenia ;] Rozumiem, ze byłam akurat jedynym gościem i być może śledzenie turystów należało do obowiązków tej pani, ale trochę mnie krępowało jej towarzystwo...


Pierwsza sala poświęcona została Tony Halikowi, który urodził się w Toruniu w 1921 r. Mieczysław Sędzimir Halik podporządkował całe życie poszukiwaniu przygody. Już w dzieciństwie pociągały go podróże, jako młody chłopak uciekł z domu, aby pracować jako flisak na Wiśle. Po wybuchu II w. ś. przedostał się do Francji, a potem do Wielkiej Brytanii. Służył w lotnictwie brytyjskim. W 1943 r. po awarii samolotu, przymusowo wylądował na farmie w południowej Francji. Tam poznał swoją przyszłą żonę Pierrette Andree Courtin. Tuż po demobilizacji zajął się kręceniem filmów w Afryce o życiu dzikich zwierząt. W 1948 r. młode małżeństwo wyjechało do Argentyny. Tony przyjął obywatelstwo tego kraju i pracował jako pilot. Fascynowała go jednak dzika przyroda i coraz częściej uciekał w głąb dżungli umieszczając obszerne relacje z wypraw w magazynie ,,Life". W 1953 r. Halik podpisał umowę z amerykańską siecią telewizyjną NBC. Został dziennikarzem i operatorem filmowym, realizował swoje cele i zwiedzał świat z żoną oraz psem. Podczas najważniejszej podróży z Ziemi Ognistej na Alaskę na świat przyszedł syn słynnego Polaka. Małemu Halikowi nadano imię Ozana na cześć przyjaciela Tony'ego - indiańskiego wojownika, który uratował mu życie.


W 1972 r. Halik powrócił do Polski w ekipie dziennikarskiej prezydenta Richarda Nixona. Zaprezentował się publiczności w popularnym programie ,,Kawiarenka pod Globusem", a telewizja wyemitowała cykl jego filmów podróżniczych. Elżbietę Dzikowską poznał Tony w 1974 r. w Meksyku. Kobieta przebywała tam wówczas na rocznym stypendium. Halik i Dzikowska spędzili razem 24 lata, zwiedzając najciekawsze kraje świata. Pierrette została w Meksyku, a Tony przeprowadził się do ojczyzny, gdzie otrzymał kartę stałego pobytu. Para Polaków prowadziła kilka słynnych programów telewizyjnych m.in. ,,Pieprz i wanilia". Ich wspólnym, najważniejszym osiągnięciem było dotarcie do legendarnej, zaginionej stolicy Inków - Vicabamby. Pracę podróżników wielokrotnie nagradzano. Tony Halik zmarł wyczerpany długą chorobą w 1998 r. Dziennikarz stał się legendą jeszcze za życia. Interesował się żeglarstwem, zagłębiał wiedzę o UFO, pisał książki i zarażał ludzi dobrym humorem. Mnóstwo razy otarł się o śmierć, m.in. musiał skakać z płonącego samolotu na spadochronie czy ratować syna przed jaguarem. Elżbieta Dzikowska jest aktywna po dziś dzień, co roku wspiera toruńskie muzeum. 


Kolejne ekspozycje zostały poświęcone szczegółowym wyprawom sławnej polskiej pary: głównie do Meksyku i Gwatemali. 


Meksyk był początkiem wspólnego życia Halika i Dzikowskiej, dlatego też to temu państwu został poświęcony pierwszy odcinek programu: ,,Gdzie pieprz rośnie".


W Muzeum dowiedziałam się wielu ciekawostek np. o grupie etnicznej z północno - wschodnich Indii: Konyak. Najwaleczniejszym mężczyznom przysługuje zwyczaj tatuowania twarzy. Wojownicy nazywani są łowcami głów, zabijają wroga i pozyskują tę najważniejszą część ciała, bo wierzą, że to w niej tkwi magiczna moc duszy. Posiadanie owego trofeum gwarantuje pomyślność i obfitość plonów. 


Na wystawach zaprezentowane zostały nie tylko tradycyjne ubrania różnych plemion, ich biżuterie czy atrybuty lecz także m.in. interesujące wykopaliska jak gliniane figurki.


Na dłuższą chwilę przystanęłam przy mapie z miejscami podróży Dzikowskiej i Halika, oryginalnie oznaczonej kluczami do pokojów hotelowych.


Inną salę zadedykowano wielkim podróżnikom i odkrywcom. Znalazłam mnóstwo informacji na temat Vasco Da Gama, Marco Polo czy Ferdynarda Magellana.


Warto zwrócić uwagę na projekt ,,Portret ze Świata". Edward Grzegorz Funke z żoną Krystyną zwiedzają świat. Małżeństwo fotografuje napotkanych ludzi spotkanych w miejscach egzotycznych. Postaci ze zdjęć hipnotyzują swoim spojrzeniem. Tę wystawę trzeba zobaczyć!


Ostatnim punktem naszego toruńskiego spaceru był Plac Rapackiego. Zatrzymałyśmy się przy Collegium Maximum. Ten neorenesansowy, reprezentacyjny gmach znajduje się nieopodal Starego Miasta. Budynek powstał na początku XX w., pełnił funkcje banku Rzeszy. Na szczycie budowli zamontowano alegorię Fortuny mierzącą 2,9 m. (po jej dwóch stronach zauważyć można dwie ozdobne wieżyczki). Po II w.ś. gmach przejął Bank Polski, a w 2003 r. Uniwersytet Mikołaja Kopernika. Obecnie mieści się w nim Muzeum Uniwersyteckie. Na skwerku pośrodku placu (w 500 rocznicę urodzin Mikołaja Kopernika) postawiono pomnik Helios przedstawiający Układ Słoneczny. 


Duże wrażenie zrobił na mnie aż 4 metrowy pomnik Józefa Piłsudskiego z brązu (odsłonięty w 2000r.). 


Atrakcją Torunia jest przede wszystkim multimedialna fontanna Cosmopolis. W ramach rewitalizacji Starówki w 2003 r. odnowiono i przeprojektowano fontannę obrazującą układ słoneczny. Podświetlane kolorowym światłem, strumienie wody tworzą w rytm muzyki niezapomniany spektakl. 15 minutowe seanse mogą obejrzeć wszyscy zainteresowani w godzinach wieczornych w sezonie turystycznym. Wśród utworów goście mają możliwość usłyszeć m.in. Cosmopolis - przebój napisany specjalnie na cześć fontanny przez Krzesimira Dębskiego.


To nie koniec moich wspomnień z Torunia, bowiem wiosną pojawiłam się tam ponownie, zatem cierpliwie czekajcie na kolejną notkę :D

piątek, 1 lipca 2016

Denko 36 - maj

Hejka!
Żarty się skończyły, czas ruszyć z zaległościami na blogu. Standardowo z opóźnieniem przedstawiam Wam moje majowe denko kosmetyczne. A w następnych dniach powracam z kolejnymi notkami :D



 


1. Farba do włosów Garnier (z masą perłową i olejkiem kwiatowym) Garnier - 10.21 Delikatny perłowy blond
Cena ok. 10 zł. Krem koloryzujący zabarwił mi włosy początkowo na bardziej żółty niż perłowy kolor - jak wskazywało opakowanie, ale fioletowy szampon naprawił szkody. Farba mnie nie uczuliła, nie śmierdziała, a dołączona odżywka pięknie pachniała. Produkt nie jest zły, ale trochę kiepsko się czułam w tej pseudo perłowej barwie. 

Czy kupię ponownie? Nie









2. Szampon do włosów Joanna Naturia z biosiarką i bursztynem - do włosów przetłuszczających się i ze skłonnością do łupieżu. 200 ml.

Cena ok 6 zł. Lubię szampony z Joanny, ale ten był średni. Ładnie pachniał, lecz słabo się pienił i cechował się małą wydajnością. Poza tym bez zastosowania po nim odżywki, włosów nie dało się rozczesać, zaplątały się w ogromny kołtun. Na szczęście nie uczulał, nie podrażniał skóry głowy, nie przyczyniał się do przetłuszczania fryzury, ale włosy po jego używaniu były szorstkie w dotyku  oraz matowe.
                                                     Czy kupię ponownie? Nie




3. Krem do rąk Cztery Pory Roku (glicerynowo - wygładzający) cytrynka i limonka, olejek rycynowy - skóra szorstka
Cena ok. 5 zł. Produkt wykonywał swoje zadanie poprawnie: nawilżał dłonie i nie powodował uczucia lepkości, do tego  tani. Lubię go.









Czy kupię ponownie? Tak



4. Pasta Blend-a-med complete (extreme mint)
Cena ok. 8 zł. Pasta dobrze się pieniła, wydaje mi się, że jako jedna z nielicznych nawet wybielała szkliwo.
Czy kupię ponownie? Tak

 
5. Zmywacz do paznokci Isana z olejkiem pielęgnacyjnym (migdałowy zapach) 125 ml.
Cena ok. 5 zł. Produkt dobrze radził sobie ze zmywaniem lakieru z paznokci, był wydajny. Szkoda jedynie, że nie wyczuwałam żadnego migdałowego zapachu.
Czy kupię ponownie? Tak


6. Szczoteczki do zębów ( 4 sztuki) family pack Colgate 
Cena ok 10 zł.  Szczoteczki świetne, nie zużywały się szybko, polecam.
Czy kupię ponownie? Tak


7. Lakier do paznokci Eveline nr 918
Fantastyczny lakier! Żałuję, że już mi się skończył, bo był idealny. Nie ścierał się szybko, miał piękny kolor i wysychał w trybie ekspresowym.
Czy kupię ponownie? Tak

8. Próbka mleczka nawilżającego (bardzo sucha skóra) Le Petit Marseiliais 
Kosmetyk miał cudowny zapach słodkich migdałów, który bardzo przypadł mi do gustu. Mleczko doskonale nawilżało skórę, po jego używaniu była mięciutka i zrelaksowana. Chętnie zapoznam się z produktem pełnowartościowym.

Czy kupię ponownie? Tak





9.  Wata  bawełniano wiskozowa Bella - 200 g.
Cena: 4.50 zł. Przeznaczona do celów opatrunkowych, higienicznych i kosmetycznych. Wata była miękka i delikatna, służyła mi pomocą przy demakijażu bądź zmywaniu lakieru z paznokci.
Czy kupię ponownie? Tak

10. Próbka wody perfumowanej Quelques Notes d'Amour Yves Rocher
Zakochałam się w tym zapachu! Nuty zapachowe nadal utrzymują się na testerowej chusteczce, pomimo że opakowanie otworzyłam już tygodnie temu. Szkoda, że cena perfum jest wysoka, ale zmysłowy wynik spotkania drzewka gwajakowego i róży damasceńskiej tak mną zawładnął, że kiedyś na pewno skuszę się na pełnowartościowe opakowanie.
Czy kupię ponownie? Tak

11. Próbka perfum Attraction for her EDP Avon
Nie miałam nigdy zaufania do kosmetyków z Avonu, ale ten zapach mnie zauroczył. Jego główne nuty to: wytrawne jeżyny, zniewalający akord piżma i waniliowy akcent ambry. Koniecznie muszę się zaopatrzyć w te perfumki, są bardzo trwałe, ciągle czuję ich doskonały zapach na bluzce, którą kropiłam tygodnie temu. 
Czy kupię ponownie? Tak

12. Intensywnie nawilżająca maseczka w żelu (ekstrakt z drożdży, kwas hialuronowy) all about beauty.
Przyznam szczerze, że zawiodłam się na tej maseczce. Nie zauważyłam, żadnych pozytywnych efektów po jej stosowaniu, negatywnych na szczęście również nie. Mojej cerze zdecydowanie najlepiej służą glinki.
Czy kupię ponownie? Nie

13. Maszynki do golenia Bic twin lady (5 sztuk)
Cena ok. 6 zł. Maszynki całkiem w porządku, szybko się nie tępiły, a rączki nie łamały (jak to kiedyś miałam nieprzyjemność z innymi firmami).
Czy kupię ponownie? Tak

14. Próbka kremu na dzień Oriflame Optimals
Rewelacyjny kremik, dobrze nawilżał skórę, która stawała się mięciutka. Nie uczulał. Chętnie zaopatrzę się w produkt pełnowartościowy.
Czy kupię ponownie? Tak

15. Próbka kremu na noc Oriflame Optimals
Jak wyżej
Czy kupię ponownie? Tak

W maju wydałam na kosmetyki 34 zł., myślę, że nie jest to najgorszy wynik. Znacie coś z mojego denka?