czwartek, 27 lutego 2014

Tajemnica Zielonego Królestwa

Hejka!
Dzisiejszy wieczór spędziłam w towarzystwie miłych bohaterów z ,,Tajemnicy Zielonego Królestwa". Już dawno nie widziałam żadnej animacji, a o produkcji Chrisa Wedge'a słyszałam mnóstwo pozytywnych opinii, także postanowiłam sama przekonać się o wyjątkowości tej bajki. 

  


Tytuł: ,,Tajemnica Zielonego Królestwa"
Reżyseria: Chris Wedge
Gatunek: animacja, przygodowy, fantasty
Czas trwania: 1.42 h.
Rok produkcji: 2013







Fabuła:
      Mary Katherine po śmierci matki przeprowadza się do ojca - naukowca, który zajmuje się badaniami przyrody. Mężczyzna twierdzi, że w lesie mieszkają niewielkie stworzenia, bez ich obecności niemożliwe byłoby istnienie ekosystemu. Córka powątpiewa w rozważania taty i uważa, że styl jego życia jest niedorzeczny. Niespodziewanie, dziewczyna zostaje przeniesiona do świata natury. Dowiaduje się, że zielone środowisko zamieszkują nie tylko zwierzęta, ale również małe istoty, którym przewodzi królowa. Przyroda jest jednak w niebezpieczeństwie, radość życia i piękne otoczenie, próbują zniszczyć czarne charaktery - wrogowie natury, zamieszkujący smutne i błotne tereny. Czy główna bohaterka pomoże swoim nowym przyjaciołom? Jakie zadanie powierzy jej naczelna wszystkich małych żyjątek? Polecam obejrzenie produkcji :)

     Bardzo lubię oglądać animowane filmy, a ,,Tajemnica Zielonego Królestwa" przypadła mi do gustu. Bajka zabrała mnie w magiczną podróż, która bardzo mi się spodobała. Kilkukrotnie śmiałam się głośno, szczególnie widząc na ekranie dwójkę przezabawnych ślimaków. Chris Wedge (twórca m.in. ,,Epoki lodowcowej") stworzył świetną produkcję przeznaczoną nie tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych. W animacji występują zarówno pozytywne postaci, ale również groźni bohaterowie, których celem jest zagłada przyrody. Pozytywnie oceniam wybór dubbingujących aktorów (m.in. Amanda Seyfried, Colin Farrell, Christoph Waltz, Beyoncé Knowles, Steven Tyler, Pitbull). Jestem zachwycona tłem muzycznym, zwłaszcza piękną piosenką przewodnią ,,Rise up". Szkoda, że polscy dystrybutorzy przetłumaczyli świetny oryginalny tytuł ,,Epic" na ,,Tajemnica Zielonego Królestwa", bo dużo bardziej podoba mi się nazwa angielska. Moja ocena filmu to 8/10. 


Dzień upłynął mi przyjemnie - celebrując tłusty czwartek. Cieszę się jednak, że to smaczne święto nie trwa codziennie, bo jednak co za dużo, to nie zdrowo (mowa oczywiście o kaloriach :D).  

 







środa, 26 lutego 2014

Przebudzenie

Dobry wieczór :))
Jestem właśnie po seansie filmowym ,,Przebudzenia", więc przedstawię swoją krótką opinię.



 
           Tytuł: ,,Przebudzenie"
           Reżyseria: Joby Harold
           Gatunek: thriller
           Czas trwania: 1.24 h
           Data produkcji: 2007









Fabuła:
      Clay mieszka w Nowym Jorku, jest młodym miliarderem i ma piękną narzeczoną. Niestety, chłopak nie posiada najważniejszego... zdrowia. Mężczyzna jest poważnie chory, czeka na przeszczep serca. Po ślubie z Sam, Clay dostaje informację ze szpitala - o czekającym na niego nowym narządzie. Chłopak, bez wahania, powierza własne życie lekarzowi, którego traktuje jak brata. Na stole operacyjnym - pacjent, ku swojemu zaskoczeniu, nie zasypia. Słyszy wszystkie toczące się wokół niego rozmowy i czuje ból. Z przerażeniem odkrywa nieczyste intencje swoich przyjaciół. Czy mężczyzna przeżyje? Komu Clay powinien był zaufać, a kogo skreślić z listy znajomych? Polecam obejrzenie filmu :)

Obsada:
Hayden Christensen jako Clay Beresford. Artyście nie można odmówić urody, nie mniej jednak w ,,Przebudzeniu" stworzył postać klasy średniej. Uważam, że chłopak nie dał z siebie 100%, tylko 50%. Jego rola była trochę beznamiętna, pozbawiona emocji.
Jessica Alba jako Sam Lockwood. Kobieta jest bez wątpienia piękną osobą, ale aktorka z niej marna. Jej kreacja w thrillerze medycznym mnie nie zachwyciła.
Terrence Howard jako Jack Harper. Gra mężczyzny była słaba. Jestem zawiedziona jego realizacją roli lekarza, ponieważ widziałam wcześniej kilka filmów z udziałem Harpera i podobały mi się postaci, które stworzył.
Lena Olin jako Lilith Beresford. Kreacja matki Clay'a przypadła mi do gustu, mimo że była to bohaterka drugoplanowa. Jej rola przykuła moją uwagę, grę aktorki postrzegam pozytywnie.

     Dzieło Harolda zainteresowało mnie swoją fabułą. Filmowa historia jest bardzo ciekawa, a co najważniejsze nieprzewidywalna. Zaskoczyły mnie niespodziewane zwroty akcji, w pewnym momencie nie wiedziałam już sama, które postaci są pozytywne, a które mają nieczyste sumienia. Niestety produkcja momentami nużyła, a artyści nie popisali się oczekiwanym talentem aktorskim. Thriller podsumowałabym krótko: zawsze ufaj swojej matce - jej intuicja nigdy nie zawodzi, a buntowanie się przeciwko decyzjom matki, może być dla ciebie niepomyślne. Czas trwania produkcji nie jest zbyt długi, dlatego też nie żałuję czasu poświęconego na obejrzenie ,,Przebudzenia". Moja ocena wobec filmu to: 6.5/10.

Pytanie do Was - jakie polecacie dobre thrillery, które trzymają w napięciu aż do finałowej sceny? :)

Tymczasem u mnie dzisiaj królował kokos ^^ 

poniedziałek, 24 lutego 2014

Perfekcjonista

Dzień dobry!
Wczoraj obejrzałam produkcję, którą wygrałam na portalu filmweb.pl. Czy mi się spodobała? Zapraszam na krótką recenzję :)

    



                     Tytuł: ,,Perfekcjonista"
                     Reżyseria: Philippe Godeau
                     Gatunek: sensacyjny, psychologiczny
                     Czas trwania: 1.42 h
                     Data produkcji: 2013










Fabuła:
       Film oparty na prawdziwej historii. Francja, rok 2009 - Toni Musulin zgłasza się na policję i przyznaje się do popełnionego przestępstwa. Mężczyzna był konwojentem w firmie ochroniarskiej. Postanowił ukraść 11,6 miliona euro. Bez problemu udało mu się odjechać furgonetką z ogromną kwotą pieniężną, którą schował w wykupionym wcześniej garażu. Musulin uciekł do Monako, gdzie udał się na komisariat policji. Został tam miło ugoszczony, ale zdecydował się oddać w ręce francuskich funkcjonariuszy, którzy poszukiwali go listem gończym. Mężczyznę skazano na 3 lata więzienia. Musulin odmówił złożenia zeznań, aby nikt nigdy nie dowiedział się, gdzie schował pozostałą zaginioną kwotę - 2 miliony euro. 

        Uważam, że historia, która działa się we Francji kilka lat temu jest naprawdę interesująca. Plan kradzieży pieniędzy przez ochroniarza był bardzo oryginalny. Tajemniczy mężczyzna sam przyznał się do winy. Chciał ośmieszyć francuski system prawny oraz zwrócić uwagę na wyzysk pracowników. Stał się w swoim kraju bohaterem narodowym - ludzie zakładali jego fankluby oraz stwarzali profile na facebooku, kupowali koszulki z jego wizerunkiem. Musulin został najpopularniejszą osobą we Francji w 2009 roku, wszyscy z wypiekami na twarzy śledzili informacje dotyczące postępujących spraw sądowych zatrzymanego. Fakt, iż mężczyzna dostał minimalny wyrok - 3 lata więzienia, był szokiem dla społeczeństwa. Francuz, który ukradł 11,6 milionów euro z Banku Narodowego, z czego policja odnalazła tylko 9 milionów, stał się ważnym tematem w domu każdego rodaka. Do tej pory, nikt nie wie, gdzie podziała się pozostała suma pieniędzy, istnieje prawdopodobieństwo, że Musulin ukrył ją w górach, aby zapewnić sobie świetlaną przyszłość po wyjściu z więzienia. Mężczyzna w ubiegłym roku opuścił areszt i.. więcej informacji o nim w Internecie nie odnalazłam. Może ktoś z Was posiada większą wiedzę o dalszych losach sławnego Francuza?
         Prawdziwa opowieść o Musulinie jest ciekawa. Jego odwaga ośmieszenia systemu francuskiego budzi podziw (ahh gdyby jakiś Polak zdecydował się wyśmiać polskie rządy oraz pracodawców wyzyskujących zatrudnionych - to dopiero byłaby historia ^^). Niestety film odkrywający przeszłość Francuza, nie został dobrze wyreżyserowany. Produkcja mnie nużyła, nie działo się w niej nic, co mogłoby spowodować szybsze bicie serca. Podobno jest to thriller, ale myślę, że napisanie o takim gatunku było żartem ze strony dystrybutora. Najśmieszniejszym zabiegiem było zamienienie francuskiego tytułu filmu ,,11.6" na ,,Perfekcjonista" (hahaha, kolejny, również nie bardzo zabawny dowcip, jeszcze bardziej ośmieszył dzieło Godeau, dlatego, że w produkcji nawet przez chwilę nie pojawił się element perfekcji). Główny bohater, w którego wcielił się François Cluzet był postacią odpychającą - oschłą, ironiczną. Nie spodobała mi się gra Francuza, jego kreację postrzegam jako nijaką, nie zauważyłam żadnych emocji towarzyszących artyście. Na jedyny plus filmu składały się fantastyczne zdjęcia. Wspaniałe widoki francuskiej miejscowości Lyon oraz kraju Monako, sprawiły, że zatęskniłam za tymi miejscami, mimo iż nigdy w nich nie byłam. Cudowne górskie pejzaże wywołały moją tęsknotę za tak pięknym krajobrazem. Podsumowując, produkcji nie polecam. Moim zdaniem - z historią warto się zapoznać, ale na oglądanie ,,Perfekcjonisty" szkoda czasu. Moja ocena wobec filmu to 3/10.

A dzisiaj zajadam się owocem... :))

Miłego dnia!               

sobota, 22 lutego 2014

Obsesja

Dobry wieczór!
Późnym wieczorem przedstawię Wam przeczytaną przeze mnie dzisiaj książkę :)






                   Tytuł: Obsesja
                   Autor: Marta Grzebuła
                   Ilość stron: 279











Fabuła:
         Aleks jest Anglikiem i żyje w Londynie, jest jednak częstym gościem w Polsce, gdzie mieszka jego najlepszy przyjaciel Tomek. Główny bohater zostaje porzucony przez swoją dziewczynę, co powoduje, iż mężczyzna boi się umawiać z kolejnymi kobietami. Niespodziewanie, Aleks spotyka Grace, z którą spędza 2 upojne noce. Anglik nie potrafi przestać myśleć o tajemniczej kobiecie, pomimo tego, że w zasadzie nie wie o niej nic. Chłopak śni o swojej wymarzonej partnerce każdej nocy, ma obsesję na punkcie Grace, chociaż nie widział jej od wielu miesięcy. Bohater książki stara się zapomnieć o ukochanej i nawiązuje kontakty fizyczne z 3 dziewczynami, którym Aleks bardzo się podoba. Wszystkie kobiety pragną ułożyć sobie dalsze życie z Anglikiem, ale on dalej rozpaczliwie poszukuje Grace, bo zdaje sobie sprawę z tego, że tylko ona jest jego prawdziwą miłością. Tymczasem w mieście dochodzi do przerażającej zbrodni. Co się wydarzyło? Czy Aleks odnajdzie swoje szczęście? Jak potoczą się losy wszystkich kochanek głównego bohatera? Kim tak naprawdę jest Grace? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w ,,Obsesji".

       Lektura została napisana językiem prostym, czyta się ją bardzo szybko. Akcja powieści toczy się we Wrocławiu, Krakowie, Karpaczu i Londynie. Tytuł książki jest adekwatny do jej treści - główni bohaterowie mają obsesję na punkcie drugiej osoby. Podobało mi się, że pisarka nie postanowiła, aby życia wszystkich postaci były zakończone happy - end'em. Egzystencje Grace, Wiktorii, Natalii, Laury i Aleksa naznaczone są cierpieniem, a jedno z nich w sposób tragiczny pożegna się ze światem. Autorka umieściła mnóstwo opisów - śmiałych, erotycznych scen. Ciekawym zabiegiem było również wplecenie wątku kryminalnego. Moja ocena lektury to 6.5/10. 

Książka bierze udział w wyzwaniu POLACY NIE GĘSI II

A poniżej smakowity owoc dnia, który umilał mi dzisiejsze popołudnie ^^

czwartek, 20 lutego 2014

Zdobycze 14

Siemanko!
Dzisiaj post z serii moich ulubionych, czyli pochwalny :D Pokażę, jakie niespodzianki otrzymałam w ciągu miesiąca :)

1. Od cioci dostałam szampon:


2. Na facebooku wygrałam bilety na Jezioro Łabędzie, już się nie mogę doczekać spektaklu :)


3. Na stronie http://ibeauty.pl/ została doceniona moja konkursowa odpowiedź i otrzymałam poniższy zestaw. Po kilku testach mogę już stwierdzić, że maszynki do golenia z żelowymi skrzydełkami są genialne!


4. Niedawno odkryłam świetny portal: granice.pl. Już po raz drugi udało mi się wygrać kolejną książkę. Zapowiada się wspaniale, niedługo ją przeczytam.


5. Jeszcze w tamtym roku brałam udział w konkursie na stronie Nivea. Wczoraj do moich drzwi zapukał kurier i dostarczył mi poniższe kosmetyki:


6. Bardzo lubię znaną większości witrynę filmweb.pl. W styczniu dostałam moją 13 wygraną na tym portalu:


7. Ostatnio odbyły się we Wrocławiu Międzynarodowe targi Turystyczne, otrzymałam 2x wejściówkę na to wydarzenie :D


oraz lekturę ufundowaną przez Księgarnię Podróżnika:


na słynnych Targach w stolicy Dolnego Śląska - zdobyłam mnóstwo map, przewodników i widokówek oraz... :))

środa, 19 lutego 2014

Wykapany ojciec

Dzień dobry!
Wczoraj pojechałam odwiedzić koleżankę do pobliskiego miasta. Postanowiłyśmy pójść do kina. W okolicach południa - wybór repertuaru był niewielki, zdecydowałyśmy się zobaczyć amerykańską komedię. Jestem bardzo zadowolona z naszej decyzji, bo uświadomiłam sobie, że ostatnio oglądałam w większości dramaty i thrillery, potrzebowałam więc dawki śmiechu. 





                        Tytuł: ,,Wykapany ojciec"
                        Reżyseria: Ken Scott 
                        Data produkcji: 2013
                        Czas trwania: 1.43 h
                        Gatunek: komedia








Fabuła:
      David Wozniak jest synem polskiego emigranta, mieszkającego w USA. Mężczyzna kilkadziesiąt lat wcześniej potrzebował dużo pieniędzy. Wpadł na pomysł, że zgłosi się do banku spermy jako dawca nasienia. Niestety mężczyzna nie mógł przewidzieć, że zostanie ojcem 533 dzieci, z czego 142 zechce poznać jego tożsamość. Na domiar złego, dziewczyna głównego bohatera - ogłasza partnerowi, że jest w ciąży. Okazuje się również, że Davida ścigają niebezpieczni bandyci, którzy żądają od niego 100 tys. dolarów. Czy mężczyzna poradzi sobie ze wszystkimi problemami? Dowiecie się tego podczas seansu z ,,Wykapanym ojcem" :)

Obsada:
Vince Vaughn jako David Wozniak. Bardzo lubię tego aktora, mam słabość do filmów z jego udziałem. Moim zdaniem, artysta po raz kolejny sprawdził się w komediowej roli, śmiałam się podczas jego występów wiele razy, kreację Vaughn'a oceniam bardzo pozytywnie. 
Chris Pratt jako Brett (kumpel Davida). Postać zagrana przez Pratta wniosła do kinowej sali wiele radości. Garstka obecnych (na czele ze mną) chichotała podczas scen z jego udziałem. Moment tłumaczenia się widzom tv z posiadania kochanka był genialny!
Andrzej Blumenfeld jako Mikołaj Wozniak. Nasz rodak stworzył fantastyczną rolę Polaka, mającego firmę rozwożącą mięso. Mimo, że postać Blumenfelda była drugoplanowa, nie da się jednak o niej zapomnieć. Aktor talentem nie odbiegał od swoich kolegów z planu filmowego, a jego wspaniały amerykański akcent - nie zdradzał, że mężczyzna pochodzi z innego kraju. 
Pozostali (w większości - wiele dzieci Davida Wozniaka) również zbudowali świetne kreacje. 

       Produkcja jest remake'm kanadyjskiej komedii ,,Starbuck" (także reżyserii Ken'a Scott'a). Fabuła filmu może wydawać się banalna, jednak dzięki grze Vaughn'a taka nie była. Aktor wcielił się w dobrego mężczyznę, który pomimo mnóstwa przeszkód chce pomóc swoim licznym dzieciom i postanawia zostać ich aniołem stróżem. Starania głównego bohatera o bycie dobrym tatą wypadły pomyślnie.
       Wątki komediowe rozśmieszały do łez. Zdarzały się również jednak poważne chwile, które oznaczały produkcję znamionami dramatu, np. odnalezienie przez Wozniaka - niepełnosprawnego syna. Wbrew pozorom film promował mądre decyzje bohatera, które zmuszały do refleksji. Kolejnym plusem komedii było miejsce akcji - Nowy York, widok znanego miasta radował oczy odbiorców.
         Najbardziej podobały mi się w dziele Scott'a - polskie akcenty. Na plakacie reklamującym amerykańską produkcję - widzimy Wozniaka w koszulce z napisem ,,Warsaw". W ,,Wykapanym ojcu" padają również słowa ,,na zdrowie", a w firmowym samochodzie możemy dostrzec rodzimego orzełka. Film pozytywnie mnie zaskoczył. Moja ocena to 9/10. Lubicie oglądać komedie? :)

Tymczasem owocem dnia ogłaszam dzisiaj - mineolę (pyszne skrzyżowanie mandarynki z grejpfrutem)!

poniedziałek, 17 lutego 2014

Koncetowo - Coma

Hejka!
Wczoraj byłam we Wrocławiu na (moim 9) koncercie Comy. Po raz pierwszy udało mi się stanąć w 1 rzędzie przy barierce. Występ zaczynał się o 17, a ja (wraz z Eweliną) ustawiłam się na początku kolejki pod klubem już o 15.15, jednak opłacało się tyle czekać, bo oglądanie koncertu spod samej sceny jest naprawdę super :) Trzeba tylko uważać na sunących ponad głowami - pływaków oraz pogo za plecami. Jak zawsze bez siniaków się nie obeszło, ale koncert oczywiście zaliczam do udanych ^^ Pamiątkowy bilet trafi na moją ścianę fana Comy :D W maju minie 7 lat odkąd odkryłam twórczość zespołu, ależ ten czas szybko leci :))


środa, 12 lutego 2014

Wilk z Wall Street

Dobry wieczór!
W piątek wybrałam się do kina, chciałam obejrzeć słynny film odkąd tylko ujrzałam jego zapowiedź. Towarzyszyła mi Ewelina .Tak bardzo spodobała jej się produkcja, którą widziała już na laptopie, więc postanowiła zobaczyć ją ponownie - tym razem na dużym ekranie :D (P.S. Dziękuję! ^^)

   


            Tytuł: ,,Wilk z Wall Street"
            Reżyseria: Martin Scorsese
            Czas trwania: 2.59 h
            Gatunek: dramat biograficzny, kryminał
            Rok produkcji: 2013
Fabuła: 
         Jordan Belfort jest zwyczajnym młodzieńcem, nie ma wpływowych rodziców jak wielu jego rówieśników. Prowadzi spokojne życie, ma żonę, jednak marzy o wielkiej karierze i pieniądzach. Okazuje się, że chłopak ma dar przekonywania klientów do inwestycji. Jest doskonałym mówcą, szybko realizuje swoje postanowienia i mnoży majątek. Makler papierów wartościowych staje się najbardziej znanym biznesmenem w okolicy. Jego miliony dolarów na koncie wzbudzają ciekawość FBI. Belfort nie przejmuje się jednak policją czy konkurencją. Zdaje sobie sprawę, że jest najlepszym brokerem wszech-czasów, bierze ślub z kolejną kobietą, żyje rozrzutnie - ,,przyjaźniąc się" z prostytutkami, alkoholem i narkotykami. W jaki sposób zakończy się kariera Wilka? A może makler przechytrzy FBI, media i opinię światową i reaktywuje swój sprawdzony sposób na życie? Dowiecie się tego oglądając film Martin'a Scorsese'a.

Obsada:
Leonardo DiCaprio (czy już wspominałam, że go kocham od zawsze?) jako Jordan Belfort. Leo stworzył kolejną genialną postać! Aktor fantastycznie przemawiał publicznie jako znany broker. Byłam zahipnotyzowana nie tylko jego spojrzeniem, ale także gestami, mimiką twarzy, tonacją głosu. Scena w której ,,odleciał" po zażyciu tabletek była rewelacyjna! Publiczność szlochała nad sytuacją narkomana, jednak DiCaprio potrafił rozśmieszyć do łez - udając paraliż ciała i pełzanie po schodach. Trzeba wielkich umiejętności, aby przedstawić tak wyśmienitą scenę. Uważam, że Leonardo zasłużył w końcu na zdobycie Oscara - i to za całkoształt!
Jonah Hill jako Donnie Azoff (kumpel Belforta). Aktor wykreował świetną postać. Jego karykaturalny wygląd i proste zachowanie były kluczem do sukcesu roli. Kilka scen z jego udziałem zapada w pamięć, np. rozmowa telefoniczna pod wpływem środków odurzających.
Margot Robbie jako Naomi Lapaglia (druga żona Jordana). Piękna i młoda artystka, nie bała się odważnych, erotycznych scen. Wróżę jej wielką karierę.
Matthew McConaughey jako Mark Hanna. Aktor pojawił się w filmie na kilka minut, jednak jego postać była niesamowicie ważna. Matthew krótkim występem potwierdził swój talent. Jego wskazówki dotyczące pracy na giełdzie papierów wartościowych były szokujące, okazało się jednak, że niewiele czasu minęło, a Belfort zaczął z nich korzystać. 
Pozostali aktorzy również zagrali znakomicie i przyczynili się do sukcesu produkcji.

           Dzieło Scorsese'a bardzo mi się podobało. Dramat powstał na bazie historii z lat 90. Szczególnie cenię w ,,Wilku z Wall street" udział DiCaprio, który jest według mnie - wspaniałym (czytaj najlepszym) aktorem. Film ukazuje szybką karierę brokera, który zaczyna się gubić w swoich pragnieniach. Mężczyzna nie docenia tego co ma, ciągle chce więcej pieniędzy, używek.. Nie potrafi prowadzić szczęśliwego życia przy żonie i dzieciach. Belfort wybiera drogę, która prowadzi go na dno. Jordan poradzi sobie z upadkiem, ale nie będzie już mógł odzyskać tego, co w życiu najcenniejsze - rodziny.  
          Poruszony został również ciekawy problem oszukanych inwestorów - są to zwykli ludzie, którzy darzą zaufaniem miłego maklera. Często tracą oni cały dobytek, który przechwytuje główny bohater, nie licząc się z uczuciami innych. Belfort jest świetnym oratorem, potrafi przekonać nawet najbardziej niezdecydowanych do założenia trefnej lokaty.
          Produkcja przedstawia dramat postaci, często na ekranie pojawia się również jednak komizm sytuacji. Mogę jedynie skrytykować długość filmu, wycięłabym kilka niepotrzebnych momentów. Natomiast na plus oceniam soundtrack. Moja ocena ,,Wilka z Wall Street" to 8/10. Kto z Was widział już głośny hit minionego roku? :)

poniedziałek, 10 lutego 2014

Koncertowo - Cochise

Witam Was serdecznie naładowana pozytywną energią po cudownym weekendzie we Wrocławiu. Wybrałam się na Międzynarodowe targi Turystyczne, gdzie czekało na mnie sporo atrakcji... :) Poza tym byłam na fantastycznym koncercie zespołu Cochise, którego wokalistą jest sympatyczny i jakże dowcipny (a na żywo jeszcze przystojniejszy niż w tv <3) Paweł Małaszyński. Znany większości aktor przebranżowił się i obecnie jest wyluzowanym rockmanem. Nie mniej jednak występ był super, bardzo miło wspominam niegrzecznego artystę, który rzucał bluzgami, że hoho :p Dodam, że repertuar zespołu jest ciekawy :D Fanom ostrzejszego brzmienia na pewno się spodoba! Po koncercie piosenkarz rozdawał autografy i robił z fanami pamiątkowe foty ^^





 

Znaliście wcześniej Cochise? :)

czwartek, 6 lutego 2014

Blondynka w Londynie

Dobry wieczór!
Dzisiaj recenzja kolejnej książki znanej polskiej podróżniczki :)




       Tytuł: ,,Blondynka w Londynie"
       Autor: Beata Pawlikowska
       Okładka: twarda
       Ilość stron: 200 (128 + zdjęcia)
       Rok wydania: 2013











Fabuła:
          Beata Pawlikowska powraca po 20 latach nieobecności do Londynu. Będąc 20 letnią dziewczyną, znana dziś dziennikarka - marzyła o podróżach. Prognozowała, że wyjazd do Wielkiej Brytanii będzie spełnieniem jej marzeń; ucieczką od Polski, w której czuła się źle (miała wrażenie, że w rodzimym kraju sukcesy nie mogą się ziścić). Autorka pragnęła wolności, myślała, że stolica Anglii zagwarantuje jej swobodę ducha i spokój wewnętrzny.
        Pisarka przypomina sobie zdarzenia sprzed 20 laty, kiedy Londyn miał stać się jej azylem z wyboru. Początkowo Pawlikowska była opiekunką 2 chłopców, którzy na śniadanie jedli codziennie frytki i hamburgery. Młoda dziewczyna nie wytrzymała długo w roli niani i po 3 tygodniach znalazła inną pracę. Została sprzątaczką harującą bardzo ciężko ,,na czarno" w starym hotelu (do jej obowiązków należało m.in. sprzątanie ludzkich fekaliów). W Londynie - ostatnim zajęciem autorki  było podjęcie statusu kelnerki w barze dla biednych robotników. Po 9 miesiącach pracy na obczyźnie, pisarka spakowała walizki i wróciła do Polski.
       Pawlikowska spowiada się czytelnikom ze swoich prywatnych demonów, które dręczyły ją 20 lat wcześniej. Kobieta chorowała na bulimię, nie akceptowała swojej osoby. Szukała lepszego życia daleko, a tak naprawdę przeszkodą w realizacji jej planów było serce. Dopóki dziennikarka nie polubiła siebie, nie była w stanie ruszyć z miejsca. Podróżniczka myślała, że uciekając z Polski trafi do własnej, wyczekanej bajki, w której stanie się królewną.. Okazało się, że za granicą - pisarka swojej wyjątkowości nie odnalazła (takich marzycielek jak ona było mnóstwo). Odkryła jednak ważną prawdę - żadne miejsce nie będzie idealnie na bycie księżniczką, jeśli nie zmieni się postrzeganie wewnętrznego sposobu myślenia. 
        Autorka snuje również refleksje na temat angielskiego jedzenia, opisuje światowy jarmark Camden Town czy Krwawą Wieżę oraz przede wszystkim opowiada o Igrzyskach Olimpijskich - w których biegła w sztafecie ze świętym ogniem już jako szczęśliwa i spełniona kobieta.

         Książka jest niewielkich rozmiarów, bardzo szybko się ją czyta (w zasadzie ,,połknęłam" ją w 2 h na poczekalni u lekarza). Podzielono ją na 18 krótkich rozdziałów na 128 stronach. Dalszą część stanowią piękne kolorowe zdjęcia. Oczywiście wśród tekstu dominują charakterystyczne rysunki autorki.
       Jeśli ktoś zna biografię Pawlikowskiej, lektura nie będzie dla niego zaskoczeniem. Pisarka dokonuje w niej podsumowania swojego życia, które w zasadzie zaczęło się od podróży do Londynu. Myślę, że taka spowiedź dziennikarce była potrzebna i do książki ,,Blondynka w Londynie" trafne rozmyślenia na temat życia pasują idealnie (tym bardziej, że nie były one długie). Autorka nie żałuje decyzji powrotu do Polski. Zdaje sobie sprawę, że stolica Anglii jest modna, ale bliskość wszystkich narodów świata w jednym miejscu - mogłaby stać się dla niej przeszkodą w podróżowaniu (po co wyjeżdżać do Brazylii - mając nieopodal ludzi z tego kraju i potrawy przez nich przygotowywane?). 
      Pawlikowska czuła się zaszczycona, przyjmując propozycję udziału w Igrzyskach Olimpijskich. Przedstawia nam pokrótce historie tego święta oraz proces przekazywania ognia olimpijskiego w Londynie. Tematem przewodnim książki jest jednak ludzkie życie - nikt nie może posprzątać bałaganu własnych myśli oprócz właściciela. Ucieczka nigdy nie będzie dobrym rozwiązaniem, bo nie można pozbyć się bagażu doświadczeń - to one są przeszkodą i zawsze będą tkwić w umyśle w każdym miejscu na ziemi. Najważniejsza jest samoakceptacja, która jest drogą do szczęścia. Lektura podobała mi się, skłoniła mnie do wielu refleksji. Moja ocena to 8/10.

Książka bierze udział w wyzwaniach POLACY NIE GĘSI II oraz Odkrywamy białe plamy

Moje umilacze dnia wyglądały następująco (pyszne czekoladki w motywie śródziemnomorskim):

wtorek, 4 lutego 2014

Blondynka na Jawie

Hejka!
Zapraszam na recenzję książki podróżniczej :)




                Tytuł ,,Blondynka na Jawie"
                Autor: Beata Pawlikowska
                Ilość stron: 335
                Okładka: Twarda
                Rok wydania: 2013

Fabuła:
        Początkowo, polska podróżniczka spędza niezapomniane wakacje na Jawie. Autorka wyjaśnia skąd wzięła się nazwa indonezyjskiej wyspy - od czechosłowackiego motocykla, którego sprowadzono z Europy na Jawę (stał się najpopularniejszym środkiem transportu we wspomnianej części Azji). Pawlikowska opowiada również o najbardziej znanym symbolu Indonezji - papierosach goździkowych. Dziennikarka opisuje lokalne potrawy, zwyczaje, stroje; porusza kwestie wiary islamskiej na Jawie (a następnie hinduistycznej na Bali). Ważnym punktem książki jest także charakterystyka przyrody. W pierwszej części lektury, podróżniczka zwiedza tytułową wyspę. Przedstawia nam lokalne środki transportu, jakimi się porusza. Pawlikowska poznaje dwóch europejczyków, z którymi wędruje na sam szczyt czynnego wulkanu Bromo.
        Następnie, autorka udaje się na Bali, gdzie przygląda się m.in. procesowi kremacji zwłok czy walce kogutów. Dziennikarka wspomina również o tym, jak przezwyciężyła swój strach w stosunku do małp, dzięki wyprawie do lasu - zamieszkałego przez te (tylko z pozoru łagodne) ssaki.

         Książkę wygrałam w ubiegłym roku na fb Pawlikowskiej, bardzo ucieszył mnie autograf podróżniczki :) Lektura została pięknie wydana, podzielono ją na 52 krótkie rozdziały, które bardzo szybko się czyta. ,,Blondynka na Jawie" obfituje w charakterystyczne rysunki autorki oraz wspaniałe zdjęcia z wycieczki w głąb Azji.
          Pawlikowska prezentuje wiele przydatnych informacji na temat Indonezji. Myślę, że będzie to przydatna książka dla wszystkich turystów, którzy marzą o podróży w tę część świata. Autorka ostrzega przed czyhającymi na każdym kroku oszustami, którzy ogromnie zawyżają ceny bez żadnych wyrzutów sumienia. 
      Dziennikarka proponuje odbiorcom lektury - spontaniczne wycieczki. Twierdzi, że intuicja sama zaprowadzi nas do celu podróży, a jeśli jeszcze go nie znamy - serce na pewno nam wskaże kierunek (z którego będziemy zadowoleni). Pawlikowska nie poleca znanych kurortów, bowiem są one przepełnione turystami, z czego korzystają tubylcy i windują ceny do niesłychanych rozmiarów. Tłok powoduje zanik oryginalności terenu, czego skutkiem jest spadek atrakcyjności danego miejsca. W tej kwestii zgadzam się z pisarką. Przyznam, że moją najwspanialszą podróż odbyłam na Ukrainę. Była to wycieczka niezaplanowana. Razem z kilkoma koleżankami wsiadłyśmy w ukraiński pociąg i jeździłyśmy nim po całym kraju. Spałyśmy w trefnych warunkach - bez wody, sprawnej toalety.., ale dzięki temu mogłyśmy poznać codzienne życie społeczeństwa.

          Jednakże oprócz plusów, książka ma także kilka minusów. ,,Blondynkę na Jawie" należy czytać raczej w domu, bo jest dużego formatu, a wydanie waży niemało. W piątek wsadziłam ją do większej torby, która stała się tak ciężka, że mój chód był dużo wolniejszy niż zawsze :)
         Wiele stron z fotografiami jest koloru czarnego, przez co widoczne jest każde dotknięcie zdjęcia, a ślady palców nie wyglądają niestety estetycznie.
          Autorka dużą część lektury - poświęca analizie umysłu, ludzkiej egzystencji. Oczywiście zainteresowało mnie wiele punktów widzenia, przedstawianych przez dziennikarkę, ale uważam, że książka podróżnicza nie jest idealnym miejscem na długie wywody o postrzeganiu świata. 
        Najbardziej rozczarował mnie jednak tytuł lektury. ,,Blondynka na Jawie" jest kontynuacją poprzedniego dzieła Pawlikowskiej ,,Blondynka na Bali". Spodziewałam się zatem, że książka będzie dotyczyła w całości Jawy. Tymczasem połowa lektury opisuje tytułową wyspę, a druga jej część ponownie zawiera przeżycia z Bali. Czuję więc lekki niedosyt, zabrakło mi Jawy w Jawie. 

         Podsumowując, podróżniczka dostarczyła mi podczas czytania wielu, niezapomnianych wrażeń. Mogłam poznać mnóstwo indonezyjskich słówek, które zapadły mi w pamięć. Uważam jednak, że dziennikarka ma w swoim dorobku lepsze pozycje. Moja ocena to 7/10. Dziękuję za uwagę, życzę miłego dnia :)

 Lektura bierze udział w wyzwaniach POLACY NIE GĘSI II oraz Odkrywamy białe plamy.

sobota, 1 lutego 2014

Denko 8 - styczeń

Hej!
Pierwszego dnia lutego, witam was styczniowym kosmetycznym denkiem (najmniejszym od kilku miesięcy).



 


1. Suplement diety - Biovital. 
Cena - (promocja w Rossmanie) 40 zł.
Dawka - 2 łyżki stołowe dziennie.
Bardzo czuć żelazo, także osobom mającym zapotrzebowanie na ten składnik - polecam.
Idealny preparat da osób przemęczonych, zauważyłam spadek problemów ze snem, także ja jestem z płynu zadowolona :)


Czy kupię ponownie? Tak








             2. Bebeauty - płyn micelarny.
             Cena - 8 zł (Biedronka) za 400 ml.
             Uwielbiam tego micelka, idealnie zmywa mi makijaż.
             Jest wydajny, służył mi 3 miesiące.
             Przebadany dermatologicznie - produkt hypoalergiczny.
             Zdecydowanie mój KWC - to już kolejna butelka, jaką
             nabyłam.

             Czy kupię ponownie? Tak
     


3. Krem do rąk Isana - rumiankowy.
Cena - 2.99 - Rossman.
Kosmetyk gęstej, białej konsystencji.
Dobrze nawilża dłonie,
jednak moja mama dostała po nim uczulenia..
Skład również nie zachwycający.

Czy kupię ponownie? Nie











        4. Krem do rąk Anida - glicerynowo - aleosowy, 
        z witaminą A + E. Cena 2.20 zł.,
        Bezzapachowy, bardzo dobrze nawilża, 
        super się wchłania. Przebadany dermatologicznie.
       
        Czy kupię ponownie? Tak










5. Krem do rąk Eveline - glicerynowy (intensywnie nawilżający + wygładzający). 
Bio aloes + masło karite. Cena - ok. 5 zł. Produkt konsystencji przezroczystej, żelowej. Zapach aloesu, skład średni - masło dopiero na 5 miejscu, są parabeny. Nie jestem zadowolona z tego kremu, nie nawilżał mi dłoni, do tego czułam, że ręce po jego używaniu były lepkie.

Czy kupię ponownie? Nie 























6. Pasta do zębów Dentix complex 7
Cena ok. 3 zł - Biedronka. Niestety miałam wrażenie, że moje szkliwo po jej używaniu ściemniało. Do tego w składzie zauważyłam parabeny;/

Czy kupię ponownie? Nie













7. Wybielająca pasta do zębów 3D White Luxe blend-a-med.
Cena ok. 12 zł. Przyznam, że efekt po jej stosowaniu był średni w stosunku do ceny. Miałam tańsze i lepsze pasty.
Czy kupię ponownie? Może






8. Olejek do masażu neutralny - Green Pharmacy. Bez konserwantów, bez barwników, nie zawiera olejków eterycznych. Wlewałam go do wanny podczas kąpieli - zamiast płynu :) W efekcie miałam mięciutką i nawilżoną skórę. Produkt dostałam, ale sprawdziłam jego cenę - ok. 12 zł.

Czy kupię ponownie? Nie











9. BingoSpa - krem do twarzy z olejkiem morelowym.  
Jeden z najlepszych kremów, jakie miałam do tej pory. Kosmetyk wygrałam, ale jego cena wynosi 18 zł. Twarz po jego używaniu była nawodniona, delikatna. Produkt subtelnie pachniał morelą. Żałuję tylko, że w składzie są parabeny ;/










                Czy kupię ponownie? Może





10. Woda toaletowa Mitsy
Ceny nie znam, dostałam od kuzynki z Hiszpanii w prezencie. Zapach orzeźwiający.
Czy kupię ponownie? Może

11. Maszynki do golenia Gillette Blue II - dla kobiet.
Moje ulubione maszynki, w opakowaniu 5+2. Cena ok. 10 zł.
Czy kupię ponownie? Tak




12. Próbka szamponu head & shoulders.
Po jego zastosowaniu włosy miałam mięciutkie, lśniące. Chętnie wypróbuję produkt pełnowartościowy.

Czy kupię ponownie? Tak
 


13. Lekki krem - baza (nawilżająco - brązujący) na dzień/ noc Celia Woman - sun touch.
Do każdego rodzaju cery i karnacji. Przyznam, że próbka przypadła mi do gustu. Krem stosowałam na noc, rano miałam efekt fajnie opalonej skóry bez zacieków.

Czy kupię ponownie? Może









14. Szczoteczki do zębów Prokudent. Cena ok. 4 zł za 2 sztuki. Doszłam do wniosku, że jednak zbyt szybko się wystrzępiają, znalazłam ich zastępców.
Czy kupię ponownie? Nie

Jeśli chodzi o nowe nabytki... Wydałam 57 zł, kupiłam 9 kosmetyków - także styczeń nie wypadł źle. Ciekawa jestem jak skończy się luty :)