niedziela, 29 września 2013

Volver

       Jedną z moich ulubionych aktorek jest Penelope Cruz. Ciekawa jestem czy i Wy lubicie filmy z jej udziałem? Pedro Almodóvar należy do wąskiego grona cenionych reżyserów. Jakie jego produkcje widzieliście i polecacie? Ja ostatnio wybrałam ,,Volver", który widziałam już dawno temu.


Tytuł: ,,Volver"
Reżyseria: Pedro Almodóvar
Czas trwania: 1.57 h
Gatunek: Dramat obyczajowy
Rok produkcji: 2006

 Fabuła:
     Raimunda (Penelope Cruz) mieszka wraz z dorastającą córką (Yohana Cobo) w Madrycie. W stolicy ma również swoje mieszkanie siostra głównej bohaterki Sole (Lola Dueñas), która prowadzi nielegalny zakład fryzjerski. Życie Raimundy coraz bardziej się plącze. Umiera ukochana ciotka, a w międzyczasie rozpoczyna się horror z udziałem jej męża. Kobieta, aby mieć pieniądze na chleb, zaczyna prowadzić restaurację. Sytuacja komplikuje się, kiedy Hiszpanka dowiaduje się, że bliska jej osoba choruje na nowotwór. Dodatkowo, od pewnego czasu słychać pogłoski o krążącym duchu jej zmarłej matki. Na jaw zaczynają wychodzić kolejne tajemnice...

Aktorzy:
Penelope Cruz jako Raimunda - cudowna rola. Uwielbiam grę tej aktorki, jej nieudawane emocje, płacz, mimikę, ruchy, elegancję - Penelope świetnie poradziła sobie z wykreowaniem głównej bohaterki. Wcieliła się w postać silnej kobiety, która próbowała odciąć się od przeszłości. Po za tym od Penelope nie można było oderwać wzroku...
Lola Dueñas jako Sole zagrała bardzo dobrze. Nie narzekała na swój los - samotnej kobiety, wiedziała, że musi sobie radzić. Jej postać była trochę bojaźliwa, ale w wielu momentach także komediowa. Patrząc na zachowanie Sole, widz niespodziewanie uśmiecha się. Nie sposób nie polubić jej roli. 
Yohana Cobo jako Paula - córka Raimundy. 21 letnia kobieta zagrała nastolatkę, która ma świetny kontakt z matką. Aktorka poradziła sobie ze swoim zdaniem, podobała mi się jej gra.
Carmen Maura - Irene (matka głównej bohaterki). Artystka doskonale przedstawiła wizję nieszczęśliwej małżonki oraz wynikające z tego problemy, w jakie się uwikłała. Wiedząc, że postąpiła źle, postanowiła odpokutować i pomagać najbliższym w ciężkich chwilach. Bardzo zależało jej również na odbudowie dobrych relacji z rodziną. 
Blanca Portillo - Agustina. Aktorka fantastycznie wykreowała swoją postać. Z jednej strony Agustinę postrzegano jako trochę stukniętą rodaczkę, a z drugiej bardzo samotną i uczciwą kobietę, która chciała poznać prawdę na temat swojej rodzicielki. Moment, w którym Agustina udaje się do programu tv, wywołuje łzy wzruszenia.
Chus Lampreave - ciocia Paula. Artystka pojawiła się w filmie na krótką chwilę, ale jej gra bardzo zapada w pamięć. Wyobcowana, niedowidząca ciotka, która choruje, zmusza do nostalgii. Starzy ludzie pozbawieni pomocy - to temat, który nie jest nam obcy. Na szczęście Paula miała opiekę, ale w życiu nie zawsze jest jak w filmie. Wystarczy się rozejrzeć... Ilu samotnych, schorowanych krewnych/sąsiadów znamy? Czy aby na pewno my będziemy mieć zapewnioną opiekę w przyszłości podczas choroby? A teraz? Czy szanujemy bliskie nam osoby, pomagamy im w potrzebie?

      Film oceniam bardzo dobrze. Reżyser podjął się trudnego tematu, jakim jest ucieczka od przeszłości. Nawet jeśli bardzo tego chcemy, ten proces nam się nie uda. To zwykła walka z wiatrakami (nie bez powodu Almodovar ukazał szereg wiatraków w regionie Castilla La Mancha - stolicy Don Kichota). Naszej przeszłości nie możemy wymazać, wszystkie tragedie rodzinne mają wpływ na nasze przyszłe losy. Nie pomogą zerwane więzi z krewnymi. Żal, rozgoryczenie, smutek kumulują się przez lata w naszych sercach, po to by w bliższej bądź dalszej przyszłości miały wybuchnąć ze zdwojoną mocą. Nie wyrzekniemy się najbliższych, nawet jeśli przyczynili się oni do największych dramatów w naszym życiu. Będziemy starać oszukiwać samych siebie, ale najgorsza prawda i tak zawsze wyjdzie na jaw. ,,Volver" to ciekawa produkcja, w której reżyser przedstawił nam kolejne pokolenia kobiet, które muszą radzić sobie bez mężczyzn. Ci odeszli bądź zmarli, pozostawiając samotnie całą wioskę wdów. Film zmusza do przemyśleń również nad naszą egzystencją. Jego tytuł oznacza ,,powracać", Almodovar odniósł go jako: powrót do korzeni. Do sukcesu produkcji przyczyniło się również tło akcji - malownicza Hiszpania. Świetnie odwzorcowane środowisko tego kraju. Krzykliwe sąsiadki, chętnie chodzące na ploteczki do fryzjera. I oczywiście genialna Pelelope Cruz. Film trzeba obejrzeć, polecam! Oceniam: 8/10.  

Na zachęcenie - Penelope dająca świetny występ, przedstawiając cudowną piosenkę ,,Volver" z repertuaru Estrelli Morente (na marginesie: aktorka nie śpiewała, muzyka była puszczona z taśmy).


Wszystkim życzę miłej niedzieli :)

czwartek, 26 września 2013

Uwierz w ducha

Są takie filmy, do których mamy ogromny sentyment. Ja wychowałam się na produkcji ,,Uwierz w ducha" i mogę ją oglądać nieskończoną ilość razy, a nigdy mi się nie nudzi.

Tytuł: ,,Uwierz w ducha"
Reżyseria: Jerry Zucker
Czas trwania: 2.08 h
Gatunek: Komediodramat, fantasy, romans
Rok produkcji: 1990

Fabuła:
Sam (Patrick Swayze) wiedzie szczęśliwe życie ze swoją dziewczyną Molly (Demi Moore). Pewnego wieczoru zostaje niespodziewanie zamordowany przez zbira. Główny bohater pozostaje jednak w świecie żywych, dopóki nie zakończy na ziemi swojej misji, jaką jest ochrona Molly. Kiedy mężczyzna poznaje prawdę o własnej śmierci, która wcale nie była przypadkowa, jest przerażony. Na szczęście spotyka Odę Mae Brown (Whoopi Goldberg). Kobieta słyszy zmarłych. Razem postanawiają pomóc Molly. Kto odpowiedzialny jest za śmierć Sama? Czy spirytystka zdąży uratować młodą dziewczynę? Zachęcam do obejrzenia filmu :)

Aktorzy:
Patrick Swayze jako Sam Wheat. Dobra rola Patricka, chociaż miewał lepsze. Poradził sobie z dramatycznymi scenami. Mnie najbardziej do gustu przypadły momenty, w których artysta starał się poruszyć martwe przedmioty. Doskonale przedstawił uczucia złości, zdezorientowania. 
Demi Moore jako Molly Jensen. Aktorka skradła w tym filmie moje serce. Uroczo wyglądała w krótkich włosach, a do tego zagrała doskonale. Sceny, w których nie może poradzić sobie z bólem po stracie ukochanej osoby, są rewelacyjne. W tych dramatycznych chwilach miałam ochotę płakać razem z bohaterką.
Whoopi Goldberg jako Oda Mae Brown. Jej postać była genialna! W wątkach komediowych, w których się pojawiała, artystka zagrała znakomicie. To ona jest gwiazdą filmu i dla niej należą się największe brawa. Scena w banku, kiedy Oda likwiduje konto, była genialna. Pozostałe momenty z jej udziałem, skutkowały u mnie śmiechem nie do opanowania.
Rick Aviles jako Willie Lopez. Aktor doskonale wcielił się w mordercę, którego finalnie dosięga sprawiedliwość. Postać zabójcy uzmysławia nam, że karma zawsze do nas wraca. Nasze postępowanie zostanie docenione bądź ukarane, dlatego bycie złym człowiekiem po prostu się nie opłaca.
Tony Goldwyn jako Carl Bruner. Artysta bardzo dobrze zagrał przyjaciela głównych bohaterów, który ma jednak nieczyste sumienie i prowadzi podwójną grę. Fenomenalnie ukazał emocje: strach, niepewność, złość.
       Życie po śmierci od zawsze jest obiektem wielu badań. Społeczeństwo dzieli się na tych ludzi, którzy wierzą, że ono istnieje oraz wątpiących w dalszą egzystencję. Temat jest ciekawy, dlatego inspiruje on wielu artystów do przedstawienia go w sztuce. W ,,Uwierz w ducha" mamy do czynienia z zawieszeniem między światem żywych i umarłych. Szybka śmierć głównego bohatera - rozpacz, niedowierzanie jego ukochanej. Strata bliskiej nam osoby, zawsze powoduje spustoszenie w naszych sercach, nie chcemy się pogodzić z jej odejściem. Ks. Jan Twardowski napisał wspaniały wiersz, w którym nawołuje ,,Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą; zostaną po nich buty i telefon głuchy(...)". Żyjemy, jakbyśmy nigdy nie mieli umrzeć. Zapominamy, że w każdej chwili możemy opuścić ten świat.
       Co się stanie po naszej śmierci? Pójdziemy do nieba, piekła? Jak ten proces będzie wyglądał? Tego nie wie nikt, możemy sobie tylko wyobrazić. Reżyser Jerry Zucker przedstawia nam swoją wizję. Dobrzy ludzie oślepiani są jasnym światłem, po czym trafiają do nieba. Źli, porywani są przez stwory, które niosą ich prosto do piekła. Ale są jeszcze ci, którzy odeszli za szybko. Utkwili oni między dwoma światami. Mają do spełnienia misję na ziemi. Dopiero po jej wykonaniu, mogą doznać spokoju. Przyznam szczerze, że mój obraz o życiu po śmierci został ukształtowany przez ten film, który widziałam w dzieciństwie wiele razy. Kto wie, może rzeczywistość będzie podobna.

     ,,Uwierz w ducha" stał się klasykiem. Nie wróżono mu sukcesu, kolejni aktorzy odrzucali propozycję głównych ról m.in. Bruce Willis, który miał zagrać główną postać. Dobrze się stało, bo nie wyobrażam sobie filmu bez Patricka. Niektóre sceny z perspektywy czasu mogę wydawać się niedopracowane, ale mimo wszystko film ma swój urok. Warto dodać, że produkcja była pierwszym najważniejszym sprawdzianem dla 28letniej Demi Moore - nieznanej jeszcze wtedy artystki Demetrii Gene Guynes, która zostawiła sobie nazwisko po pierwszym mężu. Film ostatecznie zdobył 2 Oscary: za najlepszy scenariusz oryginalny i dla najlepszej aktorki drugoplanowej - Whoppi Goldberg. 
       Zdobywczyni Oscara przyczyniła się do ogromnego sukcesu produkcji. W momencie, kiedy pojawiała się na ekranie, nie sposób się było nie śmiać! Kobieta przyćmiła swą grą głównych bohaterów. Postać Ody Mae Brown na zawsze pozostanie dla mnie jedną z najważniejszych ról kinowych. Efekty specjalne: przenikanie ducha przez drzwi, poruszanie przedmiotami czy momenty śmierci mogą bawić, ale należy pamiętać, że film był reżyserowany pod koniec lat 80, więc system komputerowy nie był jeszcze tak bardzo rozpowszechniony. Dodatkowym atutem filmu jest przepiękna muzyka. Najbardziej znaną piosenką jest: ,,Unchained melody", którą poznaliśmy podczas kultowej sceny - lepienia z gliny.


Ode mnie 9/10. Oglądaliście ,,Uwierz w ducha"? Jakie są wasze ulubione filmy z dzieciństwa? :)

Tymczasem u mnie dzisiaj winogron, lubicie ? :)

niedziela, 22 września 2013

Adwokat diabła

        Pozostając w tematyce czarnej magii i szatańskich mocy, postanowiłam po raz kolejny obejrzeć jeden z moich ulubionych filmów ,,Adwokat diabła".

Tytuł: ,,Adwokat diabła" (The Devil's Advocate)
Reżyseria: Taylor Hackford
Rok produkcji: 1997
Gatunek: Horror, thriller, dramat psychologiczny
Czas trwania: 2.24 h

Fabuła:
        Znany i szanowany adwokat Kevin Lomax (Keanu Reeves) mieszka wraz ze swoją piękną i kochającą żoną Mary Ann (Charlize Theron) na Florydzie. Czeka go kolejna trudna sprawa w sądzie - ma reprezentować nauczyciela, podejrzanego o molestowanie małoletniej uczennicy. Kevin zdaje sobie sprawę z tego, że jego klient jest winny. Chce jednak wybronić profesora, aby podnieść swój prestiż zawodowy i zdobyć rozgłos, który pomoże mu w dalszej karierze. Prawnikowi udaje się wygrać sprawę nr 64. Staje się sławny, bo dotychczas nie przegrał jeszcze ani razu! Pewnego wieczoru dostaje od nieznajomego jegomościa propozycję pracy w Nowym Jorku. Po krótkim zawahaniu, adwokat przyjmuje ofertę i wraz z żoną przenoszą się na północ.
          Kevin otrzymuje poważne zlecenia. Ma coraz mniej czasu dla swojej zagubionej żony, która zaczyna zmagać się z chorobą psychiczną. Mary Ann widzi tajemnicze znaki, popada w coraz większą paranoję. Prosi męża, aby ten zrezygnował z kolejnej rozprawy, bo ma co do niej złe przeczucia. Prawnik pod wpływem swojego przełożonego John'a Milton'a (Al Pacino), postanawia jednak całkowicie poświęcić się pracy. Nie waha się bronić mężczyzny, podejrzanego o zamordowanie 3 osób. Nie dostrzega negatywnych skutków spowodowanych jego chciwością i zachłannością. Mary Ann trafia do szpitala psychiatrycznego, chce popełnić samobójstwo. Czy jej się to uda? Czy Kevin zmieni swoje dotychczasowe życie? Kim jest tytułowy diabeł? Zachęcam do obejrzenia filmu :)


Aktorzy: 
Keanu Reeves jako adwokat Kevin Lomax. W mojej opinii jest to najlepsza dotychczasowa rola artysty. Aktor bardzo dobrze wcielił się w postać głównego bohatera. Reeves idealnie ukazał upadek prawnika. P.S. I to jego przeszywające spojrzenie ehh...^^
Al Pacino jako John Milton - zagrał rewelacyjnie. Jego diabelska mimika, szyderczy śmiech przyprawiały o szybsze bicie serca. Przedstawił wizję zniewolenia człowieka, który mimo że dostaje od losu szanse poprawy, wybiera drogę grzechu - zaślepiony chęcią zdobycia kariery i mamony. Moim zdaniem postać Militon'a była fantastyczna! Niezmiennie pozostaje dla mnie jedną z najważniejszych i najbardziej charakterystycznych ról w historii amerykańskiego kina.
Charlize Theron jako Mary Ann Lomax - jestem pod wrażeniem gry młodziutkiej aktorki (wówczas zaledwie 21 letniej). Artystka nie bała się odważnych scen, pozwoliła się oszpecić. Na szacunek zasługuje jej przygotowanie do filmu. Theron spędziła 3 miesiące w szpitalu psychiatrycznym, aby jak najlepiej wcielić się w postać bohaterki. Dzięki temu, doskonale poradziła sobie z trudnym zadaniem, jakim było przedstawienie chorej na schizofrenię Mary Ann, wpadającą w coraz większą rozpacz i obłęd, z którego nie było już ucieczki. Genialnie ukazane emocje aktorki przyczyniły się do dużego sukcesu filmu.
Role pozostałych osób zasługują również na duże uznanie. 

        Pomimo tego, że produkcja określana jest najczęściej jako thriller bądź horror, według mnie jest to przede wszystkim dramat psychologiczny, przedstawiający ludzkie słabości. Nie bez powodu hasłem filmu jest często powtarzane przez Milton'a zdanie ,,Próżność to mój ulubiony grzech". Szef daje Kevinowi szansę na poprawę, namawia go do zmiany swojego życia. Prawnik wybiera jednak pieniądze; marzy o romansie, mimo iż ma wierną i mądrą małżonkę. Wodzony na pokuszenie, rozmyśla o karierze. W zasadzie ma już wszystko, czego potrzebuje, ciągle chce jednak więcej i więcej. Zagłusza swoje sumienie, nie zważa na etykę zawodową. 
        Koniec filmu jest dużym zaskoczeniem dla wszystkich. Pokazuje, że wcale nie uczymy się na błędach. Za naszymi plecami stoi szatan, on odnajdzie nas wszędzie. Mamy wybór, a jednak nagminnie popełniamy te same pomyłki, pomimo nauczek jakie otrzymaliśmy od losu. Idziemy dalej drogą, która zbudowana jest z grzechu. Ranimy najbliższych, tłumacząc sobie, że mamy mnóstwo czasu na naprawienie tych relacji. Tylko co się stanie, jeśli nie zdążymy? W każdej chwili możemy odejść z tego świata, nie jesteśmy nieśmiertelni.. Może więc warto przyznać się do winy oraz przyjrzeć najbliższemu otoczeniu, zanim będzie za późno. Zazwyczaj oskarżamy cały świat o własne niepowodzenia, oczekujemy od niego poparcia dla dalszego działania, nawet kiedy jest złe. Diabeł tylko cieszy się z takiego zachowania, zsyła na nas chwilowe szczęście, które jest złudzeniem, mającym na celu zagłuszenie wyrzutów sumienia. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak jesteśmy przez niego manipulowani. 
        Nie bez powodu ,,Adwokat diabła" znajduje się w rankingu 100 najlepszych filmów na portalu filmweb.pl. Aktorzy zostali rewelacyjnie dobrani do swoich ról. Produkcji towarzyszyła bardzo dobra muzyka. Na uwagę zasługują efekty specjalne, za które odpowiedzialny w filmie był sam szatan. Napięcie towarzyszy nam od początku do końca. Zakończenie może dziwić, ale po dłuższym zastanowieniu jest fantastycznym podsumowaniem dzieła Taylor'a Hackford'a. W produkcji mamy do czynienia z mocami nadprzyrodzonymi, więc gatunek - horror jest jak najbardziej poprawny, jednak film ma drugie dno. Jego przesłanie zmusza do głębszych przemyśleń i analizy naszego dotychczasowego zachowania.. czy żyjemy w zgodzie we własną duszą, czy się szanujemy? Z całego serca polecam ,,Adwokata diabła" tym, którzy go jeszcze nie widzieli. A może ktoś miał już okazję go obejrzeć? Jakie są wasze opinie? Ode mnie 10/10. Wam życzę miłej niedzieli,  ja tymczasem poskubię mojego działkowego olbrzyma :)



środa, 18 września 2013

Światła września

,,Światła września" to moja pierwsza przygoda z pisarzem Carlosem Ruiz Zafon'em, który stworzył to dzieło o tematyce fantastycznej w 1995 r. Zaczęłam od niej pomimo, że jest ostatnią częścią trylogii mgły (poprzednie: ,,Książę mgły", Pałac północy"), ale książki można czytać nie po kolei. Większość czytelników kojarzy jednak autora poprzez lektury: ,,Cień wiatru", ,,Gra anioła", ,,Więzień nieba". Ciekawa jestem, czy pisarz jest wam znany oraz które jego powieści czytaliście (i oczywiście, czy wam się podobały)? :) Muszę się przyznać, że ,,Światła września" musiały poczekać jakiś czas, zanim zdecydowałam się po nie sięgnąć. Skorzystałam z rad koleżanek, które bardzo zachwalały tę pozycję. O ostatecznym zapoznaniu się z lekturą przesądziła babcia. Kiedy ujrzała u mnie tę książkę na stosie innych, wskazała na nią palcem mówiąc ,,O!! Ta jest super, czytałam"!! Głowa rodziny zna się na tym, co dobre, bo zawsze jest na czasie z książkami, więc zrobiło mi się wstyd, że powieść do tej pory leżała nietknięta. Czym prędzej postanowiłam sięgnąć po tę pozycję.

Tytuł: Światła września
Autor: Carlos Ruiz Zafon
Rok wydania: 2013
Okładka: miękka
Ilość stron: 256

Fabuła:
       Akcja rozpoczyna się w Paryżu w 1936 r. Poznajemy rodzinę Sauvelle - matkę Simone i dwójkę jej dzieci: czternastoletnią Irene i młodszego Doriana. Bohaterowie nie mają pieniędzy, aby godnie żyć. Mąż Simone zmarł, zostawiając ogromne długi. Kobieta dostaje kuszącą propozycję pracy daleko od stolicy - w Normandii, którą z zachwytem przyjmuje. Familia otrzymuje dodatkowo domek oraz obietnicę długiej współpracy z najbogatszym człowiekiem, zamieszkującym owy region - Lazarusem. Mężczyzna od razu zaskarbia sobie sympatię całej rodziny. Jest właścicielem fabryki zabawek, które znajdują się w każdym zakątku jego ogromnej posiadłości Cravenmoore.
       Przyjezdni szybko pokochali spokojne miasteczko, gdzie czas płynie wolniej. Poznają Hannah, młodziutką dziewczynę pracującą u Lazarusa. Irene szybko się z nią zaprzyjaźnia, a do gustu przypada jej kuzyn nowej koleżanki - szesnastoletni Ismael. Chłopak kocha morze i zabiera Irene w podróż jego łódką do pobliskiej latarni. Dziewczyna odkrywa pamiętnik kobiety, która zginęła w tajemniczych okolicznościach dwadzieścia lat wcześniej. Dziennik zawiera mnóstwo tajemnic, które stają się początkiem kłopotów, mających dosięgnąć w niedługim czasie rodzinę Sauvelle. Niespodziewanie umiera Hannah. Mieszkańcy boją się, że w lesie może grasować nieznany zabójca. Kto nim jest? Czy bohaterowie wyjdą cało z opresji? Co z tym zamieszaniem ma wspólnego właściciel fabryki zabawek? Jaką skrywa przeszłość? Na te pytania odnajdziecie w książce ,,Światła września", którą wszystkim polecam :)

        Powieść do ostatniej strony trzymała w napięciu. Jest to dobry thriller z fantastyką w tle. Motywem książki są cienie, które powodują strach. Na pewno nie raz będę spoglądać z trwogą w kierunku mojego zarysu w świetle latarni. Czy możliwe jest, aby cień mógł zniknąć? Lekturę przeczytałam z zainteresowaniem. Byłam ciekawa jak zakończy się znajomość dwójki młodych bohaterów. Jednoznacznej wskazówki nie poznajemy, chociaż w ostatnim rozdziale przytoczony został list Irene (napisany dziesięć lat później), z którego możemy wywnioskować, jaki będzie dalszy ciąg tej sprawy...Ode mnie 7/10 :)

Artykuł ukazał się również na: http://przepis-na-kobiete.pl/Artyku%C5%82y/240/wiat-a-wrze-nia-carlos-ruiz-zafon

piątek, 13 września 2013

Spring Breakers

Wyjątkowo miałam dzisiaj ochotę na luźniejszy i nie wymagający myślenia film. Nie mając konkretnego typu, postanowiłam zaufać portalowi filmweb.pl i skorzystać z jego rekomendacji na bieżący rok. Mój wybór padł na swojego czasu głośną produkcję ,,Spring Breakers".


Tytuł: Spring Breakers
Reżyseria: Harmony Korine
Rok produkcji 2012
Czas trwania: 1.32 h
Gatunek: wg filmweb.pl dramat, komedia; wg mnie: dramat, gangsterski, erotyczny

        Film reklamowany był jako przełomowy dla Seleny Gomez i Vanessy Hudgens. Podobno były to ich pierwsze odważne role, zrywające z dotychczasowym wizerunkiem słodkich dziewczynek. Przyznam się, że owe kobiety znam tylko z portali plotkarskich, więc tym chętniej postanowiłam obejrzeć ten hit kinowy, aby przekonać się o ich umiejętnościach aktorskich.
        
      Fabuła: Trzy znudzone życiem studentki, postanawiają spędzić wiosenne ferie na Florydzie. Candy (Vanessa Hudgens), Brit (Ashley Benson) i Cotty (Rachel Korine - żona reżysera) są wyuzdane i żądne imprez oraz seksualnych wrażeń. Narkotyki i alkohol to dla nich codzienność. W tym samym czasie w grupie ewangelickiej na zajęciach poznajemy Faith (Selena Gomez). Dziewczyna jest przytłoczona religijnością, którą wpoiła w nią babcia. Pragnie poznać czegoś nowego, przeżyć przygodę życia. 
        Trzy nieprzyzwoite panny, aby zdobyć pieniądze na wyjazd, napadają w kominiarkach na pobliską knajpę. Candy i Brit wbiegają do środka z pistoletami na wodę, a Cotty jest kierowcą skradzionego auta, w którym pozostaje na czatach. Po udanym rabunku, przyjaciółki palą samochód, aby pozbyć się dowodów, po czym wyjeżdżają na Florydę. Faith z chęcią wybiera się z nimi.
           Na plaży królują gołe biusty, alkohol i narkotyki. Dziewczyny szaleją bez opamiętania, nie chcą wracać do domu. Niespodziewanie zostają aresztowane. Z opresji ratuje ich niejaki gangster Alien (James Franco). Faith wraca do domu. Jej kumpele zostają. Na skutek tragicznego wydarzenia do akademika powraca kolejna z przyjaciółek. Co zrobią Candy i Brit? Co wspólnego ma z tym wszystkim Alien? Odpowiedzi na te pytania poznacie w ,,Spring Breakers".


    Już w pierwszych sekundach filmu, wiemy o czym on będzie. Nagie, podskakujące piersi, lejący się strumieniami alkohol. Czyli typowe ,,sex on the beach". Cztery koleżanki, które przyjechały na wakacje, aby odnaleźć siebie. Paradują przez prawie cały film w bikini (lub bez). Później dla urozmaicenia swojego image, nakładają różowe kominiarki. Nie mam pojęcia, dlaczego autorzy filmu zakwalifikowali go jako komedię. Nic śmiesznego w tej produkcji nie było. Jedynie zażenowanie i znudzenie - nie mogłam doczekać się końca. Przez cały film słychać szepty, powtarzające się słowa, które doprowadzają człowieka do szału. James Franco - stworzony na podobieństwo piosenkarza Seana Paula - pomimo znakomitej charakteryzacji mnie drażnił. Rozumiem przepych rapera - fruwające banknoty, pistolety, złote nakładki na zęby. I proszę... taki gangster stracił głowę dla ślicznotek (aktorkom bowiem urody i figur nie można odmówić). Wydaje się, że one dla niego też - erotyczna scena w basenie przy udziale Candy, Brit i Aliena. Finał mógł uratować ,,Spring Breakers". Ośmieszył go do głębi. Zepsuł całą fabułę. Nie pomogła produkcji nieustanna muzyka, mająca na celu wywołanie u widza niepokoju. Powodowała u mnie bardzo częste ziewnięcia. Czytałam różne opinie wielbicieli filmu, którzy tłumaczyli niską ocenę - nie zrozumieniem go przez krytyków. To miała być satyra amerykańskiego snu, karykatura imprez i gangsterów. Może i miała, ale mnie do gustu kompletnie nie przypadła. Nic ciekawego w ,,Spring Breakers" nie zauważyłam. Co więcej, nie spodobała mi się gra żadnej z czterech głównych bohaterek. Już dawno nie widziałam tak słabej produkcji - 2/10. Ciekawa jestem czy ktoś z Was ją oglądał.. Może macie zupełnie inne odczucia po skończonym seansie? Jestem bardzo ciekawa :)

Tymczasem ja zajadam się malinkami :) Życzę Wam miłego weekendu!

wtorek, 10 września 2013

Wycieczkowo 8 - Karkonosze

Cześć!
W niedzielę spędziłam cudowny dzień w Karkonoszach. Pogoda była wspaniała, więc trzeba było skorzystać ze słoneczka :) Tym bardziej, że kocham góry! Poniżej fotorelacja :P

Po przybyciu do Szklarskiej Poręby, natychmiast ruszyliśmy z kuzynką i jej chłopakiem na poszukiwania słynnego Wodospadu Szklarki, który nas zauroczył!



Oddychaliśmy świeżym powietrzem, maszerując ścieżkami pięknego lasu.


Na szczyt wspinaliśmy się dosyć hardcorowym szlakiem, ale warto było przypomnieć sobie jak działają wszystkie, nawet te zapomniane mięśnie :)


Po dotarciu na szczyt polany, przystanęłam aby obejrzeć dokładnie fantastyczne widoki! Jako, że zawsze jestem szczęśliwa inaczej, wpadłam nogą w głęboką dziurę, z której nie mogłam się potem wygramolić.


 

Dalsza trasa okazała się być łatwiejsza. Dążyliśmy do punktu, który widać w oddali :)



Dotarliśmy do Trzech Świnek - bajkowe kształty skałek spodobały mi się ogromnie!




Osiągnęliśmy cel naszej wycieczki - szczyt Szrenicy (1362 m n.p.m).


Ostatnim etapem naszej wycieczki stał się zjazd wyciągiem:) Było zbyt późno, aby wracać do auta na piechotę, niestety jesienią szybciej się ściemnia...


Mam nadzieję, że w końcówce lata i jesienią znajdą się jeszcze słoneczne weekendy na pobliskie wycieczki :) Na Śnieżce byłam w tamtym roku, ale na Szrenicy po raz pierwszy. Pokochałam Karkonosze! Może ktoś z Was odwiedził te góry? :)

poniedziałek, 9 września 2013

Pora Mroku

Podczas mojej niedawnej wycieczki po Kompleksie Riese, moją uwagę w Osówce KLIK , przykuła tablica z napisem ,,Scenografia z filmu Pora Mroku". Pan przewodnik zapytał się czy ktoś z grupy widział ten film, na co wszyscy odparli przecząco. Ze zrozumieniem dokończył myśl, że podczas jego wieloletniej pracy, dotychczas tylko 3 osoby zgłosiły się, które widziały tę produkcję. Pamiętam, że kiedy horror wchodził do kin, widziałam jego reklamy, ale nie chciałam go oglądać ze względu na niskie oceny (wg filmweb.pl 3,8/10). Tym razem zdecydowałam się przekonać, czy film jest rzeczywiście tak słaby. A może jednak dać mu szansę? Zachęciło mnie do obejrzenia - miejsce akcji: bunkry i Kotlina Kłodzka. W innym wypadku, pewnie nie pomyślałabym nawet o włączeniu ,,Pory mroku".


Tytuł filmu: ,,Pora mroku"
Reżyseria: Grzegorz Kuczeriszka
Czas trwania produkcji: 1.35 h
Gatunek: Horror
Rok produkcji: 2008

       
       Fabuła:
          Adam (Jan Wieczorkowski) z kolegą odwiedzają Kompleks Riese. Nieroztropnie biegają po bunkrze. Adaś wspomina o nowym biznesie. W pewnym momencie mężczyźni zauważają tajemnicze łóżko. Kolega po obejrzeniu tego dziwnego przedmiotu, zostaje wciągnięty na górę. Stamtąd nie wróci już żywy. Czy to samo przytrafi się Adamowi?
           Kolejny wątek.. Argentyna - Buenos Aires. Przyglądamy się starej i bogatej Niemce. Okazuje się ona być nazistką (po wojnie wielu hitlerowców, właśnie tam odnajduje bezpieczne schronienie). Kobieta wykazuje ogromną chęć życia, mimo iż jest już u kresu sił. Z zazdrością przygląda się pięknym i młodym dziewczynom. Wysyła tajemniczy list do Polski, postanawia przyjechać na Dolny Śląsk. Dlaczego?
       Czwórka przyjaciół wybiera się na wycieczkę. Są to Joanna (Karolina Gorczyca), Majka (Katarzyna Maciąg), Michał (Jakub Wesołowski) i Raffi (Jakub Strzelecki). Aśka chce odnaleźć brata Adama, który zaginął w bunkrach dokładnie rok temu. Czy jej się to uda?
            Z poprawczaka do szpitala psychiatrycznego przyjechał samochód z czwórką młodych ludzi. Jest wśród nich niepokorna Karolina (Natalia Rybicka). Zaprzyjaźnia się ona z wariatem - Zolo (Paweł Tomaszewski), który mieszka w szpitalu. Młodzież z poprawczaka dostała szansę na opuszczenie zakładu poprzez odpracowanie wyznaczonych godzin w lecznicy w ciągu roku. Czy uda im się spełnić ten warunek? A może przeszkodzą im w tym Niemcy, którzy prowadzą w podziemiach eksperymenty na zdrowych, młodych ludziach? Na te i inne pytania odpowiedź znajdziecie w polskim horrorze.


            Co sądzę o rodzimej produkcji...
      Fabuła na pierwszy rzut oka może wydawać się trochę zagmatwana. Oglądając film, nie trzeba jednak wiele myśleć. Scenariusz nie był całkiem zły. Pomysł umiejscowienia nazistów w poniemieckich bunkrach mógł wydawać się straszny. Obrana przez nich idea - przeszczepienia dusz z ciał starych hitlerowców w młode ciała - brzmi ciekawie. Tym bardziej jeśli dobrniemy do końca i zobaczymy dlaczego głupi Niemcy wierzyli w ich chory plan. Interesujące jest również - kto kierował całą akcją i jakie miał z tego pieniądze.
      Co z grą głównych bohaterów? Fani Jana Wieczorkowskiego mogą nie być do końca usatysfakcjonowani. W filmie nie gra on więcej niż 10 minut. A wycieczkowi przyjaciele? Niestety, według mnie żaden nie popisał się dobrą grą aktorską. Fakt, że było to 5 lat temu, więc młodzi ludzie dopiero rozpoczynali grę aktorską, ale zniszczyli ten film.. Kuba Wesołowski jako Michał - kompletnie drewniany, chociaż na ekranie widać go było niewiele. Katarzyna Maciąg grająca Majkę - bardzo źle. Wypadła blado, zapamiętałam ją jako napaloną i zjaraną kobietę, której marihuana wypaliła już chyba resztki mózgu. Miało być śmiesznie? Nie wyszło. Karolina Gorczyca jako Aśka - jedna z bardziej rozbudowanych postaci. Bardzo sztucznie, nie przekonała mnie, jej gesty i mimika - były za bardzo teatralne. Natalia Rybicka wcielająca się w Karolinę - brawa dla zdolnej aktorki. Była najmłodsza z całej ekipy, bo zaledwie 20letnia, ale widać, że bardzo się starała. Z każdą minutą jej gra była coraz bardziej prawdziwa, a ja kibicowałam jej postaci z całych sił. Film ratował też Paweł Tomaszewski, który stworzył postać Zolo. Bardzo dobrze zagrana rola. Z jednej strony chłopak, który jest zamknięty w wariatkowie - postrzegany jako chory umysłowo, a z drugiej nie wierzący we własne siły mężczyzna, który chce żyć normalnie, ale po prostu boi się wyjść ze szpitala. Niestety powyższa dwójka nie uratowała filmu. Nie mogę odmówić urody Karolinie Gorczycy i Katarzynie Maciąg, ale obsadzenie ich w tej produkcji było poważnym błędem. Myślę, że warto również wspomnieć o Bartoszu Żukowskim w roli Thorna. Aktor chciał zapewne odciąć się od znanej wszystkim roli Waldusia. Nie przekonywał jednak jako wredny sługa Niemców. Ta rola była całkiem niepotrzebna.

           Film nudził. Przez ponad godzinę aktorzy biegali w kółko po szpitalu i bunkrach. Akcja ruszyła dopiero pod koniec produkcji. Nie był straszny. Ani przez chwilę nie poczułam szybszego bicia serca ani nawet poddenerwowania. Krew była, ale od razu widać, że sztuczna. Autorzy filmu twierdzą, że bazowali na zagranicznych produkcjach jak ,,Hostel" czy ,,Piła". Chwalą się, że jest to pierwszy od dawien dawna polski horror. Nie jestem jakoś specjalnie bojaźliwa, ale zazwyczaj w tego typu filmach jest chociaż parę momentów, które potrafią mnie przestraszyć. W tym wypadku, wiele fragmentów powodowało u mnie jedynie śmiech.. z zażenowania. Niepotrzebne były również wstawki zdjęciowe w najmniej odpowiednich momentach. Miały siać strach, powodowały niechęć.
          Rażą błędy filmowe. Czwórka przyjaciół pozostawia samochód i przepływa rzekę na kajakach. Następnie beztrosko buszują sobie po bunkrze, nie wykazując ani trochę szacunku dla historii i poległych w tym miejscu. Rozwydrzona młodzież pokrzykuje radośnie, straszy się nawzajem (w międzyczasie pamiętając o misji, jaką było odnalezienie Michała, który zaginął w tym miejscu rok temu - także radosny nastrój ich nie opuszczał:P) W końcu wystraszeni widokiem i funkcjonowaniem tajemniczego łóżka, wychodzą na zewnątrz. Zauważają, że ktoś ukradł im kajaki i plecaki. Na szczęście mają wódkę i trawkę, więc nic im nie przeszkadza w dalszym balowaniu. Straszne zdarzenie powoduje, że uciekają z wygodnej polany. Pędzą prosto do... samochodu, który przecież został po drugiej stronie rzeki, więc musieliby ją przepłynąć na kajakach, których nie mieli :D Takich pomyłek było więcej...
       Na plus miejsce akcji, czyli moja niedaleka okolica. Za uznanie zasługuje również gra Natalii i Pawła. Zakończenie mnie usatysfakcjonowało, wypadło najlepiej na tle całego filmu. Fabuła również była dosyć ciekawa. To jednak za mało na produkcję, która została dofinansowana na kwotę miliona złotych przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. Ode mnie 4/10. Może ktoś widział ten horror? Ciekawa jestem waszych opinii..
         



sobota, 7 września 2013

Wycieczkowo 7 - Kompleks Riese

Hej!
      Jak wspomniałam ostatnio, mieszkam w otoczeniu Gór Sowich. Postanowiłam odwiedzić w końcu miejsca, do których mam najbliżej, a nigdy w nich nie byłam. Człowiek jeździ w poszukiwaniu przygód hen daleko, kiedy to okazuje się, że najciekawsze obiekty są na wyciągnięcie dłoni.
     Kompleks Riese to jeden z najchętniej odwiedzanych obiektów na Dolnym Śląsku. Co więcej, jest najciekawszym i najbardziej tajemniczym punktem podziemnym w Polsce. Ten projekt górniczo - budowlany nie został jednak dokończony przez hitlerowskie Niemcy według planów nazistów. Eksperymentom przeszkodziło pojawienie się w Polse Armii Czerwonej. Bunkry miały zostać nową twierdzą Führera. Podziemne korytarze mogły stać się najważniejszą kryjówką Hitlera, który szukał nowych zabezpieczeń przed nalotami aliantów. Legenda głosi, że Kompleks Riese był idealnym miejscem do produkcji broni jądrowej III Rzeszy. Ostatecznie, na tym terytorium życie straciło tysiące więźniów - zmuszanych za głodowe porcje jedzenia do morderczych prac. Najsilniejsze, chociaż wszystkie wychodzone do granic możliwości - ok 30 kg. organizmy wytrzymywały w kopalniach harówkę do 30 dni. Chętnych odsyłam do historii, a tych którzy będą mieć okazję - zapraszam do zwiedzania bunkrów. Naprawdę warto!

Walim - niestety mało mam zdjęć, bo aparat mojego kuzyna stracił moc :( Wyszła mi tylko 1 fotka i koniec.. Kolejne zdjęcia robiła moja przyjaciółka (Ewelina - pozdrawiam), która widząc mą smutną minę zlitowała się nade mną.



 

Osówka (jak dobrze mieć działający aparat). Tutaj powstał polski horror ,,Pora mroku".







Włodarz - największy obiekt Kompleksu Riese, jego część jest zatopiona, więc fragment trasy trzeba przepłynąć łódką. 









A może ktoś z Was miał już okazję zwiedzać dolnośląskie bunkry? :) Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!

czwartek, 5 września 2013

Wycieczkowo 6 - Wielka Sowa

Siema!
     Dawno nie byłam w górach, dlatego też postanowiłam trochę się po nich powspinać z koleżanką, która przyjechała do mnie na weekend. Czasu było niestety mało, a chciałam pokazać Asi moje najpiękniejsze rejony. Cieszę się, że pogoda na zdobycie szczytu - Wielkiej Sowy (1 014 m.n.p.m) - należącej do korony Gór Polskich była idealna. P.S. Przy dobrych warunkach atmosferycznych Góry Sowie widać z mojego okna.


25 metrowa wieża widokowa ma kształt stożka. Została ona wybudowana w 1906 r. po wyburzeniu poprzedniej - drewnianej wieży. W 2006 r. po gruntownym remoncie oddano ją do ponownego użytku.


Po zakupieniu biletu wstępu, wdrapałyśmy się z Asią na najwyższy punkt widokowy i podziwiałyśmy ze szczytu piękne dolnośląskie terytoria.


Byliście kiedyś w Górach Sowich ?:)