sobota, 26 października 2013

Sztuczki

Hej! Dawno nie było recenzji filmu, więc podzielę się dzisiaj z Wami moją opinią o ,,Sztuczkach", które mieszczą się w mym prywatnym rankingu ulubionych polskich produkcji.

Tytuł: ,,Sztuczki"
Reżyser: Andrzej Jakimowski
Rok produkcji: 2007
Czas trwania: 1.35 h
Gatunek: Dramat obyczajowy

Fabuła:
Stefek (Damian Ul) i jego dużo starsza siostra Elka (Ewelina Walendziak) wychowują się bez ojca. Dzieci potrafią jednak żyć z uśmiechem na ustach wśród szarej rzeczywistości na obrzeżach biednego miasta. Ich sposobem na zaklinanie realnego świata są tajemnicze sztuczki, które potrafią zmienić bieg wydarzeń. Na stacji PKP rozpoznają pewnego mężczyznę (Tomasz Sapryk), który prawdopodobnie jest bliską im osobą. Czy i tym razem rodzeństwu uda się osiągnąć zamierzony cel przy pomocy czarów? Zapraszam na film :)

Obsada:
Damian Ul jako Stefek. 10 letni wówczas chłopak skradł moje serce. Jego postać była tak niesamowita - przepełniona marzeniami, ambicją, zaradnością, że chętnie zobaczyłabym kolejne filmy z udziałem młodego aktora. 
Ewelina Walendziak jako Elka. Dziewczyna została idealnie dobrana do ,,Sztuczek". Jej młoda, naturalna, piegowata twarz budziła zaufanie. Żałuję, że nie ma więcej takich osób w naszej rodzimej kinematografii. Niestety na polskim podwórku liczy się lans, ścianki, przepych, sztuczność..
Tomasz Sapryk jako odnaleziony ojciec głównych bohaterów. Bardzo cenię grę tego aktora, nie zawiodłam się na nim również w ,,Sztuczkach". Szczególnie spodobał mi się moment przebudzenia jego postaci.
Rafał Guźniczak jako Jerzy, chłopak Elki. Artysta zagrał skromnego młodzieńca o dobrym sercu. Ze smutkiem spojrzałam na jego filmografię i żałuję, że mężczyzna nie zagrał w kolejnych produkcjach. Szkoda, bo moim zdaniem był doskonałym materiałem na świetnego aktora.
Joanna Liszowska jako Violka, prosta dziewczyna z sąsiedztwa. Uważam, że obecnie jurorka znanego programu talent show, była doskonałym uzupełnieniem produkcji. Sceny z jej uczestnictwem szczerze bawiły, a wykreowanej przez nią postaci nie dało się nie lubić.

       Zacznę od plakatu. Moim zdaniem zupełnie nie pasuje on do obyczajowego filmu. Spoglądając na parę na motorze, wyobrażamy sobie, że wybrana przez nas produkcja to tkliwy romans z serduszkami w tle. Dodatkowo hasło: ,,O samochodach, kobietach i miłości" jest również nie trafione. Szkoda, że na afiszu zabrakło małego, głównego bohatera, którego magiczne działania były przecież esencją całego filmu..
      Ogromne wrażenie zrobiły na mnie zdjęcia. Z przyjemnością oglądałam następujące po sobie obrazy zapomnianego miasta współpracującego z pobliską naturą. Było słonecznie i optymistycznie! Do tego piękna muzyka stanowiła znakomite dopełnienie całości. 
     Gra pierwszoplanowych bohaterów bardzo mi się podobała. Główną uwagę przykuwało rodzeństwo, mogliśmy zobaczyć nieznane nam wcześniej twarze. Dodało to produkcji odrobiny świeżości. Zapewne większość z Was ma dosyć oglądania na ekranie tych samych, ciągle powtarzających się aktorów. Damian Ul i Ewelina Walendziak byli tak naturalni, że film oglądałam z przyjemnością. Głęboko w pamięć zapadły mi również zabawne sytuacje z udziałem Joanny Liszowskiej grającej Violkę z jej nadpobudliwą matką (tę postać stworzyła Marzena Kipiel - Sztuka, znana nam serialowa Halinka Kiepska).
       Nie zaprzeczę, że ,,Sztuczki" obejrzałam po raz kolejny ze względu na miejsca, w których kręcono produkcję. Akcja działa się w Wałbrzychu, które jeszcze niedawno było miastem wojewódzkim. Niestety architektura i klimat smutnej miejscowości pozostawiają wiele do życzenia. Ze wzruszeniem przyjrzałam się niewielkiej polance w Janowicach Wielkich, gdzie młodzież wybrała się na piknik. Kilka lat temu pokazała mi ją koleżanka, więc sentyment do produkcji mam jeszcze większy :)
       Na koniec kilka słów o scenariuszu. Uważam, że jest on oryginalny i wybija się spośród tłumu powielanych polskich dramatów. W ,,Sztuczkach" nie ujrzymy patologii, smutku, nagminnie łamanych X przykazań. To ciepły film, który jest wizją upragnionej przyszłości. Poza tym.. dobrze rozumiem bohaterów. Nie śmieszą mnie ich zachowania, bo gdy byłam młodsza nie raz starałam się zaczarować rzeczywistość :) Stawiam 9/10, ponieważ moim zdaniem zakończenie zostało trochę przekombinowane. Niemniej jednak to jedna z tych produkcji, która otrzymała wiele nagród zasłużenie. Ktoś z Was widział ten film?

Moje ostatnie zdjęcie pięknej Pani Jesieni. Chciałabym, aby pozostała z nami w tak bajkowym wydaniu jak najdłużej :)


czwartek, 24 października 2013

Zdobycze 9

Siemanko, dzisiaj przedstawię Wam moje ostatnie zdobycze :))

1. Wielka paczka od http://kreconowlosa.blogspot.com/ . Poniższe kosmetyki plus balsam brązujący :) Bardzo dziękuję, szalenie mi się wszystko podoba! Najbardziej jestem ciekawa balsamu Babuszki Agafii, od dawna chciałam go mieć..


2. Przesyłka od http://30plusbeautyblog.blogspot.com/ . Serdecznie dziękuję, o takich kolczykach od dawna marzyłam :)) Ale najmilsza była karteczka.. Od razu dzień jest piękniejszy dzięki takim miłym gestom!


3.Próbki kremów od http://inszaworld.blogspot.com/ . Jestem w trakcie testowania i muszę przyznać, że kosmetyki są dla mnie super :)


4. Bransoletkę dostałam od cioci z Portugalii :)


5. Kumpela przywiozła mi 3 magnesy z Grecji i naszyjnik oko proroka z Turcji (mam już cały zestaw, bo poprzednimi laty dostałam również kolczyki i bransoletkę z okiem proroka:D)


Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wszystkie miłe komentarze :))

poniedziałek, 21 października 2013

Ciemna stona miłości

Witam po mojej dłuższej nieobecności :) Miałam problemy z komputerem, ale mój najlepszy kuzyn na świecie naprawił mi laptopa, który (odpukać) nie sprawia już żadnych problemów i smiga jak nowy. Ulga nie do opisania! Michałowi bardzo dziękuję, a tymczasem przedstawię Wam książkę, którą przeczytałam w ostatni weekend. 

 

Tytuł: ,,Ciemna strona miłości:
Autorka: Monika A. Oleksa
Okładka: Miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 413
Rok wydania: 2012












Wszystkie autografy są dla mnie bardzo ważne. Chciałabym się pochwalić moją najcenniejszą pamiątką od pisarki. Autorka zadedykowała mi piękna słowa, czym skradła moje serce. Bardzo doceniam ten gest, a książka trafia na honorową półkę :) Serdecznie dziękuję!


Fabuła:
       Agnieszka dowiaduje się o śmiertelnej chorobie matki. Jest zrozpaczona, nie wyobraża sobie dalszego życia bez Teresy. Niespodziewanie w Zakopanem pojawia się Małgorzata, która po pogrzebie zabiera studentkę do swojego domu w Warszawie. Aga docenia wsparcie nieznanej jej wcześniej kobiety, chociaż nie rozumie tej bezinteresownej pomocy. Dziewczyna zapuszcza korzenie w nowym miejscu - dostaje pracę, poznaje sympatycznego chłopaka. 
      Niespodziewanie jednak, pewnego dnia życie pięknej góralki traci sens. Agnieszka poznaje prawdę o swojej przeszłości. O czym dowiaduje się bohaterka? Jaką tajemnicę skrywa przed nią Małgosia? Gorąco namawiam do zapoznania się z lekturą! :)

      Obawiałam się, że książka, która zawiera w tytule słowo ,,miłość", będzie kolejnym powielanym romansem. Myliłam się. Zostałam pozytywnie zaskoczona. Wiele fragmentów bardzo mnie wzruszyło, uroniłam wiele łez. Zżyłam się z bohaterami książki i kiedy przeczytałam ostatnią stronę lektury, było mi smutno, że to już koniec historii.
     Głównymi postaciami były bez wątpienia Agnieszka i Małgorzata. Mi jednak najbardziej do gustu przypadła Sylwia - nastoletnia córka Gosi. Dziewczyna, która uczyła się w gimnazjum i przechodziła okres buntu, tak bardzo przypominała młodszą mnie, że aż bolało, kiedy czytałam o jej perypetiach. Porywcze zachowania niewiasty nie były mi obce, przez co ze wstydem wspominam moje wczesne nastoletnie życie. Brak zrozumienia, odgradzanie się od świata dorosłych poprzez włączanie ciężkiej muzyki na cały regulator... Oj napsułam rodzicom wiele krwi. Na szczęście głupota po pewnym okresie mija, co z ulgą zaobserwowałam również u nieletniej bohaterki :)
      Nie będę ukrywać, że bardzo spodobały mi się opisy miejscowości, w których toczyła się akcja. Malowniczo przedstawione plaże Bałtyku w Pucku, gwarne Kraków i Warszawa, spokojny Nałęczów, piękne Tatry - zrobiły na mnie duże wrażenie. Czułam się, jakbym wędrowała wraz z postaciami ulicami miast. Zapragnęłam znaleźć się w tych miejscach... Chciałabym móc kiedyś zobaczyć ich piękno na żywo. W Krakowie już byłam, ale pozostałe miasta chętnie zwiedzę w przyszłości :) Książkę oceniam: 8/10, a zainteresowanych odsyłam na http://magialiterczarslow.blogspot.com/ - fantastyczny blog autorki. Ja tymczasem z niekłamanym zainteresowaniem poszukam innej książki pisarki ,,Miłość w kasztanie zaklęta".

 Lektura bierze udział w wyzwaniu POLACY NIE GĘSI II

W końcu zacznę nadrabiać zaległości na Waszych blogach, zajadając się w międzyczasie chrupiącymi witaminami :)

wtorek, 15 października 2013

Koncertowo - Piotr Rogucki

Witajcie :)
Nie wiem jak to się dzieje, ale moja doba z każdym dniem jest coraz krótsza, a czas pędzi  szybciej i szybciej... Obiecuję niedługo nadrobić zaległości na Waszych blogach, a tymczasem wyjaśnię - gdzie byłam, kiedy mnie nie było :D Sobotę spędziłam we Wrocławiu na solowym  koncercie mojego ulubionego wokalisty Roguckiego Piotra (lidera zespołu Coma). Do tej pory jestem w melancholijnym nastroju :) Siedziałam z moją przyjaciółką w pierwszym rzędzie na krzesełkach, także dobrze widziałyśmy co się działo na scenie. Podniosła atmosfera, pełna kultura, gitara, teatralna sztuka czarowania głosem przez Roguca ogarnęła całą synagogę. Miło zobaczyć kolejną - tym razem balladową odsłonę piosenkarza, jakże odmienną od jego rockowego zespołu. A po koncercie... zdjęcia i autografy :) Wieczór tak bardzo się udał, że nie mogę się doczekać kolejnych występów!

Zdjęcia średniej jakości, najlepsze pierwsze - zbliżeniowe zrobione przez Ewelinę, którą serdecznie pozdrawiam :)



Lubicie chodzić na koncerty? Na jakim byliście ostatnio? Miłego dnia! :)

piątek, 11 października 2013

Zdobycze 8

Już dawno nie było postów pochwalnych :) Oto, co otrzymałam niedawno!

1. Paczka niespodzianka od http://szkatulka-ziuzia21.blogspot.com/ - bransoletka + pięknie pachnący błyszczyk. Ale co mnie najbardziej ucieszyło? Karteczka w przesyłce, bardzo miłe :)) Zdecydowanie uwielbiam takie dodatki i zatrzymuję na pamiątkę! Poza tym ciekawie wbity adres bloga na górze koperty! Takie prezenty to ja lubię ^^ Serdecznie dziękuję :)


2. Przesyłka od Fitomed, którą wygrałam u http://mojepasje-wiolkaa93.blogspot.com/ . Maseczka - peeling - ciekawe jak się sprawdzi. Dziękuję bardzo!


3. Książki od http://niedopisanie.blogspot.com/ . Dzięki wielkie, w przyszłym tygodniu zapoznam się z nimi bliżej... Zacznę od ,,W kajdankach namiętności" :P


4. Kremy do rąk od http://opiniuj-kosmetyki.blogspot.com/ . Myślę, że pojawią się już w październikowym denku.


5. Próbka Pumy


6. Próbka pudru


7. A na deser dostałam jadalne kasztany :D Dawno już ich nie miałam, więc miło było przypomnieć sobie ich smak :) Bardzo je lubię!


Ja właśnie wychodzę do babci, a Wam życzę miłego weekendu !

poniedziałek, 7 października 2013

Labirynt fauna

Witam was w ten smutny, mglisty i dżdżysty dzień.. Pozostając w hiszpańskich klimatach, przedstawię Wam dzisiaj recenzję jednego z moich ulubionych filmów ,,Labirynt fauna".


Tytuł: ,,Labirynt fauna"
Reżyseria: Guillermo del Toro
Rok produkcji: 2006
Gatunek: Fantasy, Dramat
Czas trwania: 1.52 h

Fabuła: 
        Rok 1944 - walki w Hiszpanii (efekty wojny domowej), gdzie panuje reżim narzucony przez dyktatora generała Franco. 11letnia Ofelia przybywa wraz z ciężarną matką do brutalnego ojczyma, który jest kapitanem, a jego oddział walczy z partyzantami. Dziewczynka czyta wiele książek, przez co żyje w świecie magii i fantazji. Baśnie pozwalają jej zapomnieć o okrucieństwach realnego świata, dzięki nim nie czuje się samotna. 
        Bohaterka spotyka wróżkę pod postacią ważki, która prowadzi ją do Fauna. Stworek twierdzi, że Ofelia jest księżniczką. Musi tylko udowodnić swoją tożsamość poprzez spełnienie 3 zadań - wymagających nie małej odwagi. W tym samym czasie wojna zbliża się ku końcowi, ataki obu stron przybierają na sile. Jak skończy się ta historia? Serdecznie zapraszam do obejrzenia produkcji! 

Aktorzy:
Ivana Baquero jako Ofelia. Młodziutka Hiszpanka miała za zadanie sprostać nie lada wyzwaniu. Dziewczyna zagrała bardzo wiarygodnie wrażliwą bohaterkę żyjącą w dwóch światach - realnym, gdzie codziennie dochodziło do rozlewu krwi i bajkowym, który miał zapewnić jej nieśmiertelność i podziw otoczenia. 
Sergi Lopez jako Kapitan Vidal. Jestem absolutnie zachwycona aktorem i postacią jaką wykreował. Zły do szpiku kości dowódca nienawidził wszystkich dookoła, nawet własnej żony. Nie dało się go lubić, był postacią negatywną, a widz patrzył na jego zachowanie z odrazą. Z ciekawością obejrzę inne filmy z jego udziałem.
Doug Jones jako Faun. Był jedynym z obsady Amerykaninem, do tego nie znał języka hiszpańskiego, więc miał utrudnione zadanie. Znakomicie spisał się w roli tytułowego Fauna jak i również innego stworka, którego na swojej drodze spotyka Ofelia. Jestem pod wrażeniem charakteryzacji.
Maribel Verdu jako Mercedes. Aktorka genialnie wcieliła się w postać silnej kobiety, mającej swoje tajemnice. Udowodniła, że płeć żeńska także ma coś do powiedzenia, więc trzeba liczyć się z jej sprytem.
Ariadna Gil jako Carmen. Artystka bardzo dobrze zagrała Matkę Ofelii, która oparcie miała tylko w córce. Była nieszczęśliwa, Kapitan potraktował ją tylko jako maszynkę do urodzenia syna.
Alex Angulino jako Doktor Ferreiro. Rola lekarza bardzo zapadła mi w pamięć, ponieważ mężczyzna kochał swój zawód i dbał o każdego pacjenta. Aktor wykazał się dużym talentem, czym zdobył me uznanie.

    ,,Labirynt fauna" nie jest typową baśnią dla dzieci. W tym wypadku nie mamy do czynienia z kinem familijnym. Tematyka oscyluje wokół wojny. W filmie jest wiele scen brutalnych, giną ludzie. Pomimo tego, że znamy historię, nieludzkie zachowania ciągle szokują. Życie pod rządami Franco jest niewdzięczne. 
      Ofelia stwarza sobie własny świat, który może być jej wybawieniem. Wystarczy, że poprawnie wykona 3 zadania, które zleca jej Faun. Okazuje się, że ta magiczna strona wcale nie jest tak bezpieczna jak może się wydawać. W produkcji możemy zauważyć wiele symboli i nawiązania do mitologii, np. powtarzająca się liczba 3. Uhonorowaniem dramatu, było nagrodzenie go 3 Oscarami (za najlepszą charakteryzację, zdjęcia i scenografię). Zakończenie jest przygnębiające. Płakałam jak bóbr. Życie to jednak nie baśń, a my powinniśmy zdawać sobie z tego sprawę. Wokół nas jest wielu okrutnych i zapatrzonych w siebie ludzi. 
     Jestem pod wrażeniem ciekawych charakteryzacji. Faun i blady mężczyzna przerażali. Wyglądali jakby zostali stworzeniu komputerowo. Fruwające wróżki, które dołączono do filmu na zasadzie animacji, zadziwiały precyzją poruszania się. Na wielki plus zaliczam również dźwięk, który dopasowany był idealnie. Nie za cicho (nie musimy się wsłuchiwać w głosy, co zwykle przy oglądaniu filmów najbardziej mnie denerwuje), nie za głośno (nic nie spodziewanie nie zaryczało nam za uchem, jak to często bywa - szczególnie w naszych rodzimych produkcjach), tak więc przycisk volume ciągle pozostawał w tym samym miejscu, a rzadko mi się to zdarza. Byłam zachwycona, kiedy słyszałam szumiący wiatr bądź szeleszczące skrzydłami czarodziejskie ważki. Seans w domu niczym nie różnił się od tego w kinie.
      Duży sukces film zawdzięcza dzięki świetnie dobranym aktorom. Szczególnie w pamięć zapada rola okrutnego kapitana oraz młodziutkiej Ofelii. Podoba mi się także miejsce akcji - las, ruiny labiryntu, które tworzą niesamowity klimat. Na brawa zasługuje oryginalny scenariusz i genialna muzyka. Nie raz uroniłam łzę przy pięknej nucie. Javier Navarette dostał nominację do Oscara za soundtrack. 


         Lubicie hiszpańskie filmy? Widzieliście omawianą przeze mnie produkcję? Jeśli tak, to jakie są o niej Wasze opinie? ,,Labirynt fauna" bez wahania otrzymuje ode mnie 10/10. Polecam!

Tymczasem u mnie owoce dnia to banany? A u Was ? :)

Pozdrawiam i życzę miłego poniedziałku!

piątek, 4 października 2013

Niezapominajki



Tytuł: ,,Niezapominajki"
Autorka: Ewelina Kłoda
Okładka: Miękka
Ilość stron: 527
Rok wydania: 2012

Fabuła:
            Izabela mieszka w Krakowie. Niespodziewanie umiera jej matka. Nastolatka musi przeprowadzić się do Bielska - Białej, gdzie mieszka jej dziadek, którego nigdy nie widziała. Mężczyzna wyrzucił z domu jej ciężarną mamę i od tego czasu kobiety nie miały z nim kontaktu. Dziewczyna ma do krewnego wielki żal, jest wobec niego nieufna. 
          Iza szybko polubiła nowe miejsce. Poznała przyjaciół, a w głowie namieszał jej pewien chłopak. Bohaterka desperacko pragnie znaleźć odpowiedź na pytanie: ,,Kim jest jej ojciec"? Niespodziewanie do miasta przyjeżdża dawny znajomy jej matki. Dziewczyna odnajduje w nim powiernika tajemnic. Poza tym ma nadzieję, że Jerry pomoże jej w rozwikłaniu tajemnic z przeszłości.

           ,,Niezapominajki" to książka napisana w formie pamiętnika przez nastolatkę, która przygotowuje się do matury. Lekturę przeczytałam z zapartym tchem w dwa dni. Z rozrzewnieniem przypominałam sobie moją młodość. W dzieciństwie sama prowadziłam parę dzienników, które jednak szybko lądowały w koszu. Wspominałam okres maturalny, przygotowania do studniówki, pierwsze alkoholowe imprezy - bohaterka uświadomiła mi, że tyle już lat minęło, od kiedy skończyłam liceum. A jednak.. jakby to było wczoraj.
           Podobało mi się, że autorka w malowniczy sposób przedstawiła Bielsko - Białą i jej okolice. Bardzo chętnie wybrałabym się w te rejony. Największą radość sprawiła mi wycieczka Izabeli w Karkonosze. Nastolatka pojechała do Karpacza, po czym zdobyła szczyt - Śnieżkę. Od tego momentu główna bohaterka pokochała góry, zaraziła się pasją fotografowania. Podobnie było ze mną. Mając pod nosem piękne widoki, doceniłam góry dopiero, kiedy znalazłam się na najwyższym punkcie Karkonoszy. Zrozumiałam, że dla takich miejsc warto żyć, a natura jest dużo ciekawsza od cywilizacji miejskich. Do tego ta radość wdrapania się na szczyt...:)
           Z wypiekami na twarzy kibicowałam Izie w dotarciu w głąb samej siebie, rozpaczliwemu znalezieniu ,,własnego ja". Obserwowałam jej przyjaciół, znajomych, którzy mieli również swoje problemy. Często po dostrzeżeniu własnej drogi, po prostu odchodzili - zajęci własnymi sprawami, a kontakty koleżeńskie rozluźniały się. Poruszona została kwestia pierwszych miłości i ich rozczarowań, wątek alkoholizmu, zwaśnionej rodziny i plotkujących sąsiadek. Pamiętnik Belli był prowadzony ponad rok, przez ten czas w jej życiu wiele się zmieniło.
      Książkę przeczytałam z przyjemnością, serdecznie dziękuję autorce za egzemplarz ,,Niezapominajek" i autograf. Oceniam na 7.5/10. Zainteresowanych odsyłam do bloga pisarki:  http://niezapominajki13.blogspot.com/ A ja już nie mogę się doczekać, kiedy dorwę drugą część pamiętnika Izy ,,W poszukiwaniu siebie" :)

Lektura bierze udział w wyzwaniu POLACY NIE GĘSI II

Na marginesie, trafiłam ostatnio we Wrocławiu do kawiarni ,,Literatka" i już żałuję nie nie znałam tego miejsca wcześniej. Panuje tam świetny klimat (w towarzystwie książek). Do tego dostałam pyszną kawę tartę czekoladową - w sam raz na dietę :D Polecam :)


Ja zaraz jadę na działkę zbierać plony, a Wam życzę miłego weekendu :)

wtorek, 1 października 2013

Denko 4 - wrzesień

Niesamowite, jak szybko ucieka czas.. Dopiero co, szykowałam recenzje wakacyjnych zużytych kosmetyków, a tymczasem mamy już październik. Pokażę zatem moje wrześniowe denko :)


1. Suplement diety: Propolis + len mielony. Mój kosmetyk od środka. Cena ok. 10 zł. Zwiększa odporność organizmu i sprzyja odchudzaniu. 48 kapsułek. Czy mi pomógł? Nie wiem... na pewno dobrze działał na moją cerę, ale poprawy kondycji włosów czy paznokci nie zauważyłam. Nie złapało mnie (odpukać) jesienne przeziębienie. Wagę mam ciągle tę samą. Oczywiście często o nim zapominałam i używałam, kiedy mi się przypomniało (wymóg 2 kapsułki dziennie przed posiłkiem).
Czy kupię ponownie? Może

 



2. Mgiełka do włosów farbowanych, wymagających intensywnej regeneracji i ochrony koloru Radical (Farmona). Cena ok. 10 zł. Miałam ok. 3 miesięcy, więc raczej wydajna. Psiknięciu towarzyszył silny zapach alkoholu, który na szczęście szybko się ulatniał. Stosowałam na mokre bądź suche włosy. Z efektów byłam zadowolona: zauważyłam połysk, włosy były dobrze odżywione, mięciutkie i łatwo się rozczesywały.

Czy kupię ponownie? Może










3. Perfumy Rene Giovani. Dostałam w prezencie od koleżanki z Anglii, więc nie znam ceny. Piękny zapach - lekki, trochę słodki, długo utrzymywał się na skórze. Prosta buteleczka, przezroczysta, więc można kontrolować zawartość. 
Czy kupię ponownie? Może




4. Płyn do demakijażu oczu - dwufazowy Ziaja. Cena 7.50. Zawartość - 120 ml. Jak dla mnie rewelacja! Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Miał służyć do demakijażu oczu, ale był tak delikatny, że używałam go do całej twarzy. Mimo niewielkich gabarytów służył mi dzielnie ok. 2 miesięce, a nawilżałam nim skórę nawet kilka razy dziennie. Buteleczka miała proste otwieranie, nic się nie wylewało, do tego była przezroczysta, więc sprawdzałam na bieżąco, ile płynu mi jeszcze zostało. Idealny do torebki. Mój KWC. Polecam.
Czy kupię ponownie? Tak










5. Szampon Babydream. Cena ok. 5 zł. Postanowiłam go zakupić na fali zachwytów nad tym kosmetykiem. Konsystencję miał rzadką, pienił się średnio - raczej mniej niż bardziej. Myję włosy zazwyczaj codziennie, a 250 ml starczyło mi na 3 tygodnie używania. Niestety dla mnie to bubel. Włosy po nim były matowe, szorstkie, przetłuszczały się szybko. Bez odżywki nie dało się rozczesać kołtunów. Do tego podrażnił mi skórę i zaobserwowałam nadmierne wypadanie włosów, co nie zdarzyło mi się nigdy wcześniej. Żadnego szamponu nie wspominam tak źle.

Czy kupię ponownie? Nie!

6. Nawilżający krem do rąk bebeauty. Ochrona 24 h, produkt hypoalergiczny. Ekspresowo nawilża i wygładza - skóra normalna i sucha. Olej macadamia. Cena ok. 4 zł. Kupiłam w Biedronce, bo wyczytałam o nim w Internecie same zalety, a jedyną wadą był sugerowany intensywny zapach. No i nie wiem, czy trafił mi się taki felerny egzemplarz, czy po prostu krem tylko mi nie służył. Moje ręce po nasmarowaniu były suche jak wiór, co chwilę wklepywałam w nie nową porcję kosmetyku i nic - zero nawilżenia. Poza tym żadnego zapachu nie wyczułam. Cena adekwatna do jakości. 

Czy kupię ponownie? Nie

7. Pasta do zębów Blend a Med - 3D White Fresh, Extreme Mmint Kiss. Producent twierdzi, że pasta jest genialna, 6 razy dłużej pozwala zachować świeży oddech. Dodaje pewności siebie i motywację do działania. Oczywiście wybiela! Haha dobry żart :P Pasta nic nie zmieniła w moim życiu, a szkoda :P Efektu olśniewających białych zębów też nie zauważyłam. Pasta jak wszystkie inne. Cena ok. 8 zł
Czy kupię ponownie? Może

8. Pasta do zębów Colgate Advanced Sensation White. Posiada mikro czyszczące drobinki. Cena ok. 8 zł. Efektu wow nie było :)
Czy kupię ponownie? Może

9. Suplement diety Vitalic Calcium. 20 tabletek musujących o smaku cytryny, bogatych w wapń i witaminę C. Ok. 4 zł. Świetny smak.
Czy kupię ponownie? Tak

10. Zmywacz do paznokci Isana. Bezacetonowy, cena ok. 4 zł, 125 ml. Wydajny - starczył mi na 2 miesiące, był ciągle w użyciu. Zmywał idealnie, nie zaobserwowałam żadnych skutków ubocznych.


Czy kupię ponownie? Tak


 
11. Restylane Krem na dzień z kwasem hialuronowym i filtrem SPF 15. Producent obiecuje same cuda, twarz po kremie będzie idealna. Zapomniał dopisać o jednej wadzie - skóra po nałożeniu perfekcyjnego kremu błyszczy się niesamowicie. Generalnie szału z efektami nie było, owszem twarz była nawilżona, ale na tym kończą się zalety. Krem był konsystencji żółtej. Starczył mi na ok. miesiąc. Produkt (próbkę) wygrałam, ale podpatrzyłam cenę - zaledwie 120 zł. :P Skład dosyć długi:

Czy kupię ponownie? Nie



 
 12. Restylane Facial Cleanser - płyn do oczyszczania skóry. Również wygrałam - 25 ml, kosmetyk używałam przez miesiąc. Może i dobrze oczyszczał twarz, jednak zapach mi się nie podobał - płyn jak dla mnie po prostu śmierdział. Podpatrzona cena 80 zł. Skład: 
 Czy kupię ponownie? Nie






13. Podkład Maybelline Affinitone. Mój ulubiony ;) Kupiłam go na wyprzedaży - ówczesna cena ok. 30 zł. Numer 21 - nude. Początkowo był dla mnie za ciemny, więc mieszałam go z jaśniejszym numerem. Po wakacyjnej opaleniźnie, kolor był już jednak idealny. Fluid delikatny, nie wywołujący uczulenia, nie ma po nim efektu maski. Ma lecznicze właściwości, kryje niedoskonałości. Zawsze do niego wracam.
Czy kupię ponownie? Tak

14. Chusteczki nawilżające babydream. Z dodatkiem rumianku i aloesu, bez alkoholu. Cena ok. 2.50 zł. Opakowanie zawiera 15 sztuk. Są to moje ulubione chusteczki, idealnie nawilżają i oczyszczają, do tego niska cena. Ładnie pachną, wycieram nimi brudne ręce, a czasem używam do zmycia makijażu. Nie raz posłużyły mi również jako ściereczka do butów. Zawsze mam w torebce.
Czy kupię ponownie? Tak

15. Wata bawełniana Lilibe. 100g, 100% bawełny. Używam jej do zmywania lakierów z paznokci. Jest to bardziej ekonomiczne niż używanie płatków. Watę miałam baaardzo długo, może nawet ok. roku. Do tego jest mięciutka.
Czy kupię ponownie? Tak

16. Płatki kosmetyczne Carea - 120 sztuk. Cena ok. 3 zł. w Biedronce. bardzo je polubiłam. 
Czy kupię ponownie? Tak

17. Płatki kosmetyczne Lilibe z aloesem - 60 sztuk. Cena ok. 2 zł. w Rossmanie. 100 % bawełny. Małe opakowanie, idealne na wyjazd. Płatki delikatne, nie rozwarstwiają się.
Czy kupię ponownie? Tak

18. Maszynki Bic - 5 sztuk. Udoskonalone ostrza dla łagodniejszego golenia. Aloe + Vitamins. Cena ok. 8zł. Ostrze było dla mnie za wąskie, miałam je krótko - zużyły się w ekspresowym tempie.
Czy kupię je ponownie? Nie

 


19. Dermaglin - maseczka Kleopatra. Zielona glinka kambryjska + miód + olejek różany + jedwab. Eko Laur Konsumenta 2009, sekret wiecznie młodej skóry, nieperfumowany - produkt 100% naturalny. Dostałam ją za darmo, ale cena to ok. 5 zł. Maseczka ma kolor zielony, trzeba ją szybko nakładać, bo w ekspresowym tempie zasycha. Wystarczyła mi na 5 użyć. Skóra była po zmyciu mięciutka, nawilżona, ale szaleństwa za taką cenę nie ma.
Czy kupię ponownie? Nie










20. Polerka do paznokci z Rossmana. Służyła mi bardzo długo, niestety nie pamiętam ceny, ale byłam z niej zadowolona. 
Czy kupię ponownie? Może

21. Szczoteczki do zębów Prokudent. Cena ok. 4 zł za 2 sztuki. Bardzo często goszczą u mnie w domu. 
Czy kupię ponownie? Tak

22. Clinique Redness Solutions, Daily Protective Base SPF15 - zielona baza, wyrównująca odcień skóry. Po jej nałożeniu świeciłam się potwornie, nie nawilżała, podkreślała suche skórki. Nie uczuliła mnie, nie wywołała nie pożądanych reakcji, wyrównała koloryt skóry - niepotrzebnie bałam się, że będzie widać zielony pigment. Produkt wygrałam, cena oscyluje wokół 90 zł. Jest to droższy kosmetyk, a od takich oczekuję jednak więcej...
Czy kupię ponownie? Nie

Miałyście coś z powyższego denka?
Życzę Wam miłego października :)