poniedziałek, 28 września 2015

Morderstwo w Orient Expressie

Cześć!
W dzisiejszym poście opiszę moje wrażenia po lekturze słynnego kryminału :)






   Tytuł: ,,Morderstwo w Orient Expressie"
   Autorka: Agatha Christie
   Okładka: twarda
   Ilość stron: 262








Fabuła:
          Detektyw Herkules Poirot jest pasażerem pociągu Orient Express. Pewnej śnieżnej nocy w wagonie dochodzi do morderstwa. Śledztwo wskazuje, że zabójca znajduje się w którymś z pobliskich przedziałów. Sytuacja komplikuje się, gdy wszyscy turyści mają alibi. Kto jest znakomitym kłamcą i potrafi doskonale ukryć emocje? Kim był tak naprawdę zasztyletowany Samuel Ratchett? Zagadkę trudno rozwiązać, ale detektyw zna wiele psychologicznych sztuczek...

         Książkę przeczytałam z wypiekami na twarzy podczas podróży autobusem. ,,Morderstwo w Orient Expressie" jest moim pierwszym spotkaniem z Agathą Christie, koniecznie muszę sięgnąć po kolejne jej dzieła! Autorka napisała kryminał w 1933 r., bardzo spodobały mi się odniesienia do historii. Chciałabym móc przejechać się tak ekskluzywnym pociągiem zmierzającym z Europy do Azji. Miło powrócić do czasów pokoju, gdy bohaterowie z pozytywnym nastawieniem opowiadali o przesiadkach m.in. w Turcji, Syrii, Iraku, Indiach. Przejazd luksusowym Orient Expressem był drogi, więc korzystała z niego głównie sfera wyższa - przede wszystkim Anglicy, do których należała większość świata w postaci kolonii. 
          Treść książki zawierała mroczną tajemnicę, napięcie akcji narastało z każdą kolejną wskazówką mającą doprowadzić detektywa do rozwikłania sekretu. Nagle, każdy ze spokojnych pasażerów stał się podejrzanym mordercą. Finał lektury absolutnie mnie zaskoczył. Intryga została skonstruowana perfekcyjnie, nie byłabym w stanie rozszyfrować zagadki w tak oryginalny sposób. 
         Rozumiem już, dlaczego Christie nazywana jest królową kryminałów i absolutnie popieram tę tezę. Wydanie dzieła przypadło mi do gustu, charakteryzowało się dużą czcionką i intrygującą twardą obwolutą. Żałuję jedynie, że nie przetłumaczono wielu francuskich zwrotów od razu, lecz trzeba było szukać ich znaczenia w przypisach. Moja ocena: 9/10.

Książka bierze udział w wyzwaniu CZYTAM ZEKRANIZOWANE POWIEŚCI

Po kilku dniach postanowiłam obejrzeć sobie wersję filmową :)




   Tytuł: ,,Morderstwo w Orient Expressie"
   Reżyseria: Sidney Lumet
   Czas trwania: 2.08 h.
   Gatunek: kryminał:
   Rok produkcji: 1974









          Na szczęście fabuła nie różniła się od pierwowzoru książkowego. Adaptacja bardzo mi się podobała, w zasadzie zmieniono jedynie kilka szczegółów, które nie wpłynęły na odbiór akcji. Warto wspomnieć, że wyłącznie ta ekranizacja zrealizowana za życia Agathy Christie została przez nią zaakceptowana, autorka była z niej niezwykle zadowolona.
         Zdjęcia zrealizowano w wagonach autentycznego Orient Expressu, z zachwytem przyglądałam się wnętrzu słynnego pociągu. Aktorzy przypadli mi do gustu. Albert Finney wykreował doskonałą postać Herculesa Poirota. Moją uwagę przykuł przede wszystkim rewelacyjny jak zawsze Sean Connery wcielający się w pułkownika Arbuthnotta. Wspaniale zagrała także Ingrid Bergman, która stworzyła zabawną Gretę Ohlsson - artystka uhonorowana została statuetką Oscara za najlepszą rolę drugoplanową.
        Moim zdaniem ,,Morderstwo w Orient Expressie" jest świetnym odzwierciedleniem lektury. Dzieło warto obejrzeć, co więcej dodatkowym jego atutem jest znakomity reżyser znany głównie z wybitnej produkcji ,,Dwunastu gniewnych ludzi". Film cechuje niesamowity klimat lat 70. Moja ocena: 8/10.

czwartek, 24 września 2015

Koncertowo - Mrozu

Cześć!
Główną atrakcją ,,Święta Chleba i Piernika" w Jaworze były koncerty. Wraz z dziewczynami udałam się na występ Mroza. 


Przystojny wokalista prezentował się wspaniale, doskonale tańczył i śpiewał ^^


 Publiczność szalała w rytmie muzyki, a piosenkarz zachęcał zebranych pod sceną do wspólnej zabawy. Bawiłam się rewelacyjnie.


Nie zabrakło największych przebojów Mroza jak ,,Miliony monet", ,,Nic do stracenia" czy ,,Jak nie my to kto". Muzyk serdecznie pozdrawiał swoją rodzinę z Jawora, a po występie chętnie rozdawał autografy. Oczywiście w tym momencie musiał mi się rozładować aparat :D


Koncert był niezwykle energetyczny z przekazem pozytywnej energii. Takie imprezy to ja uwielbiam! Słuchacie Mroza? :)

wtorek, 22 września 2015

Wycieczkowo 32 - Jawor

Hej!
Zapraszam na relację z mojej ostatniej sierpniowej podróży (do Jawora).
       Nieoczekiwanie, koleżanka Monika zaoferowała mi gościnę w swoim rodzinnym domu podczas Święta Chleba i Piernika. Szalenie ucieszyło mnie jej zaproszenie, nie mogłam doczekać się nadchodzącego weekendu! Wycieczkę rozpoczęłam wraz z moją przyjaciółką Eweliną od Świdnicy, gdzie w niedawno otwartej Kryształowej Gospodzie Kuflowej zjadłyśmy pyszny obiad i wypiłyśmy czeskie piwa w litrowych kuflach ^^ 
       Wieczorem nieopodal stacji pkp w Jaworze przywitała nas już Monia, która wskazała nam drogę do swojego wytwornego domku. Otrzymałam prestiżowe lokum w dolnej części mieszkania wraz z prywatną łazienką i toaletą. Szalenie ucieszyła mnie ta sytuacja, aż do momentu, gdy po porannym prysznicu okazało się, że nie mogłam otworzyć drzwi :D Na szczęście zaniepokojona moją nieobecnością przy lodówce Ewelina, postanowiła sprawdzić czy nic mi się nie stało i usłyszała moje wołania o pomoc. Zawsze muszę mieć jakiegoś pecha :)) Po obfitym śniadaniu ruszyłyśmy zwiedzać miasteczko!


Miasto zawdzięcza swoją nazwę rozpowszechnionemu w Sudetach drzewu - jaworowi. Najstarsza wzmianka o miejscowości pochodzi z XI w. Historia Jawora jest niezwykle ciekawa. W XIII w. został stolicą Księstwa Jaworskiego utworzonego przez Bolesława II Rogatkę. Ponad 100 lat później po śmierci Agnieszki Habsburg (księżnej świdnicko-jaworskiej), terytorium przez nią rządzone połączono z Koroną Czeską. W XVIII w. Jawor przejęły Prusy, a miasteczko rozwijało się coraz szybciej. Tuż po II wojnie światowej w mieście działalność rozpoczął 15 batalion samochodowy Armii Czerwonej.

Przez miejscowość przepływa rzeka o wdzięcznym imieniu Nysa Szalona ^^


Moje serce skradł ogromny park, gdzie spacerując wyznaczoną alejką, mogłam cieszyć się widokami kochanej natury!


W Parku Miejskim nie sposób przejść obojętnie obok fontanny, której siła tryskania nas nie ominęła :)


Ważnym punktem turystycznym na trasie w Jaworze jest Baszta Strzegomska. Jej początki sięgają czasów średniowiecznych, kiedy pełniła rolę wieży obserwacyjnej, następnie przekształciła się w więzienie i prochownię. Z uwagi na kształt nazywana była ,,grubym i łysym olbrzymem". Baszta ma 24 m. wysokości.


Idąc wzdłuż ul. Legnickiej zauważyłam portal renesansowy przy kamienicy nr 3. Pochodzi on z końca XVI w. Wejścia do domu pilnują zbrojni mężowie w antycznych strojach. W narożniku dojrzeć można płaskorzeźbę lwa.


Nieopodal znajduje się kaplica św. Barbary, obecnie zamknięta. Świątynię zbudowano w stylu klasycystycznym, ale jej rodowód przypada na średniowiecze. W XVI w. przemieniono ją na magazyn, lecz po wojnie 30letniej ponownie oddano budynek kościołowi katolickiemu. W 1776 r. zniszczył ją pożar, 10 lat później świątynię odremontowano z przeznaczeniem na warsztaty i magazyn. W następnym stuleciu budowla pełniła funkcje kaplicy pogrzebowej.


 Rynek ma kształt prostokąta, otaczają go domy mieszczańskie z arkadami.


W samym centrum rynku znajduje się niesamowity ratusz. Pierwsze wzmianki pochodzą o nim z 1373 r., od tej pory wielokrotnie go przebudowywano. Obecny gmach w stylu neorenesansu niderlandzkiego został wzniesiony w XIX w. w miejscu dawnego spalonego budynku. Na wieżyczce figuruje osiem posągów książąt i rycerzy zachowanych z XIV w.


Najciekawsza kamieniczka (w pierzei zachodniej) zwraca na siebie uwagę umieszczonym na fasadzie ulem pszczelim. W przeszłości należała ona do rodziny Lauterbachów, osiadłej tu już w średniowieczu, która zajmowała się wypiekiem pierników znanych na całym Śląsku i za granicą!


         Dzieje pierników w Jaworze są niezwykle interesujące. Kram z pierniczkami w Jaworze funkcjonował już w XVI w. Pierwszym znanym piernikarzem był Lorenz Mehl - miał prawo wypiekać i sprzedawać pierniki o dużych rozmiarach na cotygodniowym targu oraz na święta. Podatek jaki płacił z ławy piernikarskiej (100 talarów śląskich) uważany był za jeden z najdroższych na świecie. Dalsza piernikowa historia dotyczy E.G.Schuberta z XVIII w - z jego warsztatu pochodzą najstarsze formy do pieczenia pierników. Wybierano wówczas najlepsze gatunkowo drewno, które musiało być pozbawione sęków i nadawano foremce właściwy kształt.
         Do 1846 r. warsztat w rynku należał do Siegerta, przejął go młody piernikarz (wspomniany wcześniej) Lauterbach. Hermann sprzedawał pierniki ,,Chłopskie kąski" i ,,Ule" - cieszyły się one niezwykłą popularnością. Specjalna receptura robiona była m.in. z tartych migdałów, do niej dodawano przyprawy. Ręczny proces wytwarzania pierników szybko zastąpiono maszynami. Biznes kwitł, niektóre pieczone pierniczki osiągały wysokość nawet pół metra. Słodkości trafiały do miast śląskich (m.in. Bolkowa, Dzierżoniowa, Bielawy, Głuszycy) oraz za granicę np. do Niemiec, Anglii, Włoch, Liechtensteinu czy Ameryki. O dawnej świetności miasta przypominają uroczystości Święta Chleba i Piernika, na których można nabyć nie tylko pyszne chleby czy pierniki, ale także mydło i powidło.


Niektóre chlebki wyglądały tak rewelacyjnie, że aż żal byłoby je zjeść :)


Kolejnym ciekawym zabytkiem (usytuowanym na ul. Żeromskiego) jest kaplica św. Wojciecha. Powstała jako synagoga żydowska, ale miasto w 1444 r. przejęło ją i adaptowało na kaplicę. W XIX w. działała przy nieistniejącym dziś szpitalu.


W latach 1565-1628 wzniesiono klasztor ojców Bernardynów. Pod koniec XIX w. pełnił on funkcję komendy policji. Dziś w tym miejscu znajduje się Muzeum Regionalne.



Na ul. Szkolnej ujrzeć można najstarszy parafialny kościół pod wezwaniem św. Marcina. Gotycka świątynia powstała na przełomie XIII/XIV w. Przyznam, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie.



Tuż za budynkiem znajdują się średniowieczne mury obronne. Powstały prawdopodobnie jako inwestycja księcia Bolka I. Do miasta prowadziły cztery bramy: bolkowska, legnicka, złotoryjska i strzegomska (wzmocniona basztą). W XVI w. ze względu na rozwój broni palnej Jawor zabezpieczano murami, niestety zachowały się ich nieliczne fragmenty. W XIX w., kiedy miasteczko coraz prędzej się rozwijało - sukcesywnie rozbierano mury obronne i likwidowano stare bramy miejskie.


Jawor nazywany jest także miastem pokoju ze względu na unikalny zabytek jaki posiada. Kościół Pokoju pw. Ducha Świętego jest jedyną obok świątyni w Świdnicy tego typu budowlą w Europie! Trzecia świątynia powstała także w Głogowie -  lecz tam spłonęła. W 2001 r. obiekty wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego Unesco.


Kościół zbudowano w latach 1654-1655 r. Po zakończonej Wojnie Trzydziestoletniej zawarto Pokój Westfalski. Szwedzi (opiekunowie protestantów) skłonili habsburskiego cesarza do przyznania śląskim luteranom prawa wybudowania w zależnych bezpośrednio od monarchy księstwach trzech świątyń. W związku z tym historycznym faktem nazwano je Kościołami Pokoju. Wnętrze jaworskiego zabytku może zmieścić ok. 6000 wiernych.


Budowa świątyni możliwa była pod następującymi warunkami:
1) kościół musiał być lokowany poza murami miasta i oddalony od nich na odległość strzału armatniego,
2) nie mógł mieć dzwonnicy,
3) nie mógł posiadać szkoły parafialnej,
4) nie mógł mieć bryły przypominającej kościół,
5) musiał zostać zbudowany z materiałów nietrwałych (drewna, słomy, piasku, gliny),
6) okres budowy nie mógł przekroczyć 1 roku.


Na terenie obecnego parku wokół kościoła pierwotnie znajdował się cmentarz ewangelicki. Zlikwidowano go w grudniu w 1972 r.


Natomiast przy ul. Rapackiego zauważyć można Cmentarz Wojsk Radzieckich. Ponad 600 żołnierzy i oficerów radzieckich, którzy zginęli w 1945 r. walcząc o wolność miasta, zostało pochowanych w zbiorowych mogiłach.


Najważniejszym zabytkiem Jawora jest Zamek Piastowski. Pierwsza wzmianka o budynku pochodzi z XIII w. Był siedzibą kasztelana, następnie księcia Bolka I i jego następców, starostów królewskich i namiestnika cesarskiego. 


Niestety, zamek jest w stanie opłakanym. Do niedawna mieszkali w nim ludzie, pomieszczenia wynajmowane są dla prywatnych firm, działa tu miejski ośrodek kultury i nauki dla młodzieży. Na szczęście niedawno odnowiono wieżę widokową, gdzie turyści mogą wejść bezpłatnie.


Szkoda, że jaworskie krajobrazy można oglądać jedynie przez małe okienka, ale już samą frajdę stanowiła wspinaczka na szczyt bo krętych schodkach.


Na pierwszym planie południowo - wschodnie skrzydło zamku (miejsce zebrań stanów księstwa świdnicko - jaworskiego).


Na przestrzeni wieków urządzono w zamku przymusowy dom pracy, zakład dla umysłowo chorych, a w końcu więzienie.



W czasie II wojny światowej więziono tu uczestniczki ruchu oporu z Norwegii i Francji. Po 1945 r. do zamku trafiali członkowie opozycji, którzy najczęściej byli niewinni. Za niewielką opłatą (2 zł bilet normalny, 1 zł bilet ulgowy) można zwiedzić 2 cele. 


W pierwszej z nich umieszczono wspomnienia więźnia: Stanisława Wesołowskiego.


W drugiej izbie można obejrzeć filmy multimedialne i przyjrzeć się sali, gdzie cierpiały i umierały za wolność, sprawiedliwość i pokój kobiety francuskie.


Doskonałym pomysłem było przeznaczenie jednego pomieszczenia na wystawy związane z Jaworem. My trafiłyśmy akurat na kosmiczną :) XVII wieczna przebudowa zamku - wg pomysłu starosty von Nostitza, miała upodobnić go do rezydencji cesarskiej w Wiedniu. Mężczyzna zaraz po remoncie zmarł, ale zdążył przenieść do obiektu swoją niesamowitą bibliotekę. Wśród jego zbiorów znalazł się rękopis ,,De revolutionibus orbium celestium" Mikołaja Kopernika. Pamiątkę wywieziono jednak do Pragi.


Tuż po dokładnym poznaniu miasteczka udałyśmy się do domku Moniki, aby ogarnąć się do koncertu Mroza, który występował w Jaworze z okazji Święta Chleba i Piernika. To był szalenie miły dzień, serdecznie dziękuję dziewczynom za towarzystwo i wspaniałą gościnę ^^

sobota, 19 września 2015

Niechciani

Siemanko!
Dzisiaj recenzja książkowa :)





   Tytuł: ,,Niechciani"
   Autor: Yrsa Sigurdardottir
   Okładka: miękka ze skrzydełkami
   Ilość stron: 336
   Rok wydania: 2014








Fabuła:
         Akcja toczy się dwutorowo. W czasach teraźniejszych głównym bohaterem jest Odinn, który musi zmienić swoje życie o 180 stopni, z powodu śmiertelnego wypadku byłej żony - mężczyzna z weekendowego tatusia przeobraża się w prawdziwego ojca. Odinn zmienia pracę, dostaje zlecenie zbadania warunków panujących w (prowadzonym ponad 30 lat wcześniej) domu wychowawczym w Kókur. W tym samym czasie czytelnik poznaje mroczną historię z lat 70, kiedy młoda sprzątaczka Aldis jest świadkiem przerażających scen dziejących się w przygnębiającym miejscu, gdzie wysłani zostali chłopcy w ramach odbywania kary. Czy Odinn odkryje tragiczną prawdę dotyczącą placówki socjalizacyjnej? Czy to możliwe, żeby bohater miał coś wspólnego z tymi strasznymi wydarzeniami? 

       Powieść przypadła mi do gustu. Autorka miała świetną koncepcję, aby przedstawić dwie opowieści na przemian, bo dzięki temu zabiegowi napięcie rosło i czasami moje emocje sięgały zenitu. Zawsze dreptałam bohaterom po piętach i kiedy byłam już blisko poznania kolejnej ciekawej tajemnicy, pisarka (o szalenie trudnym nazwisku) natychmiast zmieniała płaszczyznę wypadków. Lekturę przeczytałam bardzo szybko, podobała mi się fabuła i smutne postaci poruszające się po szarym tle. Oryginalny pomysł umieszczenia ostatniego rozdziału na początku dzieła oceniam pozytywnie. Czy to jest jednak książka grozy? Nie jestem pewna, raczej się nie bałam, kapcie z nóg z wrażenia też mi nie spadły. Śledziłam losy bohaterów z zainteresowaniem, obstawiałam kilka zakończeń, a jednak okazało się być ono wielką niespodzianką. Przyznam, że spodziewałam się mocniejszego uderzenia, finał zaskoczył mnie, ale nie przekonał. 
       Thriller polecam miłośnikom intrygujących historii z ponurymi wątkami, które trudno rozgryźć. Chętnie obejrzałabym ekranizację ,,Niechcianych", spodziewałabym się mocnego filmu zrealizowanego na podstawie dzieła Sigurdardottir, zatem cierpliwie poczekam :) Książce przyznaję 6.5/10.

wtorek, 15 września 2015

Żyć nie umierać

Cześć!
Dzisiejsza recenzja dotyczyć będzie polskiego filmu, który ostatnio obejrzałam w kinie.




  Tytuł: ,,Żyć nie umierać"
  Reżyseria: Maciej Migas
  Rok produkcji: 2015
  Gatunek: komedia, dramat obyczajowy
  Czas trwania: 1.25 h









Fabuła:
         Polski celebryta dowiaduje się, że ma nowotwór płuca i pozostały mu tylko 3 miesiące życia. Bartosz Kolano chce wykorzystać ostatnie chwile ziemskiej egzystencji na przyjemności oraz naprawę relacji z rodziną oraz przyjaciółmi. Czy mężczyzna zdąży pogodzić się z najbliższymi? Czy dawne grzechy zostaną mu przebaczone?

        Postaci kreowane przez Tomasza Kota bardzo lubię. Świetnie zagrał główne role w ,,Skazanym na bluesa" czy ,,Bogowie". Uważam, że w ,,Żyć nie umierać" aktor także spisał się doskonale. W zasadzie to on uratował film, bowiem scenariusz był niestety beznadziejny. Na początku filmu zdenerwował mnie już wątek homoseksualny. Zaczynam mieć naprawdę dość poprawności politycznej. Czy w każdej kolejnej produkcji lub nowej książce muszą występować geje/lesbijki? Ogarnia mnie lekka irytacja...
        Generalnie fabuła nie miała ani ładu ani składu. Kilka motywów było niepotrzebnych, akcja wlokła się niemiłosiernie. Po wyjściu z seansu nie miałam żadnych refleksji. Moim zdaniem ,,Żyć nie umierać" to jeden z tych filmów, o których szybko się zapomni. Co prawda, podobno dzieło inspirowane jest historią zmarłego w 2009 aktora Tadeusza Szymkówa, lecz zasadnicze różnice w życiorysach nie przekonały mnie do kinowej opowieści.
        Jedynie kilka fragmentów przypadło mi do gustu m.in. nawiązanie do alkoholizmu (strasznej choroby) czy braku rodzinnego porozumienia - na pojednanie często jest już za późno. Do produkcji idealnie pasuje cytat z wiersza ks. Twardowskiego ,,Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą, zostaną po nich buty i telefon głuchy...". Dopiero kiedy umrzemy, do najbliższych dotrze, że nigdy już z nami nie będą mogli porozmawiać, wybaczyć. Przerażający jest fakt, że zazwyczaj dzieci mając tragiczny obraz awantur w domu, popełniają błędy rodziców i jako partnerów znajdują sobie osoby podobnie skłonne do uzależnień, więc ich piekło się powtarza.
         Podobała mi się doborowa obsada. Najciekawsze role zagrali znakomici polscy aktorzy: Janusz Chabior, Jacek Braciak, Ireneusz Czop, Magdalena Walach, Adam Woronowicz, Agnieszka Wosińska, Ewa Gawryluk. Uważam, że ,,Żyć nie umierać" to film ciekawy, jednak charakteryzuje do zmarnowany potencjał, więc jest po prostu przeciętny. Moja ocena: 5/10.

sobota, 12 września 2015

Nie do pary

Hej!
Zapraszam na recenzję książkową :)




   Tytuł: ,,Nie do pary"
   Autor: Ewa Nowak
   Okładka: miękka
   Ilość stron: 351
   Rok wydania: 2015









Fabuła:
          Aleksander jest uczniem klasy licealnej. Ma przyjaciela Gawła, lubi złościć swoją mamę i ciągle się zakochuje. Alek nie potrafi zdecydować z którą z dziewczyn chce się spotykać, więc umawia się z 3 jednocześnie, a w międzyczasie flirtuje też z innymi. Czy jego krętactwa wyjdą na jaw? Czy bohater pogodzi się w końcu ze swoją matką?

            Książkę przeczytałam w ciągu jednego dnia. Pomimo tego, że jest to powieść dla młodzieży, świetnie spędziłam z nią czas. Lektura charakteryzuje się dużym drukiem i humorystycznymi opisami, które powodowały, że często się śmiałam. 
             Perypetie nastoletniego chłopca były niezwykle interesujące. Aleksander nie miał rodzeństwa, bogaci rodzice spełniali wszystkiego jego zachcianki. Niestety, mama Alka wymagała od syna nieustannej nauki, opowiadała znajomym, że ukochany Aluś jest geniuszem, najmądrzejszym ze wszystkich dzieci (znam to z autopsji, jedynacy.. łączmy się w bólu). Chłopiec czuł się bardzo zagubiony, bał się kiedy dostał gorszą ocenę, a jego rówieśnicy szydzili z niego perfidnie.
               Główny bohater miał 3 dziewczyny, jednak nawet nie planował ich poderwać. Karina, Agata i Iza same podjęły inicjatywę i walczyły o Aleksandra. Licealista nie mógł się zdecydować na poważny związek z żadną z nich, a jego ukochane były tak głupie, że albo akceptowały, że nie są tą jedyną albo udawały, że nie widzą jego chamskiego zachowania.
             Bawiły mnie szkolne przygody Alka, jego relacje rodzinne czy przyjaźń z Gawłem. Koniec książki trochę rozczarował - przedstawił nastolatki w negatywnym aspekcie. Spodziewałam się, że zmądrzeją, ale miłość potrafi być tak ślepa, że niektórzy nie mają problemu, aby wybaczyć ukochanemu naganne wybryki. Szkoda, że bohater nie dostał nauczki, niestety życie najczęściej bywa niesprawiedliwe. 
            Książka idealnie się nadaje na okres wakacyjny, czyta się ją szybko i nie trzeba przy niej wiele myśleć. Gdy byłam młodsza często sięgałam po dzieła Ewy Nowak, miło było ponownie powrócić do jej twórczości. Moja ocena: 7/10. 

,,Nie do pary" bierze dział w wyzwaniu POLACY NIE GĘSI III

niedziela, 6 września 2015

Denko 27 - sierpień

Hej!!
Dzisiaj przedstawię Wam moje kosmetyczne zużycia z sierpnia :)


1. Farba do włosów Syoss: 6-76 kolor złocista miedź




Cena za jedno opakowanie ok. 11 zł. Oto jaki kolor obiecuje producent:






Hahaha, to był kiepski żart dotyczący odcienia. Chciałam mieć rudą fryzurę jak dwa lata temu, ale oczywiście ówczesnej farby już nie było, więc zakupiłam powyższą. Mam długie włosy, potrzebuję obecnie dwóch opakowań. Farbę trzymałam na czuprynie ok. 2 h., bo w międzyczasie miałam gościa i 2 telefony, przestraszyłam się, że kolor może być zbyt intensywny po takim czasie oczekiwania. Cóż.. uzyskany odcień mnie nie zadowolił. Moje blond włosy dalej były blondem, może trochę wpadającym w ton truskawkowy. Po kilku myciach, kolor spłukał się... Nie polecam tej farby, obok rudej barwy to ona nawet nie stała.
Czy kupię ponownie? Nie

2. Balsam do ciała z mleczkiem kokosowym i płatkami jaśminu
Kosmetyk wygrałam w konkursie. Pachniał cudownie, wspaniale nawilżał skórę, nie uczulał. Mam tylko jedno zastrzeżenie do opakowania; żałuję, że nie mogłam wycisnąć resztek produktu, bo pudełko było niemożliwie twarde
Czy kupię ponownie? Nie wiem




 
3. Odżywka do włosów w sprayu wzmacniająca Herbal Care Farmona

Cena ok. 8 zł - włosy zniszczone i wypadające. Ta wersja odżywki zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu niż normalizująca. Miała miły zapach, pomagała przy rozczesaniu fryzury. Niestety, wypadanie włosów nie zmniejszyło się. Spray jakich wiele, przeciętniak.



Czy kupię ponownie? Nie





 
4. Płyn do demakijażu z wyciągiem z bławatka 125ml Yves Rocher
Kupiłam po cenie promocyjnej ok. 7 zł. Kosmetyk polubiłam, rewelacyjnie usuwał nawet wodoodporny makijaż. Miał 2 warstwy, po niedokładnym wstrząśnięciu pozostawiał tłustą powłokę, ale generalnie lubię tego typu płyny, więc ten fakt mi nie przeszkadzał. Płyn nie uczulał, szkoda jedynie, że był mało wydajny.
Czy kupię ponownie? Tak





 
5.  Krem do rąk Anida - witamina A + E (glicerynowo - cytrynowy)
Cena - ok. 4 zł. Produkt wykonywał swoje zadania poprawnie: natłuszczał dłonie i dostarczał im witamin, do tego bardzo tani.

                                                      Czy kupię ponownie? Tak






6. Woda toaletowa 100 ml wanilia Yves Rocher
Cena promocyjna ok. 25 zł. Uwielbiam słodki, waniliowy zapach tej wody, który długo utrzymuje się na skórze ^^ To już moja druga skończona buteleczka.
Czy kupię ponownie? Tak

 
7. Zmywacz do paznokci bezacetonowy nabłyszczający z olejkiem - migdałowy (Missy) 
Cena ok. 6 zł.  Nie wyczułam żadnej woni migdałowej, do tego produkt wysuszał mocno skórki wokół paznokcia. Usuwał lakier bez zarzutu.
Czy kupię ponownie? Nie



8. Lakier do paznokci Wibo - efekt matowego piasku
Kosmetyk wygrałam, był moim hitem wakacyjnym. Długo się trzymał, nie miałam wielkich problemów z jego zmyciem. Kolor dla mnie idealny.
Czy kupię ponownie? Tak

9. Chusteczki odświeżające 15 sztuk Go Pure - 15 sztuk
Cena opakowania x3 ok. 5 zł. Chusteczki pachniały wiśniami, ale trochę zbyt mocno. Nosiłam je w torebce i wycierałam zanieczyszczone dłonie, czasem służyły do zmycia makijażu.
                                                                                    Czy kupię ponownie? Nie

10.  Płatki kosmetyczne Carea 120 sztuk
Cena ok. 3 zł. Moje ulubione - nie rozwarstwiające się, mięciutkie.
Czy kupię ponownie? Tak

11. Pasta do zębów blend-a-med complete 7
Cena ok. 7 zł. Pasta charakteryzowała się delikatnym miętowym smakiem, dobrze się pieniła, nie wybielała zębów.
Czy kupię ponownie? Nie wiem

12. Próbka zapachu wody toaletowej Yves Rocher Moment de Bonheur
Powstał z połączenia kwiatowych nut róży stulistnej z Grasse oraz wyciągu z jabłka i cedru. Zapach podobał mi się, był delikatny, kobiecy i trwały.
Czy kupię ponownie? Nie wiem


13. Próbka zapachu wody toaletowej Yves Rocher So Elixir (drzewno-kwiatowo-owocowa)
Nuta głowy: bergamotka Nuta serca: absolut z jaśminu, róża damasceńska Nuta głębi: paczula, bób tonka, kadzidła. Jak dla mnie woń trochę za ostra, średnio trwała.
Czy kupię ponownie? Nie wiem 


W sierpniu udało mi się ponowie trochę zaoszczędzić, wydałam na kosmetyki pierwszej potrzeby 48 zł. Znacie coś z mojego denka? :) Życzę miłej niedzieli, ja właśnie pędzę na swoją zmianę w komisji do referendum. Mam nadzieję, że skończymy prędzej niż rok temu... o 9 następnego dnia rano :)