piątek, 31 lipca 2015

Kiedy cię poznałam

Siemanko!
Czas na recenzję książkową popularnej irlandzkiej pisarki :)




   Tytuł: ,,Kiedy cię poznałam"
   Autor: Cecelia Ahern
   Okładka: miękka ze skrzydełkami
   Ilość stron: 416
   Rok wydania: 2015









Fabuła:
         34 letnia Jasmine jest typową bizneswoman, kobietą sukcesu. Niespodziewanie, zostaje zwolniona z pracy, co powoduje, że jej życie zmienia się diametralnie. Bohaterka zmuszona pozostać na rocznym urlopie ogrodniczym spostrzega, że jej dotychczasowa egzystencja była smutna i niewiele warta. Kobieta z nudów podgląda mieszkającego naprzeciwko sąsiada - znanego prezentera radiowego, który jest alkoholikiem i terroryzuje swoją rodzinę. Czy dziewczyna będzie w stanie pomóc Mattowi? Czy Jasmine odnajdzie upragnione szczęście w życiu?

       Książka ,,Love, Rosie" skradła moje serce, jednak ,,Kiedy ciebie poznałam" trochę mnie rozczarowała. Zacznę od krytyki obwoluty. Ten kto ją projektował nie miał pojęcia o czym jest lektura, bo naprawdę nie wiem, kim jest okładkowa para - zapewne zakochanymi skopiowanymi z jakiegoś romansu (wszak Jasmine miała czerwone włosy i narzeczonego Mulata). Zachęcający napis ,,Czasem tylko jeden mały krok dzieli nienawiść od miłości" bardzo mnie zastanowił, nie potrafię znaleźć jego odniesienia do żadnej z treści w książce, więc WTF??!!
          Powieść jest tak naprawdę o wszystkim i o niczym. Autorka opisuje relacje głównej bohaterki z siostrą, która urodziła się z zespołem downa. To ważny temat, jednak zginął w tłoku innych wątków. Czytelnicy poznają także nową rodzinę ojca Jasmine, jej przyjaciółkę Caroline, przyszywanego kuzyna 34 letniej dziewczyny - kochającego ją do szaleństwa czy Monday'a - doskonałego partnera Jasmine.
          Najważniejszymi osobami w książce są sąsiedzi przygnębionej bohaterki: Matt mający problem z odstawieniem alkoholu, bardzo samotny doktor James, starsze małżeństwo czule się sobą opiekujące.. Okazuje się, że Jasmine niesłusznie oskarżała mieszkające nieopodal osoby o nudę, czuła się lepsza od innych, dopiero na urlopie zorientowała się, że wszyscy mają dobre serce. 
          Ważnym elementem powieści jest ogród. Bohaterka mając 29 lat postanowiła zabetonować zieleń, uważała, że nie ma czasu na pielęgnowanie pierdół. Dziewczyna zrozumiała swój błąd po dłuższych rozmyśleniach i rozpoczęła proces przywracania trawnika. Odnalazła w sobie geny dziadka - działkowicza, oddającego swoje serce roślinkom. 
        Lektura napisana została ręką Jasmine, która swoje myśli kierowała do Matta. ,,Kiedy cię poznałam" to ciepła opowieść, przeczytałam ją w ciągu jednego dnia, jednak bez większych wzruszeń. Czasami nawet ziewałam przy niej z nudów. Bohaterkę polubiłam, ale momentami jej życie mnie denerwowało. Rozumiem, że jak każdy z nas musiała odnaleźć własne ja, w końcu wysnuła słuszne wnioski, że praca nie jest najważniejsza. Nie mniej jednak, Polacy zazdroszczą książkowym postaciom, które rok czasu mogą spędzić na urlopie opłacanym przez szefów, cóż widocznie to normalka. Ponadto, Jasmine w wieku 34 lat miała już ogromny dom z 4 sypialniami, kupiła także mieszkanie siostrze. Heather objęta pomocą opieki specjalnej uczęszczała na terapeutyczne sesje, jako osoba z zespołem downa nie miała problemów ze znalezieniem pracy. O uwagę głównej bohaterki walczyło 2 przystojnych wielbicieli, ale ona i tak przespała się z byłym chłopakiem. Dopełnieniem sielanki było poznanie wspaniałego przyjaciela, który przyczynił się do zmiany poglądów zagubionej Jasmine. Powieść czytało się bardzo szybko, lecz jest ona zwykłym przeciętniakiem. Na koniec przytoczę jeszcze cytat, który bardzo mi się spodobał - ,,Kiedy gąsienica myślała już, że świat się skończył, stała się motylem.” Moja ocena 6/10.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Olo na Atlantyku - kajakiem przez ocean

Hej!
       Dzisiaj zapoznam Was z Aleksandrem Dobą oraz jego książką. Zapewne większość osób interesujących się chociaż trochę podróżami słyszało ile szumu powstało kilka miesięcy temu wokół niskiego, starszego pana. Doba był gościem w radio i telewizji, udzielał mnóstwo wywiadów prasie, jego profil można odnaleźć także m.in. na facebooku. Miałam szczęście przywitać się z kajakarzem w lutym podczas Międzynarodowych Targów Turystycznych we Wrocławiu. Mężczyzna z uśmiechem rozdawał zdjęcia i autografy, cierpliwie spoglądał na niekończącą się kolejkę fanów (w przeciwieństwie do naburmuszonej i niesympatycznej Pawlikowskiej, którą spotkałam w Hali Stulecia dzień wcześniej).
       Aleksander Doba urodził się w Poznaniu, gdzie mieszkał 29 lat, potem przeprowadził się do Polic. Z zawodu jest inżynierem mechanikiem. Mężczyzna miał w życiu wiele pasji m.in. turystykę górską, szybownictwo, kolarstwo, a jednak to kajakarstwo stało się najbliższe jemu sercu. W wieku 34 lat Doba zainteresował się spływami kajakowymi, które doprowadziły go do ogromnego sukcesu trzy dekady później. Znane są jego wyprawy: ,,Kajakiem przez Niemcy i dookoła Danii z Polic do Polic", ,,Kajakiem dookoła Bałtyku z Polic do Polic" czy ,,Kajakiem za koło podbiegunowe północne z Polic do Narwiku". Na przełomie lat 2010 i 2011 podróżnik jako pierwszy człowiek na świecie przepłynął Atlantyk z Afryki do Ameryki Południowej. Kilku śmiałków innych nacji dokonało wcześniej już podobnych rekordów lecz płynąc z wyspy na wyspę, natomiast Doba został pierwszym kajakarzem, którzy przepłynął ocean dzięki wyłącznej sile mięśni z kontynentu na kontynent! Dwa lata później, Polak mógł się już pochwalić kolejnym rekordem przedostajnia się z Europy do Ameryki Południowej. Szczególny szacunek należy mu się ze względu wiek, bowiem Poznaniak w tym roku skończy 69 lat. Okazuje się, że chcieć to móc i żadne przeszkody nie są w stanie przerwać niebezpiecznego hobby, jeśli tak mocno się je kocha (nawet to, że sportowiec bardzo słabo słyszy).  Doba dał nadzieję na spełnianie marzeń nie tylko młodszym ale i starszym osobom, które już dawno straciły nadzieję kontynuacji swoich pasji. Za wspaniałe sukcesy kajakarz został nagrodzony prestiżowym tytułem Podróżnika Roku 2015 National Geographic - głosowali na niego ludzie z całego świata!

Czas na książkę:




 Tytuł: ,,Olo na Atlantyku - Kajakiem przez ocean"
 Autor: Aleksander Doba
 Ilość stron: 293
 Rok wydania: 2012
 Okładka: miękka ze skrzydełkami











          Książka przybliżyła mi osobę podróżnika, który szczegółowo opisał przebieg swojej wyprawy przez Atlantyk z Afryki do Ameryki Południowej. Jestem pod wrażeniem ogromnej wiedzy Doby z zakresu geografii, fizyki, techniki. Dzięki niemu poznałam wiele ciekawostek: m.in. jak powstają chmury i fale oraz ich podział, w jaki sposób można obliczyć odległość pioruna bądź czym jest zjawisko bioluminescencji.
         Podróżnik przedstawił budowę kajaku oraz czynniki przyrody, które przeszkadzały mu w przepłynięciu wybranej trasy. Złośliwe prądy i wiatry nie pozwalały Dobie na spokojne wiosłowanie, wielokrotnie znosiły jego pojazd wodny w przeciwnym kierunku. Autorowi podczas nietypowej wycieczki towarzyszyły ptaki, rekiny, delfiny, drapieżne ryby (spoglądające na bohatera nawet podczas porannej toalety, gdy musiał wystawiać tyłek za burtę). Czasami Doba spotykał na swojej drodze statki. Sportowiec miał przy sobie telefon, butle gazowe, specjalnie foliowane jedzenie, zdjęcia rodziny, pamiętnik i inne rzeczy, które pozwoliły mu przetrwać na oceanie. Warunki pogodowe były rzadko korzystne, małym kajakiem rzucały nawet aż 8 metrowe fale! Mały domek bohatera nie zawierał wiele miejsca, więc bohater musiał spać skurczony w zgiętej pozycji. Temperatura powietrza oscylowała ok. 40 stopni, mężczyzna ciągle cierpiał na bezsenność, zazwyczaj drzemał nocą ok 4-5 h w dwóch ratach. Podróżnik zmagał się z zapaleniem spojówek, bolącą wysypką (Atlantyk jest 5 razy bardziej słony od Bałtyku!) - sól wżerała mu się w rany spowodowane wiosłowaniem. Jeszcze w Senegalu miał trudności z biurokracją, sprytnie oszukał urzędników, że miał zamiar płynąć wzdłuż Afryki a nie do Ameryki Południowej. Jego dłuższy pobyt w Dakarze i ślady po komarzycach straszyły go wizją malarii. Ciekawostką jest, że w Polsce nikt nie zdecydował się ubezpieczyć Doby ani jego kajaka, twierdząc, że jego szaleńczy plan nigdy się nie uda. Żona błagała ukochanego, aby nie wyruszał w tak niebezpieczną podróż, wielu znajomych nie wierzyło w jego szczęśliwy powrót.
           Kajakarz dopłynął do swojego celu w ciągu szacowanych 100 dni. Był bardzo zmęczony, niewyspany, wychudzony (stracił na wadze 14 kg), a pomimo tego nigdy nie skarżył się na przeciwności losu. Pełen optymizmu realizował swoje marzenie, a cytat ,,Ja nie pokonałem Atlantyku. Ja tylko nie dałem mu się pokonać" spowodował, że społeczeństwo pokochało starszego mężczyznę za prawdziwą skromność.
          Tuż po dotarciu do Brazylii, Doba szybko zdecydował się na kolejny etap wyprawy: Z Ameryki Południowej do Północnej. Planował dopłynąć do Waszyngtonu z kilkoma przystankami m.in. na Bermudach. Niestety jego plan pokrzyżowały huragany oraz dwie zbrojne napaści w Peru. Sterroryzowany z przyłożonym do głowy rewolwerem - Doba musiał oddać cenny sprzęt, cudem nie stracił życia. Pomimo tak strasznych przeżyć, dwa lata później odważny bohater postanowił przepłynąć Atlantyk ponownie. Jestem pełna szacunku dla naszego kajakarza, to zdecydowanie duma narodowa, której nie wypada nie znać!
          Niestety, książka została napisana w sposób bardzo chaotyczny. W związku z tym, że 100 dni na oceanie nie obfitowało w wiele wydarzeń, autor przedstawiał najprostsze czynności jak np. parzenie kawy bardzo obrazowo. W lekturze dominowało mnóstwo przemyśleń Doby na temat warunków pogodowych czy rodziny. Często wspominał podróżnik swoje wyprawy z wcześniejszych lat. Wszystkie zagadnienia nie były uporządkowane, czasami się powtarzały. Największym minusem dzieła jest jednak szalenie mała czcionka. Minimalny druk męczył oczy, a przez nudniejsze momenty bardzo ciężko mi było przebrnąć. Żałuję także, że książka nie zawiera żadnych zdjęć! Lektura podróżnicza bez choćby kilku fotografii to ogromny błąd. ,,Olo na Atlantyku - Kajakiem przez ocean" czytałam 2 miesiące, nie jest to egzemplarz, który można szybko skończyć, trzeba dokładnie śledzić jego treści. Pomimo kilku minusów, nie żałuję czasu spędzonego z książką. Podczas lektury przeżywałam przygody wspólnie z Dobą, czułam się jakbym siedziała obok niego na kajaku. Moja ocena dzieła to: 6.5/10.

,,Olo na Atlantyku - Kajakiem przez ocean" bierze dział w wyzwaniu POLACY NIE GĘSI III

piątek, 24 lipca 2015

Birdman

Cześć!
Dzisiaj recenzja filmu obsypanego tegorocznymi Oscarami.





Tytuł: ,,Birdman:
Reżyseria: Alejandro González Iñárritu
Czas trwania: 2 h.
Gatunek: dramat
Rok produkcji: 2014








Fabuła:
        Riggan Thomson to aktor znany z cyklu filmów o super bohaterze ,,Birdmanie". Artysta chce dokonać czegoś więcej, aby zostać zapamiętanym przez ludzkość jako osoba wszechstronna. Mężczyzna postanawia wystawić sztukę na Broadwayu, gdzie zagra główną rolę.

         Produkcja cechowała się oryginalnością. W rolę Riggana wcielił się rewelacyjny Michael Keaton znany publiczności z doskonałych kreacji Batmana. Można wysnuć wniosek, że ,,Birdman" miał stać się uhonorowaniem jego kariery. Keaton podobnie jak filmowy Riggan tuż po serii filmów o herosie z nadludzką siłą zauważył słabnącą popularność, a społeczeństwo przez lata kojarzyło go głównie z latającym bohaterem. Za swoją grę aktor dostał nominację do Oscara, nagrodę otrzymał jednak Eddie Redmayne (Teoria Wszystkiego).
       Keaton zagrał fantastycznie, ale dużo bardziej podobała mi się postać drugoplanowa Mika, którą wykreował Edward Norton. Sceny z jego udziałem zapadły mi w pamięć, a moment w którym mężczyzna przyznał się, że całe jego życie to fałsz i tylko w teatrze może przestać udawać kogoś kim nie jest, szalenie przypadł mi do gustu. Wyróżnić pragnę także Emmę Stone w roli Sam. Jej przemowa do ojca o pragnieniu bycia ważnym przez każdego człowieka była genialna - Stone przekazała mnóstwo emocji. Norton i Stone słusznie zostali uhonorowani nominacjami do Oscara. Przyznam, że jeszcze jeden aktor z obsady zrobił na mnie pozytywne wrażenie - to Zach Galifianakis jako Jake. Artysta znany głównie z głupich ról komediowych, w końcu miał szansę zaistnieć w ambitnej roli, która mnie bardzo zaskoczyła.
          Film zawierał wiele mądrych kwestii. Na pewno ciekawa była walka głównego bohatera z własnym ego. Monolog wewnętrzny ze swoim drugim ja znany jest chyba każdemu z nas. Nigdy nie wiemy, czy działamy dobrze, coś nas powstrzymuje albo nakłania do odwagi. Riggan nie potrafił przestać analizować swojego życia. 
       Interesująco przedstawiono współczesne problemy naszego świata. Pani krytyk oceniła negatywnie spektakl pomimo, że wcale go jeszcze nie widziała. To często od jednej uznanej osoby zależy uznanie całego świata, jeśli wybrany autorytet sztukę potępi - nagle wszyscy się z nim zgodzą, nawet jeśli publiczności występ się spodobał. ,,Birdman" wyśmiewa aktualną moc Internetu. Nikogo nie obchodzi jak aktorzy grają w teatrze, najważniejsze są prywatne wyświetlenia na youtube, zdjęcia na facebooku (najlepiej ze szpitala), twitter. Za brak kont na znanych portalach można zostać wyśmianym. Aby zostać zapamiętanym, trzeba zrobić coś głupiego (np. chętnie się rozebrać), szarzy ludzie nie mają szans na karierę - zawsze wygrają ci bezwzględni z ogromnym parciem na szkło, dla których nie liczą się żadne bariery. Mike powiedział w filmie ważne zdanie: ,,Popularność jest tylko kuzynką prestiżu". W obecnych smutnych czasach, celebryci rządzą światem, a rekordy oglądalności podbijają płytkie komedie czy tandetne reality show.
            Istotą dramatu była także więź pomiędzy córką i ojcem. Riggan odnoszący sukcesy jako Birman nie miał dla Sam, nie interesował się jej losem. Dziewczyna nie mogła nigdy liczyć na pomoc swojego taty, więc szybko uzależniła się od narkotyków i znalazła się na odwyku. Dzieci bogatych rodziców mają wiele pieniędzy, ale często brakuje im miłości, ciepła rodzinnego.
           W produkcji moją uwagę zwróciło również ciekawe przedstawienie ulic Nowego Jorku. Kiedy nocna kamera wędrowała za bohaterami, bałam się mrocznych ciemni i podejrzanych przechodniów - nierzadko pijanych lub chorych psychicznie. Podobało mi się również atrakcyjne ukazanie Broadwayu, często czułam się jakbym nie film oglądała lecz teatr.
           ,,Birdman" posiadał jednak również wady. Moim zdaniem był zbyt długi, wiele momentów nudziło mnie i irytowało. Elementy fantastyczne nie zrobiły na mnie tak fantastycznego wrażenia jak na innych widzach, wręcz przeciwnie.. latanie głównego bohatera wydawało mi się być trochę śmieszne. Scena finałowa mnie zaskoczyła. Rozumiem, że zakończenie otwarte miało wywołać szum, ale naczytałam się w Internecie tylu nadinterpretacji, jakby ludzie na siłę starali się odkryć znaczenie ostatnich minut. Dodatkowo, denerwował mnie podkład muzyczny produkcji. Perkusja odnalazła się wspaniale w ,,Wishplash", ale do dzieła Iñárritu raczej nie pasowała. Film oceniam pozytywnie, jednak nie jest arcydziełem. Nie każdy trudny w odbiorze dramat musi być mistrzostwem, bardziej spodobały mi się inne wcześniej obejrzane przeze mnie produkcje nominowane do Oscara jak: ,,Grand Budapest Hotel", ,,Whiplash" czy ,,Gra Tajemnic". ,,Birdman" nie wywołał we mnie tylu emocji jak jego kontrkandydaci do prestiżowej nagrody. Film otrzymał 4 oscarowe statuetki w kategoriach za: za najlepszy film, najlepszy scenariusz oryginalny, najlepsze zdjęcia i najlepszy reżyser. Moja ocena 7/10.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Meksyk

Hej!
Dzisiaj u mnie recenzja książki mojej ulubionej polskiej podróżniczki :)




   Tytuł: ,,Meksyk" (mini seria ,,Kobieta na krańcu świata")
   Autor: Martyna Wojciechowska
   Okładka: miękka
   Ilość stron: 140
   Rok wydania: 2013









          Na swoją kolejną wyprawę, Wojciechowska zabiera czytelników do Meksyku. Wstęp książki zawiera najważniejsze fakty historyczne i geograficzne amerykańskiego państwa oraz miejsca, jakie koniecznie należy odwiedzić podczas podróży w Meksyku.
         Meksykańskie Stany Zjednoczone są ojczyzną Indian, za najbardziej znanych uważa się Majów czy Azteków. Niestety, Herman Cortes wraz ze swoją hiszpańską gwardią zabrał tubylcom ziemie, dokonał rzezi na bezbronnych cywilach i w 1530 r. doprowadził do uzależnienia Meksyku od Hiszpanii. Kilkaset lat później USA zawłaszczyły sobie meksykański Teksas oraz inne stany, co doprowadziło do wybuchu wojny. Sytuację wykorzystali Francuzi, którzy opanowali Meksyk. Kolejne smutne lata zostały zdominowane przez krwawych dyktatorów - ich rządy doprowadziły do rewolucji.
            Powierzchnia Meksyku zajmuje 14 miejsce pod względem wielkości wśród wszystkich państw świata, to także jeden z najbardziej sejsmicznych obszarów na kuli ziemskiej. W amerykańskim państwie mieszka 116 mln. obywateli, co według statystyk daje 11 miejsce wśród najbardziej zaludnionych istniejących krajów. Meksyk nie jest bezpiecznym miejscem ze względu na groźne mafie narkotykowe. Podstawą kuchni meksykańskiej są: fasola, kukurydza i chili, mieszkańcy jedzą wszystkie potrawy na bardzo ostro. W kalendarzu amerykańskiego państwa jest 5 tysięcy fiest! Meksykanie niemal codziennie imprezują, a podstawą ich życia jest sjesta. Napój narodowy to Tequilla, której składnikiem są kaktusy, a piramidy w Teotihuacan dorównują swoją wielkością tym najbardziej znanym - egipskim. W Meksyku znajduje się najstarsze drzewo na całej kuli ziemskiej, które ma ponad 1,6 tys. lat, jednak cyprys Montezumy zaczyna obumierać - wcale nie ze względu na wiek czy warunki atmosferyczne... lecz poprzez zanieczyszczenia środowiska.
           Bohaterką książki jest 24 letnia Hilda Tenorio. Dziewczyna jest jedną z dwóch Meksykanek zajmującymi się walką z bykami. Corrida to sport narodowy w Meksyku, który jest najbardziej popularną dyscypliną i ogromnym biznesem (chociaż dużo mniejszym niż w Hiszpanii). Ogromnym marzeniem niskiej i szczupłej Hildy było otrzymanie stopnia matadora - umożliwiającego zadanie śmiertelnego ciosu bykowi na scenie. Kobieta od dziecka pasjonowała się tym zajęciem, ale nie przeszkodziło jej to wcale w zdobyciu magistra z prawa karnego. Wojciechowska przytacza wiele ciekawostek z dziedziny corridy. Byki są specjalnie krzyżowane i selekcjonowane do niebezpiecznych walk, to potomkowie turów. Przed wyjściem na piasek zwierzęciu przeciera się oczy wazeliną, żeby mniej widziało, przycina rogi. Często do sportu dodaje się także jeźdźców konnych, którzy rozjuszają byki lecz szacuje się, że podczas wszystkich pokazów zginęło nawet dużo więcej koni niż byków. To bardzo niebezpieczna praca, Hilda w wieku 17 lat zapłaciła za swoją pasję niemal życiem, pozostała jej na twarzy wielka blizna. Autorka zastanawia się nad znaczeniem modnych walk, tradycje są ważne, ale czy niehumanitarne zabijanie zwierząt konających długo w męczarniach ma sens?
          Książkę przeczytałam bardzo szybko - jadąc pociągiem. Uwielbiam styl pisania Wojciechowskiej, podobały mi się także wspaniałe zdjęcia. Moja ocena: 8/10.

Lektura bierze udział w wyzwaniu POLACY NIE GĘSI III

sobota, 18 lipca 2015

Dziewczyna warta grzechu

Cześć! W końcu trochę się ogarnęłam, mogę powrócić do regularnego blogowania :))
Dzisiejszym tematem dnia będzie notka filmowa.




   Tytuł: ,,Dziewczyna warta grzechu"
   Reżyseria: Peter Bogdanovich
   Gatunek: komedia
   Czas trwania: 1.33 h
   Rok produkcji: 2014









Fabuła:
         Słynny amerykański reżyser od wielu lat zdradza swoją żonę z prostytutkami, którym oferuje tysiące dolarów w zamian za obietnicę porzucenia przez nich niewdzięcznej pracy. Niespodziewanie, Isabella - marząca o karierze aktorki - po spędzeniu upojnej nocy z Arnoldem otrzymuje zaproszenie na casting, gdzie wcielić ma się w główną rolę na Broadwayu. Sytuacja wymyka się spod kontroli, kiedy okazuje się, że reżyserem sztuki jest jej hojny kochanek, a koleżanka z planu to sympatyczna żona artysty. Czy Isabella zrealizuje swoje plany? Jaką decyzję podejmie Arnold?

        Będąc nad morzem wraz z moją przyjaciółką Eweliną, postanowiłyśmy kupić bilety do kina - dawno nie byłyśmy na żadnym seansie. Do wyboru miałyśmy różnorodny repertuar, czyli: ,,Minionki" lub ,,Dziewczyna warta grzechu", więc zdecydowałyśmy się obejrzeć komedię Bogdanovicha.
       Film reklamowano jako bardzo zabawny hit, lepszy od produkcji Woody'ego Allena. Cóż... porównania do genialnych dzieł mistrza nie powinny mieć miejsca. Oczekiwałam wielu śmiesznych scen lecz mój wesoły nastrój zastąpiło ziewanie. Scenariusz był chaotyczny i przekombinowany. Głównym przesłaniem komedii zostało przedstawienie łatwych dziewczyn jako sprytnych panienek realizujących swoje marzenia przez łóżko (wszak praca prostytutki to w dzisiejszych czasach przepustka do szybkiej kariery i wielkich pieniędzy). 
          Mnogość przeplatających się bohaterów i różnych scen mogła być atutem filmu, jednak spodziewałam się mocniejszego scenariusza. Obsadę oceniam na plus, do gustu przypadli mi przede wszystkim Owen Wilson grający bogatego reżysera Arnolda oraz Jennifer Aniston w roli nerwowej terapeutki Jane. Imogen Poots wcielająca się w główną bohaterkę Isabellę trochę mnie rozczarowała, bardziej niż umiejętności aktorskie fascynowała mnie jej uroda. Wyróżnić pragnę także Kathryn Hahn, Willa Forte oraz Rhys Ifansa, pozostali artyści niespecjalnie mnie zainteresowali, ich postaci były dla mnie w zasadzie zbędne. 
        ,,Dziewczyna warta grzechu" jest typowym przeciętniakiem, który można zobaczyć, ale niekoniecznie, bowiem w ubiegłym roku powstało naprawdę wiele ciekawszych komedii. Moim zdaniem produkcja zasługuje na 5/10.


sobota, 11 lipca 2015

Denko 25 - czerwiec

Siemanko!
Dzisiaj publikuję post z denkiem kosmetycznym. Nie wierzę, że minęły już dwa lata od początku tej serii :D


1. Farba do włosów Schwarzkopf Palette C8 Platynowy Blond
Cena ok. 12 zł. Z uzyskanego efektu byłam bardzo zadowolona, otrzymałam chłodny blond - kolor taki jaki chciałam. To moje kolejne opakowanie tej farby. Mam już długie włosy, więc jedna tubka przy farbowaniu mi nie wystarcza. Lubię częste zmiany i przyznam, że ta barwa obecnie trochę mi się znudziła.


Czy kupię ponownie? Nie

2. Szampon zwiększający objętość włosów - z wyciągiem z malwy
Cena ok. 10 zł. Kosmetyk pięknie pachniał, super się pienił. Żadnej zwiększonej objętości włosów nie zauważyłam, ale produkt i tak spełnił moje oczekiwania - włosy po jego stosowaniu lśniły, chociaż trochę się kołtuniły, co u mnie jest standardem.


                Czy kupię ponownie? Tak



 


3. Łagodzący płyn do demakijażu oczu Garnier
Cena ok. 10 zł. Produkt niewydajny, drogi w stosunku do małej buteleczki. Dodatkowo, nie usuwał dokładnie makijażu. Jedyny plus to niewielkie opakowanie umożliwiające podgląd kosmetyku, idealne do torebki na wyjazdy.

Czy kupię ponownie? Nie   









4.  Zmywacz do paznokci Isana, 125 ml
Cena ok. 5 zł. Nie zawiera acetonu. Płyn idealnie zmywał lakier, był wydajny, nie wysuszał paznokci. Oceniam go pozytywnie.
Czy kupię ponownie? Tak

5. Podkład Rimmel - lasting finish
Cena ok. 35 zł. Fluid świetnie maskował niedoskonałości, był lekki. Skóra wyglądała na wypoczętą, nie mniej jednak kolor na twarzy trochę ciemniał. Niestety, nie zauważyłam także efektu matu i po kilku h twarz bardzo mi się błyszczała (ale z moją cerą to chyba każdy kosmetyk tak działa). Ogólnie wspominam ten podkład dobrze.
Czy kupię ponownie? Tak

6. Mascara Oriflame
Tusz wygrałam, ale nie przypadł mi do gustu. Moje rzęsy nie wyglądały na wydłużone, ponadto produkt szybko wysechł.
Czy kupię ponownie? Nie

7. Pasta do zębów Colgate advanced sensation white z mikro czyszczącymi kryształkami.
Cena ok 3 zł. Szkoda, że efektu wybielenia nie było, ta pasta to typowy średniak.
Czy kupię ponownie? Nie

8. Lakier Golden Rose - nr 05
Kosmetyk wygrałam. Kolor średnio mi się podobał, natomiast gruby pędzelek i długie schnięcie lakieru doprowadzały mnie do szału. Jedna warstwa nie była wystarczającym kryciem, potrzebowałam minimum dwóch.
Czy kupię ponownie? Nie

9. Szczoteczki do zębów 1 + 1 Colgate
Cena ok 10 zł. Zużywały się tak szybko jak z każdej innej firmy. Nic specjalnego.
Czy kupię ponownie? Nie wiem

 

10. Próbka szamponu intensywna regeneracja Pantene Pro - V
Wg producenta: do włosów słabych i zniszczonych, błyskawicznie usuwa oznaki uszkodzeń. Kosmetyk ładnie pachniał, pienił się. Mam chęć na produkt pełnowymiarowy, chociaż nie wierzę w usuwanie oznak uszkodzeń.

 Czy kupię ponownie? Tak







 
11. Próbka odżywki intensywna regeneracja Pantene Pro - V
Do włosów słabych i zniszczonych, błyskawicznie usuwa oznaki uszkodzeń. Produkt nie przetłuścił włosów, miał ładny zapach. Chętnie wypróbuję produkt pełnowartościowy lecz podobnie jak w przypadku szamponu nie wierzę w cuda.

Czy kupię ponownie? Tak





 

12. Próbka Próbka żelu pod prysznic Luksja (ze składnikami balsamu do ciała) - olej z pestek dyni
Skórka po stosowaniu tego produktu była fantastycznie nawilżona i mięciutka. Spodobał mi się ten oryginalny, dwu-zadaniowy kosmetyk.


Czy kupię ponownie? Tak             











13. Nawilżająca maseczka do twarzy Kolastyna
Kosmetyk wygrałam, ale przyznam szczerze, że nie zawładnął moim sercem. Cera była jedynie chwilowo aksamitna, poza tym nie zauważyłam żadnych pozytywnych skutków.


Czy kupię ponownie? Nie










14. Płatki do demakijażu Caterine - 120 sztuk
Cena ok. 3 zł. 100 % bawełny. Świetne płatki, mięciutkie, nie rozwarstwiały się.
Czy kupię ponownie? Tak

15. Wata bawełniana Lilibe 
Cena ok. 4 zł. Bardzo lubię tę watę, używam jej zamiast płatków kosmetycznych do zmywania paznokci, bo zauważyłam, że zdecydowanie bardziej opłaca się cenowo. Wystarczyła mi na 8 miesięcy.
Czy kupię ponownie? Tak

16. Próbka fluidu Yves Rocher
Podkład nie zapychał, dobrze krył, był delikatny. Niestety, szybko ciemniał i w ekspresowym tempie powodował, że skóra zaczynała się świecić. 
Czy kupię ponownie? Nie wiem




17.  Szczotka do włosów For your beauty (z lusterkiem)
Mała poręczna szczotka służyła mi niemal rok. Idealnie nadawała się do torebki, świetny dodatek stanowiło lusterko. Cena ok. 6 zł. Niestety przypadkowo spadła mi na podłogę i się połamała ;/
Czy kupię ponownie? Tak

18.  Woskowa nić dentystyczna Oral B
Cena ok. 10 zł. Nitka polecana przez mojego dentystę, bardzo ją lubię. Nie rani dziąseł, czyści dokładnie (w przeciwieństwie do np. słabej Jordan). Wystarczyła mi na 5 miesięcy.
Czy kupię ponownie? Tak

 
19. Płyn do higieny intymnej Ziaja (konwalia)
Ładnie pachniał, nie podrażniał, chętnie wypróbuję produkt pełnowartościowy.
Czy kupię ponownie? Tak
 






 


20.  Żel pod prysznic Original Source
Niestety, nie spodobał mi się zapach limonki, który przypominała raczej kostkę do toalety. Poza tym, dobrze się pienił, nie podrażniał.

Czy kupię ponownie? Nie  









Właśnie wróciłam znad morza, pogoda bardzo dopisała, było super. Dziękuję mojej przyjaciółce Ewelince za zaproszenie i niezapomniane wspomnienia oraz Monice za wiele wrażeń ! :**

Nie udało mi się zrealizować planu oszczędzania w czerwcu, ponieważ musiałam dokupić kilka kosmetyków na wesele kuzynki oraz wyjazd nad morze. Niestety, zaszalałam i wydałam 140 zł ;] Może w lipcu zmieszczę się w końcu w 50 zł :D Znacie coś z mojego denka? Zanim się ogarnę ze wszystkim, to trochę potrwa, ale mam nadzieję, że szybko nadrobię zaległości na Waszych blogach :)