sobota, 31 stycznia 2015

Kambodża

Cześć!
Dzisiaj wraz z Martyną Wojciechowską zabiorę Was w podróż do Azji.





    Tytuł: ,,Kambodża" (mini seria,,Kobieta na krańcu świata")
    Autor: Martyna Wojciechowska
    Okładka: miękka
    Rok wydania: 2011
    Ilość stron: 128










       Na początku książki - dziennikarka przedstawia czytelnikom ciekawostki dotyczące Kambodży. Z zainteresowaniem zapoznałam się z informacjami dotyczącymi m.in ukształtowania geograficznego azjatyckiego kraju, dowiedziałam się jak smakuje lokalne jedzenie (hoduje się aż 700! gatunków ryżu, który jest najważniejszym i najsmaczniejszym daniem wśród społeczeństwa). Ze zdziwieniem przeczytałam, że żałoba w Kambodży jest koloru białego, a flaga państwa przez ostatnie 60 lat zmieniała się 5 krotnie. Wojciechowska umieściła w lekturze listę najważniejszych miejsc, jakie koniecznie należy zobaczyć - będąc w dalekiej monarchii. Każdy podróżnik powinien przynajmniej raz w życiu obejrzeć najsłynniejszą na świecie świątynię Angkor Wat.
           Autorka przeważającą część książki poświęciła historii Kambodży, której mieszkańcy są potomkami Khmerów - twórców ogromnego imperium składającego się z dzisiejszych powierzchni: Wietnamu, Tajlandii, Laosu, Birmy i Malezji. W XIX w. Kambodża stała się kolonią Francji i włączono ją do Indochin. W połowie lat 50 XX w. azjatycki kraj otrzymał niepodległość, ale już 10 lat później USA zbombardowały Kambodżę pod pretekstem walki z szerzącym się w państwie komunizmem. Oczywiście najwięcej ucierpieli wówczas niewinni cywile. Mieszkańcy, zaskoczeni agresją Amerykanów, poparli zdecydowanie Czerwonych Khmerów, którzy szybko wzrośli w siłę i z niewielkiej 3 tysięcznej armii stali się niebezpiecznym 70 tysięcznym ugrupowaniem, a w 1975 r. przejęli rządy w kraju. Entuzjazm społeczeństwa szybko osłabł, kiedy partia wprowadziła przerażający regulamin. Czerwoni Khmerzy ogłosili likwidację wielkich miast, sklepów, szkół, pieniądza. Zamierzali zabić wszystkie mniejszości etniczne, głównie mieszkających licznie Wietnamczyków. Komuniści zamordowali większość nauczycieli, lekarzy; mieszkańców miasteczek regularnie wywozili do pracy na wsi, gdyż uważali, że tylko rolnictwo jest zgodne z ustanowionym przez nich prawem. Bandyci doprowadzili do wyludnienia swojego państwa o niemal 25%! Dyktatura Czerwonych Khmerów, którą dowodził Pol Pot - uważana jest za jedną z najbardziej krwawych na świecie, wszak oprócz uczonych profesorów, życia pozbawiano również ludzi noszących okulary czy mających delikatne dłonie. W państwie zapanowała przerażająca bieda, mieszkańcy jedli podsmażane robaki, które weszły wówczas na stałe do polecanego w Kambodży restauracyjnego menu. Rządy komunistów skończyły się pod koniec lat 70 wraz z inwazją Wietnamu. Względny spokój w kraju pojawił się dopiero na początku XXI w., chociaż obecnie społeczeństwo obawia się śmierci urzędującego króla, który jest bezdzietny. Jego odejście może stać się źródłem zamieszek w państwie.

          Polska po zakończeniu II wojny światowej była najbardziej zaminowaną powierzchnią na kuli ziemskiej. Na szczęście szybko pozbyto się niewypałów, chociaż do dziś zdarzają się jeszcze pojedyncze przypadki śmierci osób nieoczekiwanie rozerwanych przez miny. W Kambodży po upadku komunizmu oszacowano, że w ziemi znajduje się 10 mln. min. Przez długie lata udało się zdetonować jedynie 4 mln. sprytnie ukrytych min.
        Wojciechowska przeprowadziła wywiad z kobietami pracującymi jako saperki. Dziewczyny chętnie podejmują się tej niebezpiecznej pracy, gdyż Kambodża to biedny kraj, a przynależność do organizacji zajmujących się rozbrajaniem min jest jedyną szansą na normalne życie dla ubogich rodzin. Młode dziewczęta ostrożnie przeszukują ziemię w gorących kombinezonach w 40 stopniowym upale. Dzięki trudnemu zajęciu, saperki mogą poprawić nie tylko swój byt, ale przede wszystkim mają możliwość zapewnienia lepszej przyszłości ukochanym dzieciom, które nie będą już nigdy głodne i zdobędą upragnione wykształcenie.
          Bardzo podziwiam ciężką pracę kobiet w Kambodży. Ze smutkiem dowiedziałam się, że w tym 15 milionowym państwie, większość ludzi zamieszkuje tereny rolnicze (niewiele osób zdecydowało się na przeprowadzkę po zakończeniu dyktatury), a więc najbardziej zaminowane. W ziemi znajduje się mnóstwo wymyślnych gatunków min, najbardziej niebezpieczne są amerykańskie, chińskie i rosyjskie, które przypominają kolorowe szkiełka, często mylone przez dzieci z zabawkami. W niemal każdej kambodżańskiej rodzinie znajduje się kaleka. Miny zostały stworzone nie po to, by zabijać - lecz okrutnie niszczyć najważniejsze części ciała - urywać nogi, ręce, wypalać oczy.

         Opowieść Wojciechowskiej niezwykle mnie wzruszyła. Aż trudno uwierzyć, że ,,ludzie ludziom zgotowali ten los", dodatkowo to obywatele tego samego państwa mordowali swoich braci w imię chorej ideologii.
           Książkę wzbogacają piękne fotografie. Jej wielkość idealnie nadaje się do torebki, więc z lekturą można zapoznać się podczas jazdy autobusem bądź pociągiem. ,,Kambodżę" przeczytałam w ciągu 1 godziny - w tym czasie na świecie umarły 2 osoby, które przypadkowo nadepnęły na minę. Każdego miesiąca ginie 1700 niewinnych istot, a jeszcze większa liczba ofiar staje się inwalidami do końca życia. Zachęcam do zapoznania się z dziełem Wojciechowskiej, naprawdę warto. Moja ocena 10/10.

Książka bierze udział w wyzwaniu: POLACY NIE GĘSI III

środa, 28 stycznia 2015

Koncertowo - Raz Dwa Trzy

Hej!
W poniedziałek uczestniczyłam w pierwszym tegorocznym koncercie :) Raz Dwa Trzy obchodzi w tym roku 25 lecie swojej działalności. Występ grupy odbył się w miejskim kinoteatrze, który zazwyczaj świeci pustkami. Z jakim zdziwieniem zauważyłam, że bilety na koncert znikają w tempie ekspresowym. Każde z 420 miejsc zostało wykupione. Cieszyła różnorodność wieku fanów, na widowni miejsca zajęła nie tylko młodzież i osoby dojrzałe, ale również dzieci i ich dziadkowie. 

Zespół śpiewał i grał niemal 2.5 h! Członkowie zespołu dali z siebie wszystko, wzruszony wokalista otrzymywał brawa nawet, kiedy nie zdążył jeszcze nic powiedzieć. Pomiędzy piosenkami Adam Nowak dzielił się z publicznością własną opinią na temat życia oraz opowiadał ciekawostki ze swoich studiów i dzieciństwa. Widzowie śmiali się z opowieści piosenkarza, kiedy ten wspominał początki funkcjonowania zespołu w akademiku lub gdy w szkole musiał wręczyć  kwiaty nauczycielce, której bardzo nie lubił. 

Teksty piosenek są tak mądre i poruszające, że każde wykonanie Nowaka chwytało za serce. Połączenie poezji i rocka jest niewątpliwym atutem zespołu. Grupa muzyczna stale odnosi sukcesy, a pula biletów wyprzedawana jest natychmiast, pomimo tego, że chłopaki nie pojawiają się w programach rozrywkowych, nie udzielają wywiadów do brukowców. Artyści wychodzą na scenę w zwykłych ubraniach, trampkach, są skromni. Jest to prawdziwa kariera bez żadnej komercji, o której dzisiejsi pseudo muzycy mogą jedynie dzisiaj pomarzyć. Warto dodać, że Raz Dwa Trzy znajdują się w czołówce najlepszych polskich zespołów, są ciągle na topie, co świadczy o wysokiej randze kapeli.

Utwory zespołu brzmią na żywo jeszcze lepiej niż na płycie. Czysty głos Nowaka doskonale komponuje się z instrumentami - używanymi przez muzyków. Moim absolutnym faworytem był ciągle uśmiechnięty Jacek Olejarz grający na perkusji. Z entuzjazmem wsłuchiwałam się w melodię płynącą z kontrabasu, klarnetu i keyboardu - za którą odpowiadał Grzegorz Szwałek. Rewelacyjnie brzmiały nuty gitarowe w wykonaniu Jarosława Trelińskiego i Jarosława Kowalika (+akordeon). Natomiast hitem została trąbka wprowadzająca widzów w magiczny klimat dzięki niezwykłemu talentowi Tadeusza Kulasa (+grzechotka). 

P.S. Ktoś może wie, co to za tajemniczy instrument trzymany przez Nowaka? :)

 

Koncertem jestem zachwycona. Mam nadzieję, że Raz Dwa Trzy szybko wrócą do mojego miasta i zagrają ponownie swoje największe przeboje. Moje ulubione to ,,Trudno nie wierzyć w nic" i ,,Nikt nikogo ( i tak warto żyć)"  :)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Cała nadzieja w Paryżu

Cześć!
Dzisiaj post książkowy.





     Tytuł: ,,Cała nadzieja w Paryżu"
     Autor: Deborah McKinlay
     Okładka: miękka
     Ilość stron: 268
     Rok wydania: 2014










Fabuła:
        50 letni pisarz Jack postanawia odszukać w końcu sens swojej egzystencji, dojrzeć. Mężczyznę zostawiła druga już żona, jednak bohater nie potrafi żyć bez towarzystwa dam - myśli że bycie singlem przekreśla istnienie szczęścia. Pewnego dnia, Jack otrzymuje list od jednej z fanek jego twórczości. Mężczyzna odpisuje Eve, ich papierowa znajomość przemienia się w przyjaźń, dzięki wspólnej pasji - gotowaniu. Kobieta najchętniej spędza dnie z herbatką i książką, kiedy otaczają ją tłumy - miewa napady paniki. Jack proponuje Eve spotkanie w Paryżu. Czy bohaterowie poznają się w stolicy Francji? W jaki sposób odnajdą radość życia?

        Czasami mam wzmożoną chęć na lżejszą lekturę, dobrą obyczajówkę. ,,Cała nadzieja w Paryżu" spełniła moje oczekiwania, z dziełem McKinlay relaksowałam się dwa wieczory. Egzemplarz składa się z krótkich rozdziałów, cechuje go duży druk i prosty styl pisania. Minusem są literówki, odnalazłam ich w powieści kilka. 
        Ciepła, klimatyczna historia o poszukującym szczęścia dwojgu samotnych ludzi bardzo mi się spodobała. Świetnym pomysłem autorki było wprowadzenie wątku kulinarnego. Pyszne przepisy i smaczne opisy gotowania powodowały, że podczas czytania książki niesamowicie zgłodniałam! 
        Koniecznie muszę nawiązać również do tytułu lektury. Tych którzy spodziewają się, że dzieło McKinlay obfituje w opowieści o Paryżu - muszę rozczarować. Książka nawiązuje do stolicy Francji, ale nie w takim stopniu - jak sugeruje nagłówek. Nie należy się jednak dziwić, gdyż oryginalny tytuł powieści to ,,That part was true", więc to polski tłumacz wprowadził czytelników w błąd. ,,Cała nadzieja w Paryżu" trafi w gusta osób, które oczekują od książki prostej historii z sympatycznymi bohaterami oraz oryginalnym zakończeniem. Moja ocena 7.5/10.

Miłego popołudnia Wam życzę, ja wybieram się dzisiaj na koncert zespołu Raz Dwa Trzy :)

czwartek, 22 stycznia 2015

Fala

Siemanko!
Zapraszam na notkę filmową.





      Tytuł: ,,Fala"
      Reżyseria: Dennis Gansel
      Czas trwania: 1.47 h
      Gatunek: dramat
      Rok produkcji: 2008










Fabuła:
        Niemieccy uczniowie klasy maturalnej wybierają interesujące ich fakultety. Profesor Reiner ze zdumieniem odkrywa, że zamiast upragnionych zajęć z anarchii, dostaje nakaz prowadzenia lekcji o autokracji. Aby zachęcić młodzież do zaangażowania się na jego wykładach, postanawia przeprowadzić eksperyment - przekazujący uczniom zagrożenia wynikające z dyktatury. Początkowo młodzi ludzie nie wierzą w możliwość odrodzenia się nazizmu, jednak nieświadomi niebezpieczeństwa, nie zauważają, że ich niewinna zabawa staje się zbiorem poważnych komplikacji. W jaki sposób fakultety z autokracji zmienią losy uczniów? Czy nauczyciel zdąży zakończyć doświadczenie zanim wydarzy się coś złego?

       ,,Fala" to jeden z moich ulubionych filmów niemieckich. Produkcja powstała na podstawie prawdziwych wydarzeń mających miejsce w amerykańskiej szkole w 1967 r. Dramat przypomina widzom o drzemiących w sercach ludzi skłonnościach do identyfikowania się z określonymi ideologiami. 
      Niesprawiedliwość, bezrobocie, nierówności społeczne, korupcja i inne wady państwa powodują, że społeczeństwo zaczyna szukać rozwiązań, które zapewnią wszystkim lepszą przyszłość. Charyzmatyczny wódz o skłonnościach demagogicznych scala ludzi z różnych środowisk szukających akceptacji. Z garstki mieszkańców udzielających się w określonym nurcie rozrasta się tłum - stale się powiększający. Proces osób aktywnie dążących do zmian trudno zatrzymać, najczęściej obywatele stają się agresywni i nie chcą pokojowego porozumienia z opozycją. 
        W filmie Gansela można przyjrzeć się narodzinom zła. Uczniowie po założeniu grupy ,,Fala", angażują się w realizację projektu - zapominając, że jest to tylko zabawa. Ludzi nie chcących należeć do zespołu - bojkotują i wykluczają ze swojego środowiska. Do ugrupowania przystępują najchętniej samotni studenci, którzy zyskują wówczas upragnione poważanie otoczenia i przyjaciół. Dramat przedstawia przerażające skutki praktykowania ideologii. Spokojna młodzież w ciągu tygodnia drastycznie zmienia swoje zachowanie. Członkowie ,,Fali" utożsamiają się ze swoimi nowymi rolami, zapominając szybko o wyznawanych do tej pory wartościach. Dla uczniów najważniejsze jest zdanie przywódcy, któremu bezwzględnie ufają.

        Film trzymał mnie w napięciu aż do finału, a jego punkt kulminacyjny był dla mnie zaskoczeniem. Pozytywnie oceniam przede wszystkim dobór obsady. Jürgen Vogel jako Reiner Wenger perfekcyjnie wcielił się w nauczyciela historii. Rewelacyjnie odzwierciedlił proces powstawania nazizmu pod swoim przywództwem. Uczniowie lubili go i wierzyli mu bezgranicznie, był dla nich autorytetem. Frederick Lau zagrał genialnie Tima - chłopca najbardziej zaangażowanego w członkostwo szkolnego nurtu, jego złożona postać po zakończeniu seansu skłaniała do wielu przemyśleń. Max Riemelt w roli Marco skradł moje serce. Przystojny, wrażliwy mężczyzna - niespodziewanie pod wpływem ideologii stał się agresywnym uczniem, który nie zawahał się nawet uderzyć swojej dziewczyny. Jennifer Ulrich jako Karo idealnie zaprezentowała wykluczoną z ugrupowania kobietę (nie zgadzającą się z wyznaczonym regulaminem). Uczennica została przykładem aktywnej opozycjonistki walczącej o prawa człowieka.
        Brawa dla Niemców za doskonałe zobrazowanie trudnego tematu nazizmu - będącego fundamentem istnienia III Rzeszy. Uświadomili oni odbiorcom z różnych krańców świata, że ideologie są ukryte w każdym z nas. Drzemiące chęci do działania w obronie wspólnoty pod dyktandem dyktatora - mogą w każdej chwili obudzić się, aby zaatakować (między)narodową niesprawiedliwość.
         Niewykluczone, że młodzież pragnąca zmian oraz rządna nowych wrażeń przyczyni się do realizacji powtórki z przeszłości. Historia lubi się powtarzać, zatem należy naprawdę uważać, bo dyktatura czyha w pobliżu... chętna do odrodzenia się. Moja ocena 9/10.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Pałac Północy

Siemanko!
Dzisiaj przedstawię recenzję ostatnio przeczytanej książki.





    Tytuł: ,,Pałac Północy"
    Autor: Carlos Ruiz Zafon
    Okładka: miękka
    Rok wydania: 2013
    Ilość stron: 288










Fabuła:
     Akcja dzieje się w Kalkucie w 1932 r. 16 letni Ben spędza swoje ostatnie chwile dzieciństwa z szóstką przyjaciół w sierocińcu. Nieoczekiwanie do dyrektora placówki przychodzi tajemnicza kobieta z wnuczką. Sheere czekając w przedsionku na babcię opowiada rówieśnikom przerażającą historię. Nastolatkowie postanawiają rozwiązać mroczne zagadki miasta. Nie spodziewają się nawet jak niebezpieczne odkryją niedługo sekrety. Czym jest tytułowy Pałac Północy? Jakie śmiertelne pułapki czekają na dzieci? Czy wszyscy bohaterowie przeżyją? Polecam dzieło Zafona.

     Książka dostarczyła mi mnóstwa wrażeń. Pomimo tego, że lektura kwalifikowana jest jako literatura młodzieżowa, ,,Pałac Północy" przypadł mi do gustu. Polubiłam głównych bohaterów, nie irytowały mnie ich spontaniczne działania, trzymałam kciuki za kontynuację przyjaźni nastolatków. 
     Pozytywnie oceniam okładkę książki, która nawiązuje do strasznych treści w egzemplarzu. Lekturę przeczytałam bardzo szybko, doskonałym rozwiązaniem były rozdziały podzielone na krótsze części. Zafon perfekcyjnie przedstawił grę cieni, mroku, ognia. Fabuła trzymała mnie w napięciu do samego końca, a epilog wzruszył - autor zarysował przyszłość sierot realnie, nie przedstawił ich dalszych losów jedynie w kolorowych barwach. Świetnym pomysłem było także wplecenie wątku historycznego - zobrazowanie świata Indii w kontekście kolonializmu angielskiego.
       Przyznam, że ,,Pałac północy" spodobał mi się najbardziej z dotychczas czterech przeczytanych książek hiszpańskiego pisarza. Trylogia mgły i ,,Marina" już za mną, a teraz koniecznie muszę sięgnąć po Cykl Zapomnianych Książek. Moja ocena powieści to: 8/10.

piątek, 16 stycznia 2015

Nie jesteś sobą

Hej!
Zapraszam na pierwszą w tym roku notkę filmową!





    Tytuł: ,,Nie jesteś sobą"
    Reżyseria: George C. Wolfe
    Gatunek: dramat
    Czas trwania: 1.44 h
    Rok produkcji: 2014










Fabuła:
        Kate jest piękną, bogatą, utalentowaną 35 letnią kobietą. Bohaterka ma przystojnego męża, ogromny dom - jej życie jest idealne. Niestety, dziewczyna zauważa niepokojące oznaki osłabionego ciała. Kate dowiaduje się, że cierpi na rzadką chorobę ALS, która powoli niszczy jej organizm. Kobieta wie, że niedługo umrze, musi zatrudnić wykwalifikowaną osobę do opieki, bo sama nie jest już zdolna do wykonania najprostszych czynności. Przyjęta do pracy Beck zaprzyjaźnia się z szefową, a przy okazji poznaje swoją prawdziwą naturę.

      W ubiegłym roku cały świat bawił w Ice Bucket Challeng, kolejni ludzie wylewali na siebie wiaderka lodowatej wody. Istota akcji polegała na promowaniu ALS i zbieraniu pieniędzy dla chorych osób. Gra szybko utraciła swój pierwotny charakter, a jej uczestnicy wygłupiali się - nie wiedząc nawet jakie były oficjalne założenia tego programu.
        ALS jest chorobą neuronu ruchowego. Najczęściej dotyka ludzi starszych, ale coraz częściej zdarza się, że również młode osoby odkrywają u siebie wyrok śmierci. Zazwyczaj ta przerażająca przypadłość doprowadza do nieodwracalnego kalectwa w ciągu 4 - 5 lat. Choroba jest niewyleczalna, można jednak złagodzić towarzyszące jej objawy. Niezbędna w tym celu jest rehabilitacja, gimnastyka...

         Film opowiada o powolnym umieraniu. Dawni przyjaciele zapominają o chorych osobach, bo są dla nich ciężarem. Często to obcy ludzie są najlepszym prezentem od losu, pomagają szczerze i cierpliwie. Widmo śmierci zmienia człowieka. Spostrzega on, że niepotrzebnie zmarnował tyle drogocennego czasu na marudzenie - zamiast cieszyć się najmniejszymi drobiazgami. Świat jest piękny, wystarczy tylko zredukować swój sposób myślenia. Cierpienie uszlachetnia, ale bez pomocy bliźnich powolna agonia stałaby się nie do zniesienia. Chorzy chcą pozbyć się bólu lecz nie są nigdy gotowi na śmierć, codziennie proszą Boga jeszcze o jeden dzień, aby zobaczyć kolejny wspaniały wschód słońca. 
         Produkcja spowodowała u mnie falę łez. Obserwowałam jak wymarzone życie głównej bohaterki stało się ruiną. Los spłatał jej figla, bo zabrał Katy najcenniejszy dar - zdrowie. Kobieta traciła powoli zdolność ruchową, następnie oddechową. Banalne czynności - jak kąpiel pod prysznicem kojarzyły się dziewczynie z męką, wstydem. Katy bez asysty drugiego człowieka nie byłaby w stanie w ogóle funkcjonować. Ostatecznie zauważyła u siebie również zanik mowy.
       Bardzo lubię filmy poruszające trudne tematy, skłaniające do refleksji. ,,Nie jesteś sobą" mnie oczarował. Jest to jeden z najlepszych oglądanych przeze mnie dramatów. Ogromne brawa należą się aktorom, którzy zagrali w produkcji fenomenalnie. Hilary Swank w roli Katy skradła moje serce. Jestem pod wrażeniem postaci, jaką przedstawiła. Gama emocji: bezbronność, poniżenie, strach, smutek a do tego trwałe kalectwo w wykonaniu oscarowej artystki zasługują na uznanie. Emmy Rossum jako Beck była rewelacyjna. Aktorka zaprezentowała wzruszające dojrzewanie na ekranie, z roztrzepanej studentki stała się stanowczą i pracowitą kobietą. Podziwiam także grę Josh'a Duhamel'a, który wcielił się w Evana. Rola męża głównej bohaterki nie była łatwa, a mężczyzna poradził z nią sobie doskonale.
        Film polecam wszystkim kinomanom. Warto wiedzieć, czym objawia się ALS. ,,Nie jesteś sobą" opowiada o tym, że tak naprawdę ,,własne ja" odkrywa się najczęściej, kiedy człowiek zmaga się z prawdziwymi trudnościami. Poza tym, nie opłaca się udawać osoby, jaką się nie jest, bo wówczas istniejące szczęście może również okazać się fałszywe. Moja ocena 10/10!

wtorek, 13 stycznia 2015

Leksykon wrocławskich krasnali

Cześć!
Zapraszam Was na recenzje książki, którą wygrałam ostatnio w konkursie :)





   Tytuł: ,,Leksykon wrocławskich krasnali"
   Autor: Agnieszka Malczewska
   Okładka: twarda
   Rok wydania: 2014
   Liczba stron: 216










       Wrocław jest bliskim mi miastem, tam studiowałam, weekendowo mieszkałam i spędzałam miło czas z moimi znajomymi. Zawsze chętnie wracam do stolicy Dolnego Śląska. Spacerując ulicami zwracam uwagę na małych mieszkańców miasta - licznych krasnoludków. 
        Krasnale pojawiły się we Wrocławiu w latach 80. Początkowo widniały jako postacie w formie graffiti. Stały się znakiem rozpoznawczym studenckiej organizacji Pomarańczowa Alternatywa, która podkreślała propagandę rządu malując na anty - opozycyjnych plakatach baśniowe skrzaty.

      Leksykon zawiera spis 255 znajdujących się we Wrocławiu krasnoludków. Każdy krasnal został krótko opisany w trzech językach: polskim, angielskim i niemieckim. Na ostatnich stronach przedstawiono rejestr skrzatów w porządku alfabetycznym. 
     Charakterystyka gnomów składa się z: lokalizacji, atrybutów/ciekawostek, daty odsłonięcia, fundatorów, autorów, symboliki/celu postawienia i zdjęcia.
      Czytelnik ma szansę dokładnie zapoznać się z legendarnymi postaciami, których ciągle przybywa coraz więcej. Najstarszy krasnoludek jest największym ze swoich braci i usytuowano go przy podziemnym przejściu ul. Świdnickiej 8a w 2001 r. Nawiązuje do historycznych działań Pomarańczowej Alternatywy. To Papa Krasnal - najmądrzejszy skrzat we Wrocławiu. 
        Krasnoludki zostały umieszczone nie tylko na ulicach, znajdują się również na parapetach, ścianach czy słupach. Gnomy można odnaleźć nieopodal najważniejszych miejsc w mieście, np. w rynku, obok galerii handlowych czy muzeum, ale także coraz częściej pojawiają się w przedszkolach, gimnazjach, restauracjach, na basenach, u dentystów itp. Modne stało się także posiadanie krasnali w firmach prywatnych. Skrzaty nawiązują do przedsiębiorstw, których pilnują np. Trenduś w Pasażu Grunwaldzkim, Ekonomek na terenie kampusu UE, Turysta przed Centrum Informacji Turystycznej. 
     Kilka gnomów reprezentuje sportowy tryb życia m.in. Chodziarz zaopatrzony w kijki Nordic Walking, Sztangista trzymający nad głową ciężką sztangę czy biegająca Truchcia. Co więcej, nie brakuje postaci: Inwalidków. Oryginalnym krasnalem jest Prezentuś, który pojawia się jedynie raz w roku podczas Jarmarku Bożonarodzeniowego. Przyznam się jednak, że moje ulubione krasnoludki to: Bibliofil i Podróżnik.
      Wiele skrzatów należy dotknąć, podobno ten gest przyniesie w przyszłości szczęście. Opisy gnomów są bardzo krótkie lecz często humorystyczne, np. czytelnik dowiaduje się, że krasnoludek Więziennik odsiaduje swój wyrok za kradzież pióra Fredry.
      Leksykon będzie świetnym prezentem przede wszystkim dla miłośników Wrocławia oraz zagranicznych gości. Moja ocena 8/10.

Książka bierze udział w wyzwaniu: POLACY NIE GĘSI III

Widzieliście już może słynne krasnale ? Podobają się Wam jako symbole stolicy Dolnego Śląska? :)

sobota, 10 stycznia 2015

Zdobycze 24

Cześć!
Dzisiaj post pochwalny zawierający moje ostatnie prezenty :D

1. Od kuzynki Karoliny na urodziny dostałam:


2. Mamusia przekazała mi paczkę od Gwiazdora :D


3. Kuzynka Joanna również obdarzyła mnie miłym, świątecznym podarunkiem:


4. W biurze Międzynarodowych Targów Turystycznych odebrałam moje nagrody, które wygrałam na fanpage organizacji :)


5. Ciocia dała mi pyszną herbatę w oryginalnym pudełku ^^


6. Od Yves Rocher stanadrdowo dostałam gratisy:


A co wy ciekawego otrzymaliście ostatnio? :))

czwartek, 8 stycznia 2015

Ślady. Zaginiony pocisk.

Cześć!
Zapraszam na pierwszą w tym roku notkę czytelniczą :)





   Tytuł: ,,Ślady. Zaginiony pocisk"
   Autor: Malcolm Rose
   Rok wydania: 2010
   Okładka: miękka
   Liczba stron: 215










Fabuła:
       16 letni Luke jest śledczym. Swoje kolejne zadania musi wykonać w Londynie - mieście, które stało się zdemoralizowanym miejscem - stolicą niebezpiecznych gangów. W angielskich dzielnicach pojawił się chaos. Ulice zostały zdominowane przez elektrycznie zaprogramowane samochody, świat skomputeryzowano, jednak ludzie stracili swoją ufność względem drugiego człowieka. Dodatkowo, powstał Komitet Kojarzenia Par nakłaniający wybranych rówieśników do tworzenia związków. Luke zobowiązany jest do rozwiązania zagadki morderstwa lekarki. Kto odpowiedzialny jest za śmierć kobiety? Jaką tajemnicę odkryje chłopiec? 

        ,,Zaginiony pocisk" jest drugą częścią kryminalnej serii dla młodzieży ,,Ślady". Książki można czytać w różnej kolejności. Lektura charakteryzuje się krótkimi rozdziałami, interesująca treść zachęca do szybkiego zapoznawania się z kolejnymi stronami powieści. 
        Miałam obawy, czy książka spodoba mi się, skoro została skierowana głównie do nastolatków. Na szczęście ,,Zaginiony pocisk" idealnie trafił w moje gusta. Finał kryminału zaskoczył mnie, obstawiałam, że zabójcami są zupełnie inne osoby, więc wątek odkrycia tożsamości mordercy był dla mnie niespodzianką.
       Uważam, że fabuła jest dosyć oryginalna, co jest jej niewątpliwym plusem. Z niepokojem czytałam o sekcie - znęcającej się nad osobami białej rasy, zastanawiałam się nad książkowym współczesnym światem komputerów, robotów - działających perfekcyjnie lecz nie mogących zastąpić prawdziwych przyjaciół. Moją uwagę przykuł Komitet Kojarzenia Par nie liczący się z miłością młodych ludzi, lecz dobierający ich w małżeństwa według regulaminu.
      ,,Zaginiony pocisk" jest świetnym kryminałem nie tylko dla młodzieży, ale również dla starszych czytelników. Chętnie poznam tom I serii ,,Ślady", jestem ciekawa wcześniejszych przygód młodego bohatera.

Tymczasem zachwycam się naszą piękną zimą :)

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Denko 19 - grudzień

Cześć!
Zapraszam na ostatnie denko kosmetyczne z ubiegłego roku :)



 
 1. Nawilżający płyn do kąpieli Bobini - czekolada i pomarańcza z masłem kakaowym. 
Cena ok. 5 zł. Niestety, jestem tym produktem rozczarowana. Spodziewałam się wspaniałego zapachu, jednak... kompletnie nie wyczułam żadnej pachnącej nutki. Płyn był wydajny, przyciągnęło mnie w zasadzie jego kolorowe opakowanie. Byłam zadowolona jedynie efektem piany, którą na szczęście otrzymałam. 






Czy kupię ponownie? Nie








 
2. Szampon Joanna (kolagen morski). 0 % parabenów, włosy cienkie i słabe - potrzebujące objętości.
Kosmetyk wygrałam, ale nie spełnił obietnic producenta. Mam cienkie włosy, kiedy używałam tego szamponu, były poplątane i obciążone, szybciej się przetłuszczały. Dodatkowo, produkt nie był wydajny - wystarczył mi zaledwie na 2 tygodnie. 





 Czy kupię ponownie? Nie







3. Odżywka Joanna (kolagen morski) 0 % parabenów, włosy cienkie i słabe - potrzebujące objętości.
Kosmetyk wygrałam, ale podobnie jak szampon nie zdziałał cudów z moimi włosami. Nie zauważyłam większej objętości, plusem był jedynie ładny pobłysk mojej czupryny. Niestety, włosy szybciej się przetłuszczały, a produkt cechował się niską wydajnością - wystarczył na ok. 3 tygodnie. 


Czy kupię ponownie? Nie









4. Dezodorant Sanex - dermo extra control, micro talc. 0 %  alkoholu.
Antyperspirant dostałam w prezencie. Służył mi długo i niezawodnie. Po pryśnięciu na skórę - czuć było uderzające drobinki minerałów.

Czy kupię ponownie? Tak




5. Pasta do zębów (blend - a - med)
Cena ok. 7 zł. Nie jest to moja ulubiona pasta, nie zauważyłam wybielenia zębów, przy Colgate Total prezentował się przeciętnie.
Czy kupię ponownie? Może


 
6. Oliwkowy krem odżywczy do rąk Gracja (z keratyną, d-panthenolem i gliceryną)
Cena 3.80 zł. Z działania kosmetyku byłam zadowolona. Miał ładny zapach, doskonale nawilżał moje wysuszone dłonie.




 Czy kupię ponownie? Tak








 


7. Krem do rąk Aro (glicerynowo - cytrynowy).
Cena 3.50 zł. Produkt idealnie nawadniał ręce, nie kleił się, charakteryzował się delikatnym zapachem cytryny.

Czy kupię ponownie? Tak




8.  Nawilżający krem do rąk Yves Rocher - czarne owoce.
Kosmetyk dostałam gratis, ale miniaturka była tak mikroskopijnych rozmiarów, że wystarczyła mi zaledwie na 2 dni (oczywiście połowę opakowania wypełniało powietrze). Krem średnio nawilżał dłonie, miał intensywny zapach, dla mnie za mocny. 



Czy kupię ponownie? Nie 





9. Podkład Rimmel - lasting finish - 25h.
Fluid został mi podarowany w prezencie. Stał się moim hitem. Polubiłam go bardziej niż mojego ulubieńca Maybelline Affinitone. Idealnie wtapiał się w skórę, nie ciemniał, nie zapychał i nie uczulał. Był delikatny, maskował niedoskonałości. Mój KWC!
Czy kupię ponownie? Tak

 
10. Złuszczająca maska do stóp w postaci skarpetek L'biotica
Cena ok 13 zł.(apteka). Skarpetki z firmy PureDerm używane przeze mnie w sierpniu nie spełniły moich oczekiwań, chciałam koniecznie przetestować maskę innej firmy, oczekiwałam wspaniałego efektu złuszczania, a następnie perfekcyjnych stóp. Cóż... minęło ok. 25 dni od nałożenia skarpetek, nie zauważyłam żadnych pozytywnych skutków tej maski (producent obiecywał rozpoczęcie procesu złuszczania po 5 dniach). Bubel, nie polecam!
Czy kupię ponownie? Nie!




11, 12. Płatki kosmetyczne Cleanic. Powierzchnia 3D. Usuwają najtrwalszy makijaż (sceniczny, wodoodporny).
Cena ok. 7 zł (110 sztuk). Bawełna: 85 %, sztuczny jedwab (wiskoza) 15 %. Są to najgorsze płatki, jakie miałam do tej pory! Rozwarstwiały się potwornie i bardzo szybko zużywały.

Czy kupię ponownie? Nie

13. Puder L'oreal. 
Kosmetyk dostałam. Spełnił moje oczekiwania, matował twarz, nie ciemniał.
Czy kupię ponownie? Tak




14. Love me Green - krem do ciała (zielona kawa i herbata).
Próbkę otrzymałam w prezencie. Krem pięknie pachniał, dobrze nawilżał skórę. Byłam zadowolona z efektów. 
Czy kupię ponownie? Tak






15. Szczoteczki do zębów Jordan.
Cena ok. 7.50 zł. (2 w cenie 1). Zęby staram się myć tak często jak tylko się da i po każdym posiłku. Niestety, zużywam bardzo dużo szczoteczek, pomimo, że kupuję z twardym włosiem.. Szczoteczki Jordan nie służyły mi długo, powinno być na nich napisane: jednorazówki.
Czy kupię ponownie? Nie

16. Maszynki do golenia BiC. (Aloe + vitamins)
Cena ok. 5 zł. Średniaki - po ogoleniu 1 nogi często już były mocno stępione.
Czy kupię ponownie? Nie

W grudniu wydałam na kosmetyki 61 zł, więc uznaję to za całkiem niezły wynik Znacie coś z mojego denka? :)

piątek, 2 stycznia 2015

Podsumowanie roku 2014

Cześć!
Jestem w szoku jak szybko zleciał 2014 r., wszak jeszcze tak niedawno pisałam podsumowanie 2013 r, które można przypomnieć sobie tutaj. Jeśli macie czas i ochotę, zapraszam na podróż ze mną wehikułem czasu przez kolejne miesiące :)

Styczeń
- Rodzinne spotkanie z okazji imienin taty. Sesja zdjęciowa z moimi młodszymi kuzynkami :))
- Wizyta w muzeum regionalnym w moim mieście. 


Luty
- Seans w kinie z moją przyjaciółką Eweliną. Wybrałyśmy ,,Wilk z Wall Street".
- Wyjazd do Wrocławia na Międzynarodowe targi Turystyczne. Spotkałam się z najlepszą koleżanką ze studiów magisterskich Asią. Kupiłam wspaniałe książki wydawnictwa National Geographic. Poznałam himalaistę Aleksandra Lwowa. Wzięłam udział w warsztatach fotograficznych, wysłuchałam wykładów Jacka Boneckiego - specjalisty od wspaniałych zdjęć. 
- Koncert zespołu Cochise. Występ był mocno rockowy. Następnie poprosiłam o zdjęcie z wokalistą (Pawłem Małaszyńskim) :D



- Wybrałam się do Wrocławia na koncert Comy


- Byłam w kinie na komedii ,,Wykapany ojciec".

Marzec
- Uczestniczyłam w kolejnym koncercie Krzysztofa Zalewskiego ,,Zalefa" - zwycięzcy II edycji idola (moje roczniki zapewne go pamiętają ) :P


- Śledziłam na bieżąco pierwsze oznaki przyjścia wiosny
- W lutym wygrałam bilety na rosyjski balet ,,Jezioro łabędzie". Bilety przyszły mi pocztą, podekscytowane pojechałyśmy z Eweliną do teatru wrocławskiego i podziwiałyśmy niesamowite występy utalentowanych mistrzów!


- Wygrałam kolejny bilet, tym razem na koncert... Zalewskiego :D



- Szczegółowo zwiedzałam mój kochany Wrocław ^^
Pokutnica na Mostku Pokutnic:


Rozmyślałam na dachu Wieży Matematycznej.


Kwiecień
- Święta Wielkanocne z kochaną rodziną :*
Nie ma to jak z babcią! (mamą mamy)


- Wyjazd roku. Moja przyjaciółka Ewelina wygrała wycieczkę do Szwecji. Postanowiła zabrać mnie <3 Koniec kwietnia spędziłyśmy w Gdyni. Pogoda była wymarzona!


Spodobały mi się czerwone końcówki włosów :)

- 30 kwietnia zwiedzałyśmy malownicze miasteczko Karlskronę w Szwecji :) Dostałyśmy się tam po nocy pełnej przygód na promie.


Hitem dnia były lody! Okazało się, że jeden smak to.. 6 gałek. Nie wiedząc o tym - zamówiłam 2 smaki, a Ewelina 3 :D Miałyśmy trochę problemy ze zjedzeniem ich ;]


Maj
- Pierwszego dnia zwiedzałyśmy Gdańsk. Szkoda, że zrobiło się bardzo zimno..

Drugi dzień w stolicy województwa Pomorskiego był zdecydowanie piękniejszy. Najpierw długo szukałyśmy słynnej Panienki z Okienka.


Następnie z radością powitałyśmy Kamila - fana karaoke :P


Wieczór upłynął nam miło na śpiewaniu i piciu pysznego piwa z jajkiem :D


- Kolejne dni maja spędzałam na łonie natury m.in. z Weronisią.



- Śledziłam proces dorastania łabędzi.


- Pod koniec maja byłam z koleżanką Kasią w ogrodzie botanicznym w Wojsławicach <3


- Skróciłam włosy.
- Wybrałam się do kina z Weronisią na bajkę ,,Amazonia. Przygody małpki Sai".

Czerwiec
- Pojechałam do Wrocławia na koncert Moniki Brodki. Supportował ją Krzysiek Zalewski.



- Spotkałam się z we Wrocławiu z koleżanką Asią.


- Zdobyłam szczyt Chełmiec w doborowym towarzystwie z kuzynką i jej narzeczonym :))


- Poszłam do miejskiego kina na film ,,Niebo istnieje...naprawdę".

Lipiec
- Pojechałam do Częstochowy odwiedzić koleżankę mieszkającą obecnie w Niemczech. Podróż z Wrocławia do Częstochowy zajęła mi ok. 7 h! Brawa dla PKSu i PKP! Wraz z Agnieszką i jej chłopakiem (Francuzem) Jeremy'm wybraliśmy się następnego dnia do Wieliczki.


- W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Krakowie. Tam spotkaliśmy się z kolegą ze studiów licencjackich, z którym nie widziałam się 4 lata. Koniecznie musiałam mieć zdjęcie z wielkim misiem przed sklepem zabawkowym :D


- Kilka dni później, Agnieszka i Jeremy przyjechali do Wrocławia. Spotkałam się się z koleżankami z dawnej paczki ze studiów licencjackich i razem oprowadzałyśmy gości m.in. po Ogrodzie Japońskim.


- Byłam na koncercie Budki Suflera. Ciągle jestem pod wrażeniem wspaniałego, mocnego głosu Cugowskiego. Niesamowity występ! Niespodzianką było również zaśpiewanie kilku piosenek przez Izabelę Trojanowską. 


- Z Kasią pojechałam na wycieczkę do Trzebnicy!


Sierpień
- Wyjazd roku 2! Łeba <3 Morze i ruchome wydmy.. Uwielbiam!
Pogoda niestety szybko się zepsuła, ale i tak było super dzięki zabawnej ekipie :D Domek mojej przyjaciółki był ciągle pełen gości !


Imprezowałam jak za studenckich lat. Poznałam kilku uczestników Warsaw Shore :D


- Koncert roku! Justin Timberlake w Gdańsku <3



- Do Polski przyjechała na urlop moja kuzynka mieszkająca na stałe w Hiszpanii. Towarzyszył jej mąż - Jose. Zabrałam naszych gości z Hiszpanii + ciocię z Zabrza do zamku Książ.


- Ewelina wygrała podwójną wejściówkę na koncert Wrockfest for Freedom. Stałyśmy w pierwszym rzędzie podziwiając występy m.in. Piotra Roguckiego i Tymona Tymańskiego projektu ,,Nowe sytuacje" zespołu Republika i Blues Brothers. 


Wrzesień
- Wspaniały koncert Edyty Bartosiewicz na Wyspie Słodowej.


Supportował ją zespół John Revolta, w którym gra mój kolega Bartek :))


- Wraz z przyjaciółką Eweliną zwiedzałam niesamowity cmentarz żydowski we Wrocławiu. Po południu wybrałyśmy się do Empiku na spotkanie z Cezarym Pazurą.


- Pojechałam z mamą do Świdnicy do kina na film ,,Miasto 44".

Październik
- Koncert Macieja Balcara we Wrocławiu.


- Nie ma to jak piwo z kumpelami podczas koncertu zespołu Cochise ^^

Po występie kolejne pamiątkowe zdjęcie z Małaszyńskim :D


- Zdobyłam szczyt Góry Ślęży z koleżanką Kariną (ponownie zmieniłam kolor włosów na ciemniejszy).


- Testowałam moje zdolności kulinarne. Upiekłam m.in. pyszne ciasteczka maślane :)

- Obejrzałam w kinie film ,,Bogowie"
- Babcia (mama taty) skończyła 90 lat.

Listopad
- Z Anglii przyleciała moja kuzynka. Wraz z nią, kuzynem z Zabrza i jego żoną spotykaliśmy się przy pizzy i piwie. Dwa dni później kontynuowaliśmy spotkania z nowymi koleżankami.
- Byłam członkiem w komisji wyborczej. Brałam udział w kilku spotkaniach, liczyłam tysiące kart, dekorowałam salę. Dzień wyborów był przerażający - pomijając chamstwo wielu ludzi, zszokowałam się niewiedzą głosujących na temat prostych zadań podczas wyborów (np. kilku ludzi w średnim wieku nie wiedziało, że kartę należy wrócić do urny...). W lokalu spędziłam całą niedzielę i prawie pół poniedziałku bez snu i wychodzenia z pomieszczenia. Niech żyją systemy komputerowe!
- Tradycyjnie odwiedziła mnie kuzynka z córką. Młoda nie chciała iść do domu, prosiła mnie o wspólną sesję fotograficzną.


- Na weekend do Wałbrzycha zaprosiła mnie kuzynka Karolina. Było super śmiesznie :D
Najpierw spotkałam w galerii handlowej Wojciecha Cejrowskiego, który oczywiście był na boso!

- Potem zwiedziliśmy Starą Kopalnię w Wałbrzychu.



- Z chęcią przystałam na propozycję wycieczki do pobliskiego Szczawna Zdroju.
Zrobiłyśmy sobie z kuzynką pamiątkowe zdjęcie przy Wieży Anny. Dla porównania z prawej strony fotografia sprzed 10 lat w tym samym miejscu. Dalej jesteśmy piękne i młode! Jedynie ja tylko 5 razy grubsza :D


- Karolina zorganizowała wyjście do teatru na ,,Las Venglas - Mordor Town".


Grudzień
- Pojechałam do Wrocławia na Targi Dobrych Książek. Było wspaniale, ogromne przeceny i mnóstwo autorów! Udało mi się zrobić zdjęcie z Olgą Tokarczuk.


- Obchodziłam kolejne 18 urodziny, niestety tym razem już 26. Masakra, kiedy ten czas tak zleciał ;/ 
- Próbowałam owoców, których nigdy wcześniej nie jadłam. Figa i Physalis bardzo mi smakowały :D


- Boże Narodzenie 2014. Jak to kiedyś śpiewali Starsi Panowie: ,,Rodzina - rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest, lecz kiedy jej nie ma samotnyś jak pies". Z moimi kuzynkami :*


 - W końcu spadł wyczekiwany śnieg i przykrył świat puszystą kołderką.


- Zimowy spacer z kuzynki córką: kochaną Beatką :)


    Podsumowując rok 2014, uważam, że był dosyć aktywny, bogaty w wiele wspaniałych wspomnień. Przeczytałam 56 książek (o 23 więcej niż w ubiegłym roku), obejrzałam 55 filmów (o 25 więcej niż w zeszłym roku). Kupiłam 33 książki (o 18 więcej niż w ubiegłym roku), wygrałam 15 lektur (o 9 mniej niż w zeszłym roku), ale mnóstwo dostałam jako prezenty :D Byłam 6 razy w kinie (czyli oglądałam na dużym ekranie film średnio co 2 miesiące - to chyba dobry wynik) - o 3 razy więcej niż w ubiegłym roku. Po wielu latach wybrałam się w końcu do teatru - i to aż dwa razy :) ! 
     Oczywiście nie wspominałam w notce o smutnych wydarzeniach, a było takich wiele np. choroby rodzinne, w grudniu wyjazd mojej bliskiej koleżanki Kariny do pracy za granicę itd. Mam nadzieję, że rok 2015 będzie równie pozytywny jak 2014. Zawsze cieszę się najmniejszymi drobiazgami, od razu życie jest piękniejsze. Wszak nie ważne gdzie człowiek przebywa, najważniejsze jakich ma obok siebie ludzi :*