poniedziałek, 31 marca 2014

Brzydka prawda

Siemanko!
Dzisiaj podzielę się z Wami moją opinią na temat filmu.





       Tytuł: ,,Brzydka prawda"
       Reżyseria: Robert Luketic
       Czas trwania: 1.36 h.
       Gatunek: komedia romantyczna
       Rok produkcji: 2009










Fabuła:
         Abby (Katherine Heigl) jest producentką programu amerykańskiego. Niestety, słupki popularności audycji zaczynają znacznie spadać. Dyrektor planu postanawia zatrudnić Mike'a (Gerard Butler), który znany jest ze swoich szowinistycznych poglądów oraz czarnego humoru. Abby nie znosi nowego pracownika, postanawia jednak skorzystać z jego rad w zdobywaniu wymarzonego chłopaka. Czy kobieta będzie zadowolona z idealnego związku? Czy serce Mike'a rzeczywiście jest tak lodowate jak twierdzi on na wizji? Zapraszam na seans :)

Obsada:
Katherine Heigl jako Abby Richter. Bardzo lubię kreacje aktorskie Heigl. Rola Abby również mi się bardzo spodobała. Komediowa postać kobiety, która z nieśmiałej dziewczyny przeobraża się w sex bombę przypadła mi do gustu.
Gerard Butler jako Mike Chadway. Przystojny Szkot skradł moje serce wcielając się w przebojowego Mike'a. Szczególnie zapadła mi w pamięć namiętna scena tańczącego mężczyzny ze swoją partnerką z pracy na parkiecie.
Bree Turner jako Joy. Turner fantastycznie wykreowała ciekawą postać - asystentkę Abby. Mimo iż rola kobiety nie była rozbudowana, z przyjemnością oglądałam momenty, kiedy aktorka pojawiała się na ekranie.
Uważam, że na brawa zasługują także John Michael Higgins (Larry) i Cheryl Hines (Georgia) - za stworzenie zabawnego małżeństwa, prowadzącego program na żywo oraz Eric Winter (Colin), który zagrał idealnego chłopaka głównej bohaterki.

       Lubię czasem obejrzeć komedie romantyczne, aby odpocząć od codziennego życia - przyglądam się bajkowemu love story. Patrząc na plakat, odbiorcy domyślają się, jakie będzie zakończenie produkcji. Przyznam jednak, że podczas seansu filmowego zrelaksowałam się. Dzieło Luketic'a składało się z wielu śmiesznych akcji, które rozbawiały mnie do łez. Podobał mi się wybór obsady, bowiem komediowa para wypadła w swoich rolach doskonale. Moim zdaniem na uwagę zasługuje również świetna oprawa muzyczna. Oceniam film 9/10.

Oglądaliście? Jakie komedie romantyczne polecacie? :)

 

sobota, 29 marca 2014

Azyl

Hejka!
Dzisiejszym tematem notki będzie recenzja filmowa.




      Tytuł: ,,Azyl"
      Reżyseria: David Fincher
      Gatunek: thriller
      Czas trwania: 1.47 h
      Rok produkcji: 2002











Fabuła:
      Meg (Jodie Foster) i jej córka Sarah (Kristen Stewart) przeprowadzają się do ogromnego domu. Nowe miejsce zamieszkania jest tajemnicze i kosztuje mnóstwo pieniędzy. Lokatorki przeżywają odejście ich najbliższego członka rodziny - do innej, młodszej kobiety. Meg postanawia sprawdzić działanie alarmu. Kiedy kładzie się spać, nie dostrzega ostrzegawczego dźwięku naruszenia pierwszej strefy. Bohaterka budzi się jednak w nocy i zauważa na ekranach monitoringu - chodzących po jej domu obcych ludzi. Trójka złodziei ma chęć obrabowania pustego domu z ukrytego skarbu. Mężczyźni nie spodziewają się jednak, że w środku budynku zamieszkały już młode kobiety. Meg i Sarah uciekają do jedynego bezpiecznego pokoju, który zbudowany jest ze stali. Okazuje się, że właśnie w tym azylu znajduje się upragniony cel włamywaczy. Jak skończy się ta przerażająca historia? Kto z osób przebywających w wielkim domu zginie? Na co chora jest Sarah? Zapraszam do obejrzenia produkcji :)

Obsada:
Jodie Foster jako Meg. Foster jest jedną z moich ulubionych aktorek, więc spodobała mi się także w nowym wcieleniu zdradzonej żony. Po raz kolejny artystka zagrała odważną kobietę, dla której najważniejsze jest życie córki. 
Kristen Stewart jako Sarah. Przyznam, że początkowo nie poznałam młodej blondynki z krótkimi włosami. Do gustu przypadła mi postać chorej dziewczynki. Stewart przekonała mnie do siebie tą kreacją, mam w planach zobaczenie pozostałych jej ról z okresu dzieciństwa.
Jared Leto jako Junior. Leto świetnie wcielił się w pierwszego bandytę. ,,Azyl" dla fanów aktora jest obowiązkową pozycją do obejrzenia (szczególnie jeśli chcecie ujrzeć na ekranie muzyka z włosami zawiązanymi w warkoczyki:)).
Forest Whitaker jako Burnham. Cenię talent artystyczny Whitakera. Z przyjemnością przyglądałam się jego kolejnej kreacji zagubionego włamywacza z dobrym sercem. Aktor zagrał swoją postać bardzo wiarygodnie.
Dwight Yoakam jako Raoul. Mężczyzna w roli odrażającego przestępcy był fantastyczny. Od momentu pojawienia się Yoakam na ekranie, moje serce biło (ze strachu) dużo szybciej.

       Dzieło Finchera spodobało mi się. Thriller cechowała wartka, pełna napięcia akcja. Bałam się zachowań groźnych złodziei. Scenariusz składał się z kilku pomyłek, ale nie przeszkodziło mi to w uważnym oglądaniu produkcji. Obsadę filmu oceniam pozytywnie. Pomimo tego, że ostatnio widziałam inny thriller - ,,Plan lotu", którego główną bohaterką była również walcząca o życie córki matka, uważam, że obie produkcje znacznie się od siebie różnią, a Foster we wszystkich rolach jest rewelacyjna. A jaki jest Wasz ulubiony film z tą wspaniałą aktorką? Wystawiony przeze mnie stopień dla ,,Azylu" to 7.5/10.

Życzę Wam miłego weekendu! Ja nie mogę się już doczekać niedzieli, która zapowiada się koncertowo ;))

czwartek, 27 marca 2014

Blondynka na Czarnym Lądzie

Siemanko!
Dzisiejszego dnia witam Was recenzją książki znanej podróżniczki.





     Tytuł: ,,Blondynka na Czarnym Lądzie"
     Autor: Beata Pawlikowska
     Okładka: twarda
     Rok wydania: 2012
     Ilość stron: 300










      Pawlikowska zabiera czytelników we wspólną podróż po Afryce. Tym razem, dziennikarka jeździ terenowym samochodem, zwiedzając ziemię tanzańską. Wraz z autorką w wyprawie uczestniczą tubylcy - wspaniały kucharz Florian i kierowca David oraz para Szkotów i rodak Michał. Wszyscy turyści podziwiają piękną sawannę, korzystając z uroków safari - mają okazję zobaczyć z bliskiej odległości mnóstwo drapieżnych i niebezpiecznych zwierząt. Pawlikowska przedstawia wady i zalety podróży w mało komfortowych warunkach - bez wody, toalety, środków czystości. Czasem może się jednak okazać, że zwiedzanie świata w tak mało higieniczny sposób może przynieść więcej radości i spokoju ducha niż spanie w najbardziej ekskluzywnych hotelach. Autorka instruuje w jaki - prosty sposób można docenić własne życie, zdobyć odwagę - poprzez walkę z własnymi słabościami i przeciwnościami losu. Felietonistka zwraca uwagę na ludzi, którzy marnotrawią swoje pieniądze na markowe ubrania. Krytykuje osoby zakładające okulary z widocznym logo firmy. Czy obywatele chwalący się drogimi metkami są lepsi od ich skromniejszych znajomych? Nie, chcą być postrzegani jako znawcy mody, a stają się ich ofiarami, bo tracą swoje oszczędności, które mogliby wykorzystać w inny - ciekawszy sposób.
        Pawlikowska opisuje swoje afrykańskie przygody. Z zainteresowaniem przeczytałam o kontaktach dziennikarki z tanzańskimi plemionami, poznałam kilka ciekawostek historycznych i geograficznych. Przyznam, że lektura przypadła mi do gustu. Książka jest formatu kieszonkowego i czas z nią spędzony upłynął mi bardzo szybko. Podobało mi się, że pisarka nie wstawiła wielu swoich filozoficznych przemyśleń, które znalazłam w kilku innych dziełach podróżniczych jej autorstwa. Lektura składa się z krótkich rozdziałów i charakterystycznych dla Pawlikowskiej rysunków. Minusem książki jest brak zdjęć (być może znajdują się one w większym wydaniu).
        Jeśli chcecie wiedzieć, jakie szczęśliwe istoty wydają odgłosy przypominające zbliżającą się betoniarkę... Które afrykańskie zwierzę jest najbardziej niebezpieczne (nie, to nie lew!)... Jakie zwyczaje panują w wioskach tubylców... Co to jest język kliknięć, nie możecie przeoczyć ,,Blondynki na Czarnym Lądzie" :) Moja ocena lektury to 8/10.

Książka bierze udział w wyzwaniach POLACY NIE GĘSI II oraz Odkrywamy białe plamy.

środa, 26 marca 2014

Plan lotu

Hej!
Dzisiaj zapraszam was na recenzję filmu, w którym akcja również dotyczy porwanego dziecka.



        Tytuł: ,,Plan lotu"
        Reżyseria: Robert Schwentke
        Czas trwania: 1.38 h
        Gatunek: thriller
        Rok produkcji: 2005












Fabuła:
      Kyle (Jodie Foster) zostaje młodą wdową. Postanawia polecieć z córeczką do Nowego Jorku, aby tam - w rodzinnych stronach męża urządzić mu pogrzeb. Główna bohaterka wchodzi wraz z dzieckiem na pokład samolotu na lotnisku w Berlinie. Podczas podróży kobieta zasypia, a gdy się budzi - zauważa, że nie ma obok niej jej ukochanej córki. Kyle poszukuje Julii, jednak nikt nie chce pomóc zdesperowanej matce. Pasażerowie twierdzą, że żadnego dziecka nie widzieli, a obsługa samolotu podejrzewa u kobiety chorobę psychiczną. Kapitan samolotu dostaje wiadomość, że dziewczynka nie znajduje się na oficjalnej liście uczestników lotu, bowiem umarła tego samego dnia, co jej ojciec. Kyle jest zrozpaczona, postanawia wszystkim udowodnić, że to jednak ona ma rację. Czy Julia rzeczywiście podróżuje w samolocie? Która z osób przebywających na pokładzie kłamie? A może główna bohaterka jest terrorystką? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w filmie :)

Obsada:
Jodie Foster jako Kyle Pratt. Bardzo cenię umiejętności aktorskie Foster, podoba mi się każda produkcja z jej udziałem. Dwukrotna zdobywczyni Oscara świetnie spisała się w ,,Planie lotu". Byłam pod wrażeniem wykreowanej przez nią postaci. Matka Julii rewelacyjnie potrafiła ukazać swoje emocje - strach, smutek, niepewność, ale przede wszystkim odwagę. 
Peter Sarsgaard jako Gene Carson. Aktor w roli ochroniarza wypadł bardzo wiarygodnie, oceniam jego grę na plus.
Sean Bean jako kapitan Rich. Przystojny mężczyzna fantastycznie sprawdził się w kreacji szefa obsługi samolotu - z przyjemnością przyglądałam się jego nienagannemu zachowaniu w swojej pracy. 

       Lubię zagadkowe thrillery, w których do końca nie wiemy, gdzie znajduje się granica pomiędzy prawdą a fałszem. ,,Plan lotu" cechuje się ciekawą fabułą - akcja dzieje się głównie w samolocie. Niewątpliwą zaletą filmu jest gra Jodie Foster. Produkcja trzyma w napięciu, nie ujrzymy zbędnych scen ani nudnych momentów. Moja ocena thrillera to 7/10. 

Tymczasem u babci w ogródku zakwitły nowe kwiatuszki, chętnie odwiedzane już przez kolegów bzyków :)





Miłego dnia!

wtorek, 25 marca 2014

Oszukana

Cześć! Właśnie wyjrzałam przez okno i zauważyłam, że w Górach Sowich spadł śnieg! I to całkiem niemało - szczyty konkretnie białe ;)
Dzisiaj przedstawię Wam recenzję świetnego filmu :)





     Tytuł: ,,Oszukana"
     Reżyseria: Clint Eastwood
     Rok produkcji: 2008
     Gatunek: dramat obyczajowy
     Czas trwania: 2.20 h.










Fabuła:
       Produkcja powstała na podstawie prawdziwych wydarzeń w Los Angeles. 1928 r. - Christine musi zostać dłużej w pracy. W domu czeka na nią 10-letni syn Walter. Kiedy kobieta wieczorem wraca do swojego miejsca zamieszkania, zauważa w nim brak dziecka. Główna bohaterka zgłasza zaginięcie chłopca na policję. Niestety, funkcjonariusze nie chcą pomóc zrozpaczonej kobiecie, jednak pewnego dnia - oznajmiają Christine, że znaleźli jej syna. Szczęśliwa matka z radością czeka na powrót Waltera. Po spotkaniu chłopca, kobieta jest pewna, że nie jest on jej synem. Nikt bohaterce nie chce uwierzyć, policjanci oskarżają Amerykankę o szerzenie kłamstw. Christine zostaje zamknięta w zakładzie psychiatrycznym, a jej jedynym wsparciem okazuje się być pastor Gustav, walczący z postępującą w mieście korupcją i niesprawiedliwością. Czy kobieta znajdzie swojego syna? Jaką tajemnicę zdradzi wszystkim nieletni chłopiec Sanford? Polecam ten poruszający do głębi film!

Obsada: 
Angelina Jolie jako Christine Collins. Fenomenalna rola Jolie! Z zachwytem spoglądałam na zdesperowaną matkę poszukującą Waltera. Emocje, które dostarczyła mi kobieta były niesamowite. Kiedy widziałam łzy głównej bohaterki, płakałam razem z nią. Absolutnie rewelacyjna kreacja (chociaż uważam, że Angie mogłaby trochę przytyć)!
John Malkovich jako pastor Gustav Briegleb. Malkovich zdecydowanie skradł moje serce postacią Wielebnego. Moim zdaniem była to najlepsza rola w omawianym dramacie.
Michael Kelly jako Lester Ybarra. Artysta stworzył fantastyczną kreację pozytywnego detektywa. Uważam, że sceny z jego udziałem były genialne, szczególnie byłam pod wrażeniem momentu, w którym przesłuchiwał małoletniego chłopca.
Jason Butler Harner jako Gordon Northcott. Aktor wybitnie zagrał chorego psychicznie mężczyznę. Gdy postać Gordona ukazywała się na ekranie - na mojej skórze pojawiał się dreszcz strachu. 
Eddie Alderson jako Sanford Clark. Młodzieniec stworzył doskonałą rolę przestępcy. Jego rola zapadła mi w pamięć. Z żalem ujrzałam życiorys Aldersona, myślałam, że kreacja Sanforda zagwarantuje mu świetlaną karierę, jednak tak się nie stało.

      Od kiedy usłyszałam, że reżyserem produkcji miał zostać Clint Eastwood, wiedziałam, że stworzy on niesamowity film. Przerażająca historia, która wydarzyła się w ubiegłym wieku, wydaje się być niemożliwa. Namawiam wszystkich do zapoznania się z tym słynnym wydarzeniem - mającym miejsce w Mieście Aniołów. 
         Długość dramatu okazuje się być zaletą. Ani przez chwilę nie pomyślałam o nudzie, wręcz przeciwnie - z każdą kolejną minutą oddychałam coraz szybciej - bojąc się finału poszukiwań chłopca. Obsada aktorska została dobrana znakomicie, oprócz sławnych osób ze znanymi nazwiskami, chcę pochwalić również artystów wcielających się w postaci drugoplanowe. 
        Bardzo podobała mi się szybka akcja. Podczas seansu płakałam wiele razy, podziwiając siłę głównej bohaterki. Film przedstawia tragedię kochającej matki dla której najważniejsza jest miłość do jedynego syna. Do gustu przypadła mi wspaniała, wzruszająca muzyka. Moja ocena to 10/10.

niedziela, 23 marca 2014

Japonia (Kioto)

Witajcie!
Dzisiejszego ulewnego dnia - zapraszam Was na recenzję mini lektury Martyny Wojciechowskiej.




       Tytuł: ,,Japonia (Kioto)" - miniseria ,,Kobieta na krańcu świata"
       Autor: Martyna Wojciechowska
       Okładka: miękka
       Ilość stron: 128
       Rok wydania: 2012











      Na początku książki, autorka przedstawia nam pokrótce historię Japonii. Dowiadujemy się, że ten kraj, który jest dzisiaj trzecią pod względem wielkości gospodarką świata, słynął z najlepszych wojowników - samurajów - przez ponad 700 lat rządzących wyspiarskim państwem. W XIX wieku, kraj kwitnącej wiśni przywrócił funkcję cesarza. Następnie, Japonia dokonała aneksji Korei, a kilkadziesiąt lat później - niemieckich kolonii w Azji wschodniej. W 1931 r. omawiane państwo zajęło Mandżurię, a w 1941 r. dokonało ataku na Pearl Harbour - rozpoczynając wojnę z USA. Nieprzemyślane decyzje doprowadziły Japonię do ruiny gospodarczej, miliony mieszkańców zmarło podczas starć w walce. Poskutkowało to amerykańską okupacją, która ostatecznie zakończyła się w 1952 r.
      W dalszej części lektury, Wojciechowska zamieszcza kilka istotnych informacji na temat azjatyckiego kraju. W tym państwie obowiązki cesarza są głównie reprezentacyjne, Japonią kieruje premier. Oficjalna waluta to Jen, a klimat jest zróżnicowany - w zależności od części kraju. W wyspiarskim państwie żyje ok. 128 mln obywateli (10. miejsce na świecie pod względem zamieszkania). Stolicą Japonii jest Tokio, które wraz z pobliskimi miastami tworzy ogromną aglomerację składającą się z 35 mln. ludzi. Poprzednim miastem stołecznym było Kioto, gdzie obecnie żyje ok. 1.5 mln. mieszkańców.
      Kraj najlepiej zwiedzać wiosną, kiedy kwitną wiśnie, gdyż zapach unoszący się w powietrzu jest niesamowity lub jesienią, bo wtedy czerwienią się klony. Japonia jest bardzo drogim państwem. Turyści zachwycają się super szybkimi pociągami Japan Rail Pass, które mkną po szynach z prędkością nawet ponad 500km/h. Należy pamiętać, że mając zamiar wejść do domu gospodarzy, musimy ściągnąć buty i założyć specjalne kapcie, a idąc do toalety - zmienić je na inne papcie. W pomieszczeniu wyłożonymi matami chodzi się w skarpetkach bądź na boso. Japonia jest jednym z najbezpieczniejszych krajów świata, lecz regularnie nawiedzają ją trzęsienia ziemi. Na wyspie najczęściej je się warzywa, owoce morza, ryby (znane nam sushi). Najsłynniejszą potrawą jest fugu - ryba zawierająca toksyny, która zapewnia niezwykłe doznania smakowe (skutkiem ubocznym może być śmierć klienta).
     Dziennikarka prezentuje w książce jeszcze kilka ciekawostek. Dowiadujemy się, że najwyższą górą w Japonii jest aktywny wulkan Fudżi. Mieszkańcy kraju kwitnącej wyspy znani są z długowieczności (średnia wieku to 82 lata). Państwo charakteryzuje się produkcją samochodów na skalę globalną. Japończycy uważają, że wycieranie nosa w miejscu publicznym jest niedopuszczalne, a prawidłowy proces parzenia (głównie zielonej) herbaty powinien trwać nawet do 4 h. Obywatele znani są z przesadnej pracowitości - większość z nich ponad 60 h. tygodniowo przeznacza na realizowanie wyznaczonych obowiązków. Członkowie rodzin są dumni, kiedy ich najbliżsi umierają z przepracowania. Sumo to sport narodowy kraju.

        Główną tematyką lektury jest świat gejszy. Na książkową bohaterkę została wybrana 20-letnia Kimichie. Wojciechowska przeprowadza kilka wywiadów, dzięki którym ma zrozumieć tradycje japońskich kobiet. Dla większości dziewczyn bycie gejszą to spełnienie marzeń, wizja lepszego życia i zarabiania dużych pieniędzy. Japonki nie zdają sobie sprawy, jak wiele wyrzeczeń wymaga wcielanie się w rolę porcelanowej lalki. Kobiety muszą nosić kimona ważące nawet do 20 kg oraz ciężkie peruki. W ciągu miesiąca mają tylko 2 wolne dni. Kimichie wstaje o 8.00 rano i nakłada na siebie charakterystyczny makijaż, co zajmuje jej ok. 2 h. Następnie pobiera lekcje etyki. np naukę parzenia herbaty, uczy się także płynnie poruszać, śpiewać, tańczyć. Musi znać wszystkie nowinki ze świata polityki, sportu, mody. Wieczorami wychodzi do restauracji z zamożnymi klientami, którzy bardzo często upijają się do nieprzytomności. Dodatkowo, zadaniem każdej gejszy jest picie sake w tym samym tempie, w jakim alkohol spożywa mężczyzna. Kimichie wraca do domu ok 1.00 w nocy, kładzie się spać 2 h później. Dziewczyna jest smutna i nieszczęśliwa; uważa, że jej plan dnia jest zbyt wyczerpujący. Obowiązuje ją jednak kilkuletni kontrakt, którego nie może przerwać w dowolnej chwili.

      Polecam książkę Wojciechowskiej wszystkim fanom Dalekiego Wschodu, szczególnie interesującym się życiem gejsz. Lektura jest niewielkich rozmiarów, czyta się ją bardzo szybko. Nie brakuje również pięknych, kolorowych zdjęć. Dziennikarka obiektywnie opisuje swoje wrażenia, jakich doświadczyła w Japonii. Czytelników wprowadza w świat gejsz, często mylnie łączonych z prostytutkami. Moja ocena książki to 8.5/10.

Lektura bierze udział w wyzwaniach POLACY NIE GĘSI II oraz Odkrywamy białe plamy.

piątek, 21 marca 2014

Zaklinacz czasu

Hejka!
Dzisiaj recenzja książki, o którą często pytaliście :) Przedstawię Wam więc moją opinię na jej temat.




       Tytuł: ,,Zaklinacz czasu"
       Autor: Mitch Albom
       Okładka: twarda
       Ilość stron: 288
       Rok wydania: 2014











Fabuła:
         Akcja toczy się na trzech płaszczyznach. Dor żyje w odległych czasach - u zarania dziejów człowieka. Jako dziecko przyjaźnił się z Alli, z którą wziął kilka lat później ślub i Nim'em - twórcą wieży Babel. Dor interesuje się wędrówką słońca i księżyca po niebie. Ciekawi go kwestia następujących po siebie dni, bada proces wędrujących cieni. Jego ścisły umysł interesuje Boga. Na wskutek nieszczęśliwego zdarzenia, Dor zostaje wybrany przez Pana, celem wykonania pewnej misji. Bogu nie spodobało się buntownicze zachowanie mężczyzny, więc jako pokutę zadaje mu spędzenie tysięcy samotnych lat w jaskini. Dor żałuje, że zajął się badaniami czasu, nie chce być już dłużej nieśmiertelnym; jednak Bóg ma wobec niego jeszcze jeden ważny plan - główny bohater musi powrócić na Ziemię, aby uratować dwie zbłądzone dusze.
        Sarah jest w klasie maturalnej. Po rozwodzie rodziców straciła wiarę w siebie. Jest pełną kompleksów nastolatką. Niespodziewanie, dziewczyna zakochuje się. Niestety, nie chce zauważyć, że Ethan nie odwzajemnia jej miłości. Chłopak publicznie wyśmiewa nastolatkę. Sarah gardzi czasem podarowanym jej przez Boga; uważa, że jej życie straciło dalszy sens.
       Victor ma 85 lat. Kiedy był dzieckiem, stracił oboje rodziców. Francuska rodzina odesłała go do wujka do Ameryki. Mężczyzna ciężko pracował i stał się znanym biznesmenem. Po kilkudziesięciu latach prowadzenia różnych interesów - trafił na 14 miejsce listy najbogatszych milionerów. Victor ma kochającą żonę, której ostatnio nie poświęcał wiele czasu, bo zajmował się mnożeniem pieniędzy. Podczas wizyty u lekarza, aktywny staruszek dowiaduje się, że jest chory na nowotwór. Nie potrafi się pogodzić z wizją śmierci. Znajduje metodę przedłużenia życia, nie bierze pod uwagę myśli, że jego czas na Ziemi dobiega końca.
       Dor słyszy nieszczęśliwe głosy ludzi z całego świata. Jedni proszą go o zatrzymanie zegarka, a inni o podarowanie więcej czasu. Czy mężczyzna pomoże Sarah i Victor'owi? Jaką wizję przyszłości ujrzą wybrani bohaterowie? W jaki sposób Dor osiągnie swoją pełnię szczęścia? 

      Napis na okładce książki głosi, iż lektura będzie gratką dla miłośników ,,Alchemika". Nie czytałam jeszcze dzieła Coelho, więc nie mogę stwierdzić czy ,,Zaklinacz czasu" jest w jakiś sposób podobny do jego książki.
       Temat lektury wydaje mi się być ciekawy. Ciężko jest wyobrazić sobie życie bez tykających zegarków, które otaczają nas z każdej strony - wiszą na ścianie, nosimy je na ręce, widnieją na ekranie telefonu czy komputera. Zdajemy sobie sprawę z upływającego czasu, nie chcemy jednak myśleć o śmierci - to dla nas pojęcie zbyt odległe. Udajemy, że nie widzimy czekającej za naszymi plecami kostuchy. Myślimy, że jesteśmy panami swojego losu, ale nie jest to prawda. Naszym życiem kieruje Bog i to on decyduje kiedy nadejdzie kres egzystencji każdej jednostki. 
       Ile czasu byśmy nie mieli, zawsze jest go za mało i ciągle prosimy o więcej: minut, godzin, dni. Sama pamiętam studenckie chwile, kiedy mawiałam.. Ah, gdybym otrzymała jeszcze 1 dobę - wówczas na pewno zdążyłabym się nauczyć na egzamin.. lub tylko kilka godzin więcej - wtedy opanowałabym chociaż część materiału. Cóż, nigdy nie było wystarczająco dużo czasu, co oczywiście nie było moją winą ;] Świat staje się coraz nowocześniejszy, zauważamy postępującą globalizację - skurczenie dnia. Niewiele nas cieszy, ciągle pragniemy jeszcze więcej, bardziej, mocniej. Gromadzenie dóbr wcale nie sprawi, że będziemy szczęśliwsi. Autor proponuje zwrócić uwagę na najważniejsze pojęcia - jakimi są: rodzina, miłość, nadzieja i wspomnienia. Bez nich nasze życie byłoby puste i nic nie warte. 
       Ludzkie istnienia nie pamiętają już historycznych epok, gdzie nie znano słowa: czas. Książkowy bohater - Dort, udowadnia, że brak zegarów był zaletą. Mieszkańcy całego świata cieszyli się każdą chwilą, doceniali piękno przyrody. Przyglądali się cudownym - zmieniającym kolor porom roku, słuchali koncertów ptaków.
       Dzisiejsze lata są nacechowane szumem - nie tylko informacji, ale również napływającymi z każdej strony dźwiękami np. aut, wiadomości, muzyki, reklam. Idąc brzegiem plaży, urlopowicze nie słuchają odgłosów morza lecz piosenek ze swojego mp3. Powietrze jest zatrute, jedzenie przetworzone chemicznie. Być może za kilka lat zostanie odkryty lek na raka, ale na pewno pojawi się inna - równie niebezpieczna choroba. Przybywa mnóstwo budynków - szczególnie drapaczy chmur w krajach rozwiniętych, niestety wszystkie projekty realizowane są kosztem zieleni. Kolejne pokolenia dzieci stają się agresywne, skłonne do uzależnień, co spowodowane jest samotnością i brakiem prawdziwych przyjaciół - których zastąpiły elektroniczne gadżety. 
       Pazerność człowieka nie podoba się Bogu. Pomimo tego, że udziela on nam wielu wskazówek, udajemy, że ich nie słyszymy, uważamy się bowiem za istoty mądrzejsze od niego. Jeśli więc ważne plany zostaną pokrzyżowane, złość nam nie pomoże. Pan chce przypomnieć, że to on jest odpowiedzialny za ludzki los, a my pamiętamy o nim tylko wtedy, gdy mamy kłopoty. Bóg nigdy nie pozostawia człowieka samego, zawsze jest obok niego, ale często wystawia go na próby, aby obywatel zwrócił uwagę na to, co już ma - docenił wzgardzone szczęście. Jeśli jesteśmy smutni, bo nagle pojawia się mnóstwo próblemów i nie wiemy co dalej powinniśmy uczynić,  musimy zaufać Panu - on odpowie na nasze pytania, ale zdarza się, że będziemy musieli cierpliwie poczekać. 
       W ksiące nie brakuje mądrych myśli. Często pojawia się hasło ,,Nigdy nie jest za późno, ani za wcześnie. Jest dokładnie wtedy, kiedy trzeba". Autor wielokrotnie podkreśla moc Boga. Tylko on może zapisać zakończenie naszej historii. Każde istnienie jest ważne, człowiek musi spełnić na Ziemi swoją misję, która zostanie ujawniona dopiero na końcu podróży - przy przejściu do innego świata. Albom zdaje sobie sprawę z przekleństwa odkrycia pojęcia czasu. Warto zauważyć, że obecnie jednym z najczęściej zadawanych pytań jest: ,,Która godzina"? 
       Lektura przypadła mi do gustu. Losy głównych bohaterów zostały ciekawie przedstawione. Podobał mi się finał powieści, który skłania do refleksji. Nie mniej jednak, książka momentami była nudna. Filozoficzne treści sprawiały, że trochę chciało mi się spać. Podsumowując, kiedy czujemy się wspaniale, chcemy aby radosna chwila trwała długo, marzymy o tym by czas się zatrzymał. Gdy znajdujemy się w przerażającej dla nas sytuacji, błagamy Boga o to, aby czas przesunął do przodu. Niestety, zegarek nie zostanie zaczarowany, musimy nauczyć się pokory. Moja ocena to 7/10.

czwartek, 20 marca 2014

Czarny łabędź

Dobry wieczór :)
Pozostając w klimatach łabędzi, postanowiłam obejrzeć znany thriller.




    Tytuł: ,,Czarny łabędź"
    Reżyseria: Darren Aronofsky
    Rok produkcji: 2010
    Czas trwania: 1.48 h.
    Gatunek: dramat psychologiczny, thriller








Fabuła:
       Nina (Natalie Portman) jest zdolną baletnicą. Otrzymuje główną rolę w słynnym ,,Jeziorze łabędzim". Bohaterka tańczy znakomicie, ale brakuje jej emocjonalnego zaangażowania pod postacią łabędzia czarnego. Kobieta dąży do perfekcji, chce by nadopiekuńcza matka doceniła jej doskonałość. Nina próbuje naśladować swoją idolkę Beth (Winona Rider). Dyrektor teatru (Vincent Cassel) nie jest zadowolony z prób na parkiecie. Żąda od zagubionej i nieśmiałej dziewczyny uwodzicielskich ruchów, bowiem czarnego łabędzia cechuje zmysłowość i pożądanie. Niespodziewanie, bohaterka zauważa swoją nową, seksowną konkurentkę - Lily (Mila Kunis). Nina uważa, że tancerka chce zabrać jej wymarzoną rolę. Kobieta zachowuje się coraz dziwniej, ma kłopoty z koncentracją. Czy finałowe przedstawienie dojdzie do skutku? W jaki sposób bohaterka odkryje swoją ciemną stronę, która umożliwi jej wcielenie się w czarnego łabędzia? Polecam obejrzenie filmu :)

Obsada:
Natalie Portman jako Nina Sayers. Aktorka zachwyciła mnie kreacją głównej bohaterki. Warto dodać, że większość solowych partii, Portman zaprezentowała znakomicie. Artystka na potrzeby produkcji, zapisała się do szkoły baletowej - na rok przed realizacją zdjęć. Oczywiście trudniejsze figury taneczne wykonały dublerki aktorki, ale mimo wszystko jestem pod ogromnym wrażeniem jej szybkiej nauki, która przyniosła wspaniałe efekty - nagrodzone Oscarem za najlepszą rolę pierwszoplanową w 2010 r. Przyznam, że przypadła mi do gustu gra Portman, bowiem przedstawiła ona rewelacyjnie swoje emocje - ból, strach, zdezorientowanie, determinację, radość. Dodatkowo, artystka musiała stracić na wadze 9 kg.
Mila Kunis jako Lily. Uwielbiam tę aktorkę we wszystkich produkcjach, więc spodobała mi się również jako mroczna baletnica. Jej beztroskie zachowanie, zalotne spojrzenia, wyuzdane gesty - wzbudziły mój podziw. Warto dodać, że Kunis schudła do swojej roli 10 kg.
Vincent Cassel jako Thomas Leroy. Cassel należy do grona moich ulubionych francuskich aktorów. Jego kreacja wymagającego dyrektora teatru była genialna.
Winona Ryder jako Beth. Po zagraniu Suzanny w ,,Przerwanej lekcji muzyki", myślałam, że kariera Ryder będzie nieunikniona. Niestety wielki talent aktorski został zmarnowany, artystka przysłoniła swoje osiągnięcia skandalami. Pomimo tego, iż rola Beth trwała kilka minut, od razu można dostrzec prawdziwe doświadczenie i umiejętności Ryder
Barbara Hershey jako Erica Sayers. Kobieta wcielając się w postać matki Niny, zagrała fantastycznie, jej kreacja przerażała. Na twarzy Ericy dominowały oznaki szaleństwa, a zachowanie nadopiekuńczej mamy - widz często uznawał za niestosowne.

       Dzieło Aronofsky'ego bardzo mi się spodobało. Lubię zagadkowe thrillery, a ,,Czarny łabędź" do samego końca trzymał mnie w napięciu. Nie nudziłam się podczas seansu ani chwili. Zakończenie zaskoczyło mnie. Długo myślałam o treści filmu. Produkcja składa się z dwóch płaszczyzn - świata realnego i wymyślonego. Reżyser nie tłumaczy niczego wprost, odbiorca sam musi się domyśleć przebiegu akcji. Wiele scen można interpretować na kilka sposobów, co jest niewątpliwie zaletą filmu. Interesujący jest również motyw: obłędu, szaleństwa głównej bohaterki - prowadzący do destrukcji.
        Kolejnym plusem jest muzyka Czajkowskiego w tle. Nie mniej jednak, na największe brawa zasługują tancerze. Choreografie ,,Czarnego łabędzia" zostały odegrane doskonale. Z przyjemnością obserwowałam fruwające w powietrzu baletnice i ich partnerów. Ciekawym zabiegiem było również wspomnienie o Royal Russian Ballet - prawdziwym rosyjskim balecie (na którym miałam okazję ostatnio być). Moim zdaniem, obsadę aktorską dobrano idealnie. Fanów ,,Plotkary" ucieszy zapewne fakt, że w roli epizodycznej chłopaka w barze pojawił się Sebastian Stan (serialowy Carter<3). Miłośnikom baletu i tajemniczych thrillerów polecam ,,Czarnego łabędzia". Moja ocena to 8.5/10. 

A Wy jaki film ostatnio oglądaliście? Życzę wszystkim spokojnej nocy :)

wtorek, 18 marca 2014

Jezioro Łabędzie

Hej kochani!
     Dzisiaj zdam Wam relację z wczorajszego wieczoru. Nadszedł 17 marca - długo oczekiwany przeze mnie dzień. Jak wspomniałam kilka notek wcześniej, w ubiegłym miesiącu udało mi się wybrać 2 bilety na rosyjski spektakl ,,Jezioro Łabędzie". Bardzo ucieszyła mnie ta niespodzianka, ponieważ przyznaję ze wstydem, że ostatni raz we wrocławskim teatrze byłam ponad 10 lat temu. Co prawda, kiedy jeszcze studiowałam w Opolu (a to już okres historyczny), wybrałam się z koleżankami do teatru dwukrotnie. Niestety przedstawienia nie zainteresowały mnie, nic z nich nie zrozumiałam, ani nawet nie zapamiętalam tytułów. 
      Być może musiałam trochę dojrzeć, aby zrozumieć prawdziwą sztukę, zatęsknić za nią. Nie mogłam się zatem doczekać nadchodzącego słynnego spektaklu. Szczególnie radowała mnie informacja, że ,,Jezioro Łabędzie" zostanie zaprezentowane w formie baletu przez światowej sławy zespół ,,Royal Russian Ballet". Ceny biletów - w zależności od miejsc - wynosiły ponad 100 zł (te najbliżej sceny kosztowały 140 zł), tym bardziej byłam szczęśliwa z wygranej, bo wątpię, abym sama chciała sobie zasponsorować taki drogi wstęp. 


           Wraz z moją przyjaciółką Eweliną szybko odnalazłyśmy Teatr Polski. Oszołomione, spoglądałyśmy na tłumy ludzi, zmierzające schodami. Po oddaniu kurtek do szatni, postanowiłam zakupić program spektaklu. Ręka mi zadrżała, gdy za cieniutką książeczkę formatu A4 - składającą się z 6 kartek, zapłaciłam 10 zł. Ale cóż.. myślę, że warto mieć w domu taką pamiątkę (tym bardziej, że bilet był darmowy). Denerwuje mnie jedynie fakt, że na śliskiej, granatowej obwolucie, widać wszystkie ślady palców i wygląda to bardzo nieestetycznie. Muszę poszukać jakiejś foliowej okładki :)


       Kiedy udało nam się trafić pod właściwe drzwi, dowiedziałyśmy się od miłej pani, że wejście będzie możliwe dopiero po dzwonku. Człowiek uczy się przez całe życie :) Tuż po zajęciu naszych miejsc w 5 rzędzie, usłyszałyśmy kolejny brzdęk. Po chwili zabrzmiał trzeci - ostatni już dzwonek, który oznajmił, że przedstawienie niedługo się rozpocznie. Z zaskoczeniem, zauważyłyśmy, że krzesełka na parterze i balkonie zostały prawie wszystkie zajęte. Spoglądając w górę, dostrzegłyśmy jeszcze jeden taras, również wypełniony ludźmi. Elegancko ubrani widzowie (panowie w marynarkach, a panie w sukieneczkach) wydawali się być częstymi gośćmi teatru. Zdziwiłam się, że na sali było także mnóstwo dzieci - nie brakowało nawet najmłodszych kilkulatków, które uważnie śledziły losy bohaterów na estradzie (jestem pewna, że występ im się spodobał, bo po 2 godzinnym balecie - dziewczynki ćwiczyły na korytarzu kroki łabądków; p.s. szło im znacznie lepiej niż mi :))

      Oczekując na spektakl, postanowiłyśmy z Eweliną zajrzeć do książeczki, aby dowiedzieć się ciekawostek o danej sztuce. 
       Najważniejszą postacią, bez którego piękny balet na pewno nie uzyskałby sławy, jest Piotr Czajkowski. Rosjanin, który (w XVIII wieku) skończył szkołę muzyczną, miał problemy z depresją. Podobno wstydził się swojego homoseksualizmu i między innymi z tego powodu - przechodząc kolejne załamanie nerwowe, popełnił w wieku 53 lat samobójstwo. Oficjalna wersja na temat jego śmierci to zakażenie cholerą. Wybitny muzyk pozostawił po sobie m.in. ponad 100 pieśni, 11 oper, symfonii ale przede wszystkim słynne balety: ,,Jezioro Łabędzie", ,,Dziadek do orzechów", ,,Śpiąca Królewna".
            ,,Royal Russian Ballet" powstał w 2007 r. w Charkowie. Zespoł składa się z artystów rosyjskich i ukraińskich. Spektakle zdolnych tancerzy zdobyły prestiż światowy. Wielbicieli ,,Royal Russian Ballet" można znaleźć nie tylko w Europie i Azji, ale również w Ameryce Północnej i Południowej. 
         ,,Jezioro Łabędzie" w formie baletu powstało w latach 1875 - 1876. Zbiór rosyjskich legend został dokładnie opracowany, a do tekstu cudowny podkład muzyczny skomponował Czajkowski. Wspaniała historia miłosna nawiązuje do ludzkich namiętności, walki dobra ze złem, zdrady, bólu i potęgi uczuć. Spektakl składa się z IV aktów. I i III nazywane są kolorowymi, a II i IV białymi. 

       Kurtynę uniesiono do góry. Ujrzałyśmy kilku tancerzy, którzy przebywali w zamku. Młodzieńcy świętowali urodziny księcia Zygrfyda. Zespół artystów podskakiwał z lekkością do góry, w powietrzu robiąc szpagaty i inne ciekawe figury. Szczególnie podobały mi się młode baletnice w przepięknych sukienkach i diademach - mieniących się w świetle kolorami. Nie mogłam oderwać oczu od baletmistrzów (czy to jest poprawna forma?) poruszających się z pasją w rytmie fantastycznej muzyki Czajkowskiego. Z niecierpliwością czekałam na II akt, gdzie miało zostać wyjaśnione, dlaczego książę dostał od przyjaciela w prezencie kuszę.
         Scenografia zmieniła się. Tym razem wraz z bohaterami, widzowie znaleźli się nad jeziorem. Po zakończonej uczcie w pałacu, gdzie Zygfryd obiecał matce, że następnego dnia wybierze sobie na balu żonę, młodzieńcy udali się na polowanie. Książę mierzył z kuszy prosto w pięknego łabędzia. Okazało się, że pod postacią ptaka, ukrywała się dziewczyna Odetta, na którą Zły Duch Rotbart rzucił klątwę. Kobietę mogła uratować tylko prawdziwą miłość. Zygfryd wyznał więc Odeccie swoje uczucie. Ja natomiast z ekscytacją spoglądałam w kierunku parkietu. Zauroczyły mnie młode dziewczyny wcielające się w role łabędzi. Z zazdrością spoglądałam na ich plastyczne ciała. Kiedy baletnice wykonywały przez kilka minut tańce na jednej nodze na paluszkach bądź bardzo długo wirowały w powietrzu, w myślach krzyczałam ,,Ałaaa", ,,Ałaaa". Jestem pełna podziwu dla ich ciężkiej pracy, bo zdaję sobie sprawę, ile trudu wymaga zrealizowanie takiego spektaklu, jak podczas wielu prób musiało cierpieć ich ciało...
     
        Kiedy minęła połowa przedstawienia, ogłoszono przerwę. Tłum ludzi opuścił salę udając się w kierunku płatnych stoisk z jedzeniem, w którego skład wchodziło wino i ciasto. Byłyśmy z Eweliną bardzo głodne, więc postanowiłyśmy zaszaleć i kupić sobie liche pożywienie. Nawet nie chcę myśleć, ile kosztowała herbata w maleńkim kubeczku :) Podczas konsumpcji usłyszałyśmy dzwonek, więc połknęłyśmy ciasto i pędem ruszyłyśmy w kierunku naszych miejscu. Oczywiście niepotrzebnie się śpieszyłyśmy, bo zanim ponownie podniosła się kurtyna, znany nam już dźwięk - zabrzmiał potem jeszcze 2 razy.

           Akt III podobał mi się najbardziej. Jak zahipnotyzowana spoglądałam na kolejne, pląsające postaci. Ponownie scenografią stał się zamek, w którym tym razem odbywał się bal. Miałam okazję ujrzeć cudnie poruszającą się księżniczkę węgierską z orszakiem, potem polską - tańczącą z towarzyszami mazurka, a następnie włoską - wirującą z pasją w powietrzu. Wzdychałam z zachwytu, oglądając zmieniające się cudowne kostiumy! Po czym z przerażeniem oceniłam dezcyzję księcia, który pomylił swoją ukochaną Odettę z podobną do niej Odylią - łabędziem czarnym. Zygfryd przysiągł nowej kobiecie miłość, lecz w dali zauważył prawdziwą wybrankę! Uświadomił sobie swój błąd, wpadł w rozpacz.
        Ostatni akt przeniósł nas kolejny raz nad jezioro. Smutne łabądki płakały, dowiadując się o zdradzie księcia. Baletnice przebierały nóżkami z prędkością światła, nie byłam w stanie zliczyć ich szybkich kroków. Ku zdumieniu wszystkich, na scenie pojawił się ponownie Zygfryd. Z bólem w oczach, błagał on Odettę o wybaczenie. Zły Duch - wykonując w powietrzu mnóstwo piruetów, nie zgodził się na ściągnięcie z białego łabędzia zaklęcia. Skończyło się to dla niego tragicznie.

         Pragnę podkreślić, że występem byłam zachwycona. Aż do dzisiaj nie mogę ochłonić z ogromnych emocji, które mi wczoraj towarzyszyły. Nie sądziłam, że balet może być aż tak ciekawy. Muzyka Czajkowskiego skradła moje serce. Tancerze bardzo mi się podobali, szczególnie - byłam pod wrażeniem roli błazna, który zdawał się mieć gumowe ciało. Oczu nie mogłam oderwać od wspaniałych sukienek, chciałabym móc kiedyś wystąpić w tak pięknej kreacji ^^ Tęskne spoglądanie z rozszerzonymi źrenicami w kierunku przepięknych sukni z koronkowymi bufkami uświadomiły mi, że chyba powinnam urodzić się w innej epoce :) Jestem ogromnie zadowolona z wczorajszego wieczoru. Polecam wszystkim dopracowane do najmniejszego szczegółu ,,Jezioro Łabędzie"! Jeśli będziecie mieć tylko okazję, wybierzcie się do teatru. Ja mam małe marzenie - odwiedzać to wspaniałe miejsce częściej.

         Jako, że podczas przestawienia nie robiłam zdjęć - chociaż widziałam, że znaleźli się i tacy śmiałkowie, szczególnie miłośnicy szybkich fotek z dziubkami na facebooka, mający za sobą spektakularne tło - załączam fotografie z zakupionej książeczki.




Jestem bardzo ciekawa czy znane jest Wam ,,Jezioro Łabędzie" i jaki macie stosunek do baletu :) Poza tym, kiedy ostatni raz byliście w teatrze? :)

poniedziałek, 17 marca 2014

Piotruś i Wilk

Cześć!
Dzisiaj witam Was recenzją krótkiej lecz fantastycznej - nagrodzonej Oscarem - baśni.





      Tytuł ,,Piotruś i wilk"
      Reżyseria:  Suzie Templetion
      Czas trwania: 0.33 h
      Rok produkcji: 2006
      Gatunek: animacja, krótkometrażowy










Fabuła:
Akcja dzieje się w Rosji. Piotruś jest smutnym, zalęknionym chłopcem, wyśmiewanym przez inne dzieci. Główny bohater mieszka na uboczu miasta, daleko od jego centrum. Opiekuje się nim dziadek, który zawsze zamyka ogrodową furtkę prowadzącą do lasu. Piotruś przyjaźni się z ptaszkiem i kaczuszką. Pewnego dnia, postanawia (wbrew zakazom opiekuna) otworzyć furtkę i pobawić się na zamarzniętym lodzie po drugiej stronie gospodarstwa. Niespodziewanie zjawia się wilk i pożera - bliskie sercu chłopca - zwierzątko. Dziecko znajduje w sobie odwagę i zastawia na drapieznika pułapkę. Dziadek chce sprzedać wilka do cyrku, na mięso lub celem wypchania i postawienia za szybą sklepu, a jego wnuk zyskuje w końcu szacunek otoczenia. Co zaskakującego zrobi Piotruś? Kim jest kot z plakatu filmu? Serdecznie polecam tę piękną produkcję :)

     Kilka lat temu o omawianej animacji było w naszym kraju bardzo głośno. Dlaczego? Brytyjscy producenci zdecydowali, że ,,Piotruś i Wilk" zostanie wyreżyserowany w Polsce, a dokładniej w Łodzi (w studiu filmowym Se-ma-for). Polacy odpowiedzialni są za stworzenie niesamowitej scenografii i lalek. Praca nad odpowiednim przygotowaniem podstaw produkcji trwała 5 miesięcy. Uhoronowaniem wysiłku włożonego w realizację ,,Piotrusia i wilka" było otrzymanie najważniejszej nagrody w świecie kinematografii - Oscara w dziedzinie: ,,Najlepszy krótkometrażowy film animowany". 
      Baśń powstała na podstawie bajki muzycznej genialnego rosyjskiego kompozytora - Sergieja Prokofieva. Ludzie występujący w produkcji nie mówią, co jest świetną alternatywą dla kreatywnego myślenia u mniejszych dzieci. Natomiast film znany jest z występowania wielu instrumentów, które zostały idealnie dobrane indywidualnie do każdej z postaci.
      Animacja jest wzruszającą opowieścią o nieszczęśliwym chłopcu. Piotruś żyje w otoczeniu brutalnych istot, otacza go świat oparty na agresji. Główna zasada panująca we współczesnych realiach polega na tym, że: silniejszy zjada słabszego. Wrażliwe jednostki nie mają szans na dalszą egzystencję.
      Na ogromny podziw zasługuje tło akcji. Scenografia została dopracowana do najdrobniejszego szczegółu. Proces wykonania tak ciekawych postaci zasluguje na szacunek wobec pracowników studia filmowego. Moje słowa mają popracie w faktach, ponieważ 2 lata temu byłam w Łodzi, w związku z czym udałam się do Muzeum Se-ma-for. Zostałam oprowadzona przez miłą panią, która dokładnie opowiedziała mi o reżyserii ,,Piotrusia i Wilka". Oprócz obiektu składającego się z oscarowej scenografii i siedzących na niej znanych postaci, ujrzałam wiele innych, interesujących bajek mojego dzieciństwa - również stworzonych w tym miejscu, m.in. ,,Miś Uszatek", ,,Pingwin Pik - Pok", ,,Kot Filemon" itd. Dodatkowo, pani zaproponowała mi obejrzenie wybranego seansu w mini kinie (wliczonego w cenie niedrogiego biletu). Przyznam, że odwiedzone przeze mnie muzeum było jednym z najwspanialszych, jakie miałam okazję zobaczyć w swoim życiu. Chciałabym jeszcze kiedyś móc do niego powrócić :) Moja ocena filmu to 9/10. Myślę, że warto poświęcić pół godzinki na poznanie tej wzruszającej animacji. 

Polecam także łodzkie Muzem Se-ma-for! Zachęcam do przyjrzenia się Piotrusiowi z bliska :))

niedziela, 16 marca 2014

Co - dziennik sfrustrowanej trzydziestki

Hejka!
Dzisiaj przedstawię Wam krótką opinię na temat ostatniej przeczytanej przeze mnie książki :)





                      Tytuł: ,,Co - dziennik sfrustrowanej trzydziestki"
                      Autor: Kinga Matusiak
                      Ilość stron: 148
                      Rok wydania: 2013
                      Okładka: twarda










       Lektura jest formą pamiętnika, w której Matusiak notuje wszystkie swoje myśli. Autorka nie boi się zaprezentować własnego zdania. Pisany język jest prosty, często pojawiają się wulgaryzmy. Książkę czyta się szybko, nie jest ona gruba objętościowo, a dodatkowo posiada kilka ciekawych czarno - białych ilustracji. Kilka razy zaśmiałam się pod nosem z zabawnych tekstów kobiety, np. podczas rozważań o marketach, które tuż przed zamknięciem na jeden świąteczny dzień - słyną z tłumów ludzi, spacerujących między półkami z ogromnymi wózkami, przepełnionymi produktami. Matusiak często opisuje swoich hałaśliwych sąsiadów bądź zachowanie Szanownego, który jest jej partnerem. 
        Dzieło autorki przyciągnęło mnie przede wszystkim tytułem. Wszak niestety za kilka lat będę mieć trzydzieści na karku (ale tylko na papierze, bo w duszy - co roku 18!). Nie mniej jednak uważam, że lektura spodoba się tylko wybranemu gronu czytelniczemu. Książka składa się ze specyficznego humoru oraz nierzadko odważnych treści czy przekonań. Styl życia Matusiak jest dla mnie obcy, więc autorka mnie do swojej osoby nie przekonuje. ,,Co - dziennik sfrustrowanej trzydziestki" spodoba się osobom lubiącym niezobowiązujące lektury, które można przeczytać jednego wieczoru. Moja ocena to 6.5/10.

Książka bierze udział w wyzwaniu POLACY NIE GĘSI II

P.S. Ostatnio w ogródku babci znalazłam pierwsze cudne fiołki i stokrotki, więc apeluję do wiosny: Wróć! :)

Życzę wszystkim miłego dnia !:)

piątek, 14 marca 2014

Zdobycze 15

Witajcie!
Upłynął rok, od kiedy zaczęłam brać wzmożony udział w konkursach. Uważam, że nie wolno się zniechęcać, zawsze warto próbować swojego szczęścia :) Bardzo się cieszę, że moja dobra passa ciągle trwa, chociaż obawiam się, że wielka radość niedługo się skończy. Nie mniej jednak, przedstawiam Wam moje wspaniałe, ostatnie zdobycze!

1. Taki oto fantastyczny zestaw kosmetyków do kąpieli otrzymałam od http://zareklamowane-przereklamowane.blogspot.com/ Prawda, że jest boski? :)


2. Kolejną paczkę dostałam od http://michalosiswiat.blogspot.com/ 4 kremiki do skóry dojrzałej ostatecznie przejęła moja mama.


3. Rewelacyjną przesyłkę dostarczył mi listonosz od firmy Cleanic, którą udało mi się wygrać na blogu: http://dobredlaurody.blogspot.com/


4. Niespodziewany prezent otrzymałam od http://zakreconamamuska.blogspot.com/ . Bardzo ucieszyła mnie taka miła paczuszka ^^


5. Zaskoczyła mnie wspaniała wiadomość o moim szczęśliwym losie na loterii u http://korcimnieczytanie.blogspot.com/ Kornelia oprócz książki dołożyła mi do koperty jeszcze świetną niespodziankę w postaci próbek kosmetyków :))


6. Ostatnią paczkę dostałam od http://recenzje-kiti.blogspot.com/ Przyznam, że jedną z lektur już przeczytałam :)) Recenzję książki przedstawię w następnej notce. 


A co Wam udało się ostatnio ciekawego wygrać ? Pozdrawiam!

czwartek, 13 marca 2014

Mój biegun

Siemka!
Po przeczytaniu książki podróżnika Marka Kamińskiego, postanowiłam obejrzeć film o dwukrotnym towarzyszu jego wypraw - Jaśku Meli. 




           Tytuł: ,,Mój biegun"
           Reżyseria: Marcin Głowacki
           Gatunek: Dramat obyczajowy, biograficzny
           Czas trwania: 1.33 h
           Rok produkcji: 2011 (premiera: 2013)











Fabuła:
        Wakacje nad jeziorem spędza szczęśliwa rodzina - małżeństwo z czwórką dzieci (2 dziewczynki i 2 chłopców). Niespodziewanie Piotruś znika wszystkim z oczu - nieświadomie wypływa na materacu dalej od brzegu. Chłopczyk wpada do wody, próby reanimacji nie kończą się sukcesem, dziecko umiera. Jaś nie może pogodzić się ze śmiercią brata. Atmosfera w domu jest napięta, ojciec obwinia drugiego syna o śmierć Piotrka. Bogdan Mela chce, by Jasiek postępował jak mężczyzna - nie jak dziecko.
          Upływa kilka lat. Janek jest zbuntowanym nastolatkiem, jego agresywnego zachowania nie rozumie ojciec, którego surowe zasady wcale nie pomagają chłopcu. Jasia zawsze broni matka, uważa, że obowiązkiem rodzica jest dialog z dzieckiem, nie dyscyplina. Pewnego dnia, Jan po kolejnej kłótni z tatą, ucieka na boisko, aby pograć z kolegami w piłkę. Podczas meczu zaczyna padać deszcz. Większość nastolatków udaje się do domu, ale Jasiek postanawia wraz ze swoim kumplem przeczekać ulewę. Nagle pojawia się burza. Chłopcy pod wpływem impulsu wchodzą do otwartej stacji transformatorowej, gdzie znajdują chwilowe schronienie. Nagle, Mela zostaje porażony uderzeniem pioruna. Przerażony przyjaciel Janka - pozostawia kolegę samego. Po chwili, Jaś podnosi się z ziemi i ostatkiem sił idzie do domu. Bogdan widząc krytyczny stan syna, szybko wiezie go do szpitala, w którym przed kilku laty zmarł Piotruś. Lekarze nie dają Jaśkowi szans na wyzdrowienie, informują jego ojca, żeby pogodził się z nieuniknioną śmiercią pierworodnego.
        Po niedługim czasie, rodzice młodego pacjenta, otrzymują zadziwiającą informację. Jan będzie żył, jego stan fizyczny jest cudem, ponieważ wszystkie wewnętrzne organy chłopca są w dobrym stanie, co jest niewiarygodną - w tego typu wypadkach - sytuacją. Kiedy Jaś otrzymuje wypis ze szpitala, dochodzi do tragedii, w ciało chłopca wdaje się gangrena - konieczna jest amputacja prawego przedramienia i lewego podudzia. Dziecko jest załamane swoim wyglądem. Bogdan pomaga synowi w ćwiczeniach, ale zawsze zbyt wiele wymaga od Janka, na co chłopiec reaguje wzmożoną agresją. Konflikt rodzinny narasta, wszyscy członkowie rodziny są już zmęczeni. Głowa familii chce się jednak zmienić. Nieustaje w poszukiwaniu rozwiązania, które przywróciłoby Jaśkowi chęć do życia. Udaje mu się spotkać z Markiem Kamińskim i prosi go o duchowe wsparcie, oczekuje od niego pomocy - zabrania syna w małą podróż np. Tatry. Konflikt pokoleniowy zostaje zażegnany.

Trailer:

Obsada:
Maciej Musiał jako kilkunastoletni Jan Mela. W zasadzie nie mam zastrzeżeń do jego kreacji głównego bohatera. Artysta podczas wielu scen, ukazał mnóstwo skrajnych emocji - strach, agresję, niechęć, ból, radość. Przyznaję, że gra nastolatka kilka razy mnie bardzo wzruszyła.
Bartłomiej Topa jako Bogdan Mela. Topa należy do grona najbardziej szanowanych przeze mnie aktorów polskiej kinematografii. Rola ojca głównego bohatera była genialna! Zawsze z przyjemnością oglądam kolejne filmy z udziałem artysty. Widać, że mężczyzna wkłada w produkcje całe swoje serce.
Magdalena Walach jako Urszula Mela. Mam słabość do wszystkich kreacji stworzonych przez Walach, ponieważ bardzo cenię jej talent aktorski. Wcielając się w postać mamy Janka, kobieta oczarowała mnie swoją postawą. Zachwyciła mnie rolą kochającej rodzicielki, która dla swojego syna - jest w stanie zrobić wszystko.
Jaś Mela jako on sam. Nie można pominąć epizodycznego momentu, w którym występuje najsławniejszy niepełnosprawny chłopak w Polsce. Przez kilka sekund mogliśmy zobaczyć mężczyznę - ćwiczącego w sali rehabilitacyjnej, a później w archiwalnych zdjęciach z bieguna północnego.
Pozostali aktorzy również fantastycznie poradzili sobie ze swoimi rolami. Szczególnie jestem pod wrażeniem wszystkich gry dzieci, które nadały produkcji pozytywnego blasku.

       Trudno oceniać film, który jest oparty na faktach. Zapewne większość z Was słyszała o tragedii, jaka przydarzyła się 13-letniemu chłopcu w 2002 r. Mnóstwo osób krytykuje Janka, że stał się on kaleką na własne życzenie. Ale któż z nas nie popełniał w dzieciństwie błędów, nie działał bezmyślnie pod wpływem intuicji? Osobiście jestem pod wrażeniem determinacji mężczyzny, który jest obecnie w moim wieku, a jego osiągnięcia są imponujące, nie jeden zdrowy człowiek zazdrości mu sukcesów.
       Produkcja jest historią relacji rodzinnych państwa Mela. Koniec filmu następuje w momencie, kiedy zapada decyzja o podróży na biegun północy z Markiem Kamińskim. Zapewne widzowie spodziewali się ekstremalnych wrażeń z wyprawy, natomiast otrzymali dramat, czym byli wielce zaskoczeni. Każda opowieść ma jakiś początek, z życia nie możemy usunąć przykrych wydarzeń, pozostawić tylko tych radosnych, dzielnych chwil. Ludzkie słabości są cechą naturalną, nie warto się ich wstydzić, bo to one kształtują rozwój dalszej egzystencji. ,,Mój biegun" jest podróżą, co prawda nie do najdalszego zakątka świata, ale w głąb siebie.
        Dzieło Głowackiego spodobało mi się. Zdziwiona byłam natomiast, że produkcja czekała aż 3 lata na premierę. Lubię oglądać dramaty, poza tym cieszę się, że dowiedziałam się wielu istotnych informacji o dzielnej rodzinie Mela, np. o śmierci małego Piotrusia. Podczas seansu wielokrotnie płakałam, rozmyślałam nad niepowodzeniami głównego bohatera i jego najbliższych. Na pewno sięgnę po książkę Jaśka ,,Poza horyzonty", ponieważ chcę poznać dalsze losy mężczyzny. Moja ocena filmu to 8/10. 

środa, 12 marca 2014

Alfabet

Witajcie!
Dzisiaj recenzja książki znanego polskiego podróżnika :)




       Tytuł: ,,Alfabet"
       Autor: Marek Kamiński
       Okładka: twarda
       Ilość stron: 200
       Rok wydania: 2013











       Lekturę kupiłam już ponad miesiąc temu na Międzynarodowych Targach Turystycznych we Wrocławiu. Skorzystałam ze zniżki -40 procent na asortyment z działu National Geographic. Zawsze chciałam przyjrzeć się bliżej życiu Marka Kamińskiego, bo jest on osobą, która mnie bardzo inspiruje, więc wybrałam pierwszą z brzegu jego książkę i zapakowałam do przeładowanego już innymi podróżniczymi dziełami, przewodnikami i mapami plecaka. 
   
     Otwierając lekturę w domu - trochę się rozczarowałam. Zaczęłam czytać ,,Alfabet", ale nie miałam większej chęci, aby skończyć książkę. Trochę żałuję, że przygodę z twórczością polarnika rozpoczęłam właśnie od tej pozycji, bo wierzę, że Kamiński ma w swoim dorobku ciekawsze lektury. 
     Dzieło składa się z wielu mądrych haseł, które mogą przypominać mini - encyklopedię. Książkę rozpoczyna najciekawszy wstęp, w którym dowiadujemy się, że sławny Polak jest nie tylko podróżnikiem, ale również wykształconym filozofem. Do jego najważniejszych osiagnięć należy: zdobycie dwóch biegunów ziemskich w jednym roku oraz podróż na krańce ziemi z niepełnosprawnym chłopcem - Jaśkiem Melą. Kamiński już jako 14 letnie dziecko wziął udział w samodzielnej wyprawie rejsowym statkiem do Danii. Do jego innych sukcesów należą m.in.: przejście pustyni Gibsona, przepłynięcie Atlantyku, wyprawa do źródeł Amazonki, wspinaczka górska na Klimandżaro, Górę Kościuszki czy Mount Vision, ale najistotniejszą życiową wygraną dla podróżnika stało się założenie rodziny.
      Lektura prowadzi nas przez ciąg filozoficznych myśli od ,,ambicji" aż po ,,żywioł". Autor chce zmotywować czytelnika, nakłonić go do przemyślanych działań. Tłumaczy jak ważne są ludzkie uczucia: wiara, nadzieja i miłość, bez tych emocji nasze życie byłoby puste. Kamiński wielokrotnie nawiązuje w swojej książce do biegunów. Stosuje wiele metafor, przekonuje, że nie zawsze podróże w najdalsze zakątki ziemi są dla nas rozwiązaniem, bo od problemów nie uciekniemy nigdy - one podążą za nami (nawet na koniec świata). Polarnik namawia odbiorców ,,Alfabetu" do odbycia najodważniejszej drogi życiowej - w głąb siebie. Wystarczy bowiem odkryć własne ,,ja", aby osiągnąć harmonię ducha i znaleźć szczęście.
        Dzieło autora zawiera mnóstwo pięknych zdjęć. Lektura spodobała mi się, jednak bardziej do gustu przypadły mi proste rady o uczciwości proponowane przez Beatę Pawlikowską. Styl pisania Kamińskiego jest mądry i ciekawy, ale wolałabym dowiedzieć się więcej o wyprawach słynnego Polaka, co mam nadzieję otrzymam w pozostałych jego książkach. Aczkolwiek, uważam, że gdybym na moich studiach - miała tak interesujące wykłady filozoficzne prowadzone przez polarnika, na pewno polubiłabym ten znienawidzony przeze mnie przedmiot :) Oceniam książkę 7/10. 

,,Alfabet" bierze udział w wyzwaniach POLACY NIE GĘSI II oraz Odkrywamy białe plamy.

Miłego dnia!

poniedziałek, 10 marca 2014

Co się zdarzyło w Las Vegas

Hejka!
Dzisiaj recenzja filmu, który powinien spodobać się wszystkim fanom komedii :)




              Tytuł: ,,Co się zdarzyło w Las Vegas"
              Reżyseria: Tom Vaughan
              Gatunek: komedia romantycznia
              Czas trwania: 1.39 h
              Rok produkcji: 2008











Fabuła:
       Joy (Cameron Diaz) zostaje porzucona przez swojego narzeczonego, jest zrozpaczona. Przyjaciółka głównej bohaterki chce pomóc koleżance, więc postanawia pojechać z nią w relaksującą podróż życia do Las Vegas. W tym samym czasie, Jack (Ashton Kutcher) dostaje wypowiedzenie umowy o pracę z rąk własnego ojca. Wraz ze swoim najlepszym przyjacielem - decyduje się na zakup biletów do najsłynniejszego Miasta Grzechu. Między Joy a Jack'iem dochodzi do przypadkowego spotkania. Będąc pod wpływem alkoholu, młodzi ludzie biorą ślub. Już następnego dnia, para żałuje swojej pochopnej decyzji i postanawia wziąć rozwód. Niespodziewanie, małżeństwo wygrywa 3 mln dolarów. Decyzją sądu, pieniądze zostają zamrożone, a bohaterowie otrzymują nakaz próby naprawienia związku. Jak potoczą się dalsze losy Joy i Jacka? Czy nienawiść może przerodzić się w miłość, która przetrwa ciężkie chwile? Zachęcam do obejrzenia filmu :)

Obsada:
Cameron Diaz jako Joy McNally. Mam słabość do amerykańskiej aktorki, mimo iż znana jest z mniej ambitnych produkcji. Artystka zachwyciła mnie rolą sfrustrowanej kobiety, kreacja Joy rozśmieszyła mnie wiele razy.
Ashton Kutcher jako Jack Fuller. Lubię Kutchera, chociaż zdaję sobie sprawę, że większość postaci stworzonych przez Amerykanina jest do siebie bardzo podobnych. Figura Jacka przypadła mi do gustu, sceny z udziałem aktora oglądałam z rosnącym zainteresowaniem.
Najbardziej jednak zachwycona byłam grą Lake Bell (Tipper) oraz Roba Corddry (Hater), którzy wcielili się w role przyjaciół głównych bohaterów. Ich kreacje doprowadzały mnie do niekontrolowanych ataków śmiechu.
Na brawa zasłużyli również aktorzy drugoplanowi, w szczególności Queen Latifah (Dr Twitchell), Zacharius Galifianakis (Alan Garner), Dennis Farina (Banger), Jason Sudeikis (Mason), Treat Williams (Jack Fuller senior) i Ya-Huei Yang (Chong). Fanów ,,Plotkary” ucieszy również na pewno epizodyczna rola Amandy Setton (serialowej Penelope). 

      Rzadko oglądam komedie romantyczne, bo nie należą one do moich ulubionych gatunków filmowych. Wiem, że tematy tych produkcji są przesłodzone, najczęściej składają się z nierealnej fabuły i są zakończone są happy – endem. Nie mniej jednak, czasem lubię zobaczyć takie relaksujące dzieła dla poprawy humoru. Przyznam, że ,,Co zdarzyło się w Las Vegas” spodobało mi się, seans filmowy sprawił mi wiele radości.
         Akcja została rozbudowana w ciekawy sposób. Bohaterowie byli naprawdę komiczni, a wiele sytuacji bawiło do łez, np. scena, kiedy Joy uczyła męża zamykać klapę od sedesu. Widza może także zauroczyć kolorowe tło – ulice Nowego Jorku czy Las Vegas. Dodatkowo, w produkcji dominują przyjemne dla ucha piosenki. Film zaraził mnie pozytywną energią, oceniam go 9/10.

       Ostatnio znalazłam pierwsze oznaki wiosny. Uwielbiam ten moment, gdy przyroda budzi się do życia :)



sobota, 8 marca 2014

Etiopia

Witam Was w ten piękny sobotni poranek. Z okazji Dnia Kobiet - paniom składam szczere życzenia: wszystkiego najwspanialszego, wielu radosnych chwil! ;)
A u mnie dzisiaj recenzja wspaniałej książki!

  


       Tytuł: ,,Etiopia" (miniseria ,,Kobieta na krańcu świata")
       Autor: Martyna Wojciechowska
       Okładka: miękka
       Rok wydania: 2013
       Ilość stron: 140











         Lektura jest niewielkich rozmiarów, ma format kieszonkowy. Podczas jej czytania, wzruszyłam się wielokrotnie. Książka składa się z interesującego tekstu oraz cudownych zdjęć. Styl pisania Wojciechowskiej jest prosty - dociera do serca czytelnika i nakłania do refleksji. Informacje zawarte w lekturze są ciekawe; aż do wczoraj moja wiedza o Etiopii była minimalna, to afrykańskie państwo kojarzyłam jedynie z kawą i ubóstwem, dzisiaj mogę pochwalić się znacznym wzrostem zasobu wiadomości o tym pełnym kontrastów kraju. 

      Na wstępie, autorka przytacza słowa Bono - wokalisty U2, który podczas wizyty w etiopskim sierocińcu, dostał od pewnego biedaka propozycję - zabrania syna mężczyzny ze sobą do Irlandii, gdzie będzie miał szansę na normalne życie, gdyż w Afryce dziecko prawdopodobnie umrze z głodu. Pomyślmy o tym, kiedy wyrzucamy nasze jedzenie z lodówki do śmietnika, nie marnotrawmy żywności (ani pieniędzy)!

      W dalszej części lektury, otrzymujemy kilka podstawowych informacji na temat Etiopii (wcześniej nosiła ona nazwę Abisynia). Omawiane państwo afrykańskie - było drugim na świecie krajem, które przyjęło wiarę chrześcijańską. Natomiast dzisiaj w Etiopii żyje aż 34 % zdeklarowanych muzłumanów. W wyniku wojen włosko - abisyńskich, państwo borykało się z niewyobrażalnymi klęskami głodu. Wojna domowa w latach 70 doprowadziła do śmierci 1,5 mln obywateli. Kiedy w 1993 r. Erytrea oderwała się od Etiopii i ogłosiła niepodległość, zabrała sąsiadowi dostęp do Morza Czerwonego, co stało się przyczyną nie gasnących do dziś konfliktów między krajami. W najbiedniejszym państwie świata - niebiezpieczne są również tereny graniczące z: Kenią, Somalią i Sudanem. 
      Etiopia znajduje się na płytach tektonicznych, więc cechuje ją aktywny wulkanizm. Liczba mieszkańców w tym państwie wynosi 90 mln, statystycznie jedna kobieta ma 6 dzieci. Potomstwo jest jedynym warunkiem godnej starości, gdyż w Etiopii nie istnieje system emerytalny. Średnia wieku to 48 lat (w Polsce 76). W kraju poważne zagrożenie stanowi zwłaszcza niedożywnienie, ale także choroby. 1,5 mln społeczeństwa zarażonych jest wirusem HIV, a dane statystyczne dotyczące śmiertelności noworodków przerażają. 
       Stolicą Etiopii została Addis Abeba, gdzie znajduje się największe targowisko świata. Państwo znane jest ze skrajnych temperatur. Na terenach górzystych słupek rtęci wskazuje -10 stopni C, natomiast na najgorętszym miejscu ziemi - pustyni Danakil, temperatura wynosi nawet ponad 50 stopni C. 
       Pora deszczowa trwa od czerwca do września, więc zwiedzanie kraju najprzyjemniejsze jest podczas polskich miesięcy zimowych. Należy jednak pamiętać, że woda z kranu nie nadaje się do picia, a bez kilku szczepionek - nie wolno organizować wycieczki. Niezbędna w podróży musi być zrożnicowana odzież, bo w wyniku częstej zmiany temperatur, można się szybko przeziębić.
        W Etiopii - ze względu na katastrofalny stan dróg, odległości nie podaje się w km, lecz w godzinach bądź dobach. Kraj słynie nie tylko z najlepszej kawy, ale również z indźery - pysznych, kwaśnich placków. 

      Wojciechowska dodaje jeszcze kilka etiopskich ciekawostek. Warto wiedzieć, że słowo ,,Etiopia" oznacza ,,brunatne twarze" - bo tak starożytni kupcy greccy opisywali tubylców. Ogromnym problemem państwa jest analfabetyzm - aż 50 % ludności nie umie pisać i czytać. 
       Obywatele kraju nazywają każdego obcokrajowca ,,Ferendż" - nazwa ta funkcjonuje dzięki błędnemu zrozumieniu słowa ,,French". Ważną etiopską postacią jest Hajle Syllasje - ostatni cesarz państwa. Zniósł on niewolnictwo, ale rozbudowanie przez niego systemu dworskiego i krwawe rozprawianie się z opozycją, doprowadziło kraj do ruiny gospodarczej. Natomiast Rastafarianie (ich znakiem rozpoznawczym są dready, marihuanna), wierzą że Hajle Syllasje był Mesjaszem, który przybył aby ich wybawić od zdemoralizowanego Zachodu. 
     80 % Etiopczyków pracuje w sektorze rolnym. Oznakiem bogactwa rodziny jest posiadanie zwierząt (bydła, kóz a nawet osiołka). Za jedną z najbardziej znanych roślin z tego rejonu, uważa się czat, który działa ożywiająco - podobnie jak liście koki. Państwo regularnie nawiedzają kataklizmy, podczas suszy umierają miliony ludzi! Najsłynniejszym, a zarazem najbardziej smutnym etiopskim zdjęciem jest wizerunek trzyletniej Birhar Woldu, dziewczynka stała się ,,twarzą głodu" na świecie. 
       Wlaściwości kawy odkrył pewien pasterz , który zauważył, że jego owce po spożyciu nasionek z krzewu były bardzo pobudzone. Na jeden samochód przypada w Etiopii ponad 900 mieszkańców, więc obywatele kraju są fantastycznymi biegaczami. Najsławniejszym sportowcem stał się Abebe Bikila - zdobył on złoty medal olimpijski w 1960 r. Warto zaznaczyć, że biegł on na boso. W państwie znajduje się najstarsza chrześcijańska księga, która podobno została przepisana przez mnicha w 1 dzień. Legenda głosi, że pomógł mu Bog, bowiem zatrzymał on zachód słońca do momentu, kiedy święty nie zakończył ważnego zajęcia. 

      Autorka poleca zobaczyć w Etopii kilka wspaniałych miejsc. Najważniejszym obszarem jest pustynia Danakil, gdzie żyje koczownicze plemię Auasz. Tubylcom nie przeszkadzają nawet temperatury oscylujące ok. 50 stopni C. Warto zwiedzić także poprzednią stolicę kraju - Gonder oraz Park Narodowy Semien (oznaczony patronatem UNESCO). Koniecznie trzeba pojechać do najbardziej religijnego miejsca w państwie - Lalibeli, które co roku odwiedzają setki tysięcy wiernych. Terytorium to zostało nazwane 8 cudem świata - ogromne wrażenie robią wykute w skale kościoły, połączone ze sobą labiryntem korytarzy. Przyjezdni powinni dotrzeć również do doliny Omo - kolorowego obszaru, zamieszkałego przez 50 różnych plemion oraz jeziora Tana, z którego wypływa Nil Błękitny.

       Najważniejszym tematem ksiązki są oczywiście kobiety. 
85 % wszystkich pań mieszka na wsi. Ich obowiązkiem jest dbanie o dom. Według etiopskiego prawa, ślub mogą wziąć dziewczyny, które ukończyły 18 lat, jednak najczęściej za mąż wychodzą dzieci - jeszcze przed 15 rokiem życia. Nie znany jest obyczaj zapisywania dat urodzeń potomstwa, dlatego większość obywateli tak naprawdę nie wie, w jakim jest wieku. Kobiety są w państwie mniej ważne od mężczyzn, wiele z nich umiera podczas porodów, 70 % pań należy do grupy ofiar przemocy domowej, a aż 80% zostaje obrzezanych - mimo iż ten zabieg jest zabroniony przez etiopski rząd. 
       Bohaterką lektury jest ok. 40 letnia Mura Adaut. Niewiastę opuścił pierwszy małżonek, ponieważ para nie mogła mieć dzieci. Kobieta spotkała jednak innego, dużo starszego partnera, który zgodził się wziąć z Murą drugi ślub (z poprzednią żoną doczekał się 6 dzieci). 
       Etiopia ma najwyższy na świetcie odestek ludzi chorujących na ślepotę. Przyczyną tego zjawiska są warunki sanitarne, brak wody, klimat, niedożywnienie, ubóstwo, brud, muchy, brak wiedzy ale przede wszystkim niewielu stacjonujących lekarzy w kraju, którzy specjalizują się w okulistyce. Mieszkańcy żyjący na wsi - nie mogą udać się do większych miast, celem przebadania w przychodniach i otrzymania potrzebnych leków, ponieważ nie mają wystarczającej kwoty pieniężnej. Dlatego, co jakiś czas, do Etiopii przyjeżdża zespół Himalayan Cataract Project. Jest to grupa najlepszych lekarzy, zajmująca się w państwie organizacją zjazdów dla niewidomych. Celem HCP jest pomoc najbiedniejszym. Specjaliści operują wszystkich pacjentów, dla których istnieje realna szansa odzyskania wzroku oraz przeprowadzają szkolenia dla etiopskich medyków.
       W książce ukazana została działalność międzynarodowej organizacji, która zasługuje na orgromny podziw i szacunek. Wojciechowska przedstawia dalsze losy Mury i innych cierpiących Etiopczyków. Możemy zapoznać się z tragicznymi warunkami w jakich muszą pracować doktorzy. Autorka opisuje także życiorys wspaniałej afrykańskiej pielęgniarki Abeby Alemayehu. 
      W dalszej części lektury, podróżniczka relacjonuje wrażenia z podróży do sierocińca, gdzie mieszkają niewidome i smutne dzieci. Jeden z chłopców prosi Wojciechowską o zabranie go ze szkoły specjalnej, dziecko nie jest szczęśliwe - opuszczone przez rodziców, pozbawione wsparcia najbliższych, a przede wszystkim bez nadziei na odzyskanie wzroku, Danny marzy o lepszym domu.

       Bardzo polecam książkę ,,Etiopia". Dzięki niej możemy przyjrzeć się bliżej tragicznej sytuacji w afrykańskim państwie i docenić własną egzystencję. Co więcej, wiele dowiemy się o narządzie wzroku i o ludziach żyjących w ciemnościach na wskutek postępującej ślepoty. Interesujący jest przebieg wydarzeń związany z Murą Adaut. Ze wzruszeniem przyglądamy się również innym odważnym kobietom. Bardzo pozytywnie oceniam lekturę, ponieważ jest ona niewielkich rozmiarów, a zawarte w niej informacje obfitują w ciekawostki geograficzne, polityczne, historyczne, społeczne (nie ma zbędnych treści). Książka została opatrzona pięknymi zdjęciami. Moja ocena to 9/10.

      ,,Etiopia" bierze udział w wyzwaniach POLACY NIE GĘSI II oraz Odkrywamy białe plamy.