piątek, 26 września 2014

Miasto 44

Witajcie!
W ubiegły weekend wybrałam się z mamą do kina. Przyznam, że produkcje historyczne nie są moim ulubionym gatunkiem filmowym, wolę czytać książki o tej tematyce. Moja rodzicielka od zawsze jednak interesowała się przeszłością Polski i kiedy tylko ukazywała się kolejna, nowa produkcja przedstawiająca dawne losy naszego kraju, mama musiała prędzej czy później obejrzeć dane dzieło. Na seans ,,Miasto 44" byłam przez nią namawiana od momentu oficjalnej zapowiedzi dramatu. Ostatecznie dałam się przekonać i w niedzielę pojechałyśmy do pobliskiego miasta, aby zobaczyć słynny film. 




     Tytuł: ,,Miasto 44"
     Reżyseria: Jan Komasa
     Gatunek: wojenny, dramat
     Czas trwania: 2.10 h
     Rok produkcji: 2014









Fabuła:
         1944 r. - Warszawiacy mają dosyć życia w zniewolonej Polsce. Społeczeństwo opętane jest strachem, Niemcy pod byle pretekstem zabijają niewinnych ludzi. Młodzież z entuzjazmem pracuje w konspiracji, nieświadomi krwawej przyszłości bohaterowie nie mogą doczekać się nadchodzącego powstania, które ma przynieść miastu niepodległość. Młodzi warszawiacy czekają na wojska sowieckie, mające pomóc Polakom w walce z Niemcami. Niestety, wojna każdego dnia zabiera coraz więcej ofiar, społeczeństwo czuje się oszukane, bowiem powstanie mające trwać 2-3 dni przedłuża się o 2 miesiące. Nieprzygotowany zryw kończy się niepowodzeniem, żadne państwo nie udziela Polsce wsparcia, a Warszawa zostaje zrównana z ziemią.
         W powstaniu biorą udział głównie nastolatkowie, z nadzieją walczą o wolny kraj. Nie spodziewają się, że krótki termin ważnej bitwy przerodzi się w krwawą rzeź, a większości młodzieży nie będzie dane przeżyć kolejnych dni. Główni bohaterowie: Biedronka i Stefan przysięgają wierność ojczyźnie. Nieświadomi bliskiej masakry zakochują się w sobie. Los doświadczy ich jednak okrutnie. Wraz z innymi, pełnymi ideałów przyjaciółmi znajdą się w prawdziwym piekle.

         Ponad 2 h. seansu filmowego zleciało mi jak 5 minut. Ze zdumieniem zauważyłam, że sala wypełniona była po brzegi ludźmi w różnym wieku. Dookoła siedzieli nastolatkowie (szacunek, ja w ich wieku trudne tematy omijałam szerokim łukiem, z własnej woli mogłam jedynie przyjść na filmy typu: ,,Dziennik Bridget Jones") oraz staruszkowie. Niestety kilku widzów nie wiedziało chyba na jakiej produkcji się znajduje, bowiem podczas seansu, gdy wybuchały bomby i ginęli ludzie - oni smacznie zajadali sobie popcorn (zostawiając pod krzesłami prawdziwy śmietnik). Nie krytykuję jedynie najmłodszych odbiorców, ponieważ dojrzałe małżeństwo siedzące obok mnie co chwile szeleściło papierkami od cukierków, a pani narzekała, że strzelają tak głośno, aż rozbolała ją głowa. Ciekawe czy paniusia miałaby odwagę narzekać, gdyby urodziła się w okresie międzywojennym i żyła pod ciągłą lufą nazistów. 

         Przyznam szczerze, że produkcja wgniotła mnie w fotel i przez parę dni nie mogłam się po niej pozbierać. Moja mama również bardzo przeżyła historię głównych bohaterów. Przeczytałam wiele recenzji krytykujących film, jednak ja jestem ,,Miastem 44" oczarowana. Szczerze podziwiam reżysera, który jest młodym mężczyzną (32 lata) i przez 8 lat (czyli 1/4 swojego życia) przygotowywał się solidnie do wyreżyserowania produkcji wojennej. Jan Komasa zbierał niezbędne materiały, konsultował swoją pracę z powstańcami oraz nawiązał współpracę z zagranicznym ekspertem od efektów specjalnych: Richardem Bain'em, który odpowiedzialny jest m.in. za powstanie ,,Incepcji", ,,Nędzników" czy ,,Casino Royal". 
         ,,Miasto 44" jest pierwszym polskim filmem, który tak bardzo mnie urzekł swoim hollywoodzkim rozmachem. Reżyser zaimponował mi już wcześniej świetnym dramatem ,,Sala samobójców", więc wiedziałam w jakim mniej więcej stylu będzie jego nowy hit. Film z Powstaniem Warszawskim w tle jest dosyć oryginalny, co zapewne przeszkadza wielbicielom tradycyjnych produkcji. Ja niezwykle cieszę się z jego realizacji, gdyż uważam, że ze względu na zmieniające się czasy i coraz częściej znudzone wszystkim niedojrzałe pokolenia, należy szukać nowych ścieżek do serc młodzieży, która powinna być głównym adresatem dramatu ze względu na coraz mniejszą chęć na zapoznanie się z historią. Wątpię, aby wartościowe filmy o wojnie wyreżyserowane w ubiegłym stuleciu wzbudziłyby podobną ciekawość wśród młodego społeczeństwa, które na ,,Miasto 44" wybrało się do kina w dużej mierze ze względu na obiecujący wątek miłosny bohaterów produkcji oraz znakomite efekty specjalne. Zauważyłam, że większość odbiorców dzieła ,Komasy nie zakończyła swojej przygody z poznawaniem przeszłości Warszawy wraz z filmem, lecz dobrowolnie zaczęła sięgać do źródeł historycznych. Niespodziewanie, temat powstania stał się ostatnio bardzo modny wśród młodszych pokoleń, co napawa optymizmem, bowiem pamięć o cichych bohaterach powinna trwać wiecznie.

       Produkcja postrzegana jest jako kontrowersyjna, bowiem łamie pewne konwencje. Komasa proponuje widzom widok wojny z perspektywy nastolatków, którzy właśnie doświadczyli pierwszej miłości. Historia głównych bohaterów jest tragiczna. Dla mnie film jest głównie opowieścią o niezwyklej sile 18letniej Ali. Nastolatka ryzykowała życiem, aby uratować chłopaka swoich marzeń. Stefan przeżył traumę, która zniszczyła jego psychikę. Chęć zemszczenia się na Niemcach okazała się być silniejsza niż uczucie do kochającej go dziewczyny. Niestety, prawo do walki i dumne postawy nie potrafiły dać bohaterowi szczęścia - w głębi duszy pozostał on zagubionym chłopcem, tęskniącym za swoją rodziną. Pustka ogarniająca Stefana uzmysłowiła mu, że dokonał trefnych wyborów, czasu jednak nie mógł już cofnąć. Wojenne postaci wiedziały, że każdy dzień może być ich ostatnim. Młodzi bohaterowie w pośpiechu brali śluby, ratowali przyjaciół sami przy tym ginąć, w obliczu największego strachu decydowali się na samobójstwo. W filmie można również dostrzec nawiązanie do Żydów decydujących się walczyć obok Polaków czy przyjrzeć się wizerunkowi groźnych nazistów, wśród których zdarzali się być także dobrzy Niemcy. Dodatkowo, dramat przypomniał o podziale warszawiaków pod względem klas. Elity nie miały zamiaru brać udziału w powstaniu, bogacze zdawali sobie sprawę, że pomoc od Rosjan jest niemożliwa, więc czym prędzej uciekali z miasta.
        Niewątpliwa zaleta produkcji to obsada. Najjaśniejszą gwiazdą filmu była Zofia Wichłacz grająca Alę (Biedronkę). Nie mogłam uwierzyć, że aktorka ma zaledwie 19 lat, dziewczyna stworzyła tak niesamowitą kreację, że śniła mi się po nocach. Wszystkie sceny z jej udziałem powodowały, że moje serce kołatało jak szalone. Zdecydowanie dzieło Komasy należało do Zosi, ze zdumieniem wpatrywałam się w delikatną postać pełną lęku i świadomości zagrożenia, jednak w chwili niebezpieczeństwa odkrywającą w sobie ogromną moc i odwagę. Co więcej, młodziutka nastolatka nie bała się nagich scen, brawo za śmiałą decyzję.
        Józef Pawłowski wcielający się w postać Stefana przekonał mnie do siebie swoją rolą. Mężczyzna zagrał wrażliwego nastolatka z dobrego domu, liczącego się ze zdaniem matki. Uratowany z płonącego szpitala bohater zwariował, jego głos rozsądku został zagłuszony przez żądzę zemsty. Bezsilność towarzysząca chłopcu w ostatnich chwilach skłoniła mnie do wielu przemyśleń. 
      Anna Próchniak w roli Kamy sprawdziła się doskonale. Zakochana w Stefanie dziewczyna pochodząca z niższych sfer - to była trudna do odegrania kreacja. Aktorka przedstawiła swoją bohaterkę na zasadzie kontrastu z Biedronką, bowiem dla Kamy najważniejsza była walka za ojczyznę (co zaimponowało Stefanowi).
       Na wyróżnienie zasłużyli także artyści wcielający się w przyjaciół głównych postaci: Antoni Królikowski jako Beksa (scena, w której bohater wspomniał o swoich 19urodzinach spowodowała lawinę moich łez), Tomasz Schuchardt jako Kobra, Maurycy Popiel jako Góral, Filip Gurłacz jako Rogal, Michał Żurawski jako Czarny, Grzegorz Daukszewicz jako Czarny, Karolina Staniec jako Beata, Jaśmina Polak jako Ewa i inni. 
          Pozytywnie oceniam również grę Filipa Szczepkowskiego (Jasia), Moniki Kwiatkowskiej (matki Stefana i Jasia), Wojciecha Błacha (lekarza), Tadeusza Chudeckiego (szefa Wedla) czy Michała Czarneckiego (kapitana AK).

         Ogromne wrażenie zrobiły na mnie kostiumy, perfekcyjnie wskazywały na klimat lat 40. Doceniam także pracę fryzjerów, którzy idealnie odwzorowali modne style czesania z czasów wojny. Moją wyobraźnią zawładnął widok zniszczonej Warszawy, który tuż przed końcowymi napisami przemienił się w dzisiejsze - nowoczesne miasto. To niesamowite jak szybko odbudowano spaloną i zrównaną z ziemią stolicę. Szkoda, że dawny klimat miejscowości zginął wraz kolejnymi wybuchami bomb w ubiegłym stuleciu, jednak chodząc ulicami Warszawy warto przypomnieć sobie o tragediach, które miały tam miejsce 70 lat wcześniej. 
        Wiele scen zapadło mi głęboko w pamięć. Nie mogę zapomnieć widoku brata Stefana, który krzyczał ,,Gdzie idziesz? Nie odchodź, proszę Cię... nie zostawiaj mnie"! Płakałam razem z małym dzielnym bohaterem, ponieważ wzruszył mnie on swoją postawą. Miałam ściśnięte gardło, kiedy usłyszałam słowo ,,Przepraszam" z ust cierpiącej Kamy, nie mogłam znieść widoku przerażonego żołnierza wrzeszczącego ,,Ja nie chcę umierać!" O wielu niesamowitych sytuacjach mogłabym pisać bez końca. Pomimo tego, że głównym wątkiem filmu jest opowieść o miłości, cieszę się, że Komasa nie zdecydował się na szczęśliwe zakończenie. Dziwię się niektórym osobom krytykującym brutalność produkcji. Powstanie Warszawskie było tragiczne w skutkach, życie większości cichych bohaterów nie zakończyło się happy - endem, więc doskonale, że reżyser nie postanowił pokolorować najważniejszego wątku. Ze smutkiem patrzyłam na ekran, z którego spoglądali na mnie okaleczeni rówieśnicy, chociaż głównie zdecydowanie dużo młodsi ode mnie uczestnicy wojny.
        Nie mniej jednak szczególnie 2 fragmenty historii wywołały we mnie ogromne emocje. Niedawno uczestniczyłam w spotkaniu z Cezarym Pazurą, który polecał recenzowany film. Przede wszystkim zwrócił on uwagę na scenę z krwawym deszczem ludzkich szczątków. Przyznam, że długo czekałam na ten moment, zastanawiając się, czy aktor nie przesadził z przechwalaniem wstrząsającego obrazu. Kiedy ujrzałam na ekranie wspomnianą sytuację byłam w szoku i ze strachu obgryzłam wszystkie paznokcie. Wcale nie uważam, że była to niepotrzebna scena jak twierdzi wiele krytyków. Komasa odzwierciedlił historię, która działa się naprawdę, jak zatem ów motyw filmowy mógł być zbyt brutalny? Jeśli ktoś nie zapozna się z relacjami świadków, którzy wspominają czołg pułapkę - przyczynę ogromnego nieszczęścia setki uradowanych dorosłych i dzieci podziwiających zdobytą maszynę (chwilę później rozerwanych na strzępy poprzez wybuch transportera ładunków), nie ma prawa narzekać na krwawą scenę.
          Drugi fragment produkcji który zawładnął moim sercem, to przejście głównych bohaterów przez kanał. Ten motyw wstrząsnął mną potężnie. Niesamowicie przedstawiono okrutne cierpienie głównych bohaterów, którzy musieli przedostać się na drugi kraniec miasta pod ziemią w towarzystwie nieczystości. Problemem przetrwania były zasadzki Niemców, którzy czekając na uciekinierów przy wyjściu rzucali prosto w nich granaty bądź strzelali z karabinów na dzień dobry. Komasa zobrazował wątek dogłębniej. Nawiązał do wsypywanego do kanałów przez nazistów - karbidu , który łącząc się z wodą tworzył trujący gaz. Ludzie natychmiast zaczynali się dusić, odczuwając paniczny strach połączony z halucynacjami. Genialna scena ukazująca prawdziwe emocje towarzyszące bohaterom (zobrazowanie stanu psychicznego Biedronki doprowadziło mnie do płaczu). Narzekających na prawdziwość tej sceny odsyłam do źródeł opisujących grozę warszawskich kanałów.

            ,,Miasto 44" zostało uhonorowane statuetkami na festiwalu w Gdyni. Nagrody specjalne dostali: Jan Komasa raz Anna Próchniak (Wschodząca gwiazda Elle). Złote Lwy sprawiedliwie otrzymali: Zofia Wichłacz (Najlepsza rola Kobieca) i Bartosz Putkiewicz (Najlepszy dźwięk). Doceniono także genialne efekty specjalne.
         Film nie jest dokumentem. Reżyser postanowił opowiedzieć o losach zniewolonej Warszawy z perspektywy młodzieży. Bohaterowie w większości nie ukończyli jeszcze 20 lat, a wielu z nich było po prostu dziećmi. należy pamiętać, że w tamtych czasach wszystkie jednostki dojrzewały znacznie szybciej, więc widok 10letnich chłopców angażujących się w działania wojenne nikogo nie dziwił. Komasa przedstawił życie zwykłych nastolatków, którzy nie mieli szans żyć beztrosko jak dzisiejsze pokolenia. Młodzi ludzie śmiali się, tańczyli, śpiewali, palili papierosy, a przede wszystkim doświadczali pierwszej miłości. Niestety, zarówno mężczyźni jak i dziewczęta musieli przejść przez piekło wojny. Młodzież dobrowolnie wcielała się do armii, zachęcana widmem szybkiego wyzwolenia. Szybko okazało się, że powstanie było błędem, którego nikt już nie mógł cofnąć. Machina śmierci ruszyła, dopiero w trakcie krwawych walk zorientowano się, że wojska nie zostały przygotowane na długoterminowe walki. Sowieci zapracowali sobie na miano równie wrogiego nieprzyjaciela jak Niemcy, z zachodu nie nadchodziła obiecana pomoc, w szeregach walczyli zazwyczaj zbyt młodzi ludzie, którzy natychmiast spostrzegli, że ich głównym problemem jest brak broni. Reżyser zdaje się przemawiać do dzisiejszego widza: ,,Jak Ty zachowałbyś się dzisiaj w przypadku wybuchu powstania, przecież w zasadzie niczym nie różnisz się od tej młodzieży z ekranu, waszym głównym celem jest chęć szczęśliwego dalszego życia". Wątpię, aby nasze pokolenia odważyły się wojować dla ojczyzny, znaczyłoby to pożegnanie z laptopem i innymi gadżetami, porzucenie wygód, egzystencję z pustym żołądkiem i niemocnym ubraniem. Zdecydowana większość spakowałaby natychmiast tobołek z najważniejszym dobytkiem i uciekła na Zachód, nie martwiąc się o dalsze losy Polski. Społeczeństwo w dzisiejszych czasach chce jednoczyć się ze sobą głównie w szczęśliwych chwilach (np. wygraliśmy mistrzostwa w sporcie i nagle wszyscy są dumni z bycia Polakiem), więc tym bardziej pamięć o cichych bohaterach Powstania Warszawskiego powinna trwać wiecznie; jesteśmy im to winni, bowiem to oni szli dumnie wprost w ramiona śmierci - ginąc odważnie, abyśmy my mogli dzisiaj wygodnie żyć. Doceńmy zatem nasz prawdziwy dobrobyt jaki posiadamy: dach nad głową, jedzenie, czyste ubrania, a przede wszystkim wolność od wojny!
           ,,Miasto 44" skłoniło mnie do wielu refleksji. Produkcja zaczarowała mnie swoją magią. Lubię nowe eksperymenty, zatem z zachwytem przyglądałam się efektom specjalnym. Podobał mi się zastosowany przez reżysera zabieg slow motion, który ukazywał chwile, kiedy czas potrafił niemal stanąć w miejscu. Co więcej, do gustu przypadł mi bardzo podkład muzyczny. Wiele osób krytykowało wybór utworów ,,Dziwny jest ten świat" czy ,,Umówiłem się z nią na 9". Dla mnie te przeboje idealnie pasowały do wybranych scen w filmie. Przyznam, że wzruszyłam się ogromnie słysząc - podczas strzelaniny na cmentarzu - słowa Niemena o tym, że na świecie jest tyle zła. Nie mniej jednak moim zdecydowanym hitem został utwór przewodni filmu:  ,,Miasto". Kiedy słyszę głos Piotra Cugowskiego mam prawdziwe ciarki na ciele. Dzieło Komasy jest doskonałym uzupełnieniem wiedzy o Powstaniu Warszawskim bądź motywatorem do zapoznania się ze szczegółami krwawej historii naszej ojczyzny. Ja jestem w filmie absolutnie zakochana i moja szczera ocena to 10/10.

35 komentarzy:

  1. Wow! Ale recenzja! Zamurowało mnie. Ileż serca i emocji tutaj znalazłam. W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak koniecznie obejrzeć ten film.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba już wszyscy oglądali ten film, jak tak patrzę na kolejno pojawiające się recenzje :) Bardzo podoba mi się, jak o nim napisałaś - widać w tej opinii, ile siebie włożyłaś, tworząc ten długi tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Do kina się nie wybieram, ale za to jeśli będzie leciał w telewizji, to z chęcią obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo wyczerpująca i dokładna recenzja:) Film mam zamiar obejrzeć:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój brat był wczoraj na ,,Mieście '44" i również uważa go za porządny film. Ja obejrzę go już w telewizji, ponieważ w najbliższym czasie nie będę miała okazji odwiedzić kina.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna recenzja :) Ja obejżę ten film za jakiś czas. Znam ten okres z prawdziwych opowieści, sama wychowałam się na warszawskim Powiślu, często jako dzieci słuchaliśmy starszych mieszkańców którzy to przeżyli, w naszej przedwojennej kamienicy przy skarpie wiślanej ( już tam nie mieszkam od dłuższego czasu) są prawdziwe ślady od kul, są też studzienki z głębokimi tunelami. Jako dziecko słuchałam tych opowieści z dużym zaciekawieniem, czułam się jak bym faktycznie to przeżyła. Mieliśmy sąsiadke która jako dziecko przeżyła Oświęcim. Moja babcia ma juz 84 lata i do dziś boi sie burzy z dużą ilością błyskawic, bo przypomina sie jej bombardowanie. Niestety wiekszość świadków tych wydarzeń już nie żyje ale ich opowieści we mnie pozostaną.

    OdpowiedzUsuń
  7. O tak, to zdecydowanie film dla mnie! I jeszcze ta Twoja ocena 10/10. Czekam na premierę filmu w moim miasteczku, która już niebawem :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam ochotę obejrzeć ją od kiedy tylko dowiedziałam się że film powstał i to właśnie reżyserii Komasy (miło także wspominam salę samobójców). Czekam tylko na to aż pojawi się w necie i oglądam z bratem! :D

    a taka postawa 'strzelają tak głośno, aż rozbolała ją głowa' jest wręcz żałosna nie rozumiem takich ludzi..

    OdpowiedzUsuń
  9. Film mam w planach, a recenzja świetna

    OdpowiedzUsuń
  10. Tego filmu jeszcze nie widziałam ale mam ja najbardziej w swoich planach :) Bardzo fajna i konkretna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niektórzy pomyślą że to pewnie moja słaba dojrzałość emocjonalna ale ja wciąż nie potrafię oglądać takich filmów. Tak przeżywam takie filmy że mogłabym tylko płakać i płakać a i jeszcze po filmie mieć doła. Nigdy nie zrozumiem wojen. Od razu na myśl przychodzi mi na przykład Putin który wie że swoimi działaniami zabija, rozłącza rodziny, rozdziela ojców z dziećmi i żonami a wygląda tak jakby go to nie obchodziło. Już nie mówię o ludziach który są w stanie np torturować innych. Aj widzisz Ty tu o filmie a ja już wykraczam w temat złego świata. Ech
    :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba popularny jest ten film bo coraz częściej o nim czytam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A mnie właśnie ten "hollywoodzki rozmach" zupełnie nie przyciąga. Jakoś mi tak nie pasuje do polskich realiów i patrząc po trailerach, w sumie takie sztuczne wrażenie na mnie robi. Ale filmu nie oglądałam. "Kamieni na szaniec" - chyba robionych w podobnym stylu - też nie. Nie wiem, czy by mi się spodobało, ale tak jak mówię - nie ciągnie mnie do tych filmów.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przepiękna, wyczerpująca recenzja. Z chęcią wybiorę się na ten film, by samodzielnie wyrobić sobie zdanie na jego temat.

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękna recenzja... ja wybieram się weekend na ten film.Taka tematyka jest mi bardzo bliska i mocno się nią interesuję.Zobaczymy czy film mi się spodoba

    OdpowiedzUsuń
  16. Właśnie właściwie ciągle czytam o tym popcornie. To chyba wszędzie się zdarza. Ludzie chyba faktycznie nie wiedzą, na jaki film idą...

    OdpowiedzUsuń
  17. wow szczegółowa recenzja :) ja niestety nie byłam na tym w kinie ;/

    OdpowiedzUsuń
  18. No i już nie wiem, ostatnio czytałam, że film ten jest zbiorem obrazów przepełnionych symboliką i refleksjami, a dialogów jak na lekarstwo. Lekko się obawiam i chyba poczekam do premiery na DVD.

    OdpowiedzUsuń
  19. Najpierw poszłam w maju na film "Powstanie warszawskie", który jak wiadomo został "złożony" z nakręconych scen podczas powstania. I to chyba właśnie przed tym filmem puścili zwiastun Miasta44. Odpowiedź była prosta - MUSZĘ na to iść!
    Myślałam, że wybiorę się razem z przyjaciółkami, ale nie chciały iść w weekend, więc poszłam sama an wieczorny seans... Ominęłam stoisko z popcornem, bo domyślałam się, że tak go nie zjem. ;)
    Miałam napisać coś, o którejś scenie, ale zapomniałam... Na pewno popłakałam się przy scenie z pożegnaniem brata - chyba cała sala płakała. Reszta to był po prostu strach... Film bardzo, BARDZO brutalny... Przez moment nauczyciele zastanawiali się, czy aby na pewno puścić drugie klasy gimnazjum na niego (wtedy miałyby iść tylko III, a tak idą drugie i trzecie). Ale koniec końców idziemy i będę miała okazję zobaczyć film po raz drugi. I na pewno nie ostatni.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciesze sie, ze powstałą taka pozytywna recenzja na temat tego filmu, ponieważ w srode jade na ten film :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetna recenzja! Baaardzo zachęciłaś mnie do filmu :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  22. Widzę, że włożyłaś całe serce w tą recenzję :) Ja rzadko oglądam takie filmy, ale powiem Ci, ze tak go opisałaś, że czuję, ze to pozycja obowiązkowa. Obejrzę na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  23. Film mam w planach, chociaż jestem do niego nastawiona dość sceptycznie...

    OdpowiedzUsuń
  24. Planuję obejrzeć ten film, chociaż nie do końca się do jestem przekonana. Recenzją mnie zachęciłaś, więc może jednak się wybiorę do kina. A może akurat mi się spodoba :).

    http://czytanie-moja-milosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. Po takiej recenzji, postaram się na niego wybrać!

    OdpowiedzUsuń
  26. Wybieram się na ten film w tym tygodniu do kina :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mam wrażenie, że tylko ja jeszcze nie widziałam tego filmu...

    OdpowiedzUsuń
  28. Rewelacyjna recenzja, pełna emocji.
    Mam nadzieję, że film wkrótce zobaczę.

    OdpowiedzUsuń
  29. Wybieram się na ten film. Widzę, że Komasa i tym razem odwalił kawał świetnej roboty. Sala samobójców wbiła mnie w fotel, a film nie wiem kiedy przeleciał.

    OdpowiedzUsuń
  30. Mam go na swojej liście do autorskiego wyzwania filmowego, więc na pewno obejrzę. Jeśli ty chcesz się przyłączyć zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  31. Popieram w stu procentach tę recenzję. Miałam wiele podobnych odczuć. Scena ze spadającymi z nieba szczątkami ludzkimi była wielokrotnie potwierdzanona przez ówczesnych powstańców. Swego czasu zabrałam swoją klasę na spotkanie w IPN i wszyscy byli pod wrażeniem tych dramatycznych wspomnień. Film na pewno nie jest wiernym odtworzeniem historii powstania. Nie o to w nim chodziło. Ale z pewnością trafia do ludzi młodych. A ja obejrzałam film już chyba z naście razy. Na seansie w kinie byłam dwukrotnie. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń