czwartek, 28 sierpnia 2014

Koncertowo - Justin Timberlake

Cześć!
Opowiem Wam dzisiaj o spełnionym przeze mnie ogromnym marzeniu :)

Nie przepadałam nigdy za grupą 'N Sync, kibicowałam raczej zespołowi Backstreet Boys. Nadszedł rok 2002, a ja 14 - letnia wówczas gimnazjalistka odkryłam przyszłą gwiazdę. Od kiedy tylko usłyszałam solową piosenkę 21 letniego Justina ,,Like I Love You", zakochałam się w młodym wokaliście :D Od tej pory ściany mojego pokoju zdobiły plakaty Timberlake'a wyrwane z Bravo czy Popcornu. Oczywiście rodzina i znajomi śmiali się ze mnie nagminnie - twierdząc, że sława Justina nie potrwa długo :P Wmawiali mi, że jego śpiew jest beznadziejny, nie mówiąc o śmiesznych krokach tanecznych a'la Michael Jackson.

4 lata później, kiedy uczęszczałam już do liceum, Timberlake wydał nową płytę Future/Sex/LoveSounds. W mojej klasie zapanował istny szał na piosenki Justina, nagle wszyscy zaczęli go lubić! Utwór ,,Sexy Back" czy ,,My love" nuciły na przerwach różne koleżanki, które zauważyły właśnie, że 25 letni wokalista stał się bardzo sexowny :P

W ubiegłym roku piosenkarz nagrał kolejny w swoim dorobku album ,,The 20/20 Experience". Najbardziej znana z tej płyty piosenka ,,Mirrors" została hitem wszystkich stacji radiowych. Nie przypuszczałabym nawet, że rok później usłyszę ten przebój na żywo ;)

Nie mogłam uwierzyć w wiadomość, że Justin wystąpi w Polsce. Ewelinka przekonała mnie, że warto wybrać się na taki ekskluzywny koncert w w Gdańsku. Dlatego też w zeszłym tygodniu - 19 sierpnia wsiadłyśmy w Lęborku w pociąg do stolicy województwa pomorskiego i podążyłyśmy śladem JT. Zupełnie nie przeszkadzało nam to, że nie dostałyśmy już biletów z miejscami siedzącymi, więc prawie dwie godziny byłyśmy gniecone przez ludzi z walizkami na korytarzu. Wokół nas kłębił się tłum dziewcząt, które również jechały zobaczyć występ Justina na żywo. Rozmawiały dosyć głośno, więc nie dało się nie podsłuchać ich szeptów o fanach wokalisty, którzy dzień wcześniej śpiewali Timberlake'owi pod hotelem Hilton. Młode, rozemocjonowane kobiety kłóciły się o ślub piosenkarza, krytykowały jego partnerkę Jessicę :D Tak minęła nam podróż w pociągu. Na dworze wiało chłodem, ale klimat w środku był już gorący.

Po znalezieniu cudem jedynej wolnej skrytki na bagaże (na dworcu pkp), popędziłam z przyjaciółką na przystanek tramwajowy. Pojazd numer 7 zawiózł nas w okolice Areny Gdańsk. Ludzie czekali na Justina od samego rana, wśród tłumu przeważała oczywiście płeć żeńska do 18 roku życia. Nie zabrakło jednak także starszych fanów, często w wieku moich rodziców :O Spostrzegłam mnóstwo obcokrajowców, przyjechali oni do Polski specjalnie na koncert sławnego artysty. 


Pierwszeństwo przy wejściu miały osoby z biletami vipowskimi, współczuję im bo miejscówki mieli tak daleko, że chyba nic nie widzieli :P Po kilkugodzinnym okupowaniu bramy, zaczęto wpuszczać ludzi mających kartę wstępu Fast Track. Duża liczba fanów, rzeczywiście była fast, bo po uchyleniu wejścia biegli z prędkością światła, aby stać jak najbliżej sceny, był to dosyć zabawny widok :)

Niespodziewanie przy naszej bramie stanęły 2 osoby. Zrobiło się zamieszanie, wszyscy pomyśleli, że i my wkrótce wejdziemy, więc nagle z ziemi podniosło się ok. 40 tysięcy ludzi i tłum ruszył do przodu. Był to oczywiście fałszywy alarm i tak staliśmy w ścisku ponad godzinę. Kiedy jednak tylko właściwa furtka została otwarta, rozemocjonowana grupa zaczęła mknąć przed siebie do wyznaczonego celu. Łatwo było urwać rękę czy nogę, myślę, że gdyby tylko ktoś się przewrócił - natychmiast zostałby stratowany. To był mój pierwszy tak duży koncert, więc po przywyknięciu do nowej sytuacji pędziłam już niczym antylopa razem z podnieconym tłumem. W zasadzie przeżyłam już kiedyś podobny moment - 4 lata temu przechodząc przez przejście graniczne na Ukrainie - gdzie mieszkańcy prawie z przyjemnością mnie zdeptali.

Podczas sprintu, każdy uczestnik w locie łapał serduszko z napisem ,,I love you Justin", które stało się motywem przewodnim koncertu. Udało nam się zająć z Eweliną bardzo dobre miejsca z prawej strony sceny. Bez ruchu czekałyśmy kolejne godziny na występ gwiazdy, którą supportował DJ Freestyle Steve.

O 21.00 na podeście ukazał się przystojny wokalista. Kobiety piszczały jak szalone, a Justin rozpoczął 2 godzinne show. Patrzyłam rozanielona na płynne ruchy Timberlake'a, jego układ choreograficzny zrobił na mnie duże wrażenie. Jednak to głos piosenkarza skradł moje serce. Nie spodziewałam się, że Justin na żywo zaśpiewa tak rewelacyjnie!

Setlista była dla mnie wymarzona. Zabrakło mi jedynie przeboju ,,Tunnel vision". Z zachwytem wysłuchałam jednak największych hitów ,,Rock your body", "What Goes Around... Comes Around", "Cry Me a River" czy "Summer Love". Podczas jednej z piosenek publiczność podniosła do góry otrzymane przy wejściu serduszka, zapewniam był to świetny widok. Gdy wzruszony wokalista wypowiedział słowa w stylu ,,Dziękuji Gdensk" publika zwariowała :D

Niespodziewanym zabiegiem ze strony Justina było zagadanie do jednej z fanek - stojącej na samym przodzie przy barierce. Timberlake dowiedział się, że dziewczyna miała tego dnia 31 urodziny, więc postanowił zaśpiewać jej sto lat! Bardzo miły gest z jego strony :) Chwilę później w kierunku sceny pofrunął prosto z samego środka tłumu - biało czerwony szalik, który niestety upadł tuż przed podestem. Piosenkarz poprosił jednak kamerzystę o podanie mu szala i zawiesił go sobie na szyi ;D

Nie do końca jednak odpowiada mi klimat dzisiejszych czasów. Nie można było używać aparatów, jednak prawie każda jednostka trzymała w ręku telefon i filmowała najmniejszy ruch Timberlake'a. Mimo iż stałam bardzo blisko wokalisty często nic nie widziałam, bo przeszkadzały mi napierające na mnie łapy z twardymi komórkami. Gdy zgasły światła, widać było tylko blask szkiełek telefonów, które początkowo wyglądały jak błyskający ogień zapalniczek. Denerwowała mnie ta sytuacja, więc wyciągnęłam swój mały cyfrowy aparat, skoro i tak każdy fan machał z każdej strony jakimś sprzętem. Zdążyłam nagrać aż 1 filmik, po czym ochroniarz nakazał mi przestać filmować, grożąc utratą aparatu. Posłusznie schowałam moją cyfrówkę i patrzyłam jak cały tłum dalej nagrywa koncert telefonami. Nie widzę sprawiedliwości, mogłabym zrozumieć oburzenie za szpanowanie lustrzanką, ale zwykłym aparatem... Szkoda, że na koncertach nie obowiązują zasady ,,Albo każdy albo nikt" :p Zagłosowałabym wówczas za zakazem wnoszenia wszystkich elektronicznych sprzętów, bo patrząc jak nastolatki z przodu robiły sobie milion zdjęć selfie z dziubkiem było mi niedobrze..

Jeśli ktoś chce poczuć klimat koncertu to może zobaczyć jedyną piosenkę, jaką nagrałam w częściach hehe

Lovestoned (część 1) - polecam od 13 sekundy :)

Dzięki ochroniarzowi nie mogłam również zrobić żadnego zdjęcia, bo zdyskryminowano mnie za brak dobrej komórki (wszak mam stary model bez funkcji filmowania).

Te 3 rozmazane fotografie są wszystkim, co posiadam :( Wielokrotnie Timberlake był obok mnie - na wyciągnięcie ręki, jednak z ukrycia fotosy mi nie wyszły :P Może nie widać, że to Justin, ale zapewniam, iż jest to on :D



Wspomnę jeszcze o sytuacji pokoncertowej. 43 tysięczny tłum ruszył przed siebie, szukając obiecanych autobusów i tramwajów. Ogromna rzesza fanów okupowała chodniki i ulice, porządku pilnowała policja. Szkoda, jednak, że miasto nie zapewniło obiecanej podwózki pod dworzec główny pkp, bowiem większość osób nie była z Gdańska! Przez ponad godzinę snułyśmy się z Eweliną ciemną drogą, szukając właściwego pojazdu, ciągle spotykałyśmy wiele maszerujących jednostek w poszukiwaniu odpowiednich przystanków. Centrale taksówek nie odbierały telefonów, było nam coraz zimniej i mniej wesoło. Po północy z zaskoczeniem odkryłyśmy w końcu nocny autobus, który oczywiście spóźnił się prawie pół h. Do dostaniu się na dworzec przycupnęłyśmy we dwie na schodach wśród zmęczonego tłumu. Pani z pobliskiej restauracji wyprosiła nas twierdząc, że na jedzenie musiałybyśmy czekać blisko godzinę, a piwo już im się skończyło ;] O 3.12 wsiadłyśmy ostatecznie w upragniony pociąg do Lęborka, gdzie o 5.30 miałyśmy busa do Łeby. Po dotarciu do domu zdrzemnęłyśmy się na kilkadziesiąt minut :D

Podsumowując chyba za długie moje rozważania, jestem występem zachwycona! Nigdy nie wątpiłam w status gwiazdy JT, cieszę się z kolejnego spełnionego przeze mnie marzenia :) Będę mieć niesamowite wspomnienia, a moje koncertowe serduszko już wisi na ścianie ^^


Słuchacie Timberlake'a? Które utwory są Waszymi ulubionymi? Ja ostatnio zakochałam się w ,,Gimme What I Don't Know (I Want)" :))

38 komentarzy:

  1. Wow. Nie jestem jego fanką, ale dla fanów pewnie były to prawdziwe emocje :). Fajnie, że się nimi z nami podzieliłaś :). // Plus, że się dobrze zachowywał, a nie gwiazdorzył. Sto razy lepszy od tego drugiego Justina ;). Nawet jeśli to tylko dla PR robił (a pewnie nie, bo jakiś taki zawsze sympatyczny się wydawał :)).

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak byłam w Gdańsku to widziałam te plakaty. Cieszę się, że udało Ci się tam być:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przepadam za piosenkami Justina, jego muzyka w ogóle mnie nie przekonuje, ale gdybym była jego fanką (jak Ty), to ten koncert byłby spełnieniem moich marzeń. Cieszę się, że Twoje się spełniły :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, że jesteś zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale ci zazdroszczę. Mam teraz super wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ciesze się, ze Ci sie podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow, ale ci zazdroszczę! Fajnie czytało się twoją relację, aż się rozmarzyłam :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Biegłaś jak antylopa? Haha. chciałabym to zobaczyć na własne oczy:) Świetny koncert, wierzę Ci na słowo. A Justin jak zwykle w swoim nieodłącznym kapeluszu:D

    OdpowiedzUsuń
  9. O jaaaa! :D Świetne wspomnienia Ci zostaną! :D Cieszę się, że koncert się udał :3

    http://dzikie-anioly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Kilka utworów lubię, ale ogólnie za Justinem nie szaleję, chociaż koncert chętnie bym zobaczyła ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. nie przepadam za takim rodzajem muzyki ale koncert musiał być prawdziwym widowiskiem :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ostatni koncert na którym byłam to zespołu Metallica ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przyjemnie się czyta Twoją relację :) Fajnie, że udało Ci się wziąć udział w takiej imprezie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie jestem fanką Justina, owszem słyszałam parę piosenek i czasem w szalonym odruchu słucham Sexy Back, ale to tyle. Jednak relację przeczytałam z przyjemnością, napisałaś ją tak, że czułam jakbym tam była. Najgorszy jak widzę był powrót, po nocy i to z obcego miasta..

    OdpowiedzUsuń
  15. Już na pewno gdzieś pisałam, że Ci zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Za czasów N'Sync tkwiłam w przekonaniu, że Justin to taki plastikowy twór z boysbandu. Płytya "Future/Sex/LoveSounds" przekonała mnie, że tak nie jest. Zazdroszczę koncertu ogromnie, choć dojazd i powrót miałyście w warunkach ekstremalnych. :D

    OdpowiedzUsuń
  17. No, no... gratuluję udanego koncertu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zagorzałą fanką JT nie jestem, jednak lubię jego muzykę i na koncert też bym chętnie poszła :) Fajne przeżycie z tego, co czytam :) Co do aparatów to naprawdę dziwne :/

    OdpowiedzUsuń
  19. Zazdraszczam Ci :D Troszkę :) Bo lubię kilka jego piosenek ale nie w sumie tak że szaleje ;D

    OdpowiedzUsuń
  20. Zazdroszczę! Właśnie obejrzałam sobie kilka filmików na yt i faktycznie świetnie śpiewa na żywo. Lubię Justina, najbardziej "Mirrors", mam wielki sentyment do tej piosenki. Sytuacja z aparatami - dziwna, dlaczego inni mogli, a Ty nie?? Nie rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  21. tylko pozazdrościć takiego wydarzenia... :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie przepadam za Nim, jednak wiem co czujesz. Dokładnie to co ja, gdy jestem na koncercie zespołu Hey ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę! : )

    OdpowiedzUsuń
  24. Chciałabym kiedyś wybrać się na taki koncert :)

    OdpowiedzUsuń
  25. gratuluje spełnienia marzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Muzycznie nie moja bajka,ale samo przeżycie,wielka hala,scena,spełnione marzenie to jest to. Ja w listopadzie wybieram się do Krakowa na koncert Slash'a. Mąż zrobił mi prezent i spełnił jedno z moich marzeń. Zobaczyć i usłyszeć na żywo idola- bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Justin od czasów N'Sync przeszedł ogromną przemianę:) Śpiewa, gra w filmach:) Osobiście uwielbiam płytę Future/Sex/LoveSounds i co jakiś czas wracam do tych piosenek:) Tej, którą wstawiłaś słabo znam, zaraz sobie przesłucham:) Cieszę się, że wybrałaś się na koncert i spełniłaś marzenie:) Rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie jestem fanką, ale czasami posłucham jego utworów. Koncertu zazdroszczę, na pewno wspaniała zabawa i niezapomniane przeżycie dla fanów :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Fakt, to całe zamieszanie koncertowe i późniejsze powroty do najprzyjemniejszych nie należą, ale za to występ Twojego Idola na zawsze pozostanie w pamięci. Co przeżyłaś - to Twoje i nikt Ci tego nie odbierze :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Zobaczyć na żywo swojego idola - niesamowite wrażenie! :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Kocham Justina i bardzo, bardzo Ci zazdroszczę :) Mam nadzieję, że i mi się uda kiedyś być na jego koncercie, bo to zdecydowanie jeden z moich ulubionych artystów :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Czasem słucham jego piosenek, ale nie jakoś nałogowo. Na koncercie z pewnością musiało być super :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Też zawsze wierzyłam w talent Justina, jest zdecydowanie jednym z moich faworytów jeżeli chodzi o piosenkarzy. I NAPRAWDĘ umie śpiewać, to co on robi ze swoim głosem w niektórych piosenkach jest mistrzowskie :) Ja nie lubię koncertów właśnie za to co opisałaś, tyle godzin stania w bydlęcym tłumie. Gdyby każdy miał dla siebie wydzielony maleńki sektor to inna sprawa. Choć oczywiście wiem, że jest to niemożliwe :D
    Niemniej jednak cieszę się, że spełniłaś jedno ze swoich marzeń! :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Widać widać , ze to Justin :) Szczęściara ;) Uważam , że nie ma większej przyjemności jak dobry koncert ukochanego muzyka, zespołu ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. fajna sprawa taki koncert.Justin nie jest moim ulubieńcem,ale kilka piosenek mi sie podoba

    OdpowiedzUsuń
  36. Super :) Fajnie, że spełniłaś swoje marzenie :) Ja za Justinem jakoś zbytnio nie przepadam, chociaż najnowszych płyt słucha mi się bardzo dobrze. Zwłaszcza wspomnianego przez Ciebie "Mirrors". No i "Love never felt so good", bo moim idolem jest Jackson :)

    OdpowiedzUsuń