niedziela, 29 czerwca 2014

Niebo istnieje... naprawdę

Cześć!
Na początku czerwca przeczytałam książkę ,,Niebo istnieje..naprawdę!". Lektura bardzo mi się spodobała, także koniecznie chciałam zobaczyć tegoroczną ekranizację prawdziwej historii. W końcu doczekałam się w moim miasteczku seansu w kinie. To co zobaczyłam przed budynkiem, wprawiło mnie w osłupienie. Miejskie kino nie prosperuje zbyt dobrze, filmy puszczane są jedynie na weekend (i to z opóźnieniem), czasem na widowni siedzi zaledwie 5 osób. W niedzielny wieczór ujrzałam ogromne tłumy czekające - w szokująco długiej kolejce - na wejście. Zaskoczona przyjrzałam się działaniem pracowników, którzy otworzyli drzwi na balkon, ponieważ na parterze ludzie już nie mieli miejsc do siedzenia! Takie sytuacje mogłyby się powtarzać częściej :)





    Tytuł: ,,Niebo istnieje... naprawdę"
    Reżyseria: Randall Wallace
    Czas trwania: 1.40 h
    Rok produkcji: 2014
    Gatunek: dramat









Fabuła:
Colton jest małym, inteligentnym chłopcem. Niespodziewanie, dziecko dostaje gorączki, wymiotuje. Lekarze nie mają dla rodziców optymistycznych wieści - życie Coltona jest zagrożone, konieczna jest natychmiastowa operacja. Chłopiec wraca do zdrowia, jednak nie jest już tym samym dzieckiem, co przed pobytem w szpitalu. Opowiada ojcu, że gdy jego stan był krytyczny, on wcale się nie bał, bo otuchy dodawały mu śpiewające anioły. Początkowo nikt nie wierzy w wizje nieba przedstawianą przez chłopczyka. Większość znajomych szydzi z rodziny Burpo, oskarżając pastora Todda o przekazywanie fałszywego świadectwa wiary - wymyślonego przez jego syna. Colton nie przejmuje się obelgami innych ludzi, każdego dnia z przekonaniem opisuje swoje niesamowite wspomnienie.

      Przyznam, że trochę obawiałam się ekranizacji ,,Niebo istnieje... naprawdę", gdyż książka była super i zastanawiałam się, czy reżyser nie zepsuje tak pięknej historii, z kina wyszłam jednak zadowolona. Ponad 1.5 h siedziałam na krześle ze ściśniętym gardłem, pani znajdująca się nieopodal ciągle chlipała. Zachwycona byłam przede wszystkim niesamowitymi widokami, nie mogłam się napatrzeć na cudowne łąki i pola. 
     W filmie przedstawiono zwykłą rodzinę, borykającą się z codziennymi problemami - brakiem pieniędzy, chorobami. Bohaterowie produkcji, pomimo tego iż byli ludźmi religijnymi, mieli wiele momentów zwątpienia w sens wiary. Jednakże państwo Burpo stworzyli dom pełen miłości, a swoich dzieci uczyli szacunku i tolerancji wobec bliźnich. 
      Dzieło Wallace podobało mi się. Oczywiście film nie przypadł mi do gustu bardziej niż książka, ale ekranizację oceniam na plus. Zmieniono niewiele momentów, np. Colin trzymał pająka tuż przed pobytem w szpitalu, a nie jak przedstawiono w dramacie - po pokonaniu choroby. Rozczarowana byłam natomiast wizją nieba, dla mnie wyglądało ono trochę kiczowato.
        Uważam, że aktorzy zostali dopasowani do swoich ról idealnie. Wszystkich artystów występujących w ,,Niebo istnieje... naprawdę" widziałam po raz pierwszy, ucieszyłam się zatem mogąc zobaczyć na ekranie nieznane mi twarze. Moim zdaniem Greg Kinnear jako Todd Burpo oraz Kelly Reilly w roli Sonji Burpo wspaniale wykreowali swoje postaci. Bohaterowie potrafili ze sobą rozmawiać w sposób świadomy, używając wielu argumentów, nie bojąc się okazywać swoich uczuć np. strachu. Dzieciom stworzyli idealny azyl, żeby mogły czuć się kochane i bezpieczne. Nie krytykowali pociech, często im dopingowali i starali się zrozumieć często negatywne zachowania potomków. Uważam, że szczególne brawa należą się jednak najmłodszym aktorom: Lane Styles wcielającą się w Cassie i przede wszystkim Connor'owi Corum za rolę głównego bohatera Colina. Dzieci były nie tylko przesłodkie, ale także zagrały genialnie. Zarówno dziewczynka jak i chłopiec stworzyli niezwykle wiarygodne postaci. Z przyjemnością patrzyłam na swobodne zachowania małych artystów. Film odebrałam bardzo pozytywnie, byłam oczarowana klimatem produkcji. Moja ocena to 8.5/10.  

Tymczasem ostatnio udało mi się wytropić bocianią rodzinkę w pobliskiej wsi :)


Młode ptaszki czekają na jedzonko :D


Jeden z nich nie może się już doczekać powrotu rodziców!


W końcu pojawia się głowa rodziny z czymś pysznym w dziobie..


 Starszy bocian mi pozuje :D


Miłego wieczoru :)

27 komentarzy:

  1. Brzmi ciekawie, najpierw jednak wolę rozejrzeć się za książką :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety nie znam ani książki ani filmu. Jestem ciekawa czy by mi się spodobała ta historia. Chętnie bym najpierw zaczęła od książki :). Dzięki za propozycję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Intryguje mnie ta historia i mam dylemat, bo chciałbym przeczytać książkę, lecz mam mało czasu, dlatego w obecnej sytuacji chyba jednak sięgnę po film.

    OdpowiedzUsuń
  4. z ogromną ochotą zobaczę ten film :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trudno mi powiedzieć, jak odebrałabym tę historię. Książki raczej szukać nie będę, ale film pewnie obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam o tym filmie, ale jeszcze nie oglądałam.
    Uwielbiam bociany!

    OdpowiedzUsuń
  7. A zastanawiałam się czy warto na niego pójść :D Z racji tego, że mam wakacje to pewnie go obejrzę dzięki Twojej recenzji. :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Już tyle dobrego słyszałam zarówno i książce jak i o filmie. Muszę koniecznie się z nimi zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
  9. i ja się skuszę na niego bo już jest na mojej liście do obejrzenia :) Z niecierpliwością czekam też na gwiazd naszych wina na necie i czytam właśnie książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie czytałam książki, ani nie widziałam filmu, zachęciłaś mnie :) W pierwszej kolejności zabiorę się za lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie miałam pojęcia, że książka została zekranizowana. I choć książkę przeczytam na pewno (nawet mam ją już u siebie:)), to nad obejrzeniem filmu jeszcze się zastanowię:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Muszę w takim razie też obejrzeć ten film, ale najpierw poszukam książki:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ach jaka urocza rodzinka :) ja w tym roku bocianów jeszcze nie widziałam

    OdpowiedzUsuń
  14. Pierwszy raz słyszę o tym filmie, ale mnie zainteresowałaś. Strasznie nietypowy film :) Jak byłam mała to zawsze jak szalona wyszukiwałam bocianów :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Mówisz, że nagle kino przeżyło prawdziwe oblężenie? No patrz :D Nie spodziewałabym się w sumie po takim filmie. Powiem Ci że w Kielcach nie jest lepiej, nie raz zdarzało mi się iść na rróżne filmy a na sali było tylko kilka osób, parę razy byłam tylko ja i mój S na całej pustej sali :] Oglądałam tak już ze trzy filmy. Ale wiesz co? Ja to całkiem lubię :) Nikt nie siedzi blisko, nikt Ci nie przeszkadza :D Myślę że to kwestia cen biletów.... U nas w kinie są tanie wtorki gdzie cena za bilet to 12 zł, wtedy też kino jest oblężone. Tylko dlatego że są tańsze bilety :) Generalnie uważam, że jakby kina zmniejszyły stawki za bilety to naprawdę ludzie chętniej chodzili by na seanse i wyszliby na tym lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Książkę czytałam już jakiś czas temu, jak jeszcze nie była tak znana u nas w Polsce. Ach film marzę, żeby zobaczyć, ale jak na razie nie ma wersji z dubbingiem:(

    OdpowiedzUsuń
  17. Książkę przeczytałam dość dawno temu. Ekranizacji jeszcze nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Szczerze mówiąc to ja wolę siedzieć samotnie w kinie, dlatego zwykle chadzam na poranne seanse.

    OdpowiedzUsuń
  19. jak byłam z tatą w kinie u nas na Zmierzchu to było 7 osób :D
    a film mam zamiar obejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  20. o książce słyszałam i mam zamiar ją przeczytac.

    OdpowiedzUsuń
  21. Podobno zobaczenie bociana w gnieździe przynosi szczęście.
    A ja teraz żałuję, że przegapiłam ten film u nas w kinie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ciężko mi uwierzyć, że to mogło się zdarzyć...

    OdpowiedzUsuń
  23. wyciskacz lez do obejrzenia w pojedynkę i glębszej analizy nad sensem zycia.
    Lubie filmy oparte na prawdziwych historiach

    OdpowiedzUsuń
  24. Myślę, że ten film mógłby mi się spodobać :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Mam wakacje = czas na oglądanie filmów :). Przy ich wyborze na pewno będę się sugerowała Twoim blogiem :). Piękne boćki! :D Też ostatnio widziałam jednego :).

    OdpowiedzUsuń
  26. Widziałam zapowiedź tego filmu i już wtedy nabrałam na niego ochoty, ale chyba musiałabym najpierw przeczytać książkę... :)

    OdpowiedzUsuń