niedziela, 5 maja 2013

,,Upiór w operze" z muzyką na żywo

Siemanko!
Z racji tego, że cudowna majówka upłynęła pod znakiem deszczu i wszystkie plany licho wzięło, trzeba było urozmaicić sobie ten długi weekend, aby nie zleciał jak każdy inny. Co zatem można robić podczas niesprzyjającej pogody? Rozrywek nie ma za wiele, monotonia... Koleżanka złożyła propozycje - chodźmy się trochę ukulturalnić! A ponieważ kino w moim mieście funkcjonuje z opóźnionym repertuarem (ludzie zdążą obejrzeć dane filmy dużo wcześniej w większych miejscowościach lub na komputerze), odwiedzam je rzadko. Baaa, nawet bardzo rzadko, bo byłam ostatni raz byłam w nim kilka lat temu.. Ale tym razem repertuar był nieco inny: Kino nieme - ,,Upiór w operze" z muzyką na żywo. Hmm tylko czy byłby to odpowiedni seans dla mnie? Ze wstydem stwierdzam, że trochę ignorantka artystyczna ze mnie w kwestii dawnego kina. Faktycznie trochę słabo nie znać klasyków, a głowę pakować wyłącznie coraz to nowszymi ,,hitami" filmowymi, których fabułę zapominamy często już po kilku dniach. Generalnie mając na uwadze kino bez dźwięku, kojarzy mi się jedynie ,,Flip i Flap" (oglądałam bardzo często w dzieciństwie). Zważywszy na to, że innych rozrywek w mieście - pokrytym szarością nie było, postanowiłam wybrać się do kina, zaciekawiona szczególnie tym bonusem - muzyką na żywo.

        Przyznam szczerze, iż nigdy nie byłam na takim wspaniałym wydarzeniu. Nie przypominam sobie, żebym wyszła kiedyś z kina tak bardzo zachwycona.. Bez wątpienia, był to jeden z najprzyjemniej spędzonych wieczorów a moim życiu! Ale od początku..
     Sala została praktycznie cała zapełniona przez spragnioną wrażeń publiczność, wszyscy czekali z niecierpliwością na spektakl. Na scenie pojawiły się instrumenty: perkusja, 2 kontrabasy, gitara, skrzypce.. Następnie zza kulis wyłonili się młodzi, zdolni muzycy. Dwójka z nich była boso, a jedna z dziewczyn w bluzeczce na ramiączkach. W pomieszczeniu było niezwykle zimno, pod koniec seansu myślałam, że zamarznę, chociaż miałam na sobie kilka swetrów, więc patrząc na kobietę - miałam dreszcze (mam cichą nadzieję, że kontrabas ją rozgrzał).
       Po dłuższej chwili film rozpoczął się. Kiedy na ekranie pojawiły się postaci, rozbrzmiały instrumenty - baletnice tańczyły w rytm perkusji i kontrabasów! Muzyka była głośna, ale właśnie taką lubię, tworzyła niesamowity klimat, prawdziwa uczta dla naszych uszu! Publikę ogarnęło wszechobecne wzruszenie. Niemy upiór załkał, a jeden z artystów - znajdujący się na scenie, zagrał rzewnie na pile, która wydała dźwięk płaczu.
      W pewnym momencie zapatrzyłam się na młodego człowieka orkiestrę, który wcześniej używał skrzypiec, a następnie odłożył je na bok i wstał. Mężczyzna stał się dyrygentem - machał głową, rękami - istna ekstaza! Nie mogłam oderwać wzroku od zdolnego muzyka; zapomniałam, że film jeszcze trwa - a właśnie działa się w nim kluczowa akcja. Szturchałam koleżankę z podekscytowaniem, by nie przegapiła tak wspaniałego widowiska. Kumpela przez chwilę spoglądała z uznaniem, ale szybko powróciła do przerwanego seansu. Ja dalej nie mogłam oderwać oczu od fantastycznego dyrygenta. Na szczęście ten przeoczony przeze mnie moment, psiapsióła opowiedziała mi po wyjściu z kina, także nie żałuję, że go nie widziałam :)
      Po zakończonym przedstawieniu, młodzi ludzie powstali i ukłonili się. Tym razem koleżanka trąciła mnie ramieniem i krzyknęła: ,,Spójrz! Ta dziewczyna ma bluzkę na szeleczkach! Ona musiała porządnie zmarznąć!". Opanowując dreszcze odparłam, że widziałam jej ubiór od początku.. Mam jednak nadzieję, że młoda gwiazda się nie przeziębiła :/ Podziwiam takich ludzi, którzy mają pasję, talent. Zazdroszczę im, że odnaleźli swój cel w życiu. A ja cóż.. Nie gram na niczym, nie tańczę, nie śpiewam, nie mam zdolności aktorskich itp. Dosłownie - bida z nędzą. Aczkolwiek cieszę się, że mamy taką utalentowaną młodzież i kibicuję im ogromnie! Jeśli chodzi o mnie... wierzę, że mimo wszystko na swoją drogę jeszcze natrafię, najwyżej tylko trochę później - ale poczekam :)




Tytuł: ,,Upiór w operze"
Reżyseria: Rupert Julian, Edward Sedgwick,
                Ernst Laemmle, Lon Chaney
Rok produkcji: 1925
Czas trwania: 1.33 h
Gatunek: horror




    Opowieść o upiorze jest jednym z pierwszych horrorów, jakie powstały w Ameryce - bez wątpienia stała się klasykiem światowego kina. Akcja filmu toczy się w Paryżu w gmachu opery.
       Fabuła: 
     Trwają przygotowania do sztuki ,,Fausta". W głównej roli obsadzono Carlottę, która dostała od anonima groźne ostrzeżenie, że zastąpi ją Christine. Upiór o sympatycznym imieniu - Eric jest  mistrzem czarnej magii, a jego miłość życia to Christine. Kobieta pobiera lekcje śpiewu u czarnoksiężnika, jednakże nigdy go nie widziała, może ujrzeć tylko cień nieznajomego.
     Niespodziewanie Carlotta zachorowała, co poskutkowało niemożnością wystąpienia na scenie, wobec czego została godnie wymieniona (przez wybrankę Erica). Jednakże zbliża się kolejne przedstawienie, ale tym razem Carlotta ignoruje ostrzeżenia Upiora. Podczas odgrywania swojej kreacji, w operze gasną światła i nastaje ciemność. (I dalszy moment przegapiłam, obserwując dyrygenta... W każdym razie zdolna artystka już nigdy więcej w filmie się nie pojawiała, więc można wywnioskować, co się z nią stało).
       Christine postanawia posłuchać głosu mistrza. Odrzuca uczucia do Raoula - swojego ukochanego, wybiera karierę. Eric zabiera ją do lochów pod ziemią i wyjawia historię - dlaczego jest taki przerażający (ale żeby dokładniej się tego dowiedzieć, muszę koniecznie przeczytać książkę). Co się stanie w dalszej części horroru? Zapraszam na seans filmowy :)

    Produkcją jestem zachwycona. Wiem, że niektóre momenty były w niej groteskowe, przerysowane, dominowały gesty teatralne. Ale data powstania horroru, wszystko wybacza. Pierwsze filmy - nieme, zdecydowanie mają w sobie urok. Aktorzy pierwszoplanowi: Mary Philbin (Christine Daae), Lon Chaney (Upiór) oraz Norman Kerry (Raoul de Chagny) wykreowali genialne postaci, które na zawsze zapisały się w historii kina. Bałam się widoku Erica, co prawda był on dość przerażający, ale nie w takim stopniu - jak się spodziewałam. Produkcja otrzymuje ode mnie ocenę 8/10. Być może jest to nota zawyżona, ale moja odczucia po ujrzeniu napisów końcowych i wysłuchaniu oryginalnej oprawy muzycznej były niezapomniane! Oglądając horror na komputerze czy przed tv, moje emocje na pewno wyglądałyby inaczej - film w moich oczach zapewne nie wypadłby tak spektakularnie.
        Dlatego apeluję do Was.. jeśli zobaczycie podobne wydarzenie u siebie w mieście, nie zastanawiajcie się - idźcie, bo naprawdę warto! :)) P.S. To mój drugi wypad do kina w tym roku. Ah.. gdyby tak się udało mi się odwiedzać to miejsce raz w miesiącu? Ależ byłoby pięknie kontynuować ten etap ukulturalniania się :D A jak wam upływa majówka? Pozdrowienia z zachmurzonego Dolnego Śląska!

30 komentarzy:

  1. Zazdroszczę Ci tak bardzo tego wieczoru!
    Oglądałam Upiora w operze z 1925 roku, ale zwyczajnie, na komputerze, bez większych emocji (większe wrażenie zrobiła na mnie ekranizacja z 2004 roku).
    Kino nieme w towarzystwie muzyki na żywo musi być niezwykłym przeżyciem, a już w szczególności dla miłośnika muzyki klasycznej. Bardzo fajne inicjatywy macie w tym Waszym lokalnym kinie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę kiedyś obejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Beautiful!

    I like your blog and I am your new follower now) Would you like to follow each other?)
    http://www.makingindustry.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. To musiało być ciekawe doświadczenie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantastycznie to opisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "upiór w operze" kultowa pozycja, a ja tego nie widziałam..;/ a bardzo bym chciała!

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny post. : )
    bee-yooursellf.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo fajna akcja :) Sama chetnie wziełabym udział w takim spektaklu ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z czystej ciekawości poszłabym to zobaczyć.:)

    OdpowiedzUsuń
  10. kurde chciałabym kiedyś wziac udziałw czymś takim :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Rany, wciągnęła mnie ta historia! :)) W sumie deszczowa pogoda może się czasem przysłużyć, przynajmniej trochę kultury człowiek łyknie ;))
    Pozdrowienia i niech wreszcie wyjrzy u Ciebie słońce :))

    OdpowiedzUsuń
  12. uwielbiam ten film! w każdej wersji

    OdpowiedzUsuń
  13. Narobiłaś mi apetytu na takie obcowanie z kulturą. Zazdroszczę seansu :)

    li_lia
    http://lilia.celes.ayz.pl/blog/

    OdpowiedzUsuń
  14. muszę kiedyś obejrzeć ;) pooozdrawiam! =)

    OdpowiedzUsuń
  15. Też byłabym zachwycona :)
    Świetnie go opisałaś *.*
    Same plusy i pozytywy ;**
    Zapraszam ; www.everyday-smart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie lubię takich filmów ^^

    OdpowiedzUsuń
  17. Hej! Najmocniej Cię przepraszam! Mea culpa, kursor mi się najwyraźniej przesunął i Cię nie wpisałam, powinnam to sprawdzić i nie wiem czemu tego nie zrobiłam... W ramach przeprosin będę miała dla Ciebie drobny upominek. Wyślij mi proszę adres do siebie miss-shonali@o2.pl
    :)

    OdpowiedzUsuń
  18. To musiało być ciekawe przeżycie-oko w oko (prawie) z Upiorem.
    P.S. Dzięki:)

    OdpowiedzUsuń
  19. coś podobnego było kiedyś też w moim mieście i po Twojej recenzji żałuję, że nie poszłam ;<

    OdpowiedzUsuń
  20. łał ja szczerze nie widziałam tego :P ale aż mnie zachęciłaś ...:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Niezwykłe wspomnienie i świetnie napisany post. Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam dolnoślązaczkę, która wie, jak wygląda Ślęża. Ludzie pół roku zgadywali u mnie, co to za góra, aż zgadła osoba, która tam kiedyś była na wycieczce z drugiego końca Polski, a zdjęcie było od początku podpisane. =d

    OdpowiedzUsuń
  22. wow. musiało to być naprawdę niesamowite przeżycie. jak kiedyś będę miała okazję to na pewno pójdę na coś takiego :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetne to musiało być! Bardzo dobry pomysł!

    Filmy z tamtych czasów są niesamowite!

    OdpowiedzUsuń
  24. Tak obserwuję po cichu i stwierdzam że masz bardzo dobry gust 'kulturowy' ;) To się ceni ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. no nie widziałam ale recenzja solidna....masz bardzo fajny jezyk stylistyczny :)

    OdpowiedzUsuń
  26. To jednak nie w moim guście :)

    OdpowiedzUsuń