sobota, 27 kwietnia 2013

Kubańskie klimaty

Witajcie!
Dzisiaj zapraszam na post filmowy. Nie mogłam uwolnić się od towarzyszącej mi atmosfery kubańskiej, więc postanowiłam po raz kolejny obejrzeć produkcję ,,Dirty Dancing 2 - Havana nights", którą okazało się, że widziałam po raz ostatni aż 7 lat temu :O Niesamowite... jak ten czas szybko płynie.




     Tytuł: ,,Dirty Dancing 2 - Havana nights"
     Reżyseria: Guy Ferland
     Gatunek: muzyczny, melodramat
     Czas trwania: 1.26 h.
     Rok produkcji: 2004 r.










Fabuła:
      Rok 1958, amerykańska rodzina przeprowadza się do stolicy wyspy – Hawany. Główna bohaterka – Katie, poznaje przystojnego Kubańczyka. Pomiędzy dwójką młodych ludzi rozkwita miłość. Para spotyka się ze sobą w tajemnicy przed rodzicami dziewczyny, którzy nie zaakceptowaliby biednego obcokrajowca jako chłopaka ukochanej córki. Katie namawia Javiera do wzięcia udziału w konkursie tańca. Młodzi ćwiczą wspólne układy w ukryciu. Oczekiwany występ przyciąga liczną publiczność, także rodzinę głównej bohaterki. Jak najbliżsi zareagują na konkursowy taniec Katie z Javierem? Jaki będzie finał znajomości młodej pary? Zachęcam do obejrzenia filmu ;)

Obsada:
Romola Garai jako Katie. Aktorkę zapamiętałam z roli małej dziewczynki w ,,Pokucie”. Zdziwiłam się, kiedy ujrzałam ją na ekranie jako dorosłą już – 21 letnią kobietę. Nie mniej jednak, kreacja Amerykanki przypadła mi do gustu. Szczególnie podziwiam jej umiejętności taneczne, które zrobiły na mnie duże wrażenie, tym bardziej, że dziewczyna uczyła się płynnie poruszać niedługo przed powstaniem ,,Dirty Dancing 2”.
Diego Luna jako Javier. Meksykanin skradł moje serce wcielając się w postać biednego kelnera. Jego nieśmiałe spojrzenia i seksowne ruchy sprawiły, że na mojej skórze pojawiały się dreszcze.
Bohaterowie drugoplanowi: Susie Miller (Mika Boorem), Jeannie Miller (Sela Ward), Bert Miller (John Slattery) oraz James Phelps (Jonathan Jackson) również byli fantastyczni.
Oczywiście muszę pochwalić także grę niezastąpionego Patricka Swayze. Mimo iż aktor pojawił się w filmie zaledwie na kilka minut, stworzył niesamowitą kreację. Nawet krótka scena – przypominająca jego wspaniały talent taneczny, była dla mnie przyjemnością. 

       Moim zdaniem, produkcja niepotrzebnie została zatytułowana ,,Dirty Dancing 2”. Szkoda, że film jest ciągle porównywany z pierwszą częścią, ponieważ ma z nią niewiele wspólnego. Powszechnie jednak wiadomo, że wszystkie kontynuacje - zawsze sprzedają się lepiej niż samodzielne dzieła. Tym bardziej, że ,,Dirty Dancing” jest klasykiem, którego wszyscy znają, więc bazowanie na jego nazwie mogło przynieść twórcom sequela - więcej korzyści w postaci pieniędzy. Tymczasem, wielu ludzi nagminnie zestawia ze sobą obie produkcje, nie zdając sobie sprawy, że jest to niesłuszne posunięcie. Filmy różnią się od siebie miejscem akcji i tłem wydarzeń. Łączy je jedynie temat tańca i twarz Patricka Swayze, którego wykorzystano do reklamowania nowego melodramatu. Myślę, że drugi człon tytułu - ,,Havana nights” zostałby nazwą adekwatniejszą. Obyłoby się wówczas bez okrzyków oburzenia ze strony widzów, bo spojrzeliby oni na produkcję bardziej obiektywnie.

         Aktorzy zostali dobrani do swoich ról idealnie. Warto wspomnieć, że Diego Luna miał podczas kręcenia scen tanecznych 25 lat, czyli był o dekadę młodszy od dojrzałego Patricka Swayze, kiedy ten odnosił sukcesy podczas promocji ,,Dirty Dancing” w 1987 r. Nie lubię zatem porównań obu panów, bo uważam, że wykreowanych przez nich postaci nie powinno się ze sobą zestawiać.
        Mając podstawową wiedzę o historii Kuby, podczas oglądania dzieła Ferland'a, zwróciłam uwagę na inne aspekty niż kilka lat temu, gdy zdecydowałam się zobaczyć film po raz pierwszy. Rok 1958, dostrzegamy bogate dzielnice mieszkaniowe - urzędujących na wyspie Amerykanów. Szydzą oni z tubylców, wyzyskują ich i ignorują. Kubańczycy coraz poważniej myślą o rewolucji, mają dosyć znieważań ze strony sąsiadów. Komuniści, będący w opozycji do panującego rządu, chcą zawalczyć o niepodległe państwo. Latynosi nienawidzą Jankesów i pogłębiających się w kraju nierówności społecznych (bogactwo – skrajna bieda). Finał melodramatu jest spełnieniem marzeń rebeliantów, a zarazem zerwaniem stosunków dyplomatycznych z USA. Amerykanie dostają nakaz opuszczenia wyspy, już nigdy nie będą mogli na nią powrócić. Wydarzenia przedstawione w produkcji oparte są na faktach – nie tylko tło historyczne, ale również losy przystojnego Kubańczyka i młodej Amerykanki. Należy pamiętać, że relacji pomiędzy pokłóconymi państwami nie naprawiono do dnia dzisiejszego. Na wyspie obowiązuje bezwzględny zakaz pojawiania się zarówno polityków jak i turystów posiadających obywatelstwo amerykańskie. Z tego powodu film wyreżyserowany został w Portoryko.
         Bardzo podobała mi się klimatyczna muzyka - towarzysząca najważniejszym scenom ,,Dirty Dancing 2”. Ponadto, nie mogłam oderwać oczu od fantastycznie tańczących par, którzy poruszali się rytmicznie, kołysząc przy tym seksownie biodrami. Z zazdrością spoglądałam na ludzi – bawiących się w klubie ,,La Rosa Negra”, chciałabym, chociaż na chwilę, móc znaleźć się pośród nich. Z radością obserwowałabym Kubańczyków – ich płynne, wyuzdane ruchy. Uwielbiam soundtrack filmowy, uważam, że jest wspaniały i często słucham go na moim mp3, pomimo tego, że nagrywałam go wiele lat temu. Za każdym razem, kiedy znajoma muzyka dociera do moich uszu, czuję przyśpieszone bicie serca. Produkcja należy do grona moich ulubionych dzieł o tematyce latynoskiej, jednak zawsze podkreślam, że kontynuacja ,,Dirty Dancing” nie jest typowym sequelem, bo niewiele cech łączy ją z pierwszą częścią. Oceniam film na 8/10.

Poniżej, najważniejsze i najciekawsze utwory, które odnaleźć można w filmie:


         W wolnym czasie postanowiłam także obejrzeć ,,Dzienniki motocyklowe”. Produkcja również powstała w 2004 r. (na podstawie wspomnień kubańskiego rewolucjonisty Che Guevary).


    

           Tytuł: ,,Dzienniki motocyklowe"
           Reżyseria: Walter Salles
           Gatunek: biograficzny
           Czas trwania: 2.06 h
           Data powstania: 2004 r.









Fabuła:
      25 letni Che podróżuje po Ameryce Łacińskiej. We wnętrzu bohatera rozpoczyna się duchowa przemiana. Argentyńczyk, który wybrał studia medyczne, jest wrażliwym chłopcem. Chce pomagać ludziom wyczerpanym i ubogim. Ernesto cierpi, kiedy widzi pogłębiającą się nędzę w państwach latynoamerykańskich. Młodzieniec rozmyśla nad pomysłem zjednoczenia kontynentu, chce likwidacji granic, bo jego zdaniem wszyscy mieszkańcy wywodzą się z jednego plemienia. Mężczyzna nie rozumie obcych najeźdźców, którzy zniszczyli piękną przyrodę, aby zbudować cywilizację. Według niego, na wskutek rozrastania się kultury, tubylcy zostali przytłoczeni postępującą globalizacją.
     Momentem przełomowym w życiu Guevary staje się 3 tygodniowy staż w Peru. Che z niedowierzaniem przygląda się podziałowi wioski, w której ma zamieszkać Po jednej stronie rzeki – żyją lekarze i siostry zakonne, a po drugiej – pacjenci, chorzy na trąd. Młody chłopak sprzeciwia się funkcjonowaniu takiej klasyfikacji. Ernesto nie ma zamiaru stosować się do zasad, dlatego też aby udowodnić swoją wierność i przywiązanie do ludzi potrzebujących pomocy, buntuje się przełożonym. Nie zakłada rękawiczek, a następnie, w ramach protestu, postanawia przepłynąć strumień. Należy pamiętać, że Guevara cierpiał na pogłębiającą się astmę. Bohater potrafił zjednywać sobie przyjaciół, był postacią szczerą i otwartą na różne propozycje.

Obsada:
Gael Garcia Bernal jako Ernesto. Meksykanin fantastycznie wcielił się w rolę Argentyńczyka. Przystojny aktor wspaniale zagrał wrażliwego lekarza, który do końca życia - był wierny swoim ideałom.
Rodrigo De La Serna jako Alberto Granado. Artysta zawładnął moim sercem – realizacją kreacji przyjaciela Guevary. Moim zdaniem, przyćmił on swoją osobą nawet głównego bohatera. Postać Alberto była zupełnym przeciwieństwem Che. Mężczyzna lubił pomagać ludziom pokrzywdzonym przez los, jednak często zmieniał obiekt swoich uczuć, cechowała go energia i szaleństwo. Co więcej, młodzieniec doskonale również tańczył. Warto wspomnieć, że pod koniec filmu, na moment pojawił się także prawdziwy Granado. 82 letni - wówczas staruszek, był obecny przy realizacji produkcji. Przeczytałam, że niestety w 2011 r. zmarł, ale na zawsze pozostał w pamięci społeczeństwa.

          Na początku dzieła Salles'a pojawia się wstęp – kluczowe hasło filmu, ,,Nie jest to opowieść o wielkich ludziach i wielkich czynach. To historia dwóch osób kroczących przez chwilę jedną ścieżką mając wspólne aspiracje i podobne marzenia” - Ernesto Guevara de la Serna, 1952. W związku z przedstawionym cytatem, możemy się spodziewać, że produkcja – będzie przypominała dokument. ,,Dzienniki Motocyklowe” spodobały mi się, były właśnie tym, czego oczekiwałam od reżysera, czyli zbiorem ciekawostek z lat młodzieńczych Che.
       Pozytywnie oceniam dobór aktorów do ról filmowych. Jestem zachwycona wspaniałymi zdjęciami – widok pięknych krajobrazów Peru i Chile, spowodował ogromną tęsknotę za tak cudownymi miejscami w Ameryce Łacińskiej. Marzę o podróży w tamte rejony. Zdziwiłam się jednak brakiem nawiązań do Kuby. W produkcji nie pojawiła się żadne wzmianka o znanej wyspie.
Wiele scen było naprawdę komicznych, podczas seansu filmowego - na mojej twarzy często gościł uśmiech. Jednocześnie wiele momentów skłaniało do refleksji. Największe emocje wzbudziły we mnie sytuacje związane z tańcem. Zachwycona, przyglądałam się pląsającym na parkiecie parom, moją szczególną uwagę - zwróciły balety lekarzy i sióstr zakonnych.
         Dodam, że podczas finałowych scen, uroniłam kilka łez.  Doceniam także muzykę, która jest - według mnie - genialna. Oceniam produkcję 8/10.

13 komentarzy:

  1. "Dirty Dancing 2" oglądałam - faktycznie jest to film, który ogląda się z przyjemnością, ale ja i tak jestem wierna pierwszej wersji "Dirty Dancing", którą uwielbiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tych dwóch części nie można porównywać, moim ulubieńcem jest 1, a z 2 lubię sobie czasem posłuchać soundtracku.
    Kiedyś cz.1 była nazywana "Wirującym seksem".

    OdpowiedzUsuń
  3. uwielbiam Dirty Dancing. Ale rzeczywiście cz. I to cz I. Nie można ich porównywać ;)

    www.izabielaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. piękne filmy :) mi bardziej się podobała II cz. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nice blog!!!
    Would you like to follow each other?

    OdpowiedzUsuń
  6. Super!:)

    Zapraszam do mnie na konkurs!:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam "Dirty Dancing 2" nawet bardziej niż 1 :)

    OdpowiedzUsuń
  8. lubię ten film "DD2", zawsze chciałam znaleźć się w takim miejscu, gdzie każdy kocha taniec, gdzie można tańczyć całym sobą i nikt nie uważa tego za niestosowne lub że tak nie wypada.. ahhh Diego Luna, jako dojrzały facet wystąpił w klipie Katy Perry tam to jest z niego ciacho:)

    OdpowiedzUsuń
  9. love dirty dancng and also your blog! It's so nice!!! I follow you!
    Pass to my blog and if it likes you follow me too, I will be so glad :D
    Kisses
    http://francescagiusti.blogspot.it/

    OdpowiedzUsuń
  10. kocham muzykę z DziennikówMotocyklowych - jest przepiękna! :)
    a DirtyDancing jest niesamowity :)

    dziękuje :* :)

    OdpowiedzUsuń
  11. dziękuje :* nie powiem, stresowałam sie,a le gdy przysżła moja kolej to opadły emocje ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie zaprzeczę, Havana nights oglądało się całkiem przyjemnie, ale żerowanie jej producentów na kultowym, moim ukochanym Dirty Dancing uważam za profanację. Gdyby nie Patrick z pewnością nie obejrzałabym tego filmu.

    li_lia
    http://lilia.celes.ayz.pl/blog/

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam "Dzienniki motocyklowe" i muzykę z tego filmu. :)

    OdpowiedzUsuń